Od tłumaczki: Ciąg dalszy upartego wilkołaka i jego jeszcze bardziej upartej dziewczyny. Jeszcze troszkę, odrobina cierpliwości. W ciągu najbliższego miesiąca (czyli czterech rozdziałów) bardzo dużo się wyjaśni. Miłego czytania, do zobaczenia za tydzień.

ROZDZIAŁ 122 – TĘSKNIĘ ZA RÓŻOWYMI WŁOSAMI

1 października 1996

Drogi Remusie,

Mam nadzieję, że jesteś cały i zdrowy. Wysyłałam do ciebie kilka listów latem, ale wszystkie sowy do mnie wróciły, wiec zakładam, że jesteś gdzieś na misji zleconej przez Zakon. Liczę, że chociaż Ty jesteś bezpieczny. Harry nie radzi sobie ze śmiercią Syriusza. Właściwie, uważam, że nikt sobie z nią nie radzi.

Miewam koszmary nocne. Budzę się z uczuciem zimna, jakbym miała w duszy dziurę, która już nigdy w życiu się nie wypełni. Najpierw obawiałam się, że to efekt działania Dementorów, ale to jednak jest coś innego. Może jest to skutek zaklęcia, którym zostałam uderzona. Chciałabym wiedzieć o nim więcej.

Wybacz mi, że składam na Tobie moje problemy, ale czasami mam wrażenie, że my siedzimy w bezpiecznych murach Hogwartu, podczas gdy Ty jesteś gdzieś tam, gdzie toczy się wojna. Harry został wybrany kapitanem drużyny Quidditcha i od tego roku Ron jest częścią drużyny. Dostał się na pozycję Obrońcy. Harry całkiem nieźle radzi sobie na Zaawansowanych Eliksirach, a ja próbuję nie pokazywać po sobie, że mu zazdroszczę. Profesor Snape przejął Twoje stanowisko i uczy Obrony przed Czarną Magią.

Bardzo za Tobą tęsknimy.

Z emerytury powrócił profesor Slughorn, który uczy nas Eliksirów. To bardzo interesujący człowiek. Harry'ego i mnie zaproszono do jego „Klubu Ślimaka". Podobno to ogromny zaszczyt. Jestem nieprzyjemnie zaskoczona jego podejściem. Uczniowie urodzeni w mugolskich rodzinach w ogóle go nie interesują, chyba, że się czymś wykażą. Wtedy jest w stanie przymknąć oko na „przykre okoliczności naszych narodzin". Mimo wszystko, te spotkania zajmują mi trochę czasu. I Slughorn trzyma zdjęcia swoich ulubionych uczniów z przeszłych lat.

Na jednym pozuje z mamą Harry'ego. Była z niej śliczna dziewczyna.

Harry uważa, że Draco Malfoy jest Śmierciożercą. Ja uważam, że skupia całą swoją żałobę na jednym celu – chce kogoś obwiniać o śmierć Syriusza, a nie ma dostępu ani do Bellatrix Lestrange, ani do Voldemorta. Rozmawiałam z Malfoy'em w pociągu, po spotkaniu prefektów. Wydawał się… Mniej wrogi, niż zwykle. Nawet nie nazwał mnie szlamą, potrafisz w to uwierzyć? Wyglądał na smutnego… Przerażonego. Powiedział nawet do mnie „Wybacz, Granger", kiedy wpadłam na niego, gdy wychodził ze swojego przedziału. Jestem pewna, że zrobił to przez przypadek. Uprzejmość w wykonaniu Dracona Malfoy'a jest dziwna, ale nie oznacza przecież, że jest Śmierciożercą. Oczywiście, mogę się mylić. W końcu złamał Harry'emu nos, jak tylko opuściliśmy pociąg. Tonks go wyleczyła. Ona naprawdę źle wygląda i zaczęła mieć problemy ze swoimi umiejętnościami. Wydaje mi się, że śmierć Syriusza miała na nią gorszy wpływ, niż to przyznaje.

Pojawisz się w Norze na święta? Ja planuję przyjechać na dzień lub dwa. Mam nadzieję, że się tam zobaczymy. Mam dla ciebie ogromny prezent świąteczny w kształcie tabliczki czekolady.

Dbaj o siebie. Nie wiem, co ze sobą zrobię, kiedy do rozmów zostaną mi wyłącznie Harry i Ron. Kocham ich obu, ale jeśli jeszcze raz usłyszę coś o Quidditchu, stanę dobrowolnie na drodze tłuczka.

Dobrzy przyjaciele, dobre książki i śpiące sumienie – oto idealne życie".

Twoja przyjaciółka,

Hermiona

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

1 listopada 1996

Droga Hermiono,

Mark Twain, Mugol.

Też za Tobą tęsknię.

Remus.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

2 listopada 1996

Ronald Weasley był obrzydliwy.

Nie była, oczywiście, zazdrosna – na pewno nie o Lavender Brown – ale Hermiona wiedziała, że Ron zrobił to, żeby jej dopiec. Odgryzł się za komentarze Hermiony, która twierdziła, że Harry podał Ronaldowi eliksir Felix Felicis przed naborem do drużyny Quidditcha. Z drugiej strony wiedziała, że problemy chłopaka mają głębsze podłoże. Od tygodni, od lat zdawała sobie sprawę, że Ron bywał zazdrosny i czasami porównywał swoje osiągnięcia do niej i do Harry'ego. Mimo że sam nienawidził Eliksirów i uważał Klub Ślimaka za śmieszny, obraził się, gdy nie otrzymał zaproszenia. Dlatego zaprosiła go na przyjęcie bożonarodzeniowe Slughorna – oczywiście, jako przyjaciela. Teraz jednak żałowała swojej decyzji. Chciała, żeby ponownie poczuł się częścią ich grupy, chciała przedstawić go innym osobom w Klubie, chciała mu pokazać, że miał sporo do zaoferowania.

Jego wybuchowa natura wszystko zepsuła.

Lavender Brown? Na serio?! Dziewczyna próbowała wkupić się w łaski Rona od początku ich nauki w Hogwarcie. Jej zachowanie było skandaliczne na wiele miesięcy zanim Ronald zdecydował się wsadzić język w jej usta na środku Pokoju Wspólnego Gryfonów. Był to widok, który zrujnował jej apetyt.

Hermiona nigdy nie dałaby się złapać w takiej sytuacji, publicznie kogoś obłapiając. Takie intymne sytuacje powinny pozostać… No, właśnie… Intymnymi.

Nie, żeby miała jakieś propozycje.

Nie, żeby jakąś w ogóle rozważyła, gdyby miała dostępne opcje.

Hermiona czuła, że jej serce zmieniło się w kamień. Po bitwie w Departamencie Tajemnic, całą jej duszę ogarnęło dziwne do wytłumaczenia zimno. Winiła za to klątwę, którą uderzył w nią Dołohow. Nadal nie wiedziała, co to dokładnie było. Ale nawet, gdyby jej serce było nadal żywe, nie znalazłoby się tam miejsce dla Ronalda Weasley'a. Chłopak po prostu wykorzystywał inną dziewczynę i próbował wywołać w niej zazdrość. Jeżeli Hermiona czegoś komuś zazdrościła w tej sytuacji, była to Lavender, która przez jakiś czas nie będzie musiała używać szczoteczki do zębów, bo Ronald sam zajmie się higieną jej jamy ustnej.

Bolało ją coś innego. Fakt, że Ron w ogóle uznał, że takie zachowanie ją może zranić.

- Avis – szepnęła i machnęła lekko różdżką. Nad jej głową pojawiło się stadko kanarków.

Całe lata próbowała utrzymywać przyjaźń, która łączyła ją z Ronem i Harrym, ale zawsze jej starania kończyły się ich gniewem. Zawsze trwała lojalnie przy Harrym, który przynajmniej potrafił ją przeprosić, gdy powiedział coś niemiłego. Ron z kolei, nawet jeśli wiedział, że jest w błędzie, rumienił się i uśmiechał porozumiewawczo, jakby to wystarczyło.

- Hermiono?

Uśmiechnęła się ze smutkiem do przyjaciela, który cicho do niej podszedł.

- Cześć, Harry. Ćwiczę – wskazała palcem kanarki.

Harry westchnął i objął jej ramiona. Przyciągnął ją do siebie.

Oparła wygodnie głowę o jego ramię i rozjaśniła się, gdy poczuła, jak chłopak oparł podbródek o jej włosy.

- Bardzo się cieszę, że wygraliście mecz. Nie darzę Quidditcha taką miłością, jak ty, ale… Wiem, że jest dla ciebie ważny…

- Wiem – przerwał jej Harry. – I przepraszam, że przez mój podstęp z Felixem miałaś problemy z Ronem.

- Chyba bardzo mu się podoba świętowanie zwycięstwa – odpowiedziała gorzko.

- Naprawdę? – Zapytał niewinnie Harry.

Hermiona usiadła i spojrzała na chłopaka z niedowierzaniem.

- Nie udawaj, że tego nie widziałeś!

Harry wykrzywił się do przyjaciółki.

- Nigdy nie chciałem tego widzieć. I mówię to z pełną odpowiedzialnością po dzieleniu z nim sypialni i prysznica przez sześć lat.

Hermiona roześmiała się głośno.

- Fuj, Harry!

- Mimo wszystko – zmarszczył brwi. – Nie powinien był tego robić, szczególnie na twoich oczach.

- Nie powinien był tego robić na niczyich oczach – poprawiła go. – On tylko wykorzystuje biedną Lavender, a ona nie ma o tym pojęcia.

- Wydaje mi się, że podoba mu się, że Lavender obdarza go całą swoją uwagą – wytknął.

Hermiona skinęła głową.

- To jasne.

- Nie podoba mi się, że Ron tak często cię rani. Powinienem się tobą opiekować. Obiecałem… - Urwał, odwrócił wzrok i z trudem przełknął ślinę.

Hermiona przez moment tylko na niego patrzyła.

- Harry, przykro mi, że Ron celowo próbuje mnie zranić. Przykro mi, że na mnie nawrzeszczał i zarzucił mi, że w niego nie wierzę. Prawdę mówiąc, cały czas jestem na niego wściekła, bo opuścił cię podczas Turnieju Trójmagicznego i oskarżył Krzywołapa o zjedzenie tego parszywego szczura. Wydaje mi się, że przeklnę go, kiedy go znowu zobaczę – przyznała ze śmiechem. – Było mi przykro z jego powodu już od dłuższego czasu. Jestem zmęczona ukrywaniem tych emocji.

Harry westchnął i porozumiewawczo się do niej uśmiechnął.

- Coś o tym wiem.

- Czasami chciałabym, żeby nasze życia w Hogwarcie były normalne – powiedziała cicho, splatając swoje palce z jego palcami. Była zachwycona tym, że ich przyjaźń, w przeciwieństwie do jej burzliwej relacji z Ronem, przychodziła z łatwością. Harry był dla niej prawie jak brat i wiedziała, że on sam uważał ją za swoją siostrę. Nie musieli o tym rozmawiać.

- Czasami mam wrażenie, że nigdy mnie nie poznałaś…

- Zamknij się, Harry.

Chłopak zachichotał.

- Myślałem, że będzie ci przykro z powodu… No, wiesz…

- Myślałeś, że będę zazdrosna? Nie patrzę na Rona w ten sposób. Może dawno temu miałam nadzieję, że coś z tego wyjdzie, ale… Cóż, nigdy nie ukrywałam, że mam zły gust, jeśli chodzi o mężczyzn.

Harry wzruszył ramionami.

- Krum wcale nie był taki zły.

- Nie potrafił poprawnie wymówić mojego imienia.

- Profesor Lockhart potrafił – drażnił się z nią.

Hermiona tylko wywróciła oczami, nie chcąc dać po sobie poznać, że poza Lockhartem zadurzyła się również w innym nauczycielu… Oraz…

Zmarszczyła brwi.

- Przepraszam, Hermiono – Harry wycofał się. – Nie chciałem się z tobą drażnić.

- Wiem. Nie… Nie o to chodzi.

- Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, ja również jestem samotny.

- Wcale nie czuję się lepiej, wiedząc, że jesteś samotny – odparowała. – Ginny kiedyś zrozumie.

Harry zaczerwienił się i szeroko otworzył oczy.

- Ginny? Słucham? Ja… Nigdy nie powiedziałem, że…

- Harry Potterze, jesteś najmniej subtelną osobą, jaką kiedykolwiek poznałam – Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. – Obiecuję, że nie powiem Ronowi.

Zupełnie, jakby wywołała wilka z lasu, w komnacie pojawił się Ron wraz z zwieszającą się z jego ramienia, chichoczącą Lavender. Jego rude włosy były w nieładzie i miał opuchnięte wargi. Zerknął przelotem na Hermionę – wyglądał wtedy na naprawdę zadowolonego z siebie – po czym celowo ją zignorował i skupił uwagę na Harrym.

I właśnie dlatego mój mózg uważa, że mężczyźni dwukrotnie starsi ode mnie są atrakcyjni. Nastolatkowie zachowują się jak idioci i wcale się są pociągający.

Ron udawał zawstydzonego tym, że wpadł na nich w pustej komnacie. Lavender miała bardziej szczery wyraz osłupienia na twarzy, ale po chwili on zniknął, dziewczyna zachichotała jeszcze raz i posłała swojemu chłopakowi znaczące spojrzenie. Po chwili wyszła bez słowa.

- Cześć, Harry – powiedział Ron, nie mając zamiaru pójść za swoją dziewczyną. Przeczesał palcami włosy. – Zastanawiałem się, gdzie zniknąłeś.

Hermiona wzniosła oczy ku niebu.

- Nie pozwól Lavender czekać na siebie – doradziła mu i wstała, gotowa opuścić komnatę. Zerknęła na jego spiętą sylwetkę, gdy go mijała. Z zadowoleniem zauważyła strach na jego twarzy, ale gdy ten strach zmienił się w ulgę, gdy już go minęła, dopadła ją irytacja. Odwróciła się i stanęła naprzeciwko swojego przyjaciela.

- Oppugno! – Warknęła i z rozbawieniem patrzyła, jak kanarki brutalnie zaatakowały Ronalda Weasley'a.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

20 grudnia 1996

Hermiona doceniała to, że otrzymała pozwolenie, aby po swoich ostatnich porannych zajęciach zejść do Hogsmeade na spóźnione zakupy świąteczne. Miała również zamiar kupić sobie trochę ubrań, w tym coś na bożonarodzeniowe przyjęcie profesora Slughorna. Natomiast wyjście z pozostałymi dziewczętami okazało się koszmarem i Hermiona postanowiła się trzymać jak najdalej od koleżanek. I tak słyszała, jak Lavender chichocze i opowiada piskliwym głosem o swoim Mon-Ronie. Postarała się nie stracić śniadania, kiedy usłyszała, jak dziewczyna opowiada ze szczegółami o pewnych atrybutach Ronalda, o których chciałaby nigdy nie słyszeć.

Kiedy zobaczyła w wiosce znajomą czarownicę, na usta Hermiony w końcu wpłynął uśmiech.

- Tonks!

- Cześć, Miona!

Hermiona zignorowała nielubiane przezwisko.

- Harry wspominał, że stacjonujesz w Hogsmeade. Co u ciebie? – Przypomniała sobie dziwną teorię Harry'ego o powodach depresji Tonks.

- Tak mi przyszło do głowy – powiedział powoli Harry. – Może Tonks była… No, wiesz, zakochana w Syriuszu?

- Skąd taki pomysł? – Zapytała Hermiona, a w jej duszy rozgościło się przejmujące zimno.

- Nie wiem. Ale prawie się rozpłakała, kiedy wspomniałem przy niej jego imię. I jej Patronus zmienił kształt. Teraz biega na czterech łapach. Wydawało mi się, że to może Łapa.

- Wszystko w porządku – Tonks miała na ustach mały, smutny uśmiech. – Co robisz w wiosce?

- Profesor McGonagall pozwoliła uczniom, którzy skończyli już zajęcia na ostatnie zakupy w Hogsmeade. Potrzebuję też nowej pary butów na dzisiejsze przyjęcie bożonarodzeniowe.

- Przyjęcie bożonarodzeniowe? Masz gorącą randkę? – Zapytała Tonks z podekscytowanym uśmiechem, który nie sięgnął jej oczu.

Hermiona prychnęła, myśląc o Cormacu i pomyłce, jaką popełniła, zapraszając go na zabawę. To było impulsywne zachowanie i już go żałowała.

- On tak tylko myśli.

Tonks w końcu szczerze się roześmiała, co sprawiło, że Hermiona pojaśniała w duchu. Obserwowała uważnie, czy włosy przyjaciółki przybiorą jaśniejszą barwę, ale pozostały mysie, bez charakteru. Bez życia.

- Przejdę się z tobą. Opowiedz mi o nim.

- Nie znoszę go. Nazywa się Cormac McLaggen i umówiłam się z nim tylko po to, aby się odegrać na Ronaldzie – przyznała, gorzko wzdychając. – Ron znalazł sobie nową dziewczynę tylko po to, aby wywołać we mnie zazdrość, a w rzeczywistości wywołuje jedynie mdłości. Nie podoba mi się, że ją tak wykorzystuje. Chociaż ja wcale nie postępuję lepiej z McLaggenem.

- Daj sobie trochę luzu – poradziła Tonks. – Niektórzy czarodzieje czasami wymagają, żeby ukrócić ich zapędy.

- A inni wymagają nieco podniesienia poczucia własnej wartości – zgodziła się Hermiona, uśmiechając się spokojnie do przyjaciółki, która stanęła na środku ulicy i zagapiła na Gryfonkę.

- Na Merlina, jesteś zbyt spostrzegawcza, wiesz o tym? Jak się domyśliłaś?

Hermiona wzruszyła ramionami.

- Harry widział twojego Patronusa. Powiedział, że przypominał Łapę. Ale ja pamiętam, co się działo latem i podczas świąt w rezydencji. Ty i Syriusz nie byliście ze sobą blisko… Przynajmniej nie w ten sposób.

- Bardzo mu ciąży śmierć Syriusza – przyznała cicho Tonks. Nie powiedziała głośno, o kim mówi, ale Hermiona wiedziała. – Podejrzewam, że się obwinia. Pewnie nie miałaś od niego żadnych wiadomości?

Hermiona zaczerwieniła się i przygryzła dolną wargę.

- Dlaczego myślisz, że ja…? –Tonks uniosła brew, przerywając jej. Hermiona się poddała. – Pojawi się w Norze z okazji Świąt.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

24 grudnia 1996

Remus próbował ukryć swoje podekscytowanie spędzaniem świąt Bożego Narodzenia w Norze, ale jego postanowienia rozwiały się, gdy Molly powitała go w drzwiach ogromnym kawałkiem tarty melasowej. Zwykle nie znosił, kiedy ktoś coś dla niego robił – w jego młodości potrzeba było bardzo dużo czasu, żeby najpierw Mia, a później Dorea dotarły do niego i żeby pozwolił im się sobą zajmować – ale według Molly był po prostu zbyt chudy. Nie miał siły, żeby się z nią kłócić, kiedy postawiła przed nim talerz, na który hojnie nałożyła ziemniaków i pieczonej wołowiny.

Był zachwycony, widząc Harry'ego i jednocześnie zawiedziony, bo Hermiona postanowiła nie zaszczycać Nory swoją obecnością. Kiedy zapytał, dlaczego jej plany się zmieniły, Ron zaczął mamrotać pod nosem.

- Pewnie jest zbyt zajęta obściskiwaniem się z Krumem albo McLaggenem, żeby poświęcić nam trochę czasu – stwierdził, po czym wyszedł z pokoju.

Remus odwrócił się do Harry'ego i spojrzał na niego surowo. Chłopak skinął głową, rozumiejąc, o co chodzi i uniósł dłonie w górę.

- Wiem, uwierz mi. Próbuję to naprawić, ale oboje są uparci jak osły.

Spędził cały dzień, nadrabiając stracony czas z Harrym, który bardzo chętnie opowiedział mu o ich grze w Quidditcha i swoich podejrzeniach dotyczących Dracona Malfoy'a, który prawdopodobnie był Śmierciożercą. Na szczęście, Remus już wcześniej o tym wiedział, dzięki listom od Hermiony. Harry podzielił się z nim również swoją tajemnicą o podręczniku do Zaawansowanych Eliksirów. Remus próbował ostrzec chłopaka przed korzystaniem z tej książki, szczególnie, że miał solidne podstawy, żeby podejrzewać, do kogo ona wcześniej należała – chociaż tytuł „Książę Pół-krwi" nic mu nie mówił.

- Powinieneś oddać ten podręcznik profesorowi Slughornowi.

Spojrzenie, jakie posłał mu Harry, bardzo przypominało mu Jamesa, który ignorował w czasach swojej młodości wszelkie ostrzeżenia, szczególnie, kiedy był nastawiony na zrobienie czegoś.

Wieczorem Remus wspiął się po stromych schodach na wyższe poziomy Nory, żeby pożegnać się z Harrym. Zatrzymał się jednak przed drzwiami pokoju chłopców, ponieważ usłyszał imię Hermiony. Zdecydował się dać im trochę czasu na przeprowadzenie tej rozmowy. Ich głosy były przytłumione i nawet z jego wilczym słuchem, grające na dole radio i głos Celestyny Warbeck skutecznie zagłuszały jego próby podsłuchiwania.

- Nie jesteś za stary na podsłuchiwanie?

Remus podskoczył, zaskoczony tym, że ktoś się do niego podkradł. Musiał być niesamowicie rozproszony. Spojrzał na Dorę. Widok jej brązowych, pozbawionych życia włosów sprawił, że zakuło go serce.

- O czym szepczą Harry i Ron? – Przyłożyła ucho do drzwi.

Jeszcze większy ból sprawiał mu widok jej oczu, szarych, jak u Syriusza. W tej chwili zauważył, że pod lewym uchem miała niewielkie znamię. Jej nos pokrywały drobne piegi, jakich wcześniej tam nie było. Przez te drobne różnice do Remusa dotarło, że wcześniej Dora korzystała ze swoich zdolności Metamorfomaga do ich ukrywania, a w tym momencie straciła tę umiejętność.

Zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę, że to z jego powodu jej magia nie działała poprawnie.

- Więcej teorii o tym, że Snape jest Śmierciożercą? – Zapytała, wypełniając ciężką ciszę, która między nimi zaległa. – A może knują coś przeciwko mojemu kuzynowi?

- Hermiona mi powiedziała, że Draco złamał Harry'emu nos – wyjaśnił Remus.

- Nie wiem, co jest nie w porządku z tym chłopakiem – Dora westchnęła, sfrustrowana. – Mama twierdzi, że wdał się w swojego ojca, który jest…

- Chodziłem do szkoły z Lucjuszem Malfoy'em. Draco w niczym go nie przypomina. Próbuje go naśladować, ale mu się nie udaje. Może w końcu wygra w nim ta dobra krew.

- Dobra krew? – Dora prychnęła. – On jest w połowie Blackiem, a w połowie Malfoy'em. Znasz przecież Blacków. O naszym zdrowiu umysłowym decyduje rzut galeonem.

- W życiu poznałem tylko jednego Blacka, którego nie mogłem znieść – warknął Remus, przypominając sobie zwycięski śmiech Bellatrix Lestrange na widok śmierci Syriusza. Wspomnienie, które pokazała mu Mia tylko dolewało oliwy do ognia jego gniewu. – I nie liczę portretu Walburgi. Chociaż wydaje mi się, że mogłem ją spotkać raz przed jej śmiercią.

Dora zmarszczyła brwi, gdy naszła ją paskudna myśl.

- Remusie, ty chyba nie…?

- Cicho! – Syknął i zbliżył się do drzwi.

- O czym rozmawiają?

- Okazuje się, że w ręce Harry'ego wpadła butelka Felix Felicis, Draco Malfoy regularnie znika z Mapy Huncwotów, Ron ma nową dziewczynę… I nie jestem pewien, kim jest ten McLaggen – Remus warknął cicho. – Ale chyba muszę go zabić.

- To chłopiec, którego Hermiona zabrała na przyjęcie bożonarodzeniowe – Tonks parsknęła śmiechem.

Remus uniósł wysoko powieki.

- Skąd wiesz?

Wzruszyła ramionami.

- Babskie pogaduszki.

- Rozmawiasz czasami z Hermioną?

- Stacjonuję w Hogsmeade. Lubię czarownicę. Lubiłam ją zanim jeszcze ją poznałam. I mamy dużo wspólnego – powiedziała wyraźnie, a wyraz jej twarzy doskonale mu mówił, co Dora miała na myśli. – Albo będziemy miały.

- Przestań – poprosił cicho. Bardzo ciężko znosił rozstanie ze swoją partnerką, ale myśl o tym, że Mia mogła nigdy do nich nie wrócić, bo on coś zepsuł… To bolało najbardziej.

- Cały czas to planujesz? – Zapytała, ignorując sposób, w jaki się od niej odsunął. – Wyślesz ją w przeszłość?

- Nie wiem – powiedział z namysłem i poczuł silny wstrząs w nadgarstku. – Auć!

Westchnął z zawodem i roztarł bolącą skórę.

Dora zachichotała, a w jej oczach pojawił się mściwy błysk. Uważał, że na to zasługiwał, biorąc pod uwagę jego zachowanie.

- To chyba miało być „tak". Złożyłeś jej obietnicę.

- Pierdolona Przysięga – wymamrotał z goryczą. – Przepraszam. Cieszę się, że zaprzyjaźniłaś się z Hermioną. I martwię się… O was obie.

- Wiesz, że jestem bezpieczna.

- Nie, nie wiem.

- Oczywiście, że wiesz. Jestem Aurorem. I wiem, że bywałeś w Hogsmeade w ciągu ostatnich tygodni – uśmiechnęła się zwycięsko, kiedy opuścił wzrok pełen poczucia winy. – Wiesz, pamiętam, jak mnie śledziłeś i kończyło się to przyjemną sesją na kanapie. Brakuje mi tego.

- Przykro mi – szepnął.

- Jak poszła twoja misja?

Westchnął i oparł się o ścianę. Przypomniał sobie swoją ostatnią próbę wkupienia się w łaski wilkołaków.

- Niezbyt dobrze. Moja Więź Watahy nie jest wystarczająco silna, żeby zapewnić mi bezpieczeństwo.

Myślał o tym od chwili, kiedy Dumbledore poprosił go o przygotowanie szczegółów misji. Z jego Watahy pozostali wyłącznie Hermiona, Harry i Dora – i żadne z nich nie było oznaczone. Więź Watahy była niezapieczętowana pomiędzy nim i obiema czarownicami, a z Harrym łączyła go wyłącznie przez Jamesa. Ta magia nie wystarczyła, żeby jednocześnie dawać mu siłę i chronić go.

- Na szczęście, jedynym żywym Alfą poza mną jest Greyback i Dumbledore wie, że nie powinien mnie wysyłać do jego watahy. Tam bym zginął, bez wątpienia – przeczesał palcami włosy.

Dora uważnie go słuchała. Zaciśnięte w pięści dłonie ukryła w kieszeniach rozpiętej szaty, spod której widać było koszulkę z Fatalnymi Jędzami.

- Co teraz?

- Dumbledore chce, żebym na kilka miesięcy udał się do Irlandii – odpowiedział i zmarszczył brwi, widząc jej zawiedzioną minę. Było dla niego oczywiste, że miała nadzieję na jego powrót do niej, skoro misja się zakończyła. Ale Remus wiedział lepiej. To dla jej dobra, przypomniał sobie. – Dostaliśmy informację o grupach zdziczałych wilków. Gromadzą się, bo większa ilość osobników w stadzie daje bezpieczeństwo.

Uniosła brew, zaskoczona.

- Dumbledore chyba nie chce, żebyś objął przywództwo nad watahą?

Remus potrząsnął przecząco głową.

- Nie. Nawet, gdyby chciał, ja nie mógłbym tego zrobić. Mam swoją watahę. Może być złamana… Ale istnieje.

- Rozumiem, że jeszcze ci nie przeszło?

Westchnął głośno, zmęczony ciągle powtarzającą się kłótnią.

- Musisz… Musisz być bezpieczna. Zasługujesz na…

- Sześć miesięcy.

- Słucham?

- Daję ci sześć miesięcy, Remusie. Masz sześć miesięcy na uporanie się ze swoimi problemami.

Zacisnął zęby.

- Stawiasz mi ultimatum?

Wzruszyła ramionami, nie robiąc sobie nic z jego miny. Nienawidził tego, że z koloru jej włosów nie może odczytać, w jakim była nastroju.

- Chyba tak. Chociaż wydawało mi się, że raczej ci grożę.

- A jeśli nie posłucham?

- Zmuszę cię.

Stał sztywno, zszokowany i nieco zdenerwowany, ale próbował tego po sobie nie pokazać.

- To znaczy?

- Ty kochasz mnie, ja kocham ciebie – szepnęła, stając obok niego. Jej aromat zaatakował jego zmysły. – Z jakiegoś dziwnego powodu uważasz, że potrzebuję czasu dla siebie, aby przemyśleć poważnie nasz związek. Wydaje mi się jednak, że jest to po prostu wymówka. Chcesz się tylko ode mnie oddalić, bo sądzisz, że mój związek z wilkołakiem wystawi mnie na większe niebezpieczeństwo niż to, w którym się aktualnie znajduję. Jesteś śmieszny. I sam wiesz, że zachowujesz się śmiesznie, ale z uwagi na to, co stało się z Syriuszem… Na to, że Harry jest w ciągłym niebezpieczeństwie, a Hermiona przez cały czas stoi twardo u jego boku, czujesz się bezsilny. Dlatego zdecydowałeś się na podjęcie tak drastycznego kroku w sprawie naszego związku. Wydaje ci się, że masz przynajmniej nad czymś kontrolę.

Cóż, pomyślał Remus. Nie myli się.

- I twierdzisz, że jeśli mi nie przejdzie, zmusisz mnie? W jaki sposób, jeśli można wiedzieć?

- Jeszcze nie wiem. Ale na pewno zrobię coś, co cię mocno wkurwi. Przebiegnę się nago po ulicy Pokątnej. Wszyscy mnie zobaczą – uśmiechnęła się, kiedy Remus nieświadomie warknął. – Lunatykowi chyba się nie podoba ten pomysł, prawda?

Jej zachowanie nie zdradzało żadnego blefu.

Rodzina Blacków nie ma żadnego poczucia wstydu. Ona to zrobi i wszyscy ją zobaczą. Wszyscy będą jej pożądać.

- Sześć miesięcy – zgodził się, próbując skupić się na własnym głosie, a nie na głośnym wyciu wściekłego wilka.

Cierpiał, trzymając się od niej z daleka, a ona ewidentnie nie odpuszczała. W ciągu tych sześciu miesięcy wymyśli jakiś sposób, żeby przemówić do jej rozumu. W ciągu sześciu miesięcy znajdzie sposób, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo. Jego myśli jednak nie opuszczała świadomość, że Syriusz zginął i przyszłość została zaprzepaszczona. Remus nie wiedział, czy w ogóle przeżyje kolejne sześć miesięcy.

- Sześć miesięcy.

Srebrzysty Patronus w kształcie rysia wpadł przez najbliższe okno do Nory i wylądował przed nimi. Otworzył pysk i wydobył się z niego głos Kingsley'a.

- Wesołych Świąt, Tonks. Szalonooki mówi, żebyś wracała do Hogsmeade. Jest nie w sosie – przemówił i rozpłynął się w powietrzu.

Dora wywróciła oczami i westchnęła z irytacją.

- Muszę wracać do pracy – machnęła różdżką, przywołując swojego Patronusa. Ku zdziwieniu Remusa, nie był to królik, jak wcześniej, ale masywny, srebrny wilk.

- To… - Wymamrotał ze zdumieniem, patrząc na Patronusa, który wyglądał jak łagodniejsza wersja Lunatyka.

- Już wracam, Kings – przerwała mu Dora, przekazując wiadomość przez Patronusa. – Wesołych Świąt.

Wilk odwrócił się, skoczył w kierunku okna i pomknął w ciemność nocy.

- To był… - Zaczął Remus.

- Cieszę się, że cię zobaczyłam, kochanie – powiedziała ze smutnym uśmiechem, nachyliła się w jego stronę i cmoknęła jego policzek. Poczuła, jak zesztywniał i potrząsnęła głową z niedowierzaniem. – Uparty wilk.

- Dbaj o siebie – zawołał za nią.

Dora odwróciła się do niego i wyszczerzyła zęby.

- Znasz mnie – powiedziała i cofnęła się, tylko po to, aby wpaść na szafkę wypełnioną mugolskimi zabawkami Artura, które natychmiast rozsypały się na podłodze. – Ups! Przepraszam za bałagan, Molly!

- Dora? – Remus z trudem przełknął ślinę, kiedy spojrzała na niego swoimi szarymi oczami. – Ja… Tęsknię za różowymi włosami.

Odpowiedziała smutnym uśmiechem.

- Ja też.