Od tłumaczki: Zgodnie z obietnicą – jest poniedziałek, jest nowy rozdział. Dużo się w nim dzieje. Miłego czytania. W przyszłym tygodniu rozdział pojawi się na pewno we wtorek – cały poniedziałek spędzę w pociągu, niestety.
ROZDZIAŁ 124 – DŁUG ŻYCIA I OBIETNICE
23 lipca 1997
Remus siedział przy kuchennym stole, trzymając w dłoniach stygnący kubek herbaty, źle zaparzonej przez swoją żonę. Uśmiechnął się w stronę napoju. Upijał go małymi łyczkami wyłącznie w momentach, kiedy na niego patrzyła, chociaż doskonale wiedziała, że robi to tylko po to, aby sprawić jej przyjemność. Tak samo było z jej gotowaniem. Niejeden raz delikatnie jej sugerował, że mogą zacząć oszczędzać, żeby przenieść się w inne miejsce – takie, gdzie jest blisko do barów szybkiej obsługi. Patrząc na nich dwoje, albo kiedyś umrą z głodu, albo się czymś zatrują.
Andromeda, jego kochana teściowa, dała Dorze w prezencie ślubnym starą książkę kucharską należącą do Blacków. Warto wspomnieć, że na tym ślubie obecni byli tylko on z Dorą, jej rodzice i zaufany przedstawiciel Ministerstwa.
Kiedy jego żona odpakowała książkę, roześmiała się swojej matce w twarz, a Andromeda tylko zachichotała w odpowiedzi. Ojciec Dory, Ted, poklepał go po ramieniu, nazwał go synem – mimo iż sam był starszy od Remusa tylko o dziesięć lat – i życzył mu powodzenia.
- Będziesz go potrzebował.
Remus był zachwycony, kiedy spełniła się kolejna obietnica Mii sprzed wielu lat – rodzina Dory rzeczywiście go pokochała. Po oznaczeniu jej i oświadczeniu się, Remus poczuł się paskudnie, bo nigdy oficjalnie nie poznał jej rodziców. Nie liczył tych kilku chwil, kiedy widział się z Andromedą w swojej młodości, gdy odwiedzała Syriusza.
Spotkanie z Andromedą jako narzeczony Dory było zupełnie innym doświadczeniem.
- Od jak dawna wiedziałeś, że moja córka jest twoją partnerką?
- Od trzynastego grudnia 1978 roku – odpowiedział zdenerwowany Remus.
- I czekałeś tak długo, tyle lat od chwili, kiedy ukończyła Hogwart, żeby z nią porozmawiać? – Dopytywała, wyraźnie zadowolona.
- Tak, proszę pani – wymamrotał.
Andromeda uniosła brew.
- Nazwij mnie jeszcze raz panią, Remusie, a odetnę ci jęzor. A mam uczucie, że jest to jedna z tych części twojego ciała, za którymi moja córka by tęskniła.
Zaczerwienił się i opuścił wzrok, mrucząc coś o rodzinie Blacków, przez którą kiedyś niewątpliwie zginie.
A jednak to nie bezwstydność Andromedy i Dory sprawił, że tego ranka Remus trząsł się i jęczał przy kuchennym stole.
- Na Merlina, Hermiono! Jak ci się to udało?
- Dług Życia.
Syriusz był u niego w domu. U niego w domu, żywy, cały i zdrowy. Żywy, dzięki Hermionie, która zabrała Remusa do Departamentu Tajemnic, wykonała rytuał na podstawie Magii Krwi i sprowadziła Syriusza przez Zasłonę, która odebrała mu życie rok wcześniej.
I właśnie w tej chwili całkiem żywy Syriusz Black masturbował się pod jego prysznicem, śpiewając na całe gardło „Crazy little thing called love" grupy Queen. Wydawało się, jakby nastał kolejny, zwykły dzień, jakby nie było tak, że jeszcze wczoraj był martwy.
Kilka minut później Syriusz wszedł do kuchni, mając na sobie wyłącznie parę starych jeansów i srebrny łańcuch na szyi, ukryty częściowo pod jego mokrymi, czarnymi włosami. Sięgnął po kubek Remusa i uśmiechnął się, zanim pociągnął z niego obfity łyk.
Kąciki ust Remusa uniosły się, kiedy Syriusz zakrztusił się i wypluł wszystko do zlewu.
- Na Merlina, jakim cudem wy nadal żyjecie? - Syriusz wykrzywił się i odstawił kubek na blat przed Remusa.
- Dzień dobry, Syriuszu – powiedziała z uśmiechem Dora, wchodząc do kuchni.
Remus wypił duszkiem połowę zawartości kubka, ponieważ jego żona patrzyła.
- To naprawdę dobry dzień – Syriusz się rozpromienił. – A wiecie, dlaczego?
Dora stanęła za Remusem, objęła go od tyłu i pocałowała w czubek głowy.
- Czyżby to miało coś wspólnego z tym, co robiłeś pod prysznicem? Ostrzegam, że jeśli nie zaczniesz używać Zaklęć Wyciszających, my przestaniemy ich używać.
- Zgoda – szybko powiedział Syriusz i roześmiał się głośno, kiedy Remus wywrócił oczami. – Przestań, stary. I tak nie zepsujesz mojego dobrego humoru. Ja żyję, a moja czarownica ma prawie osiemnaście lat, już od ponad roku jest pełnoletnia.
- Przerażasz mnie, Łapo.
- To jest trochę przerażające – Syriusz dłonią wskazał na nich dwoje. – Tonks, wiesz, że on jest wystarczająco stary, żeby być twoim ojcem?
- Kocioł – Remus wytknął palcem Syriusza, a następnie wskazał na siebie. – Garnek.
- Kiedy zobaczymy się z Hermioną? – Syriusz zaczął bujać się na piętach, jak nastolatek czekający na prezenty w wigilię Bożego Narodzenia.
- Dzisiaj wieczorem Zakon zbiera się w Norze – powiedziała Dora, przysiadając na nodze Remusa.
- Ona nadal nie jest Mią – przypomniał Remus.
- Nie obchodzi mnie to – odpowiedział Black, nadal się bujając. – Hermiona, Mia, to ta sama wiedźma. Kocham je obie.
- Skąd masz tyle… Energii?
- Cóż – Syriusz przysiadł przy stole. – Z mojej perspektywy, dwa dni temu mieszkałem w rezydencji przy Grimmauld, za towarzysza miałem tylko skrzata domowego, który odmawiał kąpieli i portret mojej matki. Moja czarownica miała tylko szesnaście lat, Harry'ego ścigali Śmierciożercy, a Bellatrix właśnie mnie zabijała.
- Tak właściwie, Harry'ego nadal ścigają Śmierciożercy – wytknął Remus.
- Zabijemy ich.
- Bellatrix też jest nadal na wolności – dodała Dora.
- Zabiję ją przy najbliższej okazji – obiecał Syriusz. – Dzisiaj nic nie zepsuje mojego dobrego humoru. Żyję i cokolwiek zrobiła Hermiona, aby mnie sprowadzić z zaświatów, sprowokowało to Więź Duchową z jej strony.
Koniuszkami palców powiódł od swojego gardła do serca.
- Do sprowokowania takiej więzi i późniejszego jej zapieczętowania są konieczne wiedza, wola i miłość. Jestem o krok bliżej do odzyskania jej.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
4 sierpnia 1997
Dora czekała na niego na ganku, kiedy w końcu Aportował się przez zaklęcia ochronne. Remus czuł się gorzej, niż kiedykolwiek w życiu. Na szczęście, Dora wyglądała jakby mu współczuła, bez względu na to, co wydarzyło się między nimi wcześniej.
- Ja… Nie rozumiem.
- Jestem w ciąży. Mam ci to narysować na wykresie?
To było kilka bardzo trudnych dni. Śmierciożercy przerwali wesele Billa i Fleur, Zakon się rozproszył. Syriusz i trójka Gryfonów ukrywali się, a rodziców Dory torturowano. Remus nie podejrzewał, że w trakcie wojny zdarzy im się taka niespodzianka. Kiedy już przeprosił za zmarnowanie jej życia, rozpłakał się i wykrzyczał swój strach i żal, wypadł przez frontowe drzwi i udał się do jedynego miejsca, gdzie mógł pójść – do rezydencji przy Grimmauld.
To był jego błąd.
- Domyślam się, że znalazłeś Syriusza? – Stwierdziła Dora, patrząc na jego szczękę, na której szybko ciemniał siniak.
Remus zmarszczył czoło i ze wstydem opuścił wzrok.
- Przesyła gratulacje. Harry, Ron i Hermiona również przesyłają najlepsze życzenia. Mi nakazano cię przeprosić za to, że jestem największym dupkiem na świecie, mam wymasować ci stopy i kupić wiadro lodów… O ile pozwolisz mi wrócić.
Dora uśmiechnęła się, pełna przebaczenia, cudowna i idealna.
- Mama wisi mi pięć galeonów. Uważała, że wrócisz do domu za dzień lub dwa. Powiedziałam jej, że jeśli Syriusz cię nie znokautuje, Hermiona odeśle cię dzisiaj wieczorem.
- Co mogę zrobić, żeby ci to wynagrodzić? – Zapytał błagalnie.
- Po pierwsze, przestań się nienawidzić za to, kim jesteś – powiedziała, mocno łapiąc jego twarz w dłonie. – Zrobię listę pozostałych rzeczy, które możesz dla mnie zrobić.
Remus znalazł się w jej objęciach w chwili, kiedy je otworzyła. Owinął ramiona wokół jej talii i przyłożył głowę do jej płaskiego nadal brzucha w podobny sposób, jak kiedyś zrobił do James, dowiedziawszy się, że Lily jest w ciąży z Harrym. Zmusił się, aby odsunąć od siebie strach i zaakceptować zbliżające się ojcostwo.
- Wiesz, dlaczego uciekłem, prawda?
- Myślałeś, że dziecko będzie dotknięte lykantropią.
- Miałem tylko cztery lata – szepnął, czując łzy w oczach. Był przerażony, pomimo tego, co powtarzali mu Hermiona i Syriusz. – Cały czas pamiętam ten ból. Zrobić coś takiego… Nie chcę być taki, jak Greyback.
- Wiem, kochanie – szepnęła Dora i ucałowała go w czubek głowy. – Jesteś dobrym człowiekiem. I paskudnym wilkołakiem.
Remus roześmiał się przez łzy, biorąc jej słowa za komplement. Westchnął.
- Jak się czujesz?
- Narzygałam do wanny.
Zmarszczył brwi. Delikatnie masował jej brzuch okrągłymi ruchami dłoni.
- Zostawiłam to tobie do posprzątania.
Westchnął.
- Zasłużyłem sobie na to.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
3 września 1997
Łapa spał u jej boku w każdej chwili, kiedy nie trzymał warty na zewnątrz namiotu. Naszyjnik zawierający horkruks wisiał na jego szyi co trzecią zmianę i tak miało pozostać, bo zdecydował, że ona nie będzie miała z nim nic do czynienia po tym, jak się rozszczepiła. Wolałby, żeby Harry również go nie dotykał, ale jego chrześniak walczył z nim, w przeciwieństwie do Hermiony.
Harry i Ron w tym momencie byli na zewnątrz, omawiali potencjalne sposoby zniszczenia medalionu, jednocześnie obserwując Mapę Huncwotów w poszukiwaniu Ginny.
Czarownica, w której łóżku leżał, zaczęła się niespokojnie wiercić i Łapa obserwował, jak usiadła i zorientowała się, że jest niekompletnie ubrana. Odwrócił się i zmienił w człowieka, żeby z nią normalnie porozmawiać. Musiał jej powiedzieć, że gwałtowne ruchy sprawią, że jej rana ponownie się otworzy.
- Syriuszu, gdzie jest moja koszulka? Dlaczego byłeś w moim łóżku? Co się stało? Gdzie są Harry i Ron?
Wyciągnął dłoń i położył ją na jej gołych plecach. Zignorował fakt, że zadrżała i się od niego odsunęła. Chciał obejrzeć jej ranę.
- Uspokój się, kotku – powiedział miękko. – Sprawdzam, jak się goi twoja rana.
Hermiona zbladła.
- Rana?
- Nie pamiętasz? – Jego twarz wykrzywił grymas. – Rozszczepiłaś się podczas ucieczki z Ministerstwa. Skóra na twoich plecach się otworzyła. Próbowałem cię wyleczyć najlepiej, jak potrafiłem, ale to nie ja zajmowałem się zwykle Remusem po pełniach księżyca. Mieliśmy tylko wyciąg z dyptamu. Niestety, zostanie ci blizna.
- Bardzo brzydko wygląda? – Zapytała.
Słyszał, że usilnie powstrzymuje się od płaczu.
- Nic w tobie nie wygląda… - Zaczął, ale oddech uwiązł mu w gardle. Odkaszlnął i przesunął kłykciami po jej kręgosłupie. Odprężył się, widząc, że w reakcji na jego dotyk, na jej skórze pojawia się gęsia skórka.
Rana wyglądała paskudnie, ale goiła się dobrze i pozostanie po niej znak, który znał ze swojej młodości. Pamiętał pierwszy raz, kiedy Mia pokazała mu bliznę po niej i jego rosnące pożądanie, kiedy się dowiedział, że Remus nigdy nie widział, nie dotykał i nie całował tego śladu. Poruszył się niespokojnie na łóżku, odsuwając od siebie to wspomnienie.
- Wygląda w miarę dobrze – powiedział szybko i się od niej odsunął. – Widziałem wcześniej podobną ranę. Ładnie się zagoi. Niestety, straciłaś dużo krwi i musisz jak najwięcej odpoczywać. Skończył nam się Eliksir Uzupełniania Krwi.
- A… Moja koszulka? – Zapytała krótko.
- Ah, tak – spojrzał na jej plecy i zapatrzył się na jej gołą skórę nieco dłużej, niż powinien. Zastanawiał się nad wymówką, dlaczego nie powinna się ubierać. Niestety, miał jeszcze odrobinę przyzwoitości i podał jej prawdziwą przyczynę takiego stanu rzeczy. – Nie powinnaś unosić ramion. Obiecuję, że będę pilnował, abyś zawsze była przykryta. Albo, jeżeli wolisz, mogę wyjść.
Ostatnie zdanie wypowiedział nerwowym tonem, mając nadzieję, że tego nie zrobi.
- Tylko… - Zawahała się i przełknęła ślinę. – Nie pozwól, żeby Harry albo Ron zobaczyli mnie w taki stanie.
- Nie ma problemu, kotku. Tylko ja mogę patrzeć na ciebie w takim stanie – powiedział z uśmiechem. Cicho się roześmiał, kiedy odwróciła się do niego i lekko uderzyła go w ramię, nie czyniąc mu żadnej krzywdy, bo cały czas próbowała przytrzymać okrycie na piersiach.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
25 grudnia 1997
- Harry? Syriuszu? – Zawołała Hermiona do dwóch mężczyzn, przeszukujących mały, zaśnieżony cmentarz. – Są tutaj, właśnie tutaj.
James Potter – Lily Potter
27 marca 1960 – 30 stycznia 1960
Odeszli 31 października 1981
- „Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony". Czy to nie jest idea Śmierciożerców? Dlaczego to tutaj jest? – Zapytał Harry, wpatrując się w nagrobek.
- Harry, to nie oznacza przezwyciężenia śmierci w taki sposób, w jaki rozumieją to Śmierciożercy – powiedziała łagodnie Hermiona. Sięgnęła po jego dłoń i splotła palce z jego palcami. – To znaczy… No, wiesz… życie poza śmiercią. Życie po śmierci.
Odwróciła się i spojrzała na Syriusza, który wpatrywał się w nagrobek, stojąc kilka kroków za nimi. Wyglądał tak, jakby obawiał się podejść bliżej. Wysunęła dłoń z ręki Harry'ego i sięgnęła do Syriusza.
Zmarszczył czoło, nie patrząc jej w oczy. Mimo wszystko jednak, przyjął jej dłoń i pozwolił się poprowadzić bliżej, aby wspólnie złożyć wyrazy szacunku Jamesowi i Lily.
- Cieszę się, że tu przyszliśmy – szepnęła do niego, kiedy złożył pocałunek na czubku jej głowy. Czuła, jak lekko pieści kciukiem kosteczki jej dłoni. – Jak się czujecie? Obaj?
- Dobrze – powiedział Harry, ale Hermiona słyszała łzy w jego głosie. – Będzie dobrze.
Zerknęła na Syriusza, który również walczył ze łzami.
- Zapytaj mnie ponownie, gdy wojna się skończy – odpowiedział, puścił ją i przygarnął do siebie Harry'ego.
Hermiona zadrżała, nie chcąc zakłócać prywatnego momentu. Zamiast tego, spojrzała na marmurowy nagrobek. Zgarnęła z niego świeży śnieg, a palcami wygrzebała brud, który zaległ w wygrawerowanym imieniu Jamesa Pottera.
Uniosła różdżkę i zatoczyła nią krąg w powietrzu, tworząc wieniec ozdobiony świątecznymi różami. Uklękła przed nagrobkiem i ułożyła kwiaty pod ich imionami. Miała nadzieję, że usłyszeli, jak obiecała: Zajmę się nimi.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
28 marca 1998
Duża grupa przybyła z Dworu Malfoy'ów do Muszelki. Syriusz miał nadzieję, że młody Draco właśnie wzywał Voldemorta i uda mu się oszukać jednego z największych Legilimentów w historii magii. Zgodnie z tym, co powtarzali Ron i Harry, Draco był dupkiem najgorszego formatu, ale Narcyza nie przestała płakać, od chwili, kiedy opuścili Dwór. Syriusz nigdy nie widział, żeby jego kuzynka wypłakiwała sobie oczy. Przynajmniej jako czyjś syn, Draco Malfoy był dla kogoś ważny.
Bill i Fleur pojawili się po chwili, żeby powitać gości w swoim domu. Fleur chciała zacząć leczyć Hermionę, ale Syriusz nie wypuścił jej ze swoich ramion. Dziewczyna trzymała się tak długo, jak dała radę, ale w końcu dopadły ją drgawki – efekt uboczny klątwy Cruciatus. Jako nastolatek, Syriusz był na drugim końcu różdżki Bellatrix i wiedział, jak potężna była jej klątwa. Czasami, kiedy przypadkiem uderzał kolanem lub łokciem o jakiś mebel, ból rozchodzący się po jego układzie nerwowym przypominał mu torturę, jaką zadała mu kuzynka.
Fleur zaprowadziła ich do niewielkiej sypialni, gdzie Syriusz położył drżącą z bólu Hermionę na łóżku i natychmiast transmutował pustą półkę na książki w wygodny fotel, który do łóżka przystawił. Ujął jej dłoń i palcami gładził jej czoło dopóki nie zaczął działać Eliksir Bezsennego Snu, który podała jej Fleur. Odgarnął włosy z jej spoconego czoła i mamrotał coś o swojej dzielnej czarownicy za każdym razem, kiedy jej ciało wpadło w spazm bólu. Rana na jej przedramieniu została opatrzona, ale nie zaleczona. Co kilka minut Syriusz pochylał się nad bandażem i przyciskał do niego usta.
- To naprawdę ona, prawda?
Syriusz spojrzał w górę na dźwięk miękkiego głosu i spostrzegł Narcyzę, wpatrującą się w śpiącą postać Hermiony szeroko otwartymi oczami. Wyszczerzył zęby w gniewnym grymasie, wstał i stanął między kobietami, gotowy bronić swojej czarownicy, jeśli będzie taka potrzeba.
Narcyza jednak machnęła lekceważąco dłonią, jakby odganiała od siebie natrętną muchę.
- Spotkałam już kiedyś pannę Granger. Na przykład, na Ulicy Pokątnej, na początku ubiegłego roku. Wydaje mi się, że byłam wobec niej okrutna – powiedziała, marszcząc brwi. – Chodziło o jej wygląd. Rozumiesz, o czym mówię. Gdybym wiedziała, że…
- Że nie jest zwykłą szlamą? – Wypluł z siebie Black.
Narcyza zacisnęła wargi.
- Nie bądź wulgarny. Ty, właśnie ty, wiedziałeś, w jakieś sytuacji się znajdowałam.
- Próbowałem cię z niej wydostać – przypomniał jej.
- Mój wybawca – zadrwiła. – Miałeś wtedy piętnaście lat i byłeś bezpieczny za murami Hogwartu. Powiedz, Syriuszu, co ty poświęciłeś, odmawiając swoim rodzicom?
Syriusz nastroszył się.
- Dokładnie. O twoje plecy dbali Alphard i Potterowie. Ja nie chciałam cierpieć, dziękuję bardzo – odetchnęła drżąco i założyła lok swoich długich, złotych włosów za ucho. – Oczywiście, patrząc wstecz… Wiedziałeś, że przyszła do mnie tego samego wieczoru, kiedy próbowano cię oznaczyć? Też byłam wtedy w klinice, próbując poradzić sobie z osobistym problemem. Okazała mi współczucie i zaoferowała wsparcie, kiedy ja byłam wobec niej paskudna. Jestem jej dłużniczką.
- Słucham? – Zapytał Syriusz. – W jakim sensie?
- To nie twoja sprawa. Sekret dwóch czarownic – stwierdziła stanowczo. – Jakim cudem jest taka młoda? I dlaczego wcześniej jej nie rozpoznałam?
- Magia.
- Nie zachowuj się jak dzieciak – wywróciła oczami. – Albo, rób co chcesz. Zachowaj swoje małe tajemnice. Nie mam zamiaru wyrządzić jej krzywdy. Już ci powiedziałam, mam u Mii Potter ogromny dług wdzięczności. Czy jej matka przypadkiem nie pochodziła z rodu Blacków? Ta kobieta, której nie znosiła twoja matka?
Syriusz skinął głową.
- Dorea.
Na ustach Narcyzy pojawił się miły uśmiech.
- Naprawisz wszystko, prawda? Naszą rodzinę? Nasz ród? Sprawisz, że nie zniknie z powierzchni ziemi?
- Jestem trochę zajęty ratowaniem świata, Cyziu – prychnął w odpowiedzi.
Jej uśmiech się poszerzył.
- Nikt tak mnie nie nazywał od bardzo dawna. Bella i Lucjusz preferowali zdrabniać moje imię do „Sisi". Według nich brzmiało uroczo, według mnie dziecinnie.
- Nie przyzwyczajaj się – stwierdził i przywołał swojego Patronusa. – Zabieram cię do Andromedy. I coś mi mówi, że Meda ma alfabetyczną listę określeń, jakimi chce ci rzucić w twarz, zanim dojdzie do czegoś uroczego.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
30 kwietnia 1998
- Wynocha! – Narcyza machnęła dłonią przed twarzą Remusa, na co on warknął ostrzegawczo. Na nią jednak to nie podziałało. – Zdaję sobie sprawę z twoich zwierzęcych instynktów, ale jeśli nie planujesz samodzielnie wyciągnąć z niej dziecka, wyjdziesz, usiądziesz spokojnie i zaczekasz na wezwanie.
Remus spojrzał na Andromedę, szukając wsparcia, ale jego teściowa trzymała mocno dłoń Dory, która walczyła z kolejnym skurczem.
- Na pewno nie można nic zrobić, aby ulżyć jej w bólu? – Zapytał, słysząc jęki i skamlenie wilka, będące odpowiedzią na udręczony płacz swojej żony.
- Powtarzałam ci już wielokrotnie, że poród odbywa się właśnie w ten sposób – poinformowała go Narcyza. – Jeśli potrzebujesz potwierdzenia, wyślij sowę do Weasley'ów. Jeśli ktokolwiek zna się na rodzeniu dzieci, będzie to ta kobieta. Dlatego właśnie byłam zadowolona, że Lucjusza nie wpuszczono do mojej komnaty, kiedy rodziłam Dracona. Mężczyźni nie mają do tego cierpliwości.
- Nie waż się porównywać mojego zięcia do tego twojego cholernego męża – warknęła Andromeda.
- Byłego męża – poprawiła ją chłodno Narcyza.
- Przepraszam, czyżbyście zdążyli się rozwieść, zanim zginął? – Odgryzła się Meda.
Narcyza spojrzała ze spokojem na swoją siostrą i wzruszyła szczupłymi ramionami.
- Jeżeli istnieje słowo na określenie szczęśliwej wdowy, pomóż mi je znaleźć. Dopóki jednak jego nie znajdziemy, określam go jako mojego byłego męża.
- Posłuchaj mnie uważnie – odpowiedziała Andromeda z uśmiechem. – Nie wrzucaj Remusa do jednej kategorii z Lucjuszem Malfoy'em. Remus jest dobrym chłopcem.
Narcyza wywróciła oczami.
- Nie nazwałabym go chłopcem – wymamrotała pod nosem, ale jej słowa utonęły w ostatnim wrzasku Dory.
- Skoro o chłopcach mowa… - Andromeda szeroko się uśmiechnęła i podniosła płaczącego noworodka spomiędzy nóg swojej córki, której włosy nagle zmieniły kolor na turkusowy. Machnęła delikatnie różdżką, żeby oczyścić maleństwo, owinęła je w miękki kocyk i umieściła w ramionach Dory.
Remus stał sztywno w nogach łóżka i zaciskał dłonie tak mocno na jego oparciu, że pod jego palcami zaczęło łamać się drewno. Wciągnął głęboko powietrze do płuc, oddychając aromatem nowego życia, bez śladów lykantropii.
- Mam syna – szepnął podniośle.
- Wygląda zupełnie jak ty – powiedziała Dora z szerokim uśmiechem.
- Wcale nie, kochanie – wydukał Remus, podchodząc bliżej. – Właściwie, wygląda jak ty.
- Ma piękne, ciemne włoski – stwierdziła Narcyza, podziwiając noworodka i przykładając haftowaną chusteczkę do kącika oka.
- Na razie – Andromeda uśmiechnęła się przebiegle. – Jeżeli jest podobny do swojej matki, kolor jego włosów niedługo się zmieni.
Dora podniosła wzrok i uśmiechnęła się do Remusa.
- Powinieneś powiedzieć pozostałym.
- Później – usiadł delikatnie na brzegu jej łóżka. Leciutko dotknął opuszkami palców pokrytej czarnymi włosami główki syna. – Przypomina mi Harry'ego. Tak wyglądał tuż po urodzeniu.
- Harry powinien być jego ojcem chrzestnym – zasugerowała Dora.
Remus odpowiedział szerokim uśmiechem.
- Syriusz nie będzie zadowolony.
- Wiem – zachichotała złośliwie, jakby właśnie o to chodziło. – Ale to zwiąże Harry'ego jeszcze mocniej z Watahą. A Hermiona powinna być matką chrzestną.
- Oczywiście – Remus roześmiał się. Jakby w ogóle rozważali inne opcje. – Powiem jej, kiedy… Gdy wszystko będzie dobrze.
Czyli w chwili, kiedy dziewczyna już dłużej nie będzie Hermioną.
- Hermiona Granger? – Andromeda uniosła brew. – Przyjaciółka Harry'ego Pottera urodzona w rodzinie Mugoli? Ta, którą Bella…
Meda urwała, widząc dziwny wyraz twarzy Narcyzy.
- Nie wiedziałam, że jest waszą bliską znajomą.
Narcyza uśmiechnęła się z wyższością, a w jej oczach błysnął zachwyt.
- Chcesz powiedzieć, że nie wiesz?
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
18 maja 1998
- Planujemy wszystko odbudować – powiedział Kingsley z uśmiechem, stojąc w drzwiach rezydencji Blacków. Patrzył na Harry'ego, Rona, Syriusza, Hermionę i Dracona. – Przyda nam się wasza pomoc. Niewiele można zrobić w Wizengamocie, ale będę osobiście nad tym pracował. W trakcie wojny straciliśmy zbyt wielu dobrych Aurorów. Chciałbym zaproponować wam pracę.
- Zgadzam się! – Odpowiedział od razu Harry. – Kiedy zaczynamy?
- Chcesz powiedzieć, że nie musimy wracać do Hogwartu? – Upewnił się Ron, a na jego twarz powoli wpływał uśmiech.
- Oczywiście, że nie. Rozpoczynamy nabór na nowe szkolenie dla Aurorów i bierzemy pod uwagę wasze doświadczenie. Uznajmy to za wczesne szkolenie w terenie – nowy Minister Magii roześmiał się głośno.
- Wchodzę w to! – Krzyknął entuzjastycznie Weasley.
- Ja wrócę do Hogwartu, żeby zdać O.W.U.T.E.M.Y. – Szepnęła Hermiona. – Przynajmniej tak mi się wydaje. I muszę się zająć kilkoma sprawami, zanim wrócę. Byłby ze mnie marny Auror. Zdecydowanie bardziej wolałabym się skupić na reformach w rządzie i Wizengamocie.
Kingsley skinął głową, doceniając jej tok rozumowania.
- Ty decydujesz, Hermiono. Na pewno znajdę dla ciebie jakąś pozycję.
- Dziękuję – uśmiechnęła się. – Panie ministrze.
Kingsley zachichotał, słysząc ten tytuł w jej ustach. Sam jeszcze do niego nie przywykł. Odwrócił się do Syriusza i Dracona z szerokim uśmiechem.
- A co z wami?
- No, tak – Draco prychnął sarkastycznie. Wyraz jego twarzy świadczył, że obecnego Ministra Magii ma w takim samym poważaniu, jak jego poprzedników. – Ludzie będą zachwyceni pomysłem, żeby zreformowany Śmierciożerca strzegł dla nich pokoju. Daj mi znać, kiedy będę mógł ponownie korzystać ze swoich własności, Shacklebolt. Wtedy porozmawiamy.
Draco wyszedł z domu, a Kingsley roześmiał się, cały czas w dobrym nastroju.
- Jest dużo milszy, niż mi się wydawało.
Syriusz wzruszył ramionami.
- Jest w połowie Blackiem. Jesteśmy uroczymi ludźmi.
- A co z tobą, Syriuszu? Weźmiesz ponownie odznakę do ręki?
- Kings – zaczął Syriusz z uprzejmą miną. – Jeżeli udałoby ci się odkopać moją starą odznakę, chciałbym, żebyś wsadził ją głęboko w dupę Korneliusza Knota.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
17 czerwca 1998
Pomimo tego, że mieli własny dom, Remus, Tonks i mały Teddy w ostatnim czasie więcej dni spędzali przy Grimmauld, a nie w Legowisku. Minął miesiąc od zakończenia wojny i Remus czuł potrzebę, aby być jak najbliżej swojej rodziny i Watahy. Ponieważ Harry i Hermiona oficjalnie wprowadzili się do Syriusza, trzymanie się blisko nich było łatwiejsze. Syriusz był tym zachwycony i robił wszystko, żeby rozpieszczać Teddy'ego bardziej niż Harry – jego ojciec chrzestny.
Oczywiście, to nie miało znaczenia. Poza Dorą, Teddy uwielbiał tylko jedną osobę i była nią Hermiona. Hermiona, która powinna o tej porze być w domu.
Kiedy wróciła, żaden człowiek jej nie usłyszał. Tylko Remus natychmiast wiedział, że weszła do domu i wstał ze swojego fotela w bibliotece, żeby ją przywitać. Kiedy jednak jej płacz rozbrzmiał w pobliżu schodów, dając wszystkim domownikom znać, że wróciła, mężczyzna przyspieszył kroku i po chwili znalazł drobną czarownicę, skuloną i zapłakaną, na podłodze przy wejściu. Jej włosy były w jeszcze większym nieładzie, niż zwykle, wokół jej szklanych oczu widział czerwone obwódki.
Bez zbędnych słów, doskonale wiedząc, co się stało, Remus przyciągnął ją do siebie i pozwolił jej dalej łkać w jego ramię. Podniósł ją i zaniósł do jej pokoju. Położył ją na łóżku, i automatycznie usiał za nią, oparty o wezgłowie. Przytulił ją mocno i objął ją opiekuńczo ramieniem.
- Co się stało? Widziałaś się z nimi?
- Nigdy więcej mnie nie poznają – zapłakała. – Ja… Poleciałam prosto do Australii. Wiedziałam, że nie będą mnie pamiętać, ale… Zobaczyłam ich i… Remusie, moi rodzice. Mogliby być martwi.
Zmarszczył brwi, przeczesując jej gęste włosy. Przypomniał sobie tych uroczych Mugoli, których poznał na stacji King's Cross. I chociaż dla niego, jej rodzicami zawsze pozostaną Charlus i Dorea Potter, rozumiał ból, który w tym momencie ją rozdzierał.
- W pewnym sensie masz rację i bardzo mi z tego powodu przykro – zauważył w drzwiach jej sypialni Syriusza, Harry'ego i Rona. Młodsi czarodzieje wyglądali na zmartwionych i niekomfortowo zerkali na płaczącą przyjaciółkę. W przeciwieństwie do nich, Syriusz szybko podszedł do łóżka i odebrał Remusowi Hermionę, po czym sam zamknął ją w objęciach.
- Możesz sobie pozwolić na żałobę, kotku – szepnął. Przesuwał palcami po jej po jej plecach delikatnym, uspokajającym ruchem. Składał lekkie pocałunki na jej czole i skroniach, ignorując spojrzenia, jakie rzucali mu młodzi Gryfoni. – Nie zawsze musisz być najsilniejsza.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
17 września 1998
- Fakt, że pozwoliłem ci wpadać do mojego domu, kiedy masz na to ochotę nie oznacza, że możesz wypijać cały mój zapas whisky – powiedział Syriusz, wchodząc do salonu, w którym Draco pił alkohol z kryształowej szklanki. Wyjął szkło z ręki kuzyna. – Poza tym jest cholerna dziesiąta rano.
Potrząsnął głową i wypił resztę płynu.
- Nie pozwól, żeby Granger cię zobaczyła – ostrzegł Draco. – Gdzie masz tę butelkę dobrej szkockiej?
- W barku. I dlaczego Hermiona nie miałaby mnie zobaczyć pijącego? – Zapytał Black, mrużąc oczy.
- Bo będzie miała parszywy humor – wyjaśnił Draco, opierając nogi na stoliku kawowym, i elegancko krzyżując je w kostkach. – Lupin przysłał rano sowę z ostrzeżeniem, że dzisiaj wychodzi nowa książka tej krowy, Skeeter. Było też coś o gazecie, czego nie chciało mi się czytać.
Syriusz westchnął.
- Ja pierdolę.
- Język – warknęła Hermiona, wchodząc do pokoju. Zmrużyła oczy, patrząc na Dracona. – I nie mam parszywego humoru.
- Dzień dobry, kotku – Syriusz uśmiechnął się do niej i lekko jej dotknął, kiedy obok niego przechodziła.
- Tak – Hermiona zerknęła na szklankę w jego dłoni. – Mamy poranek.
- Mówiłem mu, że jest za wcześnie na alkohol – Draco rzucił kuzynowi arogancki uśmieszek. – Syriuszu, nie mogłeś zaczekać do obiadu?
Syriusz rzucił chłopakowi mordercze spojrzenie, a identyczne, szare oczy odpowiedziały rozbawionym wzrokiem.
- Jakie masz plany na dzisiaj, kotku?
- Chyba wrócę do łóżka. Przeczytam książkę albo dwie – odpowiedziała cicho i nerwowym ruchem złapała lok swoich włosów.
Syriusz westchnął na ten widok.
- Nie zgadzam się. Musisz wyjść z tego domu, chociaż na chwilę.
- Chcesz ze mną gdzieś wyjść? – Zapytała, przekręcając jego słowa.
- Właściwie, muszę w czymś pomóc Remusowi – odpowiedział, marszcząc czoło. – Naprawdę chciałbym, ale on potrzebuje mojej pomocy… W projekcie, nad którym pracuje. Ale ty powinnaś wyjść. Zrobić coś fajnego.
- To prawda, że od dłuższego czasu chciałam sobie kupić własny egzemplarz Teorii Wielomateriałowych Transmutacji – westchnęła, ale zabrzmiało to bardziej jak próba przekonania samej siebie, że rzeczywiście powinna wyjść z domu.
Zanim miała okazję powiedzieć coś więcej, Syriusz kopnął w stopy Dracona, zrzucił je ze stolika i podciągnął swojego kuzyna na nogi.
- Draco chętnie z tobą pójdzie.
- To dlatego, że wypiłem twoją whisky? – Draco rzucił Syriuszowi wrogie spojrzenie. – Niech będzie. Zbieraj się szybko, Granger. Mam ochotę na obiad, a ostatnio, gdy wszedłem do Dziurawego Kotła po jedenastej, miejsce było oblegane przez ludzi, którzy uważali, że nadal jestem Śmierciożercą. Wszyscy się darli. Wolałbym tego nie powtarzać.
Wyszedł do drugiego pokoju, prawdopodobnie w poszukiwaniu dobrej szkockiej Syriusza.
- Dlaczego zmuszasz mnie do niańczenia tego Ślizgona? – Hermiona wydęła wargi i lekko oparła się o ciało Syriusza. – Wiedziałeś, że ostatnim razem, kiedy byliśmy u Floriana, przez dziesięć minut opowiadał o tym, że polewanie czekoladowych lodów czekoladową polewą jest marnotrawstwem. Gdy doszliśmy do naszego zamówienia, nie chciałam już go słuchać i zamówiłam truskawkowe.
Syriusz poczuł, jak gorąca fala uderza w jego twarz i przełknął z trudem ślinę. Przez moment stał bez ruchu, próbując zapanować nad sobą, po czym objął ją, przyciągnął do siebie i mocno przytulił.
- Potrzeba mu przyjaciela, a ty masz na niego dobry wpływ. Gdyby przebywał ze mną nieco dłużej, nabawiłby się pierdolonego problemu alkoholowego i wszyscy mieliby go dość.
- Język - - powiedziała cicho.
Zachichotał w odpowiedzi i ucałował jej czoło.
Hermiona westchnęła z zadowoleniem i mocniej się do niego przytuliła, okazując mu swojej zabarwione zdenerwowaniem uczucia. Przygryzła dolną wargę w uroczy sposób.
- Za kilka dni mam urodziny.
- Wiem – Syriusz uśmiechnął się ze smutkiem i zatknął lok jej niesfornych włosów za ucho.
- A… Dzień po moich urodzinach… - Wymamrotała.
- Wiem – powtórzył, patrząc w jej czekoladowe oczy. – Obiecuję, że wtedy powiem ci całą prawdę. Nie będzie między nami więcej sekretów.
