Od tłumaczki: Ponieważ wczoraj był świąteczny poniedziałek, nie chciałam odrywać Was od czasu spędzonego na świętowaniu. To dość trudny czas dla nas wszystkich, ale mam nadzieję, że spędziliście święta wielkanocne odpowiednio – odpoczęliście, nabraliście sił, objedliście się serniczkiem i zostaliście (na szczęście) oblani wodą w wielkanocny poniedziałek. Rozdział zamieszczam dzisiaj. W przyszłym tygodniu prawdopodobnie również pojawi się we wtorek. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 132 – AROGANCCY ŚLIZGONI I ŁATWE KRUKONKI

21 września 1998

Remus szedł kilka kroków za Harrym i Ronem, wracając z piekarni do Dworu Blacków. Delektował się właśnie jedną z babeczek. W dłoniach niósł owinięte papierem pudełko, zawierające doskonały wybór łakoci wypieczonych przez doświadczonego piekarza. Oblane czekoladą artykuły śniadaniowe były z kolei bezpieczne w rękach Harry'ego. Rogaliki, po które pierwotnie udali się do sklepu były przeznaczone dla innego klienta, wobec czego Remus musiał zadowolić się innymi przysmakami.

Zastanawiał się poważnie, czy nie wyrwać pudełka z czekoladowymi wypiekami z rąk Harry'ego, gdy z zamyślenia wyrwał go widok Syriusza siedzącego na schodach przed rezydencją przy Grimmauld. Mężczyzna w dłoni trzymał szklaneczkę pełną bursztynowego płynu, w którym Remus z daleka rozpoznał mugolski alkohol. Co oznaczało, że Syriusz pił, żeby się upić, co nie zwiastowało nic dobrego, szczególnie o tej godzinie.

- Dzień dobry, Łapo – powiedział z wahaniem.

Syriusz uniósł do nich szklankę w drwiącym toaście.

- Luniaczku, Harry, Ron.

- Już pijesz? – Remus uważnie śledził ruch dłoni Syriusza, który uniósł szklankę do ust. – Wiesz, że mamy dopiero w pół do dziesiątej?

Syriusz skinął głową, oblizał wargi i upił jeszcze jeden łyk.

- Zmagam się z niewielkim bólem głowy – przyznał, nie zagłębiając się w wyjaśnienia, dlaczego mugolski alkohol jest według niego najlepszym lekarstwem na ból, zamiast Eliksiru Przeciwbólowego. – Mia zdecydowała się na wprowadzenie drobnych zmian w wystroju domu.

- Naprawdę? Przecież nigdy nie…

Ze środka rezydencji dobiegł głośny huk, który sprawił, że trzech czarodziejów podskoczyło i instynktownie sięgnęło po różdżki. Odłożyli je dopiero na widok rozluźnionego wyrazy twarzy Syriusza. Rozejrzeli się, sprawdzając, czy ich reakcji nie dostrzegł żaden przechodzący Mugol – stali bowiem na skraju zaklęć ochronnych.

Kiedy ich uszu dobiegł kolejny huk, po którym nastąpił wściekły wrzask, uwaga Harry'ego skupiła się na jego ojcu chrzestnym.

- Zmienia wystrój? – Zapytał sceptycznie.

Syriusz skinął głową.

- Jestem prawie pewien, że niedługo podłoga będzie niezwykłą, szklaną mozaiką. Mia musi po prostu zbić każdy cenny, szklany artefakt, który był w posiadaniu mojej uroczej mamusi. Z tego powodu nie mam nic przeciwko jej aktywności. To trwa już jakąś godzinę i jestem szczerze zdumiony, że cały czas znajduje coś, co nadaje się do zniszczenia.

Remus posłał przyjacielowi mordercze spojrzenie.

- Co znowu narobiłeś?

Syriusz odpowiedział udawaną niewinnością.

- Lunatyku, dlaczego od razu sądzisz, że ja coś zrobiłem?

- Bo jest tylko garstka rzeczy, która sprawia, że Mia wybucha i coś mi mówi, że skoro ona w tym momencie niszczy twoje pamiątki rodowe, a ty siedzisz przed frontowymi drzwiami i nie znajdujesz się w niebezpieczeństwie, twoje samopoczucie nie jest przyczyną jej furii.

- Nie zgadzam się w kwestii niebezpieczeństwa – Syriusz wstał i sięgnął do pudełka, które trzymał Harry. Wyciągnął z niego eklerka i uśmiechnął się radośnie. – Zostałem brutalnie usunięty z domu.

Harry zachłysnął się, zszokowany.

- Wyrzuciła cię z twojego własnego domu?

Syriusz przełknął eklerka i potrząsnął przecząco głową.

- Nie. Rzuciła we mnie popielniczką i powiedziała, że nie chce widzieć przez jakiś czas mojej lumpowatej mordy. Swoją drogą, nadal krwawię? – Odwrócił się, żeby pokazać mężczyznom tył swojej głowy. – Zawsze miałem gówniany talent do Zaklęć Uzdrawiających, szczególnie, gdy chodziło o moją skromną osobę.

- Lump? – Zapytał Remus, przyglądając się głowie przyjaciela. Z zadowoleniem zauważył, że rana, która tam była została zaleczona przez jakiekolwiek gówniane zaklęcie, którego użył Syriusz.

- Jest w trybie wściekłej Lily.

- Co to jest lump? – Zapytał Ron.

Syriusz roześmiał się.

- Stary, minęło dwadzieścia pięć lat, a ja nadal nie mam pojęcia. Czasami mam wrażenie, że połowa słów, które wypowiadała Lily, była jej własnym wymysłem. Po prostu chciała, żebyśmy wyglądali na głupich.

- Co jeszcze należy do tej garstki? – Zapytał Harry.

- Do jakiej garstki? – Syriusz spojrzał na chrześniaka i zajął ponownie miejsce na schodach, pozwalając, żeby Remus usiadł po jego lewej.

- Remus powiedział, że tylko garstka rzeczy sprawia, że Hermiona wybucha. Co jest na tej liście?

- Ah… Przede wszystkim każda sytuacja, w której narażam swoje życie – odpowiedział ze śmiechem. – Wtedy wrzeszczy jak harpia, jednocześnie składając moje połamane kości. To z jej powodu Skrzydło Szpitalne w Hogwarcie było takie nieprzytulne. Miała gówniane maniery przy łóżku chorego.

- Przy mnie zawsze była kochana – Remus zachichotał, kiedy Syriusz pokazał mu środkowy palec. Spojrzał na Harry'ego. – Obrażanie mnie jest kolejnym punktem tej listy. Wydaje mi się, że właśnie tym Molly wczoraj ją rozwścieczyła. Mia odczuwa wyjątkowo silną potrzebę chronienia tego, co należy do niej.

- Należycie do niej? – Upewnił się Ron.

Syriusz zaśmiał się i skinął głową.

- Nawet przez sekundę nie powinieneś w to wątpić. Ma nawyk przygarniania przybłęd. Lubi złamanych, skrzywionych ludzi, którym może poświęcić całą swoją uwagę. Jestem prawie pewien, że ty byłeś pierwszy – spojrzał na Harry'ego, który był w połowie pochłaniania swojego eklerka. Uśmiechnął się, widząc zaskoczony wzrok chłopca. – Dziwi cię to?

- Nie – odpowiedział Harry po namyśle. – Po prostu… Wydawało mi się, że taka właśnie jest Hermiona.

Ron prychnął z niedowierzaniem.

- Nie. Hermiona właśnie taka była, ale wyłącznie w stosunku do ciebie. Jasne, zawsze miała coś do powiedzenia o moich manierach i pracach domowych, ale nigdy nie… Jak to ująłeś? – Zwrócił się do Syriusza. – Poświęcała mi całej swojej uwagi. Nigdy tego nie robiła.

- Dlatego, że nigdy nie byłeś źle traktowany. Mia jest w głębi duszy Uzdrowicielem – wyjaśnił Remus. – Nie w zwykłym tego słowa znaczeniu, chociaż… W moim przypadku była właśnie Uzdrowicielem. Hermiona i Mia… Ona lubi uzdrawiać. Lubi naprawiać ludzi. Harry'ego, Syriusza i mnie… Sprawiła, że jesteśmy normalnymi ludźmi.

Harry i Syriusz skinęli głowami.

- W takim razie dlaczego jest teraz wściekła? – Zapytał Ron, przykuwając ich uwagę do dźwięków demolki dobiegających z rezydencji.

Zamyślony Remus usiadł obok Syriusza.

- Ostatnią rzeczą, jaka ją tak bardzo wkurwiała, poza ochroną osób, które kocha, byli aroganccy Ślizgoni i łatwe Kru… - Urwał w pół zdania i spojrzał szeroko otwartymi oczami na Syriusza. – Łapo? Coś ty narobił?

- Nic takiego! – Zaprotestował Syriusz. – Mia i ja spędziliśmy poranek na spokojnej rozmowie o tym, jak spędziłem kilka lat bez niej, zanim trafiłem do Azkabanu.

- Zdradziłeś Hermionę? – Warknął Harry, a jego szmaragdowe oczy zabłysły gniewem.

Syriusz westchnął z irytacją i otworzył usta, aby wepchnąć w nie ostatni kęs eklerka, ale zamiast tego pociągnął łyk alkoholu. Szkło uderzyło w jego zęby i mężczyzna zaklął pod nosem.

- Moja dziewczyna pewnego dnia po prostu zaginęła, a Albus pierdolony Dumbledore wielokrotnie mi powtarzał, że ona nie żyje. Do tego ktoś – rzucił nieprzyjazne spojrzenie Remusowi. – Nie powiedział mi, że jest inaczej.

Remus potrząsnął głową.

- Wiesz, że nie mogłem.

- Dlatego próbowałem… Ruszyć się z miejsca.

Remus prychnął i wywrócił oczami.

- No co? – Warknął Black.

- Jeżeli pod pojęciem „ruszyć z miejsca" masz na myśli upijać się do nieprzytomności, w takim razie zgodzę się z tobą. Ruszyłeś z miejsca. Jednego razu wpadł w trzydniową śpiączkę.

- Słucham? – Wrzasnął Harry. – Syriuszu! Mogłeś umrzeć!

- Naprawdę można się tak upić, żeby wpaść w śpiączkę? – Zapytał Ron, a w jego oczach pojawił się strach. Z trudem próbował obliczyć, ile piw kremowych i butelek whisky wypił w ciągu swojego młodego życia.

- Można się zapić na śmierć – powiedział twardo Remus, patrząc w oczy Syriusza. – Sądzę, że właśnie do tego dążył. Zdajecie sobie sprawę z tego, ile alkoholu musi w siebie wlać czarodziej, żeby się nim zatruć?

Patrząc na Harry'ego, Remus poczuł, że w końcu z jego ramion zostaje zdjęty ciężar. Do tej pory sam bardzo negatywnie podchodził do przygód Syriusza z alkoholem. Teraz widział, że Harry tak samo tego nie pochwala.

- James był wściekły, gdy Syriusz się w końcu obudził.

Syriusz jęknął, wyglądając na tak zawstydzonego, jak wtedy, gdy cała ta sytuacja miała miejsce.

- Nie jestem z tego dumny. Jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, nie potrafię sobie radzić sam w stresujących sytuacjach. Ale nie chodziło jej o to. Zrozumiała i picie, i dziewczyny. Powiedziała, że domyślała się wcześniej, że będę musiał przejść przez gwałtowny okres żałoby. Że po kilku odpłynięciach obudzę się w damskim towarzystwie. Chociaż nie mówiłem jej nic o śpiączce, więc mam nadzieję, że ta historia pozostanie między nami – powiedział, patrząc na Remusa. – Uznajcie, że znajdujecie się pod Wieczystą Przysięgą.

- Więc jeśli nie chodzi o dziewczyny, w takim razie, o co? – Zapytał Harry.

Syriusz skrzywił się, podniósł szklankę do ust i dokończył swojego drinka. Zakrztusił się nim przy okazji.

- Nie miała problemu z samym faktem, że były jakieś dziewczyny. Chciała znać ich nazwiska. Sprawdzić, czy byłem z kimś, kogo znała. Powiedziała, że cieszy się, że ktoś się wtedy mną zajął i chciałaby podziękować.

Remus pochylił się i ukrył twarz w dłoniach. Gdyby w tym momencie spojrzał na przyjaciela, nie mógłby się powstrzymać i zacząłby się śmiać.

- Powiedz mi, że nie dałeś się na to nabrać?

- Zamknij się, Lunatyku.

Remus wyprostował się, przełykając śmiech.

- Łapo, przypomnij mi, w jakim Domu Tiara chciała umieścić Mię?

- Stul dziób, Luniaczku – warknął Syriusz.

- Zaczekaj – wtrącił się Ron. – O co chodzi z tym Domem i Tiarą? Mówicie o Tiarze Przydziału?

Remus potwierdził.

- Powiedziała mi kiedyś, że gdy przechodziła przydział razem z nami, Tiara Przydziału próbowała umieścić ją w Slytherinie.

Harry i Ron stali nieruchomo i przyglądali się Huncwotom z otwartymi ustami.

- To niemożliwe! – Wykrzyknął Harry. – Hermiona zawsze była Gryfonką. Najodważniejsza czarownica, jaką poznałem.

- Co ona mogłaby zrobić, żeby skończyć w Slytherinie? – Zapytał ze złością Ron, jakby sama myśl o tym, że jego przyjaciółka mogłaby być znienawidzoną Ślizgonką była dla niego obraźliwa.

Syriusz i Remus zachichotali.

- Po pierwsze, nie jest taka bezmyślna, jak pozostali Gryfoni – powiedział Remus. – Podchodzi do spraw logicznie, oceniając szanse. Zawsze taka była. Jest piekielnie inteligentna, ale w przeciwieństwie do Krukonów, którzy zdobywają wiedzę dla samej wiedzy, ona ją wykorzystuje w praktyce. Jest pełna pomysłów i sprytna. To wszystko są pozytywne cechy Ślizgonów i ona posiada je wszystkie.

- A jakie negatywne cechy Ślizgonów posiada? – Zapytał Harry, urażony oceną przyjaciółki.

- Kiedy tego chce, potrafi być zimna i okrutna – odpowiedział Syriusz. – I nie przebacza tak łatwo. Czy nazwisko Marietta Edgecombe coś wam mówi? A Rita Skeeter w słoiku? A może Dolores Umbridge i stado centaurów?

- Ona zrobiła to wszystko, żeby bronić swoich przyjaciół – zaprotestował Ron.

- Nawet gdyby to wszystko nie sprawiło, że powinna dorastać w domu węża – dodał Syriusz ze śmiechem. – Kiedy Tiara Przydziału zaproponowała, że umieści ją w Slytherinie, Mia zagroziła, że ją podpali.

Harry i Ron zamilkli, zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie w ciągu kilku lat ich przyjaciółka dała się nieco ponieść emocjom.

Remus ponownie skupił swoją uwagę na Syriuszu.

- Czy ja dobrze rozumiem, że dałeś jej listę swoich jednorazowych przygód, ona nazwała cię dziwkarzem i wywaliła z domu?

- Nie. Wydaje mi się, że szczerze nie miała nic przeciwko moim jednorazowym przygodom. To jeden malutki, nie mający znaczenia, nieważny incydent, który miał miejsce po jej zniknięciu sprawił, że wpadła w furię – spojrzał w dół na swoje paznokcie.

- O, nie – powiedział Remus, kiedy nagle go olśniło.

Syriusz się skrzywił.

- O, tak.

Frontowe drzwi otworzyły się z hukiem i stanęła w nich Mia, mając na sobie tylko zbyt duży t-shirt z logo Sex Pistols oraz parę jeansów. Była boso, co było wyjątkowo zaskakujące, skoro cała podłoga była zasłana rozbitym w drobny mak szkłem. Jej bursztynowe oczy płonęły, a jej włosy iskrzyły na końcach.

- Marlene pierdolona McKinnon!

Remus westchnął.

- Jesteś kretynem.

- Syriuszu Black! Mieliśmy dla siebie po jednej zasadzie! – Warczała dalej. – Uważam, że ja się do mojej stosowałam przez całe lata całkiem nieźle! Spałam wyłącznie z tobą i Remusem. Z nikim innym! Na twoją prośbę!

Syriusz podrapał się po głowie, w miejscu, gdzie nieco wcześniej uderzyła w niego popielniczka.

- Jeśli mam być szczery, zabroniłaś mi również spać z Gryfonkami – wymamrotał. – I sama przez jakiś czas chodziłaś z bułgarskim szukającym…

- To się nie liczy i doskonale o tym wiesz! – Wrzasnęła, po czym uniosła wzrok i dostrzegła pozostałych czarodziejów. Nagle cała jej osobowość się odmieniła. Wściekła wiedźma zniknęła, zastąpiona przez miłą, przyjemną czarownicę. Żaden z mężczyzn, oczywiście, nie był na tyle głupi, żeby dać się na to nabrać. – Dzień dobry, Remusie. Harry, Ron.

Ron skinął głową w jej kierunku.

- Miona.

- Dzień dobry, Hermiono – dodał ostrożnie Harry.

Remus, jedyny z towarzystwa, który nie bał się jej wściekłości, odwrócił w jej stronę głowę i się uśmiechnął.

- Cześć, kochanie. Zły dzień?

Mia wzruszyła ramionami i rzuciła okiem na wnętrze rezydencji.

- Zmieniałam wystrój wnętrza. Prawie skończyłam. Zaproponowałabym każdemu po filiżance herbaty, ale w całym domu na podłodze leży szkło i nie chciałabym, żeby komuś stała się krzywda.

- Mogłabyś w takim razie przestać wszystko tłuc – zasugerował cicho Syriusz.

Bez wcześniejszego ostrzeżenia oczy Mii ponownie rozbłysły gniewem i dziewczyna warknęła na Syriusza. Patrzyła na niego bez słowa, po czym odwróciła się na pięcie, weszła z powrotem do domu i zatrzasnęła za sobą drzwi.

Remus westchnął.

- Nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś jej o Marlene.

- To imię brzmi znajomo. Nie była przypadkiem członkiem Zakonu? – Zapytał Harry.

- Była – odpowiedział Syriusz.

- Ale Hermiona za nią nie przepadała?

- Wysłała ją raz do Czarnego Jeziora tele-świstoklikiem, jeśli dobrze pamiętam – zdradził im z dumą w głosie Remus. – Nigdy jej nie lubiła.

- McKinnon nie przepadała za wilkołakami – dodał Syriusz. – Pamiętacie tę garstkę rzeczy, o których rozmawialiśmy?

- Co to jest tele-świstoklik? – Zapytał Harry.

- Wynalazek Mii – powiedział Remus. – Działa jak świstoklik, ale jest sparowany z drugim przedmiotem, więc zamiast przenosić osobę do konkretnego miejsca, przenosi kogoś w miejsce, gdzie znajduje się drugi przedmiot.

- Coś jak magnesy?

Remus skinął głową.

- Mia zmieniła monety w tele-świstokliki i zawsze miała jakiś ze sobą, w kieszeni. Zagroziła, że którymś nakarmiła Wielką Kałamarnicę.

Ron zadrżał.

- Naprawdę wysłała jakąś dziewczynę do Czarnego Jeziora?

- Czy ona zmarła? – Zapytał nerwowo Harry.

- Tak, ale nie z tego powodu – Syriusz zmarszczył brwi. – Marlene zginęła kilka miesięcy po tym, jak widziałem ją po raz ostatni. Chodziła wtedy z którymś z Prewettów, nie pamiętam, z którym. To i tak nie było ważne, bo zabili ją jakiś tydzień po Gideonie i Fabianie.

Ron zasępił się, słysząc o swoich wujkach.

- To straszne – mruknął Harry.

- Trwała wojna – Syriusz westchnął. – Na Merlina, tak wyglądało nasze życie.

- Hermiona naprawdę jest tak wściekła o laskę, która zginęła dwadzieścia lat temu? – Dopytywał Ron.

- O laskę? – Syriusz prychnął. – Tak.

- Dlaczego?

- Marlene była dla Syriusza pierwszym… - Remus skrzywił się. – Wszystkim.

- Nie była moją pierwszą miłością – nie zgodził się Syriusz.

Remus zgodził się z tym i uniósł dłonie.

- Nie, ale podczas twojej pierwszej randki z Mią, doszło do sytuacji, w które Mia wyszła z Miodowego Królestwa i natknęła się na ciebie całującego Marlene.

- Powtarzam ostatni raz: to ona pocałowała mnie!

- I Mia ci to wybaczyła, ale właśnie z tego powodu wprowadziła dla ciebie zakaz tykania Marlene McKinnon, prawda?

Syriusz jęknął.

- Byłem pijany i nie wiedziałem, kim ona jest. Jak długo ona może się na mnie za to gniewać?

Nagle frontowe drzwi ponownie się otworzyły z trzaskiem i pojawił się w nich Draco, który z irytacją pocierał swój nos. Pociągnął nim kilka razy i z obrzydzeniem spojrzał na kilka świeżych plamek krwi, które pojawiły się na jego szatach. Następnie usiadł obok Syriusza, naprzeciwko Remusa.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że wnętrze twojego domu wygląda tak, jakby ktoś puścił luzem stado małych niuchaczy?

- A czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że twoje szaty są uwalane krwią, fretko? – Odpalił Ron z radosnym uśmiechem.

- I tak wyglądają na czystsze od twoich – Draco pokazał Ronaldowi rozsmarowaną na jego odzieniu czekoladę i okruszki po eklerkach. – Nie stać cię na zakup serwetek z pensji Aurora? A może po prostu jesteś przyzwyczajony do jedzenia jak świnia?

- Wpadłeś prosto w jej furię, prawda? – Syriusz przerwał tę wymianę zdań, zanim było za późno. Wyciągnął pustą szklankę w kierunku Ślizgona, a zza pazuchy wyjął butelkę pełną bursztynowego alkoholu.

Draco przyjął szklankę entuzjastycznie i natychmiast ją opróżnił. Odstawił ją między nich dwóch, wyciągnął różdżkę i wyczyścił swoje szaty.

- Jeżeli rozwścieczyłeś wiedźmę do tego poziomu, mógłbyś przynajmniej zamknąć kominek, żeby żaden niewinny świadek nie natknął się przypadkiem na twój bajzel. To się nazywa maniery, Syriuszu.

Syriusz zachichotał.

- Przepraszam za to. Złamała ci nos?

- Nie po raz pierwszy – przyznał gorzko Draco. – Przynajmniej natychmiast mnie uleczyła. Na trzecim roku musiałem całą godzinę czekać, aż pani Pomfrey będzie wolna. Ale nie twierdzę, że cokolwiek daje Granger prawo do atakowania czarodziejów wychodzących z kominka.

- Dlaczego cię uderzyła? – Zapytał Harry.

- Nie, żeby potrzebowała jakąś wymówkę – wymamrotał Ron.

Draco najpierw posłał Ronaldowi nieprzyjazne spojrzenie spod przymkniętych powiek, po czym zwrócił się do Harry'ego.

- Powiedziała, że minęło za dużo czasu od kiedy przyłożyła Ślizgonowi. To po pierwsze. Po drugie, podobno się do niej podkradłem i wyglądam zupełnie jak mój ojciec. To na pewno nie pomogło. Potem mnie uściskała – wykrztusił, jakby w ten sposób go obraziła. – Powiedziała, że postąpiłem właściwie, zabijając Lucjusza Malfoy'a. Wyjaśnicie mi, co się dzieje z Granger?

Zdecydowanie mniej czasu spędzili, wyjawiając Draconowi prawdę. Przede wszystkim nie interesowały go szczegóły i nie zadawał tak wielu pytań, bo sporo sam potrafił sobie dopowiedzieć. Kiedy Remus skończył opowiadać, wszyscy spojrzeli na Ślizgona w oczekiwaniu na jego reakcję.

- Czy któryś z was, Gryfonów, potrafi dodawać do siebie proste sprawy, czy wszystko powierzacie gównianemu losowi, który potrafi wszystko spierdolić? – Zapytał arogancko, patrząc na Rona i Harry'ego, jakby właśnie wyznaczyli nowe poziomy zidiocenia. – Nic dziwnego, że ona najpierw atakuje, a dopiero potem zadaje pytania. Szczególnie na mój widok. Matka opowiadała mi, jak zachowywał się Lucjusz podczas ich wczesnych wspólnych lat.

Syriusz potrząsnął głową.

- Mia nie była jego fanką.

- Tak się teraz nazywa? – Zapytał Ślizgon.

- Mia Potter.

- Potter?

- Została adoptowana przez moich dziadków – wyjaśnił Harry.

- Adoptowana? To ma sens – powiedział z namysłem Draco i zwrócił się do Syriusza. – Pewnie tego nie potrzebujesz, ale z całego serca popieram wasz związek, kuzynie. Dobra robota. Właściwie, nawet lubię tę czarownicę.

Twarz Rona poczerwieniała.

- Słucham?!

- Po prostu ją uwielbiam – Draco skinął głową i uśmiechnął się, zauważywszy wściekłość Gryfona. Jeżeli okazanie swoich nieco przesadzonych uczuć względem Mii wywoływało w nim taką reakcję, Draco starał się wycisnąć z tego jak najwięcej. – Bardzo się cieszę, że udało ci się wyciągnąć miotłę z jej tyłka. Prawdę mówiąc, gdyby nie wyglądała dokładnie, jak Granger, sam bym się zastanawiał nad zaproponowaniem jej małżeństwa.

Syriusz odpowiedział uśmiechem.

- Zaznaczam, że Mia jest już zajęta.

Draco stłumił śmiech.

- To ciekawe, bo nie poczułem pierścionka, kiedy przeżyłem bliskie spotkanie z jej pięścią. Ale skoro jest, jak jest i nie ukrywacie już przed światem waszej wstydliwej, sekretnej więzi, czy możesz wyświadczyć mi przysługę i poprosić ją, aby więcej mnie nie biła?

- Zrobiła to tylko dwa razy. A twoja twarz jest w tym momencie nietknięta.

- Preferowałbym przebywać w jej towarzystwie, jeśli będę wiedział, że jestem bezpieczny – spojrzał na Rona, który nadal stał niedaleko, z otwartymi ustami wpatrując się w Ślizgona. – Co się stało z twoją łasiczką, Bliznogłowy? Jest głodny i czeka, aż go ktoś nakarmi?

Harry zmrużył oczy.

Ron zamknął usta i przez moment nie potrafił zebrać słów.

- Właśnie powiedziałeś, że sam byś jej zaproponował małżeństwo, gdyby nie była związana z Syriuszem!

Draco wywrócił oczami.

- Wyjątkowa bystrość, Weasley. Ona jest potężną czarownicą, która w końcu nauczyła się, jak układać włosy.

- Gdyby wystarczyło cię mocno walnąć, zakochałbyś się w niej na trzecim roku, Malfoy – wytknął mu Harry. – Poza tym, Hermiona nadal jest czarownicą urodzoną w rodzinie Mugoli. Czy to nie jest poniżej twoich standardów?

Draco spojrzał na Harry'ego z oburzeniem.

- Nie udawaj, że cokolwiek o mnie wiesz, Potter. Właściwie, nie udawaj, że w ogóle cokolwiek wiesz. Twoja niewiedza w kwestii czarodziejskiego świata i jego zwyczajów mnie zadziwia. Chyba wolałbym wrócić do rezydencji i dać sobie ponownie złamać nos, zamiast słuchać, jak w twojej głowie obracają się trybiki, kiedy próbujesz wszystko poskładać.

- Co to miało znaczyć? – Warknął Harry.

- Co poskładać? – Dodał Ron.

- Naprawdę pozwolą wam dwóm zostać Aurorami? – Draco zadał pytanie w przestrzeń, głęboko zaskoczonym tonem. – Zostaliście w ogóle przetestowani, czy może Potter dostał zaproszenie do pracy w Ministerstwie wraz z osobą towarzyszącą jako dodatek do Orderu Merlina? Wy durnie, ona już nie jest osobą urodzoną w rodzinie Mugoli!

Kiedy Harry tylko patrzył na niego bez słów, Draco westchnął i posłał Gryfonowi spojrzenie pełne niedowierzania, jakby nie zdawał sobie sprawy, że można być tak głupim.

- Wiem, że wychowywali cię Mugole i, co gorsza, Weasley'owie, ale czy nikt nigdy nie próbował ci wyjaśnić, jak działają Więzi w czarodziejskim świecie?

- Zbiłeś mnie z tropu – wymamrotał Harry.

- Wcale mnie to nie dziwi – odpowiedział prosto Draco.

Remus westchnął i potarł oczy, zastanawiając się, dlaczego nie został w piekarni, gdzie panował spokój i roztaczał się przyjemny zapach. Był ciekawy, czy gdyby szybko pobiegł do piekarni, dostałby jeszcze jakąś tartę z kremem migdałowym.

- Draco – powiedział ostrzegawczo Syriusz.

- No, co? – Draco zerknął na kuzyna ze źle udawaną niewinnością. – Nie dziwi mnie to. Zadaniem ojca chrzestnego jest wprowadzenie dziecka w tradycje i zawiłości magicznego świata, a ty byłeś zajęty gdzieś indziej. Zakładałem jednak, że cała rudowłosa rodzina zajęła twoje miejsce i spróbowała wypełnić prawdziwą wiedzą braki w jego edukacji. Sądząc jednak z ogłupiałego wyrazu twarzy Weasley'a, wygląda na to, że własnego potomstwa nie poinformowali o starych zwyczajach, nie mówiąc już o wyrzutkach wychowywanych przez Mugoli, których przygarniali przez lata.

- Możesz przestać bełkotać i wyjaśnić, co miałeś na myśli mówiąc, że Hermiona już nie jest czarownicą urodzoną w rodzinie Mugoli? – Warknął niecierpliwie Harry.

- Została adoptowana przez rodzinę czystej krwi, ty prostaku – powiedział bardzo powoli Draco. Harry nastroszył się, słysząc ten ton. – Z tego powodu ona też jest czarownicą czystej krwi.

Ron zmarszczył brwi.

- Adopcja nie zmienia krwi.

- Nie, ale zmienia magiczną sygnaturę. Jeżeli między nią i jej dumnymi rodzicami z rodu Potterów została zapieczętowana Więź Rodzinna, ona nie jest Potterem tylko z nazwiska. Jest tak, jakby naprawdę się im urodziła. Jej magiczna sygnatura dopasowała się do jej adopcyjnych rodziców. Zgodnie ze wszystkimi prawami i zwyczajami czarodziejów, Mia Potter jest czarownicą czystej krwi.

Harry skrzywił się.

- To nadal nie ma sensu. Jej krew się nie zmieniła. O co tak naprawdę walczyliśmy na tej wojnie? Jeśli chodziło o czystość magii, a nie o czystość krwi, po co w ogóle była mowa o purystach krwi?

Draco wzruszył ramionami. Nigdy się nad tym nie zastanawiał.

- Podejrzewam, że określenia „szlamowata krew" ma więcej sensu niż „szlamowata magia" – powiedział obojętnie. Kiedy zauważył, że Harry i Ron spięli się na jego słowa, znowu wywrócił oczami. – Przecież nie nazwałem jej szlamą. Chodziło mi tylko o odpowiedź na wasze pytania. Nie patrzcie na mnie tak, jakbym nadepnął wam na ogony.

- I te zwyczaje są powszechnie akceptowane? – Zapytał sceptycznie Harry, ignorując przytyk. – Nawet przez takie rodziny czystej krwi, jak twoja?

- Tak – potwierdził Draco. – Matka mi powiedziała, że kiedy miała problemy, żeby zajść w ciążę, zasugerowała ojcu magiczną adopcję, aby zapewnić dziedzica i dopełnić swojego obowiązku, który ślubowała. Ale ojciec był już zbyt mocno zaangażowany w działalność Czarnego Pana.

- To miało jakieś znaczenie? – Zapytał Harry.

- Czarny Pan nie pochwalał magicznych adopcji – wyjaśnił Draco.

Ron nadal nie pojmował.

- Nie rozumiem. Skoro magiczna adopcja zmienia status każdego czarodzieja pół-krwi lub urodzonego w rodzinie Mugoli na status czystej krwi, dlaczego był temu przeciwny?

Draco uniósł brew.

- Bo, w przeciwieństwie do reszty magicznego społeczeństwa, Czarny Pan naprawdę uważał, że moc zależy od czystości krwi, a nie od czystości więzi. Oczywiście, w tym momencie to nie ma żadnego znaczenia.

Harry skinął głową, kiedy w końcu to do niego dotarło.

- To ma sens. Tom Riddle był sierotą.

- A czy ty chciałbyś być tą osobą, która powiedziałaby dyktatorowi z zapędami socjopatycznymi, że wszystkie jego problemy zostałyby rozwiązane, gdyby znalazła się kochająca rodzina, która by go oficjalnie adoptowała?

Harry spojrzał na Remusa.

- Czy to ma jakieś znaczenie dla Hermiony? Bycie czarownicą czystej krwi?

Remus z namysłem podrapał się po podbródku.

- Nie jestem pewien – przyznał. – Wiedzieliśmy, że Mia była adoptowana, ale nikt nigdy nie kwestionował jej statusu krwi i magicznej więzi. Hermiona zawsze była dumna ze swojego pochodzenia. Uważam, że będzie otwarta na oba zestawy rodziców. Zgodnie z prawem, Mia należy do rodu Potterów, więc ma dostęp do ich skarbców i nieruchomości.

- Do skarbców i nieruchomości Blacków też – dodał Syriusz. – Jej matka należała do Blacków.

- Nie przyszło mi to do głowy – Draco wykrzywił się. – Jestem spokrewniony z Hermioną Granger. Czy nadal posiada ten Zmieniacz Czasu? Chciałbym cofnąć się w czasie i powiedzieć to trzynastoletniemu mnie. Chciałbym zobaczyć wyraz mojej twarzy w tamtej chwili.

- Byłby tak samo głupi, jak teraz – zauważył Ron.

- Zachowuj się, Ronaldzie.

Odwrócili się w kierunku zbliżającej się do nich Mii. Dziewczyna wyglądała na dużo spokojniejszą, niż wcześniej.

- Ale Miona… On…

- Należy do rodziny – ucięła Mia, schodząc po schodach.

Słysząc te słowa, Draco odwrócił się do Rona z triumfującym uśmiechem. Był zachwycony na widok miny Gryfona, który z osłupieniem słuchał swojej przyjaciółki, broniącej Ślizgona. Uśmieszek nie schodził z twarzy chłopaka do chwili, kiedy Mia ujęła tę twarz w dłonie, chcąc z bliska przyjrzeć się, czy zadziałały jej zaklęcia uzdrawiające.

- Cześć, kuzynko – powiedział lekko, kiedy już go puściła.

Mia skinęła głową.

- Już wszystko wiesz, tak? Jak tam twoja twarz?

- Nadal jest ładniejsza, niż twoja.

Roześmiała się i wzruszyła ramionami.

- To podlega dyskusji. Z jakiegoś powodu spotykam się z najprzystojniejszym kawalerem magicznej Wielkiej Brytanii – sięgnęła ku Syriuszowi i przeczesała jego włosy dłonią, nawet na niego nie patrząc. – A o twoim wyglądzie świadczy wyłącznie krótki związek z Pansy „Mopsią Mordą" Parkinson.

- Znowu się spotykamy, tak? – Zapytał Syriusz. – Nie byłem pewien po tamtej popielniczce, którą we mnie rzuciłaś.

- Przepraszam za to – powiedziała ze szczerą skruchą. – I tak jeszcze z tobą nie skończyłam.

- Czego chcesz?

Zamyśliła się.

- Nie wolno ci palić papierosów.

Syriusz najpierw się skrzywił, a po chwili jęknął.

- Niech będzie – zgodził się. – Teraz już wszystko w porządku?

- Tak – spojrzała na niego. – Już się uspokoiłam.

Remus zachichotał.

- Bo zniszczyłaś wszystko w Dworze Blacków?

- Nie. Bo przyłożenie Ślizgonowi ma dla mnie wartość terapeutyczną – rzuciła Draconowi arogancki uśmieszek w odpowiedzi na jego niebezpieczne spojrzenie. – Uziemia mnie. Zbyt dużo czasu minęło, od kiedy ostatni raz zdzieliłam Ślizgona. Minął przynajmniej rok od kiedy ostatni raz walnęłam Snape'a, a twojego ojca uderzyłam jeszcze kilka lat wcześniej.

Draco szeroko otworzył oczy i pojawiła się w nich mieszanina zadowolenia i przerażenia.

- Uderzyłaś mojego ojca?

- Uderzyłaś Snape'a? – Zapytał jednocześnie Ron z szerokim uśmiechem.

Harry, który po śmierci Mistrza Eliksirów zaczął go wyjątkowo mocno cenić, nie wyglądał na zadowolonego.

- Dlaczego?

- Grozili Syriuszowi – odpowiedziała spokojnie Mia, ale miała twardy wzrok.

Remus pozwolił sobie na uśmiech.

- Mówiłem wam. Ona nie lubi, kiedy ktoś dotyka jej własności.