Od tłumaczki: Bardzo Was przepraszam, ale rozłożyła mnie paskudna choroba i przez ostatnie dwa dni nie wstawałam z łóżka. Dzisiaj, na szczęście, jest nieco lepiej i wstawiam nowy rozdział. Remus w końcu przestaje być dupkiem. Miłego czytania. Kolejny rozdział będzie na pewno w poniedziałek.
ROZDZIAŁ 123 – CAŁY I MŁODY
7 czerwca 1997
Zgromadzeni w Skrzydle Szpitalnym dochodzili do siebie po wybuchu adrenaliny, spowodowanym niedawną walką. Remus otrzymał sowę od Dumbledore'a tuż po swoim powrocie z Irlandii, gdzie nie powiodło mu się z watahą, do której został wysłany. Był zatem zachwycony, że będzie mógł się do czegoś przydać. Nie miał jednak na myśli patrolowania korytarzy Hogwartu tylko po to, żeby dyrektor mógł na kilka godzin opuścić zamek.
Z drugiej strony, spodziewał się, że będzie to nudna noc.
- Jak się czujesz? – Pochylił się nad Dorą i wyciągnął odłamki skał i drewna z jej brązowych włosów. Kiedy pani Pomfrey nie patrzyła, rzucił je beztrosko na podłogę.
- Dobrze, Remusie. Jestem tylko troszkę obolała.
- Na pewno? – Jego spojrzenie przenosiło się z niej na Hermionę.
Dora uśmiechnęła się i poklepała lekko jego dłoń, którą zaciskał na oparciu krzesła tak mocno, że wszystkie jego kosteczki zbielały.
- Idź do niej, kochanie. Sprawdź, jak ona się czuje, zanim Lunatyk oszaleje ze strachu.
Skinął głową, wdzięczny, że pomimo cierpienia, jakie jej sprawił, nadal rozumiała go w sposób, w jaki nikt inny nie mógł go zrozumieć. Wiedziała, w jaki sposób myślał i działał wilk w jego umyśle, rozumiała jego potrzebę, aby ją chronić, ale również potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa Harry'emu i Hermionie. Nawet w tych chwilach, kiedy utrudniali mu to zadanie w najgorszy możliwy sposób.
- Hermiono? – Szepnął, zbliżając się do niej. Hermiona siedziała na brzegu szpitalnego łóżka, patrząc na nieprzytomną postać Billa Weasley'a. Zajmowała się nim spanikowana pani Pomfrey, a w nogach jego łóżka stał przerażony Ron. Remus odciągnął od nich uwagę dziewczyny i uśmiechnął się do niej ze smutkiem, próbując ukryć swoje zdenerwowanie. – Dobrze się czujesz? Nie jesteś ranna?
Hermiona potrząsnęła głową.
- Wszystko w porządku. Remusie, a co z tobą? – Sięgnęła dłonią do jego twarzy i odwróciła ją do światła. – Masz rozciętą skórę na czole.
Odsunął się od jej dotyku. Rzucił szybkie spojrzenie Dorze i dostrzegł, jak wywracała oczami. Zawstydzony, skupił swoją uwagę ponownie na Hermionie.
- Mną się nie przejmuj. Ty na pewno jesteś cała? – Upewnił się i zaczekał, aż skinęła głową. – Gdzie jest Harry?
- Wysłałam po niego pannę Weasley – powiedziała Minerwa i właśnie w tej chwili otworzyły się z hukiem drzwi do Skrzydła Szpitalnego. Pojawił się w nich młody Potter.
- Harry! – Krzyknęła Hermiona, wyskoczyła z łóżka i przemknęła obok Remusa.
Mężczyzna widział, że Harry uczepił się dłoni Ginny. Na sekundę, oddech uwiązł w jego gardle – przez najkrótszy z momentów wydawało mu się, że widzi Jamesa i Lily. Wypuścił drżąco oddech z płuc i obserwował, jak Harry puszcza Ginny, rozkłada ramiona i obejmuje Hermionę.
- Dobrze się czujesz? – Zapytała go Hermiona.
- Ja dobrze, ale co z Billem? – Zapytał, patrząc, jak zaniepokojona Ginny dołącza do Rona, stojącego przed łóżkiem ich nieprzytomnego brata.
Pani Pomfrey nadal machała niestrudzenie różdżką nad jego ciałem, nakładając maści lecznicze i eliksiry. Obok jego łóżka stał już rząd wywarów, które będzie musiał wypić po przebudzeniu.
- Zrobiłam, co mogłam, ale niestety, na ugryzienia wilkołaka nie ma żadnego lekarstwa.
- Ale on nie został ugryziony – zaprotestował Ron. – Został tylko podrapany. Nie ma dzisiaj księżyca w pełni. Czy to nic nie znaczy?
Wszystkie głowy odwróciły się w kierunku Remusa, jakby był ekspertem w tym temacie. I praktycznie była to prawda, ale irytowało go ich zachowanie, ponieważ nie patrzyli na niego jako na swojego byłego nauczyciela Obrony przed Czarną Magią. Patrzyli na niego, bo był jedną z istot, o których ich nauczał, jak się przed nimi bronić.
- Bill się nie zmieni w wilkołaka – poinformował ich z westchnieniem – Ale na pewno pojawią się efekty uboczne tego zadrapania. To przeklęte rany. Podejrzewam, że dojdzie do pewnych zmian w jego charakterze, do niektórych kwestii zacznie podchodzić w typowy wilczy sposób. I blizny nigdy nie znikną… Zostaną mu ślady na całe życie.
I jakby atak na Billa oraz niedawne włamanie Śmierciożerców na zamek nie wystarczyły, Harry dokładnie im opowiedział, co się wydarzyło na Wieży Astronomicznej. Wszyscy byli zszokowani jego słowami. Remus słyszał, jak wściekły wilk wyje w jego głowie, kiedy próbował zapanować nad swoją furią.
Dumbledore był martwy.
Syriusz przez cały czas miał rację: Snape był mordercą.
Remus zdecydował, że musi lepiej przysłuchiwać się słowom swoich pozostałych przy życiu przyjaciół. Przez ostatnie lata popełnił tak wiele błędów, nie ufając słowom Mii i Syriusza. Jeżeli o niego chodziło, każde słowo, które od teraz powiedziała Hermiona, było na wagę złota. Chociażby dlatego, że ostatnie wydarzenia potwierdziły, że sam nie potrafi podejmować dobrych decyzji.
Pozostali zaczęli wymieniać się spostrzeżeniami na temat tego, co działo się nocą na zamku, aby poskładać całą historię. Remus jednak, zamiast dzielić się swoimi przemyśleniami, podszedł do łóżka nieprzytomnego Billa, czując się odpowiedzialnym za jego stan.
Remus dwa razy w swoim życiu przeciwstawił się Greybackowi. Po raz pierwszy we wczesnym dzieciństwie, kiedy został ugryziony. Po raz drugi, jako nastolatek, kiedy utworzył swoją Watahę. Łapa i Mia złamali władzę Alfy nad Lunatykiem, a Rogasz stratował go w Zakazanym Lesie, upuszczając mu krwi. Lunatyk zrobił wtedy wszystko, żeby pokazać drugiemu wilkowi, że nie słucha już jego rozkazów, że wyrwał sie spod jego władzy, ale powinien był go wtedy zabić – właśnie tam, właśnie wtedy. Gdyby to zrobił, Bill nie leżałby w Skrzydle Szpitalnym, nieprzytomny, naznaczony na całe życie.
Nagle chłopak się poruszył i chciał coś powiedzieć.
- Bill? – Remus nachylił się nad chłopakiem, uważnie na niego patrząc.
- Remus – wykrztusił Weasley. – Będziemy w najbliższym czasie dzielić klatkę?
Remus roześmiał się, zrezygnowany.
- Obawiam się, że nie. Ale spodziewaj się, że zasmakują ci krwiste steki – napięcie ustąpiło, kiedy Bill się do niego uśmiechnął. – Odpoczywaj. Masz tutaj dobrą opiekę.
Chłopak zasnął prawie natychmiast po zapewnieniu ze strony Lupina.
I ponownie drzwi do Skrzydła Szpitalnego otworzyły się z hukiem. Wpadli przez nie Molly i Artur Weasley'owie, a za nimi podążała Fleur Delacour.
- Molly, Arturze – Minerwa wstała, żeby ich przywitać. – Tak mi przykro…
- Bill – szepnęła Molly, przebiegając obok Minerwy na widok podrapanej twarzy swojego syna. – O, Bill!
Remus odsunął się, pozwalając kobiecie na lepszy dostęp do swojego syna. Zmarszczył brwi, kiedy poczuł, że Dora próbuje go chwycić za rękę. Niechętnie się od niej odsunął i zauważył, że rzuciła mu brudne spojrzenie. Próbował na nią nie zerknąć, ale mógł wyczuć, jak spojrzenie jej szarych oczu wwierca się w jego czaszkę.
- Oczywiście, nie ma znaczenia, jak on wygląda. To nie… Nieważne. Ale był takim przystojnym chłopcem… Zawsze był taki przystojny – załkała Molly, biorąc od Poppy słój z maścią przeciwbólową i nakładając ją na skórę syna.
Remus zmarszczył brwi, słysząc jej słowa i podświadomie przyłożył dłoń do długiej, cienkiej blizny, która znaczyła jego twarz. Nie planował tego, ale jego wzrok odnalazł Dorę i Hermionę. Obie patrzyły na niego z wyrzutem, jakby wiedziały, o czym pomyślał. Natychmiast odsunął dłoń od twarzy i odkaszlnął.
W międzyczasie Molly zaczęła szlochać.
- I miał się ożenić…
- Co ma pani na myśli? – Zapytała głośno i wyraźnie Fleur. – Co to znaczy, że miał się ożenić?
Molly uniosła poznaczoną łzami twarz. Wyglądała na przestraszoną.
- Chodzi mi o to, że…
- Myśli pani, że teraz Bill nie będzie chciał się ze mną ożenić? Myśli pani, że przez te blizny nie będzie mnie dłużej kochał?
- Nie, to nie o to…
- Bo zapewniam, że będzie! – Krzyknęła Fleur i wyprostowała się dumnie. Odrzuciła swoje długie, srebrzyste włosy na plecy. – Potrzeba czegoś więcej, niż wilkołaka, aby Bill przestał mnie kochać!
- Oczywiście, jestem tego pewna – wydukała Molly. – Ale wydawało mi się, że… Biorąc pod uwagę, jak… Jak on…
- Myślała pani, że ja nie będę chciała za niego wyjść? A może miała pani nadzieję? – Fleur posłała Molly mordercze spojrzenie. Płatki jej nosa zadrżały z wściekłości. – Nie obchodzi mnie to, jak on wygląda. Mogę był ładna za nas oboje. Te blizny pokażą wszystkim, że mój mąż jest dzielnym, odważnym człowiekiem. I ja się tym zajmę!
Fleur odepchnęła Molly od łóżka Billa, wyrwała z jej dłoni słój z maścią i sama zaczęła delikatnie smarować twarz swojego narzeczonego.
Wszyscy stali w ciszy, zszokowani, czekając na jakąś odpowiedź Molly, która nie nadeszła.
Remus zerknął na Hermionę, która patrzyła na Fleur z podziwem w błyszczących, czekoladowych oczach. Doszło do niego, że Mia uwielbiałaby tę młodziutką Francuzkę.
Zatopiony w myślach o swojej utraconej przyjaciółce, nie był przygotowany na to, że Dora uderzy go w głowę.
- Auć!
- Widzisz to? – Zaskrzeczała głośno.
Skoncentrował się na czarownicy, która aktualnie nie posiadała swoich zdolności Metamorfomaga, ale sprawiła, że jej twarz nabrała soczyście czerwonego koloru.
- Ona nadal chce za niego wyjść, mimo tego, że jest zainfekowany! Jej to nie obchodzi!
Minęło moje sześć miesięcy, pomyślał.
Spróbował coś powiedzieć, chciał poprosić ją o rozmowę w cztery oczy, ale z jakiegoś powodu – prawdopodobnie dlatego, że przez lata nawykł do odsuwania od siebie ludzi – z jego ust popłynęły zupełnie inne słowa.
- To coś innego – powiedział. – Bill nie będzie wilkołakiem. Będzie…
- Gówno mnie to obchodzi!
Remus zadrżał, czując jej furię. Nie miał wątpliwości, że stojąca przed nim kobieta należy do rodu Blacków.
- Mówiłam ci chyba milion razy, że…
Zażenowany i zmuszony do obrony, Remus jej przerwał.
- Ja też ci mówiłem milion razy, że jestem dla ciebie za stary, za biedny… Zbyt niebezpieczny – odważył się zerknąć na Harry'ego i Hermionę, którzy patrzyli na niego ze zdziwieniem i ogromnym zawodem.
Świetnie, pomyślał. Po prostu, kurwa, świetnie.
- Od dawna powtarzam, że to głupie z twojej strony, Remusie – wtrąciła się Molly i spojrzała na niego tak, jak wiele lat temu potrafiła patrzeć wyłącznie Dorea Potter. Poczuł się jak małe dziecko. Wściekłość, którą, jak się spodziewał, powinna była skierować przeciwko Fleur, kierowała na niego. Spoglądała na niego, jak na jedno ze swoich dzieci, które ją poważnie rozczarowało.
- Nie zachowuję się śmiesznie – mruknął, obrażony. – Dora zasługuje na kogoś całego i młodego.
- Ale chce ciebie – odezwał się Artur z niewielkim uśmiechem. – Widzisz, Remusie, cali i młodzi mężczyźni nie zawsze tacy pozostają.
Mężczyzna spojrzał na swojego rannego syna, leżącego nadal bez przytomności w szpitalnym łóżku.
- To… Nie jest najlepszy moment, żeby o tym dyskutować – stwierdził Remus, rozglądając się dzikim wzrokiem po pomieszczeniu. – Dumbledore nie żyje i…
- Dumbledore byłby szczęśliwszy niż kiedykolwiek, wiedząc, że na świecie jest nieco więcej miłości – przerwała mu krótko Minerwa.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Remus był niesamowicie wdzięczny za zmianę tematu, nawet mimo tego, że zszedł on na śmierć dyrektora i plany, jakie musieli mieć gotowe.
Minerwa nalegała, żeby uczniowie wrócili do łóżek i członkowie Zakonu – poza Molly, Arturem i Fleur – zgodzili się pomóc opiekunce Gryfonów w ściągnięciu wszystkich studentów do ich Pokoi Wspólnych. Wielu powychodziło na korytarze zamku na dźwięk walk.
Slughorn natychmiast skierował się ku lochom, obejmując obowiązki opiekuna Slytherinu, w zastępstwie Snape'a. Ponieważ Filius dochodził do siebie po odniesionych obrażeniach, Minerwa odeskorotowała Lunę na piąte piętro i zajęła się uspokajaniem Krukonów. Dora wraz z Pomoną odszukały brakujących Puchonów.
Remusowi trafiło się najgorsze zadanie odszukania wszystkich walecznych, głupio odważnych Gryfonów, którzy uciekli z Wieży na dźwięk bitwy, gotowi pomóc w obronie zamku. Odprowadził do Pokoju Wspólnego Harry'ego, Rona, Ginny, Neville'a i Hermionę. Następnie odszedł w poszukiwaniu innych Gryfonów.
Godzinę później, po odstawieniu drobnego, pierwszorocznego lwiątka do jego domu, Remus nieświadomie skierował się schodami w górę, ku miejscu wcześniejszej tragedii. Chciał jeszcze jeden raz spojrzeć na miejsce, gdzie po raz ostatni stał żywy AlbusDumbledore.
Nie spodziewał się jednak, że w ruinach Wieży Astronomicznej odnajdzie Hermionę. Przeszedł cicho nad kamieniami i gruzem, którego jeszcze nie usunięto.
- Hermiono?
- Remusie! – Hermiona cicho krzyknęła. – Przestraszyłeś mnie!
- Wybacz mi – zmarszczył brwi, wsuwając dłonie do kieszeni szaty i podchodząc do niej. – Nie spodziewałem się, że kogoś tu spotkam. Nie sądziłem, że ktokolwiek będzie chciał tu przebywać, przynajmniej w najbliższym czasie.
- Nie mogłam zasnąć – przyznała Hermiona.
- Koszmary? – Zapytał Remus.
- Co? Nie. Za dużo myślałam o profesorze Dumbledorze i… I o wszystkim, tak sądzę. Nie mogę uwierzyć, że profesor Snape… To znaczy, wiem, że to zrobił, Harry nie kłamałby w tak ważnej sprawie – otarła z policzka zbłąkaną łzę. – Nie mogę sobie tego wyobrazić.
- Wiem, o czym mówisz – przyznał Remus. – Przez wiele lat wątpiłem w siebie, w związku ze wszystkim, w co kiedyś wierzyłem. Przez dwanaście lat wierzyłem, że Syriusz był odpowiedzialny za śmierć Jamesa i Lily, a teraz dowiaduję się, że mężczyzna, któremu ufałem, bo poprosił mnie o to sam AlbusDumbledore jest… Nie wiem nawet, czy można nazywać go zdrajcą. Zastanawiam się, czy Snape kiedykolwiek był wobec nas lojalny.
- Zawsze był taki? – Zapytała. – Chodziłeś z nim do szkoły.
Przypomniał sobie wszystkie te momenty, kiedy Snape sprawiał im w szkole problemy. Z drugiej strony, zasługiwali na wszystko, co im robił. Remus jednak nie mógł przestać się zastanawiać, czy nie miał swojego udziału w przejściu Snape'a na złą stronę. Mógł przecież powstrzymać Jamesa i Syriusza. Mógł powstrzymać Mię.
- Chodziłem do szkoły z wieloma Śmierciożercami – powiedział, a na jego spokojnej twarzy pojawił się grymas gniewu. – Oczywiście, wtedy o tym nie wiedzieliśmy.
- Podejrzewałeś ich kiedyś?
Pamiętał ostatnie spotkanie w tym miejscu z Mią. Odbyło się wiele lat temu, kiedy jeszcze ze sobą chodzili. Remus czuł wstyd, kiedy myślał, że już wtedy Mia podejrzewała Ślizgonów – przyszłych Śmierciożerców.
- Niektórzy ich podejrzewali – szepnął.
- Przepraszam. Wiem, jak bolesne jest dla ciebie wspominanie przeszłości. Przecież straciłeś…
- Wszystkich? – Remus chciał zażartować, ale żadne z nich się nie uśmiechnęło.
- Jak od teraz będzie? – Zastanawiała się na głos Hermiona.
- Podejrzewam, że odbędzie się pogrzeb. A Zakon będzie musiał znaleźć nową kwaterę główną, bo Dwór Blacków…
- Przepraszam, Remusie – Hermiona mu przerwała. – Zastanawiałam się, jak będzie z tobą. Wiem, że pro… Że Snape warzył twój Wywar Tojadowy. Czy jakiś inny Mistrz Eliksirów będzie w stanie ci pomóc? Na przykład profesor Slughorn?
- Nie, niestety nie. Może ty byś spróbowała?
- Ja?! – Hermiona potrząsnęła przecząco głową. – Masz we mnie zbyt dużo wiary, Remusie. Nie jestem wystarczająco utalentowana, żeby odważyć się spróbować uwarzyć tak zaawansowany eliksir. Mogłabym zrobić ci krzywdę.
Uśmiechnął się do niej słodko. Pamiętał, jak Mia po raz pierwszy zaprezentowała mu Wywar Tojadowy. Na zewnątrz wyglądała na pewną siebie, ale zdradzało ją tętno.
- Nie będę naciskał. Nie jesteś za to odpowiedzialna. I, żeby to zostało powiedziane, nie pokładam w tobie zbyt dużo wiary. Po prostu wiem, jaka jesteś utalentowana – zbliżył się do niej i wyciągnął dłoń, jakby chciał ją położyć na jej ramieniu, ale powstrzymał się i przeczesał swoje posiwiałe włosy. – Dam sobie radę. To nie będzie pierwsza pełnia, którą przeżyję bez eliksiru.
- Czy obecność Tonks ci pomoże?
Remus otworzył szeroko oczy.
- Słucham?
- Przepraszam. Nie chcę wtykać nosa w nie moje sprawy, ale po tym…
Remus uniósł brew. Przestała go bawić ta rozmowa.
- Przedstawieniu w Skrzydle Szpitalnym?
Hermiona skinęła głową, wyglądając na zawstydzoną.
- Zakładam, że jest ci przeznaczona?
- Skąd wiesz? – Zapytał, zaskoczony jej wiedzą. Oczywiście, Mia o tym wiedziała i spodziewał się, że Hermiona w pewnym momencie do tego dojdzie, ale nie spodziewał się tego właśnie teraz.
- Z książek? – Wzruszyła ramionami i się roześmiała. – Widzisz, na trzecim roku napisałam bardzo ciekawe wypracowanie o wilkołakach. Dwie rolki pergaminu.
- Trzy – poprawił ją z uśmiechem. – Przeczytałem całość. Domyślam się, że właśnie wtedy dowiedziałaś się, jak rozpoznać u kogoś oznaki lykantropii i jak rozpoznać partnerkę wilkołaka?
Uśmiech Hermiony zbladł.
- Powiedziałeś Tonks, że jesteś dla niej zbyt niebezpieczny.
- Powiedziałem też, że jestem dla niej za stary i zbyt biedny – przypomniał.
- To tylko wymówki. Nie jesteś dobrym kłamcą.
Remus zachichotał.
- Niewielu Gryfonów potrafi dobrze kłamać.
- Bezpieczeństwo jego samicy jest podstawowym instynktem wilkołaka – powiedziała. – Przerasta nawet jego potrzebę polowania.
- Dorównuje jej wyłącznie potrzeba chronienia jego watahy – Remus zmarszczył czoło, odwrócił się od niej i oparł o prowizoryczną barierkę. Wpatrzył się w ciemność nocy, którą rozjaśniał przybywający księżyc.
- Masz swoją watahę? – Zapytała.
Zamknął oczy, przywołując w myślach ich twarze. James, Lily, Syriusz… Mia. Opuścił głowę.
- Miałem. Dawno temu.
- Straciłeś ich – Hermiona westchnęła, nagle rozumiejąc. – Dlatego odpychasz od siebie Tonks? Boisz się stracić kogoś ważnego?
Skrzywił się.
- Jak dla kogoś, kto nienawidzi Wróżbiarstwa, dobrze ci idzie przewidywanie przyszłości.
- Po prostu mam oczy – odcięła się. – Wiem, że moje zdanie nie ma dla ciebie znaczenia.
Roześmiał się cicho, przypominając sobie swoją wcześniejszą obietnicę. Jej słowa były ważniejsze niż cokolwiek.
- Zdziwiłabyś się, Hermiono. Ty… Jesteś moją przyjaciółką i twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna.
- Wobec tego uważam, że powinieneś być ze swoją partnerką – powiedziała, rumieniąc się. Wyglądało tak, jakby wielkiej odwagi od niej wymagało przekazanie mu swojego zdania. –Profesor McGonagall miała rację. Profesor Dumbledore cieszyłby się na wieść, że na świecie jest nieco więcej miłości. Od jak dawna wiesz, że Tonks jest…?
- Dużo dłużej niż powinienem – Remus jęknął, kiedy przypomniał sobie, jak Mia zamknęła go w sypialni swojej i Syriusza, a w tym czasie pięcioletnia Dora wyjadała czekoladki z jego tajnego zapasu.
Spojrzał ponownie na Hermionę i jego wzrok padł na sporej wielkości ranę na jej ramieniu. Ze zdumieniem wpatrywał się w znajomy, trójkątny kształt.
Byłem tutaj, pomyślał patrząc na nią.
- Hermiono, wszystko w porządku? Pokaż mi swoje ramię.
- To nic takiego – stwierdziła Hermiona, przyciskając do siebie zranione ramię. – Trafił mnie rykoszet. Gdyby ciebie nie było obok, mogłabym być w gorszym stanie.
Myślodsiewnia! Jej wspomnienia!
Remus z całych sił starał się powstrzymać swoje podekscytowanie i nerwowość. Mia pokazała mu to wspomnienie. Ale skoro wiedziała, że to się wydarzy, musiała też wiedzieć o śmierci Syriusza, prawda? Czyżby jego śmierć nie zniszczyła przyszłości, którą widział?
- Zostałaś ranna w walce? – Dopytywał, znając już odpowiedź. Pozwolił jednak, żeby słowa toczyły się z jego ust, jakby czytał przygotowany wcześniej scenariusz. – Dlaczego tego nie wyleczyłaś?
- Wyczyściłam ranę. Zagoi się naturalnie.
- Pani Pomfrey powinna mieć w Skrzydle Szpitalnym wyciąg z dyptamu.
- Nie, ja… Chcę, żeby została blizna.
Otworzył usta, próbując ukryć szok, jakim napełniła go ta scena. Czuł się tak, jakby jeszcze raz oglądał z Mią to wspomnienie.
Muszę pamiętać.
Hermiona przymknęła oczy i odwróciła głowę.
- Muszę pamiętać. Muszę być w stanie patrzeć w dół i pamiętać o profesorze Dumbledorze. O Snapie. Muszę pamiętać, żeby zawsze mieć się na baczności. Pamiętać, że nie każdemu można ufać. Że Hogwart nie zawsze jest bezpieczny.
- Ja… - Zaczął Remus, patrząc ze zdumieniem na młodziutką czarownicę, próbując zrozumieć, co się właśnie stało i jak wszystko się zmieniło. Jeśli w ogóle się zmieniło.
Czuł żal na myśl o śmierci Syriusza, ale jednocześnie w jego umyśle zrodziła się nadzieja. Kiedy Syriusz zginął, Remus uważał, że przyszłość została nieodwracalnie zmieniona. Spodziewał się, że nie uda mu się odesłać Hermiony w przeszłość i odzyskać Mii, ale teraz…
- Powinienem wrócić do Skrzydła Szpitalnego – wymamrotał, mając nadzieję, że jest jednak lepszym kłamcą, niż uważała Hermiona. – Muszę sprawdzić, jak się miewa Bill.
- Ma szczęście, że może na ciebie liczyć. Kto wie… Może uda ci się z nim i Tonks odbudować swoją watahę?
- Może – Remus powoli skinął głową, decydując się później porozmawiać o tym z Billem. – W międzyczasie, mamy wojnę do wygrania.
- Dlatego nie powinieneś zwlekać – wyrzuciła z siebie Hermiona. – Wiem, że to nie mój interes, ale powinieneś pozwolić Tonks zająć się tobą. I ty powinieneś się zaopiekować nią.
Spojrzał jej prosto w oczy i dzięki odbijającym się w jej tęczówkach gwiazdom, miał wrażenie, że patrzy w bursztyn.
- Co powiesz na taki układ, Hermiono… Rozważę pomysł zaopiekowania się Tonks i nawet pomyślę o tym, żeby pozwolić jej zatroszczyć się o mnie, jeśli ty mi obiecasz, że będziesz dbała o siebie. I o Harry'ego.
- Te dwie rzeczy zwykle się wykluczają – Hermiona zachichotała.
- Jeśli ktoś jest w stanie znaleźć między nimi delikatną równowagę, jesteś to ty, Hermiono – objął ją i przyciągnął do siebie. Odetchnął jej zapachem, kiedy odpowiedziała uściskiem. Noc była ciemna. Ta noc całkowicie zmieniła tory wojny, którą toczyli. A jednak czując obejmujące go ramiona, poczuł się jak w domu.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Wiedział, że rozmowa, którą właśnie przeprowadził z Hermioną była wspomnieniem, które kiedyś pokazała mu Mia. Dało mu to nadzieję. Syriusz odszedł – z tym nie mógł nic zrobić – ale może nie stracił wszystkiego. Może w jakiś sposób uda mu się odzyskać Mię. Może jego przyszłość z Dorą nie rysowała się w takich szarych barwach, jak mu się wydawało, od kiedy Syriusz zginął i wszystko się rozpadło.
Nadzieja poruszała się w jego duszy z nową siłą.
- Gdzie byłeś? – Zapytała Dora, widząc, jak Remus zbiega o schodach. – Zajrzałam do Wieży Gryfonów, ale Harry powiedział, że wyszedłeś jakiś czas temu
- Poszedłem na Wieżę Astronomiczną, żeby pomyśleć – odetchnął głęboko i po raz pierwszy od wielu miesięcy pozwolił sobie, aby obmył go jej aromat.
- I?
- Wpadłem na Hermionę.
Dora pochyliła głowę.
- Dobrze się czuje?
- Będzie lepiej – odpowiedział z uśmiechem, dziwnie się z tym czując, szczególnie biorąc pod uwagę wszystko, co się wcześniej wydarzyło. Skupił się na słowach Minerwy i Hermiony: Dumbledore byłby szczęśliwy, wiedząc, że na świecie jest nieco więcej miłości. – Myślę, że wszystko się dobrze ułoży.
Dora uniosła podejrzliwie brew i sięgnęła po różdżkę, jakby się zastanawiała, czy na Remusa nie rzucono jakiegoś zaklęcia
- Co się stało?
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać – powiedział i sięgnął po jej dłoń, która w tym momencie nie trzymała różdżki. – Zresztą, to teraz nie jest ważne. My jesteśmy ważni. Z tego, co pamiętam, podczas świąt postawiłaś mi ultimatum, prawda?
Na usta Dory powoli zaczął wpływać uśmiech.
- To znaczy…? Przestaniesz zachowywać się jak dupek?
Remus się szczerze roześmiał.
Ostro wciągnęła powietrze do płuc i Remus z przyjemnością wsłuchał się w bicie jej serca. Słyszał, jak straciło jedno uderzenie.
- Musisz być pewny, Remusie –powiedziała stanowczo. – Nie zniosę, jeśli znowu…
- Tak bardzo cię przepraszam – przerwał jej. – Jestem… Dupkiem. Obiecuję, że ci to wynagrodzę. Możemy się stąd zmyć?
- Zmyć? – Uśmiechnęła się do niego podstępnie. Położyła dłoń na jego piersi. – Planujesz mnie stąd porwać, panie Lupin?
Złapał mocno za jej nadgarstek i gwałtownie do siebie przyciągnął. Uderzyła w jego klatkę piersiową i straciła równowagę. Zamiast jednak odbić się od niego i przewrócić, jak to zwykle z nią bywało, Remus przytrzymał ją w swoich objęciach i pozwolił jej odzyskać balans. Pochylił się nad nią i pocałował wrażliwą skórę za jej uchem.
- Planuję położyć cię w łóżku, panno Tonks – wyszeptał z żarem w głosie.
Dora zadrżała w jego ramionach.
- Jasna cholera… I co później?
Remus ponownie odetchnął jej aromatem i zagłębił nos w jej włosy, które na jego oczach zaczęły zmieniać kolor z brązowego na fioletowy. Odsunął się nieco od niej i spojrzał w jej pulsujące złotem oczy. Zadrżał na ten widok, ujął jej twarz w swoje dłonie i przesunął wargami po jej ustach, próbując nad sobą zapanować.
- Będę cię całował, ssał, kochał, wielbił – szepnął, przypominając sobie swoją młodszą, romantyczną duszę. – Oznaczę cię, uczynię swoją…
Dora zadygotała na te słowa.
- Ja pieprzę…
Remus zachichotał.
- Taki jest plan.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Gdyby lepiej nad sobą panował, postarałby się, żeby to wszystko potoczyło się wolniej, bardziej romantycznie. Jednak nad sobą nie panował, przez co znalazł się w tej sytuacji, kiedy Dora siedziała na nim przed jego kominkiem i z pasją rozrywała na nim ubrania, jakby materiał w jakiś sposób ją uraził.
Zastanawiał się, w którym momencie przestał dominować podczas tych kilku minut, które upłynęły od podróży siecią Fiuu z Hogwartu do jego domu.
- Zaczekaj. Stój, stój, na moment! – Złapał jej dłonie, powstrzymując ją od rozdarcia jego szat.
Zamrugała powiekami, wyrwana ze swojej pasji.
- Remusie, przysięgam na Merlina, Kirke i pierdoloną Helgę Hufflepuff, jeżeli teraz mnie odepchniesz…
- Nie odepchnę – obiecał jej. Ogień płonący w jej oczach ekscytował go, szczególnie, kiedy patrzyła na niego złotymi tęczówkami, takimi, jak jego. – Chodzi o to… Musisz być tego pewna. Nie ma odwrotu.
Nie chciał jej pokazać, jak odsłonięty się czuł, kiedy ostatni raz pozwolił jej zastanowić się nad swoją decyzją. Cieszył się, że przerwała na chwilę to, co robiła, aby pomyśleć, zamiast poddać się mu bez wcześniejszego przemyślenia sprawy.
- Proszę, bądź pewna – zaskomlał, kiedy nie odpowiadała zbyt długo.
Zamiast odpowiedzieć słowami, Dora złapała za krawędź swojej koszulki i ściągnęła ją przez głowę, odsłaniając różowo-fioletowy stanik, który miała pod spodem.
Remus zaśmiał się lekko, pieszcząc jej odsłonięty brzuch.
- Jesteś inna od wszystkich istot, jakie poznałem.
Mrugnęła do niego zawadiacko i sięgnęła dłońmi za siebie, aby odpiąć stanik. I kiedy poszybował on na podłogę, wilkołak, na którym siedziała w końcu stracił nad sobą kontrolę. Złapał ją mocno w pasie i obrócił ich, aby Dora leżała na podłodze, a on nad nią górował.
- Nie drażnij się ze mną – szepnęła do niego. – Nasza gra wstępna trwa już zbyt długo.
Na szczęście, Remus nie chciał dłużej czekać. Właściwie, nie planował tego, co się właśnie między nimi działo. Ale minęło już za dużo czasu od chwili, kiedy ostatni raz uprawiał seks i nie chciał się upokorzyć w tej chwili. Opadła na kolana i, ignorując ból stawów, pozbył się swoich szat i spodni.
Był wdzięczny, bo Dora robiła dokładnie to samo – wysuwała się szybko ze swoich połatanych jeansów i zielono-czarnych majtek.
Była w tym dziwna desperacja, panika i pośpiech.
Kiedy zdjął z siebie ostatni fragment materiału, Dora owinęła ramiona wokół jego szyi i pocałowała go namiętnie. Jej oddanie dla niego było tak samo silne, jak jego oddanie dla niej. Była ciepła i miękka, a jednak jej ciało miało temperaturę kilka stopni niższą, niż jego. Żar promieniował z jego skóry w każdym miejscu, w którym stykał się z jej skórą.
Ta desperacja wywoływała w nich pożar.
Dora odrzuciła głowę do tyłu i jęknęła gardłowo. Remus był bardzo cicho – był owładnięty uczuciami, o których dawno już zapomniał, oszołomiony jej dotykiem. Poza drżącym oddechem, który wydobywał się z jego nosa, Remus nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Po raz pierwszy zastanawiał się, czy nie oddać wilkowi pełni kontroli. Dotarło jednak do niego, że ukryta w jego umyśle bestia jest tak samo jak on oszołomiona magią wirującą w powietrzu, pulsującą krwią i umacniającą się między nimi więzią.
Dora poruszyła biodrami i ten ruch sprawił, że wszystkie myśli wyparowały z jego głowy.
Zarówno człowiek, jak i wilk byli zachwyceni jej ruchem i chętnie się do niego przyłączyli.
Paznokcie zagłębiły się w jego ramiona. Dłonie ścisnęły jej pośladki. Kostki skrzyżowały się za jego plecami. Zęby dotknęły jej gardła. Palce wplątały się w jego włosy.
Pot, ciepło i magia rytmicznie pulsowały między nimi.
Remus widział, jak jej włosy zmieniają kolor, najpierw z fioletowych stały się różowe, potem czerwone, a następnie powróciły do fioletowych. Instynktownie, wyszedł z niej i zatopił zęby w miękkiej skórze jej uda.
Zanurzył się w dźwiękach jej jęków i uzależnił się od nich w tym jednym momencie. Jego serce wybijało gwałtowny rytm, ponaglając go. Nosem dotknął jej drugiego uda, naprzeciw miejsca, gdzie ją ugryzł za pierwszym razem i znowu zatopił w niej zęby, przedłużając jej przyjemność.
Podczołgał się do niej i pocałował ją, uciszając jej krzyki.
Widząc po kolorze jej włosów, że czarownica jest już odpowiednio zaspokojona, Remus do niej dołączył.
Moja! Wilk zawył w jego głowie, kiedy ciałem Remusa wstrząsnął orgazm.
- Moja! – Krzyknął i wgryzł się w jej ramię, oznaczając ją jako swoją samicę, członka swojej Watahy i wszystko, co mieściło się miedzy tymi pojęciami. Nigdy nie będzie miał jej dosyć.
Jakąś godzinę później udało im się znaleźć odrobinę siły, żeby coś powiedzieć.
- Dobrze się czujesz? – Zapytał Remus słabym głosem.
Czuł ją. Więź wirowała wokół nich, drżała w nich, łącząc ich na zawsze. Wyczuwał zapach potu, podniecenia i krwi, ale przede wszystkim czuł zapach ciasteczek i nic innego się nie liczyło.
Dora roześmiała się cicho w odpowiedzi.
- Możemy to powtórzyć?
Remus westchnął z zadowoleniem i ucałował skórę między jej piersiami, bo właśnie tam spoczywała jego głowa. Ledwie mógł sie ruszać, ale wtulił się mocniej w jej ciało.
- Wyjdź za mnie.
- Oczywiście, że tak – odpowiedziała bez wahania. Przeczesywała palcami jego włosy i zarówno jej słowa, jak i jej dotyk sprawiły, że zamruczał z zadowolenia. – Ostrzegam, że jestem gównianym kucharzem.
Uśmiechnął się. Był szczęśliwy.
- Przeżyjemy.
Pierwszy raz od roku był pewny, że tak będzie.
