Od tłumaczki: O samym rozdziale lepiej nic nie napiszę, bo jest smutny i trzeba samemu go przeczytać. Pamiętajcie jednak pierwsze rozdziały tego fanficka, które sporo wyjaśniają.

Jeśli chodzi o kolejne fanficki, o których myślałam, żeby je przetłumaczyć… Moim pierwszym wyborem byłoby „One step forward, two decades back", napisane przez corvusdraconis. Trochę zakręcone sevmione, ale bardzo fajnie podchodzi do problemu lykantropii i magicznych stworzeń. Może macie jakieś inne sugestie?

ROZDZIAŁ 120 – WSZYSTKO EGZYSTUJE, NIC NIE UMIERA

18 czerwca 1996

Weszli do niesławnej Hali Przepowiedni i ich oczom ukazał się chaos. Podłogę pokrywały setki tysięcy potłuczonych szklanych kul. Zniszczenie ewidentnie rozpoczęło się od jednej strony komnaty – regały, na który spoczywały przepowiednie zostały wysadzone w powietrze i runęły na różne strony, w efekcie tworząc wąskie przejście.

- Szaleństwo – szepnął Kingsley, wpatrując się w skalę zniszczeń.

- Nie przyszliśmy tu, żeby podziwiać widoki – warknął na niego Syriusz. Jego stopy, odziane w smoczą skórę, miażdżyły szklane odłamki, kiedy szybkim krokiem szedł przed siebie. – Innego dnia rozpaczaj nad tysiącami straconych przepowiedni. W tym momencie pozostało po nich po prostu potłuczone szkło.

Remus pędził za nim.

W końcu weszli do okrągłej komnaty. Uwagę Syriusza przykuły dziwne, wypalone znaki na drzwiach. Wyglądały, jakby ktoś celowo je zrobił. Syriusz miał tylko nadzieję, że nie były to rykoszety śmiertelnych zaklęć.

Kiedy przybyli do Ministerstwa, członkowie Zakonu natychmiast ruszyli do Hali Przepowiedni, zdając sobie sprawę, że Śmierciożercom zależało na zdobyciu tej dotyczącej Harry'ego i Voldemorta. Remus nie zwracał wtedy uwagi na pozostałe drzwi, bo były zamknięte. Teraz niektóre były otwarte i dobiegały zza nich krzyki.

- Co teraz? – Zapytał Remus, wytężając słuch, próbując zlokalizować dokładne położenie Harry'ego

- Rozdzielamy się! – Nakazał Moody. – Każdy idzie inną drogą.

I właśnie tak zrobili.

W chwili, kiedy Remus otwierał jedne drzwi, usłyszał, jak zza innych Dora woła z paniką „Hermiona" i natychmiast rzucił się w tamtym kierunku. Biegł, jakby się za nim paliło. Jakby zależało od tego jego życie.

W ogromnej komnacie, gdzie pod ścianami stały regały pełne wypełnionych przezroczystym płynem pojemników, Remus upadł na kolana obok swojej dziewczyny, która machała różdżką nad nieruchomym ciałem Hermiony. Kawałek dalej leżały Ginny i Luna, obie nieprzytomne. W tle słyszał maniakalny chichot Rona.

- Hermiono? – Zawołał Remus. Podważył palcem jej podbródek. – Nie, nie, nie!

- Ona żyje – zapewniła go Dora. – Jest puls.

- Co się z nią stało? – Zażądał odpowiedzi Syriusz, padając na kolana obok nieprzytomnej czarownicy. Remus zaczął się zastanawiać, czy Black właśnie nie przekroczył jakiejś granicy bez odwrotu. Drżącymi palcami odgarnął włosy z jej czoła. – Gdzie jest Harry?

- Dora, zajmij się Ronem – poprosił Remus, wskazując chłopca, który walczył z mózgami czepiającymi się jego przedramion. – A później sprawdź, co się stało z Ginny i Luną.

Obserwował, jak czarownica wstała bez słowa, odwróciła się i skierowała różdżkę w kierunku najmłodszego chłopca Weasley'ów. Żeby przestał się szamotać, musiała rzucić na niego Zaklęcie Wiążące.

Kiedy odwrócił się z powrotem do Hermiony, ze zdumieniem zauważył, że Syriusz trzymał ją w ramionach i coś do niej cicho szeptał.

- Hermiono? Kotku… Kochanie, proszę, obudź się. Błagam, obudź się. Czym dostała?

Remus spróbował pocieszyć przyjaciela.

- Wydaje mi się, że ona się z tego wyliże.

- Wydaje ci się?!

Remus zignorował ten wybuch. Nie mogli sobie teraz pozwolić na utratę kontroli.

- Widziałem to. W myślodsiewni.

- W taki sposób zyskałam moje blizny – powiedziała mu Mia chwilę przed tym, jak zabrała ich do wnętrza wspomnienia ze Skrzydła Szpitalnego w Hogwarcie.

Przysunął się do Hermiony i uniósł lekko jej koszulkę.

- Co ty wyprawiasz? – Warknął Syriusz.

- Blizna – Remus pokazał przyjacielowi skraj świeżej, długiej, fioletowej rany, z blizną po której się obaj się zaznajomili.

Syriusz krzyknął na ten widok.

- To od…

Remus skinął głową.

Z oczu Blacka zniknął cały rozsądek. Wyglądał w tym momencie jak szaleniec.

- Mia? Mia, kochanie, obudź się.

Remus ścisnął mocno ramię przyjaciela.

- To nadal nie jest ona. Łapo, skup się.

- Ron ma kaca – dołączyła do nich Dora. – Ginny i Luna żyją. Niedługo powinny odzyskać przytomność. Jak…?

Jej wzrok padła na Hermionę. Zmrużyła oczy, widząc cienką, świeżą ranę widoczną pod odsuniętą koszulką.

- Na Merlina… Czy ona…?

- Przeżyje – zapewnił ją Remus. – Musimy zabrać ich z powrotem do Hogwartu. Z tego, co pamiętam, Hermiona będzie nieprzytomna przez kilka dni.

Delikatnie odebrał nieruchome ciało dziewczyny Syriuszowi i położył je na ziemi. Jeszcze nie skończyli. Nadal brakowało Harry'ego i Neville'a.

- Jesteś pewny? – Zapytał Syriusz, z niepokojem patrząc na ciało Hermiony. Nieświadomie pocierał miejsce nad swoim sercem, gdzie miał wytatuowane jej imię. Bawił się też srebrnym łańcuchem, zawieszonym na szyi. – Lunatyku, to… Wygląda, jak klątwa, która zabiła…

- Charlusa – dokończył Remus. – Wiem. Człowiek, który ją zaatakował, został celowo uciszony. Hermiona przeżyje. Obiecuję.

Syriusz pochylił się i złożył pocałunek na czole dziewczyny.

- Niedługo się zobaczymy, kochanie. Przysięgam.

- Łapo, musimy znaleźć Harry'ego i Neville'a.

Wzrok Syriusza się wyostrzył, jakby mężczyzna nagle sobie przypomniał, po co przybyli do Ministerstwa.

- Neville jest z nimi?

- Pamiętam ze wspomnienia Mii.

- Zapieczętuj komnatę, żeby nikt nie miał do niej dostępu – nakazał Black i wybiegł za drzwi.

- Robi się! – Wrzasnęła biegnąca za nim Dora.

- Pomóżcie mi! – Krzyczał Moody, pojedynkując się ze Śmierciożercą w centrum okrągłej komnaty. Nie wyglądał, jakby naprawdę potrzebował pomocy. Raczej wściekał się, że inni nie walczą, jak on.

Kingsley wyszedł z innej, wydawałoby się pustej, komnaty, wycelował w plecy Śmierciożercy walczącego z Szalonookim i rzucił Zaklęcie Ogłuszające. Mroczny czarodziej upadł na podłogę i natychmiast został związany.

- Trochę ci to zajęło – warknął Moody.

- Crucio!

Inkantacja była wyraźnie słyszalna zza zamkniętych drzwi. Wszyscy odwrócili się w tamtym kierunku, zszokowani. Nawet dźwięk tego słowa wywołał dreszcze na plecach Remusa, mimo że to nie on był ofiarą klątwy. Myśl, że Harry mógł zostać nią uderzony spowodowała, że jego dłonie nieświadomie uformowały pobielałe pięści, a z jego piersi wyrwał się wściekły warkot.

- Bellatrix – szepnął Syriusz i rzucił się do przodu.

- Łapo, stój!

Remus pobiegł za przyjacielem, który potężnym kopniakiem otworzył drzwi. Weszli we dwóch do słabo oświetlonej, prostokątnej komnaty. W samym środku znajdowało się podwyższenie, które otaczały ławki na wzór ogromnego teatru. Na podium znajdował się masywny, kamienny łuk, niepodtrzymywany przez żadną z pobliskich ścian.

Spojrzenia obu mężczyzn pociemniały, kiedy zauważyli Śmierciożerców otaczających dwóch chłopców. Neville obficie krwawił ze złamanego nosa i klęczał obok Harry'ego, podczas gdy Bellatrix Lestrange celowała w nich swoją różdżką.

Pozostali członkowie Zakonu dołączyli do Huncwotów, przykuwając uwagę Śmierciożerców.

- Drętwota! – Krzyknęła Tonks, kiedy Lucjusz Malfoy uniósł przeciwko niej swoją różdżkę.

Remus warknął, widząc, że ktoś miał czelność zaatakować jego partnerkę i chciał do niej podbiec, ale przed nim nagle znalazł się inny Śmierciożerca. Zauważył, że Syriusz momentalnie się zawahał i chciał zawrócić w jego stronę, więc potrząsnął głową.

- Leć. Ja się tym zajmę.

Syriusz przyłożył różdżkę do czoła w geście przypominającym salut i odbiegł, zostawiając Remusa za sobą.

W pobliżu podwyższenia, w samym centrum komnaty, zamaskowany Śmierciożerca trzymał mocno Harry'ego, naciskając na jego tchawicę i pozbawiając go powietrza. Syriusz minął Kingsley'a, który jednocześnie walczył z dwoma przeciwnikami i był wyraźnie zadowolony z powodu ich ewidentnego strachu. Tonks zbiegała po ławkach przeznaczonych na widowni i rzucała zaklęcie za zaklęciem w kierunku Bellatrix.

Przed Syriuszem pojawił się kolejny Śmierciożerca.

- Avada Kedavra!

Zielone światło minęło o centymetry jego prawe ramię. Po prawdzie, Syriusz poczuł gorąco rozchodzące się od zaklęcia, kiedy go mijało.

- Naprawdę mnie wkurwia, kiedy próbujecie mnie zabić – wymamrotał pod nosem i posłał w kierunku swojego przeciwnika Zaklęcie Ogłuszające. Ten jednak się uchylił i ponownie zaszarżował.

- Aaaaaaa!

Głośny wrzask rozproszył Syriusza i Śmierciożercę. Obaj się odwrócili i dostrzegli, że Neville wbił swojemu oprawcy różdżkę prosto w oko.

Wykorzystując ten widok jako odwrócenie uwagi, Syriusz wykrzyknął:

- Petrificus totalus!

Jego przeciwnik natychmiast zesztywniał i poleciał do przodu. Black nie przejmował się dłużej Śmierciożercą. Zamiast tego podbiegł do Moody'ego, zwiniętego na podłodze, krwawiącego z rany głowy.

- Wstawaj, staruszku – wymruczał, przesuwając różdżką nad raną. Proste zaklęcie uzdrawiające, z jakiego potrafił skorzystać, sprawi przynajmniej, że Szalonooki się nie wykrwawi. Nie był wystarczająco dobry w tej dziedzinie magii, żeby całkowicie uleczyć Aurora.

Widząc, że Moody czuje się lepiej, Syriusz zerknął na Harry'ego i zawarczał głośno, widząc, że zbliża się do niego Antonin Dołohow.

Śmierciożerca uniósł różdżkę w tym samym momencie, kiedy Syriusz go staranował, a Harry uniósł tarczę. Black uderzył mocno barkiem w ciało Dołohowa, usuwając go z drogi swojego chrześniaka. Niestety, to jednocześnie sprawiło, że uwaga Śmierciożercy skupiła się na nim.

- Black! – Wrzasnął Dołohow, zrywając się na równe nogi.

- To za mojego ojca! – Zawył Black i uniósł różdżkę. Posłał w kierunku Śmierciożercy serię klątw, legalnych i nielegalnych, w odwecie za śmierć Charlusa, za śmierć Prewettów, za aktualny stan, w jakim znajdowała się Hermiona.

Dołohow był jednak szybki i unikał ataków Syriusza. Od czasu do czasu oberwał w ramię czy w nogę, ale żadne z zaklęć go nie wytrąciło z równowagi. Nie tak, jak Syriuszem zachwiała Klątwa Tnąca Dołohowa, która uderzyła w jego bark.

Harry zerwał się do biegu.

- Petrificus totalus! – Krzyknął.

Ramiona i nogi Dołohowa zastygły i mężczyzna runął z hukiem na plecy.

Syriusz wyszczerzył zęby do swojego chrześniaka.

- Celny strzał! – Zawołał i skoczył ku Harry'emu, zmuszając go do pochylenia głowy, kiedy nad nimi przeleciały dwa ogłuszacze. – Chcę, żebyś stąd…

Znowu musieli się uchylić, bo w kierunku Syriusza poszybował zielony błysk światła, który ledwo go minął. Black zauważył, że walcząca wcześniej z Bellatrix Tonks upada nieprzytomna na ziemię, pomiędzy kamiennymi ławeczkami. Triumfująca Bella ruszyła biegiem ku innym walczącym.

Syriusz otworzył szeroko oczy i odszukał wzrokiem Remusa, który pojedynkował się z dwoma zamaskowanymi Śmierciożercami jakieś sześć metrów od miejsca, gdzie upadła jego czarownica. Nie był świadomy, że teraz to on znalazł się na celowniku Bellatrix. Syriusz odwrócił się do Harry'ego z paniką w oczach.

- Bierz przepowiednię, łap Neville'a i zwiewaj stąd!

Następnie, bez zbędnych dodatków, ruszył, by przechwycić Bellatrix.

- Cruci… - Zaczęła, wskazując czubkiem różdżki odsłonięte plecy Remusa.

- Lacarnum inflamare! – Przerwał jej Syriusz.

Przed oczami Blacka uformował się ognista kula, która ruszyła w kierunku jego kuzynki i uderzyła ją centralnie w klatkę piersiową. Bellatrix stanęła w płomieniach.

Kobieta wrzasnęła, z bólu i wściekłości, po czym szybko ugasiła płomienie. Nieco za szybko, jak na gust Syriusza. Jej ciemne, zapadnięte oczy odnalazły Blacka i Bella wykrzywiła się z odrazą.

- Twoją słabością zawsze było stawanie w obronie brudnych mieszańców. Będę zachwycona, kiedy już zdechniesz.

- Możesz próbować mnie zabić, ty suko!

- Dubbledore! – Krzyknął Neville zmienionym głosem. Złamany nos nie pozwalał mu dobrze mówić.

Wszystkie głowy odwróciły się w kierunku, gdzie pojawił się stary czarodziej. W wyciągniętej dłoni trzymał różdżkę, na jego pobladłej twarzy pojawiła się furia. Z szybkością, której mogliby mu pozazdrościć młodsi czarodzieje, Dumbledore zbiegł po schodach, mijając Harry'ego i Neville'a. Komnata rozbrzmiała wrzaskami. Jeden ze Śmierciożerców spróbował uciec i chciała wdrapać się na kamienną ścianę, ale Dumbledore poruszył nadgarstkiem i bez wysiłku przyciągnął mężczyznę na środek komnaty. Następnie związał go niewidzialną liną.

Rozproszony pojawieniem się dyrektora, Syriusz z trudem uniknął klątwy, którą w jego stronę posłała Bella. Warknął, spojrzał na nią i odwdzięczył się zaklęcie, przed którym ona ledwo uciekła.

Była wściekła, kiedy na niego zaszarżowała. Straciła resztki gracji, z którą się wcześniej poruszała, nacierając na niego z furią. Machała różdżką w nieskoordynowany sposób, rzucając na niego zaklęcie za zaklęciem, mając nadzieję, że chociaż jedno dotrze do celu.

Syriusz roześmiał się na widok swojej szalonej kuzynki.

- No, dawaj! Stać cię na więcej!

Kolejne zaklęcie uderzyło go prosto w pierś.

Uśmiech nie zdążył zniknął z jego twarzy, ale w jego oczach pojawiło się zdumienie.

Remus odwrócił się w idealnym momencie, żeby zobaczyć ciało Syriusza wpadające z wdziękiem za Zasłonę, wiszącą na łuku usytuowanym w centralnym punkcie podwyższenia. Nie czuł strachu, dopóki ciało przyjaciela całe nie zniknęło. Wtedy po jego piersi rozeszło się znajome zimno.

- Nie – szepnął, gdy dotarło do niego, co się właśnie stało.

Stracili Syriusza.

- SYRIUSZU! – Wrzasnął Harry. – SYRIUSZU!

Remus ruszył biegiem, nie dopuszczając do siebie myśli o tym, co właśnie się stało, gdy zobaczył, jak Harry biegnie w kierunku Zasłony. Złapał chłopaka za ramiona i zwalił się z nim na ziemię. Harry nadaremno walczył, żeby się wydostać z uścisku ramion Lupina.

- Nie możesz nic zrobić, Harry – wymamrotał Remus, patrząc zdumionym wzrokiem na Zasłonę. Wilk wył i warczał w jego głowie, czując utratę części magii Watahy. Czuł to samo wyłącznie raz w życiu: w chwili śmierci Jamesa i Lily. – On nie żyje.

- Idź po niego! Ocal go! Przecież on tylko przeleciał przez Zasłonę! – Harry nadal krzyczał.

- Już za późno, Harry.

- Cały czas możemy go dosięgnąć!

Harry mocno się szamotał, ale Remus nie puszczał. A nawet gdyby chciał puścić, Lunatyk by mu na to nie pozwolił. Nie widział nigdzie Dory, Hermiona leżała ranna i nieprzytomna w innej komnacie, a Łapa… Lunatyk za nic w świecie nie puściłby Harry'ego. Wilk drapał, wył i rzucał się w umyśle Lupina.

Harry płakał w jego ramionach i Remus musiał sam zwalczyć chęć rozklejenia się. Musiał dać chłopcu siłę, jakiej potrzebował.

- Nic nie możesz zrobić, Harry. Już za późno. Syriusz odszedł.

- On żyje! – Wrzasnął Harry. – SYRIUSZU! SYRIUSZU!

- On nie wróci, Harry – powiedział Remus, a jego serce łamało się tak, jak jego głos. – Nie może wrócić, bo jest mar…

- ON. NIE JEST. MARTWY! – Zawył Harry. – SYRIUSZU!

Remus zadrżał i zrozumiał, że jeśli szybko nie opanuje Harry'ego, chłopak wyrwie się z jego uścisku i bez wahania skoczy za Syriuszem w Zasłonę, zabijając się w efekcie. Zacisnął ramiona mocniej, niż powinien i odciągnął go od podwyższenia. Stanęli obok Neville'a, który cały czas walczył z zaklęciem galaretowatych nóżek, którym został trafiony.

- Harry, tak mi brzykro – powiedział Neville, nadal krwawiąc ze złamanego nosa. – Dży ten dżłowieg był…? Dży Syriusz Black był… Twoim brzyjadzielem?

Harry skinął głową.

- Chwileczkę – mruknął Remus i wskazał różdżką na nogi Neville'a. – Finite.

Nogi młodego Longbottoma opadły nieruchomo na podłogę. Remus rozejrzał się po komnacie, poszukując kogoś, kto by mu pomógł z chłopcami.

- Poszukajmy pozostałych. Gdzie oni są, Neville?

- Są dam – Neville wskazał drzwi. – Bózg zaadakował Rona, ale chyba nic bu się nie zdało. Herbiona jest niebrzytomna, ale wyczuwałem buls.

Remus westchnął, zdając sobie sprawę, że jedyne, co im zostało to posprzątać bałagan po sobie, zająć się rannymi i… Żyć dalej. Wiedział, że był w szoku, bo mimo, że cholernie go bolało, prawdziwe cierpienie jeszcze się nie zaczęło. Wilk wył w jego umyśle, rozpaczając nad stratą, którą Remus próbował zepchnąć w najgłębsze odmęty podświadomości.

Z podwyższenia dobiegł ich huk i głośny krzyk. Kingsley upadł na ziemię, wijąc się z bólu. Bellatrix Lestrange odwróciła się i zaczęła uciekać, ale Dumbledore już ją dostrzegł. Rzucił na nią zaklęcie, ale ona je odbiła. Była już w połowie schodów, kiedy Harry w końcu wyrwał się z uścisku Remusa i ruszył za nią.

- Harry! Nie! – Krzyknął przeciągle Remus.

- ONA ZABIŁA SYRIUSZA! – Zawył Potter. – ONA ZABIŁA JEGO, A JA ZABIJĘ JĄ!

Remus chciał pobiec za nim, ale Kingsley zdążył wstać i przechwycił Lupina, kładąc obie dłonie na jego ramionach. Nagle Lupin poczuł, że opuszczają go wszystkie siły. Upadł bezwładnie na jeden z kamiennych schodków. Musiał zwalczyć w sobie potrzebę, żeby wrzasnąć, żeby zawyć… Żeby pobiec za Harrym i pomóc mu oskórować sukę żywcem za to, że… Że… Że…

- Dumbledore jest z nim. Harry z tego wyjdzie – zapewnił go Kingsley.

Harry znajdował się poza jego zasięgiem, a Hermiona leżała nieprzytomna w komnacie obok, co sprawiło, że myśli Remusa natychmiast znalazły się przy jego partnerce.

- Gdzie jest Dora? – Zapytał, szukając wzrokiem swojej czarownicy. Panika zaczęła przejmować nad nim kontrolę, kiedy jej nigdzie nie dostrzegł.

- Moody się nią zajmuje – przyrzekł Kingsley. – A wszyscy Śmierciożercy, którym nie udało się uciec zostali unieruchomieni i zabezpieczeni.

- Gdzie jest Dora? – Powtórzył Remus. Wydawało mu się, że topi się w gęstej mgle. – Gdzie…? Hermiona i Harry…?

Nie mógł oddychać. Kącikiem oka widział ogromną Zasłonę stojącą na środku komnaty, drwiącą z niego samą swoją obecnością.

- Remusie? Tonks oberwała naprawdę mocno. Moody zabiera ją do kliniki świętego Munga.

Remus potrząsnął głową, nie rozumiejąc, co do niego mówiono.

- Klinika świętego Munga… Nie… Ja nie mogę… Nie mogę tam wchodzić. Oni mnie… Nie wpuszczą.

- Wiem, stary – Kingsley poklepał Remusa po plecach. – Wiem. Przykro mi z powodu Syriusza.

- Nie! – Wrzasnął Lupin i odsunął się od Kingsley'a. – To nie miało się zdarzyć…

Przecież to widział. Wspomnienia Mii. I Syriusz był w nich żywy. To nie powinno było się wydarzyć. Pamiętał, że widział Bellatrix, Hermionę i Syriusza w Dworze Malfoy'ów. Pamiętał Hermionę i Syriusza w bibliotece rezydencji przy Grimmauld. Miała wtedy dziewiętnaście lat. To jeszcze się nie wydarzyło. Syriusz powinien wtedy być żywy. Co się stało?

- Piszę, że już kiedyś korzystałaś ze Zmieniacza Czasu? Żeby ocalić Syriusza?

- Wpakował się w kłopoty – odpowiedziała napiętym głosem.

- Jest w tym najlepszy. A Departament Tajemnic?

- To bardzo długa historia. Sądzę, że lepiej ją przeżyć.

- Kogo stracimy? – Zapytał ją. – Kto zginie podczas wojny?

Mia spuściła wzrok.

- Wiesz, że nie mogę ci powiedzieć.

- Kurwa mać! – Wrzasnął Remus i w końcu łzy pojawiły się w jego oczach.

Zamachnął się pięścią, pragnąc coś uderzyć. Nic jednak nie stało na jego drodze, wobec czego stracił równowagę i wylądował na kolanach. Wsunął dłonie w swoje włosy, zacisnął i pociągnął, łkając głośno. Coś się stało. Coś się zmieniło. Przyszłość została zniszczona. Syriusz nie żył. Mia… Nigdy mu nie wybaczy utraty Syriusza. Miał się nim zająć. Przecież jej obiecał. I znów ją zawiódł.

Spojrzał na Kingsley spuchniętymi oczami, nie wstydząc się mokrej od łez twarzy.

- Muszę zobaczyć Dorę. Wszystko z nią w porządku?

- Wyjdzie z tego, Remusie. Moody już ją stąd zabrał. My musimy się zająć dzieciakami.

Remus skinął głową.

- Hermiona – powiedział i popędził do sąsiedniej komnaty.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

23 czerwca 1996

Hermiona leżała nieprzytomna w Skrzydle Szpitalnym Hogwartu przez kilka dni. Remus trwał nieprzerwanie u jej boku, żądając regularnych raportów dotyczących Dory, która przebywała w klinice świętego Munga, dochodząc do siebie. Ona również była nieprzytomna po bitwie. Nie mogąc warować przy swojej czarownicy, Remus próbował ułagodzić wilka, pilnując Hermiony, mając nadzieję, że resztki magii Watahy przyspieszą jej powrót do zdrowia. Oczywiście, to nie mogło zadziałać. Hermiona nie była z nim związana. Nie tak, jak Mia i Syriusz… Ale Remus odczuwał potrzebę działania, nawet jeśli tym działaniem miało być pilnowanie drobnej czarownicy leżącej w Skrzydle Szpitalnym i powoli dochodzącej do siebie.

- Mogła zginąć – powiedziała pani Pomfrey, kiedy pierwszy raz zbadała Hermionę.

Remus stał wtedy w nogach łóżka i cały się trząsł.

Kiedy opadły emocje po bitwie, mężczyzna upadł na łóżku u boku nieprzytomnej Hermiony i zaczął głośno płakać. Poczuł, jak obejmuje go para szczupłych ramion i spojrzał w górę. Obok niego stała równie zapłakana Minerwa McGonagall. Poczuł się jak dwunastolatek, kiedy tak go obejmowała, przypominając sobie chwile, kiedy jego własna matka go pocieszała, lub kiedy robiła to Dorea.

- Miałem się nim opiekować – wykrztusił. Bolało go nawet mówienie. – Obiecałem jej.

- Nie mogłeś tego przewidzieć, Remusie.

- Dlaczego ja? – Jego głos znowu się załamał. – Dlaczego to zawsze ja zostaję sam?

- Nie jesteś sam – obiecała Minerwa, zmieniając ton głosu z łagodnego na ostry. W jej oczach błyszczały łzy. Remus nie pamiętał, żeby kiedykolwiek widział ją w takim stanie. – Musisz zająć się sobą, młody człowieku. Skoro nie chcesz pozwolić nikomu innemu zbliżyć się do panny Granger, musisz być w stanie samemu się nią zaopiekować.

Remus skinął głową. Nie wszystkie jej słowa do niego dotarły. Kiedy Minerwa opuściła Skrzydło Szpitalne, a do łóżka Hermiony zbliżyła się Poppy Pomfrey, Remus był już w nieco lepszym stanie i świadomie dopuścił uzdrowicielkę do dziewczyny. Ponieważ jednak pozostali uczniowie też zostali poszkodowani w bitwie w Ministerstwie, jemu przypadło zadanie pilnowania, czy Hermiona przyjmuje zalecone eliksiry. Kiedyś Mia podawała eliksiry uleczające jemu.

Kiedy Hermiona w końcu odzyskała przytomność, Remus był obok niej, siedząc na niewygodnym szpitalnym krześle, trzymając delikatnie jej dłoń. Usłyszał, że jej oddech się zmienił i zaczęła się wiercić w łóżku na długo przed tym, jak przemówiła. Nie wiedząc, co ma jej powiedzieć, wybrał milczenie.

- Harry? – Wymamrotała cicho.

Remus zmarszczył brwi i mocniej ścisnął jej dłoń.

- Hermiono?

- Profesor Lupin? – W jej głosie dźwięczało zaskoczenie.

Słysząc jej słowa, westchnął i ją puścił. Ileż by dał, żeby zaczęła mówić do niego po imieniu. Żeby ponownie była jego najlepszą przyjaciółką. Mia wiedziałaby, co robić. Remus nigdy nie czuł się bardziej zagubiony.

- Co się stało? Może pan rzucić Lumos? Nie wiem, gdzie jest moja różdżka…

- Nie. Jest lepiej, bo… Jest ciemno – odwrócił od niej głowę i potarł oczy. Nie chciał, żeby widziała jego łzy. – Byłaś nieprzytomna przez kilka dni i… Światło może być dla ciebie nieprzyjemne.

Prawie się zakrztusił własnymi słowami, tak bardzo łamało mu się serce.

- Co się stało? Gdzie jest Harry?

- Harry ma się dobrze – zapewnił ją. – A przynajmniej jest bezpieczny. Członkowie Zakonu na czas przybyli do Ministerstwa. To znaczy, żadne z was… Mamy rannych, ale ty, Neville, Ron, Harry, Ginny i Luna wyszliście z tego.

Ostrożnie dobierał słowa, nie wiedząc, jak jej powiedzieć, że Syriusz zginął. Zastanawiał się, czy ona poczuje taką pustkę, jaką on czuł.

- Co się ze mną stało?

- Nie jesteśmy pewni – skłamał i odkaszlnął. – Dostałaś potężną klątwą. Neville i Harry powiedzieli nam, że Śmierciożerca, który cię przeklął, został wcześniej uciszony. Prawdopodobnie dzięki temu nadal żyjesz.

Przypomniał sobie martwe ciało Charlusa, noszące ślady tej samej klątwy. Był wdzięczny losowi, że zwykłe Zaklęcie Wyciszające sprawiło, że Hermiona przeżyła identyczny atak.

- Czy mogę zobaczyć? – Zapytała.

Zatopił się w innym wspomnieniu, w którym po raz pierwszy zobaczył jej bliznę we Wrzeszczącej Chacie. Po nocy pełnej intymności i pełni księżyca, nastąpił poranek pełen wyjaśnień. Na początku widok tej blizny niesamowicie go zmartwił, ale później poczuł, że taki ślad na jej ciele jest tylko kolejną cechą, która ich łączy. W końcu on cały był pokryty bliznami, a ona przypominała mu, że był piękny.

Po kilku minutach milczenia, Remus rozjarzył czubek swojej różdżki delikatnym światłem i bez wahania włożył różdżkę w jej dłonie. Wzrok wlepił w zasłony otaczające jej łóżko, próbując dać jej odrobinę prywatności, kiedy przyglądała się swojej ranie. Słyszał, jak odsuwa bandaże, słyszał jej stłumiony krzyk i łkanie, które próbowała powstrzymać.

- To tylko blizna, Hermiono – Remus musiał przeczyścić gardło, zanim coś powiedział. Nadal na nią nie patrzył. – Im głębiej ból przenika wasze istnienie, tym większą radość możecie w nim pomieścić.

- Piękne słowa.

- Khalil Gibran – wymamrotał. – Poeta.

- Czarodziej?

Remus odetchnął drżąco.

- Mugol.

- Panie profesorze, czego mi pan nie mówi?

- Remusie, obiecaj mi coś.

- Dla ciebie wszystko, kochanie.

- Obiecaj mi, że zawsze… Zawsze będziesz ufał Syriuszowi. Pamiętaj, że jest dobrym człowiekiem. A kiedy będzie potrzebował ciebie najbardziej, obiecaj mi, że się nim zajmiesz.

Zająć się Syriuszem. Słysząc słowa Hermiony, dogłębnie rozumiejąc, że złamał obietnicę daną Mii, Remus załamał się i jego ramiona zaczęły drżeć. Schował twarz w rękach, a w jego oczach znowu pojawiły się łzy. Po chwili poczuł, jak drobna dłoń Hermiony spoczęła pocieszająco na jego łopatce.

- Syriusz nie żyje.

- Nie! – Hermiona krzyknęła.

Tak mi przykro, pomyślał. Tak mi przykro, że cię zawiodłem, Mia. Zawiodłem was wszystkich.

- Gdzie jest Harry? Na bogów… O, Remusie – pierwszy raz wypowiedziała jego imię i mężczyzna zapłakał mocniej. – Remusie, tak mi przykro. Był twoim najlepszym przyjacielem i… Dobrze się czujesz? Przepraszam, oczywiście, że nie czujesz się dobrze…

- A ty dobrze się czujesz? – Zapytał ją, w końcu odwracając się do niej. Widział jej twarz, naznaczoną smutkiem w nikłym świetle swojej własnej różdżki.

- Ze mną będzie dobrze. Bardziej się martwię o ciebie i Harry'ego.

- Ja… Jestem przyzwyczajony do tracenia ludzi, których kocham. Nie musisz się martwić o Harry'ego. Teraz ja się nim zajmę. To moje zadanie.

- Moje też – szepnęła.

Odwrócił się od niej i powstrzymał krzyk rozpaczy cisnący się mu na usta.

- Nasze zadanie – zgodził się. – Odpoczywaj, Hermiono.

- Nadal boli. Czy to normalne? – Zapytała, dotykając swoich zabandażowanych żeber.

- Pani Pomfery zaleciła, żebym podawał ci ten eliksir co trzy godziny – sięgnął po fiolkę z fioletowym płynem, która stała na jej stoliku nocnym.

- Jak długo tu jestem?

- To nie jest ważne – Remus potrząsnął głową i odkorkował Eliksir Przeciwbólowy. Nie chciał jej mówić, że od kilku dni pełni wartę przy jej łóżku szpitalnym i jedyną osobą, którą do niej dopuszczał była pani Pomfrey. – Musisz to wypić. Zrobisz się senna, ale to dobrze, bo musisz odpoczywać.

Wzięła od niego fiolkę. Nie mogąc się powstrzymać, Remus czułym ruchem odgarnął włosy z jej policzka i zatknął lok za jej ucho.

- Musisz wyzdrowieć.

Hermiona skinęła głową i przełknęła zawartość fiolki.

- Dziwnie smakuje.

Obserwował natychmiastowe działanie eliksiru. Hermiona zamrugała powiekami, ogarnięta nagłym znużeniem. Był wdzięczny za to, że pani Pomfrey miała doskonale zaopatrzone Skrzydło Szpitalne i nie trzeba było odsyłać dziewczyny do kliniki świętego Munga, jak Dorę. Wtedy nie mógłby trwać u jej boku.

- Śpij, kochanie – szepnął, widząc, jak jej powieki opadają.

- Nazwałam cię Remusem – wymamrotała, odurzona działaniem wywaru.

Uśmiechnął się ze smutkiem.

- To prawda, kochanie.

- A ty znowu powiedziałeś do mnie „kochanie". Dlaczego? – Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu.

Remus nie mógł się powstrzymać i odpowiedział szerokim uśmiechem. Pamiętał, jak Mia Potter potrafiła wypić całą butelkę whisky, po czym i tak była w stanie celnie przekląć kogoś, kto krzywo na nią spojrzał.

- Nie ma znaczenia. I tak nie będziesz tego pamiętała, gdy się obudzisz.

- Powiedz mi.

Zawahał się.

- Powiedziałem do ciebie „kochanie", bo… Tym dla mnie jesteś. Jesteś ważna. Jesteś dla mnie droga. Jesteś moim sercem – ponownie ujął jej dłoń w swoje ręce. – Jest tylko jedna osoba na całym świecie, którą kocham bardziej od ciebie i jestem pewien, że na nią nie zasługuję.

Zastanawiał się, czy Moody albo Kingsley powiedzieli Dorze, że Syriusz nie żyje, a Remus, który podobno znał przyszłość, nie zrobił nic, żeby temu zapobiec.

- Jest bezpieczniejsza beze mnie.

- To… Głupota – wymamrotała Hermiona.

Remus roześmiał się cicho.

- Nadal boli – wyszeptała po chwili.

- Eliksir przeciwbólowy powinien był pomóc – odpowiedział zaniepokojony Remus. – Twoje żebra były mocno poobijane. Mogę przynieść maść…

- Nie to. Czuję zimno. Tutaj… - Jej palce lekko dotknęły miejsca pod gardłem, gdzie stykały się kości obojczyka. Przesunęła je nad swoje serce.

Remus z trudem przełknął ślinę. Znał ten ból. Ból złamanej Więzi – brakującej magii. Hermiona czuła, że czegoś jej brakuje, chociaż nie miała pojęcia, co tam wcześniej było.

- Hermiono, nie udało mi się go ocalić. Syriusz zginął i ja… Tak mi przykro, Hermiono.

- Ralph Waldo Emerson – wydukała, prawie niezrozumiale.

- Słucham?

- Sekretem świata jest to, że wszystko egzystuje, nic nie umiera – zaczęła, ale nie skończyła cytatu, bo w końcu zasnęła.

- Tylko odchodzi na chwilę, aby później powrócić – dokończył cicho Remus, patrząc na drobną czarownicę szeroko otwartymi oczami.