Od tłumaczki: Ciąg dalszy przedstawienia w Wizengamocie – Mia tak łatwo nie odpuści Umbridge. A po tym rozdziale na jej krótkiej liście zostanie jeszcze Knot. Sesja Wizengamotu będzie jeszcze z nami w przyszłym tygodniu. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 146 – ŁASKA
18 stycznia 1999
- CISZA!
Kingsley musiał przekrzykiwać zgromadzonych, korzystając z zaklęcia Sonorus. W inny sposób nie przykułby uwagi członków Wizengamotu.
Większość purystów krwi była oburzona takim potraktowaniem Umbridge. Członkowie Zakonu Feniksa byli równie głośni, jednak popierali oskarżenia Mii. Ci, którzy nie mieli wyrobionej opinii pozostali cicho. Kiedy jednak doszło do rękoczynów pomiędzy dwoma mniej ważnymi czarodziejami, którzy popierali przeciwne strony tej debaty, poirytowany Teodor Nott wstał, opuścił miejsce przynależne jego rodzinie i podszedł do Dracona, aby usiąść obok niego. Nie chciał wplątywać się w walkę między dwójką czarodziejów pół-krwi.
- Ona zniszczy to miejsce, nie kiwając nawet małym palcem. Czy właśnie to było celem waszego planu, który rozpoczął się, kiedy tak wygodnie dotarłeś na posiedzenie Wizengamotu w połowie sesji?
Mia zerknęła na Dracona, ponieważ dosłyszała pytanie drugiego Ślizgona. Zachichotała, patrząc prosto w szare oczy kuzyna.
- Pamiętasz, jaka sprytna była Granger? – Zapytał Draco przyjaciela.
Teo skinął głową.
- Wystarczająco, aby sprowokować cię do rzucenia kilku obelżywych komentarzy pod jej adresem w naszym Pokoju Wspólnym.
Draco postanowił zignorować obelgę ukrytą w uprzejmych słowach Notta, podobnie, jak cichy chichot Mii.
- Dodaj do tego osiem dodatkowych lat w Hogwarcie oraz wychowanie odebrane od matki, która sama była Ślizgonką.
- Niech Merlin ma nas w swojej opiece – Teodor się zaśmiał. – Spójrz na nią. Ona naprawdę dobrze się bawi.
I tak właśnie było.
- Mszcząc się na Umbridge? Nie pamiętam, żebym widział ją tak zadowoloną od chwili, kiedy złamała mój nos na trzecim roku.
- To wprawiło wszystkich w dobry humor. Przeto gdy się krzywdzi człowieka, należy czynić to w ten sposób, aby nie trzeba było obawiać się zemsty – zacytował Teo z zadowoleniem.
- Jak myślisz, co takiego zrobiła Umbridge, żeby wywołać w niej taki gniew? – Zapytał po chwili Draco.
- Poza oddychaniem? Jeśli dobrze liczę, do tej pory nazwała ją już dwukrotnie szlamą.
- Panie Ministrze! – Umbridge w końcu udało się przekrzyczeć tłum i zwrócić bezpośrednio do Kingsley'a. Przykuła tym uwagę Mii, która przestała skupiać się na dwóch Ślizgonach. – Domagam się usunięcia Lady Black z szeregu sędziów Wizengamotu!
W końcu zgromadzenie zaczęło się uspokajać, natomiast wrzaski Umbridge robiły się coraz głośniejsze. Pozostali członkowie Wizengamotu zastanawiali się, po której stronie opowie się Kingsley. Ci, którzy prywatnie znali Ministra, zastanawiali się, jak zareagują puryści krwi, kiedy mężczyzna poprze wniosek Mii.
Zanim jednak Shacklebolt mógł się odezwać, zrobiła to Mia. Jej spokojny, racjonalny głos poniósł się po komnacie.
- Jeżeli Madam Umbridge ma logiczne podstawy, aby mnie wykluczyć z Wizengamotu, proszę, aby je przedstawiła. Ustępuję jej miejsca na parkiecie. Jeżeli nie, mój wniosek jest nadal aktualny.
- Panno Potter, jest pani świadoma powagi swoich oskarżeń? – Zapytał spokojnie Kingsley, jakby nie wiedział wcześniej o jej pragnieniu zniszczenia kobiety. – Oskarża pani członka Wizengamotu o korzystanie z Zaklęć Niewybaczalnych.
- Zgadza się – potwierdziła Mia. – Przeciwko poprzedniemu Ministrowi Magii, Haroldowi Minchumowi.
Dziewczyna zauważyła, że Umbridge zdrętwiała, kiedy usłyszała taki precyzyjny zarzut. Zadrżała ze zniecierpliwienia.
- Nie zapominajmy, że oskarżyłam ją również o fałszerstwa legislacyjne. Chodzi mi o wprowadzanie w życie ustaw, które najbardziej odpowiadały jej światopoglądowi.
Umbridge prychnęła z niesmakiem.
- To niedorzeczne! Ja sama padłam ofiarą klątwy Imperius – zamachała dłonią przed własną twarzą, jakby chciała odsunąć od siebie oskarżenia. Jakby czuła się urażona. – Doskonale wiem, jak trudne jest rozpoczęcie dochodzenia w sprawie korzystania z Zaklęć Niewybaczalnych.
Mia uśmiechnęła się do swojej starej nauczycielki. Zauważyła, że takie zachowanie ją irytuje.
- Oczywiście. Wymaga to monitorowania różdżki osoby, wobec której powzięto podejrzenia. Taki wniosek, podpisany przez Aurora, powinien zostać zarejestrowany w Biurze Niewłaściwego Użycia Magii. A biorąc pod uwagę, że osoba monitorowana musi zostać o tym fakcie poinformowana, raczej nie rzuci za pomocą swojej różdżki żadnego Zaklęcia Niewybaczalnego.
Umbridge syknęła z zadowoleniem.
- Dokładnie, ty głupia dziewczyno! Do tego, jestem członkiem Wizengamotu. Jakiekolwiek dochodzenie przeciwko mojej osobie musiałoby zostać zaaprobowane przez sąd.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Podobnie, jak z tego, że przetworzenie takiego wniosku zajmuje około stu osiemdziesięciu dni – zgodziła się Mia.
- Dokładnie!
- W takim razie, podejrzewam… - Zaczęła Mia i wyciągnęła z torby zapieczętowaną rolkę pergaminu. – Że zrobiłam dobrze, składając taki wniosek w roku 1979, prawda?
- Słucham? – Zaskrzeczała Umbridge, a po jej skroni spłynęła kropelka zimnego potu.
- O, tak. Widzicie, pracowałam kiedyś w Ministerstwie Magii – wargi Mii drgnęły w niewielkim uśmiechu. Odwróciła się do Kingsley'a i całego zgromadzenia. – Pracowałam w administracji i moją uwagę przykuły ustawy, które Madam Umbridge przepychała przez proces legislacyjny. Przyjaciel Ministra Minchuma zauważył, że Minister zachowywał się dziwnie po spotkaniach z Madam Umbridge. Zmartwiona losem Ministerstwa, wypełniłam wniosek o wszczęcie dochodzenia, który został zatwierdzony przez sąd. Właściwie, co mnie bardzo zdziwiło, wniosek został zatwierdzony przez samego Ministra Minchuma. Wyglądało tak, jakby podpisywał każdy wniosek, na którym wpisane było nazwisko „Umbridge".
Czarodzieje zaczęli szeptać. Część tych, którzy do tej pory popierali Umbridge, zaczęła patrzeć na nią zmrużonymi, pełnymi gniewu i niedowierzania oczami.
- Następnie, na moją prośbę, Auror wypełnił i podpisał wniosek o monitorowanie różdżki Madam Umbridge – kontynuowała. Celowo nie spojrzała w stronę Syriusza, który był Aurorem, o którym mowa. Wyciągnęła z torby stos papierów i podała je Kingsley'owi. – Oto wyniki monitorowania. Jak mówiłam wcześniej, zanim tu przybyłam, zatrzymałam się w Departamencie Administracji. Jestem pewna, że znajdują się tam kopie tych wyników, jeśli ktoś ma podejrzenia, że je sfałszowałam.
- Ty… - Krzyknęła Umbridge, jąkając się z wściekłości i strachu. – Ty… Nadal konieczne jest wszczęcie oficjalnego dochodzenia i… I… Protestuję!
Kingsley spojrzał na nią stanowczo.
- Dolores, możesz ustąpić ze stanowiska lub być z niego usunięta siłą – powiedział, patrząc na dokumenty, które trzymał w dłoniach. Przekazał je Hyperionowi Greengrassowi, który spojrzał na nie z niechęcią.
Umbridge ze złością tupnęła nogą.
- Nie pozwolę, żeby mała, żałosna szlama obrażała mnie…
- Panie Ministrze, czy mogę? – Przerwała jej Mia.
- Panno Potter?
- Rozumiem, że cała ta sytuacja jest dla Madam Umbridge wyjątkowo żenująca – rzuciła kobiecie fałszywy uśmiech pełen współczucia. – Rozumiem, że Wizengamot nadal przestrzega tradycji i pozwala, aby starożytna magia decydowała w takich chwilach?
- Oczywiście – Kingsley przyznał jej rację i nawet puryści krwi zaczęli kiwać głowami, potwierdzając te słowa. Zasugerowanie, że tak nie postępują, uraziłoby ich tożsamość kulturową.
- Jeżeli Madam Umbridge wyrazi na to zgodę – zaproponowała Mia. – Zgadzam się na wyzwanie moich oskarżeń, zgodnie ze starożytnymi tradycjami.
- Tak, wyzywam to oskarżenie – szybko wyrzuciła z siebie Umbridge.
- Rozumiem. W zgodzie z tymi samymi starożytnymi tradycjami mam prawo wyzwać Madam Umbridge za znieważenie moich Rodów – odstawiła torbę na swoje rodowe miejsce, odpięła pelerynę i rzuciła ją za siebie. Uśmiechnęła się do Dracona, który poskładał odzienie i odłożył je na torbę.
Umbridge spojrzała na Mię, zdumiona jej słowami.
- Nigdy nie znieważyłam…
- Czy szanowne zgromadzenie nie zgodzi się ze mną, że Madam Umbridge podczas tej sesji już trzykrotnie zwróciła się do mnie określeniem „szlama"?
Teodor rzucił Draconowi wszystkowiedzący uśmieszek.
- Zgodzimy się – powiedział ze złością Kingsley.
- Jestem pewna, że to był przypadek – Mia uśmiechnęła się słodko. – Przypuszczam, że Madam Umbridge nie wiedziała, że zgodnie z naszym prawem, znieważanie potomka Rodu czystej krwi i określanie go „szlamą", co implikuje nieczystość Rodu, jest nielegalne. Ponieważ jestem adoptowaną córką Dorei Black i Charlusa Pottera, według naszych starożytnych tradycji jestem czarownicą czystej krwi. Madam Umbridge trzykrotnie nazwała mnie szlamą, wobec czego oferuję jej dwa wyjścia. Albo dobrowolnie ustąpi ze stanowiska w Wizengamocie i wyrazi zgodę na wszczęcie oficjalnego dochodzenia w sprawie Zaklęć Niewybaczalnych, co pozwoli zachować jej odrobinę godności, albo przyjmie moje wyzwanie, rzucone w obronie honoru mojego Rodu.
- Ona nie jest czarownicą czystej krwi! Nie jest! Adopcja po prostu…
- Zamilknij, Dolores – Knot wstał i syknął na kobietę. – Wiesz doskonale, co oznacza magiczna adopcja.
Umbridge wyglądała na zaskoczoną.
Mia zmarszczyła brwi, co było nie lada wyczynem, bo w głębi duszy chciała skakać z radości.
- Może ona o tym nie wie, panie Knot. Być może Madam Umbridge, czarownica pół-krwi, nie zna naszych praw i tradycji.
Członkowie Wizengamotu krzyknęli ze zdumienia.
- Co?! – Umbridge z trudem przełknęła ślinę. – Ja… Jak śmiesz… Przecież jestem…
- Ależ to prawda – powiedziała Elora Zabini. Wyglądała na znudzoną i obojętnie przyglądała się swoim paznokciom. – Słyszałam wcześniej, że Madam Umbridge jest czarownicą pół-krwi.
- Nie ma w tym nic złego. Kilku moich najlepszych przyjaciół ma właśnie taki status krwi – powiedziała Mia ze śmiechem. Odwróciła głowę, aby spojrzeć na Harry'go i Remusa. Mrugnęła do nich zawadiacko, a oni odpowiedzieli rozbawionymi spojrzeniami.
- Ja… Ja… Przyjmuję twoje wyzwanie! – Wyrzuciła z siebie Umbridge. Najprawdopodobniej chciała zmienić temat swojego pochodzenia.
- Świetnie – Mia wyszczerzyła zęby. – Oczywiście, będzie mi bardzo przykro, kiedy cię zabiję.
Umbridge zamrugała powiekami.
- Słucham?
- Wyzwanie w obronie honoru Rodu czystej krwi oznacza pojedynek na śmierć i życie, Dolores. Czy nie rozumiesz nic z naszych tradycji? Przecież taka prosta szlama, jak ja nie może wiedzieć więcej od ciebie.
Spanikowana kobieta spojrzała rozbieganymi oczkami na Kingsley'a.
- Panie Ministrze…
- Lady Black ma rację, Madam Umbridge. To nasza tradycja – powiedział stanowczo Shacklebolt.
- Ale ona…
- Na Salazara, Dolores! – Warknął Peneus Parkinson. – Walcz z dziewczyną i wygraj, bo w innym wypadku będziemy siedzieć tutaj całymi dniami!
Umbridge rozpięła swoją wierzchnią szatę członka Wizengamotu i sięgnęła do kieszeni po różdżkę.
Mia zeszła po schodach i przeciągnęła się, rozciągając mięśnie. Poza peleryną, ściągnęła z siebie szaty, zostawiając wyłącznie mugolskie spodnie i T-shirt. Puryści krwi skrzywili się z niesmakiem.
- Madam Umbridge powinna być świadoma, że radziłam sobie całkiem nieźle na lekcjach Obrony przed Czarną Magią i zdobyłam jedną z najwyższych ocen podczas O.W.U.T.E.Mów – stwierdziła z dumnym uśmiechem, zbliżając się do Syriusza, Harry'ego i Remusa. Podała im swoje szaty, uśmiechając się ironicznie. – Pokonał mnie tylko jeden czarodziej. Paskudny oszust, mogłabym dodać.
- Nieprawda – szepnął Remus.
Mia odwróciła się do schodzącej po schodach Umbridge.
- To jednak ty jesteś z nas dwóch starsza. Podejrzewam, że masz rozleglejszą wiedzę i większe doświadczenie. Przecież nie pokonałam Czarnego Pana osobiście. Natomiast Harry Potter uczył mnie, jak się bronić przed czarną magią – prychnęła, a po komnacie przemknął cichy śmiech. – Podobnie, jak czarodziej, który nauczył Harry'ego Pottera, jak się bronić. Przepraszam, gdy jestem zdenerwowana, plotę bzdury.
Umbridge zmrużyła oczy.
- Kto stanie jako mój sekundant?
- Ja – odezwał się Peneus Parkinson.
- Panno Potter, twój sekundant? – Zapytał Kingsley.
Mia rozpromieniła się, kiedy dwanaścioro czarodziejów wstało wraz z Augustą Longbottom, oferując swoją pomoc. Babka Neville'a wyglądała, jakby miała ochotę na małą egzekucję przed popołudniową herbatą.
- Moim sekundantem będzie Remus Lupin.
- Wilkołak?!
- Dokładnie. Podejrzewam, że gdyby jakimś cudem udało ci się mnie zabić, Remus będzie wyjątkowo chętny na pojedynek – rozbawienie Mii nagle ulotniło się. – Gdybyś jednak została podczas tego pojedynku ranna, nie wyobrażaj sobie, że Remus zaniesie cię do kliniki Świętego Munga. Zabroniono mu wstępu do środka.
Mówiła spokojnym, wyważonym tonem, ale Wizengamot odebrał te słowa dokładnie tak samo, jak groźby, które kierowała pod adresem Dolores Umbridge.
- Jeżeli masz jakiś problem z pojedynkowaniem się z wilkołakiem, mogę odmówić pomocy sekundanta. Ty musisz jednak zrezygnować jako pierwsza.
Mia musiała oddać Umbridge to, że kobieta nawet nie zerknęła w stronę Remusa.
- Rezygnuję z sekundanta.
Parkinson usiadł z gorzkim wyrazem twarzy.
- Uważałabym na ten temperament, Dolores. Takie bezmyślne zachowanie bardziej przystoi Gryfonce – Mia obróciła się tyłem do swojej przeciwniczki i opróżniła kieszenie. Przez chwilę zastanawiała się, z której ze swoich różdżek skorzystać. Widziała przy tej okazji, że spośród osób zebranych na galerii wyłącznie Harry wyglądał na zaniepokojonego.
- Prowokujesz ją moją skromną osoba? – Remus uniósł brew.
Mia posłała mu przebiegły uśmiech.
- Przeszkadza ci to?
- Nie. Widziałaś jej minę? Na Merlina, mam wrażenie, jakbyśmy świętowali drugie Boże Narodzenie z rzędu.
- Jeżeli pozwolisz, żeby ta suka cię zabiła – szepnął Syriusz, ujmując twarz Mii w dłonie. – Będę na ciebie wściekły.
- Hermiono, jesteś tego pewna? – Harry bawił się nerwowo rękawem swojej szaty Aurora. – Chodzi mi o to, że nigdy właściwie nie widzieliśmy, jak ona walczy. Co zrobisz, jeśli będzie oszukiwać?
- Na pewno tak się stanie. Ale Dolores mnie nie docenia przynajmniej na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, mam świadomość, że ona może rzeczywiście mieć jakieś doświadczenie w pojedynkowaniu się. Nie zna natomiast nawet połowy moich możliwości.
- A po drugie?
Mia uśmiechnęła się niewinnie. Miała nadzieję, że Harry nauczył się już poprawnie odczytywać ten uśmiech i drżeć ze strachu za każdym razem, kiedy się pojawiał na jej twarzy.
- Po drugie, Dolores Umbridge ma nadzieję mnie zabić i oczyścić świat z kolejnej szlamy, która próbuje na wszystkie sposoby obrzucić jej dobre imię gównem. Ja z kolei nie zamierzam zabijać tej wiedźmy.
- Co w takim razie planujesz?
- Chcę, żeby krwawiła, płakała, cierpiała i błagała mnie o łaskę.
- Całus na szczęście, kotku – Syriusz przycisnął wargi do jej ust, a jego język wtargnął między nie. Uśmiechnął się, kiedy poczuł, jak jej dłonie zaciskają się ciasno na jego koszuli. Przycisnął ją do siebie, a członkowie Wizengamotu odebrali jego desperacki czyn jako ostatnie pożegnanie, na wypadek, gdyby Mii się nie udało. Nie dostrzegli jednak, że Syriusz przeniósł wargi na jej ucho i zaczął szeptać. – Kiedy już skończymy to, co zaplanowaliśmy na dzisiaj i Wizengamot opuści komnatę, będziesz chciała, żebym cię przeleciał na rodowym miejscu Blacków?
Mia roześmiała się i odsunęła od niego.
Remus natychmiast podał jej różdżkę.
- Nie baw się z nią. Zakończ szybko tę farsę.
- Nie mogę niczego obiecać. Mam zamiar się dobrze bawić. Trzymaj ich w ryzach – machnęła dłonią w kierunku Harry'ego i Syriusza.
Remus skinął głową.
Kiedy Mia zeszła ponownie na parkiet, z różdżką w dłoni, Kingsley wstał.
- Drogie panie, jako pełniący obowiązki Naczelnego Maga Wizengamotu ogłaszam ten pojedynek zgodnym z naszymi starożytnymi tradycjami. Zwycięzca nie będzie prawnie odpowiadał za śmierć przegranego. Oczywiście, korzystanie z Zaklęć Niewybaczalnych jest surowo wzbronione.
Zanim Kingsley skończył swoją przemowę, Umbridge lekko machnęła różdżką i posłała w stronę Mii Zaklęcie Wypruwające Wnętrzności. Mia z łatwością je zablokowała.
Umbridge syknęła ze złością, a Mia obdarowała ją szerokim uśmiechem.
- Wredna wiedźma!
Pozwoliła, żeby starsza kobieta zarzuciła ją mnóstwem zaklęć, aby jej różdżka kreśliła w powietrzu gwałtowne, mało subtelne wzory. Za każdym razem przed Mią pojawiała się dobrze dobrana, odpowiedniej wielkości tarcza. Dziewczyna patrzyła na swoją przeciwniczkę jasnym, rozbawionym wzrokiem, kiedy ta zbliżała się do niej z każdym zaklęciem. Natomiast każda chybiona lub odbita klątwa sprawiały, że na twarzy Umbridge pogłębiały się uraza i wściekłość.
- Titillando! – Zawołała Mia i Zaklęcie Łaskoczące ugodziło Umbridge w klatkę piersiową. Członkowie Wizengamotu zaczęli szeptać między sobą ze zdumieniem. Większość purystów krwi odniosła wrażenie, że Mia nie wiedziała, na co się pisała i teraz odwołuje się do umiejętności ze szkoły. Jej rodzina i przyjaciele wiedzieli lepiej.
Remus wywrócił oczami.
- Prosiłem ją, żeby się nie bawiła.
- Walcz ze mną! – Wrzasnęła sfrustrowana Umbridge, kiedy jej kolejne zaklęcie odbiło się od tarczy Mii.
- Wybacz mi, Dolores – odpowiedziała Mia. – Czyżbyś miała jakieś problemy z przedarciem się przez moją obronę?
- Ona ją prowokuje – szepnął Harry do Syriusza. – Tylko kilka zaklęć ma potencjał wystarczający, aby zniszczyć…
- Drętwota! – Zaskrzeczała Umbridge. Jej gniew wzrastał z każdym kolejnym zaklęciem, urokiem i klątwą, które odbijały się od tarczy Mii. Kobieta nie zdawała sobie sprawy z tego, że zaraz wpadnie w pułapkę. – Drętwota! Deprimo! Reducto!
Mia roześmiała się lekceważąco i zaczęła się bawić różdżką, którą trzymała lekko między palcami.
Umbridge zmrużyła oczy i rozciągnęła wargi w nieprzyjemnym, agresywnym uśmiechu.
- Expelliarmus!
Różdżka Mii wyleciała z jej dłoni, a Umbridge krzyknęła triumfalnie.
Harry wstał i chciał ruszyć do przodu, ale Mia wyczuła jego ruch.
- Remusie! – Krzyknęła ostrzegawczo, wierząc, że mężczyzna powstrzyma młodego Pottera siłą, jeśli okazałoby się to konieczne.
Umbridge skierowała własną różdżkę na bezbronną Mię i uśmiechnęła się zwycięsko.
- Bardzo długo czekałam, aby to zrobić – powiedziała, a jej twarz rozświetlił szalony blask.
- Nie tak długo, jak ja – odpowiedziała Mia, nie wyglądając w najmniejszym stopniu na przestraszoną. Wyciągnęła przed siebie pustą dłoń.
Umbridge roześmiała się.
- Oferujesz łaskę? Czy może swoją przyjaźń? – Zapytała prześmiewczym tonem.
- Ani jedno, ani drugie – odszepnęła Mia. – Incarcerous.
Między kobietami zmaterializowały się grube liny, które bez wahania pomknęły w stronę starszej z nich i owinęły się wokół jej dłoni, nóg i gardła. Umbridge spojrzała prosto w oczy Mii, kiedy dziewczyna zacisnęła dłoń w pięść. Liny, reagując na polecenie, zacisnęły się i pociągnęły swoją ofiarę na kamienną podłogę.
Umbridge wrzasnęła, czując linę zaciskającą się na jej gardle.
- Wybacz, Dolores – obcasy Mii zastukały, kiedy zbliżała się do swojej związanej przeciwniczki. – Nie potrafisz korzystać z magii bez różdżki? Może powinnaś była bardziej się przyłożyć do nauki Obrony przed Czarną Magią. Widzisz, teoria nie wystarczy. Z drugiej strony, Hogwart w twoich czasach mógł oferować naukę bezstresową, a zaklęć obronnych można było się uczyć bez obawy o własne życie. Być może, kiedy ty byłaś uczennicą Hogwartu, nie mieliście niekompetentnych nauczycieli, nie wspominając o… Niezwykle niebezpiecznych mieszańcach! Przyznam jednak, że odpowiednie przykładanie się do teorii wystarczy do…
Umbridge zakasłała z trudem, a Mia w odpowiedzi spojrzała na nią z anielską cierpliwością.
- Odezwij się, moja droga. Nadal tak bardzo chcesz, żebym z tobą walczyła?
Kiedy kobieta nic nie powiedziała, a zamiast tego wydała z siebie nieokreślony, wściekły dźwięk, Mia skinęła głową i odebrała z jej dłoni swoją różdżkę.
- Avis! – Powiedziała słodkim tonem, a z jej różdżki wystrzeliło stado kruków. Ptaki leniwie machały skrzydłami, czekając na komendę.
Harry, Syriusz i Remus uśmiechnęli się z radosnym oczekiwaniem. Widzieli wcześniej to zaklęcie i przygotowali się na to, że stado zaatakuje związaną kobietę. Członkowie Wizengamotu, oczekując tego samego, wyprostowali się na swoich miejscach i z zainteresowaniem wpatrywali w scenę rozgrywającą przed ich oczami.
Nikt jednak nie spodziewał się tego, co się stało.
- Draconifors – szepnęła Mia.
Fruwające kruki wydały z siebie cichy dźwięk, kiedy ich pióra zmieniły się w łuski, a każdy ptak zmienił się w niewielkiego, czarnego smoka.
Umbridge wrzasnęła z przerażenia.
- Oppugno!
Krążące pod sufitem smoki z ogromną prędkością runęły w kierunku swojej ofiary. Z ich gardeł wyrwały się warkoty i zagrzmiał w nich ogień. Skierowały pyski w kierunku związanej czarownicy.
Mia odwróciła się od nich, aby wyczyścić swoją różdżkę z potu, który przeniósł się na drewno z dłoni Umbridge. Spojrzała na galerię, skąd zszokowany Harry obserwował smoki atakujące jego starą nauczycielkę. Dłoń spokojnego Remusa nadal spoczywała na ramieniu chłopaka.
W przeciwieństwie do nich, Syriusz patrzył na Mię z diabelskim uśmieszkiem na wargach. Dziewczyna potrafiła sobie wyobrazić, jakie brudne myśli przemykały przez jego głowę.
- Uwolnij mnie! – Wrzeszczała Umbridge. Ogień z gardeł smoków przepalił linę, która zaciskała się na jej gardle. – Uwolnij mnie!
- Poddajesz się, Dolores? Nie znasz zasad tego pojedynku? Błagasz o litość? – Mia sprawiła, że smoki zniknęły. Jeden po drugim dematerializowały się. – Syriuszu, moja miłości, czy jestem łaskawa?
Mężczyzna roześmiał się zimnym śmiechem.
- Mi nigdy nie okazałaś nawet odrobiny litości.
Zgromadzenie cicho się zaśmiało.
Dziewczyna podeszła bliżej i klęknęła przy głowie związanej, leżącej Umbridge.
- Może powinnam nauczyć się okazywać łaskę, Dolores – szepnęła cicho, aby usłyszała ją tylko jej przeciwniczka. – Nie zabiję cię. Zniszczę cię. A kiedy z tobą skończę, będziesz żałowała, że centaury, z którymi uwięziłam cię w wieku szesnastu lat, nie stratowały cię na śmierć. Jesteś uprzedzoną, agresywną kurwą o żabim pysku. Obedrę cię z honoru i będę cię obserwować do momentu, kiedy będę mogła cię legalnie pogrzebać. A jeśli będę w odpowiednim nastroju, pogrzebię cię żywcem! Finite.
Liny puściły Umbridge, a Mia wstała i odwróciła się do niej plecami.
Dolores również wstała. Jej śliwkowe szaty członka Wizengamotu zostały całkowicie spalone ogniem smoków, odkrywając jasnoróżowy sweterek. Jej włosy również były w kilku miejscach wypalone. Na jej lewym przedramieniu, w miejscu, gdzie zwyczajowo umieszczony był Mroczny Znak, widniały powstałe od ognia pęcherze. Wiedźma, ignorując łaskę zaoferowaną przez Mię, uniosła różdżkę.
- Cruc…
- Sectumsempra! – Mia obróciła się na pięcie. Jej włosy zawirowały wokół głowy, a różdżka przecięła powietrze precyzyjnym ruchem.
Klątwa uderzyła w prawe ramię Umbridge i rozcięła skórę oraz mięśnie, odsłaniając białą kość. Krew polała się na podłogę, a różdżka kobiety pękła na dwie części. Dolores krzyknęła z bólu i upadła na kolana, przyciskając krwawiące ramię do piersi.
- Oferuję łaskę – powiedziała głośno i wyraźnie Mia, chowając różdżkę do pokrowca, który miała przytroczony do uda.
- Dolores Umbridge – zagrzmiał Kingsley, próbując zapanować nad sobą. Jako byłemu Aurorowi było mu łatwiej patrzeć na rozlew krwi, niż pozostałym członkom Wizengamotu. Większość zgromadzenia gapiła się z Umbridge z przerażeniem, zaś na Mię ze strachem i podziwem. – Zostajesz oficjalnie wydalona z Wizengamotu. Zostanie przeciwko tobie wszczęte dochodzenie, które wyjaśni wysunięte oskarżenia dotyczące fałszerstw legislacyjnych i korzystania z Zaklęć Niewybaczalnych na byłym Ministrze Magii, Haroldzie Minchumie. Sugeruję, aby ktoś natychmiast odprowadził cię do kominka, skąd zostaniesz odeskortowania do kliniki Świętego Munga.
- Panie Ministrze, czy mogę? – Powiedziała Mia, patrząc na strażników, którzy podeszli do Umbridge.
Kingsley westchnął.
- Proszę.
- Zanim Dolores zostanie odprowadzona, chciałabym wnieść formalne oskarżenie przeciwko niej w imieniu Rodu Potterów.
- To już przesada, Shacklebolt – wstał Knot. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w krwawiącą kobietę, która kiedyś była jego prawą ręką. – Ta dziewczyna już obroniła honor swoich Rodów w pojedynku przeciwko Dolores!
- To prawda, honor moich Rodów został obroniony – zgodziła się Mia. – Ta sprawa jest jednak dużo poważniejsza. Dolores Umbridge przy użyciu siły przelała krew potomka jednego z moich Rodów, kiedy był jeszcze dzieckiem i pozostawiła na jego ciele bliznę na całe życie. Czyż nie jest to prawdą, Dolores?
Kiedy Umbridge tylko załkała, Mia przeczyściła gardło.
- Zapytałam, czy nie jest to prawdą, Dolores. Z własnej woli, nielegalnie, zmusiłaś jedynego dziedzica i potomka rodu Potterów do przelania własnej krwi i oszpecenia się na całe życie.
- Niczego takiego nie zrobiłam!
Mia uśmiechnęła się złośliwie.
- Miałam nadzieję, że to powiesz. Coccinus Mendax!
Bardzo powoli na twarzy Dolores Umbridge zaczęły pojawiać się czerwone plamy, które utworzyły na jej czole wyraźny napis.
Nie będę opowiadać kłamstw.
