Od tłumaczki: Uciekają mi gdzieś dni. Przepraszam, że znowu rozdział pojawia się później, niż zwykle, ale nie wrzuciłabym niesprawdzonego. Mam nadzieję, że Wam się spodoba – Gala Pamięci, wieczór panieński Mii i kawalerski Syriusza. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 150 – SZCZEGÓŁY
2 maja 1999
Gala Pamięci, podczas której magiczna społeczność Wielkiej Brytanii świętowała pierwszą rocznicę upadku Voldemorta, odbyła się na miesiąc przed końcem roku szkolnego, na błoniach Hogwartu. Większość czarodziejów i czarownic zamieszkujących Wyspy celebrowała zwycięstwo, odpalając sztuczne ognie. Ci, którzy byli na linii ognia, którzy widzieli z bliska okrucieństwa wojny, zebrali się na zamku, aby upamiętnić tych, których stracili.
- Moja… Moja siostra, Hermiona – powiedział z lekkim uśmiechem Harry, kiedy Kingsley wyciągnął go przed zebranych. – Lubi mi przypominać, że wojna nie kręciła się wokół mnie. Że nie było moją winą, iż tak wielu dobrych ludzi stanęło do walki i w niej zginęło. Dużo czasu zajęło mi zgodzenie się z nią. Nie jestem nikim specjalnym. Jestem tylko czarodziejem, który chciał bronić swojej rodziny. Jak my wszyscy. Jak wy wszyscy. Uważam, że poradziliśmy sobie. Ale niektóre życia zostały utracone na zawsze, i chociaż zbieramy się dzisiaj, aby uczcić wolność, która jeszcze rok temu wydawała się niemożliwa do osiągnięcia, nie możemy zapominać, że my odnieśliśmy zwycięstwo, ale inni umierali jako bohaterowie.
I, zgodnie z obietnicą, którą dwadzieścia lat temu złożyli Mia i Huncwoci, dzisiaj wspominali i żałowali straconych żyć.
Na zachód od Czarnego Jeziora został postawiony Ogród Pamięci, mający przypominać wszystkim o ofierze, która była konieczna do wygrania tej wojny. Jedno po drugim, czarodzieje i czarownice wchodzili na teren ogrodu i sadzili kwiaty oraz zioła, upamiętniające straconych.
- Dla Alastora Moody'ego, Rufusa Scrimgeoura, Edgara Bonesa, Benjy'ego Fenwicka i wszystkich Aurorów, którzy oddali swoje życia w walce o przyszłość – powiedział Kingsley i machnął różdżką. Ciepłe, magiczne światło rozbłysło w ogrodzie.
Minerwa – stojąca dobre kilka metrów od upartego Aberforta – otarła łzy.
- Dla Albusa Dumbledore'a – szepnęła.
Podeszli inni, chcąc upamiętnić zmarłych członków rodzin. Światło rozbłyskało dla Bathildy Bagshot, Charity Burbage, Cedryka Diggory'ego, Floriana Fortescue, Berty Jorkins, Dorcas Meadowes i wielu innych, wymienionych zawsze z imienia i nazwiska. Po kolei, czarodzieje i czarownice rozchodzili się, zostawiając w ogrodzie wyłącznie Watahę i ich rodziny oraz przyjaciół.
- Dla Fabiana i Gideona Prewettów – powiedziała Molly i oparła się o Artura w poszukiwaniu równowagi. Fred i George natychmiast podeszli do matki i zajęli miejsce ojca, dając jej oparcie. Wkrótce do Molly dołączyły jej wszystkie dzieci.
Mia uśmiechnęła się na ten widok, stojąc obok Syriusza.
- Za Edwarda Tonksa – Dora wzniosła różdżkę, uczciwszy pamięć swojego ojca. Dołączyły do niej Andromeda i Narcyza.
Remus uśmiechnął się miękko. Na jednym ramieniu trzymał Teddy'ego, natomiast w wolnej ręce również miał uniesioną różdżkę.
- Dla Hope Lupin.
Ron dołączył do Daphne, kiedy Molly stwierdziła, że nic jej nie jest. Ponieważ w związku z podniosłą okazją zdecydował zachowywać się uprzejmie, skinął głową Draconowi, który stał obok Astorii, po drugiej stronie Daphne.
Draco w odpowiedzi również skinął głową, po czym porozumiewawczo spojrzał na Harry'ego.
- Dla Severusa Snape'a.
Mia wygięła wargi w szyderczym uśmiechu, słysząc słowa kuzyna. Wiedziała, że Snape byłby wściekły, gdyby wiedział, jak wiele osób dobrze o nim myśli.
Do przodu wystąpił Neville, podtrzymujący poruszającą się powoli Alice. Frank szedł za nimi, podpierając się na lasce, a Hannah Abbot pomagała mu utrzymać równowagę na trawie. Neville ucałował dłoń swojej matki, czekając, aż jego dziewczyna uhonoruje bliskich, których straciła na wojnie.
- Dla Mary Macdonald – Alice pozwolono wznieść różdżkę i uczcić pamięć przyjaciółki.
Mia otarła łzy i poczuła, jak spływa na nią ulga. W końcu mogli w odpowiedni sposób oddać sprawiedliwość i hołd bliskim, którzy zmarli lata temu. Zanim jednak zaczęła płakać otwarcie, sama uniosła różdżkę.
- Dla Charlusa i Dorei Potter – powiedziała z dumą. Po chwili westchnęła i spróbowała zastosować się do cichej obietnicy o przebaczeniu, którą złożyła Jamesowi. – I dla Marlene McKinnon.
Remus uśmiechnął się do niej i popatrzył na nią z dumą.
Powoli do skraju ogrodu podszedł Syriusz, zaciskający dłoń na kasztanowej różdżce. Miał zamknięte oczy, kiedy wyciągał drugą, pustą dłoń w kierunku Mii, szukając w niej oparcia.
- Dla… Dla Regulusa Blacka – mężczyzna oddychał ciężko i walczył ze słowami, kiedy dłoń Mii nagle zmieniła się w dłoń Remusa. Syriusz zmagał się z samym sobą, zanim w końcu wyszeptał. – I dla Petera Pettigrew.
- Chcę, żebyś była szczęśliwa z Syriuszem – powiedział jej Jamie, kiedy skorzystała z mocy Kamienia Wskrzeszenia. – Żebyś odpuściła swój gniew. Żebyś nauczyła się wybaczać. Dumbledore'owi, Snape'owi i… Peterowi. Wojna się skończyła. Daj nam odejść.
Mia uśmiechnęła się słodko do Syriusza i Remusa, którzy nadal walczyli ze swoimi emocjami. Wiedziała, że nie upamiętniali w tym momencie Petera, zdrajcy. Nie żałowali również jego śmierci. Ale Glizdogon kiedyś był ich przyjacielem – był przerażonych chłopcem, który dokonał złych wyborów. Jego życie zostało skradzione przez Śmierciożercę. Przypadkiem, tym Śmierciożercą był on sam.
Wzięła głęboki oddech i spróbowała podążyć za szokująco dobrym przykładem Syriusza. Szukała w głębi siebie czegoś lepszego, próbowała pozbyć się całej swojej nienawiści. Nienawiść do wrogów, szczególnie tych martwych, była ogromnym ciężarem i miała ochotę się z nim rozstać.
- Ciemność nie może wypędzić ciemności, tylko światło może to zrobić. Nienawiść nie może wypędzić nienawiści, tylko miłość może to zrobić – powiedział łagodnie Remus.
- Martin Luther King młodszy – odpowiedziała cicho Mia. Siła przyzwyczajenia. – Mugol.
W końcu do ogrodu wszedł Harry, mocno trzymający dłoń Ginny. Na ich splecionych palcach połyskiwały rodowe pierścienie Potterów. U Harry'ego pierścień symbolizował jego godność głowy rodu Potterów. Natomiast Ginny nosiła przyozdobiony rubinem, grawerowany pierścionek zaręczynowy, który kiedyś należał do innej rudowłosej czarownicy, zakochanej w czarodzieju z burzą czarnych włosów na głowie.
Uśmiechając się przez łzy, Harry uniósł różdżkę.
- Za Jamesa i Lily Potterów.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
31 maja 1999
Kiedy Syriusz i Mia powiedzieli Remusowi, że planują zbudować mu nowy dom, nie kłamali. Zapomnieli jednak wspomnieć, że poza niewielkim domkiem z czterema sypialniami, postawili stylowy, murowany płot z ogromną, żelazną bramą wokół całej posiadłości należącej do wilkołaka. Dodatkowo, Syriusz zakupił dwie przylegające działki i przepisał je na nazwisko przyjaciela. Płot, który oddzielał od świata prawie czterdzieści hektarów ziemi i lasu za domem Lupinów został wzmocniony zaklęciami ochronnymi takiej samej klasy, jak te, które chroniły Hogwart. Z tą jedną różnicą, że te zaklęcia nie miały powstrzymywać nikogo przed wtargnięciem na teren posiadłości – miały nie dopuścić, żeby ktokolwiek wydostał się na zewnątrz.
Zabrało to nieco czasu, ale Bill był bardzo szczęśliwy, kiedy Mia poprosiła go o pomoc w badaniach. Dało mu to nieco wytchnienia od Fleur i małej Victoire. Najstarszy z braci Weasley'ów pozwalał żonie na odpoczynek, zabierając córkę do Dworu Potterów, gdzie bardzo chętnie opiekowała się nią Tilly. Natomiast on i Mia zagłębiali się wtedy w niezmierzone przestrzenie biblioteki Potterów, szukając bardzo konkretnych zaklęć: tarcz księżycowych.
Każdego innego dnia, Legowisko było wyłącznie domem rodziny Lupinów. Dopiero podczas nocy pełni księżyca, kiedy Dora i Teddy przenosili się do Dworu Potterów lub domu Andromedy, Legowisko zmieniało się w azyl, do którego zmierzały wszystkie wilkołaki z Wielkiej Brytanii. Po wypiciu ostatniej dawki Wywaru Tojadowego, wilki miały możliwość bezpiecznego buszowania po chronionych tarczami księżycowymi lasach, pod opieką swojego Alfy i kilku Animagów.
Kiedy tylko mogła, pani Pomfrey dołączała do Mii i kilku stażystów z kliniki świętego Munga, aby w Sanktuarium Lupinów dla Wilkołaków uczyć się uzdrawiających zaklęć, odpowiednich dla osób dotkniętych lykantropią.
- Mogłabym zostać Uzdrowicielką – powiedziała kiedyś Mia do Remusa, pomagając Molly w przygotowaniu ogromnego śniadania dla wilkołaków odpoczywających po pełni księżyca.
Remus uśmiechnął się do niej, a w jego spojrzeniu – jak zwykle – lśniły miłość i oddanie kwitnące od wielu dekad.
- Kochanie, mogłabyś być kimkolwiek zechcesz – odpowiedział i pocałował jej czoło, jednocześnie podkradając plasterek bekonu z jej talerza.
- A na tę ostatnią noc, niech po prostu pozostanie panną – wtrąciła się Tonks, kradnąc bekon z talerza męża. Z rozbawieniem obserwowała, jak w jego oczach pojawiła się irytacja. – Na pewno jesteś w stanie niańczyć dzisiaj Syriusza?
- Ponieważ Damokles warzy Wywar Tojadowy, a ja spędzam pełnie księżyca otoczony innymi wilkami, dużo szybciej dochodzę do siebie. Poza tym, ktoś musi pilnować, żeby nie upił się do nieprzytomności. Na pewno nie masz nic przeciwko temu? – Zerknął na Mię.
- Powiedziałam mu wiele lat temu, że nie zgadzam się wyłącznie na striptizerkę, która jest wilą – Mia również wzięła plasterek bekonu z talerza Remusa. Zadrżały jej wargi, kiedy zauważyła, że mężczyzna z trudem powstrzymuje się, aby nie warknąć na żadną z kobiet. – Wiem, że Draco wynajął jakąś biedną Mugolkę. Niech chłopcy się zabawią. Ja też będę się dobrze bawić.
Remus jęknął.
- Nie podoba mi się twój uśmiech.
Mia zachichotała.
- Może miałam pewne wymagania związanie z odpowiednim przygotowaniem wieczoru kawalerskiego Syriusza…
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Ginny wodziła szeroko otwartymi oczami po czarownicach zebranych wokół okrągłego stołu w salonie Dworu Potterów. Przed kobietami stały puste kieliszki po szampanie, świeżo napełnione kieliszki pełne whisky i różdżki.
- Hermiono, naprawdę nie sądzę, żeby przysięga na różdżkę była konieczna.
- Albo to zrobisz, albo nie gramy – Mia wzruszyła ramionami, dając przyjaciółce wybór. – Przede wszystkim chcę zaznaczyć, że w ogóle ta gra mi się nie podoba.
Ktoś parsknął śmiechem po jej lewej stronie i Mia odwróciła się, żeby rzucić mordercze spojrzenie chichoczącej Tonks.
- Co?
- Nie chcesz grać, bo wiesz, że ja znam wszystkie twoje brudne sekrety – odpaliła Dora.
Mia wcale nie była zawstydzona, żeby się do tego przyznać.
- Między innymi o to chodzi.
Jej wieczór panieński odbywał się w nieco większym gronie, niż wieczór Lily. Chociaż ona zaproponowała spokojną noc pełną warzenia eliksirów, pozostałe czarownice nalegały na picie i dobrą zabawę. A tak naprawdę, Ginny na to nalegała, a Tonks poparła jej pomysł. W takim wypadku zamysł Mii w ogóle się nie liczył. Zakładała, że przynajmniej Narcyza i Andromeda opowiedzą się po jej stronie, ale siostry Black widocznie chciały ponownie poczuć powiew młodości, opowiadając i słuchając żenujących historyjek, pijąc i plotkując.
To właśnie myśl o Narcyzie Malfoy zgadzającej się z Ginny Weasley sprawiła, że Mia wpadła na pomysł przysięgi. Dyskrecja. Wymagała od swoich przyjaciółek dyskrecji, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecność Laurel, która lubiła plotkować o wszystkim, gdy była pod wpływem alkoholu. Ta kobieta była żeńską wersją Syriusza – pochłaniała jednego drinka za drugim, nie przerywając przy tym szczebiotania. Mówiła wtedy o tym, jaka to ona nie była wspaniała – zarówno w piciu, jak i bardziej ogólnie – oraz obsypywała swoje przyjaciółki komplementami.
- Ale musisz się posuwać aż do przysięgi na różdżkę? Co za brudne sekrety skrywasz w swojej pięknej główce?
Mia prychnęła.
- Wychodzę za mąż za Syriusza Blacka – stwierdziła, a pozostałe czarownice pokiwały głowami, rozumiejąc przekaz w jej słowach. – Złóż przysięgę, albo nie gramy. Wszystkie pozostałe już to zrobiły.
Rudowłosa wywróciła oczami, ale chwyciła różdżkę w dłoń i spojrzała wyzywająco w oczy Mii.
- Ja, Ginevra Molly Weasley, przyrzekam na moją różdżkę i moją magię, nie mówić nigdy z nikim, poza osobami obecnymi tutaj – uśmiechnęła się triumfująco, zmieniając nieco treść przysięgi. Mia zmrużyła oczy, ale nic nie powiedziała. – O wszystkim, czego się dzisiaj dowiem.
- Niech ci będzie.
Bez wahania, Ginny rozpoczęła grę.
- Nigdy, przenigdy nie uprawiałam seksu w Hogwarcie!
Mia wywróciła oczami i wypiła whisky z kieliszka. Z rozbawieniem obserwowała, jak inne czarownice podążyły za jej przykładem.
- To nawet nie było wyzwanie.
Astoria cicho krzyknęła, kiedy Laurel wypiła swój przydział.
- Mamo!
Laurel nawet nie wyglądała na zawstydzoną.
- Nie osądzaj mnie.
Kiedy spojrzenia wszystkich wiedźm padły na Narcyzę, przykładającą elegancko kieliszek do swoich warg, kobieta spojrzała groźnie na przyjaciółki.
- Ani słowa Draconowi.
- W lochach było bardzo zimno, prawda? – Ginny kilkukrotnie uniosła brwi w geście bardzo przypominającym bliźniaków.
Narcyza, z wrodzoną gracją, odstawiła kieliszek na stół i wzruszyła drobnymi ramionami.
- Tak przypuszczam. Natomiast w Wieży Krukonów jest całkiem ciepło – przyznała z drwiącym uśmieszkiem.
Luna, która siedziała po drugiej stronie Mii, zaplatała włosy przyszłej panny młodej i uśmiechała się nostalgicznie.
- To prawda. W Wieży Krukonów jest bardzo przyjemnie – powiedziała i, ku zdumieniu zgromadzonych, sięgnęła po kieliszek.
Kolejno swoje kieliszki opróżniły Andromeda, śmiejąca się z matki Dora oraz Fleur, która skrzywiła się, czując palący smak w swoim gardle.
- Zaczekaj – Ginny przerwała kolejkę. – Fleur, ty przecież nie chodziłaś do Hogwartu.
Blondynka wzruszyła ramionami.
- Co z tego? Skrzydło Szpitalne zapewnia mnóstwo prywatności.
- Mówisz o Billu? – Zapytała Ginny ze wstrętem. – Przecież on był ranny.
Fleur wyszczerzyła zęby.
- I bardzo szczęśliwy, gdy zajmowałam się jego ranami.
- To okropne – powiedziała Ginny i wypiła swój kieliszek. – Ja nie uprawiałam seksu w Hogwarcie. Musiałam się napić, żeby wymazać obraz mojego brata rżnącego się w Skrzydle Szpitalnym.
- Parafrazując ciebie, rżnęłaś się w Hogwarcie – wytknęła głośno Mia.
- Słucham? – Ginny spojrzała na przyjaciółkę ze zdumieniem, zaskoczona tym oskarżeniem. – Nieprawda!
- Ostatniego maja.
- Aha… - Ginny pokiwała głową. – Nie chodziło mi o to… Miałam na myśli, podczas roku szkolnego, a nie po bitwie.
- Ja nigdy nie uprawiałam seksu w Skrzydle Szpitalnym – powiedziała Mia, patrząc na Fleur z podziwem, myśląc o jej poczuciu spontaniczności. – Kozetki zawsze wydawały mi się niewygodne.
Tonks prychnęła.
- Tak… Bo Wrzeszcząca Chata jest szczytem wygody.
Spojrzenia wszystkich zgromadzonych czarownic padły na Mię, która gapiła się nieprzyjaźnie na Dorę.
Ginny uśmiechnęła się szeroko.
- Wrzeszcząca Chata?
- Pośród innych miejsc – Mia westchnęła z irytacją.
- Jakich?
- W Wieży Gryfonów, to chyba oczywiste – przyznała Mia, wiedząc, że nie musiała przed nikim ukrywać faktu, że uprawiała z Syriuszem seks w całej szkole. A Wrzeszczącą Chatę właśnie wytknęła jej Tonks. – W Chacie, w łazience prefektów, w Pokoju Życzeń, w bibliotece…
Ginny roześmiała się.
- Wiedziałam, że masz obsesję na punkcie biblioteki. Niegrzeczny profesor Lupin!
Tonks uśmiechnęła się lubieżnie.
- Nie masz pojęcia – powiedziała, napełniając ponownie swój kieliszek.
Narcyza uniosła bladą brew.
- Słucham? Najwyraźniej coś mnie ominęło.
- Wtedy nie był nauczycielem. Oboje byliśmy uczniami – wydusiła z siebie Mia, świdrując spojrzeniem Ginny. – Pomyśl, zanim coś powiesz, Ginny.
- Nigdy, przenigdy nie zostałam przyłapana na seksie przez rodziców – ogłosiła z dumą Tonks.
- I jestem ci za to bardzo wdzięczna – odpowiedziała natychmiast Andromeda.
Laurel szybko wypiła whisky ze swojego kieliszka, co zostało nagrodzone okrzykami grozy dochodzącymi ze strony Astorii i Daphne.
- Nigdy, przenigdy… - Zaczęła Narcyza, ale musiała odkaszlnąć, zanim kontynuowała. – Nie uprawiałam seksu na zewnątrz.
Bardzo szybko Tonks, Mia, Fleur, Luna, Laurel i Ginny wypiły swoje drinki.
- Nigdy, przenigdy nie uprawiałam seksu – wyrzuciła z siebie Astoria i z przerażeniem patrzyła, jak wszystkie czarownice poza nią piły. Włącznie z Daphne, która próbowała wypić bardzo dyskretnie, podczas gdy Laurel udawała, że nie widzi.
- Ladacznice.
- Ginny, ty też wypiłaś – wytknęła Mia.
- Chyba zapominamy, co jest celem tej zabawy. Miałyśmy poznać sekrety tej brudnej wiedźmy – Ginny wskazała palcem Mię. – Ja mam kilka pytań. Nigdy, przenigdy nie uprawiałam seksu publicznie.
Mimo że Laurel i Tonks wypiły, oczy wszystkich czarownic zwrócone były na Mię, która szybko przełknęła cały kieliszek whisky.
Ginny wyszczerzyła zęby.
- Z którym?
Mia potrząsnęła głową.
- Ta gra tak nie działa.
- Niech będzie. Nigdy, przenigdy nie uprawiałam seksu publicznie z Remusem Lupinem.
Tonks i Mia równocześnie wypiły swoje drinki. Kombinacja whisky i wcześniej wypitego szampana sprawiła, że Mia przestała się zamartwiać i zdecydowała się zdradzić kilka pikantnych szczegółów.
- Koncert Black Sabbath, 1977 rok.
Fleur domyśliła się, jaki cel ma Ginny i dołączyła do przepytywania.
- Nigdy, przenigdy nie uprawiałam seksu publicznie z Syriuszem Blackiem.
Mia znowu wypiła.
- Sylwester, 1977 rok.
Narcyza zaśmiała się pod nosem.
- 1977 musiał być dla ciebie dobrym rokiem.
- Tak z ciekawości, czy Black Sabbath nie grał przypadkiem koncertu w Sylwestra? – Zażartowała Ginny, unosząc brwi. – Bo to by oznaczało, że cała ta sprawa jest dużo ciekawsza.
- Nie – odpowiedziała stanowczo Mia.
Tonks zachichotała.
- Co to miało być? – Podchwyciła Ginny, widząc spojrzenie, jakie Mia rzuciła śmiejącej się Dorze, której włosy właśnie zmieniły kolor na jaskraworóżowe.
- Nic – syknęła Mia.
- O! – Laurel klasnęła w dłonie, jakby właśnie przyszedł jej do głowy świetny pomysł. – Ja wiem, ja wiem! Nigdy, przenigdy…
- Laurel – ostrzegła ją jej stara przyjaciółka.
- … Nie uprawiałam seksu z dwoma mężczyznami jednocześnie!
Wszystkie czarownice patrzyły na Mię szeroko otwartymi oczami, z kolei ona wpatrywała się groźnie w swoją przyjaciółkę o długim języku. Ciszę w salonie przerwał dopiero dźwięk przesuwanej po stole szklanki. Roześmiana Tonks przysunęła whisky w kierunku Mii.
Dziewczyna westchnęła, pokonana, i wypiła.
Okrzyki, zarówno zdziwienia, jak i radości, wypełniły pokój.
- Na Merlina! – Zaskrzeczała zachwycona Ginny. – Koniec gry. Chcę znać wszystkie szczegóły.
Mii opadła szczęka.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jeden z tych mężczyzn będzie właściwie twoim teściem, prawda?
Ginny machnęła lekceważąco dłonią.
- Nie zmieniaj tematu!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Stawiam na Lupina – powiedział Draco, dokładając monety do rosnącego stosu na stole, przy którym Neville zbierał zakłady.
Ron prychnął, z trudem trzymając kufel z piwem i patrząc z obrzydzeniem na Ślizgona.
- Zwariowałeś? Harry i ja przyjaźnimy się z Hermioną od jej pierwszej klasy.
- Tak samo, jak on – Draco skinięciem głowy wskazał Remusa, siedzącego przy prostokątnym stoliku, na samym środku Klubu dla Dżentelmenów, który wynajęli na noc.
Pili już od wielu godzin i kiedy w końcu Ron i Draco dotarli do patowej sytuacji w szachach, Syriusz zaproponował nową, mniej nużącą grę. Pomysł podsunęło mu pytanie Neville'a o różnice między Hermioną i Mią. Wkrótce Remus i Harry siedzieli naprzeciwko siebie i grali o tytuł najlepszego najlepszego przyjaciela tej czarownicy.
- Dużo się może zmienić w osiem lat – zaśmiał się Draco.
- Jaki jest ulubiony kamień Mii? – Zapytał Syriusz, trzymając w dłoni szybko przygotowany zestaw pytań. Harry i Remus przy każdej odpowiedzi wlewali w siebie kieliszek tequili.
- Szafir – odpowiedział z dumą Harry. – Należny jej z urodzenia.
Remus zrewanżował równie zadowolonym uśmieszkiem.
- Akwamaryn, również należny jej z urodzenia.
- To niesprawiedliwe, że ona ma urodziny dwa razy w roku – narzekał Ron. – Przecież nawet nie lubi dostawać prezentów.
- Obaj się mylicie – stwierdził Syriusz. – Mia uwielbia szmaragdy, bo odmawiam ich kupna. Jaki jest jej ulubiony kolor?
- Czerwony – powiedział natychmiast Harry.
- Zielony – nie zgodził się Remus.
- Znowu się mylicie. Przecież to jasne, że uwielbia czarny – Syriusz mrugnął do mężczyzn zawadiacko.
Harry wstał i sięgnął po karty, które trzymał jego ojciec chrzestny. Lekko się przy tym zachwiał.
- Naprawdę tak jest tam napisane?
- Nie kwestionuj mojej prawdomówności. Z kim Mia całowała się po raz pierwszy?
Remus wywrócił oczami i sięgnął po kufel, w którym została połowa piwa.
- Zadajesz pytania o siebie, ty kretynie. Może sprawdzimy, kto ciebie zna najlepiej?
Syriusz prychnął i skrzyżował ramiona na piersi, udając urażonego.
- Pytaj, Luniaczku, mój przyjacielu. Jestem całkowitą tajemnicą. Nikt nie zna mnie tak dobrze, jak myślisz.
Wargi Remusa zadrżały w powstrzymywanym uśmiechu, a ten widok sprawił, że plecy Blacka pokryły się zimnym potem.
- Czy ktoś z was wie, kto skradł pierwszy pocałunek Syriuszowi?
- Lunatyku… - Ostrzegł Black groźnym tonem.
- Hermiona? – Zapytał niepewnie Harry.
- Źle! – Krzyknął Lupin. – Osobą, która jako pierwsza pocałowała Syriusza był nie kto inny, jak James Charlus Potter!
Harry obrócił się na pięcie i spojrzał na swojego ojca chrzestnego.
- Słucham?!
Ronowi i Neville'owi opadły szczęki.
Draco prychnął z niesmakiem i wrócił do swojego drinka.
- Czy Potterowie byli na wyprzedaży, dwoje w cenie jednego?
- Jak…? Dlaczego…? Jak to w ogóle było możliwe? – Jąkał się Harry.
- Gdzie jest moja striptizerka? – Zapytał nagle Syriusz, rozglądając się po pokoju. W akcie desperacji zajrzał nawet pod dywan. – Obiecano mi striptizerkę.
Remus odwrócił się do Dracona, który w największym stopniu odpowiadał za organizację wieczoru kawalerskiego Syriusza.
- Słyszałeś człowieka. Sprowadź mu striptizerkę.
Draco uśmiechnął się z zadowoleniem i na kilka minut opuścił czarodziejów. Wracając, przygasił światło i usiadł na ostatnim wolnym miejscu – obok Rona, który ze zdumieniem wpatrywał się w mugolskie pieniądze, starając się określić, ile były warte.
Przez głośniki umiejscowione w kącie pokoju popłynęła cicha, subtelna muzyka i oczy wszystkich zebranych rozszerzyły się, kiedy na scenę wkroczyła jasnowłosa Mugolka o pełnych, ponętnych kształtach. Miała na sobie niesamowicie krótką, szarą spódniczkę od mundurku szkolnego, ciasną, dopasowaną białą koszulę i równie ciasny, szary sweterek.
Wszyscy mężczyźni poza Syriuszem uśmiechnęli się na jej widok. Blackowi z kolei opadła szczęka, kiedy zwrócił uwagę na kolory, jakie poza mundurkiem szkolnym miała na sobie: niebieski i brązowy.
Jedno spojrzenie na Remusa powiedziało Syriuszowi, co się właściwie stało.
- O… Ta mała, wtrącająca się w nie swoje sprawy, wredna wiedźma – stwierdził, patrząc na Mugolkę ubraną w barwy Krukonów. Striptizerka podeszła do niego i przerzuciła długą nogę nad jego kolanami, siadając na jego udach.
Syriusz wykrzywił się i odwrócił głowę w inną stronę, jakby dziewczyna miała paskudny przypadek groszopryszczki.
Remus wyglądał, jakby dusił się ze śmiechu, patrząc na Syriusza, który robił, co mógł, aby nie dotknąć striptizerki, która z kolei robiła wszystko, aby dla niego zatańczyć. W końcu musiała się poddać – stwierdziła wtedy, że Syriusz jest kochanym i lojalnym wobec swojej narzeczonej mężczyzną. Skierowała się ku pozostałym czarodziejom zgromadzonym w klubie. Bardzo chętnie przyjmowała banknoty, które Ron wsuwał pod jej podwiązki.
Syriusz ukrył twarz w dłoniach i pochylił się do przodu, trzęsąc się ze śmiechu.
Remus też się w końcu roześmiał i poklepał przyjaciela po plecach.
- Nie chcesz nawet na nią patrzeć, prawda?
Nadal chichocząc, Syriusz szczelnie zasłonił oczy dłońmi.
- Moja przyszła żona jest doskonałą Legilimentką. Jak, kurwa, myślisz?
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Po powrocie do Dworu Potterów, mężczyźni znaleźli karteczkę zapisaną niewyraźnym charakterem pisma, poplamioną rozlaną whisky.
Chłopcy, poszłyśmy potańczyć.
Neville wcześniej wrócił do domu, ponieważ następnego dnia rozpoczynał staż u profesor Sprout. Harry, Ron i Draco siedzieli w wygodnych fotelach w salonie – musieli najpierw transmutować kanapę w osobne miejsca siedzące, aby Ron i Draco się nie dotykali. Dyskutowali właśnie na temat najlepszego sposobu warzenia Eliksiru na Kaca i Draco próbował nie irytować się z tego powodu, bo wiedział, że dwaj Gryfoni nie byli utalentowani w tej sztuce.
Remus potrząsnął głową, nie dowierzając własnym oczom – dwóch Gryfonów wciągnęło Ślizgona w słowną potyczkę i nawet nie dali po sobie poznać, że doskonale się bawią. A Draco nadal się nie zorientował, że wpadł w pułapkę.
Płomienie w kominku nagle zmieniły kolor na zielony i wypadło z niego pięć pijanych czarownic. Dziewczyny upadły na podłogę i, chichocząc, próbowały się podnieść. Mia opierała się o Tonks, Astoria z trudem podtrzymywała swoją siostrę, a Ginny była nieprzytomna i chrapała w miękki dywan.
- Harry, Draco, Ronaldzie, Remusie – powiedziała Mia, patrząc na mężczyzn spod ciężkich powiek. – Przyprowadziłam wasze kobiety.
Harry podbiegł do swojej narzeczonej i szybko odsunął z jej zroszonego potem czoła kosmyki rudych włosów. Upewnił się, że dziewczyna oddycha i skrzywił na widok śliny, która ciekła z jej otwartych ust i kapała na dywan.
- Co się stało z Ginny?
- Zgłupiała, ot co. Grałyśmy w dużo gier z alkoholem.
Astoria prychnęła z niesmakiem i wypuściła Daphne w ramiona czekającego Rona. Z wdziękiem skierowała się w stronę Dracona i przekręciła głowę w taki sposób, aby chłopak pocałował ją w policzek. Zarumieniła się, kiedy Ślizgon pociągnął ją na swoje kolana i zaczął bawić się jej włosami. Uśmiechnęła się do narzeczonego i elegancko usadowiła na jego udzie.
- Jak się czujesz, kochanie? – Zapytał, posyłając dziewczynie arogancki uśmieszek.
- Doskonale – odpowiedziała, wyraźnie trzeźwa. – Wiem, w którym momencie należy skończyć pić, aby utrzymać w żołądku spożyty alkohol.
Daphne, w przeciwieństwie do siostry, nie miała oporów przed fizycznym kontaktem z narzeczonym i próbowała się do niego przykleić. Ron ewidentnie został obezwładniony przez czarownicę, po której chyba nie spodziewał się takiej siły i zdecydowania. Daphne popchnęła go na fotel i usiadła na jego kolanach.
- Ja… Daph? – Wymamrotał Ron, a jego uszu zaczerwieniły się po koniuszki, kiedy spojrzał ponad jej ramieniem i dostrzegł, że wszyscy się na nich gapili. – Daph!
Daphne odsunęła się od niego i zakryła dłonią jego wargi.
- Cicho… Nie pozwól, żeby mama nas nakryła… Będę musiała wypić kolejny kieliszek, jeśli nas zobaczy!
- Ty! – Dora wyciągnęła palec wskazujący w kierunku męża, kiedy już uświadomiła sobie, gdzie się znajdują.
Remus wyglądał na zaskoczonego oskarżycielskim tonem żony.
- Co takiego ja zrobiłem?
- Ty – powiedziała, ruszając w jego stronę. Potknęła się kilka razy i w końcu wylądowała w jego ramionach. Musiała jednak przytrzymać się jego koszuli, żeby nie upaść. – Remusie Lupin, powstrzymywałeś się przy mnie!
Natychmiast wzrok Remusa odszukał Mię.
- Coś ty zrobiła?
- Grałyśmy w „Nigdy, przenigdy" i dziewczyny zadawały mi mnóstwo pytań. O wszystkie szczegóły. Nie mogą o tym rozmawiać, bo najpierw złożyły mi przysięgę na różdżkę.
Remus zdrętwiał.
- Jakie szczegóły?
Mia zachichotała.
- Wszystkie.
Tonks próbowała wspiąć się po mężu, jak po jakimś drzewie. W końcu dosięgła jego ucha i zaczęła do niego szeptać tonem o wiele za głośnym, aby można było mówić o dyskrecji.
- Wracamy do domu. I weźmiesz mnie przy każdej ścianie.
Remus jęknął, kiedy wszyscy zaczęli się śmiać.
- Dora, na moją obronę muszę ci powiedzieć, że nie jestem już nastolatkiem. Moje kolana mogą nie dać rady.
- Żadnych wymówek! – Pociągnęła męża w kierunku kominka i sięgnęła po Proszek Fiuu, jednocześnie strącając miskę na nieprzytomną Ginny.
Mia uśmiechnęła się do Syriusza, którego szczerze rozbawiło zamieszanie w salonie.
- Cześć, kochanie. Dobrze się dzisiaj bawiłeś?
Odpowiedział śmiechem. Wyciągnął przed siebie dłonie i objął jej biodra. Przyciągnął ją do siebie. Mia najpierw krzyknęła, zaskoczona, ale kiedy poczuła jego twarde ciało przy swoim, jęknęła z zadowoleniem. Syriusz pochylił się nad nią i pozwolił swojemu językowi zatańczyć na płatku jej ucha.
- Jesteś szalona.
- Naprawdę? – Mia udała zdziwienie. – Powiedz, jak w tych czasach ubierają się mugolskie striptizerki?
Syriusz znowu się roześmiał.
- Chyba powinienem cię za to ukarać.
Mia zagryzła dolną wargę, próbując powstrzymać zadowolony uśmiech.
- Nie mogę się doczekać.
