Od tłumaczki: W tym rozdziale będzie trochę więcej akcji. Mia w końcu rozprawia się z ostatnimi osobami ze swojej listy. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 145 – WIZENGAMOT

16 stycznia 1999

Mia wysłała swoich chłopców do Freda i George'a, bo wiedziała, że bliźniaki bardzo chętnie by skorzystali z pomocy Huncwotów przy swoim najnowszym projekcie. Poinformowała jednocześnie, że sama zostaje w domu, bo Kingsley planuje do niej wpaść i odpowiedzieć na kilka pytań, które mu zadała w kwestii odpowiedniego dla niej stanowiska w Ministerstwie – na te odpowiedzi czekała od kilku miesięcy, czyli od czasu swojego powrotu do 1998 roku. Teraz, kiedy skończył się dla niej czas żałoby i przystosowała się ponownie do życia w tej dekadzie, zdecydowała, że nie może siedzieć w domu i nic nie robić. Miała wiele zadań przed sobą, którymi należało się jak najprędzej zająć.

Kiedy Minister Magii wyszedł z kominka i uśmiechnął się do niej nerwowo, Mia odpowiedziała szczerym wyszczerzeniem zębów. Przywitała go stwierdzeniem, że nie bez powodu jest taki zaniepokojony.

- Jak ona to zrobiła, Kings? – Zapytała po kilku minutach rozmowy o błahostkach. Napełniła ponownie herbatą jego kubek i popchnęła w jego stronę butelkę whisky na wypadek, gdyby chciał sobie jej dolać do gorącego napoju.

Kingsley potrząsnął przecząco głową, patrząc na butelkę i zamiast alkoholu wrzucił do herbaty kilka kostek cukru, po czym zamieszał i upił łyk. Mia próbowała się nie skrzywić.

- Zarzekała się, że była pod wpływem Imperiusa. Jakżeby inaczej?

- Gówno prawda – syknęła w odpowiedzi. – Wiesz, że to piramidalna bzdura!

Skinął głową.

- Oczywiście, że wiem. Ale nie ma żadnego dowodu, który twierdziłby inaczej. Dolores Umbridge mówi, że nie wie, kto rzucił na nią zaklęcie, więc nie można sprawdzić żadnej różdżki. Poza tym, ona jest członkiem Wizengamotu. Owszem, nie zajmuje żadnego z miejsc Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki, ale przegłosowano jej przynależność do sądu. Co gorsze, ona nadal ma przyjaciół w Wizengamocie. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, ile jest roboty, żeby w ogóle zacząć dochodzenie przeciwko członkowi Wizengamotu? – Kingsley roześmiał się gorzko i dorzucił sobie do herbaty kolejną kostkę cukru. – Lucjusza Malfoy'a trzeba było przyłapać na gorącym uczynku w Departamencie Tajemnic, gdzie trzech Aurorów i kilkoro dodatkowych świadków słyszało, jak groził śmiercią Harry'emu. Tylko dzięki temu można było go aresztować. Nie będę wspominał o problemach, na jakie się natknęliśmy, kiedy chcieliśmy go zesłać do Azkabanu.

Mia rzuciła mu wrogie spojrzenie.

- To ciekawe. Syriusza zesłano bez problemu do więzienia.

Kingsley zmarszczył brwi i po jego twarzy przemknęło poczucie winy.

- To prawda. Ale doszło do tego, ponieważ Crouch i Knot połączyli swoje wysiłki jako szefowie dwóch departamentów, żeby przeskoczyć kilka kroków prawnych i skazać Syriusza bez rozprawy.

Mia źle się czuła w tej sytuacji. Wiedziała, że Kingsley nie był niczemu winny. W tamtym czasie był zwykłym Aurorem. Nawet Moody – gdyby w ogóle zechciał – nie mógłby zrobić nic przeciwko temu, co Crouch i Knot zrobili Syriuszowi.

- No, właśnie. Bez rozprawy.

Kingsley ponownie skinął głową.

- Dokładnie. To był najgorszy przejaw korupcji.

- Knot i Umbridge nadal należą do Wizengamotu, Kings. Ich nazwiska znajdują się na mojej liście osób, z którymi muszę wyrównać rachunki. Poza nimi, wszystkie nazwiska zostały już wykreślone.

- Rozumiem, że chciałabyś ich widzieć za kratkami…

- Wolałabym ich pochować żywcem! Chcę, żeby wszystko im odebrano!

- A potrafisz do tego doprowadzić legalnie? – Zapytał. – Moje stanowisko jako Ministra Magii jest jasne. Chcę poprawić błędy popełnione przez moich poprzedników. Wyeliminować całkowicie korupcję. Ponieważ Knot pracował z aprobatą Wizengamotu, teraz nie możemy nic przeciwko niemu zrobić. A jeśli chodzi o Umbridge… Gdyby była naznaczona jako Śmierciożerca, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej, ale ona nie nosi Mrocznego Znaku.

- A sprawdzałeś, czy dusza tej suki nie jest przypadkiem naznaczona?

Kingsley uśmiechnął się.

- Wiesz, że dużo lepiej się rozmawia z tobą, niż z Hermioną?

Spojrzała na niego twardo.

- Kings, ja jestem cały czas tą samą wiedźmą. Obrażając Hermionę, obrażasz mnie. Właściwie, jestem Hermioną. I jestem całkiem świadoma tego, że jako dziecko byłam…

- Kujonką z kijem w dupie.

Mia warknęła pod nosem.

- Tak, wiem. Byłam młodsza. I nie zmieniaj tematu. Dolores Umbridge wysyłała do Azkabanu czarodziejów pół-krwi i urodzonych w mugolskich rodzinach. Oskarżała ich o kradzież magii. Sama byłam tego świadkiem. Harry i Ron też to widzieli.

- To prawda – zgodził się z nią. – Widzieliście to, gdy włamaliście się do Ministerstwa Magii, obrabowaliście trójkę czarodziejów, z których dwoje jest członkami Wizengamotu, podszywaliście się pod nich za pomocą Eliksiru Wielosokowego i spowodowaliście zamieszki w budynku.

- Chcesz wnieść oficjalne oskarżenie?

Kingsley roześmiał się.

- Na Merlina, nie! Cała wasza trójka jest odznaczona Orderami Merlina pierwszej klasy. Gdyby kiedykolwiek przyszło mi do głowy, żeby was aresztować, społeczeństwo czarodziejów rozpoczęłoby w waszym imieniu kolejną wojnę. Jestem tylko Ministrem Magii, a nie królem czarodziejskiej Brytanii – westchnął i przesunął dłonią po swojej głowie. – Mia, wiesz, że ja też mam ograniczenia.

- Wiem.

- I mimo wszystko wzywasz mnie do spłaty długu?

- Oczywiście, że tak – patrzyła, jak Kingsley znowu wzdycha z frustracją. Po sekundach przedłużające się ciszy, zadała w końcu pewne pytanie. – Wiesz, jaki problem miał Voldemort?

Mężczyzna zamrugał powiekami, zdumiony jej pytaniem i zachichotał, kiedy przez jego umysł przemknęła myśl „Tylko jeden problem?".

- Długoterminowy plan ludobójstwa?

Mia potrząsnęła głową.

- Jego obsesja na punkcie Harry'ego.

Kingsley uniósł brew.

- A wspominasz o tym, ponieważ…?

- Dolores Umbridge jest nic nie znaczącą niteczką na ogromnym gobelinie. Należy ją wypruć i zszyć gobelin od nowa – powiedziała lekko i sięgnęła po swój kubek z stygnącą herbatą. – Powiedziałeś mi kiedyś, że gdy wojna się zakończy, znajdziesz mi miejsce w Ministerstwie Magii.

Skinął głową.

- Ta oferta jest nadal aktualna.

- Wiem, które miejsce chcę zająć.

Uśmiechnął się do niej. Był ciekawy, co wymyśliła.

- W takim razie, dlaczego wzywasz mnie do spłaty długu?

- Bo potrzebuję, żebyś załatwił mi sesję z Wizengamotem – powiedziała stanowczo i Kingsley w odpowiedzi zmarszczył czoło, nie rozumiejąc, do czego dziewczyna zmierzała. – Rozumiem, że Naczelny Mag Wizengamotu nie został jeszcze wybrany, wobec czego sesjom przewodniczy Minister Magii, prawda?

- Niech ci będzie. Jako Minister Magii mam możliwość, żeby zorganizować dla ciebie sesję – zgodził się.

- Masz też możliwość, żeby utrzymać ją tak długo, jak będzie to konieczne.

Otworzył szeroko oczy. Właśnie w tej chwili wyglądał na tak zaniepokojonego, na jakiego powinien wyglądać od początku ich rozmowy.

- Czyli jak długo?

Mia uśmiechnęła się niewinnie.

- Jak będzie to konieczne.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

18 stycznia 1999

Ściany sali obrad Wizengamotu były wykonane z ciemnego kamienia. Oświetlające pomieszczenie pochodnie sprawiały wrażenie, jakby wywodziły się z innej epoki. Patrząc jednak na obowiązujące w magicznym świecie prawa i tradycje, rząd czarodziejskiej Wielkiej Brytanii rzeczywiście zatrzymał się w średniowieczu.

Członkowie Wizengamotu w większości porzucili obowiązek noszenia rytualnych szat na rzecz eleganckiego, ale mniej formalnego odzienia. Niewielka liczba czarodziejów, która postanowiła trzymać się tradycji, miała na sobie oficjalne szaty i trzymała się z dala od pozostałych sędziów. Niezgoda między dwiema grupami była wyczuwalna w powietrzu.

Na przedzie jednej grupy znajdował się Korneliusz Knot, mający na sobie śliwkową szatę z wyszytym ozdobnym „W". Obok niego siedziała Dolores Umbridge. Za nimi zaś widać było wielu purystów krwi, z których przeważająca większość należała do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki. William Burke zajmował miejsce między Damoklesem Belbym i Marcusem Flintem starszym. Zupełnie z tyłu siedzieli Peneus Parkinson i Horacy Slughorn. Mia domyślała się, że Slughorn zakładał śliwkowe szaty Wizengamotu, bo uważał, że ich odcień wydobywa głębię jego spojrzenia. Pomiędzy członkami sądu odzianymi w tradycyjne szaty siedzieli inni przedstawiciele dwudziestu ośmiu rodzin, jednak ubrani bez zbytniego przepychu: Teodor Nott, Tyberiusz Ogden, Elora Zabini i Cygnus Bulstrode.

Naprzeciwko tej grupy siedzieli zdecydowanie bardziej zróżnicowani czarodzieje. Ich rezygnacja z tradycyjnych szat na rzecz ubrań kolorowych wyraźnie raziła purystów krwi. Elfias Doge rozmawiał tak przyjaźnie z Amosem Diggorym i Adrianem Abbotem, że można było odnieść wrażenie, jakby panowie się od lat przyjaźnili. Aubrey Fawley plotkowała z Augustą Longbottom i Ernestem Macmillanem starszym, zaś Bill Weasley – który przyjął miejsce w Wizengamocie w zastępstwie Artura – witał się z Garrickiem Ollivanderem i pomagał starszemu panu zasiąść na jego miejscu.

Niewielkiej grupie czarodziejów, zgodnie z protokołem, pozwolono uczestniczyć w otwartej sesji Wizengamotu. W ten sposób Mia, Harry, Syriusz i Remus znaleźli się z rana w ciemnej komnacie, w której obradowali sędziowie.

Kiedy otworzyły się wielkie drzwi po lewej i wyszedł przez nie Kingsley, Mia się uśmiechnęła.

Za Ministrem Magii podążał Artur Weasley wraz z wysokim, jasnowłosym czarodziejem, który przypominał nieco Lucjusza Malfoy'a, ale brakowało mu wiecznego wyrazu niezadowolenia tego ostatniego. Pochód zamykał Percy Weasley.

Drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem, co sygnalizowało początek posiedzenia. Kingsley stanął na podium.

- Otwieram sesję Wizengamotu z dnia osiemnastego stycznia 1999 roku. Przewodniczy Minister Magii, pełniący obowiązki Naczelnego Maga Wizengamotu, Kingsley Shacklebolt. Ministrowi towarzyszą doradca, Hyperion Greengrass – mężczyzna wskazał jasnowłosego czarodzieja. – Podeskretarz, Artur Weasley oraz młodszy asystent, Percy Weasley. Pierwszym punktem programu jest to, o czym dyskutowaliśmy na poprzednim spotkaniu.

Prawie natychmiast w pomieszczeniu podniósł się szum zgorzkniałych poszeptów.

- Prosimy o wystąpienie Harry'ego Jamesa Pottera!

- Przećwiczyliśmy to – szepnęła do niego Mia. – Nie odchodź od naszego scenariusza. Znam prawo dużo lepiej, niż ty. Cały mój czas, który spędziłam w Ministerstwie Magii, poświęciłam na odszukanie i zrozumienie antycznych praw, które nadal obowiązują. Jeśli mamy ich oskarżyć o trzymanie się tych praw, oni również nas o to oskarżą. Nie ważne, co by się działo, panuj nad emocjami.

Harry w milczeniu przyjął jej słowa i zszedł do centrum komnaty.

Kingsley uśmiechnął się do niego.

- W Wizengamocie złożono wniosek, który został poddany pod głosowanie. Przeważającą ilością głosów, zdecydowaliśmy się przyznać miejsce Rodowi Potterów ze skutkiem natychmiastowym.

Połowa członków Wizengamotu zaczęła klaskać. Widzowie przyłączyli się do aplauzu.

Harry uprzejmie się uśmiechnął.

- Dziękuję, panie Ministrze. W imieniu Rodu Potterów akceptuję miejsce w Wizengamocie.

- Czy dołączysz do nas, Lordzie Potter? – Zapytał Kingsley, wskazując puste miejsce obok Billa Weasley'a.

Harry odkaszlnął.

- Nie. Formalnie odmawiam objęcia miejsca przynależnego Rodowi Potterów.

Ponownie w komnacie rozległy się szepty, ale tym razem w głosach słychać było szok.

Odezwał się dopiero Hyperion Greengrass.

- Lordzie Potter, odmawiasz zajęcia miejsca, które właśnie zaakceptowałeś w imieniu swojego Rodu? – Zapytał z zaciekawieniem. Jak na Ślizgona czystej krwi, w jego głosie nie było urazy, w przeciwieństwie do spojrzeń purystów krwi, którzy siedzieli po jego prawej. Peneus Parkinson słał w kierunku Harry'ego mordercze spojrzenia. Knot i Umbridge wyglądali, jakby strzelił w nich piorun.

- Dokładnie – stwierdził Harry. – Nie jestem jedynym Potterem i uważam, że mój ród musi być odpowiednio reprezentowany w Wizengamocie. Jestem Aurorem. Dobrze sobie radziłem na lekcjach Obrony przed Czarną Magią, ale nigdy nie byłem asem, jeśli chodzi o Historię Magii. Dlatego chcę odstąpić moje miejsce.

Wyglądało na to, że Knot nie wytrzyma dłużej w ciszy. Na jego wybuch mógł mieć też wpływ silny kuksaniec od Umbridge.

- Co to znaczy, że nie jesteś ostatnim Potterem?

Mia rozpromieniła się, wstała elegancko i podeszła do Harry'ego. Wielu patrzyło na nią z wściekłością lub nienawiścią, ale ona zauważyła wyłącznie spojrzenie Umbridge. Uśmiechnęła się słodko do swojej dawnej nauczycielki i z rozbawieniem zauważyła jej oburzenie.

- Wizengamot udziela głosu Hermionie Granger – powiedział Kingsley.

- Właściwie, Hermionie Potter – poprawiła go Mia. – Właśnie wracam z Departamentu Administracji, gdzie oficjalnie zmieniłam nazwisko.

Umbridge wstała, a jej twarz przybrała odcień identyczny, jak śliwkowa szata, którą miała na sobie.

- To nie do pomyślenia! – Wrzasnęła, a w swojej wściekłości zapomniała o sztucznej słodyczy w głosie, która stała się jej znakiem rozpoznawczym. – Chcecie mi powiedzieć, że Harry Potter ożenił się ze szlamą i chce jej przekazać swoje miejsce w Wizengamocie?

Kobieta przyłożyła dłoń do piersi, jakby sam pomysł takiego świętokradztwa sprawił, że zaraz zemdleje.

- Panowie i Damy, członkowie Wizengamotu! Właśnie dlatego głosowałam przeciwko przyznaniu Rodowi Potterów tego ogromnego honoru, jakim jest miejsce w Wizengamocie. Już w przeszłości rozwodnili swoją krew, a teraz robią to ponownie!

Wielu członków sądu kiwało głowami, zgadzając się z tymi słowami. Inni wywracali oczami. Każdy obecny na sali Weasley – włącznie z Percym – wstał, słysząc takie obraźliwe wrzaski.

- Dolores, trzymaj język za zębami i przestań być wulgarna! Nie będziemy ponownie o tym dyskutować – rozkazał Kingsley.

Mia odkaszlnęła i ponownie się uśmiechnęła.

- Oczywiście, że nie jestem żoną Harry'ego – zachichotała, kiedy na twarzy chłopaka pojawiło się przerażenie wywołane tą myślą. – Nazywam się Hermiona Potter, ale wielu z was zna mnie pod imieniem Mia.

Coś spadło na ziemię, gdzieś z tyłu pomieszczenia. Huk poniósł się w absolutnie cichym pomieszczeniu. Kiedy echo przebrzmiało, wstał Damokles Belby.

- Na Salazara… Mia Potter?

Adrian Abbot patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

- Mia?

Elora Zabini spojrzała uważnie na dziewczynę.

- Tak, to na pewno ona.

- Adrianie, Damoklesie, jest mi bardzo miło was widzieć – skinęła uprzejmie głową dwóm czarodziejom, po czym przeniosła wzrok na Ślizgonkę. – Zabini.

Elora wydęła wargi.

- Potter.

- Żądam wyjaśnienia! – Wrzasnęła Umbridge.

- Oczywiście, Dolores – powiedział Kingsley, przejmując kontrolę nad posiedzeniem. – Kilka miesięcy temu Hermiona Granger padła ofiarą pułapki zastawionej przez Śmierciożercę, Antonina Dołohowa. Dołohow umieścił w kufrze panny Granger Zmieniacz Czasu. Hermiona została odesłana do roku 1971, gdzie adoptowali ją Charlus i Dorea Potter. Wtedy Hermiona legalnie stała się Mią Potter. Mia niedawno wróciła ze swojej podróży w czasie i poinformowała mnie o całej sytuacji.

- I pan jej uwierzył? – Umbridge prychnęła. – Panie Ministrze, ta dziewczyna jest znaną i nagminną manipulatorką.

- Madame Umbridge, panna Potter była przesłuchiwana przez samego Ministra Magii – powiedział Percy, a jego pełne powagi słowa były podszyte urazą. Nie mógł puścić płazem tego, że ktoś wątpi w integralność urzędu Ministra Magii.

Umbridge zmarszczyła czoło na te słowa, po czym odwróciła się do Kingsley'a i obdarzyła go mdlącym uśmiechem.

- Z całym szacunkiem, panie Ministrze. Szeroko wiadomo, że zna pan pannę Granger prywatnie. Niektórzy mogą uznać takie przesłuchanie za nieważne. Nie zniosłabym, gdyby pańskie dobre imię zostało zszargane w skandalu, który na pewno wybuchnie.

Mia słyszała, że siedzący na widowni Syriusz głośno prychnął. Biorąc pod uwagę jego charakter, mógł zareagować gorzej. Zastanawiała się poważnie nad tym, czy zostawić go w domu, ale był jej potrzebny na sali posiedzeń. Ponadto podobało jej się, jak reagowali na niego ludzie.

- Zgadzam się na przesłuchanie pod wpływem Veritaserum, jeżeli taka jest wola Wizengamotu – powiedziała Mia, zwracając się do Umbridge. – Może ukradkiem wlejesz kilka kropel do mojej herbaty, Dolores. Jestem też otwarta na Legilimencję. Słyszałam, że Lady Fawley jest wyjątkowo utalentowana w tej dziedzinie.

Mia przeniosła spojrzenie na czarownicę siedzącą w sąsiedztwie babki Neville'a.

- Lady Fawley jest również Gryfonką – stwierdziła od razu Umbridge. – Wydaje mi się, że powinien to zrobić ktoś z innego Domu. Może Lord Parkinson? Albo Lord Bulstrode?

Peneus Parkinson uśmiechnął się diabelsko i wyprostował się na krześle.

Mia nie potrafiła zrozumieć, jak ktoś tak skwaszony mógł być spokrewniony z Laurel. Uśmiechnęła się do niego z taką samą uprzejmością, jaką obdarzyła Lady Fawley, chociaż widziała, jak w jego oczach pojawia się słowo szlama, kiedy na nią patrzył.

- Nie widzę przeszkód – powiedział grzecznie i uniósł różdżkę. – Legilimens.

Nie szukał długo tego, co chciał znaleźć. Kiedy zerwał kontakt wzrokowy z Mią i skrzywił się gorzko, dziewczyna rozpromieniła się.

- Przykro mi, Madam Umbridge, ale ta czarownica mówi prawdę. To Mia Potter, córka Charlusa i Dorei Potterów, wysłana w przeszłość przez Śmierciożercę, Antonina Dołohowa.

Umbridge wydęła wargi i robiła wszystko, aby ponownie nie wybuchnąć.

- Niech będzie. Jednakże, w dalszym ciągu jest to czarownica urodzona w rodzinie Mugoli, co oznacza, że nie może zająć miejsca w Wizengamocie. Takie jest prawo. Musimy go przestrzegać.

- Zgadzam się, Dolores – powiedziała Mia, a gdy zobaczyła w oczach Umbridge urazę, ponieważ posłużyła się jej imieniem, poczuła miły dreszcz oczekiwania. – Zostałam jednak adoptowana przez moich rodziców z zachowaniem wszystkich tradycji. Z Rodem Potterów łączy mnie Więź Rodzinna, przez co status mojej krwi jest czysty. Mam możliwość przyjęcia miejsca mojego rodu.

- Niemożliwe! – Zagrzmiała Umbridge.

Mia zmarszczyła czoło i spojrzała na starszą czarownicę z litością

- Nie znasz tradycji czarodziejów czystej krwi, Dolores? Nie wiesz, jak działa magiczna adopcja? Z tego, co rozumiem, wszyscy rodzice w rodzinach czystej krwi przekazują swoim dzieciom nasze prawa i tradycje. Czy twoi rodzice czystej krwi nie wpoili ci tej wiedzy, Dolores? – Pytała z przebiegłym uśmiechem. Zauważyła, że Umbridge się wzdrygnęła, kiedy Mia określiła jej rodziców jak czarodziejów czystej krwi.

- Ja… Sprzeciwiam się takiemu porządkowi rzeczy! To przecież zwykła szlama!

- Dolores! Nie powtórzę tego po raz trzeci! – Krzyknął Kingsley.

Zanim w Wizengamocie rozpętała się awantura, Mia znowu odkaszlnęła, przykuwając uwagę członków zgromadzenia.

- Jeżeli odmówicie mi miejsca Rodu Potterów, zajmę inne miejsce, Dolores.

Starsza czarownica zasyczała tak głośno, że usłyszeli ją czarodzieje siedzący w najdalszych rzędach.

- Nie masz wobec nas żadnego szacunku, mała dziewczynko! Nie wiesz nic o protokole i postępowaniu Wizengamotu! A osoby starsze od ciebie, lepsze od ciebie, powinnaś odpowiednio tytułować, panno Granger!

Mia uniosła brew i skinęła głową.

- Jak sobie pani życzy, Madam Umbridge. Ale skoro nalega pani na odpowiednie tytuły, do mnie należy się zwracać Lady Black!

Wszyscy członkowie Wizengamotu – poza tymi, którzy byli w Zakonie Feniksa – krzyknęli głośno.

- Słucham? – Wykrztusiła Umbridge.

- Moją matką była Dorea Black. Takie nosiła nazwisko, zanim została panią Rodu Potterów. A ponieważ ostatnia Lady Black, Walburga, nie żyje od wielu lat, sięgam po ten tytuł. Jest mój poprzez pochodzenie i krew mojej matki. Jeżeli nawet tego nie zechcecie uznać, tytuł Lady Black przypadnie mi przez małżeństwo, które planuję zawrzeć latem – Mia pokazała zgromadzeniu pierścionek z opalem, który lśnił na jej dłoni.

- Małżeństwo? – Knot wybałuszył oczy, patrząc na pierścionek, a jego twarz poczerwieniała, kiedy zauważył wstającego Syriusza. Mężczyzna podszedł do Mii.

- Tak. Panna Potter… To znaczy, Lady Black – Syriusz natychmiast się poprawił. – Jest ze mną zaręczona. I Ród Blacków oferuje jej miejsce w Wizengamocie.

Zgromadzeni czarodzieje zaczęli wrzeszczeć.

Mia potrząsnęła głową, widząc zadowolenie w oczach Syriusza. Zawsze był najszczęśliwszy, kiedy mógł spowodować nieco zamieszania.

- Nie wolno się na to zgodzić, Ministrze! – Krzyknęła Umbridge.

- Ja tylko trzymam się protokołu, Dolores – powiedział spokojnie Kingsley. – Głowy dwóch Rodów scedowały swoje prawa do miejsca w Wizengamocie na pannę Hermionę Potter. Nic nie można z tym zrobić.

- To nieprawda – wstał Knot. – Zgodnie z procedurą, miejsce należy zaproponować każdemu żyjącemu spadkobiercy Rodu, który następuje po głowie Rodu. Najwyraźniej nie możemy zrobić nic z miejscem Rodu Potterów, ale Ród Blacków… To miejsce jest zbyt ważne, aby oddać je…

Mężczyzna zawahał się. Ewidentnie szukał zamiennika dla słowa „szlama", które chodziło mu po głowie.

- Dziewiętnastoletniej dziewczynce!

- Rozumiem – Syriusz zgodził się ze słowami Knota. – Kolejnym w linii sukcesji Rodu Blacków jest Harry Potter.

Harry uśmiechnął się szeroko, niezwykle z siebie zadowolony.

- Formalnie odmawiam przyjęcia miejsca Rodu Blacków i oferuję je Hermionie Potter.

Zgromadzenie nadal wrzeszczało.

Stało się jednak coś, co uciszyło wrzawę. Przez drzwi po prawej do komnaty zgromadzenia wszedł Draco Malfoy, odziany w swoje najlepsze, najbardziej eleganckie szaty. Był w tym momencie niesamowicie podobny do swojego ojca.

- Przykro mi – powiedział Kingsley. – Sesja Wizengamotu już się rozpoczęła. Nie można do niej dołączyć…

- Proszę mi wybaczyć, Ministrze – przerwał mu Draco i uprzejmie skinął głową. Stanął w centrum komnaty, celowo w pewnym oddaleniu do Syriusza, Mii i Harry'ego. Spojrzał prosto w oczy Umbridge, uśmiechnął się do niej, przedstawiając sobą idealnego, ślizgońskiego księcia czystej krwi. – Szanowni Panowie, szlachetne Damy… Dopiero teraz dotarła do mnie wiadomość, że rozpoczęła się sesja Wizengamotu. Uważam, że jest to odpowiedni moment, aby objąć miejsce Rodu Malfoy'ów.

- Dzięki bogom – westchnęła z ulgą Umbridge. – Nareszcie ktoś o odpowiedniej linii krwi i z odpowiednim nastawieniem.

Kingsley skinął głową.

- Wizengamot rozpoznaje wniosek złożony przez Dracona Malfoy'a…

- Lorda Dracona Malfoy'a – poprawił chłopak, na co puryści krwi zachichotali.

Mia wywróciła oczami na taką arogancję.

Kingsley odkaszlnął, próbując zamaskować irytację.

- Proszę o wybaczenie. Wniosek złożony przez Lorda Dracona Malfoy'a o przyznanie miejsca Rodu Malfoy'ów. Czy mamy jednomyślność w akceptacji wniosku? – Ręce podnieśli wszyscy poza Weasley'ami i Augustą Longbottom, których spojrzenia skierowane były na uśmiechniętą Mię. – Witamy w Wizengamocie, Lordzie Malfoy. Może pomógłbyś nam rozwiązać nasz aktualny problem.

- Jaki to problem? – Zapytał Draco.

- Lord Malfoy również jest dziedzicem i spadkobiercą Rodu Blacków – powiedział Knot. – Jeżeli Syriusz Black i Harry Potter odmówili zajęcia miejsca Rodu Blacków, propozycja jego zajęcia przypada Lordowi Malfoy'owi.

Draco wyglądał na zaskoczonego.

- Chcecie, żebym ja zajął miejsce należne Rodowi Blacków? – Zapytał i uśmiechnął się z zadowoleniem na tę myśl.

- Jak najbardziej – Umbridge uśmiechnęła się do niego, jakby był jej bohaterem. Jakby to właśnie Draco Malfoy, a nie Harry Potter, uratował cały czarodziejski świat.

- Ciekawe – Draco posłał kobiecie diabelski uśmieszek i wyprostował się. – Formalnie odmawiam przyjęcia miejsca Rodu Blacków i oferuję je Hermionie Potter.

Ci, którzy protestowali przeciwko żądaniu Mii, usiedli zszokowani na swoich krzesłach.

Korzystając z ciszy, która zapadła w sali zgromadzenia, Draco wyciągnął z szaty dwie koperty.

- Zanim komuś jeszcze przyjdzie ochota na zaprotestowanie, mam przy sobie listy od mojej matki, Narcyzy Malfoy, z domu Black oraz jej siostry, Andromedy Tonks, z domu Black. Obie formalnie odmawiają zajęcia miejsca Rodu Blacków.

Mia uśmiechnęła się do Dracona, który skinął jej z szacunkiem głową.

- Dla jasności, jeśli Madam Umbridge nadal będzie mi odmawiała miejsca Rodu Blacków, kolejnymi krewnymi w prostej linii będą Weasley'owie i Longbottomowie.

Knot nigdy wcześniej nie wyglądał na tak całkowicie pokonanego. Może poza dniem, kiedy musiał ustąpić ze stanowiska Ministra Magii na rzecz Rufusa Scrimgeoura. Umbridge wyglądała, jakby zaraz miała zejść na zawał serca.

- Hermiona Potter… Lady Black – Kingsley formalnie ją zatytułował, zwracając się do członków Wizengamotu. – Zgłosiła chęć objęcia dwóch miejsc, które formalnie należą do jej Rodów. Głowy obu Rodów odmówiły zajęcia tych miejsc, podobnie jak bezpośredni spadkobiercy. Czy jesteśmy jednomyślni przyznając jej te miejsca?

Mia wiedziała, że wielu członków Wizengamotu sprzeciwi się jej wnioskowi i nie była zaskoczona, kiedy Umbridge i Knot nie podnieśli rąk. Peneus Parkinson, William Burke i Marcus Flint starszy również siedzieli sztywno. Jednak ku zdumieniu Mii, Teodor Nott, Cygnus Bulstrode i Elora Zabini podnieśli dłonie.

Kingsley uśmiechnął się szeroko.

- Witamy w Wizengamocie, Lady Black.

Mia odpowiedziała uprzejmym uśmiechem i zrobiła krok do przodu, podczas gdy Syriusz i Harry wrócili na swoje miejsca, na widownię.

Draco wyciągnął do niej ramię, które z gracją przyjęła.

- Mia.

- Kuzynie – odpowiedziała, gdy prowadził ją schodami, aby przywitała się ze zgromadzonymi członkami Wizengamotu.

Artur, Percy i Bill przywitali ją pocałunkiem w policzek. Wszyscy trzej potrząsnęli również dłonią Dracona, gratulując mu miejsca. Następnie dziewczyna przywitała się z pozostałymi osobami, które głosowały za jej przyjęciem, przede wszystkim z Augustą Longbottom. Wtedy Draco zaprowadził ją na drugi koniec sali obrad, gdzie Mia wpadła w ramiona starego przyjaciela.

Damokles zachichotał.

- Mia, jesteś tak piękna, jak wtedy, gdy widziałem cię po raz ostatni.

- Damoklesie, nie masz pojęcia, jak się cieszę, że cię widzę. Czytałam twój ostatni artykuł w miesięczniku Eliksiry i mam do ciebie jakiś tysiąc pytań.

- Oczywiście, że masz.

- Mia… To znaczy… - Tuż obok niej pojawił się inny wysoki, szczupły czarodziej. – Wolisz, żeby nazywać cię panną Potter, czy Lady Black?

- Adrianie, możesz mnie nazywać Mią, jak zawsze – stwierdziła, potrząsając jego dłonią. – I patrz mi w oczy, gdy do mnie mówisz.

Skierowała palec na swoją twarz, kiedy zauważyła, że jego wzrok zaczyna błądzić po jej ciele, młodszym o jakieś dwadzieścia lat od tego, jakie powinna mieć.

- Wybacz – zaczerwienił się.

Wstała Elora i spojrzała prosto w oczy Mii.

- Potter.

- Zabini – Mia postanowiła się uśmiechnąć. – Nie spodziewałam się, że mogę liczyć na twój głos.

- W szkole mogłaś być zapatrzoną w siebie zdzirą, ale nikt nie odmówi ci inteligencji. Bardzo mnie cieszy, że nie będę już jedyną czarownicą w Wizengamocie, która potrafi się przeciwstawić męskiej władzy. Oczywiście, poza Lady Longbottom.

- Czy Madam Umbridge nie wypowiada się w imieniu czarownic? – Zapytała słodko Mia.

Elora wywróciła oczami.

- Jeżeli czarownice mówią to, co jej pasuje.

- Nie wiem, czy słyszałaś… Ale ona podobno jest czarownicą pół-krwi – Mia pochyliła się i szeptem przekazała informację, którą sama uzyskała od Laurel ponad dwadzieścia lat temu.

Elora najpierw szeroko otworzyła oczy, a następnie je zmrużyła i skierowała wzrok na postać Dolores.

Mia znała dość słabo syna Elory, Blaise'a. Wiedziała, że rodzina Zabinich nie przejmowała się statusem krwi, dopóki ich rozmówca był Ślizgonem, dobrze wyglądał lub był bogaty. Ale wyraz twarzy Elory powiedział Mii, że Ślizgonka bardzo nie lubiła, kiedy ktoś ją okłamywał.

- Zabini, jeszcze jedno.

- Tak?

- Będzie się między nami świetnie układać, jeśli będziesz trzymać łapy przy sobie, z daleka od mojego narzeczonego.

Elora uśmiechnęła się.

- Nauczyłam się pływać.

Mia odpowiedziała cichym chichotem.

- Dobrze wiedzieć.

- Teodorze, chciałbym przedstawić ci moją kuzynkę – powiedział Draco, prowadząc Mię w kierunku wysokiego, ciemnowłosego czarodzieja. – Hermionę Potter.

Mia już wcześniej rozpoznała w nim Teodora Notta. Młody mężczyzna wstał, pochylił głowę i lekko musnął ustami grzbiet dłoni Mii. Uśmiechnął się do niej.

- Domyślam się, że z czasem dostanę długie, szczegółowe wyjaśnienie tej sytuacji – spojrzenie jego kryształowo błękitnych oczu spoczęło na Draconie, który tylko skinął głową. – Mam wrażenie, że zabrakło kilku fantastycznych szczegółów w twojej opowieści o podróży w czasie. A skoro jesteśmy przy rzeczach fantastycznych, twoje włosy nie są już takie dzikie, jak zapamiętałem, ale chyba nadal pasują do czarownicy, prawda?

Mia parsknęła śmiechem, zastanawiając się, czy powodem uprzejmego zachowania Notta była zmiana jej statusu krwi, czy może Draco miał tak wielki wpływ na swoich starych kolegów ze szkoły.

- Flirtujesz ze mną, Teo? To niebezpieczne.

Zarówno Mia, jak i Nott spojrzeli na Syriusza, który obserwował ich rozbawionym wzrokiem.

- Z powodu Blacka? – Zapytał Nott. – Każdy dziedzic szlachetnego i starożytnego rodu powinien liczyć się z konkurencją.

- To ty jesteś niebezpieczny, Teo – Mia roześmiała się i potrząsnęła głową. – Być może, w innych okolicznościach, byłbyś naprawdę poważną konkurencją. Ale tak się składa, że jestem zaręczona z fantastycznym mężczyzną.

Spojrzała ponownie na narzeczonego, który rozjaśnił się, patrząc na nią. Oczywiście, słyszał całą ich rozmowę. Psi słuch i psie podsłuchiwanie.

Draco poprowadził ją dalej, w pobliże czarnego krzesła, na którym wygrawerowano srebrnymi literami nazwisko BLACK. Stanęli przed Hyperionem Greengrassem, który ujął jej dłoń i ucałował kosteczki.

- Lady Black.

- Lordzie Greengrass.

Draco zwrócił się do swojego przyszłego teścia pełnym szacunku skinięciem głową.

- Z tego, co rozumiem, to właśnie ty byłaś odpowiedzialna za zaaranżowanie małżeństwa między moją młodszą córką i tym czarodziejem – Hyperion wskazał głową Dracona. – Jestem ci wdzięczny za ten honor, który spotkał moją rodzinę.

Draco wyprostował się, słysząc te słowa. Nie powiedział jednak nic, przyjmując komplement w milczeniu.

- Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedziała grzecznie Mia.

- Jednakże… Jesteś również odpowiedzialna za zapoznanie mojej starszej córki i czarodzieja innego formatu.

Mia udała zaskoczenie i spojrzała niewinnie na mężczyznę.

- Prawie zapomniałam, że Daphne zaprzyjaźniła się z Ronaldem.

- Tak… Ten chłopiec był naszym gościem podczas przerwy świątecznej. Czy zawsze miał takie maniery przy stole?

- Niestety – Mia zaśmiała się cicho, ciesząc się w duchu z tego, że bardziej Hyperiona raził brak manier Ronalda, a nie jego rodzina. – Nie miałam zbyt dużo czasu na to, aby uczyć Rona savoir-vivre'u. Pochłaniały nas S. i…

- Walka przeciwko Czarnemu Panu?

- Coś takiego – znowu zachichotała. – Jestem pewna, że Daphne wywrze na niego pozytywny wpływ.

- Moja żona zawsze miała o tobie bardzo dobrą opinię. Od twojego powrotu jest… Cóż… Jest dużo przyjemniejsza.

Na ustach Mii pojawił się identyczny uśmieszek, co na wargach Hyperiona.

- A czy Laurel kiedykolwiek nie była przyjemna?

Mężczyzna prychnął.

- Gdyby nie była, na pewno nie poinformowałbym o tym jej najlepszej przyjaciółki, gdyż na pewno skończyłbym na kanapie.

- Czy w waszej rezydencji nie ma wolnych pokoi gościnnych?

- Kiedy Laurel nie jest w humorze, w naszym domu zostaje wyłącznie kanapa – odparł z przekąsem.

Kingsley odkaszlnął i poprosił wszystkich o zajęcie miejsc. Na twarzy miał uśmiech i Mia zastanawiała się, czy mężczyzna naprawdę wierzył, że to koniec.

Draco zaprowadził Mię do jej miejsca i sam usiadł tuż za nią, na krześle z wygrawerowanym nazwiskiem MALFOY.

- Kwestię miejsc rodu Potterów i Blacków mamy wyjaśnioną – powiedział Minister z uśmiechem. – Czy jest coś jeszcze, czym mamy się zająć?

Mia natychmiast wstała i złączyła dłonie.

- Tak, Ministrze. Chciałabym poruszyć kilka tematów.

Kingsley nawet nie udawał, że jest zaskoczony.

- Wizengamot udziela głosu Hermionie Potter. Parkiet jest twój.

- Nie będę potrzebowała całego parkietu, Ministrze – uśmiechnęła się i zeszła do centralnego punktu komnaty. – Chyba, że sprawy wymkną się spod kontroli.

Skoncentrowała się na Dolores.

- Panowie, Damy, członkowie Wizengamotu. Chciałabym podjąć się pierwszego działania jako osoba należąca do waszego zacnego grona – uśmiechnęła się arogancko i podstępnie. W tym momencie była niesamowicie podobna do Dorei i o tym wiedziała. – Chcę wnieść oskarżenie przeciwko Madam Dolores Umbridge, która winna jest fałszerstw legislacyjnych oraz korzystania z Zaklęcia Niewybaczalnego na wysokim urzędniku Ministerstwa Magii.

Umbridge poczerwieniała z gniewu, a członkowie Wizengamotu oniemieli.

- Formalnie wnoszę o usunięcie jej z szeregów sędziów Wizengamotu.