Od tłumaczki: Ten rozdział prawie mnie pokonał. Trzy razy przysiadałam do jego tłumaczenia i w końcu mi się udało. Z kolejnym może być podobnie. Mia kończy niezałatwione sprawy. Najpierw Rita Skeeter, a następnie… Sami zobaczycie. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 140 – UJAWNIENIE SIĘ
19 października 1998
Spodziewałby się ktoś, że po latach pracy jako dziennikarz śledczy – ewentualnie też dzięki swojej formie Animaga – Rita nabędzie pewnego rodzaju instynkt, który pozwoli jej wykryć zagrożenie. Z drugiej strony, jej arogancja mogła stać na przeszkodzie instynktowi.
Nie zorientowawszy się, że znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, Rita zaprosiła Mię do swojego biura. Oczywiście, była zdania, że znajduje się w obecności nieszkodliwej czarownicy urodzonej w rodzinie Mugoli, Hermiony Granger, dziewczyny, która walczyła o prawa skrzatów domowych i była latarnią nadziei u boku Harry'ego Pottera. Jasne, Hermiona uprowadziła Ritę i przetrzymywała ją w słoju w postaci Animaga przez kilka tygodni tylko po to, aby ją później szantażować, ale sprawy teraz stały nieco inaczej. Teraz Rita była autorką bestsellerowych książek, była sławna i nie bała się Hermiony Granger.
Tym samym popełniała straszną pomyłkę.
Uwaga Mii skupiła się na sporej wielkości pomieszczeniu, które wydawało się mniejsze, niż było w rzeczywistości ze względu na ogromną ilość nagród i pucharów rozmieszczonych na każdej wolnej powierzchni. Niektóre, oczywiście, były prawdziwe – nikt nie mógł zaprzeczyć, że Rita była mistrzynią pióra i angażowała swoich czytelników. Gdyby zechciała zająć się pisaniem powieści o fikcyjnych bohaterach, na pewno w krótkim czasie zyskałaby niewiarygodne bogactwa. Niestety, ta kobieta uciekała się do kłamstw i propagandy w celu zdobycia sławy.
- Jestem ciekawa jednej rzeczy. Skoro twoje książki się tak dobrze sprzedają – zaczęła Mia, patrząc na kilka podpisanych przez autorkę kopii książki Złote Trio: Historia Młodej Miłości w Czasie Wojny. Obszerne tomy leżały na skraju biurka Rity, ułożone w zgrabny stosik. – Dlaczego nadal piszesz dla Proroka?
Rita wzruszyła ramionami i usiadła naprzeciwko Mii. W jej ruchach dominował spokój i nonszalancja. Nie bała się swojej rozmówczyni.
- Proroka Codziennego dostarczają do czytelników dwa razy dziennie. Poza innymi zaletami, przynajmniej mogę za darmo reklamować moje książki.
Mia spojrzała na kilka nagród przyznanych Ricie.
- Dobrze ci się powiodło.
- To prawda, dziękuję – odpowiedziała Rita, a jej słowa brzmiały niemal szczerze. Może rzeczywiście była jej wdzięczna, biorąc pod uwagę to, że skandale, które opisała, z Hermioną Granger w roli głównej, dały początek materiałowi, który zebrała do swojego ostatniego dzieła.
Bo kto przejmowałby się takimi sprawami, jak korupcja w Ministerstwie Magii czy atakujący za dnia Śmierciożercy, skoro dziewczyna Harry'ego Pottera poszła na Bal Bożonarodzeniowy z gwiazdą bułgarskiej drużyny Quidditcha?
Mia nie winiła za nic czytelników, chociaż nadal pamiętała, z jakim chłodem odnosiła się do niej Molly po tym, jak przeczytała kilka artykułów w tygodniku Czarownica. Przy tych wszystkich plotkach o powrocie Voldemorta, łatwiej było czytelnikom odgrodzić się od problemu, niż stawić mu czoła. Oczywiście, ona, Harry i Ron nie mogli sobie pozwolić na takie rozproszenie uwagi. Nie w chwili, kiedy stali na pierwszej linii obrony, jak zwykle.
Zastanawiała się, kto w ogóle chciałby poznać prawdę o tych wydarzeniach. Czy ludzie bardziej by się przejmowali tym, że została poddana torturom, niż kłamstwami na temat jej życia miłosnego? Czy odwróciliby wzrok od faktu, że dwóch Ministrów Magii zignorowało ostrzeżenia o powrocie Voldemorta, a bardzo chętnie zajmowali się plotkowaniem o mężczyznach, z którymi Hermiona Granger utrzymywała kontakt? Mia westchnęła, ciesząc się, że w końcu przestała się przejmować tym, co myślą o niej ludzie. Pierścionek na jej palcu przypominał jej, że kiedy wieści o zaręczynach jej i Syriusza – oraz o jej prawdziwej tożsamości – wyjdą na jaw, nie będzie musiała się martwić kolejnymi plotkami o jej związkach z Harrym, Ronem czy Draconem.
- Może powinnaś podziękować pozostałym ofiarom wojny, których dobre imiona zszargałaś – powiedziała spokojnie Mia, nie patrząc w oczy Rity, a zamiast tego koncentrując się na zdjęciu, które przedstawiało reporterkę w otoczeniu uczestników Turnieju Trójmagicznego. Fleur wyglądała na poirytowaną, Cedryk uśmiechał się grzecznie, a Harry i Wiktor czuli się wyraźnie niekomfortowo. Szczególnie Bułgar, którego Rita mocno złapała na ramię i zawadiacko do niego mrugała jednym okiem.
- Mnie nie musisz dziękować. W ostatnich dniach kompletnie mnie nie interesuje, jakie bzdury wypisujesz na mój temat – kontynuowała, machając dłonią lekceważąco nad ostatnim wydaniem Proroka Codziennego, jakby była to niewiele znacząca błahostka. – Tylko kompletni idioci są w stanie uwierzyć w mój wielki romans z Draconem Malfoy'em. Z drugiej strony, wydaje mi się, że twoje artykuły czytają wyłącznie idioci, skoro uwierzyli w twoje wcześniejsze plotki o związku moim i Harry'ego.
- A co z Syriuszem Blackiem? – Zapytała Rita, przesuwając w stronę Mii zdjęcie zrobione w punkcie aportacyjnym na Ulicy Pokątnej. Ewidentnie czekała na zwyczajowe reakcje, które towarzyszyły wyjściu na jaw sekretnego związku, okrzyków, rumieńców i uciekania spojrzeniem, które mogłaby dodać do pierwotnej wersji artykułu, spoczywającego w górnej szufladzie jej biurka. – Czy o tym również kłamałam?
Mia uśmiechnęła się do zdjęcia. Obejmowała na nim i całowała Syriusza.
Dzięki Merlinowi, że postawił na mojej drodze tego mężczyznę. Jest piękny, pomyślała.
- Mówią, że zdjęcie wyraża tysiąc słów. Szkoda, że twoich słów. Uważam, że masz tendencję do bełkotania – podniosła wzrok i spojrzała na Ritę. Zacisnęła wargi. Na jej twarzy pojawiło się współczucie pomieszane z litością. – Każdy dobry reporter napisałby to samo, korzystając z połowy słów, które ty wykorzystałaś.
Rita zmrużyła oczy, ale fakt, że Mia nie zaprzeczyła temu, co pokazywała fotografia, rozpalił w niej ciekawość. Po chwili sięgnęła po swoje samonotujące pióro, które natychmiast zaczęło śmigać po pergaminie za jej plecami.
- Potwierdzasz to, tak? Ty i Syriusz Black jesteście kochankami?
Mia wywróciła oczami, a jej palce zaczęły bawić się opalowym pierścionkiem. Siedziała i jej dłonie były ukryte przed drapieżnym wzrokiem Rity.
- To, co istnieje między mną i Syriuszem Blackiem jest dużo większe od wszystkiego, co mógłby ogarnąć twój ograniczony umysł. Przede wszystkim musisz wiedzieć, że Syriusz kocha mnie tak bardzo, że na moją prośbę dosłownie wyrwałby ci gardło i zostawił, abyś się wykrwawiła. Zaręczam, że ma wyjątkowo ostre zęby – powiedziała, wspominając z przyjemnością, jak podgryzał ją tego poranka. – I szczerze wątpię, że jego ugryzienia byłyby dla ciebie tak samo miłe, jak dla mnie.
Rita wyglądała tak, jakby zaraz miała się obślinić, tak bardzo była wygłodniała plotek.
- A jeśli chodzi o moje uczucia do Syriusza… - Odetchnęła głęboko i wypuściła powietrze z płuc ze świstem. Obserwowała uważnie, jak pióro samonotujące mknie po pergaminie za plecami reporterki. – Kocham Syriusza Blacka. I nie obchodzi mnie, że zostanę przez ciebie nazwana szukającą sławy i ogromnej fortuny dziwką. Wzięłam jednak do siebie to, że określiłaś jego jako perwersyjnego degenerata.
Pióro zawahało się, gdy ton Mii się zmienił. Teraz patrzyła na Ritę lodowatym wzrokiem i jej głos dorównywał temperaturą temu spojrzeniu. Rita chyba się nad czymś zastanawiała.
Mia miała nadzieję, że Rita rozmyśla nad tym, czy powinna się bać. Gdyby tak było, ułatwiłoby to jej zadanie. I zrobiło je o wiele przyjemniejszym…
- A ile dokładnie miałaś lat, kiedy rozpoczął się twój… Związek z Lordem Blackiem? – Zapytała Rita.
To wystarczyło.
Tam właśnie tkwiło oskarżenie wysunięte w stosunku do Syriusza i obraza Mii. Nieważne były jej sny, które nawiedzały jej podświadomość, kiedy była jeszcze nastolatką i spędzała wakacje w rezydencji przy Grimmauld, śpiąc kilka sypialni od Syriusza Blacka. Żadne z nich nie poddało się swoim uczuciom do chwili, kiedy oboje byli pełnoletni. Lub kiedy oboje byli niepełnoletni.
- Czas i wiek nic dla mnie nie znaczą – powiedziała stanowczo Mia. – Gdybyś nie była taką zadufaną w sobie zdzirą, mogłabym zaoferować ci historię miłosną na miarę opowieści stulecia. Wojna, zdrada, morderstwa, seks… Miłość, która przekracza granice życia i śmierci. Niestety, wyjątkowo mnie wkurwiłaś o jeden raz za dużo. Nawet widmo szantażu cię nie powstrzymało. Z tego powodu na pewno nie zostaniemy przyjaciółkami.
Wstała szybko i wycelowała różdżkę w pióro samonotujące. Roztrzaskała je zaklęciem, które spaliło również pergamin.
Na twarzy Mii pojawiła się furia, a oczy Rity rozszerzyły się z przerażenia, kiedy zauważyła, że brakuje jej różdżki, którą zwykle trzymała w szatach. Spojrzała na uśmiechającą się arogancko Mię, która w jednej dłoni trzymała kawałek drewna jesionowego, a w drugiej winorośl.
Rita zasyczała, widząc swoją różdżkę w dłoni innej czarownicy.
- Jak ty…?
Mia bezgłośnie przyzwała ze swojej torebki sporej wielkości słój z podziurawioną pokrywą.
Na widok pojemnika Rita cofnęła się.
- Nie sądzę, panienko. Uważasz, że jestem na tyle głupia, żeby ponownie zmienić się w twojej obecności? Żebyś znowu mogła mnie złapać? – Roześmiała się głośno… Zbyt głośno. Może miała nadzieję zaalarmować innych ludzi w budynku, którzy pospieszyliby jej z pomocą?
- Uważasz, że nie jestem wystarczająco inteligentna, żeby cię do tego zmusić? – Zapytała ironicznie Mia, przekręcając jej pytanie. – Przypomnij mi, jak w ostatnim czasie nazywają mnie gazety? Poza „szukającą bogactw dziwką", oczywiście. Czy to nie było coś w rodzaju „Najinteligentniejsza Czarownica Stulecia"? Wydaje mi się, że ktoś, kogo nazywa się w ten sposób będzie wiedział, jak zmusić Animaga do przyjęcia swojej drugiej formy. To zaklęcie z poziomu O.W.U.T.E.Mów, ale przecież obie wiemy, że zawsze wychodziłam poza swój poziom.
Rita zbladła.
- Słucham?
- To w rzeczywistości bardzo proste zaklęcie. Jestem zdziwiona, że większość Animagów go nie zna. Mój najdroższy przyjaciel kiedyś wykorzystał je przeciwko mnie – przypomniała sobie egzamin z Obrony przed Czarną Magią, kiedy pojedynkowała się z Remusem. – Oszust.
- Jesteś…?
- Animagiem? Tak. Od wielu lat. Jak długo tobie zajęło opanowanie tego talentu? – Zapytała Mia i uśmiechnęła się triumfalnie, kiedy Rita posłała jej niezadowolone spojrzenie. – Ja nauczyłam się jeszcze przed zdaniem S.U.Mów. Ale wracając do tego uroczego, prostego zaklęcia… Widzisz, wystarczy jeden krótki ruch różdżki.
Rita zadrżała i ukryła twarz w dłoniach, jakby to miało ją ochronić przed skutkami tego zaklęcia.
- Nie odważysz się! – Wrzasnęła z przerażeniem.
Mia zachichotała na widok przestraszonej, ale nadal upartej i zadufanej w sobie czarownicy.
- Jeszcze nie. Jeżeli teraz bym cię zmieniła w małego robala, nie zobaczyłabym twoich łez po zrobieniu tego! – Powiedziała, po czym skierowała różdżkę na stosik równo ułożonych książek o trojgu Gryfonów i go podpaliła.
- Nie wolno ci! Wzywam Aurorów!
Mia wdzięcznie opadła na krzesło i elegancko skrzyżowała nogi w kostkach.
- Nie ma pośpiechu, złotko – powiedziała spokojnie i odwróciła głowę do drzwi, przez które z impetem wpadli Harry Potter, Syriusz Black i Remus Lupin. W dłoni tego pierwszego drżała różdżka. – O, spójrz! Aurorzy przybyli.
Harry spojrzał na Mię zmartwionym wzrokiem. Jego niepokoju nie ukoił fakt, że dziewczyna siedziała spokojnie przed biurkiem, a Rita Skeeter z wrzaskiem próbowała ugasić pożar, nie dysponując nawet różdżką.
- Hermiono! Co ty wyprawiasz?
- To chyba oczywiste! Składam skargę na artykuł pani Skeeter – poruszyła swoją różdżką z winorośli, zaś jesionową rzuciła Syriuszowi. – Narcyza, Laurel i ja ciężko pracowałyśmy, żeby zaręczyny Dracona i Astorii zostały ogłoszone z całą należną uwagą, a pani Skeeter z taką łatwością zniweczyła nasze plany. I uważam, że na tym zdjęciu wyglądam fatalnie.
Syriusz uśmiechnął się do narzeczonej, chowając do kieszeni różdżkę Rity.
- Ja sądzę, że wyglądasz czarująco.
Mia odpowiedziała uśmiechem.
- Nie jesteś obiektywny.
Harry przenosił zdumione spojrzenie ze swojej przyjaciółki na ojca chrzestnego, aż w końcu zwrócił się z niemym pytaniem do Remusa. Wilkołak jednak potrząsnął głową i niewypowiedziane A nie mówiłem? zawisło w powietrzu.
Rita, korzystając z pojawienia się mężczyzn, próbowała przesunąć się w kierunku drzwi, ale Mia niesamowicie szybko uniosła różdżkę i zatrzymała ją w pół kroku.
- Kochanie – powiedział spokojnie Remus. – Wiem, że wzburzył cię ten artykuł, ale…
- Remusie, przestań mówić do mnie takim tonem, jakby próbowała zamordować tę wiedźmę – przerwała mu Mia, nie zrywając kontaktu wzrokowego z reporterką.
- Wszyscy wiemy, że masz krótki bezpiecznik, kiedy chodzi o szarganie dobrego imienia…
- Remusie Lupin, minęły lata od kiedy chciałam poczęstować kogoś Zaklęciem Niewybaczalnym – stwierdziła stanowczo. Rita krzyknęła krótko, a Harry spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.
- Zaczekaj… Skoro nie chcesz jej zabić, to co tu robisz? – Zapytał ostrożnie Potter.
Mia odwróciła się do niego plecami i obrzuciła Ritę lodowatym spojrzeniem.
- Udowadniam coś – powiedziała i skierowała na kobietę swoją różdżkę. – Avis.
- O, cholera – wymamrotał Harry, pamiętając to zaklęcie z szóstego roku. Mia wiedziała, że Ron nadal nosił niewielkie blizny na dłoniach i przedramionach po jej ataku.
Jednak tym razem, zamiast małych, żółtych ptaszków, w pomieszczeniu pojawiło się stado sporych kruków.
- To nie są kanarki – szepnął Remus.
- Oppugno! – Syknęła Mia i ptaki zanurkowały w kierunku Rity z dziobami gotowymi do zadania obrażeń.
Harry – bohater w każdej sytuacji – był jedynym, który ruszył Ricie na pomoc.
Zanim jednak miał możliwość wybawić ją od tego ataku, Mia odesłała kruki w niebyt. Upewniła się wcześniej, że udało im się kilka razy dziobnąć kobietę.
Zgodnie z tym, co Mia obiecała, Rita zanosiła się łzami. Wykrzykiwała pod adresem dziewczyny wulgarne epitety, nazywała ją „szlamowatą kurwą", ale mimo wszystko płakała. Mii nie zależało w ogóle na krwi i śmierci, ale na strachu i poniżeniu – dokładnie tym, co zgotowała jej Rita wiele lat temu.
Z satysfakcją wypisaną na twarzy, Mia sięgnęła po szklany słój i machnęła różdżką w dość skomplikowany sposób, który wiele lat temu podpatrzyła u Remusa. Po chwili przyzwała do słoja niewielkiego żuka.
- Hermiono, ja nadal jestem Aurorem – powiedział Harry, zaciskając zęby. Wyraz jego twarzy świadczył, że nie do końca pojmował, jakim cudem to on stał się tym z nich dwojga, kto przestrzegał reguł. – Nie mogę po prostu… Przecież właśnie kogoś zaatakowałaś!
- Nie, Harry. Ja właśnie złapałam nielegalnego Animaga – poprawiła go Mia i rzuciła w jego stronę słój. Z rozbawieniem patrzyła, jak Harry go łapie. – Owszem, musiałam improwizować, żeby Rita zgodziła się ze mną współpracować i może moje metody były trochę brutalne, ale oto jest. Zabierz ją do Ministerstwa.
Harry patrzył na Mię ze zdziwieniem.
- Nie zamierzasz jej szantażować?
- Oczywiście, że nie. Raz próbowałam i nie udało mi się zamknąć jej jadaczki na więcej niż kilka lat. Raz weszłam do tej rzeki, drugi raz…
Harry westchnął i potarł czoło zmęczonym gestem. Mia wiedziała, że po śmierci Voldemorta chłopak nie odczuwał już żadnego bólu w bliźnie, ale pocieranie jej w stresujących chwilach stało się dla niego nowym nawykiem.
- Hermiono, jeśli zabiorę ją do Ministerstwa i postawię w stan oskarżenia, czy nie będzie to… Hipokryzją z twojej strony?
- Dlaczego? – Zapytała Mia. Podeszła do mężczyzn, pocałowała Syriusz w policzek i przełożyła różdżkę Rity z kieszeni jego szaty do kieszeni Harry'ego. – Syriusz i ja jesteśmy legalnie zarejestrowanymi Animagami. Od ponad dwóch dekad.
- Słucham? – Zapytali jednocześnie zdumieni Huncwoci.
- Pracowałam przecież w Ministerstwie. Naprawdę sądzicie, że nie wzięłam pod uwagę tego fragmentu przyszłości i nie stworzyłam dla nas odpowiedniego zabezpieczenia? Zarejestrowałam też Jamiego. Natomiast Petera… Nie – skrzywiła się. – Wypełniłam wszystkie wnioski i rzuciłam na nie Zaklęcie Klejące z opóźnionym efektem. Podejrzewam, że nasza dokumentacja była przez kilka lat przyklejona do szuflady w Rejestrze Animagów, ale do teraz wszystko powinno odpaść. Jeżeli ktoś będzie ich szukał, na pewno łatwo będzie je przyzwać.
- Na gacie Merlina! – Remus patrzył na nią, jak w obrazek. – Jesteś genialna!
Syriusz uśmiechnął się do niej dwuznacznie i podszedł, aby objąć ją w pasie.
- Bardzo by ci przeszkadzało, gdybym porwał cię do domu i …?
Roześmiała się i odepchnęła go od siebie.
- Właściwie, tak, przeszkadzałoby mi to. Mam jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia, zanim uznam, że sprawa Rity Skeeter i jej artykułu jest załatwiona.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Sala konferencyjna dla gości Proroka Codziennego była cicha i czysta. Tandetne obrazki wisiały na ścianach pomiędzy najbardziej poczytnymi artykułami poprzednich lat. Większość dotyczyła Harry'ego, sądząc po zdjęciach.
Kiedy do pomieszczenia wszedł właściciel gazety, Mia zauważyła, że jego spojrzenie padło przede wszystkim na chłopaka.
- Matko Merlina! – Powiedział, wzdychając z ekscytacją. – W moim gabinecie znajduje się Harry Potter. Dzień dobry, panie Potter.
Podszedł do Harry'ego i uścisnął jego dłoń. Potrząsał nią dziko.
- To taki zaszczyt. Taki zaszczyt…
Syriusz wywrócił oczami, a Remus parsknął śmiechem. Harry zaczerwienił się z powodu całej uwagi, która się na nim skupiła i odpowiedział cicho na powitanie.
- Hmmm… Tak. Cześć.
- Hermiona Granger i Syriusz Black… - Kontynuował mężczyzna, odwracając się w ich stronę. Ze zdumieniem zauważył, że trzymają się za ręce i jego twarz rozpromieniła się, ponieważ właśnie otrzymał potwierdzenie krążących ostatnio po redakcji plotek. Na Remusa w ogóle nie zwrócił uwagi, co wilkołak przyjął ze spokojem. Wolał być zignorowany. – Czy zgodzilibyście się na sesję zdjęciową? Może na wywiad?
Twarz Syriusza brzydko się wykrzywiła i mężczyzna musiał zapanować nad swoim temperamentem.
- Wydaje mi się, że ostatnio wystarczająco często drukowaliście w swoim szmatławcu nasze nazwiska.
Mia pogładziła narzeczonego po ramieniu.
- Syriuszu, nie bądź niegrzeczny wobec pana… - Zwróciła się z pytaniem w oczach w kierunku mężczyzny.
- Cuffe – właściciel Proroka przedstawił się bez wahania. – Barnaba Cuffe, panno Granger. Redaktor naczelny i właściciel Proroka Codziennego.
Wsunął dłonie do kieszeni i wyprostował się z godnością, jakby to jemu ktoś miał zrobić zdjęcie.
- Panie Cuffe, wygląda pan na wdzięcznego obywatela czarodziejskiego świata i prawdopodobnie chciałby pan tę wdzięczność okazać, czyż nie mam racji?
- Oczywiście, panno Granger. Ma pani rację – odpowiedział entuzjastycznie, posyłając zachwycone spojrzenia Harry'emu.
Mia skinęła głową, ale po chwili jej spojrzenie spoważniało.
- Niestety, sprowadza nas tutaj sprawa skargi, którą chcielibyśmy złożyć. Widzi pan, panie Cuffe, dwójka moich przyjaciół była niezwykle podekscytowana ogłoszeniem swoich zaręczyn i bardzo źle na nich wpłynął fakt, że pańska gazeta wolała wydrukować na pierwszej stronie niepotwierdzoną plotkę, zamiast ich szczęśliwej nowiny.
Barnaba Cuffe zaczerwienił się jak piwonia i nerwowo podrapał się po karku.
- Ah, tak. Tak. Artykuł Skeeter.
- Tak. Panna Skeeter i ja mamy nieciekawą historię – powiedziała Mia z namysłem. – Jestem pewna, że jest jej pan świadomy, panie Cuffe.
Cuffe odkaszlnął, nagle zdając sobie sprawę, że to nie jest przyjacielska wizyta.
- Widzi pani, panno Granger, chodzi głównie o to, że Rita Skeeter przyciąga czytelników. Podczas wojny Prorok Codzienny stracił sporo dochodów. Skeeter może nie jest najmilszą osobą na świecie, ale zawsze była świetną reporterką i ludzie zwracają uwagę na jej artykuły.
Harry głośno prychnął. Gwałtownym ruchem poprawił zsuwające się na nos okulary i skrzyżował ramiona na piersi.
- Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie zwracają uwagę na jej artykuły – odpowiedziała Mia. Jej głos wypełniła troska. – Ale odejdźmy na chwilę od kwestii Rity Skeeter, panie Cuffe. Chce mi pan powiedzieć, że pańska firma ma problemy finansowe z powodu wojny? Straciliście pieniądze?
Cuffe skinął głową.
- Tak, panno Granger.
- To przecież okropne! – Wykrzyknęła i przyłożyła sobie dłoń do piersi. Gdyby właśnie w tej chwili patrzyła na nią Narcyza Malfoy, przyklasnęłaby doskonale wykonanej manipulacji. – Czyż to nie okropne, Harry?
Harry spojrzał na nią, zdziwiony tym, że wciągała go w rozmowę. Jednak zanim odpowiedział, zerknął na dłonie Mii, pewny, że za chwilę stado wściekłych kruków zaatakuje siedzącego przed nimi mężczyznę.
- Ja… Tak. Tak sądzę.
Mia z powrotem odwróciła się do właściciela Proroka.
- Proszę mi powiedzieć, panie Cuffe, czy podczas wojny siedziba Proroka Codziennego stała się celem ataku? Ucierpiał ktoś? Czyjaś rodzina?
- Niezbyt mocno, na szczęście. Mojej rodzinie nic się nie stało, tylko ja zostałem zaatakowany. Jeśli zaś chodzi o pracowników, musiałem zwolnić kilka osób urodzonych w rodzinach Mugoli – zniżył głos do szeptu. – Dla ich własnego bezpieczeństwa, rozumiecie to chyba?
Mia skinęła głową.
- Oczywiście. Jak dobrze, że pan o nich pomyślał, panie Cuffe – uniosła lekko brew, widząc, jak mężczyzna kiwa z zadowoleniem głową. Jak widać, nie był w stanie wychwycić w jej głosie oczywistego sarkazmu.
Syriusz pochylił się do swojego chrześniaka.
- To się nie skończy dobrze.
Harry potrząsnął głową.
- Nic nie rozumiem. Przecież ona nawet nie wygląda na wkurzoną.
Remus prychnął.
- Wygląda jak Dorea.
- No, dobrze – Mia wzięła Barnabę Cuffe'a pod ramię w geście pełnym przyjaźni i zignorowała prowadzoną szeptem rozmowę trzech mężczyzn, którą doskonale słyszała. Cuffe zarumienił się, a w jego głowie już układał się plan artykułu, w których chwalił się, jak Harry Potter wszedł do jego biura i jak Hermiona Granger, najsławniejsza czarownica urodzona w rodzinie Mugoli, trzymała jego rękę. – Wydaje mi się, że czas najwyższy zostawić cały ten bałagan za sobą i zacząć od początku.
- To bardzo uprzejme z pani strony, panno Granger.
- Nalegam również, aby właśnie Prorok Codzienny wydrukował wyłączny wywiad ze mną i Syriuszem w pierwszej kolejności – uśmiechnęła się i puściła zaskoczonego Cuffe'a. Podeszła do krzesła, na którym siedział Syriusz i przysiadła na jego oparciu, licząc, że Syriusz ze swoją drapieżną naturą natychmiast obejmie ją jak swoją własność. Nie pomyliła się.
- Jestem pewna, że taki wywiad przyciągnąłby do Proroka ogromne ilości czytelników – kontynuowała, widząc, jak oczy mężczyzny rozszerzają się na taki pokaz intymności między nimi. Chyba przed oczami miał już pierwszą stronę kolejnego wydania. – Może nawet udałoby się namówić Harry'ego na wywiad?
Mia nie była pewna, czy Cuffe nadal próbował się hamować, czy nie, ale spomiędzy jego warg wyrwał się zachwycony chichot.
Harry zmarszczył brwi.
- Hermiono, co ty…?
- Wywiad? Na wyłączność? – Przerwał mu Cuffe.
- Oczywiście, nalegam na to. Właściwie, poświęcę osobiście dużo czasu i energii, aby doprowadzić Proroka Codziennego do doskonałej kondycji – odpowiedziała, a jej oczy rozbłysły, jakby właśnie coś jej przyszło do głowy. – Zajmę się codziennymi problemami, inwestycjami, ulepszeniami… Oczywiście, Rita musi odejść.
Cuffe zamachał natychmiast dłońmi, jakby odganiał od siebie myśl o Ricie Skeeter.
- Oczywiście, że odejdzie. Z waszą pomocą, jej wpływy nie będą nam potrzebne.
- Dokładnie – Mia wstała, żeby spojrzeć mężczyźnie prosto w oczy. – Kiedy już będę właścicielką tego miejsca, sama ją wyrzucę, żeby nie musiał się pan kłopotać. Podejrzewam, że w ostatnich latach bardzo się zżyliście.
Uśmiech Cuffe'a nagle zniknął z jego twarzy, a pojawiło się na niej zdumienie.
- Stój… Co? Kiedy ty…?
- Kiedy będę właścicielką Proroka Codziennego – powtórzyła, uśmiechając się słodko. – Nie zrozumiał pan wcześniej? Jakie to rozczulające.
Cuffe otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zerknął na Syriusza i to, co zobaczył w jego twarzy kazało mu się zamknąć. Mia z zainteresowaniem zauważyła, że mężczyzna nie zwrócił uwagi na zagrożenie, jakie ona stwarzała, a zamiast tego skoncentrował się na tym, co stało za jej plecami.
- Widzi pan, panie Cuffe… Zatrudnił pan nielegalnego Animaga, kobietę, która znana jest z tego, że przekracza wszystkie granice – zauważyła, że Cuffe wcale nie był zdziwiony jej słowami, co oznaczało, że wiedział o drugiej formie Rity. – Dodatkowo pozwolił pan na opublikowanie kilku artykułów, które szargały dobre imiona bohaterów wojennych. Nie wspominając o tym, że Prorok Codzienny został na pańskie polecenie wciągnięty w tryby wojenne, kiedy zaczął drukować propagandę czarodziejów czystej krwi i artykuły przeciwko Mugolom.
- Panie Cuffe, planuję postawić Proroka Codziennego przed Wizengamotem i oskubać pana z każdego ostatniego Galeona, którego pan zarobił, drukując moje nazwisko, nazwiska osób należących do mojej rodziny, jak również każdej osoby, z którą jestem w jakiś sposób związana. Szczególnie, jeśli te nazwiska zostały zmieszane z błotem.
Cuffe zbladł i zrobił krok do tyłu. Oparł się o biurko i zagapił się na Mię, która podeszła bliżej.
- Ty… Nie możesz tego zrobić!
Syriusz głośno się roześmiał.
- Uwierz mi, że może. Kotku, chciałabyś, żebym znalazł ci notariusza, który podejmie się zakupu w twoim imieniu?
Mia potrząsnęła głową.
- Dziękuję, kochanie, ale obiecałam panu Cuffe'owi, że osobiście zajmę się przywróceniem Proroka Codziennego do dobrego stanu. Minęło jednak trochę czasu, od kiedy ostatni raz byłam w Ministerstwie, w szczególności przed Wizengamotem. Harry, uważasz, że przesadzę, jeśli na posiedzenie Wizengamotu założę mój order Merlina pierwszej klasy? Nie chcę się nim chwalić, ale jego barwa doskonale komponuje się z kolorem moich oczu, nie sądzisz?
Kiedy w końcu wyszli z siedziby Proroka Codziennego, zostawili za sobą histerycznie łkającego Barnabę Cuffe'a, który błagał, aby pozwolono mu zachować jego pracę. Mia zaproponowała mu stanowisko w sowiarni i dziale wysyłki, ale Cuffe wykrzywił się wtedy z obrzydzeniem i stwierdził, że jest czarodziejem czystej krwi – jakby to miało dla niej jakiekolwiek znaczenie.
- Co masz zamiar zrobić z Prorokiem Codziennym, Hermiono? – Zapytał Harry, nadal potrząsając z niedowierzaniem głową, kiedy oddalali się od siedziby gazety.
- Nie mam pojęcia. Ten pomysł naszedł mnie znikąd – przyznała ze śmiechem.
- Więc nie masz zamiaru ich pozwać?
- Oczywiście, że mam zamiar ich pozwać. Gdyby nie ilość pracowników, którzy zostaliby wyrzuceni na bruk, zrównałabym to miejsce z ziemią – powiedziała stanowczo. – Zapytam Lunę, czy nie chciałaby przejąć Proroka razem z ojcem.
- Dobrze, rozumiem. W takim razie lecę do Ministerstwa, zgłosić znalezienie nielegalnego Animaga – Harry zamachał beztrosko słojem, w którym siedział przerażony żuk. – Widzimy się w domu?
Mia sięgnęła po dłoń Syriusza i przyciągnęła mężczyznę do siebie.
- Właściwie, porywam go na randkę.
- Naprawdę? – Syriusz uśmiechnął się. – Gdzie mnie zabierasz, kotku?
- Gdzieś, gdzie Harry z nami nie pójdzie – szepnęła, ale na tyle głośno żeby wszyscy ją usłyszeli. Harry jęknął i wzniósł oczy ku górze.
- Ja i Ginny nigdy nie byliśmy tacy męczący jak wasza dwójka – powiedział, pomachał im dłonią i Aportował się.
- Powiesz mi, gdzie się wybieracie? – Zapytał Remus. – Harry nie zna cię na tyle, żeby wiedzieć, że coś celowo przed nim taisz. Zaatakowałaś i porwałaś reporterkę, która przez wiele lat cię obrażała, zostawiłaś dorosłego czarodzieja we łzach, a jeszcze nie mamy południa. Kogo teraz masz zamiar dorwać?
Mia miękko się uśmiechnęła.
- Nie chcesz kłamać Harry'emu, Remusie.
- Rozumiem – westchnął. – Tylko proszę… Nie wpakujcie się w jakieś kłopoty… Moja żona jest Aurorem i będzie na mnie wściekła, jeśli dacie się z jakiegoś powodu aresztować.
- Uroczyście przysięgam, Remusie, że nie damy się złapać.
Jęknął tylko w odpowiedzi i odwrócił się, aby cicho zniknąć im z oczu.
Syriusz pocałował ją w policzek.
- Jakie niecne plany masz dla nas, kochanie? Gdzie się wybieramy?
Mia odetchnęła głęboko, a z jej twarzy zniknęły wszystkie ślady rozbawienia.
- Do Little Whinging.
