Od tłumaczki: Wiem, że od wtorku czekaliście na ten rozdział i przykro mi, że nie mogłam go wcześniej wrzucić. Niestety, trafiłam do szpitala na zabieg, którego miałam nadzieję nigdy nie przechodzić. Dzisiaj już jestem w domu i – ponieważ dostałam długie zwolnienie lekarskie – nadrobię tłumaczenia kolejnych rozdziałów. Następnego możecie się na pewno spodziewać w poniedziałek. Dziękuję za wszystkie miłe słowa w komentarzach i prywatnych wiadomościach. Nic mi nie jest.

ROZDZIAŁ 133 – ODEBRANE DŁUGI ŻYCIA

21 września 1998

Mieszkańcy rezydencji przy Grimmauld przybyli do Nory w małych grupach. Harry i Ron zabrali Teddy'ego siecią Fiuu, z kolei Tonks spotkała się z Draconem, Narcyzą i Andromedą, aby pomóc im przy Aportacji do nieznanego miejsca spotkania. Ponieważ Malfoy'owie i Weasley'owie nigdy się nie dogadywali, nie wydawało się odpowiednim, aby pojawili się znienacka w kominku Nory.

Mia wzięła głęboki oddech, zanim chwyciła mocno ramiona Syriusza i Remusa. Zniknęli z Londynu i kilka chwil później pojawili się w Norze.

Na widok starego, powykręcanego domu, w oczach dziewczyny prawie stanęły łzy. Zapanowała jednak nad sobą i przełknęła silne emocje. Przytłaczało ją niecierpliwe oczekiwanie. Nie mogła się doczekać, aby ponownie zobaczyć zarówno znajomych Hermiony ze szkoły, jak i Kingsley'a oraz Artura. Przyjaźniła się z nimi, kiedy pracowała w Ministerstwie, na długo przed swoim zniknięciem. Najbardziej martwiła się spotkaniem z nimi.

Spokojnie zmierzali w kierunku Nory, ale wzrok Mii przykuł niewielki namiot ustawiony w pobliżu domu. Na pewno rzucono na niego Zaklęcia Rozgrzewające, aby uchronić się przed wrześniowym chłodem. Gdy do jej nosa dotarł aromat kuchni Molly Weasley, Mia puściła swoich czarodziejów i skierowała kroki w tamtym kierunku. Nawet z daleka widziała, że członkowie Zakonu zebrali się właśnie tam.

Bill trzymał się blisko Fleur, która podążała za swoją teściową, niosąc w dłoniach tacę zastawioną smakołykami. Posyłała mężowi mordercze spojrzenia, ponieważ wchodził jej pod nogi. Charlie, który z powodu ciągnącej się odbudowy Hogwartu nie wrócił jeszcze do Rumunii, dzielił się z Fredem i Georgem butelką whisky. Ginny zajmowała się Teddym, a u jej boku siedział zadowolony Harry. Ron rozmawiał przyciszonym głosem z Nevillem i Luną, najnowszymi członkami Zakonu Feniksa. Wojna się jednak skończyła i Mia nie widziała większego sensu w dalszej rekrutacji.

Na miejsce przybyli inni członkowie Zakonu, których Mia poznawała. Dedalus Diggle i Hestia Jones byli wraz z nią częścią oryginalnego składu, podobnie jak Sturgis Podmore. Artur, Percy i Kingsley stali razem z Molly i rozmawiali przyciszonymi głosami, podczas gdy kobieta pilnowała jedzenia.

Gdzieś w tyle siedział Hagrid, również trzymający w dłoni szklankę pełną whisky. Fakt że, szklanka miała pojemność małej beczułki nikomu nie przeszkadzał. Obok Hagrida siedział Zgredek, który dla odmiany miał na sobie sześć różnych skarpetek i dwa szaliki.

Brakowało wyłącznie Minerwy – która była zajęta w Hogwarcie – Elphiasa Doge'a, Arabelli Figg, Aberforta Dumbledore'a oraz Mundungusa Fletchera.

- Panikuję – wymamrotała cicho Mia.

- Będzie dobrze, kochanie – pocieszył ją Syriusz. – Poza tym, nie będziesz jedynym zaskoczeniem tego wieczoru.

Wskazał głową zbliżających się do nich Tonks, Dracona, Narcyzę i Andromedę.

Mia ostro wciągnęła powietrze, co było jedyną oznaką zjadających ją nerwów. Przybrała obojętną minę i uniosła nieco podbródek, kiedy stanęła twarzą w twarz z Narcyzą Malfoy.

Jasnowłosa kobieta przez dłuższą chwilę mierzyła Mię wzrokiem, a w końcu na jej twarzy pojawił się niewielki uśmiech.

- No cóż, Potter – zaczęła, a jej uśmieszek nagle zaczął bardzo przypominać arogancki wyraz twarzy jej syna. – Nic się nie zmieniłaś przez te lata. Zdradzisz mi sekret swojej dobrej formy?

- Zmieniacz czasu – odpowiedziała bez wahania Mia, a kąciki jej ust uniosły się w równie aroganckim uśmiechu. – Nie wszyscy możemy zażywać dla urody kąpieli we krwi młodych kołkogonków, droga kuzynko.

Narcyza roześmiała się z wdziękiem i spojrzała na Syriusza.

- Wasza dwójka odbuduje Starożytny i Szlachetny Ród Blacków albo totalnie go pogrąży. Będzie świetna zabawa, a ja nie mam zamiaru jej przegapić.

- Cyziu – powiedziała miękko Mia. – Nie wszyscy będą się dobrze bawić.

Wargi Narcyzy zadrżały, a Mia wyszczerzyła zęby.

Draco przenosił oszołomione spojrzenie z jednej czarownicy na drugą, zaskoczony dziwną zażyłością, która natychmiast się między nimi wytworzyła.

Uwaga Mii skupiła się jednak na starszej z sióstr Black. Westchnęła z zadowoleniem.

- Dromeda.

- Mia Potter – Andromeda uściskała kuzynkę. – Jesteś tak urocza, jaką cię zapamiętałam. I chociaż oni dwaj wiele zawdzięczają Hermionie Granger, podczas twojej długiej nieobecności byli żałośni.

Andromeda mówiła, patrząc na Syriusza i Remusa.

- Wydaje mi się, że radziłem sobie wystarczająco dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności – powiedział z wyrzutem Syriusz.

Remus prychnął.

- Wejdziemy? – Zapytała Narcyza.

- Mama i ja najpierw przedstawimy Malfoy'ów – zaproponowała Tonks. – Będziecie mieli jeszcze chwilę dla siebie, zanim pierwszy kurz opadnie.

- Nie, wy dwaj też idźcie – powiedziała Mia do Remusa i Syriusza. – Ja… Potrzebuję chwili dla siebie. Tak mi się wydaje.

Skrzyżowała ramiona na piersi i patrzyła nerwowo na namiot.

Dwaj czarodzieje skinęli głowami i dołączyli do członków Zakonu. Najpierw Remus, a następnie Syriusz, który zdążył jeszcze pocałować swoją czarownicę w policzek.

- Przygotujemy wszystkich – obiecał jej i zostawił ją samą z myślami.

Odwróciła się plecami do namiotu i odetchnęła głęboko. Z utęsknieniem wpatrywała się w sad leżący na terenie Nory. Jakaś jej część chciała zmienić się w Animaga i skryć na zawsze w gąszczu drzew. Prawie nie słyszała kroków i tego, że ktoś ją woła.

- Mia Potter. Witaj.

Mia odwróciła się na pięcie i stanęła oko w oko z Luną Lovegood.

- Luna? Ja… Skąd ty…?

- Bardzo cię przepraszam – powiedziała słodkim, prawie nierzeczywistym głosem. – Czy jeszcze cię tak nie nazywamy?

Ogromnymi oczami spojrzała uważnie na Mię. Prawdopodobnie sprawdzała, czy w jej aurze nie zalęgły się jakieś gnębiwtryski.

- Wiesz, kim jestem?

- Tak. Zawsze wiedziałam. Ale ty nie wiedziałaś.

Mia uśmiechnęła się, przełykając szloch, który groził wyrwaniem się z jej gardła.

- Przyjaźniłaś się z moją matką i ona mi o tobie opowiedziała – wyjaśniła Luna. – O specjalnym rodzaju zmiennokształtnej. Była feniksem, który tak naprawdę był lisem, ale mógł zmieniać się w czarownicę. A w zależności od nastroju, czarownica mogła zmieniać się w węża lub lwa. Fascynująca zmiennokształtna, nie sądzisz?

- Tak – zgodziła się Mia. – Fascynująca.

Luna odsunęła się od Mii z szerokim uśmiechem. W jej oczach zamigotało zachodzące słońce.

- Wejdziemy do środka?

Mia skinęła głową i podążyła za przyjaciółką to namiotu, w którym ktoś – przypuszczała, że Fred i George – zmienił miękką podłogę w twarde drewno. Może zaplanowali na później tańce, jak miało to miejsce podczas wesela Fleur i Billa. Wtedy ostatni raz namiot stał w sadzie Weasley'ów.

Podczas gdy Luna była spokojna i nie wyrażała zainteresowania spotkaniem, pozostali członkowie Zakonu nie byli zachwyceni nowymi gośćmi. Fred, George i Charlie kłócili się zawzięcie z Harrym, Ginny i Syriuszem o obecność Malfoy'ów, którzy stali obojętnie razem z Dorą i Andromedą.

- To miało być spotkanie Zakonu, więc chcę wiedzieć, dlaczego zaproszeni zostali Malfoy'owie – warknął Charlie.

- Są tu na moją prośbę – wtrąciła się Mia i natychmiast przykuła do siebie uwagę zebranych.

Patrzyły na nią oczy wszystkich członków Zakonu Feniksa.

Nagłą ciszę przerwał stukot naczyń. Mia zerknęła na źródło tego dźwięku i zauważyła, że Bill i Fleur gapią się na nią szeroko otwartymi oczami. Fleur taksowała ją spojrzeniem, ewidentnie czegoś szukając. Bill spojrzał na Remusa, czekając na wskazówki.

Mia uśmiechnęła się do nich. Domyślała się, że oboje – będąc po części magicznymi istotami – wyczuli zmianę w jej zapachu i Bill, należący do Watahy, zwrócił się do swojego Alfy.

- Cześć, Miona. Ale chodzi mi o to, że… - Charlie przelotnie na nią spojrzał i wrócił do swojej kłótni, ale szybko urwał. Skupił całą swoją uwagę na Mii i na jego wargach pojawił się uśmiech. – Miona, zmieniłaś fryzurę? Wyglądasz… Bardzo dobrze.

Mia wywróciła oczami, kiedy zauważyła, że Syriuszowi zrzedła mina.

- Malfoy'owie są tutaj na moją prośbę. To nie jest mój dom, ale oni są moimi gośćmi i oczekuję, że wy wszyscy, dorośli ludzie, będziecie traktować ich z należytym szacunkiem – powiedziała stanowczo. – To nie jest prośba.

Większość zebranych opuściła głowy, a w ich oczach dało się wyczytać zażenowanie. Jednak trzej Weasley'owie, którzy rozpoczęli tę kłótnię, wyglądali, jakby właśnie rzuciła im wyzwanie.

- Naprawdę? – Fred zbliżył się do niej z psotnym uśmiechem.

- A w jaki sposób nas ukarzesz, jeśli złamiemy tę zasadę? – Dodał George, mrugając do niej zawadiacko. – Charlie ma rację. Wyglądasz…

- Uroczo – wtrącił się Fred.

- Fantastycznie – dodał George.

Fred poprawił swój krawat.

- Masz ochotę na drinka?

- Może na kolację? – George dwuznacznie uniósł brwi.

Mia westchnęła z irytacją.

- Nie mam na to czasu. Siadajcie, później się wami zajmę. A teraz – podniosła głos. – Musimy przejść przez kilka pytań zabezpieczających.

- Po co, kochanie? – Zapytał Charlie. – Wojna się skończyła.

- Mówię poważnie. Zadajcie mi tyle pytań, ile uważacie za konieczne – powiedziała i zauważyła, że wielu członków Zakonu spochmurniało na jej słowa. – No, już.

Artur wystąpił z pytaniem, jako pierwszy.

- Niech będzie. Hermiono, jaką postać przyjmuje twój Patronus?

Mia skrzywiła się, mając nadzieję, że nikt nie poprosi jej o prezentację.

- To wydra – odpowiedziała zirytowana, bo pytania Artura w ogóle nie zyskały na jakości. Każdy czarodziej biorący udział w finałowej bitwie widział jej Patronusa. Tylko Remus i Syriusz patrzyli na nią zaskoczeni, bo doskonale wiedzieli, jaką postać Patronus Mii przyjmuje w rzeczywistości.

- Jak miał na imię mój hipogryf? – Zapytał Hagrid. – Ten, którego próbowałaś dla mnie ocalić?

- Hardodziob – odpowiedziała słodko Mia. – I nie próbowałam, tylko go ocaliłam.

- Co? – Zapytał głośno Draco, patrząc na nią z wyrzutem. – To byłaś ty?

- Skup się – syknęła do Ślizgona i ponownie skoncentrowała na tłumie. – Ktoś jeszcze?

Kingsley skorzystał z okazji.

- Kiedy w zeszłym roku wydostaliśmy Harry'ego z domu jego wujostwa, w jaki sposób odlecieliśmy?

Mia uśmiechnęła się, w końcu słysząc, że ktoś bierze zadawanie pytań poważnie.

- Na testralu – odpowiedziała, a Kingsley wyglądał na zadowolonego z odpowiedzi. Dlatego Mia zdecydowała się na niego. – Ministrze Shacklebolt, czy podczas tamtej nocy lub jakiejkolwiek innej, uratowałam panu życie?

Kingsley zmarszczył brwi, a na jego twarzy pojawiło się zaciekawienie.

- Nie.

- Chcę być pewna pańskiej odpowiedzi. Nie jest pan winny Hermionie Granger długu życia?

- Znam swoje długi życia, Hermiono – powiedział poważnie. – Trzymam dokładną listę w mojej pamięci. Przydawała mi się wielokrotnie, kiedy byłem Aurorem. Czy masz powód, żeby pytać?

- Może pan wyrecytować te nazwiska z pamięci, ministrze? Zapewniam, że mam w tym swój cel.

- Po pierwsze, Alastor Moody – zamilkł na chwilę, aby momentem ciszy uczcić poległego kompana. – Robards raz uratował mi życie przed przeklętym obiektem. Tonks ocaliła mnie przed Śmierciożercą. Frank Longbottom przyjął za mnie klątwę w plecy i wylądował na cały tydzień w klinice świętego Munga.

Wspomnienie szpitala musiało pomóc mu coś sobie przypomnieć, bo rozjaśniły się jego oczy.

- I była jeszcze… - Zawahał się, spojrzał na Mię i na jego twarzy odmalował się szok. Jego głęboki głos obniżył się do zdumionego szeptu. – To… Niemożliwe…

Mia uśmiechnęła się spokojnie.

- Cześć, Kings.

Powoli wyciągnął różdżkę, a szok zmienił się w podejrzliwość.

- Kim jesteś?

Tak szybko, jak jego szok zmienił się w podejrzliwość, jej spokojny uśmiech zmienił się w arogancki grymas.

- Czyż nie jestem Hermioną Granger? Chyba już to ustaliliśmy.

- Każdy mógłby dowiedzieć się tych informacji o Hermionie Granger, ale ty… - Zerknął na Syriusza i Remusa, który zbliżali się do Mii, a ich dłonie spoczywały w pobliżu różdżek. – To niemożliwe.

- Syriuszu, Remusie, nie zbliżajcie się. Wolałabym, żeby Tonks, Harry i Ron nie musieli was dzisiaj aresztować za atak na Ministra Magii – powiedziała do Huncwotów i ponownie skupiła się na Kingsley'u. – Mogę to udowodnić.

- Jak?

- Kto ze zgromadzonych tu osób ma dług życiu u Hermiony Granger?

Powoli w powietrze uniosło się kilka rąk. Najpierw Syriusz, następnie Harry i Ron. Ginny, a po niej Fred, na którego George spojrzał ze zdumieniem. Fred jednak odpowiedział tajemniczym uśmiechem, zdecydowany zachować swój sekret.

- Kiedy osoba, wobec której zaciągnięto dług życia wzywa do jego spłacenia, dłużnik odczuwa jego wagę jako fizyczny ból. Nazywam się Hermiona Granger – powiedziała głośno. – Invocato Vita Debitum!

Natychmiast osoby, które miały wobec niej dług życia, odczuły jego ból. Magia zamigotała w powietrzu. Syriusz musiał się podeprzeć na Remusie, a Fred opierał się o George'a. Moc zaklęcia Mii odrzuciła Ginny na kanapę, zaś Harry i Ron padli na kolana, nareszcie rozumiejąc, jak wiele jej zawdzięczają.

Mia zwróciła się do Kingsley'a.

- Czy jestem Hermioną Granger?

- Jesteś. Ale twierdzisz, że jesteś również kimś innym.

Zamknęła oczy i głośno odetchnęła.

- Nazywam się Mia Potter – kilka osób krzyknęło, słysząc te słowa. – Invocato Vita Debitum!

Kingsley padł przed nią na kolana.

Tak, jak wcześniej upadli Harry i Ron, tak teraz na podłodze znaleźli się Syriusz i Remus.

Widok Ministra Magii klęczącego przed dziewiętnastoletnią czarownicą sprawił, że pozostali członkowie Zakonu wstali ze swoich miejsc. Ci, którzy wiedzieli, kim była Mia Potter, przepychali się do przodu.

- To niemożliwe – szepnął Dedalus. – Ty zginęłaś. Dumbledore powiedział, że nie żyjesz.

- I Albus Dumbledore zawsze mówił prawdę? – Zapytała ostro, patrząc na starszego mężczyznę. Zerknęła na Kingsley'a. – Wstań, Kings. Nie wzywam cię do spłaty długu. Przynajmniej nie dzisiaj.

- Mia?

Odwróciła się do Artura, który zbliżał się do niej ostrożnie.

- Ty… Naprawdę jesteś Mią?

- Cześć, Arturze. Jesteś mi winien pięć Galeonów – powiedziała radośnie. – Mówiłam ci, że to będzie chłopiec.

Artur roześmiał się i uściskał swoją starą przyjaciółkę.

Uśmiechnęła się szczerze i odwzajemniła uścisk. Po chwili ustawiła się do niej kolejka złożona z oryginalnych członków Zakonu, którzy chcieli upewnić się, że ona w rzeczywistości jest Mią i przywitać się z nią. Hagrid łkał histerycznie i wycierał nos w chusteczkę wielkości stołowego obrusa. Kiedy ją przytulił, Mia miała wrażenie, że wypluje płuca.

- Nie chciałbym się wtrącać w tę cudowną opowieść – powiedział nagle Fred. – Ale czy ktoś im pomoże?

Wskazał podłogę, na której leżeli Harry, Neville i Draco, walczący z niewidzialną siłą, która nie pozwalała się im podnieść.

Mia spojrzała na chłopców szeroko otwartymi oczami.

- To jest wyjątkowo nieoczekiwane. Nie wzywam wam do spłacenia długu – powiedziała i natychmiast niewidzialna siła zniknęła. – Bardzo dziwne. Waga waszego długu musi być nieporównywalnie większa od innych. Nie powinnam musieć was uwalniać słowami.

Draco zerwał się na nogi.

- Co to, kurwa, miało być, Potter?

Harry też wstał i rzucił Draconowi zdumione spojrzenie.

- Przecież nic nie zrobiłem, Malfoy!

- Nie ty, Bliznogłowy. Granger-Potter! – Draco wskazał Mię. – Co to, u diabła, było?

- Hermiono? – Zapytał Neville, któremu Luna pomagała się podnieść. – Nie będę tak niegrzeczny, jak niektórzy, ale to naprawdę było nieprzyjemne. Jeśli naprawdę jestem ci coś winien, chciałbym jak najszybciej spłacić moje zobowiązanie, aby nie doświadczać tego w przyszłości.

- Ja… Nie mam pojęcia, co to było – wymamrotała Mia.

Remus odkaszlnął i pochylił się w jej stronę.

- Napar antykoncepcyjny.

Mia zrozumiała i musiała zakryć usta dłonią.

- Na Merlina… Ja… W telegraficznym skrócie, wyjaśnię kilka rzeczy osobom, które jeszcze nie załapały. Nazywam się Hermiona Granger i dzięki Zmieniaczowi Czasu zostałam odesłana w przeszłość. Dokładnie, do roku 1971, gdzie Dumbledore sprawił, że zostałam adoptowana przez Charlusa i Doreę Potterów. Zostałam wychowana jako siostra Jamesa, ojca Harry'ego. To on nazwał mnie Mią.

Nikt nic nie powiedział, więc dziewczyna odkaszlnęła.

- Cześć, jestem Mia.

Spojrzała z zażenowaniem na Syriusza i Remusa, którzy byli zdumieni jej krótką wersją historii, którą opowiadali kilka dni z rzędu.

- Dorastałam z Syriuszem i Remusem. Z mamą Harry'ego oraz – zerknęła na Neville'a. – Alice i Frankiem Longbottomami.

- Ocaliłaś moich rodziców? Dlatego mam u ciebie dług życia? – Zapytał Harry, kiedy pozostali członkowie Zakonu przyswajali te informacje.

Mia potrząsnęła głową.

- Nie. To znaczy, tak. Raz czy dwa – wróciła myślami do chwil, kiedy uzdrowiła Jamesa po trafieniu klątwą Sectumsempra i kiedy wdmuchiwała powietrze do płuc Lily, która prawie utonęła. – Ale to nie dlatego…

- Nie macie u niej długu, chłopcy – wtrąciła się Narcyza. – Zawdzięczacie jej dosłownie swoje istnienie.

Draco spojrzał na matkę zszokowany.

- Słucham?

- Zawdzięczasz pannie Potter swoje życie, Draco – powiedziała Narcyza do syna i ponownie spojrzała na Mię. – Pamiętam ostatni raz, kiedy cię widziałam. Dokładnie pamiętam każdy szczegół. Musiałam zapamiętać, skoro instrukcje, które mi dałaś były wyjątkowo specyficzne. Kolce róży i czerwona koniczyna. Eliksir uwarzyłam jesienią i wypiłam przy pełni księżyca.

- Skorzystałaś z mojej rady?

Narcyza zerknęła na Dracona z matczyną miłością.

- Najwyraźniej.

Mia uśmiechnęła się.

- I tak był rozpieszczony.

- Wiedziałaś, że tak będzie – odpowiedziała Narcyza, machając lekceważąco dłonią. – Ale trzymałam go poza zasięgiem jego ojca, jak zasugerowałaś.

- To przyniosło korzyści całemu naszemu społeczeństwu, Narcyzo.

- Kolce róży i… - Mruknął Draco o rzucił Mii długie spojrzenie, po czym przeniósł je na swoją matkę. – Naprawdę chcesz mi powiedzieć, że…?

- Zawsze byłeś utalentowany, jeśli chodzi o Eliksiry – przerwała mu Narcyza. – Z pewnością rozumiesz.

Niezręczność w jego pozie pokazywała, że rzeczywiście zrozumiał.

- Dałaś mojej matce przepis na Eliksir Płodności – stwierdził po chwili, prawie obojętnie.

Było jasne, że dopóki tego nie powiedział, wielu członków Zakonu nie wiedziało, o czym mowa. Gromadne jęknięcie potwierdziło jego domysł.

- Ale jeśli to stworzyło jakikolwiek dług, powinien być to dług jaki ma rodzic wobec dziecka.

- Dokładnie – powiedziały równocześnie Molly i Narcyza. Ktoś się cicho roześmiał, a obie czarownice odwróciły speszone wzrok. Nie chciały na siebie spojrzeć, pomimo tego, że miały ten sam pogląd.

- Nie zrobiłam tego, żeby Narcyza po prostu zaszła w ciążę – powiedziała otwarcie Mia. – Musiałam się upewnić, że urodzi dokładnie ciebie, Draco.

Obróciła się twarzą do Harry'ego i Neville'a, którzy jeszcze nie do końca rozumieli.

- Wrzuciłam figę abisyńską do Naparu Antykoncepcyjnego, który Lily warzyła dla siebie i Alice. Nie mogłam zaryzykować, że nie pojawicie się na świecie.

Neville przyswoił tę informację szybciej niż Harry i stanął obok Dracona. Zawahał się, ale uśmiechnął i uniósł głowę nieco wyżej.

- Mam u ciebie Dług Życia, Hermiono Gra… To znaczy, Mio… Potter?

Skrzywił się z zawstydzenia w taki sam sposób, jak robił to Frank i Mię zabolało serce.

- Nazywaj mnie tak, jak chcesz, Neville.

Syriusz stanął obok Harry'ego i klepnął go w ramię.

Bardzo powoli Harry podszedł do Neville'a i stanął naprzeciwko Mii.

- Hermiono, nie jest żadnym sekretem, że zawdzięczam ci dużo więcej niż własne życie. Ocaliłaś mnie więcej razy, niż jestem w stanie zliczyć. Ale to… Mam u ciebie Dług Życia, Mio Potter – wypowiedział jej imię i uśmiechnął się do niej identycznie, jak jego ojciec.

Mia z całych sił starała się nie rozpłakać.

Oczy wszystkich padły na młodego Ślizgona.

Draco zacisnął wargi i ponad tłumem skrzyżował wzrok ze spojrzeniem swojej matki. Dopiero po chwili skupił się na Mii, która nie wyglądała już na pełną szczerej radości, jak przy słowach swoich gryfońskich przyjaciół. Był jednak dobrze wychowanym czarodziejem czystej krwi, znającym wszystkie ważne tradycje i obrzędy.

- Mio z rodu Potterów – wyciągnął do niej rękę i chwycił jej dłoń. W ich uścisku znajdowała się jego głogowa różdżka. Jego głos i słowa były formalne, tak jakby chciał pokazać swoim poprzednikom, jak się to robi. – Ja, Draco Malfoy zaciągnąłem u ciebie Dług Życia. Oddaję się do twoich usług.

Skłonił lekko głowę. Kiedy się wyprostował i zabrał dłoń, na jego wargi wpłynął charakterystyczny uśmieszek.

- Byłbym wdzięczny, gdybyś zwolniła mnie z mojego długu w zamian za dług, który on u mnie zaciągnął – wskazał palcem Harry'ego.

Harry zdał sobie sprawę, że jeśli Hermiona się zgodzi, on sam nie będzie już dłużny Ślizgonowi za uratowanie życia. Spojrzał na przyjaciółkę błagalnie.

Mia parsknęła śmiechem.

- Nie ma szans.

- Jeśli mogę się wtrącić – Percy stanął obok Kingsley'a. – Nie chcę stwarzać dodatkowych problemów, ale zgodnie z ministerialnym dekretem numer czterdzieści dwa, wydanym w roku 1899, nieautoryzowane podróże w czasie są surowo wzbronione.

- Przecież nie wysłałam się w przeszłość z własnej woli – powiedziała niewinnie Mia.

- Więc jak tam trafiłaś? – Zapytał Kingsley.

- Czy to jest oficjalne przesłuchanie, panie ministrze?

- Nie – Kingsley westchnął i podrapał się po karku. – Ale Percy ma rację. To nie jest sprawa osobista ani wewnętrzna sprawa Zakonu Feniksa. Zmieniacze Czasu są rygorystycznie kontrolowane przez Departament Tajemnic. Twoja podróż w czasie podpada pod jurysdykcję Ministerstwa Magii i na pewno odbędzie się dochodzenie.

- Nie ma takiej potrzeby – odpowiedziała Mia. – Mogę ci dokładnie powiedzieć, co się wtedy stało. Antonin Dołohow, znany Śmierciożerca, ukradł Zmieniacz Czasu z Departamentu Tajemnic, prawdopodobnie podczas naszego piątego roku. Próbował mnie wtedy zabić. Chyba miał problem z tym, że przeżyłam.

Oczy wszystkich członków Zakonu były skierowane na nią, kiedy wyjaśniała okoliczności swojej przygody. Ci, którzy znali prawdę, w szczególności Remus, patrzyli na nią intensywnie.

- W jaki sposób mu się udało? – Dopytywał Kingsley.

- Podłożył Zmieniacz Czasu między moje rzeczy. Nie jestem pewna, jak ani kiedy miał okazję to zrobić – powiedziała obojętnie. – Zostawił list, stąd wiem, że to jego sprawka. Niestety, list został zniszczony, kiedy przybyłam do roku 1971, a Zmieniacz Czasu roztrzaskał się po powrocie.

- Szkoda – zauważył lekko Kingsley. – Moglibyśmy zbadać magiczną sygnaturę.

Mia skinęła głową.

- Szkoda.

- Dołohow. Zginął, prawda?

- Ja go zabiłem – przyznał Syriusz. – W Dolinie Godryka, w poprzednie Boże Narodzenie.

- Wygodnie – Kingsley posłał obojgu przebiegłe spojrzenie.

Mia odpowiedziała grzecznym uśmiechem.

- Też tak sądzę. Jeżeli pojawią się pytania dotyczące mojego zeznania, jestem gotowa powtórzyć moje odpowiedzi pod wpływem Veritaserum lub podczas przesłuchania przez Legilimentę.

Nieprzygotowanemu na taką propozycję Kingsley'owi opadła szczęka.

Jej historyjka była, oczywiście, całkowicie fałszywa, ale jej gotowość poddania się przesłuchaniu za pomocą Veritaserum czy Legilimencji była odważnym ruchem. Niewiele osób podważy tę propozycję.

- Wydawało mi się, że Albus mówił, że doskonale opanowałaś sztukę Oklumencji – skomentował po chwili Kingsley.

- Naprawdę? – Mia udała zdumienie. – To taki interesujący talent magiczny. Mam nadzieję, że kiedyś mi się przyda.

- A Veritaserum?

Mia uśmiechnęła się.

Kingsley roześmiał się głośno.

- Mia, nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniliśmy – powiedział szczerze i spojrzał ponad jej ramieniem na Syriusza, wokół którego zebrali się Narcyza, Draco, Andromeda, Tonks, Remus i Harry. Jego spojrzenie powróciło do Mii i potrząsnął z rozbawieniem głową. – Powinienem się martwić tym, że ród Blacków rośnie w siłę?

- Dam ci znać, jeśli tak rzeczywiście będzie – obiecała Mia.

Kingsley znowu się roześmiał i obrócił od niej, cały czas potrząsając głową. Położył dłoń na ramieniu Percy'ego i odciągnął chłopaka od Mii. Mruczał coś na temat raportu z oficjalnego przesłuchania, który Percy powinien napisać, a on go zatwierdzi.

- Hermiono? – Harry ostrożnie do niej podszedł. – Nie rozumiem. Jak mogłaś zaproponować, że dasz się przesłuchać pod wpływem Veritaserum?

- Przez wiele lat używałam Oklumencji, aby wykształcić odporność na Legilimencję, Zaklęcia Prawdy i Veritaserum. Eliksir Prawdy trzeba było umieć pić, kiedy studiowało się w Hogwarcie w naszych latach – powiedziała, patrząc sugestywnie na Syriusza i Remusa.

- Od kiedy? – Zapytał retorycznie Harry.

- Od szesnastych urodzin Remusa.

- W jaki sposób dostaliście w wasze ręce Eliksir Prawdy, kiedy byliście w Hogwarcie? – Zapytał zaciekawiony Harry, a w kącikach jego ust pojawił się uśmiech.

- Uwarzyłam go – odpowiedziała Mia.

- Kupiłem go – wtrącił się Remus.

Syriusz uśmiechnął się.

- Nie wierz im. To ja go zwinąłem.