Od tłumaczki: To jest to! Koniec części trzeciej. Miłego czytania!
ROZDZIAŁ 125 – PREZENT OD REMUSA
19 września 1998
- Należała do rodziny Harry'ego. Teraz jest twoja.
Opuszki palców Syriusza ślizgały się po skórze jej nadgarstka, kiedy zapinał na nim bransoletkę. Kiedy się od niego odsunęła, żeby przyjrzeć się prezentowi, Syriusz nieświadomie pozostał bardzo blisko niej, żeby czuć jej ciało, które co jakiś czas się o niego ocierało. Szczególnie, kiedy zaczęła panikować.
- Nie jestem Potterem, Syriuszu. Nie mogę tego wziąć – Hermiona potrząsnęła głową i wyciągnęła rękę w kierunku Harry'ego, który stał niedaleko, uśmiechając się do niej. Wydawało mu się zabawne, że Syriusz dał jej na urodziny rodowy klejnot Potterów. – Harry, powinieneś…
- Nie – przerwał jej. – Zgadzam się z Syriuszem. Jesteś dla mnie jak siostra i dlatego jesteś Potterem. Poza tym, podoba mi się pomysł, żebyś nosiła coś, co łączy cię z moją rodziną. Jeśli do kogoś odnoszą się te słowa, to tylko do ciebie. Odwaga i talent? Brzmi jak „Hermiona Granger".
- Widzisz? – Syriusz gestem wskazał Harry'ego. – Nawet on nie ma nic przeciwko temu.
Hermiona wzdrygnęła się, wyglądając na bardzo zażenowaną.
- Cały czas uważam, że to nie w porządku, ale niech wam będzie. Możesz ją ode mnie odebrać, kiedy tylko będziesz chciał, Harry. Będziesz mógł ją przekazać swoim dzieciom w spadku.
Harry roześmiał się głośno i wywrócił oczami. Spojrzał na nią z dumą.
- Przyjmij prezent, Hermiono i przestań się z nami kłócić. Dzisiaj walczyłaś z każdym, kto ci coś podarował.
- Mówiłam wam, że nie chcę żadnych prezentów, więc to wasza wina – odparowała.
- To miał być mój wielki moment – wciął się Syriusz. – Wręczyłem ci prezent i nie okazałaś mi żadnej wdzięczności.
- Dziękuję, Syriuszu – powiedziała cicho i pochyliła się, żeby musnąć ustami jego policzek.
Syriusz skorzystał z okazji, żeby odetchnąć jej aromatem. Lekko położył dłoń na jej talii, w miejscu, którego nie widział Harry. Usłyszał, jak ostro nabrała oddechu w płuca, reagując na jego intymny dotyk i musiał się powstrzymać od okazania nerwów, które zjadały go przez kilka ostatnich tygodni.
To nie było zwykłe zdenerwowanie. Syriusz był przerażony. Remus zapewnił go, że oryginalne równania, które nadały Zmieniaczowi Czasu właściwości Świstoklika zostały zaprojektowane przez Mię, ale to wcale nie zmniejszyło jego strachu. Całe lato bawili się skradzionym przez Remusa Zmieniaczem Czasu, testując Świstoklik i modląc się, aby przypadkiem nie odesłali siebie w przeszłość. W końcu Remus stwierdził, że wszystko jest, jak należy. Byli gotowi.
Ale Syriusz nie wiedział, czy on był gotowy. Czy potrafił pożegnać się z Hermioną, która zaczynała odkrywać swoje uczucia dla niego. Czy był gotowy znowu zobaczyć Mię, która znała go, jak nikt inny i kochała go, jak nikt inny. Ale z jakiego powodu mogła go jeszcze chcieć? W czasie jej nieobecności, on zniszczył się i upodlił do granic człowieczeństwa. W najlepszym wypadku był towarem z odzysku.
- A skoro już skończyliście wmuszać mi prezenty, mam zamiar usiąść w bibliotece i cieszyć się moimi nowymi książkami – Hermiona uśmiechnęła się z radością, uściskała Harry'ego i zniknęła na schodach.
Widząc zbliżającego się Remusa, Syriusz odwrócił się do swojego chrześniaka.
- Upewnisz się, że wszyscy bez problemów trafili do wyjścia?
- Chciałem się właśnie pożegnać z Hermioną – wymamrotał Remus, patrząc nerwowo na Syriusza. Na szczęście, Harry nie dostrzegł tego w jego spojrzeniu.
- Możesz zostać na noc, Remusie – zaproponował Harry. – Albo zostawić z nami Teddy'ego.
- Będę o tym pamiętał, kiedy dzieciak zacznie wywrzaskiwać sobie płuca w samym środku nocy – Remus zachichotał. Syriusz był z kolei bardzo zadowolony, że worki pod oczami jego przyjaciela były rezultatem nocy nieprzespanych z powodu płaczu jego syna, a nie z powodu pełni księżyca. – Dziękuję, ale mamy plany. Może innej nocy.
- Dbaj o siebie, w takim razie – Harry uśmiechnął się, poklepał go po ramieniu i wycofał się do salonu, zostawiając dwóch Huncwotów samych.
- Ja pierdolę – jęknął Syriusz, wiedząc, że Harry jest poza zasięgiem słuchu. Przeczesał palcami włosy. – Chyba mam zawał. Czy czarodzieje miewają zawały serca, czy to tylko mugolska przypadłość?
- Będzie dobrze – zapewnił go Remus.
- A jeśli… Nie odeślemy jej z powrotem? Hermiona naprawdę mnie lubi. Mogę z tym żyć – wymamrotał zdenerwowany Black. Jego serce wybijało szalony rytm.
- Jeśli ona nie wróci w przeszłość, ja złamię Wieczystą Przysięgę i umrę – Remus zmrużył oczy, patrząc na przyjaciela. – Wolałbym, żeby do tego nie doszło. Ludziom będzie mnie brakowało. Miliony będą za mną tęsknić.
Syriusz prychnął.
- Masz o sobie wysokie mniemanie.
- Przestań grać na czas – Remus obrócił Syriusza i popchnął w kierunku schodów. – Idź. Powinniśmy z nią być zanim ona zniknie.
- Będzie dobrze. Będzie dobrze – mamrotał Black pod nosem, zbliżając się z Remusem do biblioteki. Zerknął przez szparę w drzwiach i uśmiechnął się na widok czarownicy, patrzącej z zaciekawieniem na pudełko, w którym spoczywał Zmieniacz Czasu.
Przez dekady za nią tęsknił, przez lata czekał na ten moment, a w tej chwili miał wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko. Syriusz miał ochotę powstrzymać ją przed sięgnięciem po pudełko.
- Co to jest? – Zapytała go.
Remus powoli podszedł bliżej.
- To jest prezent ode mnie.
Hermiona, zaskoczona, spojrzała na niego.
- Aha.
- Dora i ja już wychodzimy. Chciałem się tylko pożegnać.
Syriusz obserwował, jak przytuliła Remusa. Zazdrościł mu, bo wiedział, że Remus od wielu lat wiedział, że ten moment nadejdzie. To właśnie Remus miał teraz ich opuścić, mając nadzieję, że wróci do nich Mia. Z kolei Syriusz miał przed sobą dużo bardziej niewdzięczne zadanie.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś, Hermiono. Zasłużyłaś na same dobre rzeczy po tym, co musiałaś przejść.
- Pozwól, że otworzę twój prezent, skoro już tu jesteś.
Syriusz poczuł, jak jego serce opadło na poziom żołądka, kiedy Hermiona sięgnęła po pudełeczko. Na szczęście, Remus ją powstrzymał.
- Nie. Zaczekaj, aż wyjdziemy. To bardzo… Nietypowy prezent. Bardzo prywatny.
Ja pierdolę. Syriusz ukrył twarz w dłoniach, próbując pokazać po sobie wyłącznie swoje zmęczenie.
- Chodzi mi o to, że może ci się nie spodobać. Kiedy zobaczymy się następnym razem, możesz mi powiedzieć, czy ci się spodobał.
- Wszystko w porządku?
- Mam nadzieję, że tak – uśmiechnął się do niej powściągliwie, po czym ją puścił, klepnął Syriusza w ramię i opuścił bibliotekę.
- Wszystko z nim w porządku? – Zapytała Hermiona, a w jej głosie pobrzmiewało zmartwienie.
- Ma dużo na głowie – odpowiedział Syriusz, wypuszczając z płuc drżący oddech. – Ostatnio sporo wspominaliśmy. Czasami bardzo intensywnie.
Wzruszył ramionami i powolutku do niej podszedł. Chwycił jej dłoń – tę, nad którą lśniła bransoletka Potterów – i przyciągnął ją do siebie. Uśmiechnął się, kiedy z trudem przełknęła ślinę.
- Już prawie północ. Dzień po twoich dziewiętnastych urodzinach.
Hermiona skinęła głową, czerwieniąc się.
Na Merlina, jak bardzo będzie mu tego brakowało.
- Zanim zagłębimy się w opowieści o starożytnej magii i porozmawiamy jak dorośli, pozwolisz staremu psu na chwilę zapomnienia?
Ponownie skinęła głową. Słowa uwięzły jej w gardle.
Drżąc na całym ciele, Syriusz dotknął opuszkami palców jej policzek i pochylił się nad nią, przesuwając chłodnymi wargami po jej ustach. Musiał wstrzymywać oddech, aby nie poczuć jej obezwładniającego zapachu, bo wtedy jego pragnienie posiadania jej stałoby się nie do zniesienia. Chciał powiedzieć jej wszystko, całą prawdę, ale Remus wbił mu do głowy, że tak się nie stało za pierwszym razem. Było mu wolno raz ją pocałować. Chciał ją zapewnić, że wszystko potoczy się dobrze i że kochał ją bardziej, niż można to wyrazić słowami. Że kochał ją jako Hermionę Granger, czarownicę urodzoną w rodzinie Mugoli. Chciał jej powiedzieć, że zawsze będzie ją kochał tak samo, nieważne, jak bardzo się zmieni, kim zostanie, albo jak będzie się nazywać.
- Wszystkiego najlepszego, kotku – powiedział w końcu. – Cokolwiek by się stało, obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa.
Przypomniał sobie wszystkie te chwile, kiedy Mia była przygnębiona albo miała dość dorastania. Przypomniał sobie koszmary, które już miewała Hermiona, a które wniesie do swojego życia, jako Mia Potter. Przypomniał sobie jej wieczne zmartwienie o wojnę, o Śmierciożerców, Jamesa i Lily. Chciał jej powiedzieć, że jej wybaczył.
- Mój bogin przyjąłby kształt was dwóch. Powiedzielibyście mi, jak bardzo mnie nienawidzicie.
- To… - Zaczął Syriusz.
- Niemożliwe – dokończył Remus. – Mia, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nie potrafiłbym cię nienawidzić. Nie potrafiłbym wymyślić nawet jednego powodu, dla którego mógłbym cię odepchnąć.
- On ma rację. Dlaczego w ogóle przyszło ci do głowy coś tak… Głupiego? – Zapytał Syriusz.
- Bo aż tyle dla mnie znaczycie. Bo… Jestem przerażona, że za dwadzieścia lat już was nie będzie, wszystko się zmieni i na waszym miejscu będą stali dwaj mężczyźni, którzy mnie nienawidzą.
Syriusz spojrzał w jej czekoladowe oczy i po raz ostatni dotknął jej nastroszonych włosów. Nigdy nie mógłbym cię znienawidzić.
- Syriuszu, nie rozumiem…
- Nie, porozmawiamy jutro. Otwórz prezent od Remusa. Przygotowywał go od bardzo dawna – Syriusz odsunął się od niej, ale jego wzrok nigdy nie opuścił jej twarzy. Próbował wypalić w swojej pamięci tę ostatnią chwilę spędzoną z Hermioną Granger. Uśmiechnął się do niej, czując gorzkawą słodycz.
Zmusił się, aby odejść w kierunku podwójnych drzwi, przez której wchodziło się do biblioteki. Spojrzał na nią jeszcze jeden raz i wyślizgnął się do przedpokoju.
Spotkał tam Remusa, który chodził nerwowo w tę i z powrotem. Dwaj mężczyźni patrzyli na siebie szeroko otwartymi oczami i czekali. Remus przygryzał wewnętrzną część policzka, a Syriusz podrygiwał nogą. W końcu błękitne światło rozbłysło w bibliotece i przeniknęło do holu, rozświetlając ściany i znikając tak szybko, jak się pojawiło. Huncwoci odetchnęli z ulgą.
- Ty spójrz – powiedział cicho Black, zamykając oczy.
Remus bezgłośnie się zgodził i poszedł do biblioteki.
- Nie ma jej.
- O, kurwa – szepnął Syriusz, pochylając się do przodu. Wsparł się dłońmi o kolana i kilka razy głęboko odetchnął. – Kurwa. Jego. Pierdolona. Mać.
- Będzie dobrze – powiedziała cicho Tonks, zbliżając się do obu mężczyzn. Teddy spał w jej ramionach. – Zabieram Teddy'ego do mamy. Mam później wrócić?
- Wyślę ci Patronusa, kiedy…
- Kiedy ją znajdziesz – dokończyła. – Powinieneś iść.
Stanęła na palcach i pocałowała męża w policzek.
- Powodzenia. Tak się cieszę z powodu was obu. Syriuszu, oddychaj.
Black powoli nabrał oddech i go wypuścił. Wzruszyła ramionami, słysząc słowa kuzynki i uderzył lekko Remusa w ramię.
- Wynoś się, Lunatyku. Muszę… Kurwa mać… Muszę powiedzieć wszystko Harry'emu.
- Będzie dobrze – powtórzył Lupin i poklepał przyjaciela po plecach. – Powinienem się pospieszyć.
Remus skinął głową Syriuszowi i Dorze, ucałował główkę śpiącego Teddy'ego, po czym pospieszył schodami w kierunku wyjścia. Syriusz słyszał, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się i zamknęły, po czym rozbrzmiał trzask Aportacji. A ponieważ Remus od dawna potrafił się Aportować bezdźwięcznie, Syriusz wiedział, jak zdenerwowany tą sytuacją musiał być jego przyjaciel. Na Merlina, miał nadzieję, że się nie rozszczepił.
- Idź już. Masz mnie na odległość Patronusa, jeżeli będziesz mnie potrzebował – powiedziała Tonks z szerokim uśmiechem. Podeszła do kominka i zniknęła w wirze zielonych płomieni.
Syriusz przez kilka minut stał samotnie w przedpokoju i pozwalał, aby obmyła go zbawienna cisza. Chwycił za srebrny łańcuch, zawieszony na swojej szyi. Warknął, zastanawiając się nad własnym tchórzostwem i ruszył w kierunku salonu.
Uśmiechnął się, znalazłszy Harry'ego rozciągniętego na kanapie, kończącego spory kawałek urodzinowego tortu. To był dorosły mężczyzna, Auror, a jednak zachowywał się czasami jak dziecko. Jego dziecko. Przełknął ślinę, próbując sobie wyobrazić każdą możliwą reakcję Harry'ego na prawdę, którą miał wyznać. Istniała ogromna szansa, że chłopak będzie wściekły. Nigdy nie był osobą, która dobrze przyjmowała do wiadomości, że ktoś coś przed nim ukrywał – i miał ku temu wszelkie powody – ale Syriusz miał nadzieję, że po poznaniu wszystkich faktów sam dojdzie do wniosku, że mieli rację, ukrywając prawdę przed wszystkimi.
Według Syriusza, źle się stało, że Narcyza i Andromeda odkryły prawdę. Dwie siostry przez całe lato nagabywały go w kwestii powrotu Mii. W dodatku już planowały herbatki i przyjęcia z ich zaginioną kuzynką.
- Harry, napij się ze mną – Syriusz kiwnął głową w kierunku komnaty leżącej w pobliżu salonu, gdzie już przygotował butelkę whisky i dwie szklaneczki.
Harry spojrzał w górę i skinął głową. Odłożył pusty talerzyk na najbliższy stolik, wstał i podążył za swoim ojcem chrzestnym. Usiedli obok siebie i Syriusz nalał alkohol do dwóch szklanek.
- Wszystko z tobą w porządku, Syriuszu? – Zapytał Harry. – Przez ostatnie kilka dni zachowywałeś się bardzo dziwnie.
- Aż tak było po mnie widać? – Black próbował zażartować.
Harry uniósł brew w niecierpliwym geście.
- Na Merlina, wyglądasz prawie jak Lily, kiedy to robisz – Syriusz miękko zachichotał i zakręcił drinkiem. – Chciałbyś się dowiedzieć czegoś o swojej rodzinie?
Oczy Harry'ego rozjaśniły się.
- No, pewnie!
Syriusz wstał i podszedł do najbliższego barku. Machnął różdżką i odblokował szafkę znajdującą się na samym dole. Wyciągnął z niej opasły tom i położył na stoliku przed Harrym. Była to „Natura Szlachty: Genealogia Rodzin Czarodziejów".
- Pamiętam to – mruknął Harry, sięgając po księgę. – Znaleźliśmy ją po weselu Fleur i Billa, kiedy przybyliśmy do Rezydencji podczas poszukiwania Horkruksów. Powiedziałeś, że Potterowie nie są w niej ujęci.
Harry spojrzał na Syriusza, który znowu nerwowo złapał za srebrny łańcuch.
- Ja… Skłamałem. Potterowie w niej byli, ale usunąłem tę stronę, zanim ją zobaczyłeś.
- Dlaczego? – Zapytał Harry z pewną dozą niepokoju.
- Niedługo to będzie miało sens – obiecał Black, otwierając księgę. – Chociaż drzewo genealogiczne Potterów nie będzie nam potrzebne. Wszystko, czego potrzebujemy, znajdziemy na drzewie genealogicznym Blacków. Co wiesz o swojej babce?
- Pochodziła z rodu Blacków – odpowiedział natychmiast Harry. – Dorea, prawda?
- Jednak z najbardziej genialnych czarownic, jakie w życiu poznałem – stwierdził z uśmiechem Syriusz. – Była Ślizgonką do szpiku kości.
Zachichotał, kiedy zobaczył, jak rozszerzają się oczy jego chrześniaka.
- W tamtych czasach, szczególnie w przypadku Dorei, to była dobra rzecz. Ślizgoni nie zawsze byli synonimem Śmierciożerców i uprzedzeń. Jako dzieciak byłem dupkiem w stosunku do Ślizgonów, ale poznałem kilku porządnych. Czarodziej, który wynalazł Wywar Tojadowy? Był Ślizgonem. Chodził z nami do szkoły. Byli też inni – opowiadał, myśląc o Regulusie, który najwidoczniej wcale nie okazał się taki zły. Był Snape, którego świat czarodziejów sławił jako bohatera. Była też przyjaciółka Mii, Laurel, która pomogła Syriuszowi w poszukiwaniach dziewczyny, kiedy ta zniknęła.
- Dorea była najlepsza. Cwana i ambitna, kochająca i pełna akceptacji. – kontynuował. – Nie tylko przyjęła mnie do swojego domu, kiedy uciekłem od rodziców. Ja praktycznie mieszkałem z twoim ojcem i jego rodziną od początku nauki w Hogwarcie. Gdy miałem czternaście albo piętnaście lat, zacząłem nazywać twoich dziadków mamą i tatą. Przygarnęli też Remusa. Remus miał za sobą bardzo trudne przeżycia związane ze swoją rodziną, ale dla Potterów, szczególnie dla Dorei, nie miało to znaczenia. Należeliśmy do niej. Kiedy umierała, była otoczona swoimi dziećmi, chociaż urodziła wyłącznie Jamesa.
Harry położył sobie księgę na kolanach i zaczął otwierać karty, na których wymalowane było drzewo genealogiczne Blacków. Syriusz wiedział, że bardzo ciężko je odszyfrować, ponieważ wplecione były w nie wszystkie arystokratyczne linie genealogiczne brytyjskiego świata czarodziejskiego.
Syriusz roześmiał się, gdy zauważył, że Harry pominął genealogiczne powiązania Weasley'ów z Blackami. Chyba nie chciał się dowiedzieć, jak blisko był spokrewniony z Ginny.
- Tu ją masz – Syriusz pokazał swojemu chrześniakowi imię Dorei i pozwolił mu wyciągnąć swoje wnioski.
Harry uważnie przyjrzał się liniom drzewa. Jego wargi wygięły się w uśmiechu, kiedy musnął palcami imiona swoich rodziców. Przez moment wpatrywał się w datę ich śmierci, po czym jego czoło zmarszczyło się w zdumieniu. Syriusz wiedział, co musiało przykuć jego uwagę: jedyny ruch na pergaminie, znikające i pojawiające się imię, położone na prawo od imienia Jamesa.
- Kim jest Mia Potter?
Syriusz przygryzł paznokieć i zaczął nerwowo poruszać nogą schowaną pod stołem. Zamiast odpowiedzieć na pytanie, sięgnął po szklaneczkę i pociągnął długi łyk whisky. Przez moment delektował się jej smakiem, który dodał mu odwagi – nie chodziło o zawartość alkoholu, ale o wspomnienia, jakie przywoływała.
- Mia Potter… Była siostrą twojego ojca.
Harry'emu opadła szczęka.
- Mój tata miał siostrę?
Syriusz skinął głową.
- Dlaczego nigdy jej nie poznałem? Czy nadal żyje? Dlaczego nikt mi o niej nie powiedział? – Pytania wychodziły z ust Harry'ego tak szybko, że Syriusz nie miał możliwości, żeby odpowiedzieć na którekolwiek z nich. W końcu musiał położył dłoń na ramieniu chrześniaka.
- Nigdy jej nie spotkałeś, bo zniknęła we wrześniu 1979 roku – wyjaśnił Black. – Podobnie, jak my, należała do Zakonu Feniksa i pewnego dnia po prostu nie wróciła. Dumbledore i Moody przekazali nam informację, że brała udział w tajnej misji, podczas której zginęła.
Harry spuścił wzrok.
- Aha – mruknął. – Dlaczego data jej śmierci nie jest zapisana w księdze? Ani jej data urodzenia?
- Zadałem te same pytania, kiedy zniknęła. Mia… Ona… I ja… – drżącą ręką Syriusz ponownie sięgnął po whisky.
- Kochałeś ją – dokończył Harry.
Syriusz skinął głową.
- Nadal ją kocham.
- Opowiedz mi o niej – poprosił Harry i Syriusz wiedział, że chłopak zrobił to bardziej ze względu na niego, niż na siebie. Od rana nie patrzył w lustro, ale wiedział, że gdyby teraz to zrobił, zobaczyłby żałosnego, załamanego człowieka.
- To z jej powodu poznałem twojego ojca. Spotkaliśmy się po raz pierwszy na Ulicy Pokątnej, gdzie wraz z Walburgą robiliśmy szkolne zakupy. Właśnie przedstawiała Regulusa jakiemuś ważnemu dupkowi z Wizengamotu – powiedział Syriusz, wywracając oczami. – Więc jej zwiałem. Chciałem popatrzeć na miotły, ale kiedy mijałem Esy i Floresy, zobaczyłem, że jakiś inny dupek przewrócił drobną dziewczynkę. A że zawsze byłem dobrze wychowanym, szarmanckim chłopcem, zdecydowałem się uratować dziewczę w opałach.
Harry roześmiał się, słysząc głos swojego ojca chrzestnego.
- Pożartowała sobie z mojego imienia, po czym przedstawiła swojemu bratu, który z kolei nawrzeszczał na chłopaka, który ją popchnął – wspominał dalej Syriusz. – Okazało się, że to był Snape.
Uśmiech Harry'ego przybladł.
- Snape? Snape popchnął moją ciotkę?
- Mieliśmy po jedenaście lat – Syriusz wzruszył ramionami. Wiedział, że po obejrzeniu wspomnień Snape'a w myślodsiewni Dumbledore'a, chłopak irytował się za każdym razem, kiedy ktoś obrażał nieżyjącego Mistrza Eliksirów. – Pamiętasz, jak ci mówiłem, że od początku nie dogadywaliśmy się ze Snapem? To była ta chwila, która naznaczyła nasze późniejsze stosunki, nawet mimo tego, że w rzeczywistości był to wypadek. Zachowywał się jak dupek, a twój tata… Nikomu nie wolno było skrzywdzić Mii. James kochał swoją siostrę niemal tak samo, jak kochał ciebie i Lily.
- Rozumiem – powiedział Harry. – To samo czuję w stosunku do Hermiony. Mówiłem prawdę, wcześniej, kiedy dałeś jej bransoletkę Potterów. Hermiona jest moją siostrą.
- Wiem, synu – Syriusz poczuł, jak wzrasta w nim wina na myśl, że w jakiś sposób Huncwoci ukradli chłopakowi siostrę. Nie miał pojęcia, czy wróci do nich Hermiona, czy Mia. Nawet w przypadku, gdyby wróciła Mia, Syriusz nie wiedział, w jaki sposób czarownica będzie patrzeć na Harry'ego: jak na brata, bratanka czy… Obcego.
- Więc w jaki sposób wy dwoje… - Zaczął Harry.
- To opowieść na inny wieczór – Syriusz się roześmiał, przypominając sobie te wszystkie kradzione chwile na piątym piętrze w Hogwarcie. – Może ci opowiem, gdy będziesz starszy.
Harry wzniósł oczy ku niebu.
- Jaka ona była?
- Genialna. Wojownicza. Każdy, kto z nią zadarł, bał się jej bardziej, niż Merlina. Kiedy ktoś ją wkurwił, potrafiła być przerażająca. Coś o tym wiem, bo wkurwiałem ją przez cały czas. Uczyła się tak dobrze, jak twoja mama, ale miała takie samo dzikie poczucie humoru, jak my. Nie było wśród nas osoby, która lepiej znała się na magii. Odpowiadała za kilka naszych najlepszych żartów. Któregoś roku, tylko dlatego, że mój brat mnie uderzył, wślizgnęliśmy się do lochów i Mia rzuciła na wejście do Pokoju Wspólnego Slytherinu zaklęcie, które ukryło je przed wszystkimi Ślizgonami.
Syriusz roześmiał się na to wspomnienie i Harry do niego dołączył.
- I co z tego wyszło?
- Spali na korytarzu do chwili, aż Slughorn ich nie znalazł i nie rzucił przeciwzaklęcia – dokończył Black. – Zmieniała strukturę zaklęć, modyfikowała eliksiry i była w stanie transmutować wszystko. Wyniki jej OWUTEMÓW były lepsze niż stary rekord McGonagall. Tylko Remus miał lepszą ocenę od niej, ale Mia zawsze powtarzała, że oszukiwał.
- Brzmi, jak Hermiona – powiedział Harry, a w jego głosie brzmiał podziw. – Poza tymi żartami, oczywiście.
Syriusz prychnął, czując się w tym momencie bardzo dziwnie.
- Tak, była… Bardzo podobna do Hermiony.
Harry odkaszlnął.
- Syriuszu, wiem, że powiedziałeś, że to nie ty powinieneś ze mną o tym rozmawiać i ja starałem się nie wtrącać w nie swoje sprawy, ale naprawdę uważam Hermionę za swoją siostrę. Skoro mój tata był tak opiekuńczy w stosunku do swojej siostry, uważam, że powinienem postępować tak samo z moją – powiedział chłopak, prostując plecy. – Nie wiem, co to jest, ale widzę, że coś się dzieje między tobą i Hermioną. Chciałbym wiedzieć, co.
Syriusz wpatrywał się w swojego chrześniaka bezgłośnie.
- Syriuszu, jeśli próbujesz zastąpić swoją starą dziewczynę…
- Nie! Ja… Ja pierdolę, Harry… Na Merlina, to jest tak popierdolone. Posłuchaj, Hermiona i ja… Ja… Ja nie mogę ci tego powiedzieć – wyjąkał żałośnie. – Hermiona powinna tu być.
- Dobrze – Harry wstał. – Pójdę po nią.
Syriusz szeroko otworzył oczy.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Remus Aportował się do Hogsmeade i szybkim krokiem przemierzył sporą odległość, dzielącą go od bram Hogwartu. Idąc, patrzył na zniszczony zamek. Jeszcze nie nałożono na teren szkoły nowych zaklęć ochronnych i tarcz, wobec czego brama bez wahania się przed nim otworzyła. Starał się być bardzo cicho, wiedząc, że jedynymi osobami na terenie Hogwartu byli nauczyciele, przygotowujący się do nowego semestru, którego rozpoczęcie przesuwano ze względu na rozmiar szkód.
Rozmawiał z Dorą o tym, żeby pomóc przy odbudowie, ale ze względu na Teddy'ego Minerwa zdecydowała się nie przyjmować ich pomocy. Nalegała, aby jak najwięcej czasu spędzali z synem, szczególnie, że wojna oddzieliła od siebie wielu rodziców i dzieci. Remus jednak zdecydował się poświęcić Hogwartowi kilka pracowitych dni podczas letnich miesięcy i pomógł zaprojektować nowe zaklęcia ochronne dla kilku wybranych stref. Minerwa zaoferowała mu jego stare stanowisko i gotowa była walczyć z Ministerstwem Magii i ich prawem zabraniającym wilkołakom szukać pracy w czarodziejskim świecie. Uprzejmie jej odmówił, zasłaniając się opieką na Teddym i faktem, że zarówno Dora, jak i Hermiona usilnie namawiały go do napisania książki. Świat nie dysponował odpowiednimi informacjami na temat wilkołaków. Biorąc pod uwagę, że Greyback szalał z polecenia Śmierciożerców przez cały rok, było prawdopodobne, że wiele nowych wilkołaków potrzebowało wsparcia.
Wieża Gryfonów, zdemolowana podczas bitwy o Hogwart, została zrekonstruowana i Remus uśmiechnął się na jej widok. Wszedł na zamek przez główne wejście – wszystkie tajne przejścia zostały zniszczone podczas wojny lub zablokowane jako jej rezultat – i wyciągnął Mapę Huncwotów, którą wcześniej podkradł z biurka Harry'ego. Uderzył w nią różdżką.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego – szepnął i zobaczył, jak mapa rozwija się przed jego oczami. Minerwa spacerowała nerwowo po gabinecie dyrektorki, na pewno zastanawiając się, co jeszcze trzeba zrobić, zanim szkoła w kolejnym miesiącu powita uczniów. Slughorn był w swoich komnatach, w lochach, Pomona w zielarni, a Filius w swoim gabinecie. Filcha znalazł Remus w kuchni, a Poppy – w Skrzydle Szpitalnym. Pomimo późnej godziny, prawdopodobnie robiła zapasy leczniczych eliksirów.
Korytarze i sale lekcyjne stały puste.
Remus szybko się przemieszczał, żałując, że nie zabrał ze sobą Peleryny Niewidki. Harry jednak szybciej dostrzegłby jej brak, niż brak mapy. Jako Auror, nawet mimo tego, że był tylko praktykantem, szybciej potrzebowałby Peleryny w pracy, niż mapy Hogwartu.
Remus zastanawiał się, jak Syriuszowi idzie rozmowa, którą planował przeprowadzić z Harrym.
Niepostrzeżenie przemykał w kierunku starej klasy Obrony przed Czarną Magią. Według jego obliczeń, właśnie tam Świstoklik miał przenieść Mię. Dużo ryzykował, odsyłając ją do Hogwartu, ale Mia wyjaśniła mu kiedyś, że Świstoklik pierwotnie skierował ją do tej klasy, do roku 1971. Poświęcił temu zagadnieniu sporo czasu i doszedł do wniosku, że najbezpieczniej będzie nie zmieniać celu Świstoklika.
Remus otworzył drzwi, wszedł do klasy i zamknął je za sobą. Na wszelki wypadek oczyścił pomieszczenie ze wszystkich stołów i krzeseł. Pozostawił wyłącznie biurko nauczyciela – swoje stare biurko – do którego podszedł i o które się oparł. Nerwowo i z rosnącym zniecierpliwieniem wpatrywał się w pustą przestrzeń. Próbował siłą umysłu sprawić, żeby już nie była pusta. Zerknął na kieszonkowy zegarek, który kiedyś należał do jego ojca i uświadomił sobie, że wybiła godzina próby. Przełknął z trudem ślinę i ponownie spojrzał na ciemną komnatę, która nagle rozjarzyła się jasnym, błękitnym światłem.
KONIEC CZĘŚCI TRZECIEJ
