ROZDZIAŁ 128 – ZRÓB MI TĘ PRZYJEMNOŚĆ

20 września 1998

Mia otworzyła oczy w momencie, kiedy słońce zaczęło przeświecać przez szpary w zasłonach sypialni Syriusza. Gdy wdychała zapach, którym przesiąknięta była poduszka pod jej głową, powróciły wspomnienia poprzedniego wieczora. Świeżo ścięta trawa, stary pergamin i skórzana kurtka. Ten aromaty pomagały jej zapanować nad nerwami i emocjami, które prowokowała świadomość o śmierci Jamesa i Lily. Jeszcze raz głęboko odetchnęła i odwróciła się, żeby przytulić ciepłe ciało czarodzieja, który leżał obok niej.

Nie ma ich… Ale coś po nich pozostało.

Z czułością przebiegła palcami po gęstych włosach Harry'ego. Następnie pochyliła się nad nim, żeby dokładnie się mu przyjrzeć. Wiedziała, że wszyscy mu powtarzali, że wygląda niemal identycznie, jak jego ojciec, pomijając kolor oczu, który odziedziczył po matce. Ale patrząc na niego teraz, Mia dostrzegała w nim najlepsze, co mógł otrzymać po obojgu rodzicach.

Niesamowicie pragnęła znaleźć stare zdjęcia, przybliżające ją do czasów, za którymi tęskniła i które ominęła. Ciąża Lily, narodziny Harry'ego i zdjęcia z jego najwcześniejszego dzieciństwa. Nadal był jej Harrym – jej najlepszym przyjacielem, za którym tak tęskniła – ale był też synem Jamesa. Był jej bratankiem, jej rodziną, a ona przegapiła pierwsze jedenaście lat jego życia. Nie mogła się doczekać tych lat, ale Zmieniacz Czasu pokrzyżował jej plany swoim odliczaniem.

Przełykając te gorzkie myśli, Mia pochyliła się jeszcze bardziej nad Harrym i złożyła pocałunek na jego czole.

- Hermiona? – Wymamrotał Harry zaspanym głosem.

- Tak?

- Dziwnie się czuję.

- Zrób mi tę przyjemność – zaśmiała się cicho. – Miałam ciężką noc. Poza tym, miałam nadzieję, że będę przy tobie, kiedy dorastasz.

Kiedy Harry otworzył oczy i spojrzał na nią swoimi intensywnie szmaragdowymi tęczówkami, Mia musiała zdusić w sobie potrzebę płaczu.

- Byłaś przy mnie, kiedy dorastałem. Nawet ze mną dorastałaś.

Zmarszczyła brwi i zagłębiła palce w jego włosach.

- Wiesz, o co mi chodzi.

- Jesteś… Dużo bardziej okazujesz uczucia, niż wczoraj – zauważył Harry.

- Nie mogło być inaczej – Mia wzruszyła ramionami. – Oczywiście, zawsze uwielbiałam uściski, ale przy chłopcach… Jamie nie miał problemu z naruszaniem cudzej przestrzeni osobistej, a z Syriuszem było jeszcze gorzej.

- Chyba naprawdę mu ciebie brakowało.

Mia uśmiechnęła się.

- Ja też za nim tęskniłam.

Harry uniósł brew, zdziwiony tym wyznaniem.

- Słucham? Wydawało mi się, że… To znaczy, czy właśnie z nim nie byłaś? Jeszcze wczoraj… To znaczy, z młodszym Syriuszem?

- Tak, ale tęskniłam za starszym – próbowała wyjaśnić. – Harry, czy chłopcy powiedzieli ci, co się wydarzyło, gdy przywołałam Syriusza zza Zasłony?

Skinął głową.

- Sprowokowałaś Więź Duchową.

Otworzyła oczy nieco szerzej.

- Więc wiesz, co czuję do Syriusza?

- Kochasz go?

- Bardziej niż cokolwiek na świecie – przyznała cicho, a jej dolna warga zadrżała. – A wczoraj… Wczoraj z twojej perspektywy… Też go wtedy kochałam.

Pamiętała, jak starszy Syriusz Black słodko ją pocałował w bibliotece i błagał ją, aby była szczęśliwa. Obiecał, że o poranku wyjaśni jej wszystko, co musiała wiedzieć o więziach.

Dzisiaj. Dzisiaj rozpoczął się dzień po jej dziewiętnastych urodzinach, ale w tym momencie nie potrzebowała żadnego wyjaśnienia.

- Naprawdę? – Zapytał zaskoczony Harry.

- Tak. I zostałam wysłana w przeszłość, gdzie musiałam sobie radzić z dziecinnym, aroganckim i wymagającym niesamowicie dużo uwagi jedenastoletnim chłopcem, który zajmował całą kanapę w Pokoju Wspólnym, kazał sobie kupować kociołkowe pieguski i przez cały czas wpadał w kłopoty ze Ślizgonami – roześmiała się, na co Harry wyszczerzył zęby. – Ten chłopak przez cały czas miał kłopoty. Bardzo długo tęskniłam za starszym Syriuszem.

Harry zaczął się niezręcznie wiercić, leżąc obok niej. Usiadł i przeczesał dłonią włosy, próbując je przygładzić, co – oczywiście – nie przyniosło żadnego skutku.

- Powinniśmy zejść na śniadanie. Wątpię, że Syriusz dobrze spał ostatniej nocy.

- I dobrze. Cholerny sukinsyn mnie zostawił – wyrzuciła z siebie gorzkim tonem. Widząc niedowierzające spojrzenie Harry'ego, wzruszyła ramionami. – No, co? Mogę jednocześnie go kochać i być na niego wściekła. A jestem niesamowicie wściekła. Gdybyśmy posiadali psią budę, na pewno by w niej spał. W ludzkiej postaci.

Na usta chłopaka powrócił uśmieszek.

- Na pewno nadal jesteś Hermioną?

- Tak. Tylko… Już się tak nie powstrzymuję. Im dłużej żyjesz, tym więcej kurew rzucasz i mniej się przejmujesz. Ja żyłam dodatkowe osiem lat. Wyglądam dobrze na swój wiek, prawda? – Mrugnęła do niego zawadiacko.

Harry najpierw się zaczerwienił, ale po chwili uśmiechnął się złośliwie.

- Wiesz, gdyby nie to, że takie coś było obrzydliwe wcześniej, bo uważałem cię za swoją siostrę, to teraz jest jeszcze bardziej obrzydliwe, bo jesteś… Na Merlina, Hermiono, jesteś moją ciotką.

Oboje głośno się roześmieli.

- Prawdę mówiąc, czasami ci matkowałam w Hogwarcie – wykrztusiła z siebie pomiędzy dwoma wybuchami śmiechu.

- To prawda – przyznał Harry i po chwili spoważniał. – Chyba powinnaś zobaczyć się z Syriuszem.

- Nie przeszkadza ci to?

Wzruszył ramionami i lekko uderzył ją łokciem w bok.

- Przeżyję.

Mia westchnęła i sięgnęła dłonią do jego czoła. Odgarnęła jego włosy i spojrzała na bliznę.

- Chłopiec-Który-Przeżył – szepnęła.

- Mężczyzna-Który-Przeżył-Chociaż-Jego-Ojciec-Chrzestny-Zakochał-Się-W-Jego-Najlepszej-Przyjaciółce – poprawił ją drwiąco Harry.

Mia prychnęła i potrząsnęła głową, postanawiając, że na razie nie uświadomi swojego przyjaciela, że między nią i Syriuszem nie chodziło o czysto platoniczne uczucie. Jeśli dobrze pamiętała, Harry nie był skory do publicznego okazywania uczuć. Niedługo będzie musiał zmienić swoje nastawienie.

- Kocham cię, Harry Potterze.

- Ja też cię kocham, Hermiono G… Zaczekaj. Teraz masz na nazwisko Potter, prawda?

- Tak – spojrzała w dół, na duplikat bransoletki, który nosiła na nadgarstku. Oryginał, oczywiście, dostała Lily.

- Gdybyśmy byli w Hogwarcie i wyciągnąłbym Mapę Huncwotów, jakie imię by pokazywała przy twojej osobie?

- Mia Potter – odpowiedziała lekko. – Tak się legalnie nazywam. Kiedy mama i tata… To znaczy, twoi dziadkowie… Adoptowali mnie, stałam się Mią Potter. Chociaż zastanawiam się, czy nie zmienić imienia na Hermionę Potter. Właściwie Mia było tylko zdrobnieniem. Nie oczekuję, że będziesz mnie tak nazywał.

Harry'emu wyraźnie ulżyło. Mia wiedziała, że jej „odrodzenie" jako Mia Potter będzie trudnym przeżyciem dla wielu ludzi, włącznie z nią. Miała jednak nadzieję, że uda jej się ułatwić sytuację przynajmniej kilku osobom.

- Podejrzewam, że jedynymi osobami, które będą mnie nazywać Mią, będą Syriusz i Remus.

- Dobrze się czujesz, będąc Potterem? – Zapytał Harry. – Nie chcesz zatrzymać nazwiska Granger?

Mia zmarszczyła brwi, myśląc o swoich mugolskich rodzicach.

- Harry, moi mugolscy rodzice odeszli wiele lat temu. Wiem, że dla ciebie miało to miejsce zaledwie kilka miesięcy temu. Płakałam wtedy w mojej sypialni, wiedząc, że nic nie przywróci ich wspomnień. Ale przeszłam już żałobę po nich. I otrzymałam najwspanialszy dar. Dostałam drugą szansę, drugą rodzinę i pokochałam ich z całego serca. Charlus i Dorea Potter byli moimi rodzicami w takim samym stopniu, jak Richard i Helen Granger. Ale Richard i Helen wychowali czarownicę urodzoną w rodzinie Mugoli, która nie rozumiała naszego świata. Charlus i Dorea Potter byli moimi magicznymi rodzicami. Moja krew należy do Grangerów, ale moja magia, moje więzi leżą z Potterami. Jestem dumna, że należę do tego rodu.

Harry skinął z uznaniem głową.

- Kocham cię, Hermiono Potter.

W kuchni znaleźli Remusa siedzącego przy niewielkim stoliku i czytającego poranne wydanie Proroka Codziennego. Mia podeszła do niego i objęła go od tyłu.

Remus roześmiał się i wygiął szyję, żeby na nią spojrzeć.

- Dzień dobry, kochanie.

- Remusie, czy to jest jedzenie? – Zapytała Mia, zerkając na miskę stojącą przed pustym krzesłem.

Uśmiechnął się.

- Herbata i owsianka z jagodami. Podana dokładnie tak, jak lubisz.

- Ty ją przygotowałeś? – Usiadła na krześle, patrząc z niedowierzaniem i lekką podejrzliwością na zawartość naczynia. Dotknęła lekko owsianki łyżką, obawiając się, że coś zaraz z niej wyjdzie.

Remus posłał jej oburzone spojrzenie.

- Kiedyś musiałem się nauczyć. Andromeda mi pomogła.

Mia skinęła głową i wzięła do ust kęs owsianki. Powoli go przeżuwała, przełknęła i uśmiechnęła się z uniesieniem.

- Bardzo dobre. Jestem pod wrażeniem – rzuciła mu zadowolone spojrzenie i pociągnęła łyk herbaty. – Mój drogi, mogłabym cię teraz pocałować.

- Jego żona mogłaby mieć z tym problem – prychnął Harry, kończąc pisać list. Przymocował go do nóżki swojej nowej sowy i otworzył okno. Sowa odleciała i chłopak zdążył się odwrócić dokładnie w tym momencie, w którym Mia, uśmiechając się przewrotnie, porywała z talerza Remusa plasterek bekonu. Gdyby zrobił to ktoś inny, mężczyzna na pewno by zawarczał.

Tymczasem w jej przypadku, popchnął swój talerz w jej kierunku, częstując ją swoim śniadaniem.

- Nie sądzę. Dora od wielu lat czekała, żeby poznać Mię.

- Naprawdę? – Na jej twarzy pojawiło się zdenerwowanie. – Boję się z nią spotkać. Czy to dziwne, że ja się boję?

- Będzie dobrze – Remus wyciągnął rękę i poklepał ją po ramieniu.

Skinęła głową, nadal zmartwiona, i skończyła swoją herbatę.

- Kiedy ma zamiar do nas wpaść? – Coś jej przyszło do głowy. – I kiedy przyprowadzi Teddy'ego! Na Merlina, zobaczę Teddy'ego. Gdzie jest mój mały chrześniak?

- Twój chrześniak? – Harry zmrużył niebezpiecznie oczy, ale migały w nich radosne promyki.

Remus spojrzał na Mię z uśmiechem.

- Skąd ci w ogóle przyszło do głowy, że jesteś matką chrzestną mojego syna?

Roześmiała się i wywróciła oczami. Wstała, żeby włożyć pustą miseczkę do zlewu.

- Daj spokój. Czuję, że jestem jego matką chrzestną.

Na twarzy Remusa pojawiła się czułość.

- Chcieliśmy zaczekać z pytaniem do momentu, kiedy ponownie będziesz… Cóż, sobą.

Próbowała zapanować nad swoją ekscytacją, ale spomiędzy jej warg wyrwał się zachwycony okrzyk i po chwili dziewczyna znalazła się w ramionach Remusa.

- Dziękuję, Remusie. Nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę – powiedziała, uradowana.

Następnie odsunęła się od przyjaciela i mocno uderzyła go w żebra.

- Auć! Za co to było?

- Za każdą chwilę w ciągu ostatnich ośmiu… To znaczy trzydziestu lat, kiedy zapewniałeś wszystkich wokół, że nie będziesz miał dzieci. Wiesz, ile samokontroli wymagało powstrzymanie się od uduszenia ciebie na miejscu? Ty świrowałeś o swojej lykantropii, a ja widziałam słodkiego, niebieskowłosego chłopca. Dzięki Merlinowi, że Syriusz wtedy cię uderzył – powiedziała, przypominając wszystkim o dniu, kiedy odkryli ciążę Tonks.

Remus potrząsnął głową z rozbawieniem, po czym uśmiechnął się, pochylił nad nią i pocałował ją w policzek.

- Dziękuję, że tyle lat ze mną wytrzymywałaś.

- Remusie, wyglądasz… Inaczej – skomentował Harry. – Młodziej? Zdrowiej?

Mia się rozpromieniła.

- To efekt Więzi Watahy. Moja obecność ją wzmocniła. Magia jest dużo silniejsza, kiedy więcej członków Watahy jest blisko Remusa. To Więź uzdrawia.

Harry z namysłem skinął głową.

- Syriusz opowiadał mi o tym zeszłej nocy. W jaki sposób staliście się Watahą?

Remus oparł się o blat kuchenny.

- Kiedy byliśmy na piątym roku w Hogwarcie, Fenrir Greyback dostał się do szkoły i chciał mnie uprowadzić. Prawie mu się udało, ale Mia, Syriusz i twój tata dowiedzieli się o tym i mnie uratowali. Zaatakowali Greybacka, co pozwoliło mi wyrwać się spod jego wpływu.

- Cóż, Łapa i ja próbowaliśmy – dodała Mia i wzruszyła ramionami. – Ale to Rogacz wywinął mu numer. I przez kilka miesięcy chwalił się tym każdemu, kto chciał słuchać.

Harry szeroko otworzył oczy.

- Greyback? Ten, który cię ugryzł? – Dopytał Remusa. – Wilkołak, którego Malfoy zabił podczas wojny?

- Wypadło mi to z głowy – wymamrotała Mia. – Przypomnij mi, żebym później wysłała do Dracona podziękowania.

- Za zabicie kogoś? – Harry wzdrygnął się.

- Za zabicie Fenrira Greybacka – poprawiła go Mia z naciskiem na ostatnie słowa. – Gdyby ten wilk przeżył, aby spotkać się ze mną po wojnie, sama bym go oskórowała.

Harry spojrzał na nią zaskoczony.

- Zaczekaj, powiedziałaś Rogacz i Łapa. Masz na myśli, że byli w postaciach Animagów, kiedy walczyli z Greybackiem?

- Tak – potwierdziła Mia. – Wszyscy byliśmy.

Harry uśmiechnął się szeroko.

- Jesteś… Jasna cholera, Hermiono! Jesteś Animagiem? Jaka jest twoja forma?

- Później ci pokażę – obiecała z chichotem. Obróciła się i szybkim ruchem różdżki przyzwała pergamin i pióro. – Jest kilka spraw, którymi trzeba się natychmiast zająć. Muszę się skontaktować z kimś, kto pomoże mi… Cóż, powstać z martwych. W jakiś sposób musimy połączyć Hermionę Granger i Mię Potter w jedną osobę. W pewnej chwili będę musiała iść na zakupy, ale teraz ktoś musi mnie wyręczyć i pójść do apteki. Potrzebuję duszone kłącza akonitu. Sama bym to zrobiła, ale jeśli chcę zdążyć nastawić twój Wywar Tojadowy przed nadejściem kolejnej pełni…

Przerwał jej Remus, który porwał ją w swoje ramiona i zakręcił się z nią w miejscu, obsypując jej twarz pocałunkami.

- Lunatyku!

- Jesteś najlepszą przyjaciółką, jaką w życiu miałem. Nie masz pojęcia, jak za tobą tęskniłem – oświadczył, stawiając ją pewnie na stopach.

- Dobrze – uśmiechnęła się do niego przebiegle. – Dlatego pójdziesz do sklepu. Ja jeszcze nie jestem w stanie wyjść na zewnątrz. Gdybym wpadła na kogoś, kogo znam… Ja… Nie wiem, jak ludzie zareagują. Wiem, że będziemy musieli powiedzieć wielu ludziom, co się stało, ale nie mam pojęcia, gdzie zacząć.

- Ron i Ginny będą odpowiedni – zasugerował Harry.

Mia zamrugała powiekami, jakby ta myśl dopiero do niej dotarła.

- Chyba tak. Myślałam o tym, żeby poinformować całą rodzinę Weasley'ów za jednym razem, szczególnie biorąc pod uwagę tysiąc pytań, jakimi mnie zasypią, ale podejrzewam, że Ron będzie miał mi za złe, jeśli nie powiem mu osobno, prawda?

- Wiesz, jaki on jest – zgodził się z nią Harry.

- Tak – powiedziała Mia, żałując, że o tym zapomniała. Jej przyjaźń z Arturem zmieniła jej postrzeganie rodziny Weasley'ów. Artur stał na jednym końcu skali temperamentu tej rodziny, zaś Ron na drugim. – Tolerowałam to wcześniej, ale… Może po spotkaniu z Ronem i Ginny moglibyśmy zwołać zebranie Zakonu, co? Chciałabym, żeby obecni na nim byli Andromeda, Narcyza i Draco.

Harry zmarszczył brwi.

- Z jakiej racji? To znaczy, rozumiem, dlaczego chcesz widzieć Andromedę. Ale Malfoy'ów?

- Są rodziną – stwierdziła Mia. – Harry, wiesz, że Narcyza należała do rodu Blacków zanim wyszła za Lucjusza.

- Ale wyszła za Lucjusza, który był Śmierciożercą – przypomniał jej. – Chcesz zaprosić Malfoy'ów na spotkanie Zakonu? Wiem, że Malfoy był szpiegiem, ale oni wcale nie byli po naszej stronie… Przynajmniej nie do końca…

- Nie ma już stron, Harry – ucięła Mia. – Wojna się skończyła, Malfoy'owie należą do rodziny i koniec dyskusji. Czy to jasne?

Harry nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Zerknął na Remusa, ale z jego strony nie nadeszła żadna pomoc. Mia wiedziała, że przez wiele lat upominała Harry'ego wielokrotnie, ale zawsze była miękka i uległa. Od tamtego incydentu z Błyskawicą, obawiała się każdej reprymendy w jego kierunku – bała się, że za mocno go naciśnie i on nie będzie chciał się z nią przyjaźnić. Jednakże teraz Harry był nie tylko jej przyjacielem. Należał do rodziny i mógł się obrażać na nią i tupać nogą, ale się jej nie pozbędzie. Z tego powodu – oraz po latach jej niknącej cierpliwości do żartów Jamesa i Syriusza – jej ton nie dawał mu miejsca na dyskusję.

- Czy to jasne? – Powtórzyła.

Harry zaczerwienił się ze wstydu.

- Przepraszam, Hermiono. Ja… Stary nawyk.

I wtedy, zupełnie niepodobnie do starej Hermiony, która kontynuowałaby swój wywód, Mia całkowicie odpuściła temat i się uśmiechnęła. Pochyliła się nad nim i pocałowała go w policzek.

- Dobrze. Jestem z ciebie dumna – powiedziała i odwróciła się do swojej listy.

Rumieniec Harry'ego się pogłębił, ale w oczach błysnęła mu ulga.

- Wysłałem dzisiaj sowę do Kingsley'a, że potrzebuję kilka wolnych dni.

Mia, zaniepokojona, zmarszczyła czoło.

- Harry, nie musiałeś. Twoje szkolenie jest bardzo ważne.

- Ale chciałem – stwierdził. – Wiem, że nadal jesteś Hermioną, ale jesteś również siostrą mojego taty i mam wrażenie, że jestem wam to winny. Powinienem poznać Mię Potter.

Spojrzała na niego promiennym wzrokiem, przez radosne łzy. Mocno go uściskała.

- Jesteś wspaniały, Harry. Zupełnie, jak twój tata – odsunęła się od niego i otarła łzy. – Nie powiedziałeś chyba Kingsley'owi…

- Powiedziałem, że szczegóły podam mu później – zapewnił ją.

- I jak to przełknął? – Zapytał Remus.

Harry wzruszyła ramionami.

- Jestem Wybrańcem. Czasami mam z tego jakieś korzyś…

Mia zacisnęła dłonie w pięści i wszystkie filiżanki na stole się roztrzaskały. Kawałki porcelany lekko wibrowały, kiedy Remus położył uspokajająco dłoń na jej ramieniu.

- Hermiono? – Zapytał łagodnie Harry.

Z trudem przełknęła ślinę, czując, jak jej magia pali i buzuje pod skórą.

- Tak mi przykro, Harry.

Remus podszedł do niej i musnął wargami czubek jej głowy.

- Zostawię was samych. Muszę zrobić ważne zakupy – wyrwał z jej dłoni pergamin z listą zakupów, po czym wyszedł z jadalni.

- Hermiono? – Powtórzył Harry, zbliżając się do niej. Położył dłoń na jej ramieniu. – Co się dzieje?

- Przepraszam cię – szepnęła. – Dorastałeś bez nich, a ja nie zrobiłam nic, aby temu zapobiec.

Harry zmarszczył brwi.

- Mogę zapytać… Dlaczego?

Westchnęła.

- Z wielu powodów. Na początku śmiertelnie się bałam, że jeśli coś zmienię, stracimy przyszłość. Wiesz, jak wrażliwa jest Magia Czasu. Bałam się jej od naszego trzeciego roku – obróciła się do niego, ale nie nawiązała kontaktu wzrokowego. – Mama… To znaczy, Dorea Potter wiedziała, skąd pochodzę. Wiedziała o mojej podróży w czasie i miała podejrzenia, co do losu Jamiego. Powiedziała mi, że jeśli postanowię coś zmienić, jeśli uchronię go przed śmiercią… Śmierć nadal zabierze kogoś w jego miejsce. Albo po prostu zabierze Jamiego, ale mój brat będzie cierpiał przed śmiercią. Wykonałam wszystkie możliwe obliczenia numerologiczne, rozmawiałam z Widzącą…

- Ty? – Gdyby rozmawiali o czymś mniej poważnym, Harry by się roześmiał. – Ty rozmawiałaś z Widzącą?

Wywróciła oczami.

- Byłam zdesperowana. Każda moja kalkulacja dotycząca potencjalnych przyszłości pokazywała mi straszne rzeczy. Przegralibyśmy wojnę. Jamie był stuprocentowym Gryfonem. Gdybym cokolwiek zrobiła, tylko pogorszyłabym sytuację. A gdyby Jamie dowiedział się, że zrobiłam to dla niego… Na Merlina, nie chcę nawet myśleć o tym, co by zrobił…

- W Zakazanym Lesie – przerwał jej Harry. – Kiedy umarłem, miałem przy sobie Kamień Wskrzeszenia i… Widziałem moich rodziców.

Mia, oczywiście, o tym wiedziała. Harry powiedział jej o tym, co się stało w lesie, gdy wojna się już skończyła. Była wtedy tylko Hermioną Granger i nie miała żadnych powiązań z Potterami poza przyjaźnią z ostatnim członkiem tego rodu.

- Byli zadowoleni ze swojego położenia. To znaczy… Emanował z nich spokój, wiesz? Uśmiechali się do mnie i popierali to, co robię. Nie jestem na ciebie zły, Hermiono, ponieważ ich nie uratowałaś.

Nie wybuchła płaczem, jak poprzedniej nocy, ale poczuła pieczenie w kącikach oczu. Otarła łzy wierzchem dłoni.

- Nie mogłam stracić ciebie – przyznała, w końcu patrząc w jego zmartwione oczy. – Nie jestem taka, jak ty, Harry. Nie zrobiłam tego, aby uratować świat. Zrobiłam to, ponieważ był to jedyny sposób, aby zagwarantować, że ty się urodzisz. I ja… Harry, kochałam Jamiego, ale… To właśnie z twojego powodu Jamie stał się moim bratem. Bo ty pierwszy zająłeś miejsce w moim sercu.

Harry podszedł do niej i ją przytulił.

- Wszystko w porządku – zapewnił. – Chciałbym, żeby tu byli, ale ja ich właściwie nie pamiętam. Kiedy za nimi tęsknię, mam wrażenie, że brakuje mi idei rodziców. Ale skoro istniała szansa, że coś pójdzie źle, jeśli ich ocalisz… Najmniejsza szansa, że nasza teraźniejszość się zmieni… W takim razie cieszę się, że nic nie zrobiłaś. Za nic cię nie winię. Co by się stało, gdybyś ich ocaliła i przypadkiem byś się wymazała z historii? Z mojego życia?

- Miałbyś swoich rodziców – powiedziała, odsuwając się od niego.

- Ale nie ciebie. Hermiono, ty jesteś moją rodziną. Dosłownie – spojrzał na nią z uśmiechem, kiedy się roześmiała. – Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i moją siostrą. I najważniejszą osobą w moim życiu. Ale błagam, nie mów tego Ronowi i Ginny.

Teraz oboje się głośno roześmieli. Mia uściskała Harry'ego.

- Kocham cię, Harry. To, co powiedziałeś, opisuje też moje uczucia do ciebie.

- Nieprawda. Syriusza kochasz mocniej. On też cię kocha. Ja… Ostatniej nocy kazałem mu wybierać między tobą i mną – przyznał, wyglądając na zawstydzonego.

Jej uśmiech natychmiast zbladł.

- Słucham? Harry Jamesie Potterze!

- Wybrał ciebie – powiedział szybko i uniósł dłonie. – I właśnie to miał zrobić. Gdyby wybrał mnie, przekląłbym go stąd na księżyc, a potem kazałbym mu się od ciebie odczepić.

Zamiast zmarszczyć czoło, Mia rzuciła mu arogancki uśmieszek.

- Byłeś okrutny. Syriuszowi wystarczyłoby samo przeklęcie.

Harry rozpromienił się, zadowolony z siebie.

- A co uważał o tym mój tata? – Zapytał. – Co sądził o tobie i Syriuszu?

Mia zawahała się, przypominając sobie swojego pijanego brata oraz Syriusza i Remusa krwawiących i siedzących po dwóch stronach dormitorium chłopców. Te obrazy nadal były bardzo żywe w jej wyobraźni.

- Na początku był wściekły. Zapytaj Syriusza, skąd wzięła się blizna na jego ramieniu.

Z twarzy Harry'ego odpłynęła cała krew.

- Co?

Wzruszyła ramionami.

- Jamie mnie chronił, a Syriusz miał paskudną reputację.

- Tak, słyszałem o jego reputacji. Pasowało ci to?

Potrząsnęła głową.

- Niezupełnie, ale… Syriusz nie miał kolorowego życia. A ja nie zamierzałam bawić się z nim w psychiatrę, bo sama walczyłam ze swoimi demonami. Jednocześnie starałam się trzymać twojego ojca z dala od kłopotów i pomagałam Remusowi z jego lykantropią. Ale nie szantażuję Syriusza jego przeszłością. Nigdy bym tego nie zrobiła. To właśnie jego doświadczenia uczyniły go tym człowiekiem, jakim jest dzisiaj. Uformowały one zarówno jego dobrą, jak i złą stronę. I kocham go bezwarunkowo.

- W takim razie mój tata w końcu zaakceptował wasz związek?

Uśmiechnęła się, przypominając sobie interwencję Lily.

- Praktycznie zmusił nas, żebyśmy byli razem. Syriusz i ja… Więź Duchowa sprawia, że jesteśmy sobie przeznaczeni, a Syriusz…

- Tak, powiedział mi, że mu się to nie podobało – przerwał jej Harry.

- Naprawdę mu się to nie podobało – powtórzył za nim z naciskiem. – Ale na początku siódmego roku James, Lily i Remus mieli już nas dosyć i twoja mama podstępem skłoniła nas do wyznania naszych uczuć. A kiedy już do tego doszło, on był dla mnie jedynym mężczyzną, którego chciałam. Razem dołączyliśmy do Zakonu Feniksa i wprowadziliśmy się do mieszkania z Remusem.

- A gdzie przebywali moi rodzice?

Roześmiała się.

- Mieszkali w swoim małym domku i byli w sobie obrzydliwie zakochani.

Harry uśmiechnął się, ale wyglądał na zdenerwowanego.

- Czy możesz… Powiedzieć mi o nich coś prawdziwego? Syriusz i Remus przez cały czas mi opowiadają, jacy moi rodzice byli wspaniali, a wspomnienia Snape'a przedstawiły ich w bardzo złym świetle. Mam wrażenie, że nie mogę ich dobrze poznać, ponieważ wszyscy ludzie, którzy ich znali, przesadzają w swoich opowieściach. Albo byli do nich uprzedzeni.

Mia rozpromieniła się, pamiętając, że kiedy trafiła do roku 1971 i poznała Jamesa oraz Lily, miała nadzieję właśnie to zrobić. Później będzie mogła skorzystać z myślodsiewni, aby pokazać swojemu przyjacielowi najważniejsze wspólne chwile jego rodziców, ale teraz była zachwycona tym, że powie mu o nich prawdę.

- Twoja mama zbierała romansidła o wilkołakach.

Harry'emu opadła szczęka.

- Żartujesz sobie.

Usta Mii rozciągnęły się w tak szerokim uśmiechu, że prawie ją zabolało. Potrafiła sobie wyobrazić minę Lily na wieść o tym, że zdradziła jej synowi ten mały sekret.

- Nie żartuję. Często drwiłam sobie z tego, co wkurzało twoją mamę.

Harry zaśmiał się.

- A mój tata?

- Nie lubił romansideł o wilkołakach – opowiedziała natychmiast, powstrzymując się od śmiechu. – Kradł biżuterię mamy i wysyłał ją do Lily w letnich miesiącach. Lily odsyłała biżuterię, a mama zabierała Jamesowi miotłę.

Harry wyglądał radośniej niż kiedykolwiek, słysząc te słowa, takie zwyczajne i proste.

- Syriusz mówi, że ma schowane zdjęcia, na które możemy później popatrzeć.

- Z chęcią – Mia skinęła głową. – Ale najpierw chciałabym go znaleźć.

Nie zabrało dużo czasu odnalezienie Syriusza. Ponieważ oni dwoje zajęli jego łóżko, Syriusz postanowił się przespać w bibliotece, gdzie zmienił się w Łapę i zwinął na miękkim dywanie przed kominkiem.

Mia uśmiechnęła się z uczuciem na widok śpiącego psa. Spojrzała na pobliski stolik, uginający się od prezentów z poprzedniego wieczora, obok których leżała jej oryginalna różdżka. W jej oczach pojawił się błysk na ten widok. Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej swoją obecną różdżkę. Położyła obie obok siebie i spostrzegła podobieństwa i różnice między nimi.

Obróciła się, mrugnęła zawadiacko do Harry'ego i przeciągnęła się, po czym zmieniła w Animaga. Mały lis zerknął na młodego Pottera. Zastrzygła uszami i obeszła wkoło nogi chłopaka, zawijając wokół nich swój puchaty ogon.

Harry patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, w których jaśniała radość. Zakrył usta, przez które wydostał się cichutki śmiech. Śpiący pies zachrapał. Mia podeszła ostrożnie do Łapy i zwinęła się w kłębek obok niego. Wąski pyszczek złożył na jego wielkich łapach.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Kilka godzin później, Harry i Remus siedzieli przed wejściem do biblioteki, zerkając od czasu do czasu do środka, na siedzących na kanapie Mię i Syriusza. Syriusz położył głowę na udach dziewczyny i wpatrywał się w jej twarz, jakby nie widział nic piękniejszego. Mia przeczesywała palcami włosy swojego czarodzieja z uśmiechem, jakby dotykała najdelikatniejszego jedwabiu. Patrzyła na niego z miłością i uwielbieniem.

- Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek widział takiego szczęśliwego Syriusza – powiedział z namysłem Harry, kiedy wyszli z zasięgu ich słuchu. Kierowali się do kuchni, aby rozpakować zakupy Remusa, które zostały zrobione w aptece z polecenia Mii. W torbach było też trochę słodkości, które wilkołak znalazł w swojej ulubionej cukierni. – Hermiona też nigdy nie była tak radosna.

Remus uśmiechnął się, z zadowoleniem zauważając, że ciągłe napięcie, które odczuwał w barkach, w ciągu nocy ustąpiło.

- Tak właśnie zawsze się zachowywali. Syriusz położył się w ten sposób, na jej nogach, już podczas naszej pierwszej podróży do Hogwartu – powiedział i zwrócił uwagę na spojrzenie, które Harry posłał w kierunku biblioteki. – A jak ty się czujesz?

Harry wzruszył ramionami i wsunął dłonie do kieszeni.

- Chyba dobrze. To nadal jest Hermiona. Obawiałem się trochę, że już nią nie będzie. Nie zrozum mnie źle, zauważyłem różnicę. Jest jeszcze bardziej przerażająca, ale… Jest też szczęśliwsza. Dorastanie z tobą, Syriuszem i moimi rodzicami wyszło jej na dobre. Czy była szczęśliwa w domu?

Remus bez wahania skinął głową.

- Była bardzo szczęśliwa. Oczywiście, mieliśmy swoje problemy podczas dorastania, ale nie umywają się one do tego, co ty przeszedłeś w szkole – powiedział, stawiając na kuchennym blacie duszone kłącza akonitu. Włożył je do szafki i rzucił na nie swoje osobiste zaklęcie ochronne. Po całym roku radzenia sobie bez Wywaru Tojadowego, nie chciał ryzykować, że spędzi bez niego również nadchodzącą pełnię księżyca, ponieważ któryś z mieszkańców domu weźmie kłącza za coś innego. – Nie było źle, dopóki nie zaczęła się wojna. Ale nawet wtedy mogliśmy na sobie polegać i, tak właściwie, nigdy nie znaleźliśmy się na pierwszej linii walk. Przynajmniej nie do momentu, kiedy dołączyliśmy do Zakonu. Przykro mi, że musiałeś przez wojnę przejść jeszcze jako nastolatek.

Harry potrząsnął głową.

- Wszystko w porządku, Remusie. Naprawdę. Tak szczerze… Cieszę się, że dostała drugą szansę. Zawsze mi się wydawało, na nasza przyjaźń pozbawiła ją wielu kluczowych dla życia rzeczy. Ale spójrz na nią teraz. Jest piękna. Zawsze była, ale teraz… Jestem zadowolony z tego, że znalazła szczęście z Syriuszem, bo w przeciwnym wypadku musiałbym ją zamknąć w wysokiej wieży.

Remus roześmiał się razem z Harrym.

- Za takie myślenie na pewno potraktowałaby cię klątwą.

- Dziękuję.

- Za co?

- Ty to sprawiłeś. Odesłałeś ją – Harry uśmiechnął się i odwrócił w kierunku kroków, które oznaczały, że Syriusz i Mia szli w stronę kuchni. – Spójrz na nich, Remusie. Są naprawdę szczęśliwi… Albo… Byli szczęśliwi jeszcze parę minut temu?

Mia przeszła obok niego zamaszystym krokiem, a jej mordercza mina powiedziała mu wszystko. Bursztynowe oczy błysnęły ostrzegawczo w świetle.

- Co się dzieje? – Remus stanął na drodze Syriusza.

- Nic, Lunatyku – warknął Black.

- To nie jest nic! – Odparowała Mia zza ramienia Remusa.

- Wiedźmo, to było dziewiętnaście lat temu!

- Dla mnie, to było wczoraj, ty dupku!

- Naprawdę chcesz dokończyć kłótnię, którą rozpoczęliśmy prawie dwie dekady temu? – Syriusz przesadnie zamachał rękoma. – Masz jakieś zaburzenia obsesyjno-kompulsywne?

Mia zawarczała wściekle i pokazała palcem drzwi wiodące do ogrodu.

- Na zewnątrz!

Uświadomiwszy sobie, w jakiej pozycji się znajduje, Remus szybko się usunął spomiędzy nich, aby przypadkiem nie stać się ofiarą ich wściekłości. W milczeniu patrzył razem z Harrym, jak szybko podeszli do drzwi i zatrzymali się wyłącznie po to, aby zdecydować, kto przejdzie przez nie jako pierwszy. Po stoczeniu bitwy z samym sobą, Syriusz ustąpił i z dramatycznym ukłonem pozwolił jej iść przodem. Zanim znowu zaczęli na siebie wrzeszczeć, Remus machnął różdżką i rzucił Zaklęcie Wyciszające. Nie chciał aby on albo Harry byli świadkami gorzkich słów, jakie na pewno padną.

- O co chodzi? – Zapytał niepewnie Harry.

- Nie martw się. Będzie dobrze – zapewnił Remus.

Syriusz i Mia stanęli naprzeciwko siebie, jakby przygotowywali się do pojedynku. Black kilkukrotnie wskazał dziewczynę palcem, na co ona zaczęła wrzeszczeć, a końcówki jej włosów uniosły się. Przeskoczyło między nimi kilka iskier. Syriusz wywrócił oczami i odwrócił się do niej plecami, co nie było mądrym wyjściem. Mia podbiegła do niego, obróciła go i mocno uderzyła w klatkę piersiową. Syriusz zatoczył się, złapał ją za ramiona, przyciągnął do siebie i mocno pocałował. Mia zareagowała instynktownie i oddała pocałunek, a dopiero po chwili zorientowała się, że Syriusz chciał ją zdekoncentrować. Odsunęła się od niego i zdzieliła go w twarz, chociaż nie włożyła w to tyle siły, co poprzedniego wieczoru,

- Jestem zdezorientowany – przyznał Harry. – Jesteś pewien, że oni się kochają? Jakieś dwadzieścia minut temu sam bym to powiedział, ale teraz…

- Kochają się – Remus roześmiał się na widok sprzeczki swoich przyjaciół. – Nigdy nie znałem ludzi, którzy by się tak kochali. Może poza twoimi rodzicami.

Kiedy ciekawość wzięła nad nim górę, Remus opuścił na chwilę Zaklęcie Wyciszające.

- … nie była moja wina, że bełkotałaś jak wariatka! Moja cierpliwość była na wyczerpaniu i chciałem wysłać się do kliniki świętego Munga!

- Ty, cierpliwy? – Mia prychnęła. – Nie przesadzajmy.

Remus skrzywił się i ponownie podniósł zaklęcie.

- Moi rodzice nie zachowywali się w ten sposób, prawda? – Zapytał nerwowo Harry.

Wilkołak zachichotał.

- Na Merlina, nie. James wielbił ziemię, po której stąpała Lily. Gdyby uderzyła go w twarz, on podziękowałby za uwagę i nadstawił drugi policzek – przemilczał, że kilkukrotnie to się zdarzyło. – James obsypywał Lily dowodami swojego uczucia, a Syriusz prowokował Mię do wybuchu, bo twierdził, że gdy jest wściekła, nie ma hamulców. Mia z nim walczyła, bo Syriusz jako jedyny nie traktował jej, jakby była ze szkła. Nie odbieraj źle tego, co widzisz, Harry. Oni oboje doskonale się bawią.

Harry nie wyglądał na przekonanego.

- Uwierz mi, będziesz wiedział, kiedy walczą naprawdę – rozejrzał się po kuchni i wykrzywił się na widok fotografii wiszących na ścianach, wazonów stojących na kominku i szklanych półek, na których stały kryształowe szklaneczki do whisky Syriusza. – W tym domu jest bardzo dużo szkła.

Dokładnie w tym momencie, Mia i Syriusz wyciągnęli swoje różdżki.

Harry zrobił krok w kierunku ogrodu.

- Remusie, nie powinniśmy…?

- Nie – Remus powstrzymał go i położył dłoń na jego ramieniu. – Niedługo będzie po wszystkim.

Mimo że nadal nie było ich słychać, Remus poznał po ruchu warg, że Syriusz rzucił Zaklęcie Rozbrajające. Różdżka Mii wyleciała jej z dłoni i poszybowała w kierunku Blacka. Mia uśmiechnęła się przebiegle i wyciągnęła drugą różdżkę. Wycelowała w środek piersi Syriusza. Mężczyzna warknął i tym razem rozbroił ją zaklęciem niewerbalnym. W jego dłoni znalazła się druga różdżka z winorośli.

Syriusz coś powiedział i mimo, że Remus nie dojrzał, co to było, wyraz jego twarzy zdradził mu, że mężczyzna jest bardzo z siebie zadowolony. To był bardzo zły pomysł. Mia wyciągnęła ku Syriuszowi dłoń i wykonała ruch jednym palcem. Zaklęcie zbiło go ze stóp i dopiero wtedy oboje zaczęli się śmiać.

Remus odwrócił się do Harry'ego.

- Kingsley kontaktował się z tobą w sprawie przerwy w szkoleniu? – Zapytał, nie zwracając już uwagi na swoich przyjaciół.

Harry przez moment nie wiedział, co powiedzieć, a gdy już otworzył usta, przez tylne drzwi wpadł Syriusz, uciekając przed Mią z obiema jej różdżkami w dłoni.

- Oddaj mi moje różdżki, Syriuszu Black! – Krzyknęła za nim i wpadła do domu, siłą usuwając Remusa i Harry'ego z drogi.

Syriusz odwrócił się do niej.

- Nie! Wystarczająco dużo rzeczy doświadczałaś pod-wój-nie – podkreślił i uśmiechnął się, kiedy się zaczerwieniła. Za jego plecami, Remus wywrócił oczami. – Wyznaczam granicę na dwóch różdżkach.

Mia ruszyła za uciekającym ponownie Syriuszem, wrzeszcząc za nim. W końcu ich krzyki ucichły po trzaśnięciu drzwi frontowych. Powoli Remus i Harry podążyli za nimi, dając parze czas na ochłonięcie.

- Jak się poznaliście z Hermioną… To znaczy, z Mią? – Zapytał Harry.

- W pociągu do Hogwartu – odpowiedział Remus. – Rozpoznała mnie po moich bliznach, weszła bez strachu do mojego przedziału i powiedziała mi, że będziemy przyjaciółmi. Byłem wtedy przerażony.

Pamiętał, że był pewien, iż ją zarazi poprzez najmniejszy kontakt, ale ona się nie bała. Ponadto, udało jej się wywabić go z tego samotnego przedziału.

- Nie wiedziałem, czy dobrym pomysłem będzie spędzanie czasu z dużą ilością osób, szczególnie w moim stanie. Chciałem, żeby sobie poszła.

Harry uśmiechnął się.

- Jak przekonała cię do zmiany zdania?

- Przekupiła mnie słodyczami – Remus zachichotał i otworzył frontowe drzwi Rezydencji. Znaleźli Syriusza i Mię siedzących na schodach ganku. Ramię Syriusza obejmowało plecy dziewczyny. – Widzisz? Mówiłem, że…

- Zaczekaj chwilę! – Przerwał mu Harry, szybko zbiegł po schodach i stanął naprzeciwko pary. – Hermiono! Ty palisz?

Mia opierała się o ciało Syriusza. Z kieszeni jej szaty wystawały dwie różdżki, a w szczupłych palcach trzymała zapalonego papierosa. Syriusz właśnie odpalał swojego.

- Tylko w stresujących sytuacjach.

- Czyli… Często – droczył się z nią Syriusz.

- Stul dziób – posłała mu wrogie spojrzenie. – To przez ciebie wpadłam w ten nałóg.

- Na Merlina – Harry przeczesał dłonią włosy. – W jakie inne złe nawyki ją wpędziłeś?

Syriusz uśmiechnął się przebiegle i otworzył usta, żeby odpowiedzieć. Zanim jednak pierwszy dźwięk przedostał się przez jego gardło, Mia położyła dłoń na jego wargach.

- Nie waż się!

Zachichotał i pociągnął ją za nadgarstek, aż puściła. Pochylił się nad nią i ją pocałował.

- Na Merlina, jak ja za tobą tęskniłem.

- Wszystko między wami w porządku? – Upewnił się Harry.

Remus uśmiechnął się i usiadł obok Mii.

- Mówiłem ci, że to normalne zachowanie.

- Tak właściwie – Black spojrzał na niego arogancko. – To będzie normalne zachowanie.

Wyrzucił swojego papierosa i pozbył się również tego, który trzymała Mia. Oba wylądowały na ulicy. Odwrócił się do niej, oplótł ją ramionami i praktycznie wciągnął na swoje kolana. Pocałował ją głęboko, nie ukrywając nawet, że jego język zagłębił się w ciepło jej ust.

Harry wykrzywił się na ten widok. Remus zaśmiał się i potrząsnął głową.

- Co tu się, do diabła, dzieje?!

Syriusz i Mia odsunęli się od siebie, słysząc krzyk.

Ron i Ginny stali kilka metrów dalej, ze zdumieniem wpatrując się w Mię, siedzącą na kolanach Syriusza, który mocno zaciskał dłonie na jej pośladkach.