Od tłumaczki: Szczęśliwego Nowego Roku 2020 dla wszystkich czytelników. Do końca tego roku powinniście poznać zakończenie tej historii. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 118 – WIĘZI

25 grudnia 1995

Było już późno, kiedy Syriusz znalazł Hermionę zwiniętą w kłębek z książką, w ogromnej bibliotece Blacków. Z oczywistych powodów były to jego najlepsze Święta od wielu lat. Naczelnik więzienia nie przynosił co roku choinki do Azkabanu.

- Cześć – powiedział i uśmiechnął się do drobnej czarownicy, która spojrzała na niego znad podręcznika i rozjaśniła się na jego widok.

- Cześć, Syriuszu.

Usiadł w głębokim, skórzanym fotelu naprzeciwko niej i postawił między nimi dwa kubki pełne parującej gorącej czekolady. Wskazał dłonią, że jeden jest dla niej i dziewczyna ślicznie się zarumieniła, przyjmując poczęstunek. Jej zaróżowione policzki przypomniały mu przepiękne peonie, które rosły wokół zielarni w Hogwarcie.

- Przepyszna – powiedziała, biorąc łyk.

- Przepis Remusa. I jego czekolada, ale ode mnie tego nie słyszałaś – przyznał i mrugnął do niej zawadiacko.

Roześmiała się, a on poczuł, jakby jego serce miało pęknąć z radości na ten dźwięk.

- Dobrze się bawisz podczas tych świąt? – Zapytała uprzejmie i upiła jeszcze trochę czekolady. Zamknęła książkę i odłożyła ją na najbliższy stolik.

- Fantastycznie – odpowiedział z radością. – Otacza mnie rodzina i przyjaciele, a dekoracje świąteczne robią, co mogą, żeby zakryć przygnębiający charakter tego domu.

Zachichotał i spojrzał na nią. Dostrzegł smutek w jej wzroku.

- A przynajmniej było fantastycznie do momentu, kiedy wróciliście z kliniki. Wszystko w porządku? Molly jest wściekła, a ja nie jestem na tyle głupi, żeby ją pytać, co się stało, na wypadek, gdybym to ja był winien.

Hermiona potrząsnęła głową.

- To nie twoja wina. Wręcz przeciwnie, to bardzo hojne z twojej strony, tak otworzyć swój dom przed nami wszystkimi.

- To bardzo miłe z waszej strony, że tak się nade mną zlitowaliście i dotrzymujecie mi towarzystwa.

Przygryzła wargę, ukrywając uśmiech.

- Pani Weasley jest wściekła na pana Weasley'a, bo pozwolił, żeby jeden z praktykujących Uzdrowicieli użył mugolskich szwów na jego ranie.

Syriusz roześmiał się cicho.

- Czy to przypadkiem nie polega na tym, że wbija się igłę w skórę i przeciąga przez nią nić?

- Tak.

Potrząsnął głową, wyobrażając sobie minę Molly na wieść o takiej procedurze.

- Artur jest zafascynowany najdziwniejszymi mugolskimi wynalazkami. Ja trzymam się podstaw: jedzenie, muzyka i ubrania. A zatem, wiem, dlaczego Molly jest wściekła. A co z wami?

Hermiona zmarszczyła czoło, nie próbując dłużej ukrywać smutku. Spojrzała na swój kubek z czekoladą.

Syriusz pomyślał o tym, jak rozpoczął się ten dzień – od stosu prezentów. Harry był szczęśliwy, mogąc spędzić Święta w Dworze Blacków i nawet planer zadań domowych, który dostał w prezencie od Hermiony nie zniszczył jego dobrego humoru. Dopiero wycieczka do kliniki sprawiła, że zrobił się smutny i wycofany.

- W klinice wpadliśmy na Neville'a.

Syriusz czuł się fatalnie, bo nie poświęcał dużo myśli Neville'owi, który był synem jego przyjaciół. Z drugiej strony, pamiętał matkę Franka i wiedział, że nie pozwoliłaby mu się zbliżyć do jej wnuka bez obecności Aurorów.

- Miał wypadek? Remus wspominał, że Neville od czasu do czasu miewa problemy z kociołkami.

- Nie. On… Odwiedzał rodziców.

Syriusz głośno przełknął ślinę. Spomiędzy jego warg wyrwał się wyłącznie szept.

- Alice i Franka?

- Znałeś ich?

- Tak… Znałem. Byłem w Azkabanie, kiedy usłyszałem, co się z nimi stało. Kiedy Aurorzy złapali moją…

- Bellatrix Lestrange?

- Nie dotkniesz mojej rodziny, ty suko!

- Jak śmiesz mówić do mnie w tej sposób? Masz pojęcie, kim ja jestem? – Wrzasnęła Bella. Jej dłonie trzęsły się z wściekłości, a oczy ciskały błyskawice.

Zdał sobie teraz sprawę, że Mia doskonale wiedziała, kim była Bellatrix. Miała świadomość, kim była ta wiedźma i do czego była zdolna.

- Ty mała, brudna zdrajczyni krwi! Będę patrzeć, jak zdychasz, wrzeszcząc z bólu!

W tamtym momencie Syriusz był sparaliżowany ze strachu. Przede wszystkim, to z jego winy Mia spotkała po raz pierwszy jego szaloną kuzynkę. To on nalegał, żeby poszła z nim na wesele Narcyzy. Ale Mia nawet nie drgnęła, słysząc groźbę Belli. Zamiast tego poczęstowała ją równie tajemniczymi słowami.

- A ja będę patrzeć, jak ty umierasz… Krztusząc się!

Wiele lat później, kiedy Syriusz wiedział już o Mii, Hermionie i cholernym Zmieniaczu Czasu, mężczyzna nadal zastanawiał się, co dziewczyna miała wtedy na myśli.

- Moja kuzynka – warknął, otrząsając się ze złych wspomnień. – Jeśli czyjeś miejsce naprawdę jest w Azkabanie, właśnie ona na nie zasługuje.

- To straszne, co się z nimi stało – szepnęła. – Straszny był widok takiego smutnego Neville'a. Szkoda, że nie mogę nic zrobić.

Syriusz uniósł brew.

- A zrobiłabyś?

Hermiona cofnie się w czasie, doskonale wiedząc, co się stanie w przyszłości. Będzie wiedziała, jak skończą Alice i Frank. Co się stanie z nim i z Remusem. Z Jamesem i Lily. Dlaczego nie zrobiła nic, aby to powstrzymać?

- Oczywiście, że tak – odpowiedziała. – Tylko nie wiem, co mogę zrobić.

Syriusz zmarszczył brwi i uniósł kubek do ust.

- Jestem pewien, że coś wymyślisz – zapewnił ją, samemu nie do końca wierząc w swoje słowa.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Hermiona nie miała pojęcia, jakim cudem Weasley'owie i Harry przespali ten hałas, ale kiedy tylko usłyszała wrzask, wyskoczyła z łóżka i pognała w kierunki drzwi, trzymając różdżkę w mocno zaciśniętej dłoni. Wiedziała, że nie wolno jej używać magii poza Hogwartem, ale w tym momencie to się nie liczyło.

Krzywołap podążał za nią, kiedy schodziła po schodach. Podążała za krzykami, aż znalazła się naprzeciwko drzwi prowadzących do sypialni Syriusza. Serce gwałtownie uderzało o jej klatkę piersiową, kiedy wsłuchiwała się w płacz i wrzaski dobiegające zza drewnianych drzwi. Rozejrzała się po korytarzu, mając nadzieję, że nadejdzie ktoś jeszcze. Była rozdarta między chęcią pomocy i uszanowaniem prywatności Syriusza. W końcu sięgnęła ku klamce.

Wytężała wzrok, próbując dostrzec coś w jego ciemnej sypialni, ale rozróżniała tylko cienie. Dopiero, kiedy Syriusz ponownie zapłakał, wyraźnie przerażony, zauważyła jego sylwetkę rzucającą się pod pościelą. Na ten dźwięk łzy napłynęły jej do oczu, ale nie miała pojęcia, co robić. Po części wiedziała, że powinna zamknąć za sobą drzwi i natychmiast odejść, że to wyłącznie jego sprawa i że byłby na nią wściekły, gdyby się dowiedział, że wślizgnęła się do jego sypialni.

Zanim mogła się głębiej zastanowić, co zrobić z tej sytuacji, drzwi uchyliły się nieco szerzej. Spojrzała w dół.

- Krzywołap! Wracaj natychmiast! – Syknęła szeptem.

Krzywołap jednak wkroczył w ciemność pokoju i wskoczył na łóżko, po czym ułożył się obok śpiącego mężczyzny. Prawie natychmiast Syriusz się uspokoił. Hermiona słyszała, jak jego oddech się wyrównuje. Odetchnęła z ulgą i ustało też bolesne kłucie serca.

Nie wiedząc, co innego zrobić, wycofała się na korytarz i osunęła po ścianie na podłogę. Przyciągnęła kolana pod brodę i mocno objęła ramionami. Miała nadzieję, że jeżeli Syriusz głęboko uśnie, będzie mogła przywołać Krzywołapa i wrócić do siebie. Jeżeli Syriusz się obudzi i znajdzie w swoim łóżku jej zwierzaka, na pewno będzie miał pytania. A ona na pewno nie będzie w stanie na nie odpowiedzieć, nie rumieniąc się.

Jakieś dwadzieścia minut później, jej powieki ciężko opadły i Hermiona zasnęła.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Hermiono? – Szepnął Remus, prawie potykając się o postać drobnej czarownicy, śpiącej w korytarzu, z różdżką w dłoni. – Hermiono, co się stało?

Zamrugała oczami i spojrzała na niego.

-Profesor Lupin?

Remus wykrzywił się, słysząc to określenie.

- Hermiono, dlaczego siedzisz na podłodze, przed drzwiami do sypialni Syriusza? – Zapytał. Wetknął głowę do komnaty i dostrzegł swojego przyjaciela, zwiniętego na łóżku, przytulonego do brzydkiego kota Hermiony. Obaj głośno chrapali.

- Usłyszałam coś – wymamrotała nerwowo. – On… Krzyczał.

Po twarzy Remusa przemknął cień.

- Ah, tak. Przepraszam za to, Hermiono. Syriusz zwykle rzuca Zaklęcie Wyciszające.

- Zwykle? – We wzroku dziewczyny pojawiła się panika. – Często się to zdarza?

Z przykrością Remus skinął głową.

- Przez dwanaście lat był w Azkabanie. Takie wystawienie na moc Dementorów powinno sprawić, że człowiek albo oszaleje, albo straci swoją magiczną moc. I chociaż nienawidzę siebie za te słowa, Syriusz miał szczęście, że wyszedł z tego wyłącznie z koszmarami i wspomnieniami – jeszcze raz spojrzał na przyjaciela i westchnął głęboko. – Jest strasznym uparciuchem.

- Harry też miewa koszmary – przyznała Hermiona. – Ron mi powiedział, że Harry czasami mówi przez sen, czasami krzyczy i płacze. Nie chce o nich rozmawiać, a przynajmniej nie ze mną. Dlatego poprosiłam Rona, żeby się nim zajął. A teraz chciałam tylko…

- Co takiego?

- Nie podoba mi się to, że Syriusz miewa koszmary. Coś wewnątrz boli mnie na tę myśl – przycisnęła dłoń do mostka w taki sposób, że jej dwa palce dotknęły wgłębienia między kośćmi obojczyka. – Czuję to samo, kiedy Harry ma koszmar lub znajduje się w niebezpieczeństwie.

- Czyli… Często? – Zapytał Remus, próbując rozładować atmosferę.

- Czuję to samo podczas pełni księżyca.

Otworzył szeroko oczy na to wyznanie.

- Przepraszam! – Zakryła dłonią usta, wyraźnie zawstydzona. – Nie wiem, czemu to powiedziałam. Nie wiem, dlaczego czuję się w ten sposób. Po prostu…

- Masz ogromne, gorące serce, Hermiono – przerwał jej, czując, jak po jego ciele rozchodzi się ciepło na myśl o tym, że dziewczyna się o niego martwiła. – Posiadasz dar empatii. Nie ma w tym nic złego.

- Nie czuję tego w stosunku do innych ludzi. Nawet do Rona.

Twarz Remusa stężała na te słowa. On wiedział, o co chodzi. Razem z Harrym i Syriuszem dzielił z tą czarownicą silną, głęboką więź. I mimo że w tym momencie żadna z nich nie była ani sprowokowana, ani zapieczętowana – przynajmniej, jeśli chodziło o nią – już je wyczuwała. Bo właśnie emocje przygotowywały podłoże pod więzi: Więź Rodzinną, którą dzieliła z Harrym, Więź Duchową między nią i Syriuszem oraz Więź Watahy.

- No, cóż… - Podrapał się po karku, próbując wymyślić jakieś sensowne kłamstwo. – Wydaje mi się, że ja, Syriusz i Harry powinniśmy być wdzięczni za to, że się o nas martwisz. Chociaż zapewniam cię, że nie musisz. Jest późno. Szedłem do kuchni, żeby napić się herbaty. Dołączysz do mnie?

Hermiona skoczyła na równe nogi i zobaczyła, że Krzywołap wychodzi z sypialni Syriusza.

- Nie, dziękuję, panie profesorze. Ja tylko… Chciałam się upewnić, że z Syriuszem wszystko w porządku – powiedziała i odwróciła w kierunku schodów.

- Ja… Zajmę się nim – zawołał za nią. – Obiecuję.

Ogarnęło go poczucie lekkości, kiedy odwróciła się i uśmiechnęła do niego z zadowoleniem.

Kiedy zniknęła mu z pola widzenia, Remus wszedł do sypialni Syriusza, westchnął i zamknął za sobą drzwi. Widział, że bez łagodzącej obecności kuguchara, Black już zaczyna się niespokojnie wiercić w łóżku. Marszcząc brwi, Remus uniósł kołdrę, żeby się upewnić, że przyjaciel ma na sobie jakieś ubranie.

- Dzięki Merlinowi – wymamrotał z ulgą, po czym popchnął Syriusz. – Rusz się.

Black powoli podniósł powieki.

- Kto tu jest?

- Rusz się – powtórzył Remus i wszedł na materac. Oparł się plecami o zagłówek i ziewnął. Zerknął na Syriusza, który leżał praktycznie w poprzek łóżka, z nogami wiszącymi z jednej strony. – Miałeś koszmar.

- Nic nowego – jęknął Syriusz w poduszkę.

- Hermiona cię słyszała.

- Ja pierdolę – westchnął Black i spojrzał zamglonym wzrokiem na przyjaciela. – Dobrze się czuje?

- Martwi się o ciebie. Śpij teraz.

- To nie to samo – przyznał Syriusz, usiadł i spojrzał na prawą, pustą stronę łóżka.

- To prawda – szepnął Remus, palcami głaszcząc miejsce obok siebie, gdzie powinna leżeć Mia, skulona tuż obok Jamesa. Wywrócił oczami, kiedy poczuł, jak Syriusz złapał jego dłoń i położył sobie na włosach. – Naprawdę?

Syriusz wydął wargi i pociągnął rękę przyjaciela.

- Zrób mi tę przyjemność. Miałem koszmar.

Remus jęknął z bezsilności i niezręcznym ruchem przeczesał palcami włosy Syriusza.

- Lepiej?

- Chujowo ci idzie, Luniaczku.

Remus głośno się roześmiał.

- Na Merlina, jesteśmy zdrowo rąbnięci, prawda?

- Żałośni.

- Nie mów o tym Dorze.

- I tak w końcu się dowie – wymamrotał Black, ziewając szeroko. – Pewnego dnia wszystko wpadnie na swoje miejsce. Mia będzie spała po twojej prawej stronie, gdzie jej miejsce, moja głowa będzie na jej kolanach. A moja kuzynka może spać po twojej lewej.

- Wydaje mi się, że powinniśmy przestać dzielić łóżko w wieku trzydziestu pięciu lat.

- Pięćdziesięciu – negocjował Syriusz.

Remus zachichotał żałośnie i potarł dłonią zmęczone oczy.

- To jest dziwne nawet na nas, Łapo.

- Niech będzie – westchnął Syriusz. – Przestaniemy w wieku czterdziestu pięciu lat. Nie, żeby to miało jakieś znaczenie. I tak jesteś wystarczająco stary, żeby być ojcem Tonks.

- Idź spać, ty hipokryto.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

11 stycznia 1996

- Nie – Syriusz postawił obie stopy na ziemi. Potrząsnął głową, czytając trzymany w dłoniach list, podpisany przez Dumbledore'a. Machnął różdżką nad pergaminem, próbując potwierdzić autentyczność podpisu i warknął, kiedy zaklęcie ją potwierdziło. – Stary zwariował. Nie interesuje mnie, co on pisze. Doskonale wiem, jakie to uczucie, uczyć się Oklumencji. Osoba, która mnie uczyła kochała mnie ponad wszystko, a i tak cholernie bolało.

Zmrużył oczy, patrząc na Snape'a, który stał naprzeciwko niego z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Dłonie ukrył w szatach i posłał Syriuszowi pełne nienawiści spojrzenie.

- Widzisz, Black – odezwał się chłodnym tonem Snape. – To nie zależy od ciebie. Dyrektor poprosił… Nie, zażądał, żeby chłopiec się uczył i wyznaczył mnie do tego zadania.

- Syriuszu, Dumbledore twierdzi, że Severus jest najlepszy – szepnął Remus. Tonks stanęła obok Syriusza i położyła dłoń na jego ramieniu. Remus wziął list w dłonie i sam przeczytał jego treść. – Harry musi się nauczyć.

- Dlaczego on? – Zapytał Syriusz.

- Bo dyrektor chce, żeby ktoś nauczył go poprawnie bronić umysł – warknął Snape.

- A skąd mam wiedzieć, czy ty potrafisz poprawnie go nauczyć? – Syriusz posłał Severusowi mordercze spojrzenie. – Skąd mam wiedzieć, że nie szukasz wymówki, żeby dręczyć Harry'ego?

- Bo mam lepsze rzeczy do roboty, niż przeszukiwanie umysłu piętnastoletniego chłopca – Snape prychnął. – I nie krytykuj moich umiejętności, kundlu.

- Będę krytykował, co tylko zechcę, ty pierdolony zasrańcu!

Nagle w dłoni Snape znalazła się różdżka.

- Legilimens – krzyknął wściekle.

Syriusz głośno jęknął, obejmując ramieniem talię Mii. Była odwrócona do niego plecami i jej skóra lśniła od potu.

- Jesteś gotowa, kochanie?

Syriusz spojrzał ponad ramieniem Mii i zobaczył, że Remus patrzy jej głęboko w oczy, prosząc o pozwolenie i uzyskując jej zgodę na dołączenie do nich. W trójkę, poruszając się jak jedno, jęczeli, powarkiwali i wzdychali. Syriusz całował jej kręgosłup.

- Muszę… Remusie, błagam.

- Czy… Czujecie to?

Wyczuwając nadchodzące szczytowanie, nie mogąc się dłużej powstrzymać, Syriusz sięgnął ku jej szyi i zaprezentował jej nagie ramię Remusowi, którego oczy zalśniły czystym złotem na widok nieskazitelnej skóry. Syriusz przycisnął wargi do ust Mii i poczuł, jak momentalnie stężała, co znaczyło, że Remus ją ugryzł.

- Ty skurwysynu! – Wrzasnął Syriusz, kiedy Snape wycofał się z jego umysłu. Rzucił się na Ślizgona, ale poczuł, że ktoś go przytrzymuje. Najprawdopodobniej Remus. – Nie żyjesz, Smarkerusie! Jesteś pierdolonym trupem!

- Co się dzieje? – Krzyknęła Tonks, widząc, jak Syriusz walczy z Remusem, żeby tylko mu się wyrwać i rzucić na Snape'a. Spojrzała na Mistrza Eliksirów. – Co zrobiłeś?

- Udowodniłem, jakie mam możliwości.

- Słucham? – Remus, zszokowany, zerknął na Syriusza. – Co zobaczył?

Syriusz potarł oczy i jego gniew znowu poszybował w górę, kiedy poczuł, że były mokre od łez. Stuknął palcem w swój obojczyk, gdzie ukryty był znak Watahy. Zacisnął szczękę.

- Sad.

Oczy Remusa zmieniły kolor z zielonych na złote szybciej, niż Syriusz kiedykolwiek widział. Zbyt szybko, żeby Tonks zdążyła go powstrzymać. Wilkołak zdołał posłać potężny cios w stronę podbródka Snape'a. Ślizgon upadł na podłogę w mieszaninie czarnych szat i powykręcanych rąk i nóg.

- Remusie! – Wrzasnęła.

Drzwi się otworzyły i do środka weszła Molly, w odpowiednim momencie, żeby zobaczyć, jak wściekły Remus stoi nad nieprzytomnym ciałem Severusa. Tonks próbowała go odciągnąć, a Syriusz tylko siedział przy stole, dłonie mocno zaciskał na włosach i trząsł się.

- Co tu się dzieje? – Zaskrzeczała Molly.

- Niedokończone sprawy – warknął Remus, patrząc na Snape'a.

- Remusie, chodźmy się przejść – błagała Tonks, ciągnąć jego ramię aż w końcu mężczyzna odpuścił i pozwolił się wyprowadzić z pomieszczenia.

- Co się stało? – Molly zażądała odpowiedzi od Syriusza, który tylko podał jej list od Dumbledore'a. Przeczytała prośbę dyrektora i westchnęła, przenosząc wzrok na Snape'a, któremu udało się pozbierać z podłogi. Ślizgon wyglądał, jakby twarz bardzo go bolała, ale w jego oczach widoczne było ogromne zadowolenie z samego siebie. – Czy mogę zostawić was samych na moment? Chciałabym pójść po Harry'ego, który powinien się dowiedzieć, że podjęto pewne decyzje w jego sprawie.

Syriusz sztywno skinął głową. Był zły na siebie, bo jego dłonie nadal drżały.

- Dorośli mężczyźni – wymamrotała Molly pod nosem, wychodząc z komnaty i zamykając za sobą drzwi.

- Nie miałeś prawa – warknął Black.

- Może następnym razem powieszę cię za kostkę w powietrzu – syknął Snape i zmrużył niebezpiecznie oczy. – Albo podpuszczę cię, żebyś wszedł do niestrzeżonego korytarza, na końcu którego czeka wilkołak.

W komnacie zapadła cisza i Syriusz zmusił się, żeby zapanować nad swoimi emocjami. Snape niewerbalnie rzucił zaklęcie uzdrawiające na swój podbródek. Nie potrzeba było dużo czasu, żeby dołączył do nich Harry z miną, jakby szedł na skazanie. Chłopak odkaszlnął, anonsując swoją obecność.

Syriusz odetchnął ostro, próbując złagodzić wyraz swojej twarzy. Nie było możliwości, żeby wyjaśnić Harry'emu, co właśnie się stało. Poskutkowałoby to tylko tym, że Harry przestraszyłby się lekcji Oklumencji, zanim one się w ogóle zaczęły.

- Siadaj, Potter – nakazał Snape.

- Wiesz – wtrącił się głośno Syriusz, odchylając się na krześle i patrząc na sufit. Nie mógł bez emocji spojrzeć na Snape'a. – Wolałbym, żebyś w moim domu nie wydawał rozkazów, Snape.

- Miałem się spotkać z tobą sam na sam, Potter – warknął Snape. – Ale Black…

- Jestem jego ojcem chrzestnym. Mam pełne prawo tu być.

- Jestem tutaj z polecenia Dumbledore'a.

- I tak potrzebujesz mojej zgody.

- Ależ zostań, Black. Wiem, że chciałbyś się poczuć… Ważny. Podziel się z chłopcem wiadomością, czego od niego wymaga dyrektor. Jesteś bardzo dobry w… Dzieleniu się.

Syriusz otworzył szeroko oczy i jego umysł natychmiast zalała fala obrazów związanych z nim, Remusem, Mią i sadem za Dworem Potterów.

- Co to miało znaczyć? – Warknął, zrywając się na równe nogi i pozwalając, żeby krzesło upadło z hukiem na podłogę.

Snape posłał Blackowi złośliwy uśmieszek.

- Jestem po prostu pewny, że czujesz ogromną frustrację, bo nie jesteś w ogóle przydatny – stwierdził z naciskiem na ostatnie słowo. – Przynajmniej dla Zakonu.

Syriusz spojrzał w dół, ponownie próbując z trudem zapanować nad wybuchem gniewu. Zdawał sobie sprawę, że było to zachowanie, które Harry widział w nadmiarze od czasu, kiedy się poznali. Syriusz nie chciał, żeby jego chrześniak miał o nim złe mniemanie, ale z ogromnym trudem przyszło mu przełknięcie faktu, że Snape zobaczył jego najpiękniejsze, najbardziej intymne wspomnienie. To było coś, czego nie poruszali nawet w rozmowach z Jamesem, a on przecież był częścią Watahy.

Kiedy Black nic nie powiedział, nadal zbyt wściekły, żeby coś z siebie wydusić, Snape wiedział, że ma okazję wyjaśnić Gryfonowi sytuację.

- Dyrektor mnie przysłał, żebym ci oznajmił, że w tym semestrze będziesz się uczył Oklumencji.

- Czego? – Zapytał zdezorientowany Harry.

- Oklumencji, Potter. Obrony umysłu przed penetracją z zewnątrz. To bardzo rzadko spotykana i nauczana dziedzina magii, ale bardzo użyteczna.

- I dlaczego muszę się uczyć tej Oklu… Tego czegoś? – Wyrzucił z siebie chłopak.

- Bo dyrektor uważa, że to dobry pomysł – odpowiedział Snape. – Raz w tygodniu będziesz uczestniczył w prywatnej lekcji i nikomu, a w szczególności Dolores Umbridge, nie zdradzisz, czego się uczysz.

- Rozumiem. Kto będzie mnie uczył?

Snape uniósł brew.

- Ja.

Syriusz wyczuł panikę Harry'ego i podniósł głowę. Zobaczył parę przerażonych, zielonych oczu wpatrzonych w niego i błagających o pomoc. Zamrugał ze zdziwieniem, czując się nieodpowiednią osobą na nieodpowiednim miejscu.

- Dlaczego Dumbledore nie może uczyć Harry'ego? – Mimo tego, że już raz pytał, musiał powtórzyć pytanie, żeby Harry zobaczył, że Syriusz nie siedzi bezczynnie. W innym przypadku wyszedłby na człowieka, jakim właściwie się czuł: słabego i bezwartościowego. – Dlaczego ty?

- Dyrektor ma, na szczęście, taką możliwość, żeby irytujące zadania zlecić swoim pracownikom. Zapewniam, że wcale nie chciałem tej pracy. Potter, będę ciebie oczekiwał w poniedziałek o osiemnastej w moim biurze. Jeśli ktoś zapyta, dostajesz korepetycje z Eliksirów. Nikt, kto widział cię w mojej klasie, nie zakwestionuje tego – Snape odwrócił się, żeby odejść, a jego czarna peleryna zafalowała.

- Zaczekaj chwilę – zawołał go Syriusz, prostując się na krześle.

Snape okręcił się na pięcie i spojrzał w twarz swojego szkolnego wroga.

- Śpieszę się, Black. W przeciwieństwie do ciebie, nie mogę się lenić w nieskończoność…

- Będę się streszczał – Syriusz podszedł do Severusa, uważnie przyglądając się jego dłoni, która trzymała różdżkę. – Jeżeli dowiem się, że wykorzystujesz te lekcje, żeby dręczyć Harry'ego, będziesz się przede mną tłumaczył.

- Wzruszające – zadrwił Snape. – Ale chyba zauważyłeś, że Potter jest bardzo podobny do swojego ojca?

- Owszem, zauważyłem – przyznał z dumą Black.

Snape parsknął śmiechem.

- Zatem wiesz, że wszelka krytyka po prostu spływa po nim, jak po kaczce.

Syriusz podszedł bliżej, wyciągając różdżkę. Snape w odpowiedzi lekko uniósł swoją. Mierzyli się oceniająco, Syriusz z wściekłością, Severus z wyrachowaniem, przenosząc wzrok z twarzy przeciwnika na czubek jego różdżki.

Syriuszowi wydawało się, że Harry zawołał jego imię, ale to go nie zatrzymało.

- Ostrzegałem cię, Smarkerusie. Mam w dupie to, że Dumbledore uważa cię za nawróconego Śmierciożercę. Ja wiem lepiej.

- Dlaczego mu tego nie powiesz? – Szepnął Snape. – Może boisz się, że dyrektor nie potraktuje poważnie słów człowieka, który ukrywa się w domu swojej mamusi od ponad pół roku?

Syriusz zacisnął zęby.

- Powiedz, jak się miewa Lucjusz Malfoy? Podejrzewam, że jest w świetnym nastroju, bo jego piesek kanapowy utrzymał swoją pozycję w Hogwarcie, prawda?

- Skoro jesteśmy w temacie psów – powiedział Snape. – Wiedziałeś, że Lucjusz Malfoy cię rozpoznał ostatnim razem, kiedy wyszedłeś z domu? Niezły pomysł, Black, dać się zobaczyć na peronie pełnym dorosłych i dzieci. Przynajmniej jesteś usprawiedliwiony od opuszczania tej dziury w przyszłości.

Syriusz wyżej uniósł różdżkę.

- Nie! – Wrzasnął Harry. Przeskoczył nad stołem i stanął między mężczyznami. – Syriuszu, nie…

- Nazywasz mnie tchórzem? – Zawył Black, próbując odepchnąć Harry'ego z drogi. Chłopak jednak nie dał się odsunąć.

- Tak, chyba tak.

- Harry, odsuń się.

Drzwi ponownie się otworzyły i do komnaty wkroczyła cała rodzina Weasley'ów razem z Hermioną. Wszyscy byli uradowani, bo szedł z nimi dumny Artur.

- Wyleczony! – Ogłosił z uniesieniem. – Jestem całkowicie wyleczony.

Jednak on i pozostali zastygli ze zdziwienia na progu, obserwując scenę rozgrywającą się przed ich oczami. Syriusz i Severus patrzyli na nowoprzybyłych, ale ich różdżki ani drgnęły i nadal celowały w przeciwnika. Nieruchomy Harry trzymał dłonie na ramionach obu mężczyzn, odpychając ich od siebie.

Wzrok Syriusza natychmiast odnalazł Hermionę, która patrzyła na nich z przerażeniem.

- Na brodę Merlina – wymamrotał Artur i uśmiech znikł z jego twarzy. – Co tu się dzieje?

Syriusz i Severus jak na komendę opuścili różdżki.

- Poniedziałek o osiemnastej, Potter – powtórzył Snape i wyszedł.

Syriusz zmarszczył brwi i schował różdżkę.

- Nic takiego, Arturze. Przyjacielska pogawędka między dwoma szkolnymi kolegami – zmusił się do uśmiechu. – Jesteś zdrowy? To wspaniała wiadomość. Naprawdę, fantastyczna.

Remus również wrócił do komnaty, strzelając kosteczkami u palców. Grzbiet jego dłoni był zaczerwieniony. Zawahał się na widok dużej grupy i wykrzywił się, widząc, że cała uwaga skupiła się na nim. Molly kręciła głową z niedowierzaniem.

- Arturze – Lupin skinął głową na powitanie. – Wyglądasz lepiej.

- Co ci się stało? – Zapytał Artur, wskazując dłoń Remusa.

- Nic takiego – odpowiedział stanowczo, zerkając na Hermionę. Szybko jednak odwrócił wzrok i Syriusz zrozumiał, że przyjaciel myślami cały czas był przy pieczętowaniu Więzi Watahy. Nie chciał łączyć tego wspomnienia z niepełnoletnią czarownicą. – Uderzyłem w coś bardzo… Nieprzyjemnego.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

14 luty 1996

Uczniowie wrócili do Hogwartu, a Weasley'owie do Nory, przez co Syriusz znowu został sam w rezydencji przy Grimmauld. Z powodu misji dla Zakonu, Remus nie odwiedzał go zbyt często. Wracał głównie na tygodnie, kiedy przypadała pełnia księżyca. Wiedział jednak, że towarzystwa Syriuszowi dotrzymuje Dora, za co był niesamowicie wdzięczny.

Remus czuł się fatalnie, wiedząc, że nie stać go na odpowiednie świętowanie Walentynek ze swoją dziewczyną. Spędzenie wieczoru w Dworze Blacków wydawało mu się mało romantycznym sposobem uczczenia tego święta. Miał nadzieję, że Dora zrozumie.

Kiedy jednak wrócił do kwatery głównej tego wieczoru, powitał go zdumiewający widok: oświetlona świecami komnata z przygotowaną romantyczną kolacją dla dwojga.

- Co…? – Zaczął, zszokowany.

- Syriusz to przygotował – Dora szeroko się uśmiechnęła, witając swojego chłopaka pocałunkiem.

- W zamian za co? – Zapytał podejrzliwie Remus.

- Nawet po tych wszystkich latach mi nie ufasz, Luniaczku? – Zapytał Syriusz, wychodząc zza rogu z ogromnym pudłem w dłoniach.

- Nie – odpowiedział prosto Remus, ale kąciki jego ust uniosły się w niewielkim uśmiechu.

- Poprosił, żebym kupiła mu kilka rzeczy na Ulicy Pokątnej – wyjaśniła Dora.

Syriusz uśmiechnął się do pudła.

- Prezent walentynkowy dla Hermiony.

Remus i Dora unieśli wysoko brwi, nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu Lupin odezwał się pierwszy.

- Syriuszu, wiem, że się do siebie zbliżyliście, ale ona nadal ma tylko szesnaście lat i…

Syriusz skinął głową i z westchnieniem podał pudełko Remusowi.

- Wiem, ale to już tradycja. Zawsze było ją bardzo trudno zadowolić prezentami, ale było coś takiego, co przyjmowała z uśmiechem na ustach – uśmiechnął się do nich, skinął im obojgu głową i odszedł do swojej sypialni.

Prawdopodobnie Syriusz miał zamiar spędzić Walentynki zamknięty w swoim pokoju, w towarzystwie Hardodzioba i butelki szkockiej. Póki co, mugolski alkohol był jedyną formą znieczulenia, która na niego działała. Whisky pił, kiedy chciał powspominać.

Dora zacisnęła wargi i spojrzała z zaciekawieniem na pudełko.

- Co miał na myśli?

Remus powoli uniósł wieczko i uśmiechnął się na widok szerokiego wyboru czekoladek. Na wierzchu leżał odręcznie napisany liścik.

Dla mojej czarownicy, która jeszcze nie wie, jak mocno ją kocham. I dla jej głupiego wilkołaka, o którym udaje, że jest ważniejszy ode mnie.

- Mia nienawidziła Walentynek – wyjaśnił Remus. – Nie znosiła nieprzemyślanych, tradycyjnych prezentów, a w dodatku Syriusz miał problem z czarownicami, które w Walentynki próbowały podać mu eliksir miłosny. Kiedy zaczęli się spotykać, Syriusz kupował jej na Walentynki ogromne pudło czekoladek, które następnie dawał mnie. Mia mówiła, że sam fakt, że Syriusz się o mnie troszczył był najlepszym prezentem…

Głos Remusa się załamał i mężczyzna musiał zacisnąć wargi, żeby zwalczyć obezwładniające go emocje.

Dora uśmiechnęła się słodko i porwała jedną z czekoladek z pudełka.

- Wiem, że już to kiedyś mówiłam, ale coraz bardziej lubię Mię Potter.