Od tłumaczki: Ten rozdział to coś, na co wszyscy czekaliście – tak myślę. Dlatego nie zabieram Wam czasu i od razu zapraszam do czytania. Widzimy się za tydzień.

ROZDZIAŁ 138 – WSZYSTKO JEST TRUDNE, ZANIM ZACZYNA BYĆ ŁATWE

13 października 1998

Syriusz niezręcznie patrzył na Mię, której spojrzenie z kolei miało taką intensywność, że niemal zapomniał, co powiedział. Dopiero, kiedy znacząco odkaszlnęła, zamrugał szybko powiekami i z zaskoczeniem sobie to przypomniał.

No, tak. Zaklęcie Antykoncepcyjne.

- Co masz na myśli? – Zapytała z wahaniem.

Przeczesał palcami włosy i westchnął.

- Chodzi mi o to, żebyś… Żebyś go… Nie rzucała.

- Syriuszu…

- Posłuchaj mnie – przerwał jej. – Wiem, że dla ciebie całe życie wyglądało zupełnie inaczej jeszcze kilka tygodni temu. Znajdowaliśmy się wtedy w samym środku wojny, cały świat stanął na głowie. Ale… Najpierw straciłem ciebie, potem Lily ogłosiła, że spodziewa się dziecka… Ja…

Zmarszczył czoło, przypominając sobie tamten poranek, kiedy Lily obudziła wszystkich Huncwotów, których męczył niesamowity kac po pijackiej nocy. Nawrzeszczała wtedy na nich i powiedziała Jamesowi, że była w ciąży. W tamtej chwili Syriusz był rozdarty. Cieszył się w imieniu swoich przyjaciół, ale jednocześnie – pod nieobecność Mii – wszystkie jego plany i marzenia legły w gruzach, a w jego duszy zostało puste miejsce. Nie potrafił się przemóc, żeby myśleć o potencjalnej przyszłości.

- Syriuszu, spójrz na mnie – szepnęła Mia.

Podniósł wzrok. Przechylił jednocześnie głowę, aby delikatnie ucałować jej palce.

- Sądziłem, że nie żyjesz i moje marzenia o wspólnej przyszłości z tobą przestały istnieć.

Uśmiechnęła się słodko.

- Marzyłeś o stadzie małych Potterów?

- Blacków – poprawił ją.

Mia usiadła, bardziej zszokowana tym, co właśnie przyznał niż jego niechęcią do rzucenia Zaklęcia Antykoncepcyjnego.

- Od kiedy nadajemy naszym potencjalnym dzieciom nazwisko Black? Pamiętam, że byłeś przeciwko temu pomysłowi.

- Obiecałem coś twojej mamie. Oczyść dom. Napraw rodzinę. Dromeda i Cyzia chcą, żebym zajął miejsce głowy rodu Blacków w Wizengamocie.

- To szaleństwo – roześmiała się, ale w duchu odetchnęła z ulgą. Ona sama nie zaproponowałaby Syriuszowi rozwiązania, na które wpadły ich szalone kuzynki. – Wrócisz do Azkabanu już pierwszego dnia, kiedy ktoś ci wytknie, że nie wolno ci się odzywać poza swoją kolejnością.

- Próbowałem im to powiedzieć – wykrzyknął Syriusz, całkowicie się z nią zgadzając. – Nie chciałem mieć nic wspólnego z moją rodziną i tym pierdolonym nazwiskiem, ale… Kilka dni temu rozmawiałem z Draconem po tym, jak pracowaliście nad jego Mrocznym Znakiem. On chce zapracować na to, aby nazwisko Malfoy odzyskało dawny szacunek. Ten chłopak jest uparty i obstaje przy swoim. Znasz motto rodu Malfoy'ów?

Mia skinęła głową.

- Sanctimonia Vincet Semper. Czystość zawsze zwycięża.

- Toujours Pur. Na zawsze czysty – dodał Syriusz z oczywistą przyjemnością. – Wszystko wiąże się z czystością. Powiedziałem Draconowi, że jako nowa głowa rodziny powinien wymazać te słowa z historii, spalić rodzinny herb i zacząć od nowa.

Mia zachichotała.

- Znając jego, na pewno miał coś do powiedzenia na ten temat.

Syriusz skinął głową.

- Zaczął wymieniać synonimy słowa czystość. Dobro, honor, przekonanie – westchnął i spojrzał na swoje dłonie. – Chciałbym… Chciałbym naprawdę odbudować Starożytny i Szlachetny Ród Blacków. Chciałbym sprawić, żeby ludzie naprawdę uważali nas za ród szlachetny.

Mia uśmiechnęła się do niego z dumą, a Syriusz poczuł, że coś w jego duszy się rozgrzewa. I chociaż nie była do niej fizycznie podobna, spojrzenie Mii przypomniało mu o Dorei, która patrzyła na niego w ten sposób, kiedy zrobił coś dobrego.

- I chciałbyś mieć potomka, któremu zostawiłbyś całe to dziedzictwo?

Syriusz nachylił się nad nią i złożył pocałunek na jej obojczyku. Objął jej talię i przyciągnął ją do siebie.

- Chcę zbudować z tobą wspólną przyszłość. Nie chcę, żeby cokolwiek nas powstrzymywało. Może jestem samolubny, ale tym razem chcę dostać wszystko.

- Cały czas mamy wrogów. Voldemort był nowotworem toczącym czarodziejski świat. Jego już nie ma, ale pozostała infekcja.

Syriusz warknął.

- Wyleczymy cały czarodziejski świat.

- To będzie dramatyczna walka – zauważyła. – Może będę musiała wywołać skandal.

Zachichotał w odpowiedzi i zadrżał z niecierpliwości.

- A kiedy ty nie wywołałaś skandalu?

- Rzuć Zaklęcie Antykoncepcyjne.

- Ale wydawało mi się, że…

- Moja matka nie bez powodu nauczyła mnie tego zaklęcia. I nie chodzi o to, że martwię się opiniami innych ludzi, ale oburzony ton głosu Molly Weasley działa mi na nerwy. Nie zamierzam zajść w ciążę przed ślubem. W takim razie, jeśli nie zamierzasz się w tym momencie oświadczyć, rzuć zaklęcie.

Syriusz uśmiechnął się i przycisnął wargi do jej szyi.

- A jeśli planuję się oświadczyć?

- To zdejmij pierścionek ze swojego łańcuszka i się oświadcz – stwierdziła prosto.

Zesztywniał i odskoczył od niej, jakby się oparzył. Patrzył na nią bez słowa, a z jego twarzy powoli odpływała krew.

- Co? Skąd…?

Mia prychnęła i wywróciła oczami.

- Skąd wiedziałam, że z twojego srebrnego łańcuszka zwiesza się zakamuflowany pierścionek? Otoczony dodatkowymi zaklęciami ochronnymi? Syriuszu, to ja nauczyłam cię tych zaklęć. Może nie widzę pierścionka, ale wyczuwam, że on tam jest.

Syriusz zmarszczył czoło i zmrużył oczy.

- Jak długo wiedziałaś?

- Od chwili, kiedy wróciłeś z nim do domu, po weselu Lily i Jamesa.

Opadła mu szczęka.

- Dlaczego nic nie powiedziałaś?

- Bo do ciebie należy oświadczenie się – stwierdziła. Pochyliła się i pocałowała kącik jego ust. – A ty cały czas byłeś zbyt nerwowy i nie potrafiłeś się zebrać na odwagę. Nie chciałam cię popędzać.

- A teraz? – Prychnął.

- No cóż… - Usiadła i słodko się do niego uśmiechała. – Miałeś dziewiętnaście lat, żeby wymyślić jakieś porządne oświadczyny i uważam, że w tym czasie zebrałeś całą potrzebną do tego odwagę. Zapytałeś Jamiego o pozwolenie?

- Wkurza cię to?

- Trochę. Ale jestem pewna, że on był zachwycony.

- Był – odpowiedział ze śmiechem. Po chwili jednak ogarnął go smutek. – Miałem zamiar zrobić to tamtej nocy. Kiedy zniknęłaś. Nad tanią chińszczyzną rozłożoną na środku pokoju. Wydawało mi się, że to bardziej w naszym stylu niż wielka mowa i przygotowania, jakie do swoich oświadczyn poczynił James.

Mia troskliwie dotknęła jego policzka.

- Zdecydowanie bardziej w naszym stylu.

- I takie oświadczyny byłyby dużo subtelniejsze niż to, co Remus zrobił Tonks – Syriusz złożył pocałunek na jej dłoni, usiadł i odpiął srebrny łańcuszek. Zsunął z niego zakamuflowany pierścionek i zapiął łańcuszek z powrotem.

- Nigdy o tym nie myślałam – przyznała Mia, patrząc na niewidzialny pierścionek, spoczywający bezpiecznie w dłoni Syriusza. – Niech zgadnę. Było dużo poezji?

- Nie – Syriusz roześmiał się. – Z tego, co powiedziała mi moja kuzynka, wykrztusił z siebie to pytanie po spektakularnym seksie w noc śmierci Dumbledore'a.

Mia potrząsnęła głową.

- To urocze, jak bardzo on jest w niej zakochany.

Syriusz ujął pierścionek w dwa palce, ale nadal nie pozwolił jej go zobaczyć.

- Na co masz ochotę? – Zapytał, patrząc na nią z miłością, a jej oczy rozbłysły.

- Wydaje mi się… - Mia uśmiechnęła się szeroko. – Że mam ochotę na tanią chińszczyznę.

Opuścili rezydencję przy Grimmauld i skierowali swoje kroki do pobliskiej chińskiej restauracji. Mugole odwracali wzrok od pary, która karmiła się nawzajem sajgonkami i kurczakiem lo mein. Syriusz podszedł do lady i położył na niej pięćdziesięciofuntowy banknot. Poprosił o torbę wypełnioną po brzeg ciasteczkami z wróżbą. Wrócił z nimi do stolika w głębi lokalu, ignorując dziewczynę, która chciała mu wydać resztę.

On i Mia wgryźli się w ciasteczka i powyciągali z nich karteczki, na których zapisane były wróżby.

Syriusz się uśmiechnął.

- W twoim życiu nadchodzi wyjątkowy okres – przeczytał i roześmiał się. – Dzięki swojemu żartobliwemu usposobieniu nigdy nie będziesz samotny.

Mia również zaczęła chichotać nad swoją wróżbą.

- Nadszedł dobry czas, aby zakończyć stare sprawy – wywróciła oczami. – Skup się na celach długoterminowych.

Urwała, kiedy Syriusz sięgnął przez stół i ujął jej dłonie w swoje. Zamknął je wokół czegoś, a kiedy Mia spojrzała w dół, zobaczyła kolejną wróżbę. Wszystko jest trudne, zanim zaczyna być łatwe.

Spojrzenie jej bursztynowych oczu odnalazło jego szare tęczówki i Mia słodko pocałowała Syriusza, kiedy mężczyzna wsuwał na jej palec opalowy pierścionek zaręczynowy babci Black.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

14 października

Był taki czas, kiedy spotkanie rodzinne oznaczało dla niej kolację w Norze, gdzie była otoczona Weasley'ami. W tej chwili wyłącznie jedna osoba z tej rodziny znajdowała się w ich sporym gronie – Ginny trzymała mocno Harry'ego pod ramię – które kierowało się w stronę małej restauracji przy Ulicy Pokatnej.

Spotkali się w południe, w środku tygodnia, ale wcześniej wysłali sowę z rezerwacją, aby nie czynić niepotrzebnego zamieszania. Na Ulicy Pokątnej pojawiali się osobno, nie chcąc przyciągać uwagi. Na szczęście, póki co udawało im się unikać fotografów i reporterów. Mia miała nadzieję, że szybko znajdą się wewnątrz restauracji. I stałoby się tak, gdyby kelnerka nie zauważyła w ich grupie Dracona. Zesztywniała, jakby nagle wyrósł przed nią sam Voldemort.

- Chwileczkę – powiedziała zdenerwowana, wpadła do środka restauracji i wróciła po chwili z dobrze ubranym, ciemnowłosym czarodziejem, który zignorował całą grupę, skupiając się na blondynie.

- Nie obsługujemy cholernych Śmierciożerców!

- Słucham? – Syknęła Ginny, mrużąc oczy.

- Proszę to powtórzyć – identycznym tonem dodały jednocześnie Narcyza i Andromeda.

- Ja się tym zajmę – powiedziała spokojnie Mia i odwróciła się do mężczyzny z uprzejmym uśmiechem. – Bardzo przepraszam za moich towarzyszy. Doskonale rozumiem, że ma pan swoje powody. Wojna nam wszystkim dała się we znaki. Co jednak pan powie o nas? Czy obsługujecie bohaterów wojennych?

Wskazała na siebie i Harry'ego, właściwie najbardziej rozpoznawalnych z grupy. Postanowiła zignorować krzywą minę Harry'ego.

Mężczyzna zaczerwienił się, gdy rozpoznał resztę towarzystwa.

- Na mą duszę… Harry Potter! Oczywiście, że obsługujemy bohaterów wojennych!

Mia czuła wściekłość buchającą od Harry'ego, który stał tuż za nią. Odwróciła się, żeby spojrzeć na wszystkich członków ich grupy. Wiedziała, że gdyby zerknęła od razu na Dracona, zauważyłaby, że chłopak posyła Harry'emu nieprzyjazne spojrzenia. Na szczęście, Draco nigdy nie zrobiłby nic zawstydzającego przed swoją matką, a nawet gdyby coś powiedział, Harry nie zareaguje, mając obok siebie Remusa i Tonks.

Uśmiechnęła się do kierownika restauracji, ale po chwili pozwoliła, żeby jej twarz stała się zimną, nieczułą maską.

- W takim razie obsłużycie również jego – powiedziała stanowczym tonem, nie pozwalając na żadne protesty. – Ponieważ on również jest bohaterem wojennym. Albo po prostu dlatego, że my na to nalegamy.

I właśnie w tej chwili mężczyzna zmienił swoje zdanie o osławionej Hermionie Granger.

Wystarczył jeden Śmierciożerca pośród jej znajomych i wszystkie jej wojenne działania zeszły na dalszy plan. Mężczyzna wiedział, że nie powinien mówić tego głośno w obecności Harry'ego Pottera. Nie mógł się jednak powstrzymać.

- Nie rozumiem, jak możecie przebywać w jego towarzystwie! To syn Lucjusza Malfoy'a!

Mia nie podniosła głosu i tylko uśmiechnęła się grzecznie. To powinno służyć jako ostrzeżenie.

- Jest również synem Narcyzy Black, co czyni go rodziną. I proszę mi uwierzyć, że nie jestem zadowolona, kiedy ktoś grozi mojej rodzinie.

Na ich korzyść działało, że szczegóły upadku Voldemorta i śmierci wielu Śmierciożerców nie zostały upublicznione. Pomagało również to, że między czarodziejami krążyło mnóstwo plotek dotyczących sposobu, w jaki zniszczono Czarnego Pana. Nikt nie wiedział ze stuprocentową pewnością, czego dokonali ludzie stojący właśnie w drzwiach do restauracji. Hermiona Granger była tylko urodzoną w mugolskiej rodzinie przyjaciółką Harry'ego Pottera, prawda? A może była najinteligentniejszą czarownicą swojego pokolenia? I co to w ogóle miało znaczyć?

Mężczyzna spojrzał w dół, urażony faktem, że Mia nie chciała z własnej woli zerwać kontaktu wzrokowego.

- Nikomu nie grożę – wymamrotał. – Po prostu słyszałem, że zabił własnego ojca.

- Dokładnie – Mia uśmiechnęła się, jakby była to najlepsza wiadomość, jaką usłyszała od początku dnia. – Zabił prawą rękę Voldemorta kilka minut po tym, jak mój przystojny czarodziej wyrwał gardło Bellatrix Lestrange.

Wyciągnęła ramię do Syriusza, który zamiast ująć jej dłoń, jak przystało na kulturalnego czarodzieja, stanął za nią i pocałował jej obojczyk.

- Rezerwacja dla Rodu Blacków – cień arogancji pojawił się w uśmiechu Mii, kiedy próbowała ignorować zachowanie Syriusza, które właściwie ją niesamowicie bawiło. – Przypominam, że nasza rodzina jest znana z niestabilnych emocjonalnie członków. Niech mi pan powie, biorąc pod uwagę fakt, że potrafimy wydziedziczyć z rodu krewnych, którzy źle traktują naszych ukochanych, jak zareagujemy na całkowicie obcą osobę, która obraża jednego z nas?

Zapadła cisza.

- Proszę nas zaprowadzić do prywatnego pokoju – Mia ponownie była uosobieniem grzeczności, chociaż osoby wyczulone na jej nastroje słyszały tę charakterystyczną nutę groźby w jej słowach. – Nie chcemy, żeby nam przeszkadzano, szczególnie, gdyby mieli to być reporterzy. Robię się wściekła, kiedy widzę moje nazwisko w Proroku Codziennym w towarzystwie totalnych bzdur.

- Proszę tędy – powiedziała kelnerka po znaku, który dał jej sprowadzony przez nią mężczyzna.

- Szczerze przepraszam – szepnął do Mii.

- Nie musi pan przepraszać – Uśmiechnęła się, a on westchnął z ulgą. – Mnie.

Spojrzała na Dracona, który patrzył z obrzydzeniem na kierownika restauracji.

- Jestem gotowy wybaczyć te słowa w zamian za butelkę dobrej szkockiej – powiedział wyniośle.

- Szkockiej? – Zapytał ze zdumieniem mężczyzna.

- To taki mugolski alkohol – odpowiedział drwiąco Draco, a pracownicy restauracji spojrzeli na niego zszokowani. Chłopak odwrócił się od nich bez słowa i podążył za swoją rodziną.

W końcu usiedli i zostali uraczeni butelką whisky dla panów oraz niezwykłej jakości szampanem dla pań – oczywiście, na koszt firmy. Mieli też czas, aby opowiedzieć sobie nawzajem o tym, co działo się w ostatnim czasie.

Teddy był przekazywany z rąk do rąk i wszyscy z radością patrzyli, jak jego włosy dopasowują się kolorem do włosów osoby, która aktualnie go trzymała. W końcu maluch zdecydował się na platynowy blond identyczny z kolorem włosów Dracona, który niezręcznie przytrzymywał go na kolanach. Harry był z tego powodu wyjątkowo niezadowolony. Z kolei w oczach Narcyzy pojawiły się łzy wzruszenia i od czasu do czasu rzucała synowi znaczące spojrzenie. Draco z kolei starał się, jak mógł, aby nie spojrzeć w oczy jedynej kobiecie, której nigdy nie potrafił odmówić. Ginny, Tonks i Mia chichotały z tego powodu, a kiedy odważył się spojrzeć na nie morderczo, roześmiały się w głos.

Remus przekazał Ginny plany powtórek z Obrony przed Czarną Magią, które przygotował dla osób powracających do Hogwartu. Tonks rozmawiała o sprawach Aurorów z Harrym. Draco i Syriusz dyskutowali o różnych nutach smakowych w mugolskiej szkockiej, którą kierownik restauracji dostarczył w połowie posiłku. Mia, Narcyza i Andromeda rozmawiały o Ministerstwie Magii.

- No, właśnie – Mia spojrzała na Dracona. – Zapomniałam ci powiedzieć, ale w tym tygodniu powinieneś dostać z Ministerstwa sowę dotyczącą twoich skarbców.

Draco wyprostował się, próbując nie wyglądać jednocześnie na zbyt podekscytowanego.

- Naprawdę? A powiedz mi, w jaki sposób udało ci się skłonić Ministerstwo do rozpatrzenia sprawy moich skarbców, Potter? – Zapytał, specjalnie zwracając się do niej nazwiskiem. Uśmiechnął się przelotnie i zwycięsko, kiedy Harry podniósł głowę, jakby został wywołany do odpowiedzi.

- Stwierdziłam, że jakiekolwiek śledztwo prowadzone w związku z twoimi skarbcami musi się zakończyć, zanim wyślę sformułowany w mocnych słowach list do Narodu Goblinów, w którym zasugeruję, że Ministerstwo może mieć plany na zagarnięcie dla siebie przedmiotów wyprodukowanych przez Gobliny, które mogą znajdować się w skarbcach rodu Malfoy'ów – wyjaśniła i upiła łyk szampana.

- Groziłaś Ministerstwu? – Zapytał Harry, zbierając szczękę z podłogi.

- Oczywiście, że nie. Przecież to byłoby bardzo nieuprzejme z mojej strony. Po prostu zaoferowałam rozwiązanie bardzo trudnej sprawy, która do tej pory nie została rozwiązana.

- A rezydencja? – Zapytała z nadzieją Narcyza.

- Pracuję nad tym – obiecała Mia. – Jesteście oboje pewni, że nie chcecie tam mieszkać? Jeżeli będziecie skłonni przenieść się i zrównać budynek z ziemią, mam pewien pomysł, który sprawi, że Ministerstwo będzie chciało się go pozbyć, jakby Dwór był zarażony smoczą ospą.

- To miejsce przestało być domem… - Zaczął Draco, ale szybko urwał i utkwił wzrok w szkockiej.

Narcyza zgodziła się z synem.

- Rezydencja już nie jest naszym domem. Jednakże ziemia należy do Dracona, nie do Ministerstwa.

Mia skinęła głową.

- Tę sprawę traktuję priorytetowo. Podobnie, jak kilka innych.

- To znaczy, jakich? – Zapytała z zaciekawieniem Ginny.

- Różnych. W nadchodzącym roku będę miała dużo pracy – Mia westchnęła miękko i rozpromieniła się, kiedy Syriusz nachylił się nad nią, pocałował ją w policzek i szepnął jej coś na ucho. Skinęła głową, nie patrząc na niego i sięgnęła po kieliszek z szampanem.

- Skoro jesteśmy przy rzeczach do zrobienia – powiedział Syriusz i odkaszlnął cicho. Sięgnął dłonią do kieszeni skórzanej kurtki i wyciągnął z niej oficjalnie wyglądającą, kremową kopertę, pokrytą złotymi literami i zapieczętowaną czerwonym woskiem. – Harry, to dla ciebie.

Ponad połowa zgromadzonych przy stole natychmiast ucichła. Andromeda i Narcyza westchnęły cicho i uniosły dłonie do ust, starając się powstrzymać ekscytację. Draco spojrzał na kopertę z zainteresowaniem i uśmiechnął się, rozbawiony. Harry i Ginny patrzyli na nią zaciekawieni, nie wiedząc, co zawiera. Tonks siedziała cicho, podrzucając na kolanie Teddy'ego i uśmiechając się szeroko, natomiast Remus spojrzał promiennym wzrokiem na Mię i Syriusza, którzy siedzieli i obserwowali, jak Harry łamie pieczęć i wyciąga z koperty list.

- Do Lorda Harry'ego Jamesa Pottera, głowy Rodu Potterów… - Mamrotał pod nosem, kompletnie nie rozumiejąc znaczenia tytułu poprzedzającego jego nazwisko. – Hermiona z rodu Potterów, ukochana siostra… Moją intencją jest…

Harry urwał i jego spojrzenie poszybowało ku podpisowi listu, gdzie znalazł wykaligrafowane nazwisko Syriusza, włącznie ze wszystkimi jego tytułami, nieruchomościami i zawartością jego skarbców.

- Syriuszu, co to jest?

- To List Intencyjny – wyjaśniła Mia. – To stary zwyczaj, popularny kiedyś pośród czarodziejów czystej krwi, który, niestety, nie jest już powszechnie używany.

- Niestety – przyznała jej rację Narcyza i odwróciła głowę w kierunku Dracona, który lekko przytaknął, odpowiadając na jej niezadane pytanie. Kiedy czas nadejdzie, on na pewno postąpi zgodnie ze starymi tradycjami. – Kiedy czarodziej chciał się oficjalnie starać o czarownicę, spisywał wszystkie swoje intencje i przekazywał taki list głowie rodu tej czarownicy, szukając aprobaty.

Harry zmarszczył brwi.

- Nadal nie rozumiem. Syriuszu, ty i Hermiona jesteście przecież razem. Czy moim dziadkom też wysłałeś taki List, kiedy zaczęliście ze sobą chodzić?

Syriusz potrząsnął głową.

- Nie. Ale Remus to zrobił, kiedy spotykał się z Mią.

Tonks odwróciła się i z niedowierzaniem spojrzała na swojego męża.

- Słucham?! Ja nigdy nie dostałam żadnego cholernego listu – powiedziała głośno, ale w jej oczach błyszczała drwina.

- Chciałabyś otrzymać go teraz, kochanie? – Zachichotał do niej Remus, a kiedy Dora wzruszyła ramionami, zwrócił się do Andromedy i pozwolił żonie zająć się Teddym, którego włosy zmieniły kolor na jadowicie zielony. – Andromedo, oczekuj mojej sowy przed końcem tygodnia.

Wszyscy uśmiechnęli się do małżonków, a Harry wykorzystał ten moment, aby ponownie przeczytać List Intencyjny.

- Co to, w takim razie, znaczy? Przecież już powiedziałem, że nie mam nic przeciwko waszemu związkowi.

- Harry, List Intencyjny to poważna sprawa – wyjaśniła Mia. – Kiedy czarodziej przygotowuje taki list i wręcza go czarownicy na początku starania się o nią, wkłada całą władzę nad związkiem w jej dłonie. Ona decyduje, czy go przyjąć, czy odrzucić. A jeśli go odrzuci, nigdy więcej nie może zaakceptować propozycji związku od tego mężczyzny. Odrzucenie Listu Intencyjnego na zawsze kończy związek.

- Co zrobiła z twoim? – Zapytała Ginny Remusa.

- Spaliła go na oczach naszych przyjaciół. Lubiła robić takie sceny.

- Harry… - Mia zawahała się. – Przyjęłam list Syriusza.

Narcyza i Andromeda ponownie westchnęły, a wszystkie oczy spoczęły na Harrym, który nadal wyglądał na zaskoczonego.

Draco wywrócił oczami.

- Na Merlina, Potter! Syriusz prosi cię, jako głowę rodu Potterów, o pozwolenie, żeby poślubić tę wiedźmę – odwrócił się do Mii i spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Zdawałaś jego S. za niego?

Harry zignorował docinek Dracona i spojrzał pytająco na swojego ojca chrzestnego. Syriusz miał bardzo poważny wyraz twarzy.

- Jesteście zaręczeni?

- Tylko, jeśli się zgadzasz, synu – odpowiedział Black.

Harry prychnął i spojrzał na Mię.

- Tobie to pasuje? Hermiono, przecież nie potrzebujesz mojego pozwolenia. Czy to nie jest jedna z tych spraw, które według ciebie poniżają i uprzedmiotowiają kobiety?

- Normalnie bym się z tobą zgodziła. Ale to nasza tradycja. Moja matka przekazała mi ją jako czarodziejskie dziedzictwo, a ja z Syriuszem planujemy przekazać te tradycje tobie. I nie zrozum mnie źle, jeśli ci się to nie podoba, poproszę Ginny, żeby rzuciła na ciebie Upiorogacka i nie puszczała, dopóki nie zapłaczesz – Mia się roześmiała.

Harry ostrożnie trzymał List Intencyjny w dłoniach, nie wiedząc, co powinien z nim zrobić. Czuł się z tego powodu niezręcznie. W zaskakującym odruchu, Draco zlitował się nad swoim dawnym przeciwnikiem i zaoferował cichą poradę.

- Uściśnij jego dłoń.

Harry skinął Draconowi głową, dziękując za pomoc i wstał, zwracając ciało w kierunku Syriusza. Mężczyzna również podniósł się ze swojego krzesła i przyjął wyciągniętą dłoń swojego chrześniaka, po czym jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Przyciągnął Harry'ego do siebie i mocno przytulił.

W tym momencie Narcyza przerwała w końcu ciszę. Przeniosła się ze swojego miejsca, które zajmowała po prawej stronie Dracona na krzesło opuszczone przez Syriusza.

- Gdzie go masz? – Zapytała uprzejmie, ale jej jasny, radosny uśmiech spowodował, że wydawała się co najmniej dekadę młodsza.

Mia wyciągnęła przed siebie lewą dłoń i puknęła w nią różdżką. Na jej serdecznym palcu zmaterializował się wcześniej zakamuflowany pierścionek zaręczynowy ze sporym opalem.

Narcyza oglądała go z dumą. Nawet Andromeda nachyliła się nad stołem, żeby przyjrzeć się pierścionkowi.

- Czy to jest to, o czym myślę?

- Opalowy pierścionek Violetty Black – potwierdziła Mia i spojrzała na Harry'ego. – Opowiadałam ci o nim. Twój tata chciał go zwinąć i wysłać do Lily, gdy byliśmy dziećmi. Ale kiedy się jej oświadczył, dał jej rodowy pierścień Potterów.

- Chciałem, żebyś nosiła rodowy klejnot Blacków, ale nic, co należało do Walburgi – powiedział Syriusz.

- Będę ci za to wdzięczna do końca życia, kochanie – mruknęła Mia.

Narcyza przyglądała się pierścionkowi z wielką uwagą, a Andromeda zachichotała.

- Co cię tak śmieszy? – Zapytała jej siostra.

- Ten pierścień przechodził na kolejne żony rodu Blacków w prostej linii. Violetta Black pochodziła z rodu Bulstrode'ów, a przed nią pierścień należał do Ursuli Black, która należała do rodziny Flintów.

Narcyza również się roześmiała.

- Pokolenia po pokoleniach czystokrwistych Ślizgonów i purystów krwi, a w końcu pierścionek stał się własnością urodzonej w mugolskiej rodzinie Gryfonki – dodała rozbawiona Andromeda. – Która otrzymała go od ostatniego potomka Blacków, wypalonego z drzewa genealogicznego.

Syriusz nigdy nie wyglądał na bardziej dumnego, niż w tej chwili.