Od tłumaczki: Kolejny krótki, ale trudny rozdział. Kolejny chyba będzie najtrudniejszy. A po nich tłumaczenie pójdzie z górki, mam nadzieję. Przed nami Dursley'owie. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 141 – SPRAWY RODZINNE

19 października 1998

Mia pamiętała, że podczas jej podróży do Australii, kiedy pożegnała się na zawsze ze swoimi mugolskimi rodzicami, Harry zajmował się swoimi sprawami rodzinnymi. Przede wszystkim poprosił Zakon Feniksa o pomoc w sprowadzeniu swojego wujostwa i kuzyna z powrotem do ich domu przy Privet Drive. Sam by się tym zajął, ale to był ten czas, kiedy wychodząc z rezydencji przy Grimmauld był atakowany przez dziennikarzy i fotoreporterów. Nie był też w stanie stawić czoła Dursley'om po piekle, jakie mu zgotowali.

Syriusz przyznał, że nie był częścią ekipy Zakonu, która stawiła się na Privet Drive, bo nie wiedział, czy zachowa przy Mugolach zimną krew.

Jednym z tych, którzy zdecydowali się na wyjazd do Surrey był Artur, który twierdził, że ma w miarę dobry kontakt z Dursley'ami. Mia domyślała się, że zignorował – lub nie był świadomy – niechęci Mugoli do czarodziejów, a w szczególności do Weasley'ów. Zwłaszcza po tym, co przeszli z tą rodziną.

To Artur wrócił do Dworu Blacków i przekazał Harry'emu informację, że jego krewni bezpiecznie wrócili do domu. Kiedy jednak chłopak poszedł spać, Weasley wyznał Syriuszowi, że w domu Dursley'ów zastali ogromne zniszczenia i musieli dokonać niezbędnych napraw. Zajęło to cały tydzień i Mugole narzekali na to jeszcze przez długi czas, skarżąc się każdemu, kto chciał słuchać.

Dokładnie w chwili, kiedy klucze do odnowionego domu zostały przekazane Vernonowi, mężczyzna stwierdził, że „wszystkie cholerne dziwolągi" mają opuścić jego „cholerną nieruchomość" i nigdy nie wracać. A jeżeli kiedykolwiek wrócą, Vernon pokaże im, że się ich nie boi.

Mia wyczuwała, że Syriusz drży z podekscytowania, kiedy pojawił się u jej boku w parku, na obrzeżach Little Whinging. Zatrzymała się na moment, aby dodać sobie jakieś dwadzieścia lat i nie przypominać przyjaciółki Harry'ego ze szkoły, ale raczej jego ciotkę.

Syriusz machnął różdżką, co sprawiło, że jej włosy stały się nieco krótsze, a wokół jej ust i oczu pojawiły się płytkie bruzdy. Zapytał, czy wpleść w jej gęste loki kilka siwych pasemek, na co ona zapytała, czy ze swoimi włosami zrobi to samo. Natychmiast zrezygnował z tego pomysłu.

- Jesteś bardzo seksowna, kiedy tak wyglądasz.

- Ty też z wiekiem nabrałeś atrakcyjności – mrugnęła do niego. Kiedy się do niej wykrzywił, roześmiała się radośnie.

Zapukali lekko do drzwi i otworzył im wysoki, szeroki w ramionach młody człowiek. Mia i Syriusz odetchnęli z ulgą, kiedy zrozumieli, że stoi przed nimi Dudley Dursley.

Chłopak musiał rozpoznać ich szaty, bo jego oczy rozszerzyły się ze strachu. Ale była w nich również niepewność.

- Wy… Czy… Z Harrym wszystko w porządku?

Jego słowa i sposób, w jaki na nich patrzył całkowicie rozbroiły dwójkę czarodziejów. Mia uśmiechnęła się słodko.

- Ty musisz być Dudley – powiedziała, przypominając sobie, że powinna grać rolę osoby przed czterdziestką, a nie koleżanki ze szkoły. – Harry jest bezpieczny.

- Jestem zdziwiony, że ciebie to interesuje – dodał Syriusz, patrząc badawczo na Mugola.

Dudley opuścił wzrok.

- Ja tylko… Nie widzieliśmy go, kiedy wprowadzaliśmy się ponownie do domu. Nikt nie chciał nam powiedzieć, co się stało.

- Możemy wejść? – Zapytała uprzejmie Mia.

Dudley rozejrzał się nerwowo po ulicy i podjeździe. Kiedy nie zauważył żadnego samochodu, powoli skinął głową.

- Moi rodzice powinni niedługo wrócić. Wyszli na obiad z przyjaciółmi – powiedział i zaprowadził ich do salonu. – Herbaty?

- Nie, dziękujemy – Mia usiadła na kanapie i zaprosiła Syriusza, aby usiadł obok niej. – Postaramy się wszystko załatwić dość szybko. Podejrzewam, że twoi rodzice nie będą zachwyceni, jeśli nas tu zastaną.

Dudley roześmiał się wymuszenie.

- Można tak powiedzieć.

- Ale tobie nasza obecność nie przeszkadza – zaobserwował zaciekawiony Syriusz.

- Harry ocalił mi życie. Dowiedziałem się od ludzi, którzy pomagali nam się ukryć, a później pomagali nam wrócić do domu, że uratował mnie od czegoś więcej niż tylko te… Zamaskowane postaci.

- Dementorzy – podpowiedziała Mia.

Dudley skinął głową i natychmiast zbladł.

- Ja również zostałem przez nich zaatakowany – powiedział z wahaniem Syriusz. – Spędziłem dwanaście lat w miejscu… Którego strzegły. Wiem, co musiałeś czuć.

Dudley szeroko otworzył oczy, kiedy dotarło do niego, co powiedział Syriusz.

- Dwanaście lat… Jasna cholera. A… Co u Harry'ego?

- Dobrze mu się wiedzie. Planuje zostać Aurorem. To bardzo wysokie i wyspecjalizowane stanowisko w naszym wydziale przestrzegania prawa – wyjaśniła Mia. – Mieszka w Londynie. Mogłabym dać ci adres… Albo przynajmniej sposób, w jaki możesz się z nim skontaktować.

Mugol zamyślił się na chwilę i skinął głową. Spojrzał z zaciekawieniem na Syriusza.

- Jesteś jego ojcem chrzestnym, prawda?

- Skąd wiesz?

- Pamiętam cię. Kilka lat temu mówiły o tobie wszystkie stacje telewizyjne. A później Harry wrócił ze szkoły i zaczął wszystkim opowiadać, że jesteś jego ojcem chrzestnym, więc jeśli tata nie przestanie… - Dudley urwał w pół zdania i zawahał się. – To znaczy… Mówił, że jesteś jego ojcem chrzestnym.

Spojrzał na Mię.

- W takim razie ty jesteś jego matką chrzestną?

Mia roześmiała się cicho.

- Coś w tym stylu. Nazywam się Mia Potter.

Dudley'owi opadła szczęka.

- Potter? Ale… Mama i tata zawsze mówili…

- Że Harry nie miał innej rodziny poza wami?

Skinął głową.

- Mówili, że dlatego musieliśmy… Oni musieli się nim zająć.

Mia westchnęła i ujęła Syriusza za rękę.

- Niestety, nie mieliśmy możliwości zająć się Harrym, kiedy potrzebował tego najbardziej. Cieszymy się, że teraz mamy możliwość uczestniczyć w jego życiu. Ojciec Harry'ego, James, jest… Był moim bratem – w pokoju zapadła głucha cisza po jej słowach i Mia szukała wzrokiem czegoś, o czym mogłaby zacząć mówić, aby ją rozproszyć. Jej uwaga skupiła się na torbie z logiem uniwersytetu, która stała w kącie salonu. – Studiujesz?

- Tak – potwierdził, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wyglądało na to, że lubił o tym rozmawiać. – Prawdę mówiąc, ledwo udało mi się dostać. Nie poszło mi zbyt dobrze na egzaminach wstępnych i tata uważa, że miało to coś wspólnego z… Wiecie z czym.

Jego znaczące spojrzenie padło na Syriusza. Widocznie nie chciał ponownie wspominać Dementorów.

- Tata powiedział, że to nie była moja wina. Oczywiście, ja wiedziałem lepiej, ale nie chciałem mu o tym mówić. Mimo wszystko, dostałem się.

- Moje gratulacje – Mia uśmiechnęła się, żałując, że nie ma z nimi Lily, która byłaby szczęśliwa, słysząc o sukcesie swojego siostrzeńca. – To wspaniałe osiągnięcie.

- Dobrze mi się studiuje – Dudley wzruszył ramionami. – Wolę uniwersytet od pracy.

- A gdzie pracujesz? – Zapytał Syriusz.

- W Grunnings. Tata załatwił mi pracę, bo jest kierownikiem w dziale sprzedaży. Niezbyt dobrze mi wychodzi handel, ale przynajmniej wypłata wystarcza na opłacanie mieszkania. Tutaj przyjeżdżam wyłącznie po to, żeby zrobić pranie.

- Chodzisz na zajęcia w pełnym wymiarze godzin? – Dopytywała Mia.

Dudley potrząsnął przecząco głową.

- Nie stać mnie na to. Chyba, że wróciłbym do domu – powiedział i skrzywił się na tę myśl. Chyba nie podobał mu się ten pomysł. – Może za rok, albo za dwa lata będę mógł zrezygnować z pracy. Muszę tylko zaoszczędzić trochę pieniędzy.

- Dudley, chciałabym, żebyś podał mi dokładne dane swojego uniwersytetu i kierunku, który studiujesz. Wyślesz je na ten adres – powiedziała Mia, wyciągnąwszy z torebki kawałek pergaminu, na którym zapisała adres skrytki pocztowej, z której korzystali mieszkańcy Dworu Blacków. Podała pergamin chłopakowi i się do niego uśmiechnęła.

Dudley odebrał od niej adres i spojrzał na nią ze zmieszaniem.

- Mogę zapytać, dlaczego?

- Zrezygnujesz z pracy, której nienawidzisz i będziesz mógł studiować, czyli robić to, co lubisz – poinformowała go. – Zapłacimy za twoją edukację.

- Naprawdę? – Zapytał zszokowany Syriusz i Mia natychmiast go uszczypnęła w nogę. Mocno. – Auć! Kurwa! To znaczy… Zapłacimy. Oczywiście, że zapłacimy.

- Tak. A ponieważ wszyscy wiemy, co powiedzieliby twoi rodzice, gdybyś zaakceptował pieniądze od kogoś takiego, jak my… - Ledwo powstrzymała się od wywrócenia oczami. Syriusz nie miał takich oporów. – Powiesz im, że udało ci się zdobyć specjalne stypendium. Będą na pewno z ciebie dumni i nie powinni zadawać wielu pytań.

Dudley wodził między nimi szeroko otwartymi oczami.

- Co? To znaczy… Dlaczego?

- Ponieważ… Lily by ci to zaproponowała – powiedziała Mia, tłumiąc w sobie intensywne emocje, które groziły wydostaniem się na zewnątrz. – Twoja ciocia była najmilszą osobą pod słońcem i rodzina zawsze znaczyła dla niej bardzo dużo. Byłaby szczęśliwa, że kontynuujesz naukę.

Nagle na podjeździe zapiszczały opony.

- Kurde – wymamrotał Dudley i natychmiast wstał. Pergamin z adresem wsunął głęboko do kieszeni swoich jeansów. – Nie wycofacie się ze swojej oferty, nawet jeśli moi rodzice powiedzą coś obraźliwego po zobaczeniu was tutaj, prawda?

Mia potrząsnęła głową.

- Oferta zostaje, obiecuję. Ale może… Dasz nam chwilę na osobności z twoimi rodzicami? Nie widziałam ich od dwudziestu lat. I tak właściwie zależało mi na rozmowie z nimi. Czas zakopać topór wojenny. W końcu jesteśmy rodziną.

Dudley skinął głową, ale nie wyglądał na uspokojonego.

Drzwi się otworzyły i przeszli przez nie Vernon z Petunią. Gdy tylko mężczyzna dojrzał szaty Mii i Syriusza, poczerwieniał na twarzy.

- Co wy robicie w moim domu?! – Wrzasnął, zatrzaskując za sobą drzwi. – Wynocha! Powiedziałem wam, że macie się trzymać z daleka!

Petunia podbiegła do Dudley'a, złapała jego głowę w dłonie i przytuliła do siebie. To była bardzo dziwna scena: wysoki chłopak, prawie pół metra wyższy od matki, nachylał się nad nią w taki sposób, żeby mogła przycisnąć jego twarz do swojej klatki piersiowej.

- Oh, Dudusiu, dobrze się czujesz? Nic ci nie zrobili?

- Nic, mamo. Wszystko w porządku – powiedział, zaczerwieniony ze wstydu. – Spóźnię się na zajęcia.

Wyswobodził się z objęć matki i odetchnął z ulgą, kiedy go puściła.

- To rodzina Harry'ego.

- Rodzina? – Prychnął Vernon. – Ten chłopak nie ma żadnej rodziny! Gdyby miał, nie musielibyśmy się nim zajmować…

Zawahał się, kiedy jego spojrzenie skupiło się na siedzącej parze. Po chwili ich rozpoznał.

- Bardzo nam było miło cię poznać, Dudley – powiedziała słodko Mia, uprzejmie odprawiając chłopaka.

Dudley skinął głową Syriuszowi i Mii, pocałował matkę w policzek i wybiegł przez drzwi frontowe. Uciekł, zanim zrobiło się gorąco.

W chwili, kiedy drzwi się za nim zamknęły, oczy Mii zapłonęły furią.

- Cześć, Vernon – powiedziała, a słodycz wyparowała z jej głosu. – Czeka nas długa, trudna rozmowa.

Nie trzymając nawet różdżki w dłoni, magicznie zamknęła i zablokowała wszystkie drzwi i okna. Na jej polecenie zaciągnęły się zasłony.

Petunia próbowała uciec do pokoju obok, ale drogę zagrodził jej ogromny czarny pies, który groźnie warczał.

- Ty! – Krzyknął Vernon i wskazał trzęsącym się palcem czarownicę. – Jesteś siostrą Pottera!

- Mia – przypomniała mu, dodając do swojego imienia sarkastyczne dygnięcie. – Minęło już wiele lat od naszego ostatniego spotkania, ale wydawało mi się, że tamta rozmowa zrobiła na tobie pewne wrażenie. Chodziło chyba o skrzywdzenie mojej rodziny. Pamiętasz, co ci obiecałam, jeżeli kiedykolwiek odważyłbyś się zrobić coś takiego?

Vernon zrobił się biały na twarzy, a na jego czoło wystąpił pot.

W kącie salonu Petunia piszczała, bo pies cały czas się do niej zbliżał.

- Na twoim miejscu byłaby bardzo ostrożna, Petuniu! Nie jestem pewna, czy był szczepiony – Mia zachichotała, a Łapa zaszczekał z oburzeniem. Sprawiło to, że Petunia wyrwała się z kąta salonu i podbiegła do Vernona, próbując schować się za jego ogromnym cielskiem. Mężczyzna jednak odepchnął żonę.

- Teraz porozmawiamy – powiedziała po chwili spokojnie. – Chciałabym wam uświadomić coś niezwykle ważnego. Widzicie, w tym pomieszczeniu znajdują się dwie pary, które coś łączy. Mamy wspólnego krewnego. To twój siostrzeniec, Petuniu, a mój bratanek. A jednak ja… Mimo tego, że według was jestem niebezpiecznym dziwolągiem… Nie mam w sobie tego, czego potrzeba, aby emocjonalnie, psychicznie lub fizycznie skrzywdzić dziecko. Szczególnie dziecko osierocone.

Łapa zawarczał groźnie.

Petunia jęknęła.

- Gdybym była taką okrutną osobą, załatwiłabym waszego synka w czasie, kiedy was nie było w domu. Zasłużyliście sobie na to. Macie jednak szczęście, ponieważ wyrobiłam sobie opinię osoby, która wybacza nawet najgorszym ludziom, którzy gnębili innych jako dzieci. To nie ich wina, ale ich rodziców, którzy okazali się cholernymi dupkami – syknęła Mia. – A jednak wy dwoje… Wy ignorowaliście potrzeby Harry'ego całymi latami!

- Nie byliśmy za niego odpowiedzialni! – Krzyknął Vernon. – Ten staruch podrzucił go nam pod drzwi wejściowe i oczekiwał, że przyjmiemy go do rodziny!

- To prawda. Albus Dumbledore przekroczył granicę, której nie wolno było mu przekraczać. Wielu czarodziejów zrobiło coś, czego nie powinni byli robić, kiedy Harry'ego umieszczono pod waszą opieką.

- No, widzisz – Vernon skinął głową, jakby jej słowa wyczerpały temat. – Idź i zajmij się nimi!

Mia uśmiechnęła się przewrotnie.

- Już to zrobiłam. Wszyscy nie żyją. Zostali zamordowani.

To była, oczywiście, prawda, ale Mia przez moment rozkoszowała się tymi niewypowiedzianymi słowami, jakoby to ona odpowiadała za te śmierci. Dursley'owie zadrżeli w obawie o własne życia. Rozkoszowała się ich strachem i zaczęła się zastanawiać, czy nie znaleźć bogina i pokazać go tym Mugolom. Chciała się przekonać, czy przypadkiem nie przyjmie jej postaci, rozpoznając strach Petunii i Vernona.

Płacz kobiety zwrócił uwagę Mii.

- Czego od nas chcecie?

- W tej chwili? Chodźcie za mną – powiedziała Mia i wyszła do przedpokoju. Stanęła przed niewielkimi drzwiami.

Vernon i Petunia natychmiast zrozumieli, o co jej chodziło i popędzani przez warczącego Łapę powoli weszli do obskurnej komórki pod schodami. Vernon musiał się bokiem przecisnąć w drzwiach i Petunia wrzasnęła z bólu, kiedy nadepnął na jej stopę.

Mia uśmiechnęła się z ulgą do Syriusza, który przyjął ponownie ludzką formę i wraz z nią oparł się o ścianę naprzeciwko komórki. Obserwowali z radością, jak Petunia musi przyciskać plecy do ściany, ponieważ jej mąż zajmował całe wolne miejsce w pomieszczeniu. Pomieszczeniu, które nie było wystarczająco duże, aby zamieszkał w nim skrzat domowy, nie wspominając o dziecku.

- Co macie zamiar z nami zrobić? – Zapytał przerażony Vernon.

Mia spojrzała na mężczyznę, po czym odwrócił się do Syriusza z pytaniem w oczach.

- O czym myślisz, kochanie?

Syriusz wyszczerzył zęby.

- Proponuję, żeby ich zamknąć w środku.

- Na jak długo?

- A ile lat miał Harry, kiedy w końcu go stamtąd wypuścili? – Odpowiedział pytaniem Black i spojrzał świdrującym wzrokiem na Mugoli.

- Jedenaście – stwierdziła Mia, ignorując przerażony okrzyk, który wyrwał się z gardła Petunii.

- Jedenaście lat. Dość dużo – przyznał Syriusz i zatrzasnął drzwi, zamykając je od zewnątrz. Vernon i Petunia zaczęli wrzeszczeć.

Syriusz i Mia przemieścili się do kuchni, gdzie mogli pozwolić sobie na wybuch śmiechu.

Mężczyzna stanął za swoją czarownicą i przycisnął biodra do jej pośladków

- Byłbym bardzo pokręcony, gdybym chciał cię wziąć teraz, na ich stole kuchennym? – Zapytał, pochylił się nad nią i ujął płatek jej ucha pomiędzy zęby.

Mia zachichotała i odsunęła się od niego.

- Tak, to by było niesamowicie pokręcone.

Syriusz wydął wargi.

- Co naprawdę planujemy zrobić z Mugolami?

- Nie użyliśmy na nich magii, wyłącznie gróźb, których i tak nie wiedzą, jak i komu zgłosić, więc od strony prawnej nie zrobiliśmy nic złego. Proponuję, żeby wypuścić ich za jakąś godzinę. Po tym, jak opróżnimy ich barek.

- Uważasz, że godzina spędzona w tej komórce zrównoważy wszystkie krzywdy, które wyrządzili Harry'emu?

Mia potrząsnęła przecząco głową i westchnęła.

- Oczywiście, że nie. Oni go głodzili, dosłownie – powiedziała przez zaciśnięte zęby. – Jedna godzina w żaden sposób nie pomniejszy mojego gniewu z tego powodu. Dlatego za miesiąc wrócę i zrobię to samo.

- Lily by się to nie spodobało – wytknął jej Syriusz, a po jego twarzy przemknęło poczucie winy.

Mia skinęła głową z uśmiechem.

- Ale Jamie by był zadowolony.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

31 października 1998

Mia obudziła się w halloweenowy poranek i natychmiast przypomniała sobie, jak spędzała to święto ze swoimi mugolskimi rodzicami. Jej matka przebierała ją za królika lub kotka, a jeden raz – o, ironio! – za czarownicę. Później jej ojciec łapał jej malutką dłoń i prowadził od drzwi do drzwi, zbierając słodycze. Kiedy byli z powrotem w domu, wyciągał z jej torby najsłodsze smakołyki, a pukającym do drzwi dzieciom rozdawał małe szczoteczki do zębów – z tego powodu ich dom był najmniej popularnym pośród sąsiadów.

Od kiedy rozpoczęła naukę w Hogwarcie, wszystkie halloweenowe uroczystości zostały ograniczone do szkoły. A tam, poza zwyczajowym strojem i mnóstwem słodyczy na stołach, działo się bardzo dużo. Podczas swojego pierwszego roku w szkole stanęła oko w oko z trollem górskim – to spotkanie scementowało na zawsze jej przyjaźń z Harrym i Ronem. Kolejne lata wcale nie były lepsze. Spetryfikowany kot i otwarta Komnata Tajemnic, Syriusz Black – zbiegły seryjny morderca – atakujący Grubą Damę, imię Harry'ego wybrane przez Czarę Ognia…

Mia była właściwie bardzo zaskoczona tym, jak wiele nieprzyjemnych rzeczy zdarzało się właśnie podczas Halloween. A jednak ona wybrała – może nieświadomie – dokładnie ten dzień, aby stracić dziewictwo z Remusem. Może chciała w ten sposób wymazać wszystkie złe wspomnienia związane z tą datą. A może chciała zapomnieć, co czeka jej przyjaciół w przyszłości.

James jednym skokiem wylądował na długiej, czerwonej kanapie, która stała w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Przywitał go widok jego własnej siostry, na której kolanach leżała głowa Syriusza. Podskoczyli, kiedy James nagle znalazł się obok nich. Chłopak zaśmiał się, kiedy palce Mii uderzyły w głowę Syriusza.

- Odpierdol się, Rogaczu i znajdź sobie inną kanapę.

- A jeśli zależy mi na towarzystwie?

- To znajdź sobie inną czarownicę. Ta jest zajęta – Syriusz westchnął z uniesieniem, kiedy Mia ponownie zaczęła przeczesywać palcami jego włosy.

James zmierzył ich spojrzeniem.

- Zajęta? To prawda, Mia?

- Nie w takim sensie – odpowiedziała, rumieniąc się.

James wywrócił oczami.

- Jasne. Chcecie mi powiedzieć, że to tylko platoniczne pieszczoty? – Wskazał dłonią głowę Syriusza spoczywającą leniwie na udach Mii.

- Zawsze tak było. Jamie, gdzie jest Lily? – Mia zmieniła temat, nie chcąc rozmawiać o tej niezręcznej sytuacji, o której chłopak chciał wyraźnie podyskutować. Prawie dwa miesiące temu zerwała z Remusem i mimo tego, że zarówno ona, jak i Syriusz wiedzieli, że są w sobie głęboko zakochani, unikali rozmowy o jakimkolwiek związku. Ale wyglądało na to, że ich decyzja o ignorowaniu swoich uczuć irytowała wszystkich przyjaciół.

- Przygotowuje się do uczty halloweenowej – James uśmiechnął się. – Wy dwoje się na niej pojawicie?

- Niedługo – odpowiedział Syriusz.

Mia wzruszyła ramionami.

- Może przyjdziemy… Nie jestem w nastroju, żeby świętować Halloween.

- Dlaczego nie? To najlepsza okazja do świętowania, poza Bożym Narodzeniem i naszymi urodzinami – stwierdził James.

- Nie przepadam za Halloween – powiedziała zirytowana Mia.

Syriusz prychnął.

- Lunatyk mówił coś innego.

Mia warknęła i uszczypnęła Syriusza w ucho.

- Jesteście śmieszni – James potrząsnął głową i roześmiał się.

Syriusz spał głęboko obok niej. Jego jedno ramię zwieszało się z łóżka, zaś drugim obejmował ją w pasie. Ona wcześnie położyła się spać i przebudziła się na moment, kiedy mężczyzna przyszedł do łóżka około godziny czwartej nad ranem, śmierdząc mugolską szkocką. Miała pewne obawy związane z tym, że pił w samotności, ale po chwili usłyszała głośny huk dobiegający tuż zza ich drzwi. Otworzyła je jednym ruchem i znalazła nieprzytomnego Remusa, leżącego na podłodze, śmierdzącego jeszcze gorzej niż Syriusz.

Przetransportowała nieprzytomnego przyjaciela do jego pokoju i wysłała Patronusa do Tonks, żeby dać jej znać, gdzie może znaleźć swojego męża. Dora natychmiast jej odpowiedziała, że tego się spodziewała. Syriusz i Remus mieli nawyk spędzania nocy przed Halloween na piciu. Chcieli zapomnieć.

Palce Mii delikatnie wodziły po tatuażach na plecach Syriusza. Uśmiechnęła się, kiedy wytatuowany feniks odwrócił łeb, złakniony pieszczoty jej kciuka. Pod nim znajdowały się sylwetki łani i jelenia. Przebiegła palcami po kształcie jelenia i zmarszczyła brwi. Wydostała się z objęć Syriusza i ucałowała tatuaż przedstawiający jej brata.

- Też za nim tęsknię – wymamrotał Syriusz, czując jej usta przyciśnięte do tego konkretnego miejsca.

Mia z trudem przełknęła ślinę i swój smutek.

- Chcę się wybrać do Doliny Godryka.