Od tłumaczki: Rozpoczynamy ostatnią część naszej opowieści, czyli Mia robi porządki. Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze, które zamieściliście pod ostatnim rozdziałem. Naprawdę bardzo miło mi się je czyta. Niestety, nie jestem w stanie zamieszczać więcej niż jednego rozdziały tygodniowo, bo nie mam tyle przetłumaczone na zapas. Ale zapewniam, że po jednym rozdziale powinnam zamieszczać do ukończenia tłumaczenia. Miłego czytania!

CZĘŚĆ IV – WIĘŹ DUCHOWA

ROZDZIAŁ 126 – BURSZTYNOWE OCZY

19 września 1998

Remus wstrzymał oddech, a jego serce uderzało o żebra, zdradzając ogromne zdenerwowanie.

Jasne, błękitne światło znikło i pozostawiło po sobie drobną czarownicę, klęczącą na zimnej podłodze i wypłakującą sobie oczy. Trzymała się za żołądek i trzęsła się od szlochu.

Remus czekał, zmartwiały ze strachu, ale jego wzrok omiótł znajomą postać. Właśnie pożegnał się z Hermioną w Rezydencji przy Grimmauld. Ale czy to nadal była Hermiona?

Kaszlnęła kilka razy, zanim odważyła się wziąć głęboki oddech. Dłonie zacisnęła w pięści. Miała bose stopy, parę zielonych bokserek i bluzę gracza w Quidditcha, w barwach Gryffindoru. Jej luźno związane, miodowo-brązowe włosy opadały na plecy. Powoli się obróciła i spojrzała na niego niepewnie.

- Remus? – Szepnęła.

W jego oczach stanęły łzy, kiedy jego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem jej oczu, podkrążonych i zaczerwienionych od płaczu.

Bursztynowe oczy. Miała bursztynowe oczy. Nie odważył się jeszcze mieć nadziei, więc przełknął z trudem ślinę i powoli do niej podszedł. Kiedy wstawała, bluza zsunęła się z jej ramienia, odsłaniają srebrną bliznę w kształcie półksiężyca. Remus wysoko uniósł brwi, kiedy wilk w jego umyśle zawył, rozpoznając swój znak.

Pospieszył do niej i zamknął ją w swoich objęciach.

Mia głośno załkała, przyciśnięta do jego klatki piersiowej. Czuł, jak jej łzy moczą jego koszulę. Głaskał jej głowę, oddychał jej zapachem i co jakiś czas całował jej włosy, kiedy ona płakała.

- Nie, nie, nie.

Remus odsunął się od niej, złapał jej twarz w dłonie i spojrzał głęboko w te bursztynowe oczy.

- Mia?

- Odeślij mnie – błagała, a łzy płynęły po jej zaróżowionych policzkach. – Chcę wracać do domu.

Poczuł się, jakby go pchnęła nożem, wypowiadając te słowa. Uniósł dłoń, aby otrzeć własne łzy, po czym pochylił głowę i złożył pocałunek na jej czole.

- Tak mi przykro. Tak bardzo cię przepraszam, że ci to zrobiłem.

Jeszcze raz mocno się do niego przycisnęła i ukryła twarz na jego piersi, kiedy jej ciałem wstrząsnął kolejny atak płaczu.

- Tak mi przykro, kochanie – powtórzył, miękko i łagodnie.

Niedługo później, kiedy łzy już wyschły, usiedli wspólnie na podłodze. Mia ułożyła się wygodnie na kolanach Remusa. Pociągała nosem, kiedy mężczyzna delikatnie przeczesywał palcami jej włosy. Luźny warkocz już dawno się rozplątał.

- Naprawdę wróciłam?

- Nienawidzisz mnie? – Odpowiedział cichym pytaniem, nieświadomie śledząc palcem znak wyryty w skale. – Zdradziłem cię i zmusiłem do dotknięcia Zmieniacza Czasu.

- Nie mogłabym cię nienawidzić – warknęła i usiadła prosto, patrząc mu prosto w twarz. – Obiecałeś mi, że to zrobisz i dotrzymałeś obietnicy. Na początku tego nie rozumiałam, ale teraz już wszystko wiem. O, Remusie.

Uśmiechnęła się ze smutkiem i sięgnęła dłonią do jego twarzy.

- Popatrz na siebie.

Remus zachichotał, obniżając wzrok.

- Stary i brzydki.

- Dla mnie zawsze będziesz piękny – Mia pochyliła się i musnęła delikatnie usta swojego najlepszego przyjaciela, jak robiła to wielokrotnie wcześniej. Tym razem jednak, kiedy się odsunęła, coś sobie uświadomiła. – Na Merlina, przecież jesteś żonaty!

Remus roześmiał się, ale śmiech brzmiał dziwnie w jego uszach. Cały czas miał gardło ściśnięte obezwładniającymi go emocjami.

- Tonks rozumie. Powiedziałem jej wszystko, zanim się pobraliśmy. Wiesz, jaka ona jest… Sama jesteś Blackiem. Wiesz, jaka jest twoja rodzina – powiedział, wywracając oczami.

- Jesteś żonaty! – Powtórzyła z podziwem, patrząc na wąską, złotą obrączkę na jego palcu. Uśmiechnęła się do niego radośnie, a po chwili mocno uderzyła go w ramię. – Wziąłeś ślub i mnie na niego nie zaprosiłeś!

- Auć! – Próbował się odsunąć poza jej zasięg. – Nie miałem przecież wyboru, prawda? Nie byłaś sobą. Czułabyś się dziwnie.

- Zawsze byłam sobą – posłała mu mordercze spojrzenie, ale przysunęła się bliżej, żeby móc przeczesać swoimi palcami jego włosy. Jej rozbawiona mina powiedziała mu, że zauważyła siwe pasma. Spojrzała z uwagą na jego twarz, szukając nowych blizn, których nie widziała jeszcze przed chwilą.

Dla niego upłynęło wiele lat.

Nagle jej uśmiech zniknął.

- Jamie. Lily.

Remus zmarszczył brwi, a jego serce bolało w jej imieniu. Pamiętaj, jak sam się czuł na wieść o śmierci swoich przyjaciół. Zakładał, że jej wcześniejsza wiedza o tym, co miało się wydarzyć, nie pomniejszyła w żaden sposób jej bólu.

Szybko zamrugała oczami i z trudem przełknęła ślinę.

- Wiem. Nic się nie zmienia – wzięła głęboki oddech i wypuściła powietrze nosem. – Co Jamie sądził o moim zniknięciu?

- Natychmiast po twoim zniknięciu opuściłem apartament i zameldowałem o wszystkim Dumbledore'owi – wyjaśnił. – Członkom Zakonu powiedziano, że zginęłaś podczas tajnej misji.

Zmarszczyła brwi.

- To nie ma sensu.

Remus wzruszył ramionami.

- Tak im powiedziano. Niektórzy w to uwierzyli, przeprowadzono nawet dochodzenie, ale Dumbledore nad nim czuwał. Udało mu się nawet nie dopuścić, żeby Prorok wydrukował jakieś informacje o twoim zaginięciu. Po jakimś czasie, przy tylu ludziach, którzy znikali i ginęli, wszyscy założyli, że ty byłaś pierwszą ofiarą tej wojny… Zaraz po Mary – westchnął, nie dopuszczając do siebie wspomnienia o masakrze na zakończeniu roku, kiedy zginął jej ojciec oraz ataku na klinikę świętego Munga, kiedy oboje stracili swoje matki. – Potem Lily zaszła w ciążę, a James… Był bardzo zajęty.

Mia uśmiechnęła się słabo.

- Harry.

- James był dobrym ojcem – powiedział Remus.

- Wiedziałam, że nim będzie – odpowiedziała cicho.

- Nigdy nie chciałem sprawić ci bólu – szepnął do niej, odgarniając z jej twarzy lok gęstych włosów.

- Wiem. To nie twoja wina – pociągnęła nosem i przycisnęła policzek do jego dłoni. – Co ja mam teraz zrobić? Jak mam żyć bez Jamiego? Nigdy nie zdążyłam się…

- Postąpisz tak, jak my postąpiliśmy. Przejdziesz przez okres żałoby i będziesz dalej żyła.

Mia pochyliła głowę, tłumiąc kolejny szloch.

- Przynajmniej mam ciebie. Byłeś strasznie samotny, prawda?

- Dałem radę – zapewnił ją. – Ty zniknęłaś, a ja byłem jedyną osobą, która wiedziała, dlaczego. Nie było kolorowo. A Peter… Teraz wiemy, dlaczego tak często zapadał się pod ziemię.

Mia warknęła.

- Powinnam była go zabić.

- I tak zginął.

Potrząsnęła głową.

- Niewystarczająco szybko. Niewystarczająco boleśnie.

- Podobnie, jak wielu ludzi, którzy na to zasługiwali – dodał Remus, próbując ją uspokoić. Głaskał jej włosy delikatnym ruchem.

Spojrzała na niego zmrużonymi oczami. Jeżeli nawet na ułamek sekundy zapomniał, że to nie była już Hermiona Granger, właśnie przypomniało mu o tym jej ostre spojrzenie.

- Nie mów do mnie, jak do małej dziewczynki, Remusie Lupin. Tylko dlatego, że wyglądam jak dziewiętnastolatka nie oznacza, że mentalnie mam… Ja pierdolę. Ile ja mam w ogóle lat?

Remus zamrugał, próbując w myślach się tego doliczyć.

- Jakieś… Dwadzieścia siedem? Nie wiem.

- Straciłam rachubę parę lat temu – powiedziała, marszcząc czoło. – Wkurwiało mnie pamiętanie o tym, kiedy obchodzę urodziny, szczególnie, że przestałam je świętować. Nie, żeby to się w ogóle liczyło. Eliksir Odmładniający, który przyjęłam, zmienił mnie na poziomie komórkowym i gdybym miała możliwość sprawdzić mój wiek biologiczny, okazałoby się, że…

- Później pomogę ci wykonać kalkulacje, kochanie. Wracajmy do domu – ujął lekko jej ramię, przerywając coś, co mogło się przerodzić w potężny monolog.

Przez moment wyglądała na zagubioną. Smutek znowu pojawił się w jej oczach.

- Gdzie jest mój dom? W Dworze Potterów? W Dolinie Godryka? W Hogwarcie?

- Przy Grimmauld.

Mia z trudem przełknęła ślinę.

- Niech będzie.

Remus zdjął z siebie pelerynę i okrył nią jej ramiona. Spróbował nieco rozjaśnić mroczną atmosferę, która nagle między nimi zapanowała.

- Zamarzniesz, jeśli nic na siebie nie założysz. Co ty w ogóle masz na sobie?

- Szykowałam się do… - Urwała i odwróciła wzrok.

Nie podjął ponownie tego tematu, a zamiast tego podszedł do drzwi i otworzył je dla niej. Chciał sięgnąć po Mapę Huncwotów, ale przypomniał sobie, że zostawił ją w kieszeni peleryny, którą okryta była Mia. Zatrzymał ją w drzwiach, żeby sięgnąć po Mapę, kiedy przed nimi pojawiła się czarownica.

Minerwa spojrzała na Remusa z zaskoczeniem.

- Wydawało mi się, że odrzuciłeś moją propozycję objęcia stanowiska nauczyciela Obrony. Powiedziałabym, że jestem zachwycona twoją zmianą decyzji, ale jest dość późno na socjalne wizyty, prawda? Wystarczyłaby sowa.

Remus nerwowym ruchem potarł swój kark. Czuł się, jakby nauczycielka przyłapała go na korytarzu po ciszy nocnej i za chwilę da mu szlaban.

Spojrzenie Minerwy spoczęło na Mii i kobieta głośno odetchnęła.

- Rozumiem. Którą z nich jesteś?

Przez moment Mia była zaskoczona obecnością Minerwy, ale powoli na jej twarz zaczął wpływać złośliwy uśmiech.

- Dobrze cię widzieć… Minnie.

Minerwa wykrzywiła wargi, słysząc zdrobnienie, jakim zwykle nazywał ją Syriusz.

- Cóż, panno Potter, nie mogę powiedzieć, że bardzo się cieszę, że cię widzę. Jeszcze w zeszłym tygodniu rozmawiałam z Hermioną Granger o jej powrocie do Hogwartu na siódmy rok.

- Ah, tak – Mia machnęła ręką. – Anuluj to. Skończyłam naukę w Hogwarcie.

- Jestem tego świadoma.

Mia parsknęła śmiechem. Zabujała się na piętach.

- Nadal jesteś na mnie wściekła, że pobiłam twój rekord?

Minerwa pociągnęła nosem, a jej oczy nieznacznie się zmrużyły.

- Nie uważam tego za sprawiedliwe, ponieważ dwukrotnie uczęszczałaś do Hogwartu.

- A powinnaś być dumna. Tak dobrze wyszkoliłaś czarownicę urodzoną w rodzinie Mugoli, że pewnego dnia z powodzeniem uszła za czarownicę czystej krwi i stała się lepsza w dziedzinie Transmutacji od ciebie – powiedziała Mia, po czym szybko sprostowała swoje słowa. – A przynajmniej lepsza, niż kiedy sama byłaś uczennicą Hogwartu. Nie sądzę, że jestem lepsza od współczesnej ciebie.

Minerwa westchnęła ciężko.

- Będzie mi brakowało Hermiony Granger. Była uroczą, grzeczną i ciężko pracującą dziewczyną. Ale… Cieszę się, że cię widzę, Mia – powiedziała w końcu, akcentując jej imię. Objęła młodszą czarownicę. – Prawdopodobnie czeka cię ciężka droga, żeby przystosować się życia we współczesnym świecie. Gdybyś czegoś potrzebowała, jestem tu dla ciebie.

- Dziękuję, Minerwo – szepnęła Mia, oddając uścisk.

- I nie pozwalam wam się Aportować – mówiła dalej Minerwa, patrząc spod oka na strój Mii. – Szczególnie nie w tym stroju. Na Merlina, zapomniałam, jak śmieszna była moda dwadzieścia lat temu. Na zewnątrz jest piekielnie zimno. Możecie skorzystać z sieci Fiuu w moim biurze.

Mia zesztywniała i nie ruszyła z miejsca.

- Co się stało? – Zapytał zmartwiony Remus.

- Portrety – szepnęła Mia. – Czy Dumbledore jest wśród nich?

Minerwa spojrzała na Remusa, który tylko potrząsnął głową. Z Mią nie można było wchodzić w dyskusje na temat Dumbledore'a. Jej nienawiść w stosunku do dyrektora była głęboka do szpiku kości. Nie był tego do końca pewny, ale sądził, że gdyby się skupił wystarczająco mocno, wyczułby jej wściekłość przez Więź Watahy.

- Jeżeli sobie tego życzysz – zaczęła Minerwa. – Mogę pójść przodem o poprosić go, aby na jakiś czas opuścił swoją ramę.

Mia szybko skinęła głową i w odpowiedzi dostała niewielki uśmiech dyrektorki.

- W taki razie już pójdę. Dołączcie do mnie, kiedy będziecie gotowi. Hasło do gabinetu brzmi „dachowiec".

Remus spojrzał na Mię, kiedy Minerwa zostawiła ich samych.

- Kochanie?

- Nie zgadzam się na spotkanie z tym człowiekiem. Musi zniknąć, zanim my pojawimy się w gabinecie. Niczego nie zmieniłam, a on powstrzymał mnie przed…

- Wiem, że jesteś wściekła – przerwał jej, czując ukłucie w okolicy serca. – Ale Dumbledore nie zabił Jamesa. Zrobił to Voldemort.

- Cztery osoby są odpowiedzialne za śmierć mojego brata – Mia spojrzała mu prosto w oczy, a na jej twarzy malowała się niechęć. – Voldemort trzymał różdżkę. Peter mu go wydał. Dumbledore i ja nie zrobiliśmy nic, by to powstrzymać.

Uniosła podbródek, a w jej oczach ponownie zalśniły łzy.

- Voldemort, Peter i Dumbledore nie żyją, a ja, niestety, będę musiała do końca swoich dni patrzeć na siebie w lustrze, wiedząc doskonale, co zrobiłam… I czego nie zrobiłam.

- To nie była twoja wina – nalegał Remus.

Potrząsnęła szybko głową, odsuwając się od niego, kiedy chciał ją pocieszyć.

- Nie ma nikogo innego, na kim mogłabym się wyładować. Jeśli zobaczę Dumbledore'a na pierdolonym portrecie, podpalę go – powiedziała spokojnie, ale w jej oczach błysnęła furia.

- Mia…

- Nie! On wiedział, że mam możliwość dokonania zmian. Wiedział, że mogę ocalić życia. Nie próbowałam tego robić na początku, bo bałam się konsekwencji i wydawało mi się, że on ma rację, ale… Chciałam spróbować – otarła łzy z oczu. – I nawet gdybym mogła wybaczyć mu śmierć Jamesa i Lily, Dumbledore zostawił Harry'ego z Dursley'ami. Wiem, co ci Mugole mu zrobili i tego nigdy nie wybaczę Dumbledore'owi. Nigdy!

- Chodź, kochanie – Remus ucałował czubek jej głowy. – Wracajmy do domu.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Wchodząc do gabinetu dyrektorki, Mia od razu zwróciła uwagę, że Minerwa doskonale dopasowała wystrój wnętrza do swojego charakteru. Pomimo jej zamiłowania do kotów, ściana w głębi nie była pokryta kociakami zdobiącymi porcelanowe talerzyki, jak w przypadku Umbridge. Zamiast tego, w gabinecie panował porządek, wszystko leżało na swoim miejscu.

Mia uśmiechnęła się na ten widok. Nieznajome dla niej ułożenie sprzętów w pewien sposób uziemiło ją w tym nieznanym dla niej czasie. Po chwili jednak zerknęła w miejsce, gdzie wisiał portret Dumbledore'a. Odetchnęła z ulgą, widząc pustą ramę i zrobiła krok w kierunku kominka, kiedy zatrzymał ją znajomy głos.

- Interesujący strój, panno Granger.

Odwróciła się, żeby spojrzeć na portret Severusa Snape'a, już dawno zapomniawszy, jak wyglądał jej nauczyciel Eliksirów. Ostatnim razem, kiedy go widziała, był zaledwie chłopcem. Podejrzewała, że ciągłe przebywanie w obecności Voldemorta i wykonywanie rozkazów Dumbledore'a dodały mężczyźnie lat.

- Masz problem z moim strojem? – Zapytała odważnie. – Uważam, że dobrze w nim wyglądam.

Obróciła się specjalnie dla niego i uśmiechnęła się arogancko, kiedy Snape skrzywił się z niechęcią.

- Byłabym wdzięczna, gdybyś nie gapił się na mój tyłek.

Snape zmrużył oczy, kiedy zrozumiał, z kim rozmawia. Uniósł lekko górną wargę w grymasie zniesmaczenia.

- Potter.

- Snape.

- Widzę, że wróciłaś ze swoich wojaży w czasie. Nie powpadały ci muchy między zęby? – Zapytał Snape uprzejmie i zerknął na Remusa, stojącego obok Mii.

Ona tylko parsknęła śmiechem.

- Już się tobą nie przejmuję, Snape. Wydaje mi się, że sześć lat, podczas których gnoiłeś mój talent do warzenia eliksirów i wytykałeś mi, że jestem małą panną wiem-to-wszystko wystarczyło, żeby wyrównać to, że rąbnęłam cię w twarz.

- Dwa razy.

- Dwa razy – zgodziła się Mia. – Z tego, co pamiętam, przeprosiłam za to.

- Pamiętam – Snape odkaszlnął, wyglądając na zażenowanego. Rzucił spojrzenie Remusowi, następnie Minerwie. Nie był zadowolony, że znajdują się w gabinecie. W końcu spuścił wzrok i wymamrotał. – Dziękuję. Za to, co mi powiedziałaś.

Mia opuściła ramiona.

- Przykro mi, że nigdy ci nie wybaczyła. Naprawdę.

- Nie tylko ten jeden moment zaważył na końcu naszej przyjaźni – przyznał Snape. – Nie była nigdy tak płytka, aby pozwolić, by jedno słowo przekreśliło lata silnego związku. Ale jestem teraz w stanie przyznać, że nie byłem dla niej dobry. Nie, żeby twój brat był…

- Daruj sobie – warknęła gardłowo Mia.

Snape parsknął cichym śmiechem, ale po chwili skinął z szacunkiem głową w jej kierunku.

Mia odetchnęła głęboko.

- Dla zasady powiem, żeby byłeś znacznie lepszym nauczycielem Eliksirów niż Slughorn i jestem wdzięczna za twoje lekcje. Nawet mimo tego, że zachowywałeś się jak dupek.

Snape ponownie skinął głową. Kolejne podziękowania wydawały mu się zbędne… Albo nie był do nich zdolny.

- Aha – Mia uśmiechnęła się szeroko, podchodząc do kominka. – To ja podpaliłam twoje szaty na moim pierwszym roku. A na drugim ukradłam z twoich prywatnych zapasów skórkę Boomslanga i muchy siatkoskrzydłe, żeby uwarzyć Eliksir Wielosokowy i szpiegować Ślizgonów. I to ja…

- Miło było cię widzieć, Minerwo – przerwał jej Remus i złapał Mię za nadgarstek. Przyciągnął ją do siebie, uśmiechnął się do niej krzywo i sięgnął po proszek Fiuu. Wrzucił go do kominka i płomienie rozbłysły zielenią. – Rezydencja przy Grimmauld dwanaście!

- Minnie – Mia uśmiechnęła się uroczo do swojej starej nauczycielki i wstawiła stopę w kominek. Pomachała radośnie Snape'owi. – Severusie, rozmowa z tobą to zawsze przyjemność.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Zanim Harry zdążył zrobić krok w kierunku schodów, Syriusz doskoczył do niego i złapał go za ramię.

- Zostawmy Hermionę na razie samą – zasugerował, mając nadzieję, że nie brzmiał zbyt podejrzliwie.

Wiedział, że coś takiego może się zdarzyć. Harry nienawidził, kiedy ktoś coś przed nim ukrywał – i miał ku temu powody. Syriusz miał podobny charakter. Pamiętał więcej niż kilka kłótni z Mią, które zostały sprowokowały przez jej sekrety. Oczywiście, musiało się okazać, że dziewczyna miała bardzo dobry powód, żeby mu nic nie mówić, a on dopiero teraz zrozumiał, w jakiej pozycji stała przez wiele lat.

- Powiedz mi, co się dzieje – zażądał Harry, patrząc przenikliwie na swojego ojca chrzestnego.

- Dobra. Ja pierdolę. Masz rację – Syriusz nerwowym ruchem przeczesał włosy. Wiedział, że powinien mu chociaż trochę przybliżyć tło sytuacji, zanim opowie mu o Hermionie. – Co wiesz o magicznych więziach?

- Więziach? – Harry zmarszczył brwi, zdziwiony zmianą tematu. – Bill i Fleur zostali połączeni więzią na swoim weselu.

Syriusz jęknął.

- Na Merlina, naprawdę zawiodłem jako twój ojciec chrzestny.

Na dźwięk tych słów gniew Harry'ego zmalał. Chłopak potrząsnął przecząco głową.

- Słucham? Nie mów tak, Syriuszu. Przecież…

Mężczyzna jednak przerwał swojemu chrześniakowi, złapał go za łokieć i pociągnął na krzesło.

- Muszę to teraz naprawić, zanim ktoś się pojawi i zacznie rzucać we mnie klątwami za niedopilnowanie mojego obowiązku.

Oczami wyobraźni już widział Mię, jej ciskające gromy bursztynowe spojrzenie i jej głośny wrzask. Nie powiedziałeś mu nic o więziach?! Syriuszu, więzi są podstawą wiedzy każdego czarodzieja i czarownicy!

- A zatem, więzi – zaczął, łącząc dłonie. – Istnieje kilka różnych typów więzi. Przede wszystkim rodzinna, z którą się rodzisz lub która tworzy się podczas adopcji. Więź małżeńska, której nie trzeba wyjaśniać. Więź poddańcza, wytwarzająca się między skrzatem domowym i jego panem. I Więź Duchowa… Pojawienie się Więzi Duchowej oznacza, że dwoje ludzi jest sobie przeznaczonych. Poza tym, w watahach wilkołaków również tworzą się więzi.

Mimo tego, że nadal był zdziwiony nagłą zmianą tematu, Harry próbował nadążać nad chaotycznymi wyjaśnieniami Syriusza.

- Mówisz o Remusie i Tonks?

Black skinął głową.

- Tak. Ich łączy podwójna więź. Przede wszystkim Tonks jest przeznaczoną partnerką Remusa. Działa to na zasadzie Więzi Duchowej, ale jest bardzo zorientowane na wilkołaki. Po raz drugi związali się więzią podczas swojego ślubu.

- Czy moi rodzice dzielili więź? – Zapytał Harry. – Właściwie, nigdy nie przyszło mi do głowy zapytać o ich wesele.

Syriusz uśmiechnął się, przypominając sobie radość w oczach Lily na widok lewitujących błękitnych płomieni, które dla niej wyczarował.

- Tak, to… Było piękne – szepnął. – Kiedy twoi rodzice połączyli się więzią, Lily automatycznie stała się częścią rodu Potterów. Z tego powodu w magicznym świecie praktycznie nie spotyka się rozwodów. Złamanie więzi jest fizycznie bolesne, ponieważ magia twoja i twojej partnerki przeplatają się. Z więzią rodzinną jest nieco inaczej, ale w przypadku więzi, które świadomie decydujemy się nawiązać, złamanie jej jest…

Zawahał się, pamiętając, jak Remus opisywał zimne, gorzkie uczucie, które go ogarnęło po śmierci Jamesa i Lily oraz po jego odejściu.

- Jak działa taka więź? – Zapytał Harry, wyrywając Syriusza z mrocznych myśli.

- Wzmacnia twoją magię. Dosłownie wiąże cię do drugiej osoby i pozwala wam dzielić magię, ale wyłącznie w wypadku, gdy więź jest zapieczętowana. Każda więź przechodzi przez trzy stadia: przygotowanie, sprowokowanie i zapieczętowanie. Wyjaśnię ci to na przykładzie: ty i ja dzielimy dwa typy więzi. Po pierwsze, łączy nas więź rodzinna, bo jestem twoim ojcem chrzestnym. Ta więź została przygotowana w chwili, kiedy zaprzyjaźniłem się z twoimi rodzicami i nawiązałem więzi z nimi. Została sprowokowana, kiedy twój ojciec oficjalnie mnie o to poprosił i zapieczętowana, kiedy pierwszy raz położono cię w moich ramionach. Zwykle więzi pieczętuje się rytuałem, ale nie istnieje rytuał nazywania rodziców chrzestnych. Ty dzielisz identyczną więź z Teddym.

Harry szeroko otworzył oczy, jakby nagle coś zrozumiał.

- Dlatego jestem wobec niego tak opiekuńczy? Nie chciałem nic wcześniej mówić, bo wydawało mi się to dziwne, ale czuję się, jak…

- Jakby do ciebie należał? – Dokończył za niego Syriusz, a Harry skinął powoli głową. – Tak. Właśnie to czuję w stosunku do ciebie.

Jego serce się ścisnęło na widok czystej radości na twarzy Harry'ego. Zignorował ten ból i zamiast tego uśmiechnął się i pogłaskał chrześniaka po włosach.

- Nie jesteś tylko synem moich najlepszych przyjaciół. Jesteś mój. Mój syn.

Harry odkaszlnął i z trudem przełknął ślinę, walcząc z emocjami, które groziły erupcją.

- Wszystko w porządku, Harry – zapewnił go Syriusz. – Wracajmy do tematu więzi, bo dopiero go zaczęliśmy. Dzielisz z Teddym jeszcze jedną więź, podobnie jak ja. To Więź Watahy, która łączy nas wszystkich przez Remusa. Kiedy byliśmy w szkole, twój ojciec, Mia i ja zostaliśmy członkami watahy Remusa.

- Ale nie Pettigrew? – Zapytał z ciekawością Harry.

- Kurwa, nie – warknął Black. – Tchórzliwa kupa gówna… Nie było go tam, kiedy… Wybacz. Mia nie pozwoliłaby, żeby Pettigrew stał się częścią watahy. Nienawidziła Petera.

Harry ponownie zmarszczył brwi.

- Nienawidziła? W takim razie…

- Dlaczego my się z nim przyjaźniliśmy? – Dokończył Syriusz i wzruszyła ramionami. – Mia miała swoje powody i lubiła się z nimi obnosić, kiedy okazywało się, że miała rację, ale twój tata… Jeśli zaprzyjaźniłeś się z Jamesem, należałeś do rodziny. Kilkukrotnie pokłóciliśmy się z Peterem, naprawdę poważnie, ale James nie dopuścił, żeby nasza przyjaźń się skończyła.

- W jaki sposób Więź Watahy dotyczy też mnie?

- Więź Watahy jest niezwykle silna i rozciągnęła się również na twoją matkę, ponieważ Lunatyk widział w niej partnerkę Jamesa i moją siostrę. Ty jesteś ich młodym… Małym jelonkiem – zachichotał, a wyraz twarzy Harry'ego bardzo przypomniał mu zirytowanego Jamesa. – Lunatyk widzi w tobie jedno z dzieci watahy. Teddy, jako syn Remusa, jeszcze bardziej cię z watahą łączy. Jej członkowie się dzielą.

Harry uniósł brew.

- Dzielą się czym?

Syriusz zmusił się, aby przestać myśleć o sadzie Potterów. Odkaszlnął. Przecież wcale nie chciał skierować rozmowy na te tory.

- Przede wszystkim dziećmi. Kiedy się urodziłeś, należałeś do nas wszystkich, przynajmniej w ten sposób mogę ci to najłatwiej wytłumaczyć. Wilkołaki wychowują swoje dzieci całą watahą. To dlatego Remus bywa nadopiekuńczy w stosunku do ciebie, a ty czujesz to samo w stosunku do Teddy'ego. Twoje serce jest w stanie pomieścić wielu ludzi, Harry, ale to wykracza poza twoją empatię. Wiem, że przez wiele lat wydawało ci się, że jesteś sam jak palec, ale to nieprawda. Masz rodzinę. My jesteśmy twoją rodziną. Tu chodzi o coś więcej, niż krew.

Harry uśmiechnął się lekko.

- To… Podoba mi się to – powiedział, oddychając z ulgą. Wyglądał, jakby z jego ramion został zdjęty ogromny ciężar. – Zaczekaj… Powiedziałeś, że moja mama była twoją siostrą?

Syriusz roześmiał się głośno.

- Tak. Ale nigdy nie zapieczętowaliśmy więzi rodzinnej, więc nie nazywała się Lily Black. Ale sprowokowaliśmy więź – przypomniał sobie ten dzień, kiedy dał Lily bransoletkę Potterów. Tę samą, którą razem z Harrym podarowali kilka godzin wcześniej Hermionie. – Wystąpiłem jako jej rodzina podczas ślubu z twoim tatą.

Uśmiech chłopaka jeszcze się poszerzył. Podobał mu się pomysł takiej więzi między jego matką i ojcem chrzestnym.

- Czy z tego powodu powinienem nazywać cię wujkiem?

Syriusz zastanowił się przez chwilę nad tym pytaniem i westchnął, kiedy sobie uświadomił, że właściwie może pełnić dla Harry'ego różne funkcje. Praktycznie czuł się bratem Jamesa, między nim i Lily istniała sprowokowana więź rodzinna i kiedyś planował ożenić się z Mią. Gdyby wszystko poszło zgodnie z jego planem, rzeczywiście byłby wujkiem Harry'ego.

- Uznajmy, że jestem po prostu twoim ojcem chrzestnym, dobrze? To brzmi najpoważniej.

Harry zachichotał.

- Niech ci będzie.

- Ta więź, która łączyła mnie i twoją mamę – kontynuował Black. – To samo dzieje się między tobą i Hermioną. Tamta chwila, w której dałem jej bransoletkę Potterów, a ty powiedziałeś jej, że praktycznie jest twoją siostra? Te słowa właściwie uczyniły ją twoją rodziną, Harry. Nie do końca twoją siostrą, bo w tym celu musiałaby zostać adoptowana przez twoich rodziców, ale na zawsze was związały. Rozumiesz to?

Harry skinął głową. Na jego twarzy nie pojawiły się żadne oznaki tego, że żałował słów wypowiedzianych wcześniej do Hermiony.

- Niektóre więzi są silniejsze od innych. Niektórzy czarodzieje i czarownice są w stanie się do nich dostrajać. Mia widziała więzi podczas medytacji. Kilka razy to się nam przydało – Syriusz krótko się zaśmiał. – Ja ich nie widzę, ale jestem w stanie je wyczuć. Przypominają szarpnięcia za sznurki, które ciągną cię w różnych kierunkach.

Harry zamknął oczy i przez chwilę tylko oddychał.

- Chyba też ją… To znaczy je czuję. W tym miejscu – wskazał dłonią swoją klatkę piersiową. – Ciągną mnie w kilku kierunkach. Co to znaczy?

- W jakich kierunkach? Ile jesteś w stanie wyczuć?

- Nie jestem pewny. Jedna prowadzi prosto do ciebie.

- To będzie więź rodzinna. Jedna z dwóch, które masz zapieczętowane. Zapieczętowane więzi są silniejsze – wyjaśnił Syriusz.

- A co to wszystko ma wspólnego z…? – Zaczął Harry i Syriusz wiedział, że chłopak próbował połączyć to wszystko z ich wcześniejszą rozmową o Hermionie.

Syriusz westchnął cicho.

- Mia i ja dzieliliśmy Więź Duchową – szepnął.

- Ty i moja ciotka byliście sobie przeznaczeni? – Harry szeroko otworzył oczy. – Wow!

- Tak – Syriusz sztywno skinął głową. – To ogromna rzadkość.

- Jak było?

Mężczyzna roześmiał się krótko.

- Intensywnie – powiedział. – Niezręcznie, niekomfortowo, strasznie, cudownie i paskudnie jednocześnie.

Harry zmarszczył brwi.

- Nie rozumiem.

- Na początku odrzucałem więź – przyznał Syriusz. – Wydawało mi się, że magia chciała nas na siłę połączyć i nie będziemy mieć wyboru. Przez całe życie mówiono mi, jak mam żyć. Moi rodzice chcieli zmusić mnie do wejścia w zaaranżowane małżeństwo, które na pewno byłoby straszne i nie chciałem, żeby magia zrobiła mi to samo… Kochałem Mię za bardzo, aby ją tak potraktować. Uważałem, że zasługiwała na kogoś lepszego. Więc było paskudnie. Ale więź sprawia, że ludzie chronią siebie nawzajem. Dzieląc z kimś więź, chcesz, żeby ta osoba była przede wszystkim bezpieczna i szczęśliwa.

Pomyślał o Remusie i Mii, i o swoim naleganiu, żeby spróbowali ponownie.

- Przez pewien czas nasz związek był niesamowicie skomplikowany.

- Zapieczętowaliście więź?

- Nie – Syriusz potrząsnął głową. – To wymaga małżeństwa, więc wszystko spierdoliłem.

- W takim razie, czy twoja Więź Duchowa z moją ciotką oznacza, że ty i Hermiona nie będziecie…

Syriusz odetchnął, powoli i głęboko. Podczas całej tej rozmowy Harry zachowywał się spokojnie, jak na dorosłego przystało, ale przed nimi był punkt zwrotny całej rozmowy.

- No, właśnie. Aby przygotować jakąkolwiek więź, konieczne są emocje. Miłość. Ja kocham ciebie, ty kochasz Teddy'ego i Hermionę. Remus kocha nas wszystkich, ja kochałem Mię. Aby sprowokować więź, konieczne jest działanie. James zapytał mnie, czy zostanę twoim ojcem chrzestnym, Remus zapytał ciebie, czy zostaniesz ojcem chrzestnym Teddy'ego. Ja dałem Hermionie bransoletkę Potterów, a ty potwierdziłeś, że należy ona do rodziny. Czasami jednak więzi są prowokowane przez magię.

- Jaką magię? – Zapytał podejrzliwie Harry.

- Nie czarną, tylko szarą… Szarawą. Harry, kiedy Hermiona przyzwała mnie zza Zasłony, wykorzystała Magię Krwi. To taki stary rytuał, który odwołuje się do nieodebranego długu życia. Kiedy mnie sprowadziła, sprowokowała więź między nami – Syriusz spojrzał w dół, nie chcąc patrzeć w oczy Harry'ego i zobaczyć w nich zrozumienia, kiedy wszystkie kawałki układanki wskakują na swoje miejsce.

Patrząc w dół, zauważył w końcu, że napis, który do tej pory zanikał i pojawiał się na stronie, jest wypisany solidną czcionką.

- I z tego powodu Hermiona jest…?

- O, kurwa – wymamrotał Syriusz, przerywając Harry'emu w pół słowa. Jego oddech gwałtownie przyspieszył, gdy na rodowym drzewie Blacków imię Mii już nie znikało, aby po chwili pojawić się ponownie. Pod jej imieniem niewidzialna dłoń dopisała datę urodzenia. Jej rzeczywistą datę urodzenia.

Mia Potter

Data urodzenia: 19 września 1979

Syriusz nie mógł oderwać wzroku od tego napisu. Z tego powodu nie zauważył, jak Harry do niego podszedł i pochylił się nad księgą.

- Nie rozumiem.

- Tak mi przykro, Harry – powiedział szybko Syriusz, uświadomiwszy sobie, co się stało. Mia żyła. Była żywa i przebywała w tej linii czasowej. Cokolwiek Remus zrobił, zadziałało. Księga rozpoznała w Mii osobę, którą rzeczywiście była. Mia wróciła do świata, do którego należała.

- Syriuszu?

Mężczyzna spojrzał na swojego chrześniaka, mając nadzieję, że nie wygląda na tak zagubionego i spanikowanego, na jakiego się czuł.

- Błagam, pamiętaj, że nie zrobiłbym niczego, aby skrzywdzić ciebie albo moją rodzinę.

Harry spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami.

- Syriuszu, co się, do diabła, dzieje?

Przerwał im świst aktywnego kominka, ostrzegający, że ktoś podróżował siecią Fiuu.

- Syriuszu!

Głośny, kobiecy wrzask sprawił, że Syriusz zadrżał. Była wściekła. Hermiona bywała na niego zła bardzo często, ale ten ton… Hermiona nigdy by do niego nie mówiła w ten sposób.

Mężczyzna ruszył do holu, a Harry szybko za nim podążył. Obaj stanęli jak wryci na jej widok.

Syriusz rozchylił usta i poczuł, jak oddech uwiązł mu w gardle. Obrzucił ją uważnym spojrzeniem, uświadamiając sobie, że jej ciało było bardziej idealne, niż pamiętał. Miała bose stopy i jej paznokcie były pomalowane na jasnoróżowy kolor. Jej długie, kształtne nogi okrywała wyłącznie para krótkich, nocnych bokserek. Bluza do Quidditcha wisiała luźno na jej ciele, ale i tak widział jej zaokrąglone kształty, widział, jak jej długie, miękkie loki spływają po plecach i okrywają biust. Jego dłoń zadrżała, kiedy poczuł palącą potrzebę zagłębienia palców w jej włosy. Jej ramię było odsłonięte i zauważył na nim Znak Watahy.

- Syriuszu – szepnęła, ciężko oddychając.

Spojrzał jej prosto w oczy i jego serce zamarło na moment.

Miała bursztynowe oczy.

Oczy barwy whisky.

Zza jego pleców odezwał się skonfundowany Harry.

- Hermiono? Jak ty…? Co ty masz na sobie?

Dziewczyna zrobiła kilka powolnych kroków w stronę Syriusza, nie spuszczając z niego wzroku.

Przerażony, że może to wszystko było tylko iluzją, mimo wszystkich dowodów, które miał przed oczami, Syriusz szepnął:

- Hermiona?

Dopóki do niego nie podeszła, nie zdawał sobie sprawy, że w jej bursztynowych oczach wcale nie jaśniała czułość.

Płonął w nich wściekły ogień.

Dwie rzeczy zdarzyły się bardzo szybko, zbyt szybko, żeby mógł zareagować. Najpierw niebezpiecznie zmrużyła oczy. Następnie spoliczkowała go tak mocno, że jego głowa odskoczyła. Dźwięk plaśnięcia rozbrzmiał w przedpokoju jak wystrzał.

Syriusz zamrugał powiekami, czując nagły ból. Przyłożył dłoń do palącego policzka i spojrzał na czarownicę, która patrzyła na niego wściekle, a jej włosy jarzyły się gniewnymi iskierkami.

Uśmiechnął się szeroko.

- Mia.