Od tłumaczki: Koniec jest coraz bliżej. Powoli zamykamy wszystkie wątki. Miłego czytania i do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

ROZDZIAŁ 149 – LISTY W CZERWIENI

14 luty 1999

Mimo tego, że Mia pragnęła jak najszybciej uwolnić się od rezydencji przy Grimmauld, przeprowadzka posuwała się niezwykle wolno. Musieli się upewnić, że każdy przedmiot wynoszony z Dworu Blacków nie jest przeklęty ani nie posiada jakichkolwiek pozostałości po czarnej magii. Ponadto, kiedy już osiądą w Dworze Potterów, muszą upewnić się, że nikt przypadkowo nie natknie się na opuszczony dwór w Londynie. Remus, Syriusz i Bill Weasley pracowali ciężko nad postawieniem bardzo silnych zaklęć odpychających Mugoli i zapewnieniem budynkowi bezpieczeństwa. Kiedy skończyli, lokalizacja miejsca, które prawie zniszczyło Syriuszowi życie była znana tylko jemu – i przyrzekł, że zabierze ją ze sobą do grobu.

Portret Walburgi został w piwnicy.

Kiedy nadeszły Walentynki, Harry był przygotowany na spędzenie ich w samotności. Pogoda była paskudna, a dodatkowo Hogsmeade nadal podnosiło się z kolan po ostatnim ataku Śmierciożerców. Oznaczało to, że uczniowie Hogwartu musieli pozostać na zamku na czas święta zakochanych i Harry nie będzie miał możliwości, żeby zobaczyć się z Ginny. Draco również został pozbawiony okazji spotkania się z Astorią, ale ponieważ był przygotowany na tę możliwość, nie dotknęło go to tak bardzo, jak Harry'ego.

W związku z samotnością chłopców i biorąc pod uwagę swoją własną nienawiść do tego święta, Mia zdecydowała się na wydanie niewielkiego przyjęcia w Dworze Potterów. Zaprosiła wszystkich znajomych na wczesny obiad, co dawało im czas na pojawienie się u niej i późniejsze wyjście ze swoimi drugimi połówkami. Stwierdziła, że ani ona, ani Syriusz nie mają planów związanych z Walentynkami i bardzo chętnie pomogą Harry'emu w opiece nad Teddym, co dawało Remusowi i Tonks wolny wieczór.

W przeciwieństwie do Nory, Dwór Potterów był ogromny i mógł pomieścić sporą liczbę gości. Otwarta została przestrzenna jadalnia, a Tilly z radością przyjęła informację o wydaniu uczty. Kiedy zaś przybyła Molly i natychmiast skierowała się do kuchni, wszyscy mogli usłyszeć jej kłótnię ze skrzatką domową na temat odpowiedniej temperatury pieczenia tarty melasowej.

Roześmiana Mia wniosła do salonu kilka butelek wina i podała je Syriuszowi, który mruknął z aprobatą i rozdał je gościom.

Pociągnął ją, aż w końcu upadła na jego kolana. Wywróciła oczami, kiedy ciasno oplótł ją ramionami. Wyglądał na zadowolonego, ponieważ zdecydowała się pozostać na tym miejscu, kiedy pili wino i jedli to, co na stół stawiały Molly i Tilly – o ile czarownica i skrzatka domowa doszły do porozumienia.

Mia uśmiechnęła się i lekko pocałowała Syriusza, ignorując zabawne miny Freda i George'a, którzy siedzieli tuż obok nich. Kiedy oderwała się od narzeczonego, zerknęła na Harry'ego, który zajął miejsce po ich drugiej stronie i wyglądał na zaniepokojonego.

- Wszystko w porządku?

Harry tylko pokiwał głową i napił się ze swojej szklaneczki pełnej whisky. W jednym łyku zniknęła połowa jej zawartości.

To nie jest dobry znak, pomyślała.

Nie miała jednak czasu, żeby się nad tym dłużej zastanawiać, bo jej uwagę przykuł Teddy, który właśnie się rozpłakał. Chłopiec siedział po drugiej stronie stołu, między swoimi rodzicami i dławił się łzami, bo Tonks nie pozwoliła mu napić się wina. Teddy w odpowiedzi wyciągnął dłonie do Mii, a po jego pulchnych policzkach spływały ogromne krople.

- Mi! Mi! Mi!

Sok, Mia poruszyła wargami, ale nie powiedziała nic na głos. Remus westchnął i machnął różdżką nad kieliszkiem żony, zmieniając pyszne wino w zwykły sok winogronowy. Następnie zerknął ponownie na przyjaciółkę wzrokiem pełnym oddania, a Mia tylko mrugnęła do niego zawadiacko. Tonks w tym czasie podniosła kieliszek do ust syna, który napił się z niezwykle zadowoloną miną.

Artur siedział obok Harry'ego i plotkował z Billem o najnowszym rozwoju sytuacji w Ministerstwie i w banku Gringotta. Fleur opierała się wygodnie o oparcie swojego fotela, patrząc z obrzydzeniem na wodę w swoim kieliszku. Od czasu do czasu zerkała na swój ogromny, ciężarny brzuch, a następnie na swojego męża. Wyglądała, jakby toczyła ze sobą walkę, zastanawiając się, czy może sobie pozwolić na łyczek whisky z jego szklanki.

Na jednym krańcu stołu zebrali się Ślizgoni. Narcyza i Laurel chichotały, przeglądając plany wesela Dracona i Astorii. Mimo, że to tego wielkiego dnia pozostał rok, plany były już dość sprecyzowane – wybrana została zastawa stołowa, zarówno porcelana srebrzona na brzegach, jak i kryształowe kieliszki. Przyszły pan młody z rozgorączkowaniem, chociaż jednocześnie z zachowaniem najwyższego szacunku, dyskutował ze swoim przyszłym teściem o pozwoleniach, jakie trzeba uzyskać, aby móc wykorzystać Szatańską Pożogę do zrównania Dworu Malfoy'ów z ziemią. Zastanawiali się, czy trzeba zatrudnić do tego specjalistę i który Mistrz Eliksirów byłby najbardziej wdzięczny za jaja popiołka, które pozostaną po wygaszeniu płomieni.

Na drugim krańcu stołu siedział Fred, który szeptał coś do ucha Syriuszowi. To nigdy nie był dobry znak.

- Pytanie brzmi, czy można je wyśledzić?

- W końcu będzie można – odparł cicho Black, rzucając krótkie spojrzenie obecnym w komnacie członkom Wizengamotu. – Nie sądzę, że powinniście sprzedawać je w sklepie, chłopcy. Zawsze upierała się, że żartuje, ale nie jestem pewien, czy przypadkiem nie mówiła prawdy, kiedy twierdziła, że jednym nakarmiła wielką kałamarnicę.

No, świetnie, jęknęła w duchu Mia. Ostatnim, czego potrzebowała było zdradzenie bliźniakom swojego pomysłu na Tele-Świstokliki.

George uśmiechnął się szeroko.

- Genialne!

Fred rozpromienił się, patrząc na nią.

- Kocham tę wiedźmę!

- Oczywiście, jak siostrę – dodał George.

- Chyba, że…

Mia zagroziła Fredowi palcem.

- Nie wolno ze mną flirtować w obecności Syriusza.

George mrugnął do niej.

- To znaczy, że możemy z tobą flirtować na osobności?

- Chłopcy, nie poradzilibyście sobie ze mną.

- Jesteś pewna, Miona? – Fred uniósł kilka razy brwi w oczywistym geście. Zerknął przy okazji na Syriusza, żeby ocenić, w jakim był humorze. Wyglądało na to, że zachowanie bliźniaków go bawi. – Może ty nie poradziłabyś sobie z nami.

- Podwójna przyjemność – powiedział George.

- Podwójna zabawa.

Mia rzuciła im taki uśmiech, jakim potraktowałaby maleńkie kuguchary, które dopiero uczą się chodzić.

- Jesteście uroczy – powiedziała, zachichotała i odwróciła od nich wzrok, zauważając, że ich trochę zaskoczyła. Sięgnęła po kieliszek i upiła z niego nieco wina. Spojrzała na drzwi wiodące do kuchni i zaczęła się zastanawiać, czy Tilly wyprowadziła już Molly z równowagi. – Arturze, jakie plany macie na walentynkowy wieczór?

Na początku Artur miał ogromny problem, aby przestać myśleć o niej jako o Hermionie Granger, najlepszej przyjaciółce swoich najmłodszych dzieci, ale po kilku spotkaniach Mia przypomniała mu, z kim dokładnie rozmawiał.

On również uniósł kilka razy brwi w sugestywnym geście i zachichotał.

- Wszystkie dzieci są poza domem. Jak myślisz, jakie możemy mieć plany?

- Arturze! – Zawołała Molly z kuchni.

Mężczyzna podskoczył na swoim miejscu i zerknął w stronę, z której dobiegało wołanie. Wyglądał, jakby właśnie ktoś go złajał. Podniósł głos i kontynuował niewinnym tonem.

- Czeka nas cicha noc, tak myślę! Wcześnie pójdziemy do łóżka. Może coś poczytamy. Słucham, kochanie?

Molly weszła do jadalni, patrząc podejrzliwie na męża.

- Możesz mi pomóc z tymi półmiskami?

Artur chciał wstać.

- Tilly sobie poradzi! – Skrzatka przemknęła obok czarownicy. Położyła dłonie na biodrach i patrzyła na Molly zmrużonymi oczami.

- Dziękuję, Tilly, ale dajemy sobie radę – odpowiedziała Molly sztywno i zawróciła do kuchni, a Tilly i Artur za nią podążyli.

Mia zachichotała. Zastanawiała się w duchu, jak dużo czasu upłynie, zanim jej skrzatka domowa całkowicie straci cierpliwość i ugryzie Molly.

- A co z tobą, Fleur? Bill nie zabiera cię na tańce?

- Na tych stopach? – Fleur roześmiała się i zaczęła masować swoje kostki. Lekko klepnęła Billa po dłoniach, kiedy próbował jej pomóc. – Chyba nie! Jestem rozmiaru smoka.

Wszystkie kobiety, łącznie z Fleur, zaśmiały się cicho.

- Wcale nie jesteś – Bill wywrócił oczami na tak dramatyczne wyznanie.

- Nie? - Spojrzała na niego gniewnie, a mężczyzna odsunął się od swojej żony, uciekając przed jej nagromadzonymi złożami gniewu. – Walczyłam ze smokiem podczas Turnieju Trójmagicznego. Czy ty widziałeś kiedyś smoka z bliska?

Bill odetchnął spokojnie, a kiedy się ponownie odezwał, mówił łagodnym, miękkim tonem.

- Nie chcę się z tobą kłócić na ten temat, kochanie. Po prostu uważam, że jesteś piękna.

- Tak, ja… Przecież o tym wiem! – Warknęła i szybko wypiła połowę zawartości swojego kieliszka. Krzyknęła cicho, kiedy niewielka ilość przypadkowo uwolnionej magii roztrzaskała kryształ w jej dłoniach. Westchnęła z frustracją i pozwoliła Billowi posprzątać i naprawić kieliszek. Zerknęła przepraszająco na Mię i Syriusza. – Wybaczcie. Hormony.

Molly wróciła do jadalni, nie niosąc niczego w dłoniach. Wyglądała na przygnębioną tym faktem. Z kolei bardzo zadowolona z siebie Tilly szła za nią i Arturem, lewitując do stołu cały zestaw półmisków.

- Wszystko w porządku, moja droga – powiedziała Molly, najpierw kładąc dłoń na ramieniu swojej synowej, a następnie zajmując miejsce obok niej.

- „Wszystko w porządku", mówisz – wymamrotał Bill. – Spróbuj z nią zamieszkać pod jednym dachem…

Molly i Fleur posłały Billowi mordercze spojrzenia – najwyraźniej usłyszały jego ciche słowa.

- To całkowicie normalne zachowanie – stwierdziła stanowczo Molly. – Podejrzewam, że sama byłam nieco nieprzyjemna podczas moich sześciu ciąż.

Artur – mądry człowiek – natychmiast przecząco potrząsnął głową.

- Nie zgadzam się, kochanie. Przy każdej ciąży byłaś czarująca.

- Wszystkie czarownice są czarujące, kiedy są w ciąży – dodał Hyperion i wzniósł kieliszek w powietrze, łącząc się emocjonalnie z pozostałymi ojcami obecnymi w komnacie.

Laurel prychnęła.

- Jak na Ślizgona, jesteś gównianym kłamcą.

- Tonks nie była zła – przyznał szczerze Remus, kołysząc w ramionach Teddy'ego. Uśmiechnął się szeroko, kiedy włosy jego syna przybrały piaskowy kolor. Tylko zakończenia pozostały turkusowe, co jednoznacznie wskazywało, że zbliżał się czas drzemki i chłopiec walczył ze snem.

Tonks zaśmiała się pod nosem.

- Bo ty byłeś rozchwiany emocjonalnie. Pomyślałby ktoś, że reagujesz na moje hormony.

Remus wzniósł oczy ku niebu, niemo protestując przeciwko temu stwierdzeniu.

- Lily była pieprzonym potworem. Miała sześć par oczu, pluła jadem i kopała po jajach. Nienawidziła wtedy nas wszystkich – ogłosił Syriusz.

- Przypominam, że mówisz o mojej mamie – Harry spojrzał na swojego ojca chrzestnego groźnie, ale w jego oczach czaił się śmiech.

- No, tak. Twoja mama była potworem, kiedy chodziła z tobą w ciąży. A wiesz, skąd ja to wiem? Bo mam bliznę, która mi o tym przypomina – powiedział Syriusz i odchylił lekko głowę. Tuż pod linią jego podbródka zalśniła niewielka różowa blizna.

- Jak to się stało? – Zapytał zszokowany Harry.

- Zaatakowała mnie, to chyba jasne. Zapytałem ją, czy spoza ogromnego brzucha widzi swoje stopy, a ona rzuciła na mnie Urok Potknięcia. Kiedy upadłem, rozbiłem podbródek o kuchenną ladę.

Mia roześmiała się głośno, słysząc o kolejnej niezapomnianej przygodzie swojego narzeczonego. Miała nadzieję, że nie będzie źle o niej myślał, jeśli kiedyś poprosi, żeby pokazał jej to wspomnienie.

- Ty się łatwo wywinąłeś – dodał uśmiechnięty Remus. – Kiedy rodziła, stałeś u nóg łóżka. Ja i James trzymaliśmy jej dłonie. A uścisk Lily był tak silny, że nawet ja byłem we łzach. To coś mówi o sile tej wiedźmy.

- Czy wszystkie czarownice… - Zaczął niepewnie Harry. – Wariują, kiedy zachodzą w ciążę?

Syriusz i Remus śmiali się najgłośniej, wybudzając Teddy'ego z jego lekkiej drzemki.

Mia posłała siostrzeńcowi diabelskie spojrzenie.

- Nie musimy być w ciąży, żeby znaleźć powód rzucenia uroku na jakiegoś czarodzieja.

Wszyscy zachichotali na te słowa i zgodnie stwierdzili, że czas zająć się pysznym posiłkiem, który przygotowały dumna z siebie Tilly i nieco mniej zadowolona Molly.

- Tak – odetchnął Artur, kiedy ze stołu zniknął ostatni kawałek melasowej tarty. – Wiem, że zgodziliśmy się nie rozmawiać o Walentynkach, ale przyniosłem coś dla mojej Molly.

Uśmiechnął się do żony, wyciągnął z kieszeni szaty zwiniętą rolkę pergaminu i machnął nad nią różdżką, zmieniając papier w bukiet przepięknych, różnokolorowych tulipanów.

- Arturze! Są prześliczne!

- Nie chcę przebijać tej uroczej pary – wtrącił się Hyperion, sięgając do kieszeni. Siedząca obok niego Laurel wyprostowała się, ale nie mogła się powstrzymać od niecierpliwego przebierania nogami. – Ja również przyniosłem coś dla mojej słodkiej żony.

Zanim Ślizgon miał okazję pokazać swój prezent, Laurel wyrwała pudełko z rąk męża i szybko je otworzyła, ukazując zgromadzonym parę szmaragdowych kolczyków. Uśmiechnęła się na ich widok i uniosła je w taki sposób, aby przez moment lśniły tuż obok jej szmaragdowego naszyjnika. Uśmiechnęła się i pocałowała Hyperiona w policzek.

- Niedługo będę miała cały komplet – powiedziała i pomachała mu przed nosem nieprzyozdobionym nadgarstkiem.

Hyperion potrząsnął głową, widząc taką bezczelność, ale też się uśmiechał. Kiedy nikt poza Mią na niego nie patrzył, mrugnął porozumiewawczo do przyjaciółki swojej żony.

- Zaczekajcie – parsknął Harry. – Ilu z was przyniosło prezenty z okazji Walentynek?

Po kolei w powietrze uniosły się wszystkie dłonie poza rękoma bliźniaków. Harry wydął wargi, ale machnął lekceważąco głową.

- Niech wam będzie, kontynuujcie.

Mia sięgnęła przed siebie i położyła palec na wydętych wargach swojego siostrzeńca. Harry spojrzał na nią nieprzyjaźnie, na co ona się tylko głośno roześmiała.

Bill dał Fleur przepiękny srebrny łańcuszek wykonany przez Naród Goblinów. Wplecione były w niego zaklęcia ochronne i antykradzieżowe. Remus przygotował dla Dory i Andromedy domowej roboty ciasteczka, które ewidentnie dekorował Teddy. Obie czarownice były zachwycone prezentem. Ponieważ Astorii nie było w jej gronie i Draco nie mógł obsypać jej klejnotami, ofiarował Narcyzie elegancką, diamentową broszkę, która natychmiast przypadła kobiecie do gustu. Ślizgonka rozpromieniła się i ucałowała policzek syna.

Mia zerknęła na Syriusza.

- A gdzie jest mój prezent?

Syriusz odwzajemnił się zdumionym spojrzeniem.

- Co, twoje?

- Mój prezent, ty dupku! Wiem, że mi coś kupiłeś.

- Na Walentynki? – Wyglądał na niemile zaskoczonego jej sugestią. – Nie śmiałbym!

- Wyskakuj z prezentu!

Syriusz uśmiechnął się kącikiem warg i wstał. Wyszedł do przylegającej komnaty, z której po chwili wrócił, niosąc ogromne, płaskie pudło, przewiązane jeszcze większą, przesadnie czerwoną kokardą. Skierował się w stronę Mii, ale w połowie drogi zatrzymał się i położył paczkę przed Remusem, który wywrócił oczami.

- Luniaczku, moja miłości – zaczął Black przesadnie głośno. – Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek.

Mia zachichotała, ale poza nią, Remusem, Syriuszem i Tonks wszyscy patrzyli na tę scenę z mieszanymi uczuciami.

- Nie musiałeś – odpowiedział sarkastycznie Remus, ale otworzył pudło i wyciągnął z niego dwie czekoladki. Jedną natychmiast włożył sobie do ust, a drugą podał żonie.

Syriusz ponownie dołączył do Mii i otrzymał gorącego całusa za wysiłek włożony w przygotowanie swojego prezentu.

- Nie, żebyśmy się źle bawili – powiedział Fred, wstając od stołu równocześnie z Georgem. – Ale musimy wracać do siebie. Katie i Angelina mają wpaść do nas wieczorem i powinniśmy przygotować kolację.

- Dokładnie – rzucił George, elegancko wycierając serwetką kącik ust. – Czy ktoś chce nas nauczyć, jak się gotuje?

Fred ukłonił się z rewerencją przed Syriuszem i Mią, dziękując za zaproszenie na wspaniały obiad. George, ku zaskoczeniu skrzatki, pochylił się nad dłonią Tilly i złożył na niej krótki pocałunek. Następnie bliźniaki uciekli w kierunku kominka, zanim Tilly mogła ich dogonić i wbić im do głów nieco rozumu.

- Chłopcy, czy wy wysłaliście coś swoim czarownicom do Hogwartu? – Zapytała Mia, patrząc na Dracona i Harry'ego.

- Za kogo mnie bierzesz, Potter? Oczywiście, że wysłałem coś do Hogwartu. Szafirową bransoletkę, której cała szkoła będzie zazdrościć Astorii – uśmiechnął się z dumą Draco. Narcyza, Laurel i Hyperion spojrzeli na niego z aprobatą.

- Harry, a co ty wysłałeś Ginny? – Dopytywała Mia.

Chłopak zmarszczył brwi. Jasnym było, że nie wysłał swojej dziewczynie szafirowej bransoletki.

- Ja… Smar do polerowania miotły?

Nikt nie odpowiedział na te słowa, ale Mia ponownie wyciągnęła rękę w kierunku chłopaka i z uczuciem przeczesała jego włosy.

Kiedy cisza stała się trudna do zniesienia, Harry odepchnął dłoń Mii i głośno odkaszlnął. Wstał i sięgnął do kieszeni swojej szaty, z której wyciągnął kremową kopertę, zapisaną czerwonym atramentem. Podał ją Arturowi, który patrzył na nią z zaciekawieniem, jakby pierwszy raz w życiu widział coś takiego na oczy.

- Ale… Skoro jesteśmy przy temacie Ginny… Panie Weasley, pani Weasley… To… Dla was.

- Co to jest, synu? – Zapytał Artur, łamiąc jednocześnie pieczęć i wyciągając z koperty elegancki pergamin.

Fleur usiadła prosto i oparła się o Billa, przyglądając w napięciu kopercie i pergaminowi.

- Czy to…?

Bill roześmiał się, potrząsnął głową i sięgnął po whisky.

- To będzie dobre.

Artur zmarszczył brwi, przyglądając się temu, co było napisane na pergaminie.

- Synu, czy to jest to, o czym myślę?

- List… - Szepnęła Molly, odczytując słowa Harry'ego. Kiedy nagle ją olśniło, krzyknęła z zachwytu. Skoczyła na równe nogi i przytuliła chłopaka, obsypując jego policzki lekkimi pocałunkami. – Słodki, kochany chłopcze!

Artur uśmiechnął się, widząc zachowanie żony. List w jego dłoni zaskoczył go. Nie spodziewał się czegoś takiego po czarodzieju pół-krwi, wychowanym w rodzinie Mugoli.

- Syriuszu, ty go do tego namówiłeś? To bardzo stary zwyczaj.

Mia uśmiechnęła się radośnie.

- Syriusz dał List Intencyjny Harry'emu, kiedy poprosił o moją rękę.

Artur skinął głową.

- Harry, to bardzo uprzejme z twojej strony, pytać nas o pozwolenie…

- Oczywiście, zgadzamy się – wykrzyknęła Molly i postąpiła o krok do tyłu, bo Artur pociągnął ją lekko za suknię. – Masz nasze pozwolenie, aby starać się o Ginny i ją poślubić. Oczywiście, rozumiemy, że już dawno rozpocząłeś proces starania się o nią i właściwie nie potrzebujesz naszej zgody, ale… Taki z ciebie uprzejmy młody człowiek.

Molly otarła łzy, które zbierały się w kącikach jej oczu.

Artur zgodził się z żoną.

- Skoro już to wyjaśniliśmy… - Arturowi z trudem przechodziły przez gardło kolejne słowa. – Zwykle, kiedy rodzice przyszłej panny młodej otrzymują List Intencyjny, ona również go dostaje. Pocztą, jeśli nie jest obecna podczas oficjalnego wręczenia.

- Błagam, powiedz mi, że wysłałeś drugi list do Ginny – powiedział Bill, uśmiechając się szeroko do Harry'ego. – Będę wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Harry wyglądał na urażonego.

- Oczywiście, że wysłałem list do Ginny. Nie poprosiłbym jej rodziców o jej rękę, gdybym jej o tym najpierw nie poinformował.

Bill zaczął szaleńczo chichotać.

- Ja pierdolę, co za bezcenna chwila!

- Sowa! – Krzyknął zachwycony Teddy, wskazując pulchnym paluszkiem okno, w którym pojawiły się dwie brązowe sowy. Jedna wylądowała przed Mią, natomiast druga, niosąca w pazurach czerwoną kopertę, upuściła swój pakunek przed zdrętwiałym Harrym Potterem.

- Czy to przypadkiem nie jest Wyjec? – Zapytał Draco. Mia nigdy wcześniej nie widziała, żeby wyglądał na tak zachwyconego.

- O, nie – Harry powoli sięgnął po kopertę.

Zdążył tylko dotknąć palcem Wyjca, a koperta otworzyła się i głos Ginny przetoczył się po komnacie.

- Drogi, cholerny Lordzie Harry Jamesie Potterze pochodzący z tych sławnych, cholernych Potterów! Urocza Lady Ginevra otrzymała twój wymyślny list dzisiejszego poranka. Podczas śniadania. Na środku Wielkiej Sali. Gdzie wszyscy mogli to zobaczyć…

Harry skrzywił się i ukrył twarz w dłoniach.

- Siedziała wtedy obok swojego brata, który natychmiast nadał Ci tytuł „Króla Dupków i Naczelnego Durnia". Zdecydował również, że w bliżej nieokreślonej przyszłości wyśle Ci pocztą łajnobombę, więc czuj się ostrzeżony. Ponadto, oprócz buraczanego na twarzy brata, Twoją Lady otaczały również irytujące dzierlatki, które zdecydowały się zapiszczeć na widok Twojego listu. Niestety, od ich pisku Ginevra ogłuchła. Skoro już to wyjaśniliśmy, Twoja wdzięczna miłość życia wysłała swoją odpowiedź do głowy Twojej rodziny.

Policzki Harry'ego były zaróżowione, kiedy uniósł głowę, gapiąc się na Billa, który śmiał się najmocniej.

- Mojej głowy…? – Zapytał zaskoczony Harry i przeniósł wzrok z Billa na Mię, która trzymała w dłoniach kremową kopertę zapisaną czerwonym atramentem.

- Jestem Ci niesamowicie wdzięczna za zainteresowanie, Lordzie Potter – ciągnął Wyjec głosem Ginny, przeciągając arogancko każdą samogłoskę. Na koniec jednak jej głos wrócił do normalności. – I wielkie dzięki za smar do polerowania. Mój się powoli kończył i Nimbus zachowywał się jak jedno wielkie gówno.

Zarówno Molly, jak i Fleur beształy Billa, zaś Mia patrzyła surowym wzrokiem na Syriusza, który z trudem zachowywał powagę. To w końcu jego chrześniak odważył się użyć starego zwyczaju czarodziejów czystej krwi na Ginny Weasley.

Harry jęknął, patrząc na list w dłoniach Mii.

- Co ona mówi?

- Wygląda na to, że Ginny zdecydowała się odpowiedzieć na twój List Intencyjny własnym listem. Właśnie poprosiła mnie o zgodę na związek z tobą.

Draco nie mógł się dłużej powstrzymać i wybuchł śmiechem.

Harry westchnął i uniósł ręce do góry w geście symbolizującym poddanie.

- Hermiono, sama powiedziałaś, że powinienem znać te wszystkie przesądy!

- Ale nigdy nie mówiłam, że masz ich używać na Ginny Weasley. Zgłupiałeś? Jestem zdumiona tym, że nie Aportowała się tutaj, żeby osobiście potraktować cię Upiorogackiem – Mia zachichotała i podała chłopakowi kremowy list. – Schowaj go dobrze. Biedny Harry!

- Sowa! – Krzyknął Teddy, a przez okno wleciał kolejny ptak. Tym razem skierował się ku Laurel i Hyperionowi.

- Co… Co to jest? – Syknął Ślizgon, otwierając list.

Laurel, nachylająca się nad ramieniem męża, aby przeczytać go równocześnie z nim, rozpromieniła się i zapiszczała z zachwytu.

- Wspaniale! Czas zacząć planować drugie wesele!

Molly zbladła.

- Słucham?!

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Bardzo możliwe, że wpływ na decyzję Greengrassów miał wybuch Molly, która wpadła w szał, kiedy dowiedziała się, że jej syn chciał wejść w związek ze Ślizgonką czystej krwi. Hyperion i Laurel bardzo szybko podpisali się pod zgodą na małżeństwo swojej córki z najmłodszym Weasley'em.

Molly lamentowała, zrozpaczona tym, że jej dzieci tak szybko dorosły i nie szukały już jej porady ani wsparcia. Reszta towarzystwa bardzo szybko zaczęła rozmawiać o ślubach i weselach. Draco słał w kierunku Mii nieprzyjazne spojrzenia, bo zdawał sobie sprawę z tego, że to ona jest winna temu, że w niedługim czasie będzie skoligacony ze swoim największym wrogiem.

Kilka godzin później goście ich opuścili i w Dworze Potterów zostali wyłącznie Mia, Syriusz, Harry i Teddy. Mia z uśmiechem obserwowała, jak jej najlepszy przyjaciel odnosi śpiącego brzdąca do swojego pokoju – będącego kiedyś pokojem Jamesa – i znika w ciemnościach. Spodziewała się, że jej żołądek zaraz się skręci z poczucia winy, kiedy tak patrzyła na Harry'ego z dzieckiem w objęciach. W takich chwilach, szczególnie, jeśli było ciemno, Mia myliła chłopaka z jego ojcem i jej emocje zaczynały brać nad nią górę. Jednakże po przeczytaniu listu od Lily, Mia poczuła, że tamten rozdział jej życia w końcu się zamknął i mogła przeżyć resztę razem z Syriuszem, Harrym, Remusem i jego rodziną.

- Maluchy są już w łóżkach? – Zapytał Syriusz, opierając się o framugę drzwi wiodących do jadalni, w której Mia siedziała wraz z dobrą książką w wygodnym fotelu.

Odpowiedziała uśmiechem, ale jednocześnie wywróciła oczami, słysząc jego dobór słów.

- Maluchy? Harry jest osiemnastoletnim mężczyzną.

Syriusz zachichotał.

- Mężczyzną?

- Myślisz, że będziemy się z tym dziwnie czuć? – Zapytała, nie protestując, kiedy narzeczony podniósł ją z jej fotela. Wyjął książkę z jej dłoni. – Dzieci nasze i Remusa będą dużo młodsze od Harry'ego. Nie powinno tak być.

- Uważam – wymruczał Syriusz, całując czubek jej nosa. – Że to nie ma znaczenia. Harry powinien był mieć przy sobie Jamesa i Lily, a zamiast nich dostał złamanego ojca chrzestnego, wykorzystanego wilkołaka i podróżującą w czasie wiedźmę. Powinien był mieć rodzeństwo, a dostał Weasley'a z drugiej ręki i podróżującą w czasie…

- Wiedźmę, tak. Już to mówiłeś – powiedziała Mia i roześmiała się cicho. Chyba nikt nie miał tak skomplikowanego życia, jak oni, a Syriusz właśnie podsumował je w dwóch zdaniach. – A gdzie teraz mnie zabierasz?

- Do łóżka.

- Syriuszu, nasza sypialnia jest w tamtą stronę – powiedziała, wskazując korytarz za szerokimi ramionami mężczyzny.

- Wiesz, kiedy powiedziałem, że zabieram cię do łóżka, chciałem w romantyczny sposób przekazać, że szukam miejsca, gdzie mógłbym cię przelecieć – mrugnął do niej.

- Moje oczy lśnią jak gwiazdy, kiedy słucham twoich słodkich słów.

Roześmiała się, kiedy uszczypnął ją w udo.

- To dla ciebie płonę. Weź mnie swoją laską, która wije się i zmienia w węża. Ja jestem krzewem – szepnęła do niego, lekko biorąc między zęby płatek jego ucha. – Płonę. Ale się nie spalam.

Syriusz uśmiechnął się, kiedy przenosił ją przez próg jej starej sypialni.

- Kotku – jego oczy pociemniały, źrenice były mocno rozszerzone. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że cytowanie mi poezji sprawia, że myślę o Lunatyku?

Mia odrzuciła głowę do tyłu i radośnie się zaśmiała.

- Skoro to cię nakręca, kochanie – zapiszczała, kiedy wbił palce w miękkie ciało pod jej żebrami. – Postaw mnie, ty kundlu! Zaczekaj! Gdzie idziemy?

- Zobaczyć twój walentynkowy prezent.

- Naprawdę mi coś kupiłeś?

- Kotku – Syriusz westchnął. – Ktoś musi ci to powiedzieć i chyba wypadło na mnie. Wiesz, że jeśli będę obdarowywał czekoladkami Remusa za każdym razem, kiedy to ciebie będę chciał obsypać prezentami, w końcu będziemy mieli na sumieniu bardzo grubego wilkołaka, prawda? I chociaż ten obraz jest niezwykle zabawny… Może rzeczywiście powinienem go nieco utuczyć, choćby po to, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądał… Musisz się pogodzić z tym, że czasami będę odczuwał nieprzepartą potrzebę, aby owinąć kokardką coś błyszczącego i podarować tobie.

Zmarszczyła brwi.

- Jak błyszczącego?

- Bardzo błyszczącego – wszedł do łazienki i ustawił Mię przed wanną, która jeszcze poprzedniego wieczora była biała i ceramiczna. Dzisiaj była błyszcząca, miedziana i miała nogi.

Mii opadła szczęka.

- Fred i George nadal ją mieli?

- Ja pierdolę, oczywiście, że nie. Ktoś wyrwał ją z podłogi całe lata temu – odpowiedział, robiąc kilka kroków po marmurowej podłodze. – Ktoś pokroju Dunga musiał splądrować apartament na długo przed tym, jak bliźniaki kupili kamienicę. Tę kupiłem w zeszłym tygodniu.

Mia powoli podeszła do wanny, która już była wypełniona gorącą wodą i bąbelkami. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy Syriusz podszedł do niej od tyłu i przycisnął swoją gorącą erekcję do jej pośladków. Pociągnął za jej bluzkę i odsłonił kremowe ramiona, na których odznaczały się wyłącznie czarne ramiączka od stanika.

Ucałował jej Znak Watahy, a następnie językiem powiódł po bliźnie, która pozostała jej po rozszczepieniu. Rozpoczynała się na jej łopatce, a kończyła w okolicach lędźwi, więc na koniec Syriusz klęczał, przytulając głowę do jej pośladków. Poznaczone bliznami, szorstkie dłonie zsunęły z jej ramion ramiączka stanika i odrzuciły go w kąt łazienki. Bez słowa, Syriusz złapał za zamek jej jeansów i zaczął ściągać z niej spodnie, odsłaniając czarne, koronkowe figi.

Na kolanach przesunął się w taki sposób, aby znaleźć się przed nią. Kolejny pocałunek złożył na tatuażu, który widniał na jej udzie. Jęknął, kiedy w odpowiedzi przeczesała palcami jego włosy.

- Nie – powiedział z trudem, odsuwając się od niej. – Dzisiaj nie o to chodzi.

- Przed chwilą sam twierdziłeś, że szukasz miejsca, w którym chciałbyś mnie przelecieć – Mia zmrużyła oczy.

- Kotku, wskakuj do wanny.

Uśmiechnęła się przebiegle. Zwykle nie przyjmowała od niego rozkazów, ale tym razem mówił do niej tym niskim, przepełnionym pożądaniem głosem, co sprawiło, że natychmiast stała się mu posłuszna, bezwolna i beztroska. Przecież świętowali Walentynki – może jej prezentem dla niego mogła być całkowita uległość.

Wysunąwszy się z bielizny, Mia zanurzyła się w gorącej wodzie, sycząc z przyjemności, kiedy ciepło się nad nią zamknęło. Zamknęła oczy i westchnęła z ulgą, gdy z jej ciała uleciał cały stres dzisiejszego dnia. Wszelkie pozostałości po jej niepokoju zostały zmyte dłońmi Syriusza.

Przechylał się nad krawędzią wanny, a w wodzie miał zanurzone wyłącznie ręce, które delikatnie pieściły jej skórę. Począwszy od łydki, przez jej wrażliwe kolano, zewnętrzną stronę uda, skończywszy na jej płaskim brzuchu, Syriusz pozwalał swoim dłoniom krążyć.

Uniosła dłoń, żeby do niego sięgnąć, dotknąć go, ale mężczyzna odsunął się.

- To mój prezent dla ciebie, kotku.

Kiedy Mia otworzyła oczy, zauważyła, że Syriusz wpatruje się w jej uda, w swoją dłoń na jej skórze. Zacisnęła wargi, widząc jego zadowoloną minę. Ponownie do niego sięgnęła, testując jego upór, ale Syriusz jeszcze raz się od niej odsunął.

Tak się nie będziemy bawić, pomyślała.

- Syriuszu, potrzebuję cię.

- Jestem tu, kochanie – odpowiedział, uśmiechając się do niej gorąco.

- Nie w ten sposób – powiedziała drżącym głosem i posłała mu mroczne spojrzenie pełne pożądania. – Muszę cię dotknąć.

Potrząsnął przecząco głową, ale Mia widziała, że powoli zaczyna łamać jego upór.

- Dzisiaj chodzi tylko o ciebie. To mój prezent.

Ukryła grymas niezadowolenia za maską podniecenia. Tak łatwo się nie podda. Uważał, że może kupić jej lśniącą wannę, nazwać ją prezentem i nie świętować z nią Walentynek w tej wannie? Co za naiwny dureń.

- Kochanie – szepnęła prosząco. – Chcę cię poczuć pulsującego w moich ustach.

Uśmiechnęła się, słysząc, że właśnie przegrał. Okazał to połączeniem pełnego przyjemnego oczekiwania jęku i walenia głową w ścianę wanny. W jej uśmieszek wkradł się triumf. Mia wiedziała, że mogłaby dojść na same szczyty rozkoszy tylko dzięki jego słowom i dłoniom, ale dzisiaj był dzień zakochanych i dziewczyna chciała się całkowicie zatracić w mężczyźnie swojego życia.