Od tłumaczki: Serdecznie dziękuję za miłe komentarze! Jest to coś, co najbardziej motywuje do pisania. Obiecuję, że przetłumaczony zostanie cały fanfik. Może macie jakieś pomysły, za co mogłabym się wziąć w następnej kolejności? Jest kilka ciekawych fanfików, które jeszcze nie zostały przełożone na polski. Miłego czytania!
ROZDZIAŁ 119 – PATRZ NA MNIE
6 kwietnia 1996
- Jak źle będzie? – Zapytał Remus, patrząc na twarze kilku członków Zakonu Feniksa, zebranych wokół jadalnianego stołu w rezydencji przy Grimmauld. Dumbledore siedział na jednym krańcu, Syriusz na drugim.
- Korneliusz będzie nalegał, żeby pani Umbridge zajęła moje miejce w Hogwarcie, przynajmniej tymczasowo. Od dzisiejszego wieczora będę zbiegiem – Dumbledore wcale nie wydawał się poruszony tym faktem, mimo iż pozostali członkowie Zakonu byli zszokowani.
- Wiedziałam! – Wykrzyknęła Molly. – Wiedziałam, że ten ich klub sprowadzi kłopoty.
- Nie wiń dzieci, Molly. Jestem z nich dumny i było mi bardzo miło, że nazwali swoją grupę na moją cześć. Właśnie dzięki temu znaleźliśmy się w tej interesującej sytuacji. Zamiast usunąć ze szkoły dwudziestkę dzieci, zbiegiem będzie wyłącznie jeden stary człowiek.
- Dwóch – przypomniał mu Syriusz. – Chociaż nie określiłbym siebie jako starego.
Dumbledore się tylko uśmiechnął.
- Jak Umbridge się o nich dowiedziała? – Zapytał Remus, nadal nie mogący się otrząsnąć z faktu, że grupa Harry'ego i Hermiony została odkryta. Kiedy on i Mia założyli podobną grupę, był pewny, że żadne z nauczycieli nie wiedziało, co się odbywa pod ich nosami.
- Wygląda na to, że jedna z uczennic należących do tego klubu została przesłuchana. Nie była jednak w stanie podać szczegółów dotyczących grupy, poza dostarczeniem pergaminu z pełną listą nazwisk. Zapłaciła za to wysoką cenę – przyznał Dumbledore, a spojrzenie jego jasnych oczu spoczęło na Syriuszu i Remusie.
- Co masz na myśli? – Zapytał Artur. – Co się z nią stało?
- Kiedy przyprowadzono ją do mojego gabinetu, panna Edgecombe miała straszny problem ze swoją skórą. Wygląda na to, że jej twarz oszpeciły pryszcze układające się w słowo DONOSICIEL.
Syriusz i Remus wybuchli głośnym śmiechem, nie mogąc się powstrzymać.
Dziesięć minut zajęło Molly przemówienie im do rozumów tak, żeby chociaż przestali się śmiać z tej biednej Krukonki – bo, oczywiście, dziewczyna okazała się być właśnie Krukonką. Skończyło się na tym, że Syriusz i Remus przeprosili i opuścili towarzystwo, podczas gdy pozostali członkowie Zakonu próbowali wymyślić plan awaryjny na czas nieobecności Dumbledore'a w Hogwarcie.
Wyszedłszy na korytarz, Syriusz otarł łzy z kącików oczu.
- Ona do nas wraca. Donosiciel. Możesz to sobie wyobrazić?
- Ja to pamiętam – westchnął szczęśliwy Remus, czując niewielkie wyrzuty sumienia, bo jego radość brała się z cierpienia nastoletniej czarownicy. – Na Merlina, zapomniałem, jak absolutnie…
- Ślizgońska potrafiła być? – Dokończył Syriusz i ponownie się roześmiał.
- Ta biedna dziewczyna – Remus zachichotał i potrząsnął głową. – Myślisz, że Hermiona nadal jest w wystarczającym stopniu Hermioną, żeby podnieść klątwę?
- Za wydanie Harry'ego? – Syriusz pokręcił przecząco głową. – Ta Edgecombe powinna przywyknąć do noszenia tapety do końca swojego życia. Moja czarownica jest bardzo uparta, jeśli chodzi o chronienie ludzi, których kocha.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
27 kwietnia 1996
- Myślisz, że powinniśmy zacząć robić plany? – Syriusz usiadł przy kuchennym stole, wpatrzony w kubek z gorącą czekoladą. Był pewny, że Remus dolał do niej taniej brandy, mimo iż doskonałej jakości alkohol był codziennością w tym domu.
- Jakie plany?
- W stosunku do Mii.
- Hermiony – poprawił z przyzwyczajenia Remus.
- Nie, myślałem o Mii. Za kilka miesięcy skończy siedemnaście lat – Syriusz podniósł wzrok i zauważył, że Remus patrzył na niego gniewnie. Zawarczał w odpowiedzi, bo wiedział, o co chodziło przyjacielowi i takie insynuacje głęboko go dotknęły. – Nie patrz tak na mnie. Nie twierdzę, że gdy tylko ta dziewczyna skończy siedemnaście lat, skorzystam z okazji, żeby ją przelecieć.
Remus opuścił wzrok, zawstydzony.
- Przepraszam.
- Ale ona… Wraca do mnie, prawda? – Zapytał cicho Syriusz po kilku chwilach niezręcznej ciszy. Był bezbronny i zdenerwowany. – Powiedziałeś, że to widziałeś.
Remus skinął głową.
- Widziałem. W dzień jej dziewiętnastych urodzin.
- Dobra, dobra – Syriusz machnął dłonią. – Za dwa lata. Masz w ogóle Zmieniacz Czasu? Wiesz, jak go zaczarować, żeby zadziałał?
Remus westchnął i przeczesał palcami włosy. Syriusz częściej zauważał siwe pasma we włosach Lupina, kiedy przyjaciel był zestresowany lub przygnębiony.
- Uczyłem się o Magii Czasu jeszcze kiedy Mia była z nami. Sama dokończyła część równań, ja muszę tylko wykombinować, jak określić konkretne miejsce i czas. Ale ponieważ jeszcze nie mam Zmieniacza Czasu – Remus usłyszał, jak Syriusz jęknął z zawodem. – Nie wiem nawet, gdzie zacząć. Podejrzewam, że w Departamencie Tajemnic.
- Może kiedy skończy się ta szopka z przepowiednią, będziemy mogli tam pójść i…
- My nigdzie nie pójdziemy. Ty zostajesz w domu – stwierdził stanowczo Remus, a jego oczy błysnęły złotem.
Syriusz poczuł, jak jego Znak Watahy zapłonął. Rozpoznał w słowach Remusa rozkaz swojego Alfy, chociaż sam nie miał pewności, czy Remus zrobił to celowo.
Upór Syriusza walczył jednak z magią Watahy. Prawie od roku siedział zamknięty w rezydencji przy Grimmauld i towarzystwo jednego starego, uprzedzonego skrzata domowego nie wpływało na niego dobrze. W dodatku do tego, że jego przyjaciele odwiedzali go coraz rzadziej, nie miał absolutnie żadnych wieści od Harry'ego. Umbridge wprowadziła inspekcję poczty wychodzącej i przychodzącej. Od bardzo dawna nie widział Hedwigi i brak jakichkolwiek informacji sprawiał, że mężczyzna coraz bardziej się irytował.
- Mam dość siedzenia tutaj.
Remus jęknął i złapał grzbiet nosa w dwa palce.
- Wiem o tym. Wszyscy wiedzą. Ostatnio zrobił się z ciebie prawdziwy dupek. Nie daj Severusowi namieszać sobie w głowie – natychmiast pożałować swoich słów, bo Syriusz rzucił mu mordercze spojrzenie. – Nie patrz tak na mnie, nie mówiłem przecież dosłownie. Przypominam, że nie tylko ty byłeś częścią wspomnienia, które zbezcześcił. Dajesz mu się prowokować. Nie jesteś tchórzem i ludzie, którzy się liczą, doskonale o tym wiedzą.
- Niech ci będzie – Syriusz prychnął. – Departament Tajemnic. Dlaczego nie powęszysz dyskretnie, kiedy pilnujesz przepowiedni?
- Bo to nie jest moje zadanie – odpowiedział Remus. – Najważniejsze jest zapewnienie Harry'emu bezpieczeństwa.
- Wiem o tym – warknął Black. – Jestem… Poirytowany. Ty odeślesz ją w przeszłość. Ty napiszesz ten głupi list. Ty mogłeś zobaczyć jej wspomnienia. Ja nie robię nic dla Zakonu, nie mogę chronić Harry'ego i nie zrobię nic, żeby odzyskać Mię. Jestem bezużyteczny.
- Mamy całe dwa lata, żeby ją odzyskać. W dodatku za chwilę wybuchnie wojna.
Te słowa jednak wpadły do głowy Syriusza jednym uchem i wypadły drugim.
- Ale wojna się skończy. Tak powiedziała. Prawda?
- To dlatego niczego nie zmieniła. To był powód, dla którego Dumbledore jej nie pozwolił. Wojna się skończyła i w jej oryginalnej linii czasowej wygraliśmy.
Syriusz widział cień na twarzy Remusa. Rozumiał, o co chodzi i poczuł, jak kąciki jego ust opadają. Koniec wojny, ich wygrana były powodem, dla którego w przeszłości doszło do tylu strasznych wydarzeń – Mia wszystko wiedziała i wszystko zignorowała. Z tego powodu nie ocaliła Jamesa i Lily, z tego powodu nie powstrzymała tego, co stało się z Frankiem i Alice. Dlatego pozwoliła Syriuszowi skończyć w Azkabanie, a Pettigrew umknął.
Jedyną rzeczą, jaka utrzymywała jeszcze Syriusza przy zdrowych zmysłach był fakt, że Mia pokazała Remusowi swoje wspomnienia, według których on sam, Tonks, Remus, Harry i Hermiona przeżyją. I wojna powinna się skończyć za jakieś dwa lata.
- List mówi, że zdobędziesz Zmieniacz Czasu w Departamencie Tajemnic. Wiem, że sporo zgadujemy, Lunatyku, ale list mówi…
- Tylko dlatego, że list coś mówi…
- Słucham? – Warknął Syriusz. – Nie ufasz sam sobie? List mówi, że będziesz w Departamencie Tajemnic!
- Żeby ciebie uratować – odwrzasnął Remus. – Właśnie to mówi list. Co oznacza, że w przyszłości zrobisz coś bardzo głupiego i opuścisz Dwór Blacków, i skończysz w niebezpieczeństwie! Nie możemy do tego dopuścić, Syriuszu!
- Ale to ma się stać! – Syriusz próbował zignorować wybuch przyjaciela. – Nic tego nie zmieni.
- Przez tyle lat nasłuchałem się, jak ty i Mia kłócicie się o swoje przeznaczenie. Latami słuchałem słów „Odpierdol się Remusie, powinniśmy mieć wybór" – zadrwił Remus, a Syriusz w odpowiedzi pokazał mu dwa środkowe palce. – Teraz próbujesz mi wmówić, co ma się stać? Oddaj mi list. Wiem, że go masz.
Wyciągnął otwartą dłoń.
- Co? Nie wściekaj się na mnie. Ja tylko rzucam ci w twarz twoje słowa.
- Brzmią głupio, wychodząc z twoich ust. Oddaj mi list, Łapo.
Syriusz pomruczał coś pod nosem, ale sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął z nich trzydziestoletni kawałek pergaminu, który był dotykany, ściskany, rozkładany, składany i czytany tyle razy, że wyglądał, jakby się miał za chwilę rozpaść. W odruchu rozpaczy, rzucił listem w przyjaciela.
Remus rozłożył list na stoliku.
- Idź sobie. Ponarzekaj hipogryfowi, jakim jestem dupkiem.
- Tak zrobię – Syriusz wstał i z hukiem wsunął swoje krzesło pod stół. Odwracając się, mamrotał pod nosem obelgi w kierunku Remusa. – Ale nie dlatego, że mi kazałeś. Wychodzę, bo znowu gdzieś przepadł mój skrzat domowy i muszę go znaleźć, zanim ten potworek rozkradnie moje rzeczy.
- Dupek – wymamrotał Remus, oparł się łokciami o stół i przyjrzał wyblakłym słowom, napisanym jego charakterem pisma.
Kiedy byłem dużo młodszy, przekazano mi wiedzę, którą chroniłem przez wiele lat. Wiedzę, instrukcje, misję. Ta misja właśnie została wykonana, a Ty trzymasz w dłoniach jej owoc. Powinnaś rozpoznać Zmieniacz Czasu z naszej wyprawy do Departamentu Tajemnic, kiedy ratowałaś Syriusza. Gdy tylko go zobaczyłem i rozpoznałem, wiedziałem, że już prawie nadszedł czas. Musiałaś wrócić.
- Mia, co ja mam zrobić? Co, u diabła, zrobi Syriusz?
- Syriuszu! – Zawołał głos od strony kominka i przestraszony Remus podskoczył na krześle.
Odwrócił się ku zielonym płomieniom i dopiero po chwili rozpoznał twarz w kominku.
- Harry? Co ty…? Co się stało? Wszystko w porządku?
- Tak – odpowiedział z wahaniem. – Po prostu się zastanawiałem… Chciałem pogadać z Syriuszem.
- Poszedł na górę, poszukać Stworka. Zaraz go zawołam – Remus podszedł do schodów. – Syriuszu!
- Odwal się!
- To Harry!
Syriusz pojawił się u szczytu schodów, pobladły, a w jego oczach lśniła panika.
- Co z Harrym?
- Jest w kominku. Pospiesz się.
Syriusz zbiegł ze schodów, w międzyczasie odpychając Remusa z drogi.
- Co się dzieje? – Zapytał niecierpliwie. Odgarnął włosy z czoła i klęknął przed kominkiem, żeby być na tym samym poziomie, co Harry. Zaniepokojony Remus klęknął obok przyjaciela. – Potrzebujesz pomocy? Chodzi o Umbridge?
- Nie – odpowiedział Harry. – Nie o to chodzi. Chciałem porozmawiać o… O moim tacie.
Syriusz i Remus wymienili pełne zaskoczenia spojrzenia.
- Co chciałbyś wiedzieć?
- Miałem… Lekcję Oklumencji ze Snapem i… I…
- Mów dalej, Harry – zachęcił go Remus i ostrzegawczo położył dłoń na ramieniu Syriusza, bo zauważył, że przyjaciel prawie stracił nad sobą kontrolę na wspomnienie o Mistrzu Eliksirów.
- Ja… Możliwe, że przypadkiem… Albo właściwie trochę celowo… Zajrzałem do jego myślodsiewni – Harry się skrzywił, spodziewając się, że obaj mężczyźni zaczną na niego wrzeszczeć.
- Oj, Harry – Remus westchnął. – Co zobaczyłeś?
- Właśnie, synu, co widziałeś? – Syriusz pobladł jeszcze bardziej.
Remus starał się zapanować na wyrazem swojej twarzy, żeby nie pokazać po sobie paniki, jaką odczuwał. Nie miał pojęcia, jakie wspomnienia mógł zostawić w myślodsiewni Snape, a biorąc pod uwagę ostatnie spotkanie Syriusza z Severusem, w najgorszym przypadku Harry mógł się natknąć na wspomnienie sadu Potterów. Co prawda, domyślał się, że gdyby Harry zobaczył to wspomnienie, ich rozmowa byłaby dużo głośniejsza. W dodatku Harry chciał pogadać o Jamesie.
- Widziałem was dwóch i mojego tatę… Był tam też Pettigrew. Mój tata trzymał Snape'a w powietrzu, moja mama próbowała mu pomóc i… - Harry wyglądał na zaniepokojonego tym, co widział.
Syriusz przypomniał sobie tę sytuację i jego policzki pokrył rumieniec wstydu.
- Nie oceniaj swojego ojca na podstawie tego, co widziałeś. On miał wtedy tylko piętnaście lat – powiedział cicho Remus.
- Ja mam piętnaście lat – kłócił się Harry.
- Słuchaj, Harry – Syriusz westchnął. – James i Snape znienawidzili się w momencie, kiedy na siebie po raz pierwszy spojrzeli. Jeden z tych przypadków. Potrafisz to zrozumieć, prawda? Wydaje mi się, że James był wszystkim, czym chciał być Snape: był popularny, dobrze grał w Quidditcha, był świetny ze wszystkich przedmiotów. Snape był zawsze odludkiem, wpatrzonym w Czarną Magię, a James… Cokolwiek byś sobie o nim pomyślał, James nienawidził Czarnej Magii.
- No, tak – wymamrotał Harry. Ewidentnie nie słuchał Syriusza. – Ale zaatakował Snape'a bez żadnej przyczyny. Po prostu… Powiedziałeś mu wtedy, że się nudziłeś.
- Nie jestem z tego dumny – powiedział szybko Black. – Jest wiele rzeczy, z których nie jestem dumny, synu. Wspomnienia Snape'a nigdy nie przedstawią mnie w dobrym świetle. Podobnie, jak twojego taty.
Remus zmarszczył brwi, doskonale pamiętając, że istniał powód, dla którego zaatakowali wtedy Ślizgona. Może nie był to dobry powód, ale Snape obrażał Mię. Remus pamiętał, że Severus wtedy zażartował jej kosztem.
- Słuchaj, Harry. Musisz zrozumieć, że twój tata i Syriusz byli najlepsi w szkole we wszystkim, co robili – powiedział Remus i klepnął Black w potylicę, bo mężczyzna miał czelność wyglądać na bardzo zadowolonego z siebie. – Wszyscy uważali ich za najfajniejszych gości w szkole. A jeśli czasami ich poniosło…
- A jeśli czasami zachowywaliśmy się jak małe, aroganckie dupki, chciałeś powiedzieć – przerwał mu Syriusz.
Remus się uśmiechnął.
- Cały czas przeczesywał palcami włosy – wymamrotał Harry z cierpieniem wypisanym na twarzy.
Huncwoci się roześmieli.
- Zapomniałem o tym – stwierdził z czułością Syriusz.
- Bawił się zniczem? – Zapytał Remus.
- Tak – przyznał Harry. – Wyglądał jak idiota.
- Oczywiście, że wyglądał jak idiota – powiedział dobitnie Syriusz. – Wszyscy wtedy byliśmy idiotami. To cel bycia nastolatkiem. No, dobrze… Lunatyk nie był idiotą.
- A powiedziałem wam kiedyś, żebyście zostawili Snape'a w spokoju? – Zapytał Remus, nawet po tylu latach czując się winnym tej sytuacji. – Czy kiedykolwiek miałem jaja, żeby wam powiedzieć, że posunęliście się za daleko?
- Ah, tak. Ale czasami potrafiłeś nas zawstydzić. Nie tak, jak… - Syriusz zawahał się i spojrzał w kominek, gdzie nadal tkwił Harry. – To było coś.
- Ciągle zerkał na dziewczyny siedzące nad jeziorem, mając nadzieję, że one będą go obserwować – stwierdził Harry.
Syriusz spojrzał na chrześniaka takim wzrokiem, jakby był pewny, że za chwilę usłyszy z jego ust oskarżenie „i jedna z nich wyglądała, jak Hermiona". Na szczęście, tak się nie stało.
- Zawsze robił z siebie durnia, kiedy w pobliżu była Lily – Black wzruszył ramionami. – Nie mógł się powstrzymać od popisywania się w jej obecności.
- Zagroziła, że go przeklnie – wytknął Harry.
Syriusz parsknął śmiechem, co sprawiło, że Remus prawie stracił kontrolę nad swoimi emocjami. Obaj Huncwoci wrócili myślami do chwil, kiedy James wychodził z Wielkiej Sali z owsianką we włosach, rozmasowując siniaki czy nawet gasząc pożar, który rozprzestrzeniał się na jego spodniach.
- Nie twierdziłem nigdy, że jego popisy robiły na niej wrażenie – powiedział Black. – Twój stary był czarujący i potrafił wkupić się w łaski skrzatów domowych, nauczycieli i pozostałych uczniów. Na pewno dałby radę poderwać niejedną czarownicę, ale od chwili, kiedy ujrzał twoją mamę, nigdy nie spojrzał na inne dziewczyny. A twoja mama nigdy nie dała się nabrać na jego sztuczki.
- Jak to się stało, że za niego wyszła? – Jęknął Harry. – Przecież go nienawidziła.
Syriusz nadal się głośno śmiał, szczególnie kiedy usłyszał mocno przekoloryzowane słowa chrześniaka.
- Nieprawda.
- Na siódmym roku zaczęli się ze sobą umawiać – powiedział Remus i przypomniał sobie tamtej wieczór, kiedy Mia mocno złapała go za ramię, z niecierpliwością wpatrując się w Lily, która właśnie wparowała do Pokoju Wspólnego i w mgnieniu oka znalazła się w ramionach Jamesa, chociaż nie spojrzała na niego przyjaźnie ani razu w ciągu ostatnich sześciu lat.
Syriusz wyszczerzył zęby.
- Dopiero wtedy, gdy James nieco się pohamował.
- I przestał przeklinać ludzi dla zabawy.
- Nawet Snape'a? – Zapytał Harry.
- No, cóż – Remus wrócił myślami do ich podróży pociągiem do Hogwartu na początku siódmego roku. – Snape był specjalnym przypadkiem. Nigdy nie przepuścił okazji, żeby dopiec Jamesowi, więc chyba się nie spodziewasz, że James odpuścił?
- I moja mama nie miała nic przeciwko?
- Prawdę mówiąc, wiele o tym nie wiedziała – wyjaśnił Black. – Chodzi mi o to, że James nie zabierał Snape'a na ich randki i nie przeklinał go na jej oczach, wiesz?
Harry skrzywił się i Syriusz na ten widok zmarszczył brwi.
- Słuchaj, twój tata był najlepszym przyjacielem, jakiego można było mieć i był dobrym człowiekiem. Wielu ludzi zachowuje się jak idioci w wieku piętnastu lat. Z tego się wyrasta.
- Tak, rozumiem – Harry westchnął. – Nigdy nie sądziłem, że będzie mi przykro z powodu Snape'a.
Syriusz wywrócił oczami.
- Czy traktowaliśmy Snape'a jak gówno? Tak. Ale jestem pewien, że w tej myślodsiewni nie było żadnych wspomnień, pokazujących jego własną winę. Przyznaję, że byłem głupim dupkiem, ale wszystko, co robiłem, robiłem sprowokowany. To ci mogę obiecać – powiedział stanowczo i zerknął na Remusa, który wpatrywał się w niego ze zdumieniem. – No, co? Tak było. Prawda, czasami przesadzałem… Czasami mocno przesadzałem, ale zawsze byłem sprowokowany. Zawsze.
- Harry, jak zareagował Snape, kiedy się dowiedział, że zobaczyłeś to wspomnienie? – Remus spróbował zmienić temat.
- Powiedział, że nie będzie mnie już uczył Oklumencji – powiedział obojętnie Harry. – Jakby mnie to obchodziło…
- SŁUCHAM? – Wrzasnął Syriusz.
- Naprawdę, Harry? – Dodał Remus, patrząc na chłopaka szeroko otwartymi oczami. – Wyrzucił cię z zajęć?
- Tak, ale mnie to nie obchodzi. Prawdę mówiąc, ulżyło mi…
- Czas najwyższy, żebym pojawił się w Hogwarcie i uciął sobie krótką pogawędkę ze Snapem – warknął Syriusz i chciał się podnieść.
Remus zdążył złapać za koszulkę przyjaciela i zatrzymać go na ziemi.
- Jeżeli ktoś ma porozmawiać z Severusem, będę to ja. Ale Harry, pierwszym, co ty zrobisz, będzie powrót na lekcje profesora Snape'a i przekazanie mu informacji, że pod żadnym pozorem nie wolno mu przestać cię uczyć.
- Nie mogę mu tego powiedzieć. On mnie zabije!
- Harry, to niesamowicie ważne, żebyś nauczył się Oklumencji – powiedział stanowczo Remus. – Rozumiesz mnie? Nic nie jest ważniejsze.
Kiedy Harry zniknął z kominka, Huncwoci podnieśli się z kolan i spojrzeli na siebie sfrustrowani.
- Kurwa mać! Co teraz zrobimy? Nie zrozum mnie źle, Lunatyku. Byłem wściekły na Dumbledore'a, że wyznaczył właśnie Snape'a do uczenia Harry'ego, ale chłopak musi nauczyć się Oklumencji. Jeżeli dyrektor ma rację i Voldemort widzi, co się dzieje w głowie Harry'ego, nie będąc nawet w pobliżu…
Remus skinął głową i poczuł, jak po jego plecach przeszedł dreszcz.
- Wszyscy będziemy w niebezpieczeństwie.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
18 czerwca 1996
- Pan już nie wróci z Departamentu Tajemnic. Stworek i jego Pani znowu będą sami!
Słowa skrzata domowego rozbrzmiewały w umyśle Syriusza, kiedy Tonks i Kingsley wypadki z kominka, w poszukiwaniu Remusa. Widział, że mieli nadzieję, że nie będzie go w salonie, kiedy przybędą, ale teraz nie mieli już możliwości, żeby się wycofać. Snape poinformował Kingsley'a, że Dolores Umbridge zatrzymała Harry'ego i jego przyjaciół za włamanie do swojego gabinetu i chciała ich przesłuchać z użyciem Veritaserum.
Największe poruszenie wywołała jednak zakodowana wiadomość od Harry'ego, którą przekazał Severus: On ma Łapę. Trzyma go w miejscu, gdzie to jest ukryte.
- Wezwałem Albusa – ogłosił Kingsley swojej małej grupie, w skład której wchodzili Syriusz, Moody, Tonks i Remus. Nie mieli pojęcia, gdzie są pozostali członkowie Zakonu Feniksa i to sprawiało, że Syriusz był bardziej nerwowy niż zwykle.
- Co robimy? – Zapytała Tonks ze wzrokiem utkwionym w Moodym, czekając na rozkaz.
- To chyba jasne, że Sami-Wiecie-Kto dostał się do umysłu Pottera. Jeśli chłopak myśli, że Black jest w niebezpieczeństwie…
- Musimy przekazać Harry'emu wiadomość – Remus wszedł mu w słowo. – Jeżeli on jest chociaż trochę podobny do ojca, ruszy na ratunek Syriuszowi i nic go nie zatrzyma.
Tonks skinęła głową.
- Nie wspominając już o tym, że są z nim jego przyjaciele. Hermiona i Ron nie puszczą go samego.
- Skontaktuję się z Severusem i poproszę o przekazanie wiadomości – zaproponował Kingsley. – Ale jeśli prawdą jest to, co podejrzewamy i Umbridge popiera purystów krwi, Severus może stracić swoją przykrywkę, a wtedy stracimy…
- Pierdolę, co stracimy! – Wrzasnął Syriusz, rzucając trzymaną w dłoni szklanką o przeciwległą ścianę. Wszyscy już jednak znali temperament Syriusza i nikt nawet nie drgnął, kiedy szkło się roztrzaskało. – To pułapka i Harry wlezie prosto w nią, jeśli czegoś nie zrobimy. Snape wiedział, że to pułapka! Jest w końcu jednym z nich i od lat powtarzam, że nie można mu ufać. Gówno mnie to obchodzi, czy będziemy musieli sforsować bramy Hogwartu, żeby się do niego dostać. Trzeba powiedzieć Harry'emu prawdę!
- Syriuszu…
- Nie – Black odepchnął Lupina, który próbował go spacyfikować. Zniżył głos, żeby nikt więcej go nie usłyszał. – Lunatyku, to jest to. Departament Tajemnic. Ratowanie Syriusza. To jest to.
- To znaczy, że oni już ruszyli do Ministerstwa – zrozumiał Remus.
- O czym tak szepczecie? – Warknął Moody. Przymrużył gniewnie swoje zdrowe oko, podczas gdy magiczne zawirowało w oczodole. Jego paranoja tylko się pogłębiła po byciu uwięzionym w kufrze przez dziewięć miesięcy przez szalonego Śmierciożercę.
- Musimy natychmiast udać się do Ministerstwa – powiedział stanowczo Remus. – Harry i pozostali już opuścili Hogwart.
- Jak? – Zapytała Tonks.
Lupin potrząsnął głową.
- To nie ma znaczenia. Tracimy czas.
- Nie możemy przecież wziąć szturmem Ministerstwa Magii – prychnął Moody. – A już na pewno nie wszyscy. Sam słyszałeś Snape'a, Black, ktoś musi zostać w kwaterze głównej i poinformować Dumbledore'a, co się dzieje.
- Niech ten pierdolony skrzat go poinformuje – odciął się Syriusz.
- Nigdzie nie idziesz! – Krzyknął Szalonooki.
Syriusz odwrócił się ku zebranym w pokoju i spojrzał na nich twardym wzrokiem i z zaciśniętą szczęką.
- Patrz na mnie!
