Od tłumaczki: Po ostatnich trudnych rozdziałach nadchodzi czas na coś radośniejszego. Mia wiedziała o tak wielu rzeczach, cofając się w przeszłość. Musiała coś naprawić, coś zrobić, aby nie oszaleć z powodu swojej bierności w kwestii Lily i Jamiego. Ten rozdział pokaże, w jaki sposób udało jej się coś naprawić i zmienić całkowicie życia kilku osób. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 143 – BURZĄC MURY
8 listopada 1998
Mia uśmiechała się szeroko na widok tłumu, który zebrał się przed pociągiem do Hogwartu. Jej przyjaciele i rodzina zjawili się w komplecie, żeby pożegnać tych, którzy wracali na ostatni rok nauki w odbudowanym zamku. Mnóstwo ludzi gapiło się na nich bezwstydnie, ale Mia zachęcała najbliższych do ignorowania tych spojrzeń. W końcu nie czuli się tak, jak w obecności Rity Skeeter, która chciałaby obnażyć przed swoją widownią ich najbrudniejsze sekrety. Prorok Codzienny przestał drukować artykuły dotyczące Złotego Trio, Syriusza i Malfoy'ów. Mia dodatkowo osobiście pofatygowała się na spotkanie z redaktorem naczelnym tygodnika Czarownica. Towarzyszyły jej Narcyza i Laurel, i dzięki temu spotkaniu wszelkie informacje, które dostawały się do prasy na temat ich życia codziennego podlegały ścisłej kontroli. Dokładnie o to Mii chodziło.
Podszedł do niej Ron. Taszczył za sobą ciężki kufer.
- Cześć, Miona – powiedział nerwowo.
- Nie miej takiej smutnej miny, Ron.
Kilka tygodni wcześniej Ron w końcu wrócił do Dworu Blacków z podkulonym ogonem i zwieszoną głową. Parę godzin błagał Syriusza, żeby ten pozwolił mu z nią porozmawiać. Syriusz warczał opiekuńczo, na co Mia stwierdziła, że nie ma sensu, bo Ron obawiał się Mii, kiedy jeszcze myślał, że dziewczyna jest urodzoną w rodzinie Mugoli kujonką. Kiedy w końcu zostali sami, Ron zaczął przepraszać za swoje zachowanie. Nie tylko podczas ostatniego spotkania, ale również za wszystkie lata, które do tego spotkania doprowadziły.
- Miałaś rację. Za bardzo polegałem na Harrym i na tobie. Ja… Sam nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo – spojrzał w dół i westchnął, długo i przeciągle.
- Co się stało?
- Oblałem egzamin – przyznał i wzruszył ramionami z przygniatającą obojętnością. – Właściwie, oblałem każdy możliwy egzamin. Kingsley powiedział, że w związku z moimi dokonaniami podczas wojny może postarać się o dodatkowe szanse dla mnie, ale… Oblałem. Byłby ze mnie fatalny Auror, gdybym pozwolił Kingsley'owi prowadzić mnie za rączkę przez całą ścieżkę kariery. W końcu bym zginął albo, co gorsza, ktoś by zginął przeze mnie. Nie mam pojęcia, co powinienem teraz ze sobą zrobić. Może Fred i George znajdą dla mnie jakąś pracę u siebie w sklepie.
Mia westchnęła. Współczuła swojemu przyjacielowi z dzieciństwa. W ciągu ich całej znajomości wielokrotnie miała nadzieję, że Ron w końcu dojdzie samodzielnie do tych wniosków, ale chłopak za każdym razem zatrzymywał się w pół drogi. Do teraz. Teraz wydawało się, że Ron w końcu zrozumiał lekcję, jaką dawało mu życie i chciał słuchać.
- Czy mogę ci coś zaproponować?
Skinął głową z entuzjazmem, jakiego mu przed chwilą brakowało.
- Oczywiście.
Odetchnęła głęboko i uśmiechnęła się do niego.
- Uważam, że powinieneś wrócić do Hogwartu.
Ron skrzywił się.
- Ale ty i Harry nie wracacie…
- Dokładnie – przerwała mu. – Ron, całe twoje życie odbywało się w cieniu starszych braci. Następnie przez siedem lat byłeś najlepszym przyjacielem Harry'ego Pottera. Przechodziłeś z klasy do klasy, bo odrabiałam za ciebie zadania domowe i pomagałam ci w powtórkach materiału przed egzaminami. A ze wszystkich kłopotów wychodziłeś obronną ręką, bo przyjaźniłeś się z Wybranym.
Ron roześmiał się lekko i podrapał po karku.
- Jeśli mam być szczery, w wiele kłopotów wpadłem, bo przyjaźnię się z Chłopcem-Który- Przeżył.
Mia też się roześmiała i poczuła, że jakiś ciężar zostaje podniesiony z jej ramion.
- Oboje wpadaliśmy w te kłopoty – uśmiechnęła się, widząc, że są na dobrej drodze, żeby odzyskać tę więź, która kiedyś ich łączyła. – Uważam, że powinieneś wrócić. Wyrobić sobie nazwisko. Zapracować na wszystko samemu, bez Harry'ego, na którego spłynęłyby wszystkie zaszczyty i beze mnie. Tym razem nie złapię cię, jeśli upadniesz.
- No, nie wiem. Utknę tam tylko z Ginny, Nevillem i Luną.
- To zawrzyj nowe znajomości. Rozszerz swoje grono znajomych na inne Domy.
Ron wywrócił oczami i jęknął.
- Chcesz, żebym zaprzyjaźnił się ze Ślizgonami.
Mii zadrżały wargi w tłumionym uśmiechu. Skinęła głową.
- Jeżeli mam być całkowicie szczera… Tak będzie dla ciebie najlepiej. Wybaczę ci wszystko, jeśli będziesz się normalnie zachowywał w stosunku do kilkorga Ślizgonów.
Ron odpowiedział uśmiechem, rozumiejąc jej słowa.
- A mogę przynajmniej wybrać Ślizgonów, z którymi chcę się przyjaźnić?
- Zawsze tak będzie? – Zapytał Harry, zmarszczywszy czoło. Rzucał nieprzyjazne spojrzenia reporterom, którzy celowali w nich aparatami fotograficznymi i co chwilę wołali do niego, próbując przykuć jego uwagę. Mia jednak obiecała mu, że nic nie zostanie puszczone do druku bez ich zgody. – Jestem przerażony tym, że kiedyś nadejdzie dzień, kiedy odprowadzę własne dzieci na pociąg do Hogwartu.
- Hej! – Ginny zdzieliła go w ramię. – Jeszcze nawet nie wsiadłam do wagonu! Możesz zacząć planować naszą rodzinę dopiero, gdy skończę szkołę?
Harry zaczerwienił się.
- Ja… Nie chciałem… Chodziło mi o to, że…
Roześmiała się, słysząc, jak dukał słowa wyjaśnienia i rzuciła się mu w ramiona.
- Będę za tobą tęsknić, ty dupku – powiedziała, uśmiechając się szeroko i pocałowała go. Harry okręcił swoją dziewczynę w radosnym tańcu.
Mia uśmiechnęła się nostalgicznie i zauważyła błysk lampy aparatu fotograficznego. Oczyma wyobraźni widziała nagłówek kolejnego wydania Proroka Codziennego.
HARRY POTTER POPIERA WYBÓR SWOJEJ DZIEWCZYNY, KTÓRA DECYDUJE SIĘ UKOŃCZYĆ HOGWART
- Wygląda na to, że w końcu się zgadzamy pod jakimś względem, Potter – powiedział Draco, zbliżając się do grupy przyjaciół. Drobna dłoń Astorii spoczywała w zagłębieniu jego łokcia. Szare oczy Malfoy'a przesunęły się po tłumie reporterów. – Trochę ich tu dużo. Czyżby spodziewali się, że wrócimy do starych zwyczajów i zaczniemy obrzucać się klątwami i wyzwiskami?
Harry prychnął.
- Pozwól, że to sprostuję. Ja rzuciłem tylko kilka niegroźnych uroków.
Draco wykrzywił się do Harry'ego.
- Blizny na mojej klatce piersiowej twierdzą coś innego.
Zanim Harry miał okazję rozpocząć rozwlekłe i całkiem niepotrzebne przeprosiny i zanim Draco miał okazję odwarknąć, Mia stanęła między nimi i uśmiechnęła się słodko.
- Może mógłbyś wytatuować sobie imię Astorii, żeby ukryć tę bliznę – zasugerowała z błyskiem w oku.
Draco zachichotał i spojrzał na czarownicę, która nadal trzymała jego ramię. Położył palec wskazujący na miękkiej skórze jej podbródka i zmusił ją, żeby na niego spojrzała.
- Chciałabyś, kochanie? – Zapytał i uśmiechnął się złośliwie, kiedy Astoria się zaczerwieniła.
- Chciałabym… - Zaczęła, ale zawahała się i musiała odetchnąć, żeby zebrać myśli. – Chciałabym, żebyś pomógł mi zapakować kufer do pociągu.
Uśmiechnęła się do narzeczonego identycznym, złośliwym uśmieszkiem.
Draco, zachwycony, pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek. Dokoła błyskały aparaty fotograficzne.
DZIEDZIC FORTUNY MALFOY'ÓW DO SZALEŃSTWA ZAKOCHANY W SWOJEJ NARZECZONEJ
- Już słucha twoich rozkazów? – Zapytała Astorię Mia, widząc, jak Draco chwyta kufer i kieruje się w stronę pociągu. – Dobra robota.
Astoria uśmiechnęła się do przyjaciółki swojej matki.
- Dziękuję. Za wszystko – powiedziała szczerze.
- To on cię wybrał, nie ja.
- Daphne nadal jest zazdrosna – szepnęła Astoria. – Pierwszy raz w życiu dostałam coś wcześniej niż ona.
- Przecież to rozpuszczony dzieciak – ogłosiła Daphne, ewidentnie nieco poruszona zaręczynami swojej młodszej siostry. – I ma figurę dziewczyny.
Obserwowała, jak Draco zaklęciem lewituje kufer Astorii w kierunku wagonu towarowego. Robił to z niesamowitą gracją.
- Założę się, że zmieściłby się w moje ubrania. Szukający zawsze są tacy drobni. Wolałabym faceta, który ma trochę mięśni.
- Hej! – Zawołał oburzony Harry.
- A masz coś przeciwko rudzielcom? - Mia uśmiechnęła się diabelsko i spojrzała na Rona, który stał kilka metrów dalej i żegnał się ze swoją rodziną.
Daphne spojrzała w tym samym kierunku i otaksowała sylwetkę chłopaka. W jej wzroku pojawiło się zaciekawienie.
- A czy Weasley'owie przypadkiem nie nienawidzą Ślizgonów?
- Obiecał mi, że w tym roku rozszerzy grono swoich znajomych. Niestety, z przykrością muszę cię uprzedzić, że jego umiejętności socjalizowania się są w najlepszym przypadku mierne, szczególnie w przypadku dziewcząt. Może udałoby ci się trochę go… Oszlifować?
- Weasley, tak? Pasuje do wymagań ojca, a i tak go niesamowicie wkurzy.
- Ponadto, Ron i Draco zostaliby szwagrami – dodała Mia.
Błękitne oczy Daphne rozjarzyły się, a po jej wargach przemknął przewrotny uśmiech.
- Już uwielbiam ten pomysł.
Mia uśmiechnęła się i lekko dotknęła ramienia Daphne.
- Bądź dla niego miła. Ale nie pozwól, żeby uchodziły mu na sucho rzeczy, które cię wkurzają – powiedziała i odwróciła się w kierunku swojego przyjaciela. – Ron! Chciałabym, żebyś poznał Daphne, córkę mojej przyjaciółki, Laurel.
Ron spojrzał na dziewczynę ze zdumieniem.
- Ja… Eee… Cześć.
Daphne obdarzyła chłopaka olśniewającym uśmiechem.
- Witaj, Ronaldzie. Od dawna chciałam cię poznać. To takie dziwne, że przez wiele lat uczęszczaliśmy do jednej szkoły, ale dopiero teraz spotykamy się twarzą w twarz. Tak się cieszę, że wasze działania w trakcie wojny… Twoje, Harry'ego i Mii… Pomogły nam pozbyć się tych śmiesznych uprzedzeń i granic między Domami. Nie uważasz podobnie?
- Eee… Tak?
- I chociaż nigdy nie zostaliśmy sobie oficjalnie przedstawieni, zawsze chętnie oglądałam, jak grasz w Quidditcha.
Twarz Rona przybrała lekko różowawy kolor i chłopak uśmiechnął się radośnie.
- Naprawdę?
- A dlaczego miałabym kłamać? Uważam, że jesteś świetny!
- Nie przesadzaj – mruknęła pod nosem Mia.
- Byłbyś taki kochany i pomógł mi wnieść kufer do pociągu? – Zapytała Daphne z udawanym zmartwieniem. – Jest bardzo ciężki.
Ron uniósł brew.
- A nie możesz po prostu użyć różdżki i… Auć! – Skrzywił się, bo Mia wpakowała mu łokieć pod żebra. Nagle zrozumiał, o co chodziło i jego rumieniec się pogłębił. – Aha… Ja… Tak, bardzo chętnie ci pomogę.
Daphne położyła wdzięcznie dłoń na jego ramieniu, kiedy chwycił rączkę jej kufra. Ron spojrzał na dziewczynę ze zdumieniem.
- Bardzo ci dziękuję – powiedziała słodko. – Czy mogę zająć ci miejsce w pociągu?
- Mówisz poważnie? – Ron z trudem przełknął ślinę. – Ja… Będę ci wdzięczny.
- Cześć, Mia – Daphne uśmiechnęła się do Mii i podążyła do wagonu za Astorią, która skończyła się żegnać z Draconem. Chłopak spędził dobre trzydzieści sekund pochylony nad dłonią swojej narzeczonej, całując jej kosteczki, ku uciesze reporterów.
Ron zbliżył się do Mii, pocierając kark. Zdążył zapakować kufer Daphne na wagon towarowy.
- Jesteś pewna, że ona jest Ślizgonką?
Mia zachichotała, rozbawiona jego pytaniem.
- Bardziej, niż kiedykolwiek.
- Może nie wszyscy są pełni jadu i zgnilizny – przyznał, ale po chwili jego wzrok padł na zbliżającego się do nich Dracona. – Czego nie można powiedzieć o nim…
- Pamiętaj o moich warunkach – powiedziała stanowczo Mia.
- Łasiczko – Draco spojrzał na Rona.
- Fretko.
- Chłopcy – syknęła Mia.
Draco westchnął i włożył dłonie do kieszeni uszytych na miarę spodni. Wyglądał na zrelaksowanego, mimo całej powagi, która go cechowała. Mia była pewna, że za jego postawę odpowiedzialne były geny rodziny Blacków. Lucjusz Malfoy zawsze był taki sztywny w obyciu. Dziewczyna spojrzała na Syriusza, który opierał się o ścianę i rozmawiał z Harrym, jednocześnie próbując ukryć przed jej wzrokiem papierosa, którego trzymał w dłoni. Jego rozluźnione barki i przechylona postawa ciała powiedziały jej jednak, że zrelaksowany wygląd zdecydowanie płynie we krwi Blacków.
- Weasley – zaczął nieporadnie Draco, nieprzyzwyczajony do wypowiadania nazwiska swojego dawnego wroga. – Nie wracam do Hogwartu. A ponieważ moim obowiązkiem jest zatroszczyć się o bezpieczeństwo Astorii, znajduję się w położeniu, w którym jestem zmuszony prosić o… Pomoc. Chodzi mi o to, żeby trzymać ją przez cały czas na oku. A dokładnie, żeby trzymać różdżkę wycelowaną w ludzi, którzy chcieliby ją skrzywdzić w związku z jej wyborem partnera.
Mia ostro wciągnęła powietrze do płuc. Chyba pierwszy raz w życiu usłyszała, żeby Draconowi udało się powiedzieć coś do Ronalda, nie wplótłszy w wypowiedź żadnej obelgi.
- Potrafisz celować różdżką, prawda?
No, prawie się udało. Mia westchnęła i złapała w dwa palce grzbiet nosa.
Ron uśmiechał się złośliwie.
- Potrzebujesz przysługi, Malfoy? Ode mnie?
Draco zmrużył oczy.
- Nie nazwałbym tego w ten sposób.
- Niech ci będzie – Ron wzruszył ramionami, kiedy Mia spojrzała na niego groźnie. Nie wziął tego do siebie, bo Ślizgona poczęstowała identycznym spojrzeniem. – Będę miał oko na twoją dziewczynę.
- Narzeczoną – sprostował Draco.
- Niech będzie, Malfoy.
Mia uśmiechnęła się z ulgą.
- Teraz uściśnijcie sobie dłonie.
- Co?! – Obaj młodzi mężczyźni odwrócili się do niej zszokowani.
- Tak wypada. Właśnie zawarliście ważną umowę. Nie musicie być w tym celu przyjaciółmi, ale uznajmy to za zawieszenie broni – powiedziała i cofnęła się o krok, dając im więcej miejsca.
Obaj czarodzieje, zaciekli wrogowie od wielu lat, zdecydowali się w tym momencie pokazać swojej przyjaciółce, że są warci jej uwagi i ujęli swoje dłonie w silnym, męskim uścisku.
Błysnęły lampy aparatów fotograficznych.
Mia roześmiała się radośnie.
UPRZEDZENIA ODŁOŻONE NA BOK! BOHATEROWIE WOJENNI PRZYKŁADEM DLA NAS WSZYSTKICH!
Draco wykrzywił się do Mii.
- Zadowolona?
- Jeszcze nie. Będę zadowolona, kiedy uściśniesz sobie dłonie z Harrym.
- Mogę zapytać, co robiłaś z Weasley'em i starszą siostrą Astorii?
- Nic takiego – odparła niewinnie. – Chciałam się upewnić, że nie będę musiała znosić Lavender Brown na cotygodniowych obiadach w Norze.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
25 grudnia 1998
Święta nadeszły bardzo szybko i wydawało się, że minęło kilka chwil od momentu, kiedy odprowadzali swoich bliskich na pociąg do Hogwartu. Teraz wszyscy wracali na przerwę zimową, aby świętować z rodzinami.
Syriusz, jak zwykle, przeszedł samego siebie i zakupił największą choinkę, jak mogła się zmieścić w Dworze Blacków. Chociaż gorąco temu zaprzeczał, Mia miała podejrzenia, że ukradł jedno z drzewek, które Hagrid miał przygotowane w celu udekorowania Wielkiej Sali.
Cała rodzina Weasley'ów została na noc w rezydencji przy Grimmauld i – zgodnie z tradycją – wszyscy otworzyli swoje prezenty w świąteczny poranek. Molly objęła dowodzenie w kuchni, gdzie zaczęła przygotowywać królewską ucztę.
W centrum uwagi znalazł się Teddy. Aktualnie miał czarne włosy, identyczne, jak Harry. Chłopak pomógł swojemu chrześniakowi otworzyć kolejny prezent, w którym znajdowała się malutka miotła treningowa. Jej widok wywołał na twarzach Mii i Remusa pierwsze oznaki strachu – wyglądało na to, że byli jedynymi dorosłymi spośród zgromadzonych, którzy uważali, że był to nieodpowiedni prezent dla dziecka, które jeszcze nie skończyło roku.
Syriusz porozwieszał pod sufitem kilka wrzeszczących krzaczków jemioły, które ostrzegały wszystkich, że Harry i Ginny zostali sami w jakimś pokoju. Tuż po śniadaniu Fred i George zaproponowali Syriuszowi komercyjne zastosowanie tych jemioł. Harry i Ginny nie byli zachwyceni tym, że podczas kolejnych Świąt Bożego Narodzenia zaczarowane krzewinki będą sprzedawane w sklepie bliźniaków. Żeby okazać niezadowolenie, Ginny odczarowała każdą jedną jemiołę, ku ogromnemu zdumieniu Remusa i Mii, którym to się nie udało, kiedy sami byli ofiarami tego żartu wiele lat temu.
Kiedy pojawili się Ślizgoni, Draco obdarował każdą kobietę pochodzącą z rodu Blacków grawerowanym pierścieniem. Stwierdził, że czas najwyższy stworzyć nowe pamiątki rodzinne, w miejsce biżuterii obłożonej klątwami. Astoria otrzymała od niego wyjątkowy pierścionek zaręczynowy – ogromny szmaragd w otoczeniu nieskazitelnych diamentów – na który zareagowała bardzo entuzjastycznie. Ku zdziwieniu Narcyzy i przy akompaniamencie cichego chichotu Laurel, dziewczyna zapiszczała i rzuciła się na szyję swojemu narzeczonemu.
Zanim Ronald podszedł do Daphne z prześliczną bransoletką, na którą dość długo oszczędzał, Mia poprosiła go na słówko. Mimo tego, że Ron był czarodziejem czystej krwi, Mia nie była pewna, czy zdaje sobie sprawę, co – zgodnie z tradycją – oznaczało obdarowanie dziewczyny takim prezentem. Mia była pewna, że Daphne właśnie w taki sposób odbierze podarunek Rona.
W końcu Ron zebrał całą swoją odwagę i podał eleganckie opakowanie swojej dziewczynie, która zmierzyła go badawczym spojrzeniem zanim otworzyła prezent. Następnie uśmiechnęła się szeroko na widok bransoletki, Ron zaczerwienił się, widząc jej reakcję, a Molly mamrotała coś pod nosem, oburzona, ponieważ jej najmłodszy syn rozpoczął starania o czarownicę czystej krwi bez uzgodnienia tego z rodzicami.
Uwaga wszystkich nie skupiała się zbyt długo na Ronaldzie i Daphne, ponieważ już po chwili Fleur i Bill ogłosili, że spodziewają się dziecka. Miało przyjść na świat w pierwszym tygodniu maja.
- Kiedy w naszej rodzinie będzie więcej dzieci? – Zapytała lekko Molly, siadając naprzeciwko Syriusza, Mii, Remusa i Tonks.
Remus zbladł, a Mia doskonale wiedziała, jaki był tego powód. Mimo tego, że jego syn okazał się zdrowym i wyjątkowo udanym chłopcem, Remus nadal obawiał się o swoje dalsze potomstwo.
Tonks zignorowała reakcję swojego męża i wzruszyła ramionami.
- Będzie, co ma być.
- My na razie mamy wesele do zorganizowania – dodała szybko Mia, zanim Syriuszowi wyrwałoby się coś, co wznieci gniew matrony.
- Planujecie tradycyjną ceremonię? – Zapytała z uśmiechem Luna. W uszach miała kolczyki w kształcie truskawek, podobne do tych, które aktualnie miała na sobie Mia. Jednakże biżuteria Mii była prezentem świątecznym od Syriusza, wykonanym z najczystszych rubinów, natomiast kolczyki Luny zostały wykonane w domu, dość nieprawną ręką.
- Niektóre jej części będą tradycyjne – przyznała po namyśle Mia.
- W jaki sposób wygląda tradycyjne mugolskie wesele? – Zapytał z zainteresowaniem Artur.
Mia rozkaszlała się, zaskoczona.
- Tak właściwie… Miałam na myśli tradycyjne czarodziejskie wesele.
Molly cicho krzyknęła, a tarty melasowe, które niosła na ogromnej tacy znalazły się niebezpiecznie blisko spotkania z dywanem. Narcyza, Laurel i Andromeda wyglądały na zadowolone. Draco chichotał, szczególnie widząc zmieszanie na twarzach młodszych Weasley'ów i Harry'ego.
Tylko Luna nie zareagowała na słowa Mii.
- Mogę wam pokazać polanę, na której moi rodzice zapieczętowali swoją więź. Nie jest zbyt duża, więc niewielu gości udałoby się wam pomieścić.
- Dziękuję, Luna, ale tylko częściowo ceremonia będzie tradycyjna – powiedziała Mia z naciskiem. – Na przykład, zamiast sukni ślubnej, będę miała na sobie tradycyjne szaty.
Molly odetchnęła z ulgą.
- Dlaczego wszyscy się tak dziwnie zachowują? – Zapytał Ron.
- Zgodnie z tradycją, czarownica pieczętuje Więź Małżeńską nago – szepnęła do niego Daphe i spojrzała ze zdziwieniem, kiedy zakrztusił się swoim ajerkoniakiem.
- Zmieńmy temat – zaproponowała Mia i zasłoniła usta Syriusza dłonią. Mężczyzna nie mógł przestać się śmiać. – Luna, jak się miewa twój ojciec? Wracasz do domu, żeby spędzić z nim święta?
- O, nie. Tatuś śledzi ulotnego czasomieszacza. To takie małe stworzenia, które wślizgują się w zegary i zmieniają godzinę, kiedy nie patrzysz. Później planuję spotkać się z Hannah i Nevillem w klinice świętego Munga. Neville chciał przedstawić Hannah swoim rodzicom i obiecałam mu, że pójdę z nimi jako wsparcie duchowe.
Mia zmarszczyła brwi, czując, jak w jej żołądku rozgościła się lodowata ciężkość.
- Na Merlina… - Szepnęła. – Alice i Frank. Nie pomyślałam nawet… Jak mogłam o nich zapomnieć? Syriuszu, nie pomyślałam nawet o tym, żeby ich odwiedzić…
- Chcesz ich teraz odwiedzić, kotku? – Zapytał natychmiast Syriusz. – Wstyd mi, że sam o tym nie pomyślałem.
Mia skinęła głową i z trudem przełknęła ślinę. Otarła łzy, które uformowały się w jej oczach.
Luna, Harry, Ginny, Mia i Syriusz zostawili resztę towarzystwa w rezydencji i wyruszyli do kliniki świętego Munga, aby zobaczyć się z Nevillem i jego rodzicami. Remus skomentował gorzko, że on nadal nie ma prawa, żeby wejść do szpitala ze względu na swoją lykantropię, a Mia natychmiast wpisała ten temat na listę spraw do załatwienia, kiedy już wezwie Kingsley'a do spłaty swojego długu życia. Zanim jednak miało się to zdarzyć, sama musiała spłacić jeden ze swoich długów.
Kiedy dotarli na piąte piętro kliniki, na oddział Janusa Thickey'a, serce Mii mocno uderzało o żebra. Kiedy otworzyły się przed nimi drzwi oddziału, rozejrzała się po zgromadzonych tam ludziach z grobową miną.
- Rozchmurz się, kotku. Mamy Boże Narodzenie. Nie chcesz chyba sprawić Neville'owi przykrości swoją miną – powiedział Syriusz. W reakcji na jego słowa, Mia skinęła głową, przełknęła ból i wściekłość, i ułożyła usta w świąteczny uśmiech.
- Witajcie! – Zaskoczył ich szeroko uśmiechnięty, jasnowłosy czarodziej. Harry'ego przestraszył tak mocno, że chłopak ledwo opanował odruch sięgnięcia po różdżkę. – Czy chcielibyście otrzymać mój autograf?
Mia otworzyła usta ze zdziwienia.
- Jasna cholera! – Wymamrotała, patrząc w pustą, niewinną twarz Gilderoy'a Lockharta. – Jakim cudem zawsze zapominam, że on też tutaj jest?
- Czy to nie ten dupek, który znajduje się na okładkach ulubionych książek Molly? – Zapytał Syriusz, patrząc na mężczyznę zachwycającego się jego skórzaną kurtką. – Chłopie, odwal się ode mnie.
- Syriuszu… On jest złamany – powiedziała cicho Mia. – Uczył nas Obrony przed Czarną Magią na drugim roku. To w niego uderzyło źle rzucone zaklęcie pamięci.
Syriusz uniósł brew.
- To jest ten dupek, który kiedyś ci się podobał?
Mia zaczerwieniła się ze wstydu.
- Czy wiedzieliście, że jestem pięciokrotnym laureatem nagrody Najbardziej Czarującego Uśmiechu tygodnika Czarownica? – Zapytał Lockhart, rzucając im wspomniany uśmiech.
- Tak? Cóż, mnie tygodnik Czarownica określił najbardziej pożądanym kawalerem magicznej Brytanii – powiedział z dumą Syriusz, jakby przerzucali się z Lockhartem osiągnięciami. Kiedy jednak Mia odkaszlnęła znacząco i niebezpiecznie zmrużyła oczy, jej narzeczony musiał się poprawić. – Byłem najbardziej pożądanym kawalerem magicznej Brytanii. Teraz jestem zaręczony z tą seksowną czarownicą.
- Na wszystkich świętych, człowieku – Gilderoy zachichotał. – Jesteś wystarczająco stary, żeby być jej ojcem.
Syriusz zawarczał i Mia musiała odciągać go od swojego starego nauczyciela.
- Syriuszu, daj sobie spokój. Chociaż raz w życiu zachowaj się jak dorosły człowiek, błagam.
- To ja mam najpiękniejszy uśmiech.
- Tak, kochanie. Najpiękniejszy.
- Cześć! – Zawołał Neville. Uścisnął mocno Lunę i Mię, po czym podał dłoń Harry'emu i Syriuszowi. – Cieszę się, że tu jesteście. Mama i tata będą zachwyceni.
Mia zmarszczyła brwi.
- Neville… Czy oni nie są…?
- No, tak… Ale wydaje mi się, że podczas Świąt Bożego Narodzenia są trochę szczęśliwsi. Właśnie przedstawiłem im Hannah i mam wrażenie, że mama trochę głośniej do siebie mruczy. Chyba ją lubi – wyrzucił z siebie, zaczerwieniony.
Mia mocno uściskała Neville'a.
- Jesteś tak podobny do ojca – szepnęła.
- Chciałabyś ich zobaczyć?
Skinęła głową i bez zbędnych słów pozwoliła, żeby Neville zaprowadził ją do zamkniętego pokoju, gdzie zgromadzili się Longbottomowie. Małżonkowie siedzieli na brzegu łóżka.
Augusta Longbottom zaszyła się w kącie pokoju. Na głowie miała kapelusz z wypchanym sępem. Mia skrzywiła się, przypominając sobie to ptaszysko jeszcze za życia.
Krzyknęła cicho na widok swoich starych przyjaciół, siedzących bardzo blisko siebie. Oboje przedwcześnie posiwieli, a ich skóra przybrała niezdrowy, żółtawy odcień. Frank mocno trzymał dłoń Alice, która uśmiechała się pustym grymasem do Hannah Abbott. Z kolei Hannah jasnym, radosnym głosem opowiadała im o dokonaniach Neville'a, który na ich oryginalnym siódmym roku objął dowodzenie nad Gwardią Dumbledore'a. Augusta miała w oczach dumę, kiedy przysłuchiwała się słowom Puchonki.
- Babciu, pamiętasz Mię Potter? – Zapytał Neville.
Augusta spojrzała ostrożnie na Mię, po czym przeniosła spojrzenie na Syriusza i wszystkie kawałki układanki wpadły na swoje miejsca.
- Córka Dorei. Twoi rodzice byli fantastycznymi ludźmi – zerknęła następnie na Syriusza. – Twoi należeli do najgorszego rodzaju.
- Zgadzam się – przyznał Syriusz ze śmiechem.
- Mamo – powiedział Neville, łapiąc za dłoń Alice. Uśmiechnął się do Hannah i ucieszyła go miłość, jaką widział w jej oczach. – Masz gości. Twoi starzy przyjaciele.
Alice obróciła głowę i spojrzała szeroko otwartymi oczami na Mię, która natychmiast się zalała łzami, widząc puste spojrzenie przyjaciółki. Osunęła się bezwładnie na łóżko obok Alice.
- Alice, tak mi przykro… - Załkała i ukryła twarz w dłoniach. Nie potrafiła patrzeć na stan, w jakim się znajdowała. Wiedziała, że powinna była zrobić coś, aby temu zapobiec. Jamie i Lily byli zupełnie inną kwestią, bo należało bronić Harry'ego, ale mogła zapobiec torturom, jakim zostali poddani Frank i Alice.
- Hermiono? – Szepnął Neville.
Mia podniosła wzrok i spojrzała na uśmiechniętą twarz przyjaciółki. Alice zamrugała kilka razy, przenosząc spojrzenie z jednej osoby na drugą, po czym sięgnęła po papierki po cukierkach. Podała trzy sztuki synowi.
Neville skrzywił się, patrząc na śmieci.
- Przepraszam was… Ona czasami tak robi.
- Pamiętam – Harry skinął głową. – Co ma na myśli?
Neville wzruszył ramionami.
- To jej pomysł na prezent dla mnie? Wydrapuje coś na papierkach. Uzdrowiele myśleli, że próbuje się w ten sposób komunikować, ale jedyne litery, które wydrapywała to „i", „a" oraz „m". I am. Ja jestem. Próbowali ją pytać, czym ona jest, ale nigdy im nie odpowiedziała.
- Ja pierdolę… - Szepnął Syriusz i zignorował oburzone spojrzenie, jakie posłała mu Augusta. – Wcale nie o to ci chodzi, prawda, moja piękna? Wcale nie literowałaś „I am", tylko Mia.
Alice zamruczała coś pod nosem i ponownie spojrzała na przyjaciółkę. Coraz szerzej otwierała oczy.
- To nie może być takie proste – szepnęła Mia.
- O czym mówisz? – Zapytał przerażony Neville. – Co się stało?
- Neville, ja… Uczyłam twoich rodziców Oklumencji. Wiedziałam, co się z nimi stanie, więc postawiłam tarcze wokół miejsc w ich mózgach odpowiedzialnych za odczuwanie bólu – powiedziała, nie wiedząc, jak dokładnie wyjaśnić to, co zrobiła. – Ja sama przeżyłam wcześniej tortury z ręki Bellatrix Lestrange, więc wiedziałam, gdzie te wspomnienia są umiejscowione. Nie chciałam, żeby twoi rodzice… Żeby cierpieli bardziej, niż musieli.
Na koniec jej głos się załamał. Sięgnęła po różdżkę.
- Na Merlina, niech to zadziała – spojrzała w ogromne oczy Alice. – Legilimens.
- Powinniście byli pozostać w ukryciu, Longbottomowie! – Wrzasnęła Bellatrix, celując różdżką w młodą parę. – Nie, żeby to wam w czymś pomogło. Potterowie też się ukrywali i teraz nie żyją!
- Tak, jak twój Czarny Pan – odwarknął Frank gorzkim tonem.
- Uważaj na to, co mówisz, ty brudny zdrajco krwi! – Krzyknęła z furią Bella. – Crucio!
- Frank! – Alice chciała podbiec do męża przytrzymywanego na ziemi przez Rudolfa Lestrange'a. Jej własne ramiona, trzymane w silnym uścisku przez Bartemiusza Croucha Juniora pulsowały bólem. Była pewna, że jedno z nich jest zwichnięte.
Kiedy dotarły do nich wieści o śmierci Potterów i pokonaniu Voldemorta, Frank i Alice błędnie założyli, że mogą opuścić chroniony Fideliusem dom. Zostawili Neville'a z matką Franka i planowali odwiedzić Dumbledore'a, aby dowiedzieć się, co się stało z małym Harrym. Słyszeli, że coś przydarzyło się Syriuszowi i z jakiegoś powodu został aresztowany, ale wcale ich to nie zaskoczyło – Syriusz miał nawyk lądowania w celi.
Niestety, nigdy nie dotarli do Dumbledore'a. Niecałą przecznicę od ich bezpiecznej kryjówki zostali napadnięci, ogłuszeni, przetransportowani w odosobnione miejsce i torturowani – napastnikom nie chodziło o informacje, ale o zemstę. W jakiś sposób Voldemort zginął, a jego Śmierciożercy musieli się rozproszyć , bo Aurorzy bezlitośnie na nich polowali. Ta czwórka postanowiła pokazać Aurorom, dlaczego cały czarodziejski świat bał się Śmierciożerców. Dokładnie to powiedzieli, kiedy złapali Longbottomów.
- Ty suko! – Wrzasnęła Alice i splunęła na Bellę, która odwróciła się do Gryfonki z uniesioną różdżką.
- Chciałabyś sama tego posmakować, złotko? – Syknęła Bellatrix.
- Ukryj… Ukryj się… - Wybełkotał Frank, widząc zbliżającego się Rabastana Lestrange. Czubek jego różdżki jarzył się czerwonym światłem Cruciatusa. – Ukryj się.
Alice zebrała wszystkie swoje siły, przygotowując się na zderzenie z bólem.
I oboje się ukryli.
Ukryli się daleko, za barierami ochronnymi, które postawiła w ich umysłach Mia.
- Reducto! – Szepnęła dziewczyna.
Alice krzyknęła i osunęła się w ramiona Mii, która nie spodziewała się takiego obrotu rzeczy i obie upadły na podłogę. Neville i Syriusz natychmiast znaleźli się obok nich, próbując im pomóc. Mia mrugała powiekami, próbując odpędzić ból i trzymała się za głowę, a Alice oddychała z trudem. Rozkaszlała się i próbowała usiąść.
- Mamo, wszystko w porządku? – Zapytał Neville, pomagając jej wstać.
Alice spojrzała na syna.
- Neville? – Szepnęła ochryple, ponieważ od prawie dwudziestu lat nie używała swojego głosu.
Na dźwięk słów swojej matki, dolna warga Neville'a zadrżała. Uściskał ją, nie zwracając uwagi na zaskoczone spojrzenia, które posyłali im wszyscy obecni w pokoju.
Augusta zaczęła krzykiem wzywać Uzdrowicieli. Nazywała ich idiotami i niekompetentnymi głupcami, którzy nawet nie pomyśleli o tym, żeby spróbować Legilimencji. Zagroziła, że na pewno porozmawia na ten temat z zarządem szpitala.
