Od tłumaczki: Udało mi się zdążyć na poniedziałek. Taki słodko-gorzki rozdział przed nami. Już od kolejnego rozdziału będziemy po kryzysie i Mia zabierze się z odnowioną energią za naprawianie tego, co można naprawić. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 142 – ZŁE POMYSŁY

31 października 1998

- To zły pomysł – powiedział Syriusz do Remusa. Mężczyźni jedli śniadanie, a Mia była pod prysznicem, przygotowując się na nadchodzący dzień.

Przespali jeszcze kilka godzin po tym, jak Mia obudziła go pocałunkiem w tatuaż przedstawiający Rogacza. Pomyślał wtedy, że dziewczyna ma dużo zdrowsze podejście do Halloween niż on czy Remus. Dowodem na to był kac, którego Syriusz starał się ignorować, podczas gdy Eliksir na Wytrzeźwienie dochodził w kociołku.

- Może ona tego potrzebuje – zasugerował Remus, dopijając trzecią filiżankę kawy.

- Mama mówiła, żeby pić wodę – wytknął mu Syriusz, przypominając zasady Dorei dotyczące radzenia sobie z kacem. – Tak, możliwe, że ona tego potrzebuje, ale na pewno nie jest na to gotowa.

- Patrząc na to praktycznie, ona już tam była. Nie wspominałeś przypadkiem, że razem z Harrym i Hermioną zatrzymaliście się w Dolinie Godryka podczas ubiegłych świąt Bożego Narodzenia?

- I zostaliśmy zaatakowani przez Śmierciożerców. To nie były najlepsze święta w moim życiu – dodał Black, wykrzywiając się gniewnie. – Chociaż z drugiej strony… Zabiłem wtedy Dołohowa, więc nie były również najgorsze.

- Prawdopodobnie masz rację – stwierdził Remus. – Dla niej minął dopiero miesiąc. Wiem, że ona zdaje sobie sprawę z tego, że ich nie ma, ale emocjonalnie podchodzi do tego tak, jakby przedłużyli sobie miesiąc miodowy. Czy Harry da sobie radę?

Syriusz pamiętał, jak jego chrześniak załamał się na widok grobu swoich rodziców. Przypomniało mu to, że od wielu lat nie odwiedził miejsca spoczynku Dorei i Charlusa. Zapisał sobie to w pamięci na później i skupił się na Harrym.

- Za pierwszym razem, widok grobu spowodował u niego szok. Nigdy wcześniej go nie widział. Tak, jak ja.

- Czy z tobą będzie wszystko w porządku?

- Musi być – odpowiedział stanowczo Syriusz. – Muszę być silny dla nich obojga.

- Jesteś pewien, że nie mam tam iść z wami?

Syriusz potrząsnął przecząco głową.

- Wiem, jak tego nie lubisz. Kiedyś mi o tym mówiłeś. Za kilka dni wypada pełnia księżyca, a po tej ilości alkoholu, którą w siebie wlałeś wczoraj wieczorem, powinieneś odpoczywać.

Remus zachichotał.

- Nie wydaje mi się, że odpocznę, skoro wypiłem już trzy filiżanki kawy.

- To zabierz dzieciaka na zbieranie słodyczy u Mugoli – zasugerował Black.

- Teddy ma sześć miesięcy, Syriuszu. Co miałby zrobić z workiem słodyczy?

- Podejrzewam, że odda je swojemu ojcu.

Remus uśmiechnął się szeroko.

- Wiedziałem, że dobry z niego chłopiec. Myśli o swoim tatusiu.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Cmentarz w Dolinie Godryka nie był pokryty śniegiem, jak ostatnio, kiedy tu byli, ale październikowy chłód wymalował zimowe wzory na gładkich nagrobkach, które mijali. Harry podszedł do grobu swoich rodziców z bukietem różowych lilii – tym razem był przygotowany, aby coś na nim położyć. Nie poczuł tego bólu, który odczuwał poprzednim razem. Zamiast tego cierpiał w inny sposób, w imieniu Remusa i Syriusza, którzy nadal byli pogrążeni w żałobie po stracie swoich najlepszych przyjaciół. W imieniu Hermiony, która właśnie zderzała się z rzeczywistością. Musiał byś silny. Silny dla swojej rodziny.

Wyciągnął dłoń i palcami musnął wygrawerowane w kamieniu imiona swoich rodziców. Miał nadzieję, że oni mogą dać mu tę siłę.

James Potter – Lily Potter

27 marca 1960 – 30 stycznia 1960

Zmarli 31 października 1981

- Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie pokonany – szepnął Harry i położył kwiaty u stóp nagrobka.

Odwrócił się do Hermiony i Syriusza, żeby im powiedzieć, że mogą podejść bliżej, bo założył, że powstrzymywali się z szacunku dla niego i pamięci jego rodziców. Nie zauważył jednak, żeby to na niego czekali. Zamiast tego, dostrzegł Hermionę skuloną na ziemi, rzucającą się w objęciach Syriusz. Paznokciami drapała zmarzniętą ziemię, a po jej twarzy spływały łzy.

Widział taką rozpacz na jej twarzy tylko jeden raz, w dzień Finałowej Bitwy, kiedy myślała, że on nie żyje i z wściekłością zwróciła się przeciwko Voldemortowi.

Wyraz jej twarzy był przerażający. Wyglądała, jakby wrzeszczała, ale spomiędzy jej warg nie uciekał żaden dźwięk. Dopiero, kiedy zauważył różdżkę w dłoni Syriusza, zrozumiał, że jego ojciec chrzestny rzucił na Hermionę zaklęcie uciszające.

- Nie potrzebujemy więcej niepotrzebnej uwagi – powiedział załamany Syriusz do Harry'ego, kiedy chłopak podbiegł do łkającej przyjaciółki i padł przed nią na kolana.

Miała zamknięte oczy i pięści zaciśnięte tak mocno, że zbielały jej kosteczki. Zagłębiała palce w zmarzniętej ziemi, jakby próbowała przywołać swojego brata z grobu, z powrotem do świata żywych. Jej całe ciało drżało, kiedy walczyła o każdy kolejny oddech, a jednak każdy wdech, którym powietrze docierało do jej płuc był marnowany na potężny wrzask, który by ich ogłuszył, gdyby nie zaklęcie Syriusza.

Harry był wdzięczy swojemu ojcu chrzestnemu za to, że pomyślał o jej reakcji. Pomimo tego, że Dolina Godryka była niewielką miejscowością, gdyby zostali zauważeni, na pewno przyciągnęliby niechcianą uwagę. A tego dnia nie chodziło przecież o niego. Chodziło o jego rodziców i ofiarę, jaką ponieśli.

Chodziło również o Hermionę i o to, co musiała zrobić. O decyzję, jaką musiała podjąć. A z perspektywy patrzącego na nią Harry'ego wyglądało to tak, jakby podjęła złą decyzję.

Wyrwała się z objęć Syriusza i padła w otwarte ramiona Harry'ego. Czuł, że dławiła się, próbując nabrać głębszego oddechu, wobec czego ułożył ją inaczej w swoim uścisku, aby łatwiej jej było oddychać. Ona jednak skuliła się w pozycji płodowej i dalej płakała, a Harry tylko głaskał ją po włosach, nie wiedząc, co innego może zrobić, aby jej ulżyć. Stawił czoła Śmierciożercom, smokom i bazyliszkowi. Stawił czoła Voldemortowi. Raz nawet udało mu się umrzeć. A czuł się bezsilny, kiedy nie potrafił pomóc swojej przyjaciółce.

Harry miał nadzieję, że Syriusz będzie miał jakiś pomysł, ale w chwili, kiedy Hermiona opuściła jego ramiona, mężczyzna odsunął się od nich, zacisnął dłonie w swoich włosach, osłonił twarz przed wzrokiem osób niepowołanych i sam zaczął ciężko płakać. W przeciwieństwie do Hermiony, jego łkania były wyraźnie słyszalne.

W końcu Syriusz wyprostował się, otarł twarz z łez i odwrócił się do Harry'ego i Hermiony. Dziewczyna przestała wyć, ale nadal mamrotała coś do siebie pod nosem. Skierował na nią różdżkę i zakończył działanie zaklęcia uciszającego. Momentalnie wrócił do niej głos.

Harry policzkiem dotknął jej włosów. Jego dłoń uspokajająco głaskała jej plecy.

- Jamie… Jamie… Jamie… - Szeptała urywanym głosem.

- To był bardzo zły pomysł – jęknął Syriusz. – Przepraszam, kotku… Powinienem był okazać większą stanowczość i powiedzieć wyraźnie nie.

W jego oczach nadal gromadziły się łzy i unikał z całych sił spojrzenia szmaragdowych tęczówek Harry'ego.

- Ja… Chcę… Chcę mojego brata…

Syriusz zamrugał ze zdziwieniem powiekami i odwrócił wzrok.

- Hermiono – szepnął do niej Harry. – Pozwól, żeby Syriusz zabrał cię do domu.

Dziewczyna natychmiast wyrwała się z ramion przyjaciela i wstała.

- Nie! Nie mam zamiaru nigdzie wracać! Chcę… Chcę mojego brata! – Powiedziała i zacisnęła dłonie wokół różdżki. Okręciła się wokół własnej osi i zniknęła.

- Kurwa mać! – Krzyknął Syriusz, nie zdążywszy jej powstrzymać. – Cholerna jasna! Może być wszędzie! A jeśli się rozszczepiła? Muszę wysłać Patronusa do Remusa.

Harry zmarszczył brwi.

- Wiem, gdzie ona jest.

- Co? Gdzie? Musimy iść za nią.

- Wydaje mi się, że powinienem sam pójść – powiedział cicho Harry. Odkaszlnął i wstał, otrzepując dłonie o uda. – Słyszałeś ją. Ona… Potrzebuje mojego taty. Ja jestem najbliższym, na co może liczyć. Potrzebuje swojego brata. Ja jestem jej bratem.

Spojrzał na swojego ojca chrzestnego i zobaczył w jego wzroku uznanie.

- Wyślę do ciebie Patronusa, kiedy ją znajdę – obiecał i zniknął.

Pojawił się kilka sekund później przez Hogwartem i przeszedł niepowstrzymywany przez żelazną bramę. Zwrócił uwagę na to, że nowe zaklęcia ochronne zostały już wzniesione wokół zamku, ale nadal go rozpoznawały. Kiedy zamykał bramę za sobą, zauważył, że zbliżają się do niego Hagrid i profesor McGonagall. Oboje byli wyraźnie zaniepokojeni.

- Domyślam się, że ją widzieliście.

- Wszystko w porządku, Harry? Wyglądała na wyjątkowo niespokojną, kiedy tędy przechodziła. Próbowałem ją zaprosić na herbatę, ale przebiegła obok mnie i weszła do Lasu – powiedział Hagrid, a w jego oczach Harry widział obawę. – Właśnie mieliśmy za nią iść.

Harry zmarszczył brwi i przeniósł uwagę z gajowego na dyrektorkę.

- Byliśmy w Dolinie Godryka – powiedział i jego rozmówcy natychmiast zrozumieli, o co chodziło. – Bardzo mi przykro, pani profesor… To znaczy, pani dyrektor.

McGonagall potrząsnęła głową.

- Nic nie mogłeś z tym zrobić. Ona musi sobie poradzić ze swoją żałobą i nie jest to przyjemne uczucie. Ty jednak od razu wiedziałeś, że wejdzie do Zakazanego Lasu, prawda?

Harry skinął głową, ale jednocześnie zacisnął wargi. Powiedział już zbyt dużej liczbie osób o tym, że upuścił w Zakazanym Lesie Kamień Wskrzeszenia.

- Ona czegoś szuka.

- W takim razie mam nadzieję, że to znajdzie.

Harry westchnął i odwrócił się plecami do swoich rozmówców. Zaczął powoli i z wahaniem iść w kierunku skraju lasu.

- Nie znajdzie – szepnął do siebie.

Rozpoczął mozolną wędrówkę po lesie, w którym – praktycznie – umarł. Obserwował, jak drzewa podświetlone są wpadającym przez listowie popołudniowym światłem. Tak wiele jego wspomnień było związanych z Zakazanym Lasem. Zauważył miejsce, w które został przyprowadzony – razem z Ronem, Hermioną i Malfoy'em – przez Hagrida, w ramach szlabanu na pierwszym roku.

- Do Lasu? – Zapytał zszokowany Malfoy. – Nie możemy tam wejść nocą! Tam żyje tak wiele stworzeń! Słyszałem o wilkołakach…

To wspomnienie wyłoniło się nagle i zmusiło Harry'ego do chichotu. Pamiętał strach na twarzy Dracona. Dracona, który według Hermiony należał do rodziny. Harry nigdy się nie spodziewał, że dożyje dnia, w którym świadomie stwierdzi, że między nim i młodym Malfoy'em zawiązała się nić przyjaźni, nie wspominając o przynależności do jednej rodziny. Z drugiej strony, nie spodziewał się, że dożyje kolejnych urodzin po siedemnastych.

- Byłeś taki dzielny – powiedziała do niego jego matka, powoli się do niego zbliżając.

Zagłębił się w Zakazanym Lesie, przygotowany na śmierć. Chciał wszystkich ocalić. I wiedział, że nie ma wiele czasu, ponieważ ogłuszył Syriusza, aby odejść bez zbędnych pytań. Harry zdawał sobie sprawę z tego, że gdy jego ojciec chrzestny odzyska przytomność, cały Zakon Feniksa przypuści szturm na Zakazany Las, aby odwieść go od tego pomysłu. Aby go zatrzymać przed zrobieniem tego, co musi zostać zrobione.

Spojrzał w oblicze tak podobne do swojego, że wiedział, iż to właśnie musiał być jego ojciec.

Harry zawsze wiedział, że jego rodzice zginęli w młodym wieku, ale chwila, kiedy stanął z nimi twarzą w twarz, przypomniała mu o jego własnej śmiertelności. Miał tylko siedemnaście lat, a wiedział, że niedługo zginie z ręki czarodzieja, który odpowiadał również za ich śmierć. On sam nie był dużo starszy od swoich rodziców w chwili śmierci.

- Już prawie tam dotarłeś, synu – powiedział jego ojciec z uśmiechem. – Jesteśmy z ciebie dumni.

- Boję się – przyznał Harry. – Czy to boli?

- Umieranie? – Zapytała jego matka. – Nie, kochanie. Nie musisz się bać.

- Tak mi przykro. Musieliście umrzeć z mojego powodu…

- Umarliśmy z powodu wyborów, jakich dokonaliśmy, synu – poprawił go stanowczym tonem jego ojciec. – Życiem nie rządzi przeznaczenie. Chodzi o podejmowane decyzje. Wybraliśmy walkę. Nie wybieraliśmy świadomie walki o ciebie, bo ona przyszła do nas naturalnie. Tak jak naturalnie przychodzi tobie występowanie w obronie tych, których kochasz.

Harry spróbował wezwać całą swoją odwagę.

- Ginny… Syriusz… Ron i Hermiona…

Jego ojciec szeroko się uśmiechnął.

- Zostaniecie ze mną? – Zapytał Harry.

- Do samego końca.

- Hermiono! – Zawołał Harry i skierował się w stronę polany, na której rozegrała się ostateczna bitwa. To tam Voldemort ugodził go Klątwą Zabijającą, co zniszczyło ukryty w nim Horkruks. Właśnie tamta chwila przypieczętowała los całego czarodziejskiego świata. Na tamtej polanie Syriusza i Remusa poddano torturom. Tam Neville zabił Nagini, a Hermiona próbowała się dla niego poświęcić.

- Harry Potterze.

Harry obrócił się na pięcie. Instynktownie wyciągnął i uniósł różdżkę, ale przywitało go znajome spojrzenie, wobec czego wycofał się.

- Firenzo. Wyglądasz… Dobrze – powiedział, a jego wzrok zatrzymał się na boku centaura, gdzie został poważnie zraniony podczas walki. – Nie spodziewałem się zobaczyć ciebie w Lesie.

Płowy centaur podszedł bliżej. Jego jasna, niemal biała grzywa była zapleciona w warkoczyki.

- Dopóki trwa odbudowa zamku, zdecydowałem się dołączyć do swojego stada. Jeszcze nie zdecydowałem, czy wrócę do nauczania.

- Czy gwiazdy i planety jeszcze ci nie powiedziały, co się wydarzy? – Zapytał Harry z uśmiechem, ale w odpowiedzi otrzymał wyłącznie wyważone spojrzenie, ani oburzone, ani rozbawione. Ogarnęło go poczucie winy. – Wybacz mi. Czy… Widziałeś może Hermionę?

W tej chwili dołączył do nich centaur o kasztanowym umaszczeniu. Jego rudawy ogon nerwowo zamiatał poszycie lasu.

- Mówisz o tej płaczącej dziewczynie? Strasznie głupio z jej strony, że sama weszła do Lasu.

- Ronanie – Firenzo odwrócił głowę, żeby spojrzeć na swojego brata. – Ona jest znacznie silniejsza, niż wygląda. Przecież ją pamiętasz.

Ronan wywrócił oczami, ale jednak skinął głową, zgadzając się ze słowami pobratymca.

- Tak, to ona przyprowadziła do nas tamtą wredną wiedźmę – powiedział gorzko, wspominając Umbridge. – Szkoda, że ją wypuściliśmy.

- Zgadzam się – powiedział krótko Harry.

- Gdzie widziałeś dziewczynę? – Zapytał Firenzo.

Ronan wskazał swoim łukiem gęstwinę drzew. Wyglądało to tak, jakby broń była przedłużeniem jego ramienia.

- Właśnie tam. Nie powinna tak głośno krzyczeć. Nie wszystkie stworzenia, które zamieszkują Las zrozumieją, w jakim celu tu przybyła.

- A w jakim celu tu przybyła? – Podchwycił Harry.

- Szuka uleczenia – odpowiedział Ronan.

Harry zmarszczył brwi i skinął głową.

- Bardzo wam dziękuję za pomoc.

- Żegnaj, Harry Potterze – pożegnał się Ronan i odszedł w przeciwnym kierunku.

Firenzo zawahał się.

- Powiedz swojej przyjaciółce, że odpowiedzi nie znajdzie w przeszłości, ale w przyszłości.

- Tak zrobię. Dziękuję.

Harry wszedł pomiędzy gęsto rosnące drzewa, które wskazał mu Ronan i po chwili zaczął rozpoznawać otoczenie. Usłyszał również krzyki znajdującej się przed nim Hermiony – jej słowa były niczym sztylet uderzający rytmicznie w jego serce.

- Accio Kamień Wskrzeszenia! Accio Kamień Wskrzeszenia!

Chodziła po polanie i losowo celowała różdżką, próbując przyzwać do siebie Kamień Wskrzeszenia, a Harry wiedział, że każda jej próba była skazana na niepowodzenie. Łzy znaczyły jej brudne policzki. Jej włosy były w nieładzie i przypominały mu jej fryzurę z najmłodszych lat. Próbowała obrócić się na pięcie, żeby wycelować w inne miejsce, ale potknęła się i upadła na kolana. Wstała natychmiast, nawet nie próbując doprowadzić się do porządku i nie sprawdzając, czy przypadkiem nie zrobiła sobie krzywdy. Kontynuowała poszukiwania.

- Hermiono?

- Accio… Accio… Ja już nie mogę… - Upadła i schowała twarz w dłoniach. – Nie jestem w stanie tutaj żyć. Chcę wrócić. Powinnam była coś zrobić!

Harry podbiegł do niej i zamknął ją w swoich objęciach.

- Hermiono, rozmawialiśmy na ten temat – powiedział, przyciskając głowę do jej czoła.

- Chcę, żeby on wrócił. Chcę… - Gwałtownie łapała oddech, nie mogąc w rzeczywistości odetchnąć. – Potrzebuję mojego brata!

- Czy ja nie jestem twoim bratem?

Hermiona uśmiechnęła się do niego przez łzy i skinęła głową, ale w żaden sposób jego słowa jej nie rozweseliły.

W jednej dłoni Harry trzymał swoją różdżkę, natomiast jego druga dłoń była zaciśnięta w pięść.

- Nie mam pojęcia, jak mogę ci pomóc – szepnął.

- To nieprawda, synu – powiedział głos za jego plecami.

Harry uniósł głowę i spojrzał na sylwetkę swojego ojca, który wpatrywał się w dwójkę Gryfonów z wyraźnym cierpieniem na twarzy. Harry z trudem przełknął ślinę i otworzył dłoń, w której spoczywał Kamień Wskrzeszenia, o którym powiedział wszystkim, że go stracił.

- Miałeś powód, żeby tak długo trzymać Kamień przy sobie – powiedział James. – Miałeś powód, żeby skłamać o jego stracie. Już dobrze. Ona też tego potrzebuje. A później oboje będziecie mogli ruszyć do przodu.

Harry wiedział, co ojciec chciał mu powiedzieć. Skinął głową i sięgnął po dłoń Hermiony. Wsunął w nią Kamień Wskrzeszenia.

Uniosła wzrok, zaskoczona.

- Harry?

Chłopak wzdrygnął się.

- Ja… Zatrzymałem Kamień. Tak mi przykro, ale ja… Byłem słaby i nie potrafiłem się go wyrzec. Ale wydaje mi się, że ty musisz odpuścić, Hermiono. Ja przecież mam rodzinę. Ty jesteś moją rodziną. Ty, Ginny, Syriusz, Remus, Tonks, Teddy, Ron… Malfoy też, z tego, co słyszałem – dodał po chwili namysłu, widocznie rozdrażniony tym faktem. – Mam rodzinę i muszę dać odejść tym, których straciłem. Tak samo, jak ty.

Przekręcił Kamień Wskrzeszenia w jej dłoni.

Hermiona szeroko otworzyła oczy, kiedy obok Harry'ego zmaterializował się jego ojciec.

- Jamie?

James uśmiechnął się i klęknął obok niej.

- Cześć, siostrzyczko. Czemu masz mokrą twarz?

Znowu wybuchła płaczem.

- Jamie, tak mi przykro!

Wyciągnął rękę, aby otrzeć łzy z jej twarzy, ale jego dłoń nie dotarła do jej policzka.

- Wiem. Ale nie powinno ci być przykro.

Potrząsnęła głową.

- Pozwoliłam ci umrzeć. Nie powiedziałam ci nic o Peterze…

James wywrócił oczami i przeczesał dłonią włosy.

- Powiedziałaś. Na swój sposób cały czas nas przed nim ostrzegałaś, a my nie słuchaliśmy. Byliśmy wtedy uparci, podobnie, jak ty teraz.

Harry uśmiechnął się, gdy Hermiona wydęła wargi.

- Nie jestem…

James roześmiał się, widząc wyraz jej twarzy.

- Mia, kochanie, musisz żyć. Tak dobrze ci szło z Syriuszem. Dochodziłaś do siebie. Nie pozwól, żeby twój powrót do równowagi zrujnował jeden dzień w roku.

- Ale pozwoliłam ci umrzeć.

- I ocaliłaś w ten sposób mojego syna – James zerknął na Harry'ego, który opuścił wzrok, zawstydzony rodzicielską miłością. – Ratowałaś mu życie więcej razy, niż mogę to zliczyć. Zginąłbym chętnie tysiąc razy, jeśli wiedziałbym, że to jego ocali.

Harry odkaszlnął i musiał głęboko wciągnąć powietrze, żeby się uspokoić. Dziwnie by to wyglądało, gdyby próbował uspokoić Hermionę, samemu płacząc. Nie wiedział, czy zrobił to dla siebie, czy dla niej, ale chwycił jej dłoń i lekko uścisnął, po czym skupił całą swoją uwagę na ojcu.

- Mogłam ocalić was wszystkich – kłóciła się Hermiona. – Mogłam wszystko naprawić.

James potrząsnął głową.

- Nie mogłaś.

- Nie wiesz tego.

- Wiem. Jestem martwy. Jestem w zaświatach, więc wiem więcej, niż ty – powiedział James z zadowoleniem, przypominając w tej chwili Syriusza. Po chwili dodał mistycznym tonem, niczym profesor Trelawney: - Znam wszystkie sekrety wszechświata.

Hermiona w końcu się uśmiechnęła.

- Niech ci będzie – powiedziała, pociągając nosem. – Skoro jesteś taki mądry i wiesz wszystko, powiedz mi, gdzie schowałam twoją kolekcję Playboy'a dla czarodziejów na szóstym roku?

- To byłaś ty?! Cały czas myślałem, że Syriusz je zwinął! – James zapowietrzył się i dostrzegł, że Harry patrzy na niego zszokowanym wzrokiem. Mężczyzna otworzył usta i podrapał się nerwowo po karku. – To znaczy… Miałem na myśli…

Zerknął na siostrę, szukając u niej pomocy.

- Nie, nie – uśmiechnęła się do niego przebiegle. Otarła oczy. – Świetnie sobie radzisz, Jamie. Spróbuj się wykopać z tej dziury.

James spojrzał na Harry'ego.

- Ja… Synu…

Harry potrząsnął głową.

- Syriusz rozmawiał ze mną na ten temat kilka lat temu. Nie chcę kolejnej rozmowy.

James przeniósł wzrok pełen ulgi na poważną Hermionę.

- Mia, dokonałaś wyboru i był to dobry wybór. Właśnie o to chodzi. Ty i Syriusz walczyliście przez wiele lat z tym, co was łączy, bo uważaliście, że nie mieliście wyboru, ale wy go właśnie mieliście! I wybraliście się nawzajem. To nie było przeznaczenie. Wszyscy podczas wojny dokonywaliśmy wyborów. Ja przypieczętowałem swój los, kiedy dołączyłem do Zakonu Feniksa. Wszyscy to zrobiliśmy.

Spojrzała w dół.

- Czy mógłbyś mi kiedyś…?

- Nie ma czego wybaczać – przerwał jej. – Dotrzymałaś swojej obietnicy, Mia. Byłaś tam dla Harry'ego i nie mógłbym cię prosić o nim więcej. Chociaż nie… Jest coś, o co chciałbym cię prosić. Chcę, żebyś ruszyła do przodu swoje życie. Chcę, żeby Remus przestał się obwiniać.

Rzucił stanowcze spojrzenie Harry'emu.

- Ty też, synu – powiedział i ponownie spojrzał na Hermionę. – Chcę, żebyś była szczęśliwa z Syriuszem. Żebyś odpuściła swój gniew. Żebyś nauczyła się wybaczać. Dumbledore'owi, Snape'owi i… Peterowi.

Hermiona wykrzywiła się, słysząc tę prośbę. Harry ją doskonale rozumiał, wiedział, skąd bierze się jej ogromna niechęć, ale wyraz twarzy jego ojca nie zostawiał miejsca na negocjacje. Harry sam często się zastanawiał nad Peterem Pettigrew i pytał sam siebie, czy potrafi wybaczyć mężczyźnie. Wiedział, że było mu go żal, szczególnie w chwili strasznej śmierci.

- Zrób to – nalegał James. – Wojna się skończyła. Daj nam odejść.

- Tęsknię za tobą, Jamie – powiedziała Hermiona i podniosła się.

- Ja też za tobą tęskniłem, Mia. Nie powtarzaj tego Syriuszowi, ale to zawsze ty byłaś moją najlepszą przyjaciółką – powiedział James i przyjrzał się swojej siostrze. W końcu dostrzegł na jej palcu pierścionek. – Widzę, że ten dupek w końcu dał ci pierścionek babki Black. Powiedział ci, że to był jego pomysł? Ten pierdolony kłamca! Kilka godzin zajęło mi znalezienie go!

Hermiona roześmiała się.

- Czy to oznacza, że mam twoje błogosławieństwo?

James wzruszyła ramionami i zachichotał pod nosem. Włożył dłonie do kieszeni.

- Osobiście uważam, że zasługujesz na kogoś lepszego, niż ten dupek. Wiesz, że on ma tyle lat, żeby uchodzić za twojego ojca, prawda?

Wywróciła oczami.

- Bardzo śmieszne.

- Przynajmniej postarał się być romantyczny? Oczywiście, na pewno nie przebił moich oświadczyn. Bożonarodzeniowych ozdób i doskonale przygotowanej przemowy.

- Oświadczył się nad chińszczyzną.

James prychnął.

- Co za gamoń.

- Kocham go za to.

- Wiem o tym.

- Jamie… Nie mam pojęcia, jak sobie poradzić bez ciebie i bez Lily – szepnęła Hermiona, patrząc na swój pierścionek zaręczynowy. – Zamierzam wyjść za mąż i żyć dalej, a was tu nie ma.

- O czym ty mówisz? – Zapytał ze zdumieniem James, widząc, że Harry znowu ujął dłoń Hermiony. – Zawsze jesteśmy z wami.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Syriusz siedział przy stole w dużej jadalni rezydencji przy Grimmauld. Czekał na aktywację sieci Fiuu lub dźwięk Aportacji. Czekał na jakiś znak, który powie mu, że Harry i Mia są cali i zdrowi. Remus i Tonks dotrzymywali mu towarzystwa. Jego kuzynka trzymała jego rękę w swoich dłoniach, a jej mąż osuszał kolejną szklankę whisky.

Remus ponownie rozlał bursztynowy płyn i zaoferował szklankę Syriuszowi, który odmówił jej przyjęcia.

- Przewinięty – powiedziała Ginny, wchodząc do jadalni z Teddym w ramionach. Chłopiec miał na sobie halloweenowe przebranie i wyglądał jak małe lwiątko. Luna i Molly przeszły same siebie. – Nadal nic nie wiadomo?

Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, przez okno wpadł srebrny jeleń. Wylądował przed Syriuszem i odezwał się głosem Harry'ego.

- Znalazłem ją. Wszystko w porządku. Wrócimy za kilka godzin. Musimy się najpierw czymś zająć.

Syriusz odetchnął z ulgą.

Remus patrzył szeroko otwartymi oczami na Patronusa, którego kontury zaczęły się zamazywać.

- Czy tylko ja mam takie wrażenie, czy Patronus Harry'ego was też…

- Przeraża? – Dokończył Syriusz. – Trochę tak.

- Skoro sprawa Potterów się wyjaśniła – powiedziała Tonks, wstając od stołu. – Czas wyjść z tego przygnębiającego domostwa i zacząć świętować Halloween. Możemy udawać Mugoli i zbierać słodycze od obcych ludzi. Nie ma w tym nic złego, prawda?

Syriusz potrząsnął głową.

- Wy idźcie. Ja zaczekam na Harry'ego i Mię.

Zupełnie, jakby przyzwał ją myślami, przez okno wpadł srebrzysty lis. Z gracją wylądował na stole i podszedł do siedzącego Syriusza. Przemówił głosem Mii.

- Wynocha z domu. Jeśli wrócę i zastanę cię pijanego w sztok, powiem Harry'emu, z kim całowałeś się po raz pierwszy.

Syriusz natychmiast się podniósł i złapał swoją skórzaną kurtkę.

- Słyszeliście wiedźmę. Wynośmy się stąd.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Po drugiej stronie miasta, w mugolskim Londynie, Harry siedział na specjalistycznym krześle i krzywił się z bólu. Mia siedziała obok niego i wznosiła oczy ku niebu, widząc jego cierpiętniczą minę.

- Przecież nie jest aż tak źle – powiedziała, przyglądając się, jak mugolski tatuażysta kończy swoje dzieło na ramieniu chłopaka. – Wygląda fantastycznie! Prawie tak dobrze, jak mój!

Harry roześmiał się i odetchnął z ulgą, kiedy artysta wytarł tatuaż wilgotnym papierowym ręcznikiem. Wstał, żeby w lustrze przyjrzeć się swojemu pierwszemu malunkowi na ciele.

- A mi się wydaje, że mój wygląda lepiej. Twój jest taki… Dziewczęcy. Słowa twojego rodu powinny wyglądać raczej na męskie i poważne.

Mia roześmiała się i spojrzała na identyczne słowa, wytatuowane na ich ciałach różnymi czcionkami. Położyła głowę na ramieniu Harry'ego i z czułością spojrzała na ich odbicie.

- Animo et astutia. Odwaga i talent.

Harry skinął głową, otoczył ją ramieniem i ucałował lekko czubek jej głowy.

- Odwaga i talent.