Od tłumaczki: Trochę późno, ale nadal w poniedziałek. Miałam dzisiaj mnóstwo roboty i nie zdążyłam wcześniej dorwać się do komputera. Ale przedstawiam nowy rozdział – czas rozprawić się z Molly. Na Zakon trzeba jeszcze zaczekać. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 131 – PROBLEMY Z MORALNOŚCIĄ
20 września 1998
Harry, Ginny, Ron i Molly patrzyli ze zdumieniem, jak Remus i Syriusz skoczyli w kierunku Mii. Remus stanął między dwiema czarownicami, zaś Syriusz objął Mię, odwrócił ją od Molly i wyszarpnął jej dłoń z kieszeni. Ku jego zdziwieniu, dłoń była pusta.
Syriusz posłał Mii ostrzegawcze spojrzenie, nie będąc zadowolonym z jej podstępu, na co dziewczyna uśmiechnęła się przebiegle i mrugnęła do niego łobuzersko.
- Co tu się dzieje, na Kirke?! – Molly zażądała odpowiedzi. Na jej twarzy wściekłość walczyła o miejsce ze zdziwieniem. Nie wiedziała, na kim powinna skupić swój gniew, a ponieważ Mia i Syriusz byli w tym momencie zajęci sobą, zdecydowała się na Remusa. – Lepiej żebyś…
- Molly – zaczął Remus spokojnym tonem, ale jego oczy były twarde. – Szanuję cię i jestem pewien, że niczego nie rozumiesz, dlatego ci coś powiem. Byłoby z twojej strony niesamowicie głupim krokiem obrażać w tym momencie mnie lub Syriusza.
- Nie boję się was – odwarknęła, biorąc jego słowa za groźbę.
- To nie nas powinnaś się bać – krzyknął Syriusz, próbując powstrzymać szamoczącą się w jego ramionach czarownicę. Opanowała ją furia, która odebrała cały humor jej postaci.
- Pani Weasley – Harry skorzystał z okazji i się wtrącił. – Proszę usiąść.
- Dlaczego wszyscy tak krzyczą? – Warknęła Tonks, wchodząc do salonu z zapłakanym Teddym, który w tym momencie miał kruczoczarne włosy. Dora spojrzała na męża, który pilnował Syriusza, a ten z kolei próbował powstrzymać przed atakiem wściekłą Mię. Z kolei po drugiej stronie pomieszczenia stała zdezorientowana Molly, trzymając pewnie w dłoni różdżkę.
- Tonks! – Wykrzyknęła Molly i zaczęła biec w jej kierunku. – Moja droga! Ty i Teddy nie powinniście tego oglądać!
W tym momencie, jednocześnie, stało się kilka rzeczy. Molly sięgnęła przed siebie, aby dotknąć Teddy'ego, a w dłoni nadal trzymała różdżkę, co popchnęło Watahę do działania. Syriusz natychmiast puścił Mię, a Remus złapał za ramię Dory i przyciągnął ją do siebie. Mia przejęła Teddy'ego z jej rąk i umieściła w ramionach Harry'ego, który został zmuszony stanąć za nią. W jakiś sposób Ginny też została wciągnięta w ich szeregi, co sprawiło, że naprzeciwko Molly i Rona stanęła cała Wataha – wilkołak i dwójka Animagów bronili swoich ludzi.
Wataha.
Remus stał z przodu z Syriuszem i Mią po bokach. Animagowie wyglądali na gotowych do walki i przyjęli pozycje obronne. Z kolei Remus mową swojego ciała dał znać, że wolałby, żeby nie doszło do przelewu krwi – zawsze był negocjatorem. Wyciągnął dłonie na boki, milcząco prosząc Syriusza i Mię, aby się powstrzymali i nie działali zgodnie z instynktem.
- Przykro mi, Molly – powiedział Remus. – Wiem, że świadomie nigdy byś nie zagroziła mojej rodzinie, ale sama musisz przyznać, że masz wybuchowy temperament. Muszę cię prosić, żebyś opuściła różdżkę.
Kobiecie opadła szczęka na widok tego przetasowania. Mimo, że nadal była wściekła, rzuciła jedno spojrzenie w kierunku Mii i w końcu odpuściła. Położyła powoli różdżkę na najbliższym stoliku.
- Co się dzieje?
Remus odetchnął z ulgą, a Syriusz zobaczył, że z ramion Mii spada ciężar instynktownego ataku. Z nim było podobnie.
Ron obserwował ze zdziwieniem, że został odseparowany od grupy. Stał obok swojej matki, która stwarzała zagrożenie. Spojrzał w oczy każdemu z grupy stojącej naprzeciwko, aż w końcu jego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem Mii.
- To dlatego, że odszedłem, prawda? – Zapytał, odnosząc się do swojego największego błędu z czasów poszukiwania Horkrusków. Swojego odejścia.
- Należysz do rodziny, Ronaldzie – zapewniła go Mia, próbując nadać swojemu głosowi łagodne, miłe brzmienie. Obecność i sztywna postawa Molly skutecznie jej to utrudniały. – Ale nie do Watahy.
- Do Watahy? – Zapytała Molly, a jej spojrzenie natychmiast odnalazło Tonks i Remusa. Kiedy jednak dalej przesuwała swój wzrok po stojących przed nią, wrogo nastawionych Animagach, odnalazła bliznę, która widniała niczym nieokryta na skórze Mii, między jej obojczykiem i szyją. Otworzyła usta i przygotowała się do wydania z siebie wrzasku.
- Petrificus totalus! – Mia wycelowała różdżkę w Molly i kobieta zastygła. Jej ciało niebezpiecznie przechyliło się do tyłu. Ponieważ jednak Ron nadal był w szoku i nie miał możliwości zareagować wystarczająco szybko, Mia szybko rzuciła zaklęcie miękkich poduszek na podłogę, aby Molly nie rozbiła sobie głowy upadkiem. – Podnieście ją. Posadźcie na kanapie. Nikomu nie pozwalam jej uwolnić, chyba że najpierw zabierzecie jej różdżkę i odbierzecie głos. Mam dość jej wrzasków.
- Nie rozumiem – przyznał Harry, pomagając Ronowi przenieść jego matkę na kanapę. – Wydawało mi się, że się uspokajała. O co teraz chodzi?
Mia przesunęła swoją bluzkę, całkowicie odsłaniając bliznę.
- Zobaczyła to. I, jak każdy inny niedoinformowany idiota zamieszkujący magiczny świat, który nie wie absolutnie nic o lykantropii, wyciągnęła wnioski. Pomyślała, że Remus oznaczył mnie jako swoją samicę, co jest niemożliwe, bo Remus ma już partnerkę – wywróciła oczami. – Ewentualnie, mogło jej przyjść do głowy, że Remus zmienił mnie w wilkołaka, co jest uwłaczające, szczególnie w stosunku do niego.
Harry spojrzał na bliznę.
- Hermiono, ale to jest ślad po ugryzieniu.
- Nigdy nie mówiłam, że nim nie jest. Dodam również, że to wyłącznie moja sprawa. Oczywiście, odpowiem na wasze pytania, jeżeli uznam, że wymagają one odpowiedzi - powiedziała, zerkając na siedzących na kanapie Rona i Molly. Kobieta została uwolniona, ale zgodnie z jej żądaniem, uciszono ją. – Nie jestem nikomu winna żadnych wyjaśnień. Szczególnie ludziom, którzy pospiesznie wyciągają błędne wnioski.
- To Znak Watahy – powiedział Syriusz, odsłaniając własną, bliźniaczą bliznę. Zdecydował się udzielić pozostałym tę informację, ponieważ Mia była na to zbyt wściekła. – Magicznie wiąże nas z Remusem. Nie zostaliśmy zaatakowani, znak nałożono na nas zgodnie z naszą wolą. I Mia ma rację: szczegóły nie są waszym zasranym interesem.
Mia zachichotała i Syriusz spojrzał na nią.
- Co?
- Nazwałeś mnie Mią – powiedziała, ale jej zadowolony uśmieszek zniknął z twarzy, kiedy dostrzegła zdziwienie Molly. – Szybko się znudzę, opowiadając tę samą historię wielokrotnie. Niech ktoś mnie wyręczy, a ja zaczerpnę świeżego powietrza.
Odwróciła się, żeby wyjść, ale nagle coś jej przyszło do głowy.
- I niech ktoś zmusi Rona i Molly do złożenia przysięgi czarodziejów. Mają nie kłapać ozorem na ten temat, dopóki ja nie zdradzę prawdy o sobie całemu światu. A później… Niech ktoś zwoła spotkanie Zakonu. Miejmy ten bałagan za sobą.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Mia siedziała na ganku rezydencji przy Grimmauld, życząc sobie z całych sił, aby znajdować się w tym momencie w swoim starym mieszkaniu przy Pokątnej albo w ogrodzie Dworu Potterów. Rezydencja nie była jej domem. Uniosła do ust papierosa, którego ukradła z paczki znajdującej się w skórzanej kurtce Syriusza i głęboko się zaciągnęła. Wydmuchała dym przez nos, ciesząc się ciepłym uczuciem, które rozeszło się po jej ciele. Zmarszczyła brwi, zdając sobie sprawę, że powinna rzucić nałóg. Mogło jej się zdarzyć sięgnąć po jednego czy dwa papierosy podczas stresujących sytuacji, ale nie chciała, żeby Harry albo Ron dołączyli do nałogu. Nie chciała być hipokrytką.
- Widzę, że naprawdę się zmieniłaś – wymamrotała cicho Molly, dołączając do niej na ganku. Nie miała przy sobie różdżki, co było mądrym posunięciem osoby, która wypuściła ją z salonu. Kobieta z potępieniem spojrzała na papierosa, na co Mia tylko wywróciła oczami.
- Planuję to rzucić. Wszystko między nami w porządku?
Molly z trudem przełknęła ślinę i zaczęła wykręcać dłonie.
- Usłyszałam bardzo ciekawą historię. Trudno mi w nią uwierzyć, ale ponieważ nigdy nie spotkałam Mii Potter, podejrzewam, że nie potrafisz mi przedstawić żadnego dowodu, prawda? – Zapytała, wzdychając z irytacją. – I rozumiem, że w przeszłości byliście w tym samym wieku, kiedy chodziliście razem do Hogwartu, ale teraz… On jest dorosłym mężczyzną, a ty jesteś młodą dziewczyną.
- Syriusz jest miłością mojego życia i patrzy na mnie w ten sam sposób, w jaki Artur patrzy na ciebie – powiedziała stanowczo Mia i dostrzegła, że wzrok Molly zmiękł. – Wiem, że masz nawyk matkowania sierotom, ale ja miałam dwie matki, które nauczyły mnie stać pewnie na nogach i podejmować własne decyzje. Jedna z tych matek wychowała również mężczyznę znajdującego się w tej Rezydencji, którego właśnie oceniasz. Ostrzegam, że takie podejście zapewniło kilku czarownicom darmowe pływanie w Czarnym Jeziorze.
Molly nie radziła sobie z przyjęciem do wiadomości, że słodka, łagodna czarownica, która urodziła się w rodzinie Mugoli i jaką była jeszcze wczoraj, teraz jej groziła w niezbyt subtelny sposób.
- Hermiono, on…
- Molly, powiem to tylko raz: nie znasz Syriusza Blacka. Więc nie udawaj, że tak jest. Syriusz próbuje zachowywać się poprawnie w stosunku do ciebie i twoich obelg tylko dlatego, że nie chce postawić Harry'ego w niekomfortowej sytuacji, gdzie musiałby dokonać wyboru między swoją własną rodziną i twoją rodziną. Ja nie będę tolerować jakiegokolwiek szkalowania charakteru Syriusza. Te obelgi kończą się dzisiaj.
Molly przełknęła te słowa. Dotarła do niej wyraźna groźba zawarta w słowach dziewczyny. Teraz kobieta musiała w jakiś sposób połączyć swoje wspomnienia dotyczące Hermiony Granger z opowieściami, które na pewno słyszała wiele lat temu od swojego męża o Mii Potter.
- Czy w takim razie mogę zapytać o…? – Zapytała po chwili, patrząc na bliznę Mii.
- Nie – odpowiedziała Mia, stanowczo, ale grzecznie. – Magia wilkołaków jest wyjątkowo źle zrozumiana. Remus wielokrotnie udowadniał, że jest dobrym człowiekiem. Jego poczucie honoru nie powinno być co chwilę kwestionowane z powodu uprzedzeń i plotek związanych z jego chorobą. Molly… Wyrażanie się nieprzyjaźnie o Syriuszu jest jedną z rzeczy, których absolutnie nie będę tolerować. Ale historia wielokrotnie udokumentowała, że mam wyjątkowo krótki bezpiecznik i nie odpowiadam za siebie, jeśli ktoś źle wypowiada się o Remusie.
Molly wcale nie wyglądała na zaskoczoną. Wręcz przeciwnie – była zaintrygowana.
- A dlaczego bronisz go goręcej niż mężczyznę, którego podobno kochasz?
- Po pierwsze, nie ma żadnego podobno – ucięła natychmiast Mia i poczuła zadowolenie na widok pełnego poczucia winy spojrzenia Molly. – A jeśli chodzi o to, że bronię Remusa… Mimo tego, że nie lubię, jak ktoś obraża Syriusza, wiem, że gdy Syriusz będzie miał tego dość, odpowie tym samym i obroni się sam. Remus tego nie zrobi. Weźmie do siebie wszystko, co mu powiesz, a w najgorszych chwilach swojego życia będzie się nad tym zastanawiał i analizował swoje postępowanie. Poświęciłby życie, żeby bronić innych, ale nie będzie walczył o samego siebie. Ja robię to za niego. Dla niego.
Molly skinęła głową.
- Zaczynam to rozumieć. Nadal jednak uważam to za nieodpowiednie zachowanie dla młodej damy, żebyś mieszkała…
- Wiem, że ty i Artur uprawialiście w Hogwarcie seks bez zabezpieczenia.
Kilka minut później Molly i Mia weszły z powrotem do domu. Obie miały na ustach słodkie uśmiechy, chociaż radość Molly była raczej wymuszona, zaś jej twarz miała czerwonawy odcień. Nie zdradzając, o czym rozmawiały na zewnątrz, kobieta skierowała się prosto do Remusa i westchnęła.
- Bardzo mi przykro z powodu tego, co powiedziałam, Remusie. Jesteś dobrym człowiekiem. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Remus spojrzał na Molly zszokowany.
- Ja… Oczywiście, Molly. Oczywiście.
Następnie odwróciła się do Syriusza, który uniósł brew w niemym wyzwaniu. Zdecydowanie nie spodziewał się takich samych słów, jakie padły w stosunku do Remusa. Molly podeszła do niego i ucałowała go w policzek.
- Jeśli chodzi o ciebie – wymamrotała, chowając do kieszeni swoją dumę i słowa, które chciała w rzeczywistości wypowiedzieć. – Jestem zachwycona, że znalazłeś dobrą czarownicę, która ma na ciebie zbawienny wpływ.
- Jesteś zachwycona? – Zapytał z niedowierzaniem.
- Owszem, jestem.
- Zachwycona, że jestem z Hermioną?
Molly musiała odkaszlnąć.
- Tak, dokładnie.
Syriusz uniósł brwi jeszcze wyżej.
- Zachwycona, że… Jak to ujęłaś? Odebrałem jej niewinność?
W oczach Molly pojawiła się furia, ale gdy spojrzała na Mię, przypomniała sobie jej groźby i sztywno skinęła głową.
Syriusz uśmiechnął się przebiegle.
- Naprawdę? Nawet mimo tego, że ona ma tylko dziewiętnaście lat?
Poirytowana Molly aż sapnęła, słysząc oczywistą próbę sprowokowania jej do powiedzenia czegoś, czego później będzie żałować.
- Jesteś zachwycona, ponieważ Hermiona ze mną mieszka? Bawi się w dom? Żyje w grzechu? Ty, Molly Weasley, jesteś tym zachwycona?
- Łapo – ostrzegł go Remus.
- Nie mam… Nic przeciwko temu – odpowiedziała Molly przez zaciśnięte zęby.
- Rzuciłaś na nią Imperiusa? – Zapytał Syriusz, patrząc na Mię.
Kilka osób się zaśmiało, ale ten śmiech zamarł, kiedy wszyscy się zorientowali, że ani Syriusz, ani Remus się nie uśmiechali.
Kiedy cała uwaga skupiła się na Mii, dziewczyna wzniosła oczy ku niebu.
- Daj spokój, kochanie. Wiesz, że Niewybaczalne nigdy nie były moją mocną stroną. Nie potrafię dobrze wycelować.
- Nie wypiłaś nic, co ci zaproponowała, prawda, Molly? – Zapytał Remus, a na jego twarzy pojawiło się zaniepokojenie.
Mii opadła szczęka.
- Remusie! Nie otrułam jej!
Remus uśmiechnął się do niej.
- „Wąż mnie zwiódł i zjadłam".
Mia rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Bez obrazy, kochanie – powiedział Syriusz ze śmiechem. – Twoja reputacja cię wyprzedza.
Zmrużyła oczy i, udając obrażoną, obróciła się na pięcie, po czym wyszła z salonu.
Kiedy Syriusz był pewien, że Mia znajdowała się poza zasięgiem słuchu, odwrócił się do Molly, rozjaśniony jak bożonarodzeniowa choinka.
- Czym cię zaszantażowała?
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Molly wróciła do Nory i zabrała ze sobą Ginny i Rona. Syriusz poprosił Lupinów, żeby zostali na noc, wiedząc, że Mia będzie zachwycona, widząc ich o poranku. Tonks odmówiła propozycji swojego kuzyna, bo miała poranną zmianę, ale stwierdziła, że Remus powinien zostać w rezydencji, bo w innym przypadku nie będzie można z nim wytrzymać.
Kiedy Remus i Harry znaleźli się w swoich sypialniach, Syriusz skierował się do swojej komnaty. Zdenerwowany, przekroczył próg i znalazł czarownicę, zwiniętą na środku łóżka z ogromnym, pomarańczowym kugucharem. Krzywołap ocierał swoim pyszczkiem o jej twarz, a Mia uśmiechała się do kota, pozwalając mu na to.
- Chyba ktoś za tobą tęsknił.
Mia spojrzała w górę i wyszczerzyła zęby.
- Chwilę mu zabrało przyzwyczajenie się do mnie – powiedziała, drapiąc kota za uszami. – Co się stało z Wąchaczem? Nie spodziewałam się, że przeżyje wystarczająco długo, aby ponownie się ze mną spotkać. W końcu był zwykłym kotem.
- Oddałem go Lily – odpowiedział Syriusz, zamykając za sobą drzwi. Podszedł do łóżka, trzymając cały czas dłonie w kieszeniach spodni. – Ta bestia nigdy mnie nie lubiła. Kiedy…
Zawahał się, a jego chwilowe milczenie powiedziało Mii więcej, niż słowa.
- Prawdopodobnie uciekł i stał się postrachem całej Doliny Godryka. Niesławny kocur, który ukradkiem wślizgiwał się do domów poważnych czarodziejów, żeby ich podrapać i zwiać.
Mii zadrżały wargi, kiedy obserwowała, jak Krzywołap zeskakuje z łóżka i wygodnie się układa na dywanie przed kominkiem. Szybko zasnął.
- Czy wszystko jest przygotowane na jutro?
Syriusz skinął głową.
- Spotkanie Zakonu w Norze. Molly zrobi dla wszystkich kolację.
- A Malfoy'owie?
- Tonks miała odwiedzić Andromedę i ich zaprosić.
- Jak się czuje Narcyza? – Zapytała z zaciekawieniem Mia. – Kiedy ostatni raz ją widziałam, nie była zachwycona moją obecnością.
- W Klinice świętego Munga, prawda? – Dopytał Black. – Tej nocy, kiedy mnie zaatakowano?
Mia zmarszczyła czoło na to wspomnienie.
- Mama kazała mi wyjść z twojej komnaty pod pretekstem przyniesienia jej herbaty. Chyba po prostu chciała się mnie wtedy pozbyć. Byłam… Rozkojarzona.
Syriusz ponownie skinął głową, tym razem czując się dość niekomfortowo.
- Nie dziwię się – stwierdził, uśmiechając się do niej. – Byłem nieprzytomny, więc za towarzysza rozmów miałaś wyłącznie niedojrzałego Rogacza. Z jakiegoś dziwnego powodu, Cyzia jest podekscytowana możliwością spotkania z tobą.
- Czy Draco o mnie wie?
Mężczyzna przecząco potrząsnął głową.
- Z tego, co wiem, to nie. Wie, że łączy nas Więź, przynajmniej częściowo. Mały gnojek, próbuje mi zaleźć za skórę za każdym razem, kiedy się widzimy.
Mia zaśmiała się cicho i wstała z łóżka. Podeszła do szafy Syriusza i zaczęła w niej zawzięcie szukać. W końcu znalazła stary t-shirt z logo Sex Pistols, zdecydowanie na nią za duży.
- Rozmawialiśmy o tym kilka razy – przyznała i zaczęła się rozbierać. Syriusz odwrócił się do niej plecami, aby zapewnić jej odrobinę prywatności. – Co prawda, dla mnie minęło od tego momentu kilka lat, ale przypominam sobie, że Draco wiedział z powodu długu życia, który odebrałeś od Narcyzy. Dodał do siebie dwa i dwa, i zrozumiał, jak ściągnęłam cię zza Zasłony.
- Podejrzewam, że dowiedział się o tym rytuale od swojego ojca – Black zerknął przez ramię i dostrzegł, że Mia wślizguje się ponownie na łóżko i otula kołdrą. – Brzmi jak sztuczka Śmierciożerców: wykorzystać dług życia, aby związać ze sobą niewinnych ludzi.
Spojrzała na niego spod pół przymkniętych powiek.
- Porównujesz mnie teraz do Śmierciożerców?
Syriusz roześmiał sie sztucznie.
- Oczywiście, że nie. Jesteś dużo mądrzejsza od każdego Śmierciożercy, którego spotkałem.
- Dziwnie się czuję – zmarszczyła czoło i objęła się za ramiona. – Jakbym nadal przygotowywała się na wojnę. Wczoraj się ona dla nas dopiero zaczynała, a dzisiaj jest po wszystkim. Moje ciało nie rozumie, że może się rozluźnić. Nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić. Nie mam pracy i nie mam celu.
Syriusz podszedł do łóżka od strony, którą zajmowała, usiadł za nią i odgarnął jej długie loki, aby mieć lepszy dostęp do jej ramion. Zaczął je z wprawą masować, a Mia jęknęła, czując jego dotyk. Ten dźwięk Syriusz odczuł niezwykle boleśnie.
- Możesz robić to, na co masz ochotę. Jestem pewny, że coś wymyślisz.
- Dlaczego nie skorzystałeś z oferty Kingsley'a, aby dołączyć do Aurorów? Pamiętam, że w Hogwarcie mówiłeś, jak bardzo chciałeś być Aurorem. Byłam wtedy w szoku, bo nigdy nie mówiłeś o tym Harry'emu i mnie. W takim razie, dlaczego?
- Ja… Opuściłem Aurorów po tym, jak ty…
Mia obróciła się, aby spojrzeć mu w oczy.
- Dlaczego? Kochałeś swoją pracę!
Syriusz głośno westchnął i potarł dłońmi zmęczoną twarz.
- Bo w Ministerstwie szerzyła się korupcja, a ja nie mogłem sobie z tym poradzić. Próbowałem prowadzić dochodzenie w sprawie twojego zniknięcia, ale hamowano moje wysiłki na każdym kroku. Teraz wiem, dlaczego tak było, ale wtedy byłem wściekły. Moody przez cały czas wtykał nos w moje sprawy. Któregoś dnia miałem dość i wybuchłem – przyznał. – Możliwe, że nawet mu groziłem.
Mia prychnęła.
- Jak to przyjął?
Syriusz wzruszył ramionami.
- Aresztował mnie i wrzucił do celi na kilka tygodni. Remus nie opowiedział ci, co się działo po twoim odejściu, prawda?
Potrząsnęła przecząco głową.
- Nie. Na początku nie chciałam wiedzieć. Ale teraz chcę, jeśli ty chcesz mi opowiedzieć.
Przełknął swoje zmartwienia.
- Możesz zapytać o cokolwiek i odpowiem na każde twoje pytanie.
- Dlaczego Peter?
Syriusz odchylił się lekko, czując się tak, jakby uderzenie wyparło mu oddech z płuc.
- Ja pierdolę. Celujesz tam, gdzie najbardziej boli.
Znowu zmarszczyła brwi, ale skinęła głową.
- Muszę zamknąć ten temat. I wydaje mi się, że oboje potrzebujemy przebaczenia.
Syriusz westchnął i odwrócił się od niej, nie chcąc patrzeć jej w oczy.
- Nie ufałem Remusowi. Nawet wtedy, kiedy błagałaś mnie, abym mu zaufał. Kiedy kazałaś mi przyrzec – powiedział, pełen wstydu. – Przez cały czas ze sobą walczyliśmy, a Glizdogon… Ciebie nie było, a on pojawił się w odpowiedniej chwili, pierdolony gnój. Pamiętasz go… Wydawał się taki… Nieszkodliwy.
- Pamiętam.
- Popełniłem błąd i będę go żałował do końca mojego życia – wyszeptał.
Mia spojrzała na jego dłonie, które splatał i rozplatał nerwowo. Sięgnęła po nie i zamknęła je w swoich dłoniach. Lekko pieściła kciukiem jego wystające kosteczki, próbując na nowo nauczyć się ich kształtu. Jej palce musnęły wytatuowany numer, który był jego więziennym identyfikatorem.
- Tak mi przykro.
- Przestań – wymamrotał i przyciągnął do siebie ręce, kiedy ponownie spróbowała dotknąć oznaczenia z Azkabanu.
- Muszę to z siebie wyrzucić.
- Mia… Ja nie mogę.
- Nie możemy udawać, że to się nie stało – powiedziała stanowczo, kiedy wstał i się od niej odsunął. – Muszę to wyrzucić ze swojego systemu.
- Ale ja nie chce tego z siebie wyrzucać – kłócił się. – Chcę tylko… Cieszyć się faktem, że znowu ze mną jesteś, cała i zdrowa. I po raz pierwszy od wielu lat masz pojęcie, kim ja jestem, do kurwy nędzy.
- Nie ruszymy z miejsca, dopóki tego nie zrobimy, Syriuszu. Musisz…
Wypełniły go wściekłość i żałoba, zmieniając jego gorące ciało w bryłę lodu. Nienawidził tego uczucia. Chłód zapadał głęboko w jego kości i sprawiał, że wszystko bolało. Był wściekły, ponieważ przypominało to zimno Dementorów. Odwrócił się do niej.
- Pozwoliłaś mi gnić w pierdolonym Azkabanie przez dwanaście lat!
Do diabła, nawet nie wyglądała na zdziwioną.
- Ja zdradziłem Remusa, Peter zdradził nas wszystkich, ale ty zdradziłaś mnie! Wiedziałaś! Wiedziałaś o wszystkim, co się stanie i na to pozwoliłaś! – Odwrócił się do niej plecami i przeczesał palcami włosy. Z trudem oddychając, podszedł do kąta komnaty i oparł czoło o chłodną ścianę. – Na Merlina, ja… Proszę, nawrzeszcz na mnie. Musisz też być na mnie wściekła. Powiedz mi, co myślisz.
Mia nie wiedziała, co sama myśli. Niezupełnie. Wiedziała, że nie ma najmniejszej ochoty, żeby na niego wrzeszczeć. W końcu miał rację. Pozwoliła, aby to wszystko się wydarzyło i spędziła wiele lat nienawidząc samej siebie, ponieważ nie powstrzymała wielkiego zła. Próba odkupienia swoich win wydawała jej się w tej chwili nie na miejscu. Nie było nic, co mogłaby teraz zrobić, aby odpokutować, a zwykłe przeprosiny na pewno nie wystarczą. Obrazą było choćby myśleć, że przeprosiny wystarczą za dwanaście lat upokorzeń w piekle. Syriusz też o tym wiedział i prawdopodobnie dlatego zależało mu, aby na niego nawrzeszczała.
Więc tak zrobiła.
- Błagałam, abyś ufał Remusowi – zaczęła szeptem, ale z każdym słowem jej głos nabierał mocy. – Powiedziałam wyraźnie, żebyś nie wierzył Glizdogonowi, a właśnie tak postąpiłeś. Jeśli nie mogliście wybrać Remusa Strażnikiem Tajemnicy, sam powinieneś był nim zostać. Ale nie jestem na ciebie zła z tego powodu.
Zaskoczony Syriusz odwrócił się, żeby na nią spojrzeć.
- Wiedziałam, jaki los czeka Jamiego. Wiedziałam, że nie może stać się inaczej, ponieważ w przeciwnym wypadku, Lily nie miałaby możliwości ochronić Harry'ego w sposób, w jaki to zrobiła. Ale jestem na ciebie wściekła, ponieważ zamiast zająć się Harrym, jak ci było przeznaczone, pozwoliłeś Dumbledore'owi oddać go Petunii i Vernonowi! Powinien był być z tobą i Remusem!
Syriusz milcząco zgodził się z jej przemową. Przyciągnął ją do siebie i pocałował jej włosy. Powoli oboje zaczęli się uspokajać.
- Wybacz mi – szepnął jej do ucha.
- Ty mi również – wymamrotała, wtulona w jego klatkę piersiową.
- Czy wszystko między nami w porządku?
Odsunęła się od niego i spojrzała w jego szare, chmurne oczy. Nie zwracała uwagi na zmarszczki mimiczne, które je otaczały, a które były wynikiem stresu, a nie śmiechu.
- Jestem tutaj. Nigdzie się nie wybieram. I kocham cię.
Westchnął z ulgą, słysząc jej słowa.
- Chodź do łóżka – wciągnęła go na materac i oboje wyciągnęli się pod ciepłą, puszystą kołdrą. Syriusz nadal miał na sobie ubranie. Przyciągnął ją do siebie, a Mia położyła dłoń na jego mostku i zaczęła bawić się guzikiem jego koszuli.
- Czy to wystarczyło? – Szepnęła. – Czy kochałam cię wystarczająco, abyś mógł mi wybaczyć piekło, przed którym cię nie uchroniłam?
Zamknął oczy i odetchnął drżąco.
- Nie. Ale mamy całe życie, aby to naprawić.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
21 września 1998
Kiedy słońce wstało ponad horyzont i przedarło się przez zasłony w wychodzących na wschód oknach rezydencji przy Grimmauld, Syriusz obudził się z czarownicą w ramionach. Jego czarownicą. Uśmiechnął się radośnie, delektując się przespaniem całej nocy, nieprzerwanej koszmarami. Od dziewiętnastu lat nie przespał żadnej nocy tak dobrze.
W ciszy poranka słyszał, jak po domu kręcą się inni. Wyglądało na to, że wrócił Ron – w poszukiwaniu zarówno Harry'ego, jak i jedzenia. Słyszał, jak Remus powiedział chłopcom o piekarni tuż za rogiem, która codziennie wypiekała świeże rogaliki z czekoladą i eklerki. Mając plan na poranek, trzech mężczyzn opuściło Dwór Blacków, zamykając za sobą cicho drzwi frontowe, aby nie zbudzić portretu Walburgi.
- Syriuszu? – Wymamrotała Mia tuż po przebudzeniu.
Uśmiechnął się do niej, kiedy odwracała się do niego. Jej włosy były w nieładzie, dzikie i niekontrolowane. Takie je uwielbiał.
- Dzień dobry, kotku.
- Mam pytanie – powiedziała, odpowiadając uśmiechem.
- A ja mogę mieć na nie odpowiedź.
- Czy ty…? Spotykałeś się z kimś po moim zniknięciu?
Jego uśmiech zniknął i nagle Syriusza opanował żal, że nie wybrał się do piekarni razem z Remusem, Harrym i Ronem.
