Od tłumaczki: Zgodnie z obietnicą, nowy rozdział pojawia się w poniedziałek. Powoli zbliżamy się do zakończenia tej fantastycznej historii. Jeszcze sporo zostało do wyjaśnienia, ale w tym rozdziale czas na bliźniaków. Fred i George są przecież tacy uroczy. Miłego czytania, do zobaczenia za tydzień!
ROZDZIAŁ 134 – BLIŹNIACZE PROBLEMY
21 września 1998
Wszyscy bardzo szybko się uspokoili, chociaż każdy członek Zakonu znalazł chwilę, aby podejść do Mii. Niektórzy chcieli przywitać się z nią po wielu latach rozłąki, inni chcieli ponownie ją poznać. Ci, którzy wraz z Mią należeli od oryginalnego składu Zakonu wyrazili radość z powodu jej powrotu, a następnie wymówili się obowiązkami i pożegnali z Weasley'ami. Hagridowi trzeba było kilkukrotnie tłumaczyć, na czym w ogóle polegają podróże w czasie, bo zasypywał Mię pytaniami, dlaczego Hermiona nie pamiętała go z czasów, które spędziła w Hogwarcie w latach siedemdziesiątych.
Jedyną osobą, która trzymała się od niej z daleka było właściwie jedyne stworzenie zaproszone na spotkanie. Zgredek stał w kącie namiotu i bawił się nerwowo klapniętymi uszami, patrząc na Mię z mieszaniną ekscytacji i niezręczności. W końcu Harry musiał do niego podejść i zapytać, czy wszystko w porządku. Zgredek radośnie uściskał Harry'ego i zniknął bez słowa. Mia nie wzięła tego do siebie, podejrzewając, że niechęć skrzata domowego wynikała z faktu, że siedziała tuż obok Malfoy'ów.
Charlie rozmawiał z Mią, stojąc w pewnej odległości od dziewczyny. Ponieważ kiedyś spotykał się z Tonks, zachowywał w stosunku do niej odpowiedni dystans, szczególnie od chwili, kiedy wyszła za Remusa. Charlie wiedział, jak powinien się do niej odnosić, ponieważ doskonale znał zwyczaje magicznych istot. Remus wielokrotnie zapewniał, że nie ma nic przeciwko obecności Charliego, ale Bill – wilk Omega w ich dziwnej watasze – nalegał, aby jego młodszy brat trzymał się z daleka od samicy jego Alfy. Była to kwestia szacunku okazywanego przywódcy stada.
Bill zbliżył się do Mii, a u jego boku stała drżąca z nerwów Fleur.
- Pachniesz inaczej.
- Bill chciał powiedzieć, że wyczuwa różnicę – Fleur klepnęła męża w ramię i uśmiechnęła się słodko. – Też to czuję.
- Należę do Watahy – wyjaśniła Mia. – Prawdopodobnie to wyczuwacie. Albo to, że jestem Animagiem.
Kilka osób spojrzało na nią ze zdumieniem.
- No, co? Przecież niedługo przestanie to być tajemnicą – wzruszyła ramionami i upiła łyk piwa kremowego. – Nie, nie zamierzam chwalić się swoją postacią.
Syriusz zachichotał.
- Trudno mi uwierzyć, że nasza mała Hermiona dorastała z Huncwotami – powiedział Fred i usiadł naprzeciwko niej. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, chłopak mrugnął do niej zawadiacko i Mia musiała się roześmiać.
- Uwierzcie w to, chłopcy – powiedział z dumą Syriusz, obejmując ją ramieniem. – Sama nieoficjalnie należała do Huncwotów.
- W takim razie, jak na ciebie wołali? – Zapytał natychmiast George.
- Mia – dziewczyna westchnęła, widząc, jak bliźniacy wymienili znaczące spojrzenia. – Nie dostałam żadnego dziwnego przezwiska, jakimi posługiwali się chłopcy.
Spojrzała na Syriusza, subtelnie i jednocześnie wyzywająco, jakby próbowała go powstrzymać przed dodaniem czegoś od siebie.
Fred uśmiechnął się szeroko.
- Chyba nie dosłyszałem…
- Ona się z nami droczy – dodał George.
Fred pochylił się nad stołem.
- Zdradź nam swoje tajemnice – szepnął.
- Ja wołałem na nią Lisica.
Mia klepnęła go w potylicę.
- Syriuszu!
George się roześmiał.
- A w jaki sposób urocza panna Potter zasłużyła na takie przezwisko?
Syriusz puścił do chłopaka oko.
- Jest podstępna i przebiegła.
Mia wywróciła oczami i skupiła uwagę na bliźniakach.
- Nie należałam do ich żałosnego klubu. Nawet mnie o to nie podejrzewajcie – powiedziała stanowczo, przypominając sobie noce, podczas których grupa Animagów skradała się do Wrzeszczącej Chaty. Syriusz wtedy bardzo nalegał, aby ją jakoś nazwać.
- Przestrzegałaś zbyt wielu reguł, żeby wstąpić w szeregi Huncwotów? – Drażnił się z nią Fred.
- Oczywiście, że nie. Byłam od nich lepsza – powiedziała z całą pewnością.
Ani Remus, ani tym bardziej Syriusz jej nie poprawili.
Fred i George osłupieli.
- Kłamstwa!
- Bluźnierstwo!
- Oszczerstwo!
- Wcale nie, chłopcy – wtrącił się Remus. – Syriusz i James powodowali najwięcej kłopotów, ale to Mia potrafiła rozpętać piekło na skalę Hogwartu.
Syriusz roześmiał się z zadowoleniem.
- Pamiętasz żart z prażoną kukurydzą?
- I Irytka z roztopionym masłem!
- Panowie – Syriusz spojrzał na Weasley'ów. – Ta mała wiedźma was pokonała.
Fred prychnął z niedowierzaniem.
- Naprawdę mówimy o Hermionie Granger?
- Nie – Syriusz potrząsnął głową. – Mówimy o Mii Potter.
- Bez obrazy, moja droga – George chwycił dłoń Mii. – Uwierzę w to, jeśli to zobaczę.
Bliźniacy wstali i rzucili swoim rozmówcom pożegnalne uśmiechy. Skierowali się w stronę Charliego, który właśnie rozmawiał z Billem o zalotach katalońskich ogniomiotów. Prawdopodobnie chcieli opowiedzieć bratu, czego właśnie się dowiedzieli.
- Ginny? – Mia spojrzała na przyjaciółkę, która przez cały wieczór próbowała nauczyć Teddy'ego słowa Kafel, podczas gdy Harry karmił chłopca tłuczonymi ziemniakami.
Ginny uniosła głowę.
- Tak?
- Czy Fred i George nadal trzymają w sklepie świeżą porcję Eliksiru Wielosokowego? – Zapytała z zaciekawieniem, przyciągając natychmiast uwagę Remusa i Syriusza.
- Tak mi się wydaje. Na wszelki wypadek mają kilka fiolek – odpowiedziała Ginny. – Czasami George z niego korzysta, żeby znowu nie dało się go odróżnić od Freda.
- Możesz coś dla mnie zrobić? Aportuj się do sklepu i przynieś mi jedną.
Nie wiedząc, co dokładnie chciała osiągnąć Mia, Ginny wstała i subtelnie odeszła od stołu.
- Co ty wyprawiasz? – Zapytał szeptem Remus.
- Pokazuję, na co mnie stać – spojrzała twardo na drugi koniec namiotu, gdzie stali samozwańczy następcy Huncwotów. – Moje talenty poddano w wątpliwość, Remusie. Muszę się przecież bronić, prawda?
Syriusz wyszczerzył zęby, a w jego oczach błysnęło oczekiwanie.
- Zrobisz to, o czym myślę?
- To zależy. Tonks, pomożesz mi odegrać się na bliźniakach?
Jej aktualnie zielone oczy zabłysły i zmieniły się w błękitne, jak akwamaryna w promieniach słońca.
- Co mam zrobić? – Zapytała z zadowoleniem.
- Nie ruszaj się – Mia pochyliła się nad Syriuszem i Remusem, i wyciągnęła z głowy Dory dwa włosy.
Niecałą godzinę później kolacja dobiegała końca. W trakcie tej godziny Mia tylko raz odeszła od stołu, ciągnąć do łazienki zaskoczoną Ginny. Tam przygotowała swój eliksir i zostawiła jego dystrybucję w zdolnych dłoniach przyjaciółki. Gdy wróciła do stołu, z niewinną, spokojną miną kontynuowała rozmowy ze starymi i nowymi przyjaciółmi.
- Panno Potter, jakie ma pani plany na najbliższy czas? – Zapytała Narcyza.
- Cyziu, proszę, mów mi Mia. W końcu jesteśmy rodziną.
- Mia – Narcyza skinęła głową, słodko się uśmiechając. – Domyślam się, że nie wrócisz do Hogwartu?
- Nie. Muszę w jakiś sposób połączyć moje dwa życia w jedno i poprosiłam już Minerwę, żeby odszukała moje stare wyniki O.W.U.T.E.M.ów. Nie mam zamiaru wracać do szkoły – przyznała Mia, wywołując szok u kilku osób, które słuchały ich rozmowy. Neville upuścił widelec, słysząc jej słowa. Ona jednak myślała nie tylko o wojnie i finałowej bitwie, które miały miejsce na terenach Hogwartu, ale również o swoim ojcu, Charlusie, który zginął na błoniach. – Mam wiele dobrych wspomnień związanych z zamkiem, ale złych jest równie dużo.
- Planujesz zostać w Dworze Blacków?
- W rezydencji przy Grimauld? – Mia skinęła głową. – Tak. Przynajmniej do chwili, kiedy nie znajdziemy czegoś lepszego.
Zanotowała sobie w głowie, żeby dowiedzieć się, co stało się z Dworem Potterów po śmierci Jamesa.
- Przyznam, że chciałabym mieszkać w domu związanym z moją rodziną, ale portret Walburgi skutecznie mnie do tego zniechęca. Była straszna już za życia.
Narcyza uśmiechnęła się, wiedząc, o co chodziło Mii.
- Rozumiem cię. Z Dworem Malfoy'ów również jest związanych wiele nieprzyjemnych wspomnień. Ale to dziedzictwo Dracona – stwierdziła twardo, rzucając spojrzenie na obecnego w ich towarzystwie Ministra Magii, który właśnie rozmawiał z Billem i Percym. – Chciałabym odzyskać dwór od Ministerstwa, chociażby po to, aby go doszczętnie spalić. Ziemię można łatwo oczyścić.
Mia skinęła głową, głęboko zamyślona. Odwróciła się lekko, aby łatwiej jej się rozmawiało z Narcyzą.
- Zapomniałam, że Dwór Malfoy'ów został zagarnięty przez Ministerstwo – powiedziała, ignorując kilka osób, przyglądających się jej, jakby za chwilę miała się załamać pod ciężarem wspomnień związanych z tym miejscem. Dla Mii jednak minęło od tamtych chwil osiem lat. Jej konfrontacja z Bellatrix Lestrange w przeszłości pomogła uporać się z koszmarami. – A co z twoimi skarbcami?
- Obecnie utrzymujemy się z mojego posagu, który wniosłam w małżeństwo ze strony rodu Blacków – wyjaśniła Narcyza i uśmiechnęła się do Syriusza. – Syriusz bardzo o nas dba.
- Zajmuję się swoją rodziną – powiedział stanowczo i uniósł do ust szklaneczkę pełną whisky.
Mia posłała mu zadowolone spojrzenie i lekko pogładziła dłonią jego zarośnięty policzek.
- Zawsze się nami zajmowałeś. Nieważne jednak, co Lucjusz zrobił ze swoimi pieniędzmi i reputacją, Narcyza i Draco mają prawo do odzyskania swojego spadku – potrząsnęła głową i dodała tę sprawę do listy błędów, na jakie pozwoliło sobie Ministerstwo. Błędów, o których w niedalekiej przyszłości chciała porozmawiać z Kingsley'em. – O nic się nie martw, Cyziu. Nie tylko Syriusz zajmuje się swoją rodziną.
Jej słowa przyciągnęły uwagę Dracona. Może brzmiały, jakby zamierzała ofiarować im jałmużnę, dlatego chłopak wybuchł.
- Z nami wszystko w porządku, Granger!
- Draco, nie bądź nieuprzejmy – cicho powiedziała do niego Narcyza.
Mia nie wiedziała, czy wpłynęły na niego słowa matki, czy może sam poczuł się niekomfortowo z powodu swojego tonu, ale Ślizgon po chwili skinieniem głowy przeprosił.
Uśmiechnęła się do Malfoy'ów.
- Nie przejmuj się, Cyziu. Jego rozdrażnienie nie jest dla mnie niczym nowym. Nie nauczysz starego psa dobrych manier.
Draco uśmiechnął się do niej arogancko, a Narcyza spuściła wzrok i wymamrotała pod nosem „Zobaczymy".
- Draco, planujesz wrócić do Hogwartu? – Zapytała Mia z zainteresowaniem.
- Po co? Kiedy zostanie mi zwrócony dostęp do moich skarbców, planuję zająć miejsce w Wizengamocie – powiedział głośno, mając nadzieję, że Minister usłyszy jego słowa. Starał się jednak nie przyciągnąć niechcianej uwagi pozostałych Weasley'ów. – Nie tylko budynki i zamki wymagają odbudowy.
- Zgadzam się – powiedziała Mia, a siedzący nieco dalej Ron zakrztusił się swoim jedzeniem. – Zastanawiam się, czy nie chciałbyś mi pomóc w kilku projektach, zanim uwikłasz się w nudną politykę.
Draco uniósł bladą brew.
- Projektach? Już wzywasz mnie do spłaty Długu Życia?
- Oczywiście, że nie. Planuję to zostawić na specjalną okazję. Nie, zapewniam, że ten konkretny projekt będzie miał znaczenie dla nas obojga – jej wzrok na moment odnalazł jego lewe przedramię, okryte doskonałej jakości szatami. Jednocześnie dotknęła lekko słowa SZLAMA wydrapanego czarnomagicznym sztyletem na swojej skórze.
Arogancka mina Dracona natychmiast zrzedła.
- Uważasz, że potrafisz? – Zapytał cicho.
- To nie będzie przyjemne.
- Oznaczenie też nie było.
- Będę potrzebowała przynajmniej kilku spotkań. Codziennie.
Ślizgon odetchnął, prawie panując nad drżeniem swojego głosu.
- Możemy zacząć nawet jutro, jeśli masz czas.
- Skoro jesteśmy przy umawianiu się – wtrąciła się Narcyza, zanim jej syn dał się ponieść emocjom. – Musimy się umówić na obiad. I na zakupy. Wątpię, że razem z tobą wróciła z lat siedemdziesiątych twoja garderoba.
Mia wydęła wargi.
- Naprawdę szkoda. Tęsknię za moimi dzwonami.
Draco się skrzywił.
- Za czym?
- Za najlepszym modowym wynalazkiem Mugoli od czasów koronkowej bielizny – wyjaśnił Syriusz z radosnym uśmiechem. – To rodzaj spodni, które otulają tyłeczek czarownicy, jak twoje własne dłonie.
Zademonstrował w powietrzu ruchem swoich dłoni. Zakończył sugestywnym ściśnięciem.
Mia potrząsnęła głową, po części ukrywając swoje rozbawienie. Tonks głośno się roześmiała, a Andromeda wywróciła oczami. Natomiast wszyscy czarodzieje siedzący przy stole, włącznie z Draconem, nagle zrobili się wyjątkowo zainteresowani mugolską modą.
Narcyza westchnęła z irytacją i rzuciła Mii spojrzenie pełne współczucia.
- Będziesz musiała się upewnić, że się nie odzywa publicznie, moja droga. Nie pozwól na żadne wywiady, wyłącznie na zdjęcia.
- To prawda, że ma piękną buźkę – powiedziała rozbawiona Mia i ponownie zwróciła się do Narcyzy. – Chętnie wybiorę się z tobą na zakupy. Naprawdę potrzebuję wielu nowych rzeczy. Mam trochę ubrań, które zostały mi sprzed mojej wyprawy w przeszłość, ale, prawdę mówiąc, to nie jest mój styl. Muszę też kupić sobie kilka szat wyjściowych lepszej jakości. Syriuszu, musisz mnie dopisać do swojego skarbca u Gringotta, żebym mogła się tym zająć.
- Dla ciebie wszystko, kotku.
Ron, słuchający uważnie ich rozmowy, nagle odkaszlnął.
- Hermiono?
Spojrzała na przyjaciela.
- Tak?
- Planujesz wydawać pieniądze Syriusza? Bez obrazy, ale… Zawsze mówiłaś, że nienawidzisz tego, że ludzie wydają pieniądze na osobiste fanaberie – przez moment wzrok Rona spoczywał na Draconie. – Galeony same się nie zarabiają.
Zanim odezwał się Harry, Draco lub Syriusz, którzy urodzili się z wyjątkowo bogatych rodzinach, Mia zdecydowała się odpowiedzieć przyjacielowi.
- Dwa razy przechodziłam przez okres dojrzewania. Zasłużyłam na to – powiedziała ze śmiechem, a część zgromadzonych do niej dołączyła. – Poza tym, chcę przekształcić mój oryginalny skarbiec… To znaczy, skarbiec Hermiony Granger w bazę pod działalność charytatywną, którą zamierzam rozpocząć. Pieniądze, jakie miałam jako Mia Potter zostały po mojej śmierci przekazane Remusowi.
Remus zamrugał oczami z niedowierzaniem, a Syriusz podrapał się po karku, wyglądając na winnego.
- Tak po prawdzie…
Mia spojrzała na Huncwotów.
- Co?
- Dochodzenie w sprawie twojej śmierci nigdy nie zostało zakończone i nigdy praktycznie nie ogłoszono, że nie żyjesz – powiedział Syriusz, a jego szczęka zadrżała. – Wizengamot podniósł krzyk, kiedy przyszło do ustalenia, co się stanie ze spadkiem po tobie. James chciał mieć to za sobą przed narodzinami Harry'ego. Odcięto dostęp do twojego osobistego skarbca każdemu, kto próbował się tam dostać. Wizengamot twierdził, że możesz się gdzieś ukrywać.
Szeroko otworzyła oczy.
- To nie ma znaczenia. Remus był dodany jako jeden z beneficjentów skarbca bez względu na to, czy żyłam, czy nie. Po mojej śmierci po prostu wszystko stałoby się jego własnością. Powinien mieć dostęp do tego skarbca – Remus odwrócił wzrok, a Mię ogarnęła wściekłość. – Nie zaczynaj, Remusie. To nie była z mojej strony żadna łaska.
- Wiemy, kotku – Syriusz położył dłoń na jej ramieniu. – Ale Ministerstwo zagrało przeciwko niemu kartą lykantropii.
Mia ostro wciągnęła powietrze.
- Słucham?
Zanim jednak doszło do dyskusji, podczas której wyjaśniono, w jaki sposób Ministerstwo Magii odpowiadało za ubóstwo, w którym znalazł się Remus, ich uwagę przykuł Harry.
- Co, do diabła? – Krzyknął, patrząc na Freda i George'a, którzy uśmiechali się do siebie szeroko.
- Forge, twoje włosy są fioletowe – powiedział George, celując palcem w swojego brata.
- Twoje są różowe, Gred.
W tej samej chwili obaj odwrócili swoje kolorowe głowy w kierunku Mii.
- Granger! – Zawołał George.
- Potter! – Dodał Fred i podszedł do stołu.
- Zmieniłaś kolory naszych włosów? Nic nowego. To można osiągnąć zaklęciem Colovaria.
- Tak, dokładnie – powiedziała Mia i obojętnym ruchem sięgnęła po szklankę Syriusza. Upiła łyk whisky, pilnując się, aby nie spojrzeć na Dorę. – To prawda, dużo czasu mi zajęło dopracowanie tej metody do perfekcji, ale w ciągu kilku lat ulepszyłam formułę eliksiru. Teraz zaklęcie można rzucić na gotowy produkt, a nie na każdy ze składników. Do tego dochodzi mój tajny dodatek…
- Twoje włosy robią się zielone, Fred! – George patrzył na brata.
- Twoje też, George.
Mia uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Uwielbiam zieleń. Na was wygląda tak, jakby zjadała was zazdrość. Na mnie wygląda fantastycznie.
- Na pewno wygląda lepiej, niż czerwień – wtrącił się Draco, ignorując mordercze spojrzenie, jakie posłał mu Ron.
- Co to za tajny dodatek? – Zapytał George tonem żądającym natychmiastowej odpowiedzi.
Mia wzruszyła ramionami i spojrzała z uwagą na swoje paznokcie.
- A co będę z tego miała?
Fred rozpromienił się.
- Słyszałeś, braciszku?
- Ona chyba chce z nami negocjować.
Mia spojrzała na bliźniaków i położyła dłonie na stole.
- Patent jest mój i dostaję pięćdziesiąt procent zysków ze sprzedaży Soku Nastroju – powiedziała, przytaczając nazwę eliksiru, którą wiele lat temu nadali mu Huncwoci. – Wtedy dostaniecie mój przepis.
- Sok Nastroju? – Zapytał zaciekawiony Fred.
- Zmienia kolor włosów w zależności od naszego humoru? – Dodał George.
Mia potwierdziła uśmiechem ich domysły.
- Wlała go kiedyś całej szkole do soku dyniowego podczas śniadania – Remus zachichotał na to wspomnienie. – Wszyscy uczniowie przez godzinę mieli ten eliksir w systemie. Ślizgoni byli wściekli.
- Idźcie zrobić sobie dobrze i zobaczcie, co się stanie – zasugerował Syriusz.
- Syriuszu Black! – Wrzasnęła do niego Molly z przeciwnego końca namiotu.
Niestety, było za późno. Bliźniacy uśmiechnęli się szeroko i wybiegli z namiotu. Jeden skierował się na prawo, drugi na lewo.
Ginny wykrzywiła się z obrzydzeniem.
- Przynajmniej poszli w przeciwnych kierunkach.
- To doskonały moment, żeby się pożegnać – powiedziała Narcyza i wstała od stołu. Lekko wyciągnęła ramiona na boki, a Draco okrył matkę podróżną peleryną. Dobre maniery miał wpojone od wieku dziecięcego. Narcyza uśmiechnęła się do Mii i ucałowała ją w policzek. – Czekam na sowę od ciebie.
- Potter – Draco skinął głową do Mii. – Widzimy się jutro.
Ślizgon skinął również głową pozostałym członkom Zakonu zebranym pod namiotem, a na koniec wykrzywił się do Rona. Następnie odprowadził matkę na zewnątrz, skąd mogli się Aportować.
Fred i George dołączyli do grupy odpowiednio sześć i osiem minut później. Obaj mieli błękitne włosy, które wywołały w niektórych obecnych obrzydzenie, szczególnie, że Mia w międzyczasie wyjaśniła, co oznaczają poszczególne kolory. Bliźniacy odtańczyli zwycięski taniec i zajęli miejsca dokładnie naprzeciwko dwóch Huncwotów i wiedźmy, która miała ich niepodzielną uwagę.
Fred odezwał się pierwszy.
- Trzydzieści procent.
- Pięćdziesiąt – skontrowała Mia.
- Trzydzieści pięć – odpowiedział George.
- Czterdzieści pięć i zastanowię się nad przekazaniem wam obecnie legalnego odpowiednika Veritaserum, który sprawia, że kłamca dostaje paskudnych ropnych wyprysków na twarzy – powiedziała, przypominając sobie tamten satysfakcjonujący poranek, kiedy ogromna grupa czarownic pokryła się czerwonymi plamami po próbie zniszczenia reputacji Syriusza.
- Zgoda!
Noc ciągnęła się powoli i Mia chciała wracać do domu, ale każde jej słowo dotyczące powrotu było zbywane przez Syriusza. Podobnie, jak jej dłoń wędrująca po jego udzie była szybko odsuwana. Zaczynało to poważnie Mię irytować.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że jesteś cała i zdrowa, Mia – Artur podszedł do dziewczyny z radosnym uśmiechem. W tej chwili widziała w nim zarówno swojego przyjaciela sprzed wielu lat, jak i statecznego ojca rodziny, na którym nauczyła się polegać w swojej oryginalnej linii czasowej. – Czuję się trochę głupio, ponieważ cię nie rozpoznałem.
- Nie musisz, Arturze – powiedział Syriusz. – Nawet Snape jej nie poznał, a przecież dwukrotnie mu przyłożyła.
- Co zrobiłaś? – Zapytała Molly, siadając obok swojego męża. Wpatrywała się świdrującym wzrokiem w Mię, która nawet nie wyglądała na zawstydzoną.
- Zasłużył sobie na to. Później go przeprosiłam. Jego portret i ja nawet się nieźle dogadujemy.
- Ale wy dwaj wiedzieliście, prawda? – Artur zwrócił się do Remusa i Syriusza.
- Minerwa co roku rzucała na Hermionę zaklęcie, dzięki któremu osoby, które znały Mię Potter nie mogły jej rozpoznać. To zaklęcie nie miało wpływu na Syriusza i na mnie – wyjaśnił Remus. – Jesteśmy… Związani.
Artur spojrzał na Mię i Syriusza.
- To rozumiem. Chociaż nie jestem pewien, w jaki sposób ty… - Spojrzał pytająco na Remusa, jakby chciał poskładać kawałki układanki. Żeby mu pomóc, Mia odsłoniła swój obojczyk, pokazując Znak Watahy. Artur przełknął ślinę. – Aha…
- To nie jest to, co myślisz – zapewniła go cicho.
W tym samym momencie Syriusz i Tonks odsłonili swoje znaki. Blizna Tonks wyglądała nieco inaczej, bo została ugryziona bezpośrednio, w przeciwieństwie do Syriusza, na którego Znak przeniósł się poprzez Więź Watahy.
- Partnerka – powiedziała Dora, wskazując na siebie. Machnęła w kierunku Syriusza i Mii. – Wataha.
Artur powoli pokiwał głową.
- Rozumiem. Remusie, naprawdę powinieneś napisać tę książkę o lykantropii – powiedział, marszcząc brwi i ponownie zwracając się do Syriusza i Mii. – A między wami wszystko jest w porządku? Dwadzieścia lat to szmat czasu.
Mia uśmiechnęła się i sięgnęła po dłoń Syriusza, zadowolona, że tym razem jej nie odsunął.
- Nadrabiamy zaległości – westchnęła z radością, kiedy Syriusz uniósł jej dłoń do ust.
Artur spojrzał na Molly, która nie zdołała ukryć zawodu, patrząc na zakochaną parę.
- Molly, czy to dlatego wczoraj w nocy wróciłaś taka niezadowolona?
- To… On… - Wskazała dłonią Syriusza, ale widząc spojrzenie Mii, urwała i spojrzała w dół. Ogarnął ją wstyd za swoje niewypowiedziane słowa. – Zawsze liczyłam na coś innego. Miałam nadzieję, że Ronald i Hermiona kiedyś…
- Nigdy w życiu – przerwała jej głośno Mia, zanim Molly dokończyła to zdanie.
Ron parsknął.
- Skąd przyszedł ci do głowy taki głupi pomysł?
Molly zmrużyła oczy, patrząc na syna.
- Co powiedziałeś, chłopcze?
- Ja… To znaczy… Może kiedyś coś takiego myślałem, ale…
- Nigdy w życiu – powtórzyła Mia.
Ron wykrzywił się do niej, a jego twarzy zrobiła się czerwona.
- Nie musisz tego tak głośno powtarzać!
- Co głośno powtarzasz? – Zapytał Fred, siadając naprzeciwko Mii, obok swoich rodziców.
- Skąd ta czerwona twarz, Roniaczku? – Zadrwił George, siadając po drugiej stronie Artura i Molly.
- Znikąd – wymamrotał Ron. – Mama po prostu myślała, że Hermiona i ja zostaniemy parą.
Fred rzucił Molly uroczy uśmiech.
- Oj, mamo.
- Kochana mamo.
- Naiwna, kochana mamo.
- Gdyby Hermiona chciała byś z którymś Weasley'em, byłaby ze mną – stwierdził George.
- Albo ze mną – dodał Fred.
George zachichotał i puścił do Mii oczko.
- Ale raczej ze mną.
- Albo z żadnym – Mia roześmiała się. – Nigdy. Jest mi dobrze tam, gdzie jestem.
- To znaczy, gdzie? – Zapytał Fred.
Syriusz uśmiechnął się, otoczył ją ramionami i przyciągnął mocno do siebie.
- Ze mną.
Bliźniacy zagapili się na parę, a ich twarze powoli się rozjaśniały. W końcu ich rozbawione spojrzenia spoczęły na Mii.
- Dobra robota, Granger – powiedział George.
Fred przytaknął.
- Rzeczywiście, dobra, Potter!
Mia wywróciła oczami i zerknęła na Syriusza.
- Jestem nieco przerażona i właściwie urażona, że bardziej im się podoba to, że ja jestem z tobą, niż że ty jesteś ze mną.
- A czego innego oczekiwałaś? – Zapytał niewinnie. – Dla tych dwóch jestem niemalże bogiem.
- Skoro jesteśmy w tym temacie – Mia uśmiechnęła się, gdy coś jej przyszło do głowy. – Chłopcy, chciałabym wpaść do waszego sklepu w przyszłym tygodniu. Remus i Syriusz jeszcze tam nie byli.
Fred i George wyprostowali się, przyjmując miny biznesmenów, pilnujących swojego interesu.
- Darmowy towar dla każdego Huncwota – stwierdził Fred. – Przy pierwszej wizycie. W końcu interes musi na siebie zarabiać.
- Nawet rodzina nie dostaje u nas zniżek – dodał George, śmiejąc się z Rona, który za plecami Molly pokazał im środkowy palec.
- Mówiąc o rodzinie… - Fred nachylił się do Mii. – Mamy pytanie. Jesteś siostrą Jamesa Pottera, tak?
- Tak.
- Dobrze – George spojrzał na Syriusza. – A ty jesteś ojcem chrzestnym Harry'ego.
- Tak… - W głosie Blacka pojawiła się podejrzliwość.
- I Harry zawsze myślał o tobie, jak o swojej siostrze – Fred ponownie spojrzał na Mię.
- W praktyce jestem jego siostrą. To Harry sprowokował Więź Rodzinną, którą przeniosłam w przeszłość, na Jamiego – wyjaśniła.
Syriusz zmrużył oczy.
- Chłopcy, o co wy chcecie nas zapytać?
Bliźniacy spojrzeli na siebie i w końcu George zebrał się na odwagę, żeby wykrztusić z siebie pytanie, które ich nurtowało.
- Czy kiedy w końcu będziecie mieć dzieci, Harry będzie ich wujkiem, bratem czy kuzynem?
Harry zakrztusił się drinkiem, ale nikt nie wiedział, czy przyczyną była myśl o Syriuszu i Mii płodzących dzieci, czy jego zagmatwane drzewo genealogiczne. W oczach Remusa pojawił się wredny błysk, który powiedział Mii, że mężczyzna chciał jeszcze dodać, iż z powodu Dorei, Syriusz i Mia byli kuzynostwem drugiego stopnia. Dziewczyna jednak uciszyła go srogim spojrzeniem.
A kiedy Ginny upewniła się, że Harry żyje i może oddychać, Fred zapytał o to, o co chciał zapytać od początku.
- I czy my możemy być ojcami chrzestnymi?
