Od tłumaczki: W tym tygodniu czas na taki krótki, fillerowy rozdział. Kilka spraw musi się zamknąć, inna musi się rozpocząć. Miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.

ROZDZIAŁ 144 – POPRZEDNIK

15 stycznia 1999

Kiedy wszyscy bliscy wrócili na święta Bożego Narodzenia do domu, rezydencja przy Grimmauld zaczęła tętnić życiem, co nie przeszkadzało żadnemu ze stałych mieszkańców. Stało się to dopiero problemem, kiedy nadeszła pełnia księżyca. Zamiast jednak odsyłać wszystkich do Nory – gdzie musieliby zmieścić się na niewielkiej powierzchni, a w dodatku Molly rozdzieliłaby pary, które jeszcze nie były po ślubie – Remus, Syriusz i Mia przenieśli się na noc do Legowiska. Ich rodziny i przyjaciele byli bezpieczni w Dworze Blacków.

Bezpieczeństwo zawsze było ważne dla Remusa i, jak się okazało, mężczyzna miał swoje powody, aby się o nie obawiać. Mimo Wywaru Tojadowego i szeregu dodatkowych zabezpieczeń, drzwi do piwnicy w Legowisku zostały w pewnym momencie wyważone, co pozwoliło Lunatykowi wydostać się na wolność i uciec do lasu znajdującego się za domem. Zew wolności być zbyt silny, aby wilkołak mógł go zignorować.

Łapa i Lisica trzymali się blisko niego i pilnowali, aby nie opuścił terenów należących do Legowiska, ale oboje zdawali sobie sprawę, że zapędzenie Lunatyka z powrotem do piwnicy byłoby w najlepszym przypadku skazane na porażkę, a w najgorszym narobiłoby więcej szkód, niż pożytku. Kiedy Remus obudził się o poranku w cieniu ogromnego drzewa, spanikował.

Zamiast jednak naprawiać stare drzwi do piwnicy – podobnie, jak tysiąc innych drobiazgów, które wymagały naprawy w starym domostwie Lupinów – Mia i Syriusz przekonali Remusa, że czas zostawić przeszłość za sobą. Kiedy wszystkie rzeczy należące do rodziny Remusa zostały wyniesione z Legowiska, Wataha zebrała się przed drzwiami budynku i zrównała go z ziemią.

- Przeprowadźcie się do Dworu Blacków – zaproponował radośnie Syriusz.

- A my zbudujemy dla was nowy dom – dodała Mia.

Remus kłócił się z nimi i nie chciał przyjąć tego, co określał jako ich łaskę. Mia nazwała go wtedy uroczym, ku jego złości. W końcu musiał jej ustąpić, bo zagroziła, że jeżeli nie przyjmie tych pieniędzy – tych samych, które mu przekazała przed swoim zniknięciem w 1979 roku – ona otworzy konto w banku Gringotta na nazwisko Teddy'ego, przekaże chłopcu cały swój majątek i zbuduje dom tylko dla niego. Remus i Tonks będą mogli w nim zamieszkać wyłącznie za zgodą chłopca.

Remus zgodził się przyjąć pieniądze i dom, uznając je za rekompensatę za wszystkie lata, podczas których zajmował się Syriuszem podczas jej nieobecności.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Humor Harry'ego nieco się zepsuł po powrocie Ginny do Hogwartu, ale poza tym rezydencja przy Grimmauld nigdy nie tętniła życiem tak mocno, jak wtedy, gdy niemal cała Wataha mieszkała pod jednym dachem. Tonks i Harry zostali partnerami w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, co sprawiło, że ich bliscy odetchnęli z ulgą, bo wiedzieli, że oboje są w stanie dbać o siebie nawzajem. Remus w końcu rozpoczął prace nad książką o lykantropii i wilkołakach, o napisanie której od wielu lat męczyli go Syriusz i Mia. Syriusz posunął się nawet do posprzątania starego gabinetu swojego ojca, który przekształcił w studio, mające zapewnić Remusowi odrobinę prywatności i spokoju.

Kiedy mieli wolne chwile – a Remus był zbyt zajęty pisaniem, aby czuć się wykluczonym – Syriusz, Mia i Harry wybierali się do kliniki świętego Munga, aby odwiedzić Alice i Franka. Longbottomowie czynili znaczne postępy i powoli wracali do zdrowia. Doszło do tego, że zostali przeniesieni z oddziału Janusa Thickey'a na oddział rehabilitacyjny.

Frank nadal miał problemy z mową i nie mógł się swobodnie poruszać bez pomocy, ale czuł się i wyglądał dużo lepiej, niż kilka tygodni wcześniej. Alice odzyskała całkowicie władzę nad swoim ciałem, ale czasami zdarzały się jej zaniki pamięci. Aby okazać swoją wdzięczność, Neville podarował Mii wystarczająco dużo roślin, aby mogła obsadzić nimi ogród za rezydencją Blacków – zarówno mugolskich, jak i magicznych.

Draco nadal wpadał do Dworu Blacków bez zapowiedzi, aby osuszyć całkowicie zapas alkoholu Syriusza. Szybko jednak się nauczył, że warto jednak anonsować wcześniej swoje przybycie. Stało się tak jednego dnia, kiedy natknął się na Mię i Syriusza uprawiających seks na schodach, tuż naprzeciwko wejścia do rezydencji.

- Czemu masz słowa swojego domu wytatuowane na dupie?! – Krzyknął Draco i zakrył dłonią oczy.

- Bo uważam, że wyglądałyby obraźliwie, wytatuowane na moim… - Zaczął Syriusz, ale Mia położyła mu dłoń na ustach. Mężczyzna wybuchł stłumionym śmiechem.

- Chcę w ogóle wiedzieć, dlaczego masz na sobie szkolny mundurek? – Dopytywał Draco, nadal nie patrząc na roznegliżowaną parę.

Syriusz, zamiast odpowiedzieć, przerzucił chichoczącą Mię przez ramię i skierował się do swojej sypialni.

Wielu mieszkańców rezydencji doskonale wiedziało, jak się czuje Draco, który nalegał na potraktowanie Zaklęciem Zapomnienia. Tego samego dnia Harry porozmawiał z Syriuszem i Mią, i zdecydował stanowczo, że kuchnia, jadalnia oraz pozostałe miejsca, które mają styczność z jedzeniem mają pozostać pomieszczeniami wolnymi od seksu. Syriusz wydął wargi, Mia roześmiała się głośno, a następnie oboje wycofali się do sypialni, z której nie wychodzili przez całe dwa dni.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Syriuszu! – Zawołała Mia w górę klatki schodowej. – Zejdź do mnie na chwilę! Potrzebuję twojej pomocy.

Syriusz zbiegł z piętra, przeskakując po dwa schodki na raz. Wylądował przed Mią bezpiecznie, na dwóch stopach, a rozpierająca go energia przywodziła na myśl rozemocjonowanego nastolatka. Przywitał się z narzeczoną gorącym pocałunkiem.

- Gdzie byłaś? Obudziłem się, a ciebie nie było obok. Nie lubię tak rozpoczynać dnia i mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy – powiedział i ukrył nos w jej gęstych włosach.

- Brudna plama na honorze mojego szlachetnego rodu… Wyrzutek, zadający się ze zdrajcami krwi i szlamami!

- Kto odsunął zasłony i naszczał na jej obraz z samego rana? – Warknął, widząc, jak jego matka patrzy na niego z niechęcią ze starego obrazu.

- Ja – odpowiedziała Mia. – To znaczy, odsunęłam zasłony, a nie… Zresztą, nieważne. Nudziłam się i zdecydowałam, że czas najwyższy pokazać Walburdze mój pierścionek zaręczynowy.

Posłała w kierunku obrazu złośliwy uśmiech.

- I jak twój pierścionek podoba się kochanej mamusi? – Zapytał Syriusz z identycznym wyrazem twarzy.

- Cóż… Najpierw rzuciła kilkoma mocnymi epitetami w stosunku do moich przodków – Mia zachichotała. – Później stwierdziła, że moja spódniczka jest za krótka i wyglądam jak kurwa.

- A jak na to zareagowałaś, kochanie? – Syriusz sięgnął palcem do skraju jej spódniczki i powiódł po jedwabistej skórze jej uda.

- Podpaliłam jej obraz – odpowiedziała słodko. – Wielokrotnie. Okazuje się, że zaklęcie, które na stałe przytwierdziło jej portret do ściany nie pozwala wyrządzić jej większej krzywdy. Z drugiej strony, mimo tego, że ogień nie wyrządził jej żadnych szkód, miło było posłuchać jej przerażonych wrzasków.

- Podpaliłaś moją matkę? – Syriusz spojrzał na nią wzrokiem pełnym ognia. Zarzucił jej udo na swoje biodro. – Mów tak dalej, a rozpalisz coś innego.

Wargi Mii zadrżały i dziewczyna nie mogła powstrzymać śmiechu. Odrzuciła głowę do tyłu.

- Co za tandetny tekst. Ale trzymaj się tej przyjemnej myśli. Dzisiaj rano wybrałam się do sklepu zielarskiego – powiedziała, sięgnęła do swojej torebki i wyciągnęła z niej buteleczkę pełną jasnoczerwonych, owalnych przedmiotów.

Syriusz wyjął buteleczkę z jej dłoni i uważnie przyjrzał się zawartości.

- Zgadniesz, co to jest?

Prychnął, wyraźnie obrażony jej pytaniem.

- Przecież siedziałem na Zaawansowanych Eliksirach tuż obok ciebie i Lily. Jaja popiełka. Chcesz uwarzyć Amortencję? – Obdarzył ją uśmiechem pełnym pożądania, a jego głos obniżył się uwodzicielsko. – Muszę ci powiedzieć, kotku, że żaden eliksir miłosny nie jest mi potrzebny. Gdybyś podała mi Amortencję, chyba bym oszalał na punkcie twojego słodkiego, drobnego ciała.

Przesunął wargami po jej dolnej szczęce, objął ją mocno w talii i zerknął na nią z namysłem.

- Jestem ciekawy, jak dla ciebie pachnie Amortencja?

Odpowiedziała równie uwodzicielskim uśmiechem.

- Jak świeżo ścięta trawa, pergamin i skórzana kurtka.

- Brzmi znajomo. Lubię skórę. Bardzo chętnie wykorzystałbym skórzane pasy, żeby przywiązać cię do tej ściany – uniósł ją, przycisnął do ściany i zamknął jej nadgarstki w żelaznym uścisku, tuż nad jej głową. Językiem wodził po rozpalonej skórze jej szyi do momentu, aż z jej gardła wyrwał się stłumiony jęk. Zachichotał i przycisnął się do niej. Warknął z zadowoleniem.

- A jak dla ciebie pachnie Amortencja? – Zapytała, tłumiąc kolejny jęk.

- Jak whisky – szepnął jej do ucha. – Miód i truskawki.

- Kłamca.

Roześmiał się i przygryzł jej ucho.

- Jak sad za Dworem Potterów. A cóż by to mogło być innego? I stare książki. I whisky, akurat tutaj nie kłamałem – polizał jej gardło. Cały czas ignorował pełne uprzedzeń i wściekłości obelgi, które pod ich adresem rzucała Walburga.

- Bardzo bym chciała kontynuować to, co właśnie robimy… - Westchnęła, kiedy jego dłoń zaczęła lekko pieścić jej pierś. – Ale nie zamierzam uprawiać seksu przed twoją matką. To jest moja granica, a bądźmy szczerzy, że do tej pory ta granica się dość swobodnie przesuwała.

Syriusz postawił ją na podłodze.

- Wracamy do sypialni?

Mia uśmiechnęła się pod nosem i odebrała od niego buteleczkę z jajami popiołka.

- Właściwie, podoba mi się tutaj – podeszła do portretu Walburgi i rozsypała zamrożone jaja popiołka na szczycie ramy. – Syriuszu, jesteś gotowy na rozstanie ze swoją mamusią?

Spojrzał na nią, nie wiedząc dokładnie, w jaki sposób Mia chce wykonać to, co obiecywały mu jej słowa i oczy. Poczuł się, jakby uczestniczył w swoim pierwszym finale Mistrzostw Świata w Quidditchu. Nie opuszczała go nadzieja.

- Nie mam zamiaru się z nią żegnać. Ta stara kurwa może się pierdolić.

- Dobrze wiedzieć – stwierdziła Mia i wskazała różdżką na obraz. – Incendio!

Najpierw zapaliła się dolna krawędź ramy i Walburga zaczęła wrzeszczeć na Mię, która rzuciła proste zaklęcie filtrujące powietrze, aby na bieżąco pozbywać się dymu. Kiedy ogień ogarnął całą ramę, dolna krawędź zaczęła się sama naprawiać. Jednakże ciepło ognia sprawiło, że popękały jaja popiołka i ogień z odnowioną siłą skoncentrował się na łączeniu ramy ze ścianą. Może nie była to dokładnie Szatańska Pożoga, ale ogień miał w sobie na tyle dużo mocy, aby odkleić portret od ściany.

Obraz z hukiem zleciał na podłogę.

Mia uniosła różdżkę.

- Evanesco! – Popękane jaja popiołka zniknęły wraz z płomieniami, które obudziły do życia.

Ściana poczerniała od ognia i dymu, ale bez problemu można było ją odmalować.

Syriusz przenosił zdumiony wzrok między leżącym na podłodze obrazem i pustym miejscem na ścianie. Powoli odwrócił się do stojącej za nim czarownicy.

- Wyjdź za mnie.

Mia roześmiała się.

- Przecież już jesteśmy zaręczeni, ty kretynie.

- To nie wystarczy – stwierdził i przyciągnął ją do siebie. – Zasługujesz na więcej. Chcesz większy pierścionek? Obdaruję cię dziesięcioma pierścionkami!

Zakręcił nią w powietrzu. Upewnił się przy tym, że kilkukrotnie nastąpi butami z najlepszej smoczej skóry na twarz swojej wściekłej matki. Mocno pocałował swoją narzeczoną, jego język wtargnął między jej wargi i pieścił wnętrze jej ust. W końcu się od niej odsunął i oparł głowę o jej czoło.

- W pierścionkach mają być diamenty? Rubiny?

- Szmaragdy? – Zasugerowała z diabelskim uśmiechem.

- Niech ci będzie – znowu zmiażdżył jej usta swoimi chętnymi wargami. Mia zachichotała i przeczesała palcami jego włosy. Syriusz zadrżał.

Zszedł z obrazu i kopniakiem odwrócił go w taki sposób, aby twarz jego matki była skierowana w podłogę. Nie musiał na nią patrzeć i nie musiał słuchać jej stłumionych obelg. Pytająco poruszył biodrami i Mia jęknęła w odpowiedzi.

- Kotku, nie masz pojęcia, jak bardzo chcę cię wynagrodzić za to, co właśnie zrobiłaś – powiedział.

- Wynagrodzić? Nie jestem pewna, czy zasłużyłam na nagrodę.

- Dlaczego nie, kochanie?

- Prawie podpaliłam rezydencję – wskazała palcem poczerniałą ścianę. – To było bardzo niebezpieczne. Wydaje mi się… Że powinieneś mnie ukarać, a nie nagrodzić.

Syriusz jęknął.

- Teraz nie wiem, co mam robić…

- Dlaczego? – Mia ciasno oplotła nogami pas Syriusza. Przytrzymała się ściany, aby nie stracić równowagi.

- Powinienem cię ukarać, bo prawie spaliłaś rezydencję – przyznał i jęknął, kiedy paznokciami przesunęła po jego klatce piersiowej. – Ale jednocześnie czuję, że powinienem cię nagrodzić, bo prawie puściłaś z dymem ten gówniany dom i obraz mojej matki.

Mia roześmiała się.

- Jak długo planowałaś tę rozkoszną scenkę?

- Wiele lat.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Świętowanie z powodu usunięcia portretu Walburgi musiało, niestety, poczekać, ponieważ szybko się okazało, że w rezydencji przy Grimmauld konieczne jest wprowadzenie dodatkowych zmian. Mieszkańcy Dworu Blacków – w szczególności zaś Remus – wpadli w panikę, kiedy niezwykle szybki Teddy prawie wszedł do kominka w bibliotece, próbując podążyć za swoją matką do jej miejsca pracy.

Remusowi udało się złapać chłopca w ostatniej chwili, ale cała ta sytuacja mocno dała się mu we znaki i pozostawiła go w nerwowym nastroju. W końcu Syriusz namówił przyjaciela, żeby odłożył syna do kołyski i zażył Eliksir Uspokajający. Po jego wypiciu, Remus położył się, żeby odpocząć.

Harry i Syriusz wyszli z domu w poszukiwaniu akcesoriów, które zabezpieczyłyby niebezpieczne przedmioty przed ciekawskimi rączkami dziecka. Mia pozwoliła im zrobić zakupy na własną rękę, jednak musieli jej obiecać, że będą się ściśle trzymać sporządzonej przez nią listy i nie kupią niczego w sklepach, których im nie zaznaczyła. Ponieważ Remus praktycznie zemdlał po wypiciu Eliksiry Uspokajającego, Mia została w domu, żeby pilnować Teddy'ego.

Dużo później uwagę Mii przyciągnęły krzyki dobiegające z sypialni Remusa. Dziewczyna rzuciła na kołyskę Teddy'ego kilka zaklęć ochronnych i pobiegła do przyjaciela, który rzucał się w koszmarze. Zmarszczyła brwi i delikatnie położyła mu dłoń na czole.

- Remusie… Remusie, obudź się.

Mężczyzna nagle podniósł powieki i spojrzał na nią swoimi zielonymi tęczówkami. Z trudem nabierał oddech w płuca.

- Teddy?

- Jest bezpieczny – obiecała. – Chodź ze mną.

Ujęła jego dłoń i pomogła mu usiąść. Przeszła przez korytarz i wepchnęła Remusa do sypialni, którą dzieliła z Syriuszem. Pokierowała go do łóżka, na które opadł z ciężkim westchnięciem.

Na moment go opuściła, ale wróciła po chwili, niosąc w ramionach ziewającego Teddy'ego. Położyła chłopca przy jego ojcu, który natychmiast usiadł na łóżku i oparł się o zagłówek. Delikatnie ułożył sobie syna w ramionach i uśmiechnął się, kiedy chłopiec ponownie zapadł w sen. Jego turkusowe włosy zmieniły kolor na piaskowy blond.

W międzyczasie Mia rzuciła na sypialnie identyczne zaklęcia ochronne, jakimi wcześniej obłożyła kołyskę. Teddy nie miał już żadnej możliwości, żeby opuścić pomieszczenie lub dosięgnąć kominka, w którym radośnie płonęły drwa. Następnie usiadła obok Remusa i położyła głowę na jego ramieniu. Uśmiechnęła się, gdy poczuła, że jej plecy otacza ramię przyjaciela.

Syriusz i Harry znaleźli ich w tej pozycji godzinę później, kiedy wrócili z zakupów. Mia zamrugała leniwie powiekami, zauważywszy, że Harry przygląda się im z niepokojem. Widziała, że chłopak zerka na swojego ojca chrzestnego, próbując ocenić jego reakcję. Kiedy Syriusz uśmiechnął się szeroko, Harry widocznie się zmieszał.

- Chodź – Syriusz wskazał na łóżko i odstawił torby z zakupami na wielki, głęboki fotel. Padł na łóżko w poprzek, w taki sposób, że jego nogi leżały na nogach Remusa, a głowa spoczywała na udach Mii.

Dziewczyna ziewnęła i wsunęła palce we włosy swojego narzeczonego. Skinęła głową do Harry'ego, wskazując wolne miejsce po swojej prawej stronie. Kiedy Harry skorzystał z zaproszenia i zajął to miejsce, z serca Mii został podniesiony ciężar, którego nawet nie zauważyła.

Obudziła się wiele godzin później, w środku nocy, w momencie, kiedy promienie księżyca wpadały do sypialni i oświetlały łóżko. Spojrzała na lewo i uśmiechnęła się na widok Tonks zwiniętej w kłębek tuż obok swojego męża. Teddy leżał spokojnie między swoimi rodzicami.

Mia lekko przeczesała palcami włosy Syriusza i uśmiechnęła się, kiedy westchnął z zadowoleniem prosto w jej uda. Zauważyła, że Krzywołap wtulił się w klatkę piersiową mężczyzny.

Wiedziała, że po jej prawej stronie nie znajduje się James, ale poczuła się wyjątkowo komfortowo i bezpiecznie, kiedy odwróciła głowę i zauważyła śpiącego Harry'ego. Chłopak jednym ramieniem zakrył sobie oczy, a okulary przekrzywiły się na jego nosie. Mia sięgnęła po nie, zdjęła je i zaklęciem odesłała na najbliższy stolik. Nie chciała, żeby wydłubał sobie przez przypadek oko. Odsunęła włosy z jego czoła i spojrzała na jego wyblakłą bliznę. Jej widok zawsze sprawiał, że wpadała w furię.

Vodemort był martwy. Harry go zabił, ale – na Merlina! – Mia żałowała, że sama tego nie zrobiła. Jej spojrzenie przeniosło się na ramię Harry'ego, gdzie jaśniała blizna po ostrzu Glizdogona. Przypominała jej ona o Turnieju Trójmagicznym i wskrzeszeniu Czarnego Pana. Peter również był martwy, a ona nie miała nawet możliwości, żeby być świadkiem jego śmierci.

Westchnęła miękko i spojrzała na wpadające do sypialni światło księżyca. Jego promienie padały na łóżko, oświetlając jej ramiona, głowę Syriusza i paluszki u stóp Teddy'ego.

Jej uwagę przykuła jeszcze jedna, lśniąca odbitym światłem księżyca, różowawa blizna. W poprzek grzbietu dłoni Harry'ego biegła przerywana linia, układająca się w słowa Nie będę opowiadać kłamstw.

Znajoma furia zaczęła się rozprzestrzeniać w jej wnętrzu. Mia powoli i delikatnie wyplątała się z otaczających ją kończyn i ciał przyjaciół. Bardzo cicho opuściła sypialnię i zeszła na parter rezydencji, gdzie znalazła Merkurego, odpoczywającego w klatce.

- Musisz coś dla mnie zrobić, mały – powiedziała do sowy. Wyciągnęła kawałek pergaminu i pióro, żeby skreślić kilka słów.

Kingsley,

Wzywam cię do spłaty długu.

Mia