Od tłumaczki: To był trudny rozdział. Mimo tego, że jest dość krótki, bardzo dużo czasu zajęło mi jego tłumaczenie i sprawdzenie. Nie spodziewałam się tego. Ale coś się w tym rozdziale skończyło. Coś się też zaczyna – wściekła Mia to najbardziej interesująca Mia. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 135 – WSZYSCY DOKONUJEMY WYBORÓW
4 października 1998
Mia przechodziła przez to, co Remus nazywał fazą żałoby.
Kiedy budziła się każdego ranka, okazywało się, że Syriusz już wstał, co według Mii zapowiadało fatalny dzień. Unikała Harry'ego w godzinach porannych, aby wspomnienia o Jamesie i Lily nie atakowały jej na samym początku każdego dnia. Pilnowała się, aby przypadkiem nie natknąć się na chłopaka – przynajmniej do chwili, kiedy nie uświadamiała sobie z całą bolesnością, w którym roku żyje. Kiedy już dostosowywała się do aktualnych realiów swojego życia, spędzała z Harrym jak najwięcej czasu. Czasami dołączali do nich Ron i Ginny. Gdziekolwiek jednak by nie poszli, nie zabawiali tam długo. Cały czas, ponad pół roku po finałowej bitwie i zwycięstwem nad Voldemortem, reporterzy podążali za nimi dosłownie wszędzie. Mia dodała anonimowość do rzeczy, za którymi tęskniła z życia w przeszłości.
Kiedy nie przebywała w Dworze Blacków lub w towarzystwie swoich przyjaciół, spędzała czas w domu Andromedy na długich rozmowach z siostrami Black i Dorą. Stanowiły one jedyne kobiety, które nadal tworzyły ród Blacków. Piły wtedy elegancko herbatę, podjadały ciasteczka i dyskutowały o organizacjach charytatywnych, w których działalność chciały się włączyć. Narzekały przy okazji na Ministerstwo i opowiadały o swoich dzieciach – Mia wtedy dzieliła się historiami z Krzywołapem w roli głównej.
Zazwyczaj późnym popołudniem była emocjonalnie wyczerpana. Czuła się tak, jakby tłumienie całego żalu w sobie łamało jej ducha. Płakała wtedy w ramionach Syriusza, a kiedy on nie mógł już znieść jej cierpienia, przekazywał ją w ramiona Remusa lub Harry'ego. Któryś z mężczyzn zanosił ją wtedy do łóżka i zostawał z nią do momentu, kiedy usnęła z płaczu. Głaskali jej gęste włosy i szeptali uspokajające słowa, pełne pociechy i miłości.
Jeśli dostępny był Teddy, Mia preferowała jego towarzystwo, gdy kładła się spać. Tonks była tym faktem wyjątkowo rozbawiona, szczególnie, kiedy widziała minę swojego męża, który uświadomił sobie, że Mia wybrała jego syna przed nim.
Jedynym jaśniejszym momentem w fazie żałoby był dzień, kiedy ona i Harry zaprowadzili Huncwotów do sklepu Freda i George'a. Syriusz i Remus zagapili się na sklepową witrynę, po czym obaj się głośno roześmieli. Kiedy jednak bliźniacy oprowadzali ich po sklepie, nie odzywali się, tylko patrzyli na siebie porozumiewawczo. Goście zostali również zaprowadzeni na zaplecze, gdzie Weasley'owie pracowali nad niebezpiecznymi eksperymentami. Mia pobrała wtedy próbki niektórych eliksirów i zanotowała sobie w pamięci, żeby później porozmawiać z bliźniakami o swoich pomysłach. Syriusz z kolei chętnie dzielił się swoimi obserwacjami na temat ostatniej kolekcji zaczarowanych szat. W końcu Fred i George zamknęli sklep i zaprosili Huncwotów i Mię do swojego mieszkania nad sklepem na piwo kremowe.
- Mogę wam coś pokazać? – Zapytała Mia, kiedy zamknęły się za nimi drzwi.
Fred i George skinęli głowami, a stojący za nimi Syriusz i Remus uśmiechnęli się radośnie.
Sięgnęła po jedną ze swoich różdżek i stuknęła nią w ścianę nad drzwiami.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego – powiedziała, a w jej głosie zabrzmiała psota.
Powoli, w sposób podobny do Mapy Huncwotów, nad drzwiami zaczął pojawiać się napis.
Dom Syriusza Blacka, Mii Potter i Remusa Lupina.
Niech ci, którzy u nas goszczą, wyjdą roześmiani.
Bliźniacy, po raz pierwszy w swoim życiu, nie byli w stanie wydusić z siebie słowa. Fred musiał podeprzeć się o najbliższą ścianę. George upuścił piwo kremowe.
Syriusz poklepał chłopców po plecach.
- Jeżeli nadal ją posiadacie, chcę odzyskać tę wannę na miedzianych nóżkach.
Pomimo chwilowego zadowolenia, widok jej starego mieszkania sprawił, że wróciły do niej niemiłe wspomnienia. Mia nie miała w tym momencie pracy w Ministerstwie Magii, która potrafiłaby odwrócić jej uwagę od bólu, jak stało się to w przypadku śmierci Charlusa czy Mary. Nie miała również żadnych egzaminów, które wisiały nad jej głową, jak było to po śmierci Dorei. Z tego powodu, pod koniec pierwszego tygodnia po powrocie ze swojej podróży w czasie, Mia rozpoczęła jednocześnie kilka projektów, z których najważniejszym była próba usunięcia Mrocznego Znaku z ramienia Dracona.
- Jak długo trwało jego nałożenie? – Zapytała pierwszego dnia, kiedy Draco pojawił się w rezydencji przy Grimmauld. Wyglądał na zdenerwowanego, ale jednocześnie był podekscytowany perspektywą uwolnienia się od znaku.
- Wiele godzin… Tak mi się przynajmniej wydaje. Ból był zbyt wielki. Zemdlałem – przyznał gorzko, kiedy ujęła jego ramię w swoje delikatne dłonie, żeby z bliska przyjrzeć się plugastwu. – Obudziłem się po sześciu dniach.
Pomijając ten jeden moment, nigdy więcej nie okazała mu swojego współczucia i nie żałowała chłopaka. Tak było dla obojga najlepiej, szczególnie, że Draco nie chciał jej współczucia. Był w stanie przyjmować ze spokojem takie okazywane mu uczucia jak podziw czy zazdrość, ale siedem lat w Hogwarcie spędzonych z Pansy Parkinson, która sepleniła i zachwycała się każdą jego raną sprawiło, że absolutnie nie trawił współczucia. Gdy ktoś je mu okazywał, stawał się automatycznie aroganckim, niewdzięcznym Ślizgonem, jakim nauczył się być.
Pracowali nad Mrocznym Znakiem z wykorzystaniem zaklęć, o których Mia dowiedziała się od Billa oraz badań, które dziewczyna prowadziła nad permanentnymi zaklęciami klejącymi, dzięki którym w przyszłości chciała pozbyć się ze ściany portretu Walburgi. Niestety, wyglądało na to, że cierpienie było nierozerwalnie związane z usunięciem Mrocznego Znaku.
- Przecież dobrze się czuję, Potter – syknął Ślizgon przez zaciśnięte zęby. Jego jasne włosy kleiły się do zroszonego potem czoła.
Draco przyznał, że zwracanie się do niej nazwiskiem Potter stało się jedną z jego ulubionych rzeczy, bo za każdym razem zwracało uwagę Harry'ego, który z kolei nadal się przyzwyczajał, że nie był ostatnim Potterem na świecie. W opinii Dracona lepsze było tylko chwalenie się swoją przyjaźnią z Mią przed Ronem i resztą rodziny Weasley'ów.
Tylko w poprzednim tygodniu Draconowi udało się sprowokować Rona do wyciągnięcia przeciwko niemu różdżki aż dwukrotnie. Ostatnim razem Syriusz i Harry musieli ich rozdzielić. Mia wkraczała już po walce, gdy opadły emocje, aby pouczyć wszystkich mężczyzn i wytknąć im, że są głupi. Wtedy Draco, cały czas skoncentrowany na Ronie, szczerze i gorąco przepraszał swoją kuzynkę. Oczywiście, nie przepraszał za samą walkę z Gryfonem, ale za spowodowanie zamieszania. W efekcie, Ron warczał na Mię, że dziewczyna nigdy nie bierze żadnej ze stron konfliktu. W jego ocenie, oznaczało to, że popiera Dracona.
- Wcale nie czujesz się dobrze. Potrzebujesz odpoczynku – odpowiedziała i oboje usiedli w ciemnej piwnicy Dworu Blacków. Ramię Dracona było unieruchomione na metalowym stole, dzięki czemu nie ruszał się podczas jej zabiegów.
Piwnica okazała się być najlepszym miejscem do tego projektu. Była obłożona zaklęciami uciszającymi i obronnymi, ponieważ przez jakiś czas służyła brutalnym transformacjom Remusa. Draco mógł wrzeszczeć, kiedy odczuwał ból – i właśnie to robił – mógł również rzucać przedmiotami – to również robił – kiedy Mroczny Znak nadal widniał na jego przedramieniu, mimo bolesnych procedur stosowanych przez Mię.
Zgorzkniały chłopak uwolnił swoje ramię i przycisnął je do piersi, cierpiąc. Posłał Mii mordercze spojrzenie, chociaż doskonale wiedział, że jej zamiarem nie było celowe sprawianie mu bólu.
Podała mu fiolkę z Eliksirem Przeciwbólowym, który natychmiast przełknął.
- Opowiedz mi o nim – wykrztusił Draco, kiedy cisza między nimi nie wypełniła się rozmowami o regulacjach nakładanych przez Ministerstwo lub dyskusjami o najlepszym zastosowaniu zaawansowanej numerologii i starożytnych run.
Mia spojrzała na kuzyna, zaskoczona jego pytaniem. Draco do tej pory był jedyną osobą, która nie pytała o jej przeszłość. Syriusz i Remus uwielbiali rozmawiać godzinami o starych, dobrych czasach. Harry chciał wiedzieć wszystko o swoich rodzicach. Nawet Ron zapytał o przeszłość, chociaż chciał wiedzieć wyłącznie, czy spotkała kiedyś Galvina Gudgeona, obecnego Szukającego Armat z Chudley. Okazało się, że był w Hogwarcie trzy lata wyżej, niż ona.
Ale Draco nigdy nie pytał. Nie o przeszłość, a już szczególnie nie o Lucjusza. Aż do teraz.
- Był draniem – powiedziała, nie zadając sobie żadnego trudu, żeby osłodzić mu prawdę. – Na początku wydawało mi się, że był do ciebie podobny. Naprzykrzał się młodszym rocznikom, wykorzystywał odznakę prefekta, aby wszystko uchodziło mu na sucho. Był okrutny nawet wobec innych Ślizgonów.
Zauważyła grymas niechęci na twarzy Dracona. Jeżeli było coś, co uważała za jasną stronę jego osobowości w ich młodszych latach, była to jego niewzruszona lojalność wobec swojego Domu.
- Źle się zrobiło dopiero po ogłoszeniu jego zaręczyn z Narcyzą. Syriusz podejrzewał od początku, jak źle mogło być i próbował odwieść twoją matkę od poślubienia Lucjusza, ale po tym, co się stało z Andromedą… Wiesz, że Lucjusz próbował ją zabić, prawda? Twoją matkę.
- Powiedziała mi o tym – Draco skinął głową ze złością. Zacisnął prawą dłoń w pięść. – A co powiesz o Snapie?
Mia uniosła kąciki ust w lekkim uśmiechu.
- Był dupkiem najwyższej klasy. Ale nie był potworem. Nie był taki, jak Lucjusz. Chodziłam do szkoły z wieloma Śmierciożercami. Ale o kilku z nich można było powiedzieć, że… Nie chcieli być częścią wielkiego planu Voldemorta – wyjaśniła, myśląc o Snapie i Regulusie. I o spojrzeniu pełnym strachu i żalu, które towarzyszyło im podczas ich ostatniego roku w szkole. To wtedy wojna zaczęła iść dla wszystkich bardzo źle.
- A kto by chciał? – Zapytał, wykrzywiając się z obrzydzeniem do bladego Mrocznego Znaku, otoczonego zaczerwienioną skórą. – Zrobiłem to tylko dlatego, że… Snape powiedział, że dam radę.
- Jesteś chyba jedynym Śmierciożercą w historii tej organizacji, który do nich dołączył, aby ich zniszczyć – powiedziała z dumą. – Nawet Snape nie mógł się tym poszczycić, a był przecież szpiegiem przez ponad dwadzieścia lat. Nie lubiłam go podczas naszych lat w szkole. Był wredny dla moich przyjaciół, ale trzeba mu oddać, że oni byli też wredni w stosunku do niego. Ale pomimo swojego zewnętrznego chłodu, w głębi serca był dobrym człowiekiem.
Zawahała się, ale po chwili mówiła dalej.
- Nie mamy wyboru, w jakiej rodzinie przychodzimy na świat. Ja miałam szczęście i zostałam obdarzona przez los dwiema parami kochających rodziców. I obie te pary kochałam głęboko. O Charlusie i Dorei Potter myślę tak samo, jak o Helen i Richardzie Grangerach. W jakiś sposób, mogłam zdecydować, kto zostanie moimi rodzicami. Jeżeli zależy ci na moim zdaniu… – Uśmiechnęła się do niego, kiedy wywrócił oczami. – Wiem, że rzadko ci na nim zależy. Ale byłeś wychowywany przez kochającą matkę i oddanego ojca chrzestnego. Snape był dla ciebie dobrym wzorem do naśladowania i uważam, że to, co zrobiłeś, było niezwykle odważne.
Wykrzywił się do niej.
- Powiedziałabym nawet, że bardzo gryfo…
- Nie kończ tego zdania – ostrzegł ją Draco.
Mia roześmiała się.
Nagle otworzyły się drzwi u szczytu schodów i wpadł przez nie Ron, mający na sobie szaty Aurorów i trzymający w dłoni książkę.
- Tu jesteś, Miona – powiedział z ulgą i przeniósł spojrzenie swoich błękitnych oczu na Ślizgona. – Ty też tu jesteś…
- Co się stało? – Zapytała Mia. Wstała i swoim ciałem zasłoniła Dracona i jego poznaczone bliznami, zmaltretowane zaklęciami przedramię. – Wszystko w porządku?
- Co? – Ron zamrugał powiekami. – Tak. Ja tylko…
- Prosiłam, żeby zostawić mnie w spokoju z Draconem na następną godzinę – przerwała mu uprzejmym tonem. Siliła się na spokój. – Jeżeli to może zaczekać…
- Wiesz, ja… Jutro mam egzamin z Savagem, chodzi o zaklęcia kamuflażu. I miałem nadzieję, że pokażesz mi kilka rzeczy. Mam tu listę zaklęć, które muszę opanować…
- Nie mam problemu, żeby sprawdzić, czego się nauczyłeś i zaoferować jakieś wskazówki, ale nie w tym momencie – znowu mu przerwała. Nie miała zamiaru dawać mu okazji do założenia, że nauczy go zaklęć, które powinny zostać mu wytłumaczone przez jego nauczycieli. – Mam dużo pracy z Draconem, a później jestem umówiona z Narcyzą, żeby wypełnić wnioski dotyczące oddania Malfoy'om ich skarbców.
Mina Rona natychmiast zrzedła.
- To teraz dwójka Malfoy'ów jest ważniejsza ode mnie?
- Nie – odpowiedziała krótko, a jej cierpliwość powoli się wyczerpywała. – Ale mówimy o twoim egzaminie i twojej karierze zawodowej. Ja nie jestem Aurorem i projekt, nad którym właśnie pracuję jest dla mnie ważniejszy. Skoro potrzebujesz pomocy, dlaczego nie zapytasz Harry'ego, czy ma czas?
- Ja i Harry mamy różne podstawy programowe. Zresztą, ze względu na jego urlop, Harry już jest w tyle z materiałem.
- A Tonks?
- Jest w pracy.
- W takim razie poproś o pomoc Syriusza. On był Aurorem i jestem pewna, że potrafi ci pomóc.
- Syriusz był Aurorem? – Zapytał Ron. – Poprosiłbym go o pomoc, ale… Właśnie wyszedł. No, chodź, Miona. Innym razem pobawisz się z fretką. Widzisz go każdego cholernego dnia.
- Nie! – Zalały ją tłumione wspomnienia dotyczące jej pierwszego pobytu w Hogwarcie. – To, co robię z Draconem jest dużo ważniejsze niż pomaganie ci w twojej nauce, ponieważ ty byłeś zbyt leniwy, żeby porządnie się czegoś nauczyć za pierwszym razem.
Ron szeroko otworzył oczy.
- Hej! Nie jestem leniwy! Skoro Syriusz był Aurorem, to został nim tylko dlatego, że ty mu pomagałaś!
- Prawda jest taka, że mu w ogóle nie pomagałam. Nie musiałam. W odrabianiu prac domowych też mu nie pomagałam. W jakiś sposób, gdzieś pomiędzy swoimi żartami i sprawianiem problemów, Syriusz i Remus znajdowali wystarczająco dużo czasu na powtórki i naukę. Pisali wypracowania, grali w Quidditcha i byli najlepsi na roku. I ani razu nie poprosili mnie o pomoc.
Ron poczerwieniał.
Draco głośno się roześmiał.
Ten dźwięk przykuł uwagę Gryfona.
- Ty! – Warknął. – Wiem, do czego ją zmuszasz! I jeśli chcesz znać moje zdanie, ona nie powinna usuwać Mrocznego Znaku. Zasługujesz na niego!
Draco wstał i odpowiedział równie nienawistnym spojrzeniem.
- Dla jasności, łasiczko, do niczego jej nie zmuszam, kurwa jego mać! Niech cię nie interesuje, czym ja się zajmuję.
- Ron, wynoś się – dodała Mia zimnym, spokojnym tonem.
- Naprawdę wybierasz jego, nie mnie? – Ron spojrzał na nią, zszokowany. – Po wszystkim, co zrobił? Nie interesuje mnie to, że był szpiegiem. Zresztą, tylko on tak twierdzi. Ale on był świadkiem twoich tortur w swoim własnym domu i nie skinął nawet palcem, dopóki nie zagrożono jego matce.
Draco chciał sięgnąć po różdżkę, ale Mia go powstrzymała.
- Nie każdy z nas może być Harrym Potterem i uratować cały świat – powiedziała cicho. – Wiesz, jak boli stanie obok i przyglądanie się, jak ktoś umiera, bo nie możesz nic zrobić, aby go ocalić? Draco dokonał wyboru. Wszyscy dokonujemy wyborów.
Draco w końcu zdecydował się pokazać swoje prawdziwe barwy, kiedy zabił Lucjusza, aby ochronić Narcyzę. Potrzebna była groźba przeciwko jego matce, aby w końcu się przełamał. Mia rozumiała, że jej tortury nie niosły ze sobą takiego ładunku emocjonalnego. Ona też kiedyś dokonała wyboru, podobnie, jak Draco: pozwoliła, żeby historia toczyła się tak, jak powinna, wiedząc, że skutkiem będzie śmierć Jamesa i Lily. Ale Mia dokonała wyboru – wybrała Harry'ego.
- Wszyscy wiemy, że Malfoy dokonywał samych chujowych wyborów – Ron znowu spojrzał na Dracona z nienawiścią. – Nie mogę uwierzyć, że chcesz się przyjaźnić z kimś takim, jak on.
- Nie chodzi o przyjaźń! Draco jest rodziną i uznaję ten fakt.
- Jest Ślizgonem!
- Moja matka też była Ślizgonką!
- To nie była twoja prawdziwa matka… - Ro wywrócił oczami, ale sam chyba zrozumiał, że się zagalopował i urwał.
Po Hermionie spodziewał się, że tupnie nogą i zrobi mu wykład, jak za każdym razem, kiedy najpierw coś powiedział, a później pomyślał. Jednak Mia nie była już Hermioną. Nie wrzasnęła na niego, nie uciekła we łzach. Nie pozwoliła mu przyjść z przeprosinami, kiedy już ochłonął.
Spojrzała na niego obojętnie, jakby go nie znała.
Poczuł się wtedy tak, jakby byli sobie obcy.
- Tęskniłam za tobą, wiesz? – Powiedziała miękko. – Kiedy nie miałam pojęcia, czy wrócę do swoich czasów, tęskniłam. Brakowało mi naszej przyjaźni. Byłam taka przytłoczona i smutna… Ale Syriusz zawsze mnie rozbawiał, Remus uśmiechał się do mnie, a Jamie po prostu trzymał mnie w ramionach. Wiele lat temu zakończyłam żałobę po naszej utraconej przyjaźni, Ronaldzie. Coś mi mówi, że tym razem nie będę cierpieć.
Ron zbladł.
- Miona, nie mówisz chyba poważnie…
- Wyjdź. Dorośnij. Nie próbuj się ze mną kontaktować, dopóki nie dojrzejesz – jej głos znowu był chłodny i obojętny. – Jeśli nigdy ci się nie uda dojrzeć, nie myśl, że mnie to obejdzie. Dorastałam w otoczeniu ludzi, którzy nie tolerowali uprzedzeń i sama nauczyłam się je zwalczać. Ale przede wszystkim nienawidzę tchórzliwych Gryfonów, którzy jednocześnie są zazdrośni i polegają na umiejętnościach swoich przyjaciół tylko po to, aby później ich zdradzić i opuścić.
Gryfon szeroko otworzył oczy i z trudem przełknął ślinę.
- Nie uważasz mnie chyba za… Nie jestem podobny do…
- Żegnaj, Ron – powiedziała i odwróciła się do chłopaka plecami. Usiadła przy metalowym stole, sięgnęła po różdżkę i zaczęła przeglądać notatki, które poczyniła nad Mrocznym Znakiem.
Bardzo powoli, zawstydzony i zszokowany, Ron odwrócił się i wyszedł z piwnicy, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Nie zamierzam ci dziękować – powiedział stanowczo Draco po kilku minutach ciszy.
- Wiem – odpowiedziała. – Ale doceniam to, że mi nie przerywałeś. Wiem, ile musiało cię kosztować, aby nie wetknąć swoich trzech groszy do tego, co Ron właśnie usłyszał.
Draco wzruszył ramionami.
- Zabawne będzie mu o tym przypominać później, kiedy już mu przejdzie.
Mia potrząsnęła głową.
- Już naprawdę nie jesteś Hermioną Granger, prawda? – Zapytał nagle, skupiony na jej twarzy, jakby chciał przejrzeć jej twarz pod Eliksirem Wielosokowym, pod którym się ukrywała.
- Kiedyś nią byłam. Część mnie nadal nią jest. Jej życie to dla mnie… Deja vu. Jest snem, który kiedyś śniłam, a teraz widzę jego fragmenty w realnym świecie.
Draco schylił głowę, okazując swoje zrozumienie. Bez słowa położył ramię na stole i skrzywił się, kiedy Mia przytwierdziła je pasami do blatu, a następnie uniosła różdżkę, żeby przystąpić do pracy.
Całą godzinę zajęło im dotarcie do przełomu z Mrocznym Znakiem. Mia była wtedy tak zmęczona, że musiała odwołać swoje spotkanie z Narcyzą. Wyczerpała ją dyskusja z Ronem, chociaż właściwie odcięła się od niego emocjonalnie i wyłączyła go ze swojej przestrzeni osobistej. Okazało się też, że w chwili, kiedy ona i Draco opuścili w końcu piwnicę, wszyscy mieszkańcy Dworu Blacków, Lupinowie i Ginny doskonale wiedzieli, do czego doszło między nią i Ronem.
Syriusz był wściekły, a Remus zmartwiony. Harry objął Mię i trzymał w swoich silnych ramionach – dokładnie tak samo, jak zwykł to robić, kiedy byli młodsi. Jego ojciec zachowywał się wobec niej identycznie. Dzięki temu jej świat nagle nabrał jaśniejszych barw.
Mimo wszystko, wcześnie poszła do łóżka, zabierając ze sobą album ze zdjęciami. Chciała popatrzeć na fotografie młodego Syriusza, młodego Remusa i przede wszystkim – młodej siebie. Z wyjątkową uwagą przyglądała się konkretnemu zdjęciu Jamesa i Lily, zrobionemu w Pokoju Wspólnym Gryffindoru pod koniec siódmego roku. James trzymał w dłoniach ogromny Puchar Quidditcha i go radośnie całował, a Lily udawała zazdrość. Mia wpatrywała się w ten obrazek i chichotała cichutko.
Fotografia była ruchoma, jak każde zdjęcie w czarodziejskim świecie. Na dalszym planie widziała zakochaną parę, siebie i Syriusza, obejmujących się i całujących na schodach wiodących do dormitorium chłopców. Na fotografii Mia przeczesywała palcami gęste włosy Syriusza, zaś jego ręka poruszała się gdzieś pod jej bluzką. Cały świat mógł dla nich zniknąć. W tym samym czasie James i Lily słodko uśmiechali się do aparatu fotograficznego, kompletnie nieświadomi tego, co działo się za ich plecami.
W pewnym momencie Mia zmrużyła oczy wpatrzone w zdjęcie. Nie rozumiała, dlaczego Syriusz Black obecnie coraz bardziej się od niej oddalał i zachowywał dystans. Tej pierwszej nocy, kiedy powróciła, nie hamował się, nawet mimo widowni, która ich obserwowała – całował ją gwałtownie, przyciskał do siebie jej ciało, aby następnie przyszpilić ją mocno do ściany. Od tamtej pory jednak się do niej nie zbliżył. Całował ją, spał z nią w jednym łóżku i nie miał oporów, żeby szeptać jej słowa pełne miłości. Ale w chwilach, kiedy ogarnięta pragnieniem, sięgała do niego, odsuwał się od niej.
Nie miało to dla niej żadnego sensu.
Syriusz, z którym była dziewiętnaście lat temu nigdy nie miał jej dość. Był uzależniony od wielu używek, a ona była jego największym grzechem. Podobnie, jak on był tym, co ją odurzało. Pamiętała nawet swoje dawne życie jako Hermiona Granger i jej pierwszy pocałunek z Syriuszem, ten podczas bitwy o Hogwart. Nie hamował się wtedy, wciągnął ją na kolana, przejął nad nią kontrolę. Smakował ją, jego dłonie przypominały sobie jej ciało.
W takim razie, co się zmieniło?
- Cześć, kotku – Syriusz uśmiechnął się do niej, wchodząc do sypialni. Jednym susem znalazł się na swojej części łóżka. Owinął ramiona wokół poduszki i ziewnął szeroko. – Co oglądasz?
Pokazała mu zdjęcie. Kilka sekund zajęło mu zlokalizowanie ich na drugim planie fotografii. Roześmiał się głośno.
- Byłaś nienasycona.
- Nadal jestem – powiedziała prowokująco, testując go.
Syriusz posłał jej długie spojrzenie, uśmiechnął się słodko, nachylił nad nią i ją pocałował. Następnie obrócił się do niej plecami.
- Dobranoc, kochanie – powiedział. Zamknął oczy i zasnął.
Mii tylko pozostało patrzeć z oburzeniem na jego plecy.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
5 października 1998
Kominek Remusa rozjaśnił się zielonymi płomieniami i wściekła Mia Potter pojawiła się w domostwie Lupinów. Jej długie, gęste loki powiewały za nią, kiedy stanowczym krokiem weszła do kuchni, w której Remus czytał poranne wydanie Proroka Codziennego.
Mia przeszła przez pomieszczenie, ujęła w dłonie kubek Remusa i pociągnęła z niego łyk herbaty. Zakrztusiła się i momentalnie znalazła się przy zlewie, do którego wypluła wszystko, co miała w ustach.
- Fuj!
- Teraz już wiesz, dlaczego tak często stołuję się u was – wymamrotał Remus, ale jego ton nie wskazywał, że Mia doczeka się przeprosin.
- Na Merlina, Remusie, zawsze wiedziałam, że Eliksiry nie były twoją mocną stroną, ale to jest przecież herbata – zamrugała ze zdziwieniem, po czym złapała czajnik, wylała całą jego zawartość do zlewu i nalała do niego świeżej wody, aby zaparzyć porządną herbatę.
- Dora ją przygotowała – Remus zachichotał. – Nie potrafię się przemóc, żeby jej powiedzieć, że nawet jej herbata jest do dupy.
Mia uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Szczęśliwa żona, szczęśliwe życie.
Remus skinął głową i czubkiem palca wskazującego dotknął swojego nosa.
- Coś się stało? Doceniam twoje towarzystwo z samego rana, ale spodziewałem się ciebie raczej wieczorem, przed wzejściem księżyca.
Mia poruszyła dłońmi.
- Wieczorem też tu będę. Zbyt wiele pełni księżyca spędziłeś samotnie i nie dopuszczę, żeby ponownie do tego doszło. Ale muszę z kimś porozmawiać, a Harry nie zrozumiałby, o co mi chodzi. Z kolei Ginny lub Tonks tylko pogorszyłyby sytuację. Tak mi się wydaje.
- Co się dzieje? – Tym razem szczerze zmartwiony, Remus odłożył gazetę na stół.
- Syriusz nie chce uprawiać ze mną seksu.
Remus westchnął z irytacją i ponownie sięgnął po Proroka Codziennego.
- Czasami mam dość tego, że ty i ja możemy rozmawiać dosłownie o wszystkim. Żałuję, że Charlusowi nie udało się zaszczepić w tobie chociaż odrobiny powściągliwości, która zrównoważyłaby tę otwartość, którą odziedziczyłaś po Dorei.
Mia osunęła się na najbliższe krzesło.
- Mówię poważnie, Remusie. Wróciłam dwa tygodnie temu, a Syriusz nawet nie chce mnie dotknąć! Dla mnie to problem.
Remus jęknął i ujął grzbiet nosa w dwa palce.
- Niech ci będzie, zagram z tobą w tę grę. Rozmawiałaś z nim o tym?
- Próbowałam. Ale on albo zmienia temat, albo mnie ignoruje, albo zmienia się w Łapę i ucieka.
Remus wywrócił oczami.
- Dojrzałe z jego strony.
- Nie rozumiem tego, Remusie. Czy coś jest ze mną nie tak? Czy w ciągu tych dziewiętnastu lat on zmienił zdanie? Czy bardziej… Kochał Hermionę niż mnie? Czy chciałby ją odzyskać? A może po prostu patrzy na mnie i widzi przede wszystkim różnicę wieku… Może patrzy na mnie jak na dziecko? Tęsknię za nim. Co powinnam zrobić?
Remus potrząsnął głową, westchnął i poklepał ją po głowie.
- Może po prostu nalej mu kubek kawy i powiedz mu dzień dobry, kiedy się obudzi?
Szczęka Mii opadła, kiedy zrozumiała, że Remus się z niej nabija, jednocześnie przypominając jej o pewnym szczególnym incydencie z ich przeszłości.
Remus odchylił się na krześle i uśmiechnął.
- Z tego co pamiętam z mieszkania z waszą dwójką, to wystarczyło, żeby czystość kuchni została naruszona przez wasze miłosne uniesienia.
