Od tłumaczki: Wybaczcie opóźnienie, ale zrobiłam sobie spontaniczny, weekendowy wypad wakacyjny i nie miałam jak sprawdzić tego rozdziału. Wiem, że na niego czekaliście – Mia w końcu rozprawia się ze wszystkimi ze swojej listy wrogów. Zbliżamy się do końca tej powieści. W kolejnym rozdziale dowiemy się w końcu, jaki los czekał jedną z postaci, o której dawno nie słyszeliśmy. Miłego czytania i do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

ROZDZIAŁ 147 – ODSETKI

18 stycznia 1999

Niewiele czasu zajęło wytłumaczenie członkom Wizengamotu, co się stało z twarzą Umbridge. A mimo tego, że sama kiedyś padła ofiarą tej samej klątwy, Elora Zabini nie odezwała się, kiedy wszyscy zaczęli pytać o jej odczynienie.

Mia powiedziała Kingsley'owi, Arturowi i Hyperionowi o eliksirze, który stworzyła jeszcze w Hogwarcie. Dwóch z nich roześmiało się serdecznie na wieść o histerii, jaką jego użycie wywołało podczas pewnego śniadania w Wielkiej Sali. Szczególnie ta część o wrzeszczących czarownicach, pokrytych czerwonymi plamami.

Hyperion, który postanowił pozostać w tym sporze neutralnym, poprosił Damoklesa, aby ten przetestował eliksir, który Mia przyjęła przed pojedynkiem z Dolores. Zaklęcie wskazujące kłamstwo uaktywniło się dopiero po dotknięciu Umbridge i wypowiedzeniu konkretnych słów. A kiedy naczelny Mistrz Eliksirów Wizengamotu wydał swoją – bardzo pozytywną – opinię o eliksirze i towarzyszącym mu zaklęciu, zgromadzenie zaczęło szeptać o potencjalnym zastosowaniu go w miejsce odbierającego wolną wolę Veritaserum.

Umbridge została odprowadzona z komnaty posiedzeń przez Aurorów. Czekało ją poważne dochodzenie w sprawie wysuniętych przeciwko niej oskarżeń. Mia jednak wiedziała, że jej wspomnienia, odegrane w Myślodsiewni, wystarczą do skazania kobiety na dziesiątki lat w Azkabanie.

Jakiś czas później parkiet komnaty Wizengamotu posprzątano – usunięto z niego ślady krwi i oznaki ognia. Członkowie zgromadzenia ponownie zajęli miejsca. Kilkoro odsunęło się ze strachem od Mii. Niektórzy przysunęli się bliżej, okazując swój podziw i poparcie.

Usiadł również Kingsley. Artur i Hyperion rozpoczęli dyskusję nad prawami i legislacjami, które należy sprawdzić i poprawić. Większość z nich rzeczywiście nadawała się do wyrzucenia do kosza – wiązały się z odpowiednią grubością denka od kociołka, eksportem mioteł i legalizacją w Wielkiej Brytanii latających dywanów.

Mia skupiła na nich swoją uwagę dopiero w momencie, kiedy wyraźnie zażenowany Artur odkaszlnął i spojrzał na zgromadzonych sędziów.

- Hmmm… To bardzo dziwne. Dolores Umbridge napisała poprawkę do ustawy, zgodnie z którą Departament Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami ma obowiązek stworzyć oficjalne rejestry, zawierające dane wszystkich stworzeń… Mieszanej krwi – wyjąkał najstarszy Weasley i spojrzał nerwowo na galerię gości. Uśmiechnął się przepraszająco do Remusa, który wyjątkowo uważnie słuchał mężczyzny.

- Ponieważ Madam Umbridge nie jest już członkiem Wizengamotu, powinniśmy jednogłośnie odrzucić jej poprawki – stwierdził stanowczo Kingsley.

- Panie Ministrze – wtrąciła się miękko Mia. – Jeżeli mogę prosić o głos… Rozumiem, że przeprowadzone zostanie oficjalne dochodzenie, ale w przypadku skazania Madam Umbridge, powinniśmy sprawdzić każdą ustawę i poprawkę legislacyjną, którą udało jej się przepchnąć przez Wizengamot, od kiedy rozpoczęła pracę w Ministerstwie.

- Wiesz, ile czasu to zajmie? – Krzyknął Flint senior. – Samo przeszukanie archiwów w poszukiwaniu wszystkich fragmentów legislacji, które…

Urwał, kiedy Mia sięgnęła do swojej niewielkiej torby i wyciągnęła kolejny stos elegancko spiętych dokumentów.

- Mam rozumieć, że już wszystko przygotowałaś? – Dokończył z zaskoczeniem.

- Panie Flint, jestem szeroko znana ze swoich doskonałych zdolności organizacyjnych. Te dokumenty są posegregowane datami i kategoriami, jakich dotyczą. Znajdują się w nich wszystkie ustawy i fragmenty legislacyjne, który wyszły spod pióra Dolores Umbridge. Większość dotyczy sprawowania coraz większej kontroli nad populacją wilkołaków w Wielkiej Brytanii. Zastanawia mnie, czy Madam Umbridge nosiła w sobie osobistą urazę do wszystkich magicznych stworzeń, czy może miała jakieś niespełnione marzenia i fetysze związane z wilkołakami – zakończyła swoją przemowę z uśmiechem.

Zgromadzenie zachichotało, a Mia skorzystała z okazji i mrugnęła do zaskoczonego Remusa, który natychmiast się zaczerwienił.

- Pośród tych dokumentów są również wnioski dotyczące centaurów, trytonów, olbrzymów i skrzatów domowych. Nie jesteśmy w stanie dowieść, które zostały podpisane przez Ministra Minchuma pod wpływem Imperiusa. Bez względu na to, są to legislacje przestarzałe, archaiczne i dyskryminujące magiczne mniejszości. Proponuję, żeby je wszystkie natychmiast unieważnić – upuściła dokumenty na blat przed Kingsley'em. Upadły z hukiem.

Zgodnie z jej przewidywaniami, rozpoczęła się gorąca dyskusja. Ona, na szczęście, była przygotowana na kontrowanie wszystkich argumentów, które rzucano w jej stronę.

- Nie wolno nam zawłaszczać jezior, w których żyją trytony. One zawsze tam mieszkały i nigdy nie wynajmowały jezior od czarodziejów – powiedziała, wywracając oczami. Kiedy ktoś podniósł temat potencjalnej utraty składników eliksirów, które znajdują się na terenach zajmowanych przez podwodny lud, również miała gotową odpowiedź. – Powinniśmy z nimi negocjować i zawrzeć sojusz. Traktować ich z szacunkiem.

Dziesięć minut później potrząsała z rozdrażnieniem głową.

- W Zakazanym Lesie, na terenach Hogwartu, mieszka przyjazny nam olbrzym. Poza czasami wojny, w ogóle o nich nie słyszeliśmy. Dopóki zostawimy je w spokoju, one również nie będą nam zagrażać. Bez przesady!

Piętnaście minut minęło, zanim niebezpiecznie zmrużyła oczy.

- Poprawna nazwa to Stowarzyszenie W.E.S.Z!

Draco uśmiechnął się do niej z przekąsem i zaproponował, że w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami można utworzyć dodatkowy wydział, zajmujący się życiem i zdrowiem skrzatów domowych. Ten wydział byłby odpowiedzialny za stworzenie konwencji przeciwdziałającej stosowaniu przemocy wobec skrzatów.

- A czy ta nowa konwencja również będzie nosić bzdurną nazwę? – Zapytał Peneus Parkinson, krzyżując ramiona na piersi.

Draco wydął wargi.

- Nie pomyślałem jeszcze nad nazwą.

- Prawo Zgredka – zasugerował głośno Harry z galerii.

Drwiąca mina natychmiast znikła z twarzy Dracona. Dwaj młodzi mężczyźni spojrzeli na siebie i Ślizgon skinął głową z szacunkiem.

Mia uśmiechnęła się do Harry'ego.

W końcu dyskusja zeszła na wilkołaki.

Nawet większość czarodziejów, która nie popierała purystów krwi, była panicznie przerażona możliwością utraty kontroli nad tymi „stworzeniami". Mia jednak była niezwykle stanowcza i wiedziała, że nie pozwoli na wyrównanie długu życia Kingsley'a, jeśli ten temat nie zostanie poprawnie rozpatrzony i nie zostaną wprawione w ruch tryby biurokratycznej machiny.

- Nie wolno im nawet szukać pomocy medycznej! – Wytknęła komuś… Sama nie do końca wiedziała, komu… Kto zaczął się z nią kłócić.

- I jest ku temu doskonała przyczyna! Co by było, gdyby zainfekowali uzdrowicieli w placówkach medycznych?

- Błagam… Błagam – powiedziała napiętym tonem. – Powiedzcie mi, że rząd magicznego społeczeństwa, które kocham i szanuję, nie jest tak głupi, żeby nie rozumieć, w jaki sposób przenosi się lykantropia. Błagam, powiedzcie mi, że wy, dorośli czarodzieje i czarownice, nie wierzycie w legendy i historyjki, którymi pierwszoroczni straszą się nawzajem w Hogwarcie. Ja sama dotarłam do prawdy, kiedy byłam na trzecim roku!

Kiedy Mia zaczęła wątpić w ich inteligencję, większość członków Wizengamotu zamilkła. Pozwoliło jej to wyjaśnić, jak dokładnie działa infekowanie lykantropią, jaki wpływ ma ta choroba na ciało człowieka i jak genialnie działa Wywar Tojadowy.

- Chyba powinienem częściowo oddać tobie zaszczyty z jego stworzenia – zachichotał Damokles.

- Wystarczy mi, jeśli obniżysz koszty jego wytwarzania.

Zabini potrząsnęła głową.

- One są zbyt niebezpieczne. Przykro mi, Potter. Wiem, że twoje gryfońskie serce jest na odpowiednim miejscu – powiedziała, chociaż jej wyraz twarzy wcale nie był współczujący. – Ale nie powinny mieć wstępu do miejsc publicznych, szkół czy szpitali. Ty naprawdę potrafisz sobie coś takiego wyobrazić?

- Tak, potrafię. Prawdę mówiąc, chodziłam do szkoły z wilkołakiem. Podobnie, jak wielu z was – wskazała dłonią Elorę, Damoklesa i Adriana. – Dzieci części z was były nauczane przez wilkołaka i wyłącznie te lekcje pozwoliły im przeżyć w czasie wojny. I nikt nie wiedział o jego chorobie, ponieważ można było przy nim bezpiecznie przebywać poza jedną nocą w miesiącu.

Niektórzy wyglądali na zszokowanych, inni na zawstydzonych.

- A co z tą jedną nocą? – Ktoś zapytał. – Oni muszą podlegać kontroli. Nie można po prostu mieć nadziei, że ten plan wypali i nikt nikogo nie zabije.

- A czy nie z tego powodu powołany został Komitet Wsparcia Wilkołaków? – Zapytał z zaciekawieniem Artur. – To wydział wewnątrz Departamentu Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, który powinien pomagać wilkołakom w znajdowaniu bezpiecznej kryjówki na czas pełni księżyca.

Mia skinęła głową, wdzięczna, że ktoś poza nią miał do dodania coś pozytywnego.

- Dokładnie tak. Komitet powinien pomagać wilkołakom w poszukiwaniu normalnego zatrudnienia, pomocy medycznej oraz zapewniać szeroko rozumiane wsparcie. Ale z powodu legislacji, której autorką była Dolores Umbridge, a pomagało jej kilka innych osób – tu Mia zerknęła gniewnie na Knota. – Komitet całkowicie stracił swoje znaczenie. W tym momencie wilkołakom nie wolno udzielać pomocy medycznej. Nie wolno im pracować. W jaki sposób mają zapewnić sobie bezpieczne schronienie na czas pełni księżyca, co przełoży się na skuteczną obronę magicznego społeczeństwa przed lykantropią, jeśli nie stać ich ani na kupno domu, ani na comiesięczne dawki Wywaru Tojadowego? Jak możecie się spodziewać, że wilkołaki zaufają rządowi magicznej Brytanii, jeżeli ten rząd nie pozwala im na uzdrowienie zadanych sobie ran w kompetentnej klinice?

- Nie można im ufać – uciął stanowczo Parkinson. – Spójrzcie tylko na szkody, jakie wilkołaki wyrządziły podczas ostatniej wojny. Wielu zginęło, w większości dzieci. A ty byś chciała, żebyśmy pozwolili im chodzić wolno po naszym świecie.

- Nie pozwoliłabym. Ale na pewno doprowadziłabym do tego, że lykantropia przestanie być tak szykanowana w naszym świecie. Opinia o tej chorobie jest tak samo archaiczna, jak idiotyczne teorie o czarodziejach urodzonych w rodzinach Mugoli. Ministerstwo Magii służy swoim obywatelom, więc służcie im wszystkim! Nie odrzucajcie wilkołaków za margines społeczeństwa. Pozbądźcie się Jednostki Chwytającej Wilkołaki i unieważnijcie prawo, które zabrania czarodziejom i czarownicom chorującym na lykantropię poszukiwania pomocy medycznej. Gdyby nie ogólne odrzucenie przez społeczeństwo, wilkołaki chętnie by się wpisywały do rejestru. Pomóżcie im.

Wielu przekonała swoim wystąpieniem, ale niektórzy nadal byli rozdarci uprzedzeniami i strachem.

- Regulacje muszą zostać – upierał się Flint. – Podobnie jak część kontroli i zabezpieczeń. Nawet jeżeli mówimy o chorobie, jak ją nazywasz, nie wpuścilibyśmy do Hogwartu osoby chorej na smoczą ospę czy groszopryszczkę bez przedsięwzięcia pewnych środków ostrożności.

- W takim razie spotkajcie się z wilkołakami. Pozwólcie im się zorganizować. W oryginalnym Kodeksie Postępowania Wilkołaków istnieje zapis, że przedstawicielowi wilkołaków przysługuje miejsce w Wizengamocie – Mia wyciągnęła z torby stary pergamin, na którym zaznaczono odpowiedni ustęp. Rzuciła go Kingsley'owi, który złapał go ze zrezygnowaną miną.

Knot prychnął głośno i przechylił głowę, aby spojrzeć na obecnego Ministra Magii, który gapił się bez słów na pergamin,

- Chyba się pani zapomina, panno Potter…

Mia rzuciła mężczyźnie mordercze spojrzenie.

- Lady Black dla pana, panie Knot.

Knot prawie się uniósł gniewem, ale z pewnym wysiłkiem pozostał na miejscu.

- Ostatnim wilkołakiem, który miał wpływ na swoich pobratymców był podejrzewany o przynależność do Śmierciożerców Fenrir Greyback. Potwór! Martwy potwór.

- Jest martwy, to prawda – Mia rzuciła pełen wdzięczności uśmiech Draconowi. – Ale nie był ostatnim wilkołakiem, który mógł przewodzić innym.

- O, kurwa – mruknął Remus, nadal siedząc na galerii. – Wiedziałem, że powinienem był dzisiaj zostać w domu.

- Remus Lupin jest nie tylko uznanym w środowisku wilkołaków Alfą, ale również wojownikiem, który podczas dwóch wojen walczył przeciwko Czarnemu Panu. Wielokrotnie kładł swoje życie na szali, szpiegując wilkołaki na polecenie osób, które w ogóle nie myślały o jego bezpieczeństwie. I zrobił to, przestrzegając wszystkich idiotycznych praw, które wyszły spod pióra Madam Umbridge. To on uczył Harry'ego Pottera, jak się pojedynkować. Mam wam przypomnieć, dlaczego tak ważne dla losów wojny było, aby Harry Potter wiedział, jak walczyć?

Parkinson, Flint i Knot spojrzeli na nią z nienawiścią.

- Dla jasności, mnie również uczył, jak się pojedynkować – powiedziała tonem podszytym groźbą. – Miejcie to na uwadze, w razie, gdyby ktoś chciał pomyśleć, w jaki sposób może obrazić mnie lub Remusa Lupina. Jestem pewna, że wymyślę, dlaczego takie zachowanie jest nielegalne i niezgodne z naszymi świętymi tradycjami. Dzisiaj już zniszczyłam jedną wiedźmę i nawet nie dostałam zadyszki.

Nikt nie obraził Remusa. Wszyscy natomiast się zgodzili, że całą pracę Dolores Umbridge należy zweryfikować i naprawić zło, jakie wyrządziła. Pod koniec kolejnej godziny, wilkołaki nabyły prawo, aby wchodzić do kliniki świętego Munga w celu uzyskania pomocy medycznej lub odwiedzin u członków swoich rodzin.

Nadal wiele trzeba było zrobić, ale tolerancyjnej, otwartej Wielkiej Brytanii – podobnie, jak Rzymu – nie zbudowano w jedną noc. Nawet Mia w kilka godzin nie mogła tak diametralnie odmienić losu wszystkich wilkołaków, mimo ogromnej politycznej przewagi i gróźb, które była gotowa spełnić.

W końcu, parkiet oddano Remusowi, któremu zaoferowano pracę jako łącznik z wilkołakami przy Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Sesja została zawieszona na czas obiadu i po kilkunastu minutach Mia znalazła się w mugolskiej restauracji, znajdującej się niedaleko oficjalnego wejścia do Ministerstwa, rezerwując stolik dla dziewięciu osób. Otaczali ją sami czarodzieje – jej Wataha, dwóch Weasley'ów, Damokles Belby, który bardzo chciał porozmawiać z Remusem o skutkach długotrwałego przyjmowania Wywaru Tojadowego, Draco oraz Teodor Nott. Ten ostatni zdecydował się na obiad w ich towarzystwie, ponieważ był bardzo ciekawy, co Mia ma do powiedzenia w sprawie Azkabanu oraz sposobów na odzyskanie swoich nieruchomości przez członków rodzin znanych Śmierciożerców.

- Sytuacja Dracona będzie zdecydowanie inna od pozostałych, ponieważ Voldemort uczynił z jego rezydencji swoją bazę. I chociaż to dość drastyczne posunięcie – Mia zmarszczyła brwi. – Istnieje bardzo prosty sposób na odzyskanie zajętej nieruchomości. Nie miałbyś nic przeciwko małżeństwu, Teo?

- Z tobą? – Zachichotał.

Draco warknął na przyjaciela.

- Co jest z tobą nie tak?

- Proszę o wybaczenie – powiedział, uśmiechając się do Syriusza, który właśnie obejmował Mię ramieniem, pokazując jej, że ma do niej pełne prawo. – Całe lato spędziłem we Włoszech, u Blaise'a. Udzieliła mi się jego osobowość. Nie mam nic przeciwko małżeństwu. Sugerujesz zaaranżowany związek?

Mia skinęła głową.

- W zależności od rytuału, który wiąże małżonków, a nad którym Ministerstwo nie ma żadnej kontroli, czarownicy włączonej do danej rodziny przysługują identyczne prawa, jak jej mężowi, włącznie z jego majątkiem. Jeżeli poślubiłbyś córkę kogoś, kto był przeciwny Śmierciożercom, Ministerstwo skazywałoby ją bezpodstawnie na tę samą karę, który ty niesłusznie odbywasz. To byłaby dla Ministerstwa wizerunkowa katastrofa. Wszystkie gazety by miały używanie.

Syriusz uśmiechnął się arogancko.

- A tak się składa, że mamy niezłe chody w mediach.

- To wszystko? – Zapytał zszokowany Teo. – Muszę tylko poślubić córkę kogoś, kto nie był Śmierciożercą i będę mógł przestać sypiać na kanapach w domach przyjaciół?

Draco uniósł brew.

- Nie przesadzasz? Który z twoich przyjaciół, poza mną, nie posiada rezydencji na tyle dużej, aby ulokować cię w osobnej komnacie, nie wspominając nawet o osobnym skrzydle?

Teodor machnął dłonią na przyjaciela.

- Mówię o metaforycznej kanapie.

Mia roześmiała się radośnie.

- Masz jakąś czarownicę na oku?

- Czyżbyś chciała mi kogoś zaproponować? – Uniósł brew.

- Popytam i zobaczę, czy nie da się dla ciebie czegoś zaaranżować. Chociaż, prawdę mówiąc, mam pewien pomysł. Powiedz mi, czy wiesz czym są nargle?

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Kiedy obrady Wizengamotu zostały wznowione, ci czarodzieje, którzy jeszcze mieli wątpliwości, kto im przewodzi, zostali szybko uświadomieni. Mia położyła przed Kingsley'em kolejny stos dokumentów. Minister Magii, Artur i Hyperion natychmiast dostrzegli na nich pieczęć Banku Gringotta.

- Kiedy zniknęłam w 1979 roku, zostałam szybko uznana za zmarłą. Jednakże przed moim zniknięciem, dałam Remusowi Lupinowi pełny dostęp do mojego skarbca i, zgodnie z moją ostatnią wolą, zostawiłam mu wszystko. Niedawno zostałam poinformowana, że kiedy mój brat, James Potter, chciał wykonać mój testament przed narodzinami swojego syna, aby nie doszło do problemów w dziedziczeniu, gobliny powiedziały mu, że wilkołaki nie mogą rościć sobie praw do skarbców należących do innych czarodziejów – uśmiechnęła się groźnie. – Mówiła o tym niewielka poprawka naniesiona na ustawę o regulacji skarbców i ich opodatkowaniu, napisana przez…

- Umbridge – jęknął Kingsley. – Czy gobliny zwróciły pieniądze?

- Tak, ale żądam odsetek. Te pieniądze miały zapewnić znośne życie mojemu spadkobiercy podczas wielu lat mojej nieobecności. Dziewiętnastu lat, jeśli mamy być dokładni. Utrata tych środków połączona z niemożliwością znalezienia pracy, co również jest skutkiem machinacji Dolores, doprowadziły do pewnych długoterminowych problemów, nad uniknięciem których ciężko pracowałam z goblinami. Dla porządku wspomnę, że gobliny nie są szczęśliwe wiedząc, że zostały wykorzystane przez wątpliwej reputacji czarownicę do zaszkodzenia innej grupie magicznych stworzeń – kontynuowała, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że zagrożenia ze strony narodu goblinów nie można potraktować lekko. – Na szczęście, znam kogoś, kto pracuje z goblinami i był w stanie wstawić się za czarodziejami i wilkołakami w celu… Rozumiecie chyba… Zapobieżenia kolejnej wojnie.

Hyperion westchnął.

- Domyślam się, że gobliny nie chcą zapłacić tych odsetek?

- Nie. Dlaczego mieliby to robić? Nie mają również chęci, aby pokryć inne żądania, jakich się domagam – powiedziała ostrożnie. – W związku z tym, że Dolores Umbridge jest na prostej drodze do Azkabanu, jestem ciekawa, co Wizengamot ma zamiar zrobić z jej skarbcami.

- Chcesz, żebyśmy przejęli jej skarbce? – Zawołał zaskoczony Knot.

- Dlaczego nie? Zostałyby przejęte w ramach odszkodowania. Czyż nie w celu wypłacenia odszkodowań Ministerstwo zajęło ruchomości i nieruchomości Śmierciożerców? Aby wypłacić świadczenia poszkodowanym w wojnie mieszkańcom całej magicznej Brytanii? Nie zamierzam żądać, aby cokolwiek ze skarbca Dolores zostało przekazane Remusowi, nie bądźcie śmieszni. Ale nalegam na przyznanie nam odszkodowania. A reszta jej pieniędzy może zostać przekazana Komitetowi Wsparcia Wilkołaków w celu zakupienia Wywaru Tojadowego dla tych wilkołaków, których na to nie stać.

Damokles Belby wstał ze swojego miejsca.

- To nie będzie konieczne. Zdecydowałem się udostępnić patent na Wywar Tojadowy kilku lokalnym Mistrzom Eliksirów, aby utrzymać jego cenę na jak najniższym poziomie. Chciałbym jednak powołać do istnienia program, dzięki któremu eliksir trafi również do najbiedniejszych członków społeczności wilkołaków. Środki, o których mówisz, mogłyby zostać wykorzystane do zakupu składników.

Mia uśmiechnęła się z wdzięcznością do swojego starego przyjaciela.

- Zapisz to w protokole – powiedział Kingsley do Percy'ego.

- Skoro jesteśmy przy temacie reparacji wojennych i nieruchomości Śmierciożerców – wstał Draco. – Jak prawdopodobnie wiecie, od dłuższego czasu wnioskuję o zwrócenie mi Dworu Malfoy'ów. Musiało jednak dojść do jakiegoś opóźnienia, ponieważ mój wniosek został wstrzymany.

Parkinson spojrzał z niechęcią na Dracona, do którego najwyraźniej żywił urazę za wycofanie się z zaręczyn z jego córką, Pansy.

- Dwór Malfoy'ów zostanie spieniężony, a środki pozyskane z jego sprzedaży zostaną przekazane jako odszkodowania ofiarom Lucjusza Malfoy'a, znanego Śmierciożercy.

- Martwego Śmierciożercy – poprawił go Draco. – A odszkodowania dla jego ofiar wypłacę osobiście, z własnego skarbca. Wydaje mi się, że Prorok Codzienny donosił o tym, tuż obok informacji o moich zaręczynach z panną Astorią Greengrass.

Młody Ślizgon rzucił triumfujący uśmieszek Parkinsonowi.

- Chociaż z drugiej strony… Pamiętam, że tamtego dnia było nieco zamieszania z mediami – zerknął na Mię, która roześmiała się szczerze. – Ministerstwo nie ma prawa, aby przetrzymywać mój dom w nieskończoność.

Parkinson wywrócił oczami, pochylił się w kierunku starszego Flinta i coś do niego wyszeptał.

- Panie Ministrze, moja matka i ja ciężko pracowaliśmy przez ostatnie kilka miesięcy, podczas których zdecydowaliśmy, co zrobić z Dworem Malfoy'ów, kiedy w końcu zostanie mi zwrócony. Przede wszystkim, budynek zostanie rozebrany, aby zrobić miejsce na kilka mniejszych konstrukcji. Na oczyszczonym terenie stanie mniejsza rezydencja dla mojej rodziny, to oczywiste, ale planujemy również budowę sierocińca dla dzieci, które w wyniku wojny straciły całe rodziny – opowiadał Draco, szczegółowo przedstawiając swój plan. – Właściwie, w jutrzejszym wydaniu Proroka Codziennego pojawi się artykuł dotyczący tej budowy. Udało mi się zdobyć dwie alternatywne kopie tego wydania.

Przekazał Kingsley'owi dwie gazety, z dwoma różnymi nagłówkami.

Pierwszy zachęcał optymistycznym tytułem.

MINISTERSTWO APROBUJE PROJEKT RODU MALFOY'ÓW! RUSZA BUDOWA SIEROCIŃCA!

Drugi nagłówek nie nastrajał tak dobrze.

SIEROTY BEZ DACHU NAD GŁOWĄ! CO SIĘ DZIEJE W MINISTERSTWIE MAGII?

Kingsley wpatrywał się w tytuły szeroko otwartymi, pełnymi zdziwienia oczami. Spojrzał na Mię, która tylko niewinnie się do niego uśmiechnęła.

- To śmieszne, Shaklebolt! – Knot ponownie podniósł się z miejsca. – Ta mała sz…

Mężczyzna urwał, kiedy zobaczył, jak uśmiech Mii zmienia się w drapieżne oczekiwanie na jego przejęzyczenie. Dziewczyna była widocznie zainteresowana drugą rundą pojedynkowania się.

- Ona próbuje manipulować całym Wizengamotem! To ona za tym wszystkim stoi! Za chwilę zacznie żądać pieniędzy dla siebie!

- Skoro już pan o tym wspomniał, panie Knot – wtrąciła się. – Byłam ofiarą Bellatrix Lestrange. Jestem ciekawa, co stało się z jej skarbcami.

Kingsley ujął grzbiet nosa w dwa palce.

- Mogłabym złożyć oficjalny wniosek o odszkodowanie.

- Mia… Panno Potter, ma pani własny skarbiec oraz spadek po rodzie Potterów, który jest jedną z najbogatszych rodzin w magicznej Wielkiej Brytanii. Trzecią najbogatszą, jeśli mnie pamięć nie myli – powiedział Kingsley i zerknął na Dracona, który stał wyprężony jako głowa najbogatszej rodziny na wyspach. – Niedługo wżeni się pani w drugi najbogatszy ród.

Minister Magii spojrzał na Syriusza, który siedział na galerii i uśmiechał się uprzejmie. Stopy, obute w smoczą skórę, opierał na pustym krześle poniżej swojego miejsca.

Kingsley westchnął i porzucił wszelkie tytuły i pozory.

- Mia, co masz zamiar zrobić z pieniędzmi ze skarbca Lestrange?

- To naprawdę nie jest niczyj interes, poza moim. Zostałam zaatakowana, byłam torturowana. Jestem ofiarą tej wojny – powiedziała wyraźnie. – A może Ministerstwo ma inne plany dla skarbca Lestrange'ów? Ufundujecie podwyżki dla pracowników? A może premie dla członków Wizengamotu?

Niektórzy członkowie zgromadzenia odwrócili spojrzenia.

Spodziewałam się tego, pomyślała.

- Skoro rozmawiamy o reparacja wojennych i odszkodowaniach, ja również mam pewne sugestie.

Wszyscy skupili swoją uwagę na Syriuszu Blacku.

Kingsley jako jedyny patrzył na Mię i Draconie, którzy wcale nie wyglądali na zaskoczonych słowami Syriusza. Gdyby Mia nie powołała się na dług życia, zakończyłby tę sesję w tym momencie, głównie po to, aby całą trójkę sprać. Ponieważ jednak sytuacja wyglądała tak, a nie inaczej, musiał ciągnąć przedstawienie tak długo, jak żądała tego Mia.

- Ile, według szanownego zgromadzenia, warte jest dwanaście lat spędzonych w Azkabanie? – Zapytał Black.

Parkinson obnażył zęby w grymasie.

- A kto miałby zapłacić te reparacje, panie Black?

- Lordzie Black – poprawił Syriusz.

Draco i Teo zachichotali do siebie, jak para trzecioklasistów na treningu Quidditcha, którzy wpadali w dobry humor za każdym razem, kiedy ich kapitan powiedział kurwa.

- Jeśli chodzi o osobę, która by mi zapłaciła to, co mi się należy – Syriusz zdecydował się odpowiedzieć na pytanie Parkinsona ze zmrużonymi z gniewu oczami. – A mi się należy… Podejrzewam, że powinien zapłacić mi dyrektor Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, który był odpowiedzialny za zesłanie mnie do Azkabanu bez procesu.

- Wszyscy wiedzą, że Bartemiusz Crouch jest martwy. Zabił go jego własny syn – powiedział Parkinson, po czym rzucił nienawistne spojrzenie Draconowi, potępiając ojcobójstwo. Jasnowłosy Ślizgon nawet nie drgnął, nie przejmując się milczącym oskarżeniem.

- Co stało się ze skarbcami rodziny Crouchów? – Zapytała Mia.

- Zostały wciągnięte na listę aktywów Ministerstwa Magii – odpowiedział Percy, przeglądając swoje notatki.

- W takim razie reparacje wojenne powinny zostać pokryte przez Ministerstwo – stwierdziła, ignorując krzyki wokół niej. – Chyba, że Wizengamot chciałby złożyć winę za nielegalne zesłanie mojego narzeczonego na dwanaście lat do najgorszego więzienia na świecie na kogoś innego? Czyż nie było tak, że w skazanie Syriusza były zaangażowane dwa departamenty?

Korneliusz Knot pozieleniał na twarzy, a kiedy jego najbliżsi sojusznicy z Wizengamotu spojrzeli na niego oskarżycielsko, pobladł. Członkowie zgromadzenia chcieli go spisać na straty z powodu pieniędzy. Dużej sumy pieniędzy.

- Ja… Ja… - Knot nie potrafił znaleźć słów. – To szaleństwo! Shaklebolt, nie myśl, że społeczeństwo o tym nie usłyszy! Dowiedzą się, że ich Ministrem Magii manipulują chciwe, łase na pieniądze dzieci! Może konieczne będą kolejne wybory!

Kilka osób się z nim zgodziło.

Mia szybko położyła kres jego słowom.

- Jeżeli pan w ten sposób o tym mówi, panie Knot, mam wrażenie, że nie jestem tu mile widziana.

- Dokładnie! – Knot stanowczo skinął głową.

- Syriuszu, Harry, co byście powiedzieli na przeprowadzkę do Francji? – Zapytała dwóch najbliższych sobie mężczyzn. – Wygląda na to, że nie jesteśmy mile widziani w Wielkiej Brytanii. Może powinniśmy zamknąć nasze skarbce i się stąd wynieść.

Kilkoro członków Wizengamotu zaczęło się nieśmiało wiercić na swoich siedzeniach. Oni już rozumieli, co planowała Mia.

- Draco, może do nas dołączysz, skoro według tego szanownego zgromadzenia jesteś tylko synem lojalnego Śmierciożercy albo chłopcem na posyłki? – Uprzejmy uśmiech, który posłała kuzynowi poszerzył się, kiedy młody mężczyzna wstał i sięgnął po pelerynę, gotów wyjść z sali obrad. Mia jednak jeszcze nie skończyła. – Jestem ciekawa, jak zareaguje naród goblinów, kiedy opróżnimy skarbce Blacków, Potterów i Malfoy'ów. Czyż nie tworzą one większości aktywów w banku Gringotta? Jak sądzicie, jaki wpływ miałoby to na ekonomię magicznej Brytanii?

Knot natychmiast spotkał się z wściekłością wszystkich członków Wizengamotu.

Voldemort chciał odebrać im ich godność, panować nad ich życiami, rządzić ich prawami i zdeptać ich wolność.

Mia zagroziła, że zabierze ich pieniądze.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Zysk jest słodki, nawet jeśli pochodzi z podstępu – powiedziała do Remusa, kiedy wracali siecią Fiuu do domu. Każde z nich niosło stos dokumentów do przejrzenia. Zawierały one ustawy i legislacje zaproponowane przez nich samych i innych członków Wizengamotu. Były tam również propozycje praw, które należałoby unieważnić lub zmienić.

Remu roześmiał się, choć nie tak głośno, jak wtedy, gdy Syriusz wybuchł śmiechem na środku komnaty posiedzeń Wizengamotu. Peneus Parkinson zapytał bardzo bezpośrednio, czy Mia wzięła wszystkich sędziów za zakładników.

- Oczywiście, że nie. Ale kupuję was za wasze własne pieniądze, dodatkowo żądając odsetek – odpowiedziała.

Zrobiła z siebie cel, ale ponieważ Śmierciożercy byli albo martwi, albo siedzieli w Azkabanie, nikt nie chciał zaatakować młodej kobiety, która miała bardzo silne powiązania z trzema najsilniejszymi, najbogatszymi rodzinami Wielkiej Brytanii. Nikt nawet nie wspominał o tym, że ta kobieta miała w planach wyjść za człowieka, który miał opinię szaleńca, była siostrą Wybranego Chłopca-Który-Przeżył i jakimś cudem trzymała na smyczy Śmierciożercę Malfoy'a.

Kiedy Kingsley naskoczył na nią po zakończeniu sesji Wizengamotu – po tym, jak pozwoliła na jej zakończenie – zapytał ją przede wszystkim, o czym sobie myślała, prowokując sędziów.

Mia uśmiechnęła się i podziękowała za wszystko, co dla niej tego dnia zrobił.

- Pomogę ci odbudować Ministerstwo Magii, Kingsley. Odbudujemy całe społeczeństwo. Od teraz ja będę tą złą osobą, której należy się bać. Ty będziesz tym dobrym Ministrem Magii, który pozwoli im zatrzymać bogactwa, bo od czasu do czasu będziesz uchwalał moje prawa dotyczące magicznych stworzeń, archaicznych legislacji czy sprawiedliwych procesów. I nie grymaś. Porobią ci się od tego zmarszczki.