Od tłumaczki: Rozdział, na który wszyscy czekali. Po nim nastąpią epilogi. Miłego czytania!
ROZDZIAŁ 151 – ZAPIECZĘTOWANA
21 czerwca 1999
Mia otworzyła oczy o poranku, w dniu swojego ślubu, dokładnie w chwili, kiedy pierwsze promienie słońca wpadły do jej sypialni. Mimo tego, że mieszkali razem, Molly nalegała, aby ostatnią panieńską noc Mia spędziła z dala od Syriusza – dwór był dostatecznie duży, a wymagała tego „tradycja". Dziewczyna nie miała pojęcia, skąd ta czarownica czystej krwi była tak doskonale poinformowana w kwestii mugolskich tradycji ślubnych. Syriusz, słysząc to, wydął wargi, ale Mia uległa prośbie Molly, nie chcąc walczyć o kolejną błahostkę.
W przeciwieństwie do Lily i Jamesa, których wesele zostało zaplanowane i przebiegło bez większych problemów, Mia i Syriusz walczyli na każdym kroku planowania ceremonii. Kiedy już wybrali miejsce, gdzie zapieczętują więź, Molly próbowała przejąć stery. Codziennie ścierała się z Tilly w kwestii menu weselnego, nalegając, żeby pozwolono jej chociaż upiec tort. Następnie ubłagała Mię, żeby dziewczyna zabrała ją na poszukiwanie sukni ślubnej. Potężnie się zdziwiła, kiedy Mia zabrała ją do butiku Twillfita i Tattinga, gdzie oczekiwały na nią Narcyza i Laurel. Tam Mia zakupiła szyte na miarę, czarne szaty rytualne, podobne do tych, które miała na sobie Dorea w dniu swojego ślubu. Licząca na bufiastą, białą suknię ślubną Molly ponownie się zawiodła.
Kiedy jednak kobieta zaproponowała róże i stokrotki jako oprawę florystyczną ceremonii, Mia w końcu miała dość.
- Molly, tak mi przykro, ale wszystko jest już właściwie zaplanowane – powiedziała najgrzeczniej, jak to było możliwe przy jej poziomie irytacji. – Jestem pewna, że Daphne i Ginny będą ci wdzięczne za wszystkie rady.
Poczuła się winna, rzucając swoje przyjaciółki wilkowi na pożarcie, ale mogła żyć z tym poczuciem winy, dopóki Molly przestała się wtrącać w szczegółowe plany Dorei. I chociaż Molly nadal nie była zadowolona z tego, że Ronald ożeni się z czarownicą czystej krwi, która zajmuje wysoką pozycję społeczną, cieszyła się perspektywą zaplanowania kolejnego wesela.
Teraz, kiedy wszystko było gotowe i pozostało jej tylko wziąć ślub, Mia była szczęśliwa, mogąc przez krótką chwilę poleżeć w swojej starej sypialni. Gdy tylko wstanie, rozpocznie się chaos przygotowań.
Niestety, spokojny początek dnia w łóżku nie był w planach Syriusza, który właśnie wślizgnął się do jej sypialni, wszedł pod okrycie i przycisnął do jej pleców swoje nagie ciało.
- Powinieneś być w swojej komnacie – zachichotała Mia, ale nie poruszyła się, kiedy Syriusz uniósł jej biodro i ustawił się tuż u jej wejścia.
Jego zachowanie przypomniało jej, jak rzadko ona i Syriusz sypiali osobno. Mieli ku temu dobre powody.
- Hermiono? – Szepnął Remus, prawie potykając się o postać drobnej czarownicy, śpiącej w korytarzu, z różdżką w dłoni. – Hermiono, co się stało?
Zamrugała oczami i spojrzała na niego.
- Profesor Lupin?
- Hermiono, dlaczego siedzisz na podłodze, przed drzwiami do sypialni Syriusza? – Zapytał. Wetknął głowę do komnaty i dostrzegł swojego przyjaciela, zwiniętego na łóżku, przytulonego do brzydkiego kota Hermiony.
- Usłyszałam coś. On… Krzyczał.
- Ah, tak. Przepraszam za to, Hermiono. Syriusz zwykle rzuca Zaklęcie Wyciszające.
- Zwykle? – We wzroku dziewczyny pojawiła się panika. – Często się to zdarza?
- Przez dwanaście lat był w Azkabanie. Takie wystawienie na moc Dementorów powinno sprawić, że człowiek albo oszaleje, albo straci swoją magiczną moc. I chociaż nienawidzę siebie za te słowa, Syriusz miał szczęście, że wyszedł z tego wyłącznie z koszmarami i wspomnieniami – jeszcze raz spojrzał na przyjaciela i westchnął głęboko. – Jest strasznym uparciuchem.
Mia uśmiechnęła się, zadowolona, że Syriusz był w łóżku z nią, zamiast leżeć samotnie i mierzyć się z koszmarami przypominającymi mu o Azkabanie. Szczególnie w dniu ich ślubu.
Mężczyzna odsunął włosy z jej ramienia i pocałował jej rozgrzaną skórę. Językiem powiódł po jej szyi, do ucha, w które zaczął szeptać.
- Czy zrobiłem na tobie wrażenie człowieka postępującego zgodnie z zasadami?
Mia wydała z siebie zduszony okrzyk i wyciągnęła za siebie rękę, aby przytrzymać kark Syriusza. Jęknęła, kiedy jego ramiona mocno ją objęły, a jedna z jego dłoni zaczęła zmierzać w kierunku jej podbrzusza.
Zadrżała, kiedy zatopił zęby w miejscu, w którym szyja spotykała się z obojczykiem. Czuła się jak rącza gazela, złapana w sidła przez mocarnego lwa. Jego czarne włosy musnęły jej skórę i Mia musiała się w myślach poprawić: Nie lwa, a panterę. Bez względu na to, jak go nazwie, był siłą i kłami, dominował nad nią i dusił w zarodku każdy jej ruch – chociaż szamotanina wcale nie przyszła jej do głowy.
Kiedy położył swoją rękę na jej udzie, szukając lepszego podparcia, Mia nakryła ją własną dłonią.
- Więcej – wydyszała. – Mocniej.
Syriusz jednak ani myślał przyspieszyć.
- Syriuszu… Rżnij mnie mocniej – warknęła.
Mężczyzna roześmiał się, a Mia poczuła, jak od śmiechu wibruje cała jego klatka piersiowa.
- Co za brzydkie słowa. Nie powinnaś przypadkiem być niewinną panną młodą, otuloną w biel, przygotowaną, abym później odebrał ci tę niewinność?
Mia odpowiedziała śmiechem.
- Wolę być twoją wiedźmą. Doświadczoną i spowitą w czerń.
- Zawsze tak jest – zgodził się i w końcu przyspieszył.
Jej ciało zadrżało, a spojrzenie rozmyło się, kiedy dotarła na szczyt.
- Jeżeli… - Próbowała nabrać oddech w płuca. – Syriuszu Black, jeśli zostawiłeś na mojej szyi malinkę, przeklnę cię.
Syriusz zachichotał i wysunął się z pościeli. Szybko sięgnął po swoją szatę, zdecydowany ewakuować się z jej sypialni, zanim Mia zobaczy swoje odbicie w lustrze.
- Zobaczymy się później, kotku – mrugnął do niej i próbował zamknąć za sobą drzwi.
Do uszu Mii dobiegł zniesmaczony głos Harry'ego.
- I mówisz, że to ja nie potrafię rzucać Zaklęć Wyciszających?
- Nauczyłeś się przynajmniej kilku rzeczy, prawda? – Odpowiedział zadowolony z siebie Black.
Ginny roześmiała się głośno i wypchnęła Syriusza do przedpokoju, zajmując jego miejsce w drzwiach.
- Wynoście się, obaj. Muszę pomóc naszej niewinnej pannie młodej – powiedziała drwiąco. – Spowić się w czerń.
Wargi Ginny zadrżały, kiedy zamykała za sobą drzwi, wypraszając mężczyzn z sypialni Mii.
- Fuj, Hermiono. Śmierdzi tu seksem – zamachała dłonią przed nosem. – Wiesz, że małżeństwo konsumuje się po ceremonii, a nie przed?
Mia zaśmiała się i wstała, owijając się cienkim, czerwonym szlafrokiem.
- Powiedz to temu dupkowi, który wślizgnął się do mojej sypialni, aby mnie przelecieć w dzień mojego ślubu.
- Myślę, że usłyszy coś takiego od Harry'ego – stwierdziła rozbawiona Ginny. – Rusz tyłek i wchodź do wanny. Pozostałe dziewczyny powinny się niedługo zjawić.
W końcu Luna, Laurel i Alice pojawiły się w łazience panny młodej i usiadły wokół miedzianej wanny, omawiając plan dnia. Zgodnie ze starą tradycją, te czarownice zostały wybrane, aby pomóc pannie młodej wykąpać się i przygotować ją na założenie rytualnych szat, czym w następnej kolejności zajmą się czarownice z jej rodziny. Ginny myła i kręciła włosy Mii, Laurel malowała jej paznokcie, natomiast Luna dodawała składniki do jej kąpieli: goździki („Odsuwają wszystkie negatywne uczucia i odstraszają szumraki zwyczajne"), olejek cytrusowy („Oczyszcza ciało i duszę") oraz płatki narcyzów („To taka tradycja", zapewniała Luna. „Pomagają na płodność").
- Czuję się jak filiżanka herbaty – roześmiała się Mia, a Luna odpowiedziała spokojnym, jasnym uśmiechem.
Alice siedziała nieco dalej i wpatrywała się w rozbawione czarownice. Opowiadała historie o młodości Mii i Syriusza. Ginny dodała od siebie historyjkę o tym, na co prawie natknęła się z Harrym o poranku.
- To nic takiego – stwierdziła Alice. – Do czasu, kiedy ukończyliśmy naukę w Hogwarcie, chyba każdy uczeń natknął się na Mię i Syriusza uprawiających seks. To był taki rytuał przejścia. Tak szczerze, nie wiem, w jaki sposób Remusowi udawało się mieszkać z waszą dwójką.
Kiedy czarownice osuszyły Mię, dziewczyna ucałowała każdą z nich w policzek i pozwoliła, aby ich miejsce zajęły Narcyza, Dora i Andromeda.
- Z jakiego powodu – zaczęła Narcyza. – Pachnie tu cytrusami i goździkami?
Tonks prychnęła.
- Podejrzewam, że chodzi o pozbycie się smrodu Syriusza.
- Harry ci powiedział? – Zapytała Mia.
- Remus. Twój nieobliczalny narzeczony nasłuchał się od Molly, a mój przystojny mąż musiał się wtrącić, zanim zaczęły latać klątwy. Ale skoro jesteśmy już przy zaklęciach, ciocia Cyzia jest najlepsza w urokach kosmetycznych. Mogłabyś zrobić coś z tym znakiem na jej szyi?
Narcyza zmarszczyła czoło, widząc malinkę.
- Z tym człowiekiem naprawdę jest coś nie tak, jak trzeba. I może ty jesteś równie szalona, pozwalając mu na jego wybryki.
Gorset szat rytualnych Mii został wyszyty subtelną, srebrną nicią i ozdobiony kamieniami w odcieniu krwistej czerwieni. Odsłaniał niewiarygodnie dużo biustu, ale Andromeda szybkim zaklęciem upewniła się, że nie opadnie, obnażając jeszcze więcej. Jej Znak Watahy był wyraźnie widoczny, podobnie, jak jej dwa tatuaże. Gorset był również mocno wycięty na plecach, odsłaniając jej kremową skórę. Rękawy szaty były rozcięte od barku do łokcia, gdzie łączyła je srebrna nić. Dzięki temu zabiegowi, wszyscy mogli dostrzec słowa jej Rodu, wyryte na zawsze na ciele.
- Będziesz bosa? – Zapytała Andromeda.
- Oczywiście – odpowiedziała Mia urażonym tonem.
Narcyza uśmiechnęła się z dumą.
- Mimo oficjalnego statusu, jaki dała ci twoja adopcja, dla ludzi zawsze będziesz czarownicą urodzoną w rodzinie Mugoli. Uważam, że ceremonia zgodna z tradycjami czarodziejów czystej krwi będzie odpowiednim krokiem na drodze do zapewnienia jedności – kobieta układała loki Mii w miękkie fale.
- Dziękuję, Cyziu – Mia uśmiechnęła się do kuzynki. – Dziękuję wam za to, że ze mną jesteście.
Czarownice usłyszały ciche pukanie do drzwi.
- Mogę wejść?
- Jeśli masz odwagę – drażniła się z mężem Tonks.
- Wow – szepnął Remus, wchodząc do komnaty. Zatrzymał się obok swojej żony, aby ją pocałować, po czym skierował się do panny młodej, która stała z dwiema kuzynkami. – Mia, wyglądasz…
Dziewczyna wyszczerzyła zęby.
- Myślisz, że zemdleje?
Remus roześmiał się, ale jego oczy przesłoniły łzy.
- Na pewno zrobi z siebie durnia na twój widok.
- To dobrze.
- Zostawimy was samych – Dora ucałowała policzek Remusa i mocno przytuliła Mię. Otworzyła drzwi do sypialni, przepuściła w nich swoją matkę i ciotkę, po czym zamknęła je cicho za sobą.
Mia rzuciła się w ramiona Remusa, który mocno ją do siebie przycisnął.
- Nadal jesteś moja – powiedział miękko.
Czuła jego oddech na Znaku Watahy. Odsunęła się i spojrzała prosto w jego złote oczy, oznaczające, że przemawiał przez niego wilk. Mia zadrżała, słysząc słowa żądające jej poddania się. Przypomniała sobie, że już wcześniej słyszała od niego coś podobnego.
- Ty też jesteś moja, wiesz? Należysz do mnie. To tak, jakby ja był alfą, a ty moją betą.
Mia zaśmiała się i uspokoiła, słysząc jego słowa. Zawsze była szczęśliwa, kiedy mówił o wilku bez pogardy.
- A co z Syriuszem, Jamesem i Peterem?
- Też należą do watahy, ale… Ty jesteś dla mnie ważniejsza. Jest jakieś określenie na przeznaczonego tobie partnera, który nim w rzeczywistości nie jest?
- Poeta z ciebie – rozjaśniła się. – O kimś takim mówi się bratnia dusza.
- Tak. Jesteś moja. Jesteś moim sercem, ale nie… Moją duszą. Czy to ma sens?
- Ty też jesteś mój, Remusie. Należymy do siebie. Do Watahy. I przestań się zachowywać jak Mugol! – Ucałowała go lekko, próbując odegnać jego poczucie winy. Zachichotała, kiedy w jego oczach zamigotał gniew, gdy porównała go do Mugola. – Nie wszyscy zrozumieją, jak funkcjonujemy, to prawda. My rozumiemy, Tonks i Syriusz również rozumieją. To wystarczy. Nie wybieram się nigdzie, ale rozumiem, że próbujesz wprowadzić się w smutny nastrój, żeby wydać mnie za mąż.
Remus westchnął z ulgą.
- Chodzi o to… Zapieczętujesz dzisiaj Więź Duchową. To dużo ważniejszy rytuał niż pieczętowanie Więzi Watahy.
- Ma takie samo znaczenie. Dla mnie i dla Syriusza – powiedziała, wiedząc, że Remusa najbardziej boli fakt, że może stracić ich oboje. – Z nim też rozmawiałeś?
Remus prychnął i wywrócił oczami z niesmakiem.
- Próbowałem. Twój kochany przyszły mąż stwierdził, że jeśli jestem zazdrosny, bardzo chętnie zaciągnie mnie do schowka na miotły i pokaże mi, jak bardzo mnie kocha. Dupek.
Mia odrzuciła głowę i się roześmiała. Nie chciała denerwować przyjaciela przyznając, jak niezwykle erotyczna była myśl, która właśnie pojawiła się w jej głowie.
- Kocham cię, Remusie. Dziękuję ci.
Remus złożył pocałunek na jej czole.
- Tylko ja mam prawo wydać cię za mąż. Nikt inny. Jesteś moja.
Ich rozmowę przerwało pukanie do drzwi i po chwili do sypialni Mii weszli Harry, Ron i Draco. Zachowywali się wobec siebie niezwykle uprzejmie, prawdopodobnie tylko ze względu na nią. Żaden z nich nie odważył się zaleźć jej za skórę w dzień jej ślubu.
- Wow – powiedział Harry z szerokim uśmiechem. Jego szmaragdowe oczy lśniły i Mia miała nadzieję, że nie widzi w nich łez. Jeśli Harry zacznie płakać, ona na pewno też się rozbeczy. – Hermiono, wyglądasz przepięknie!
Ron z trudem przełknął ślinę, wpatrując się w szatę rytualną.
- Czy Daphne będzie miała na sobie coś podobnego podczas naszego ślubu? – Zapytał z nadzieją.
- Nie, jeśli wtrąci się twoja matka – odpowiedział Draco. – W twojej przyszłości widzę siedem warstw koronki i tiulu, Weasley. Jestem pewien, że idąca w kierunku ołtarza Daphne będzie przypominać tort. Ale z drugiej strony, jesteś przecież fanem słodyczy.
Ron zmrużył oczy i spojrzał nieprzyjaźnie na swojego przyszłego szwagra.
- Ostrożnie – zadrwiła z nich Mia. – Rozmawiajcie tak ze sobą i ludzie pomyślą, że wy dwaj naprawdę się lubicie.
Obaj zbledli na tę myśl.
Harry przeczesał palcami włosy i nerwowo poprawił szaty.
- Przygotowaliśmy coś – sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej znajomą bransoletkę. Ujął nadgarstek Mii. – To dla ciebie.
- Harry, ona należy do Ginny. Dostała ją ode mnie – zaprotestowała nieśmiało panna młoda, kiedy jej przyjaciel zapinał delikatny zameczek.
Uśmiechnął się.
- To jest coś pożyczonego.
Mia zamrugała powiekami, próbując odegnać łzy.
Draco spojrzał na pozostałych czarodziejów znajdujących się w komnacie i zdegustowany potrząsnął głową. Wyciągnął ze swojej szaty jedwabną chusteczkę i podał ją płaczącej czarownicy.
- Barbarzyńcy – mruknął pod nosem, kiedy Mia podziękowała mu uśmiechem i przyłożyła jedwab do kącików oczu.
- To powinno powędrować do twojego buta – Remus z uśmiechem podał jej srebrnego Sykla. – Ale wygląda na to, że nie będziesz miała ich na sobie.
Mia przyjęła monetę bez słów i wsunęła ją do kieszeni.
- Zakładam, że Syriusz zajął się czymś niebieskim?
- Wiesz, jak lubi tę tradycję – odpowiedział sarkastycznie Remus.
- Oczywiście, ode mnie dostaniesz coś nowego – w dłoniach Dracona pojawiło się małe, czarne pudełeczko. Chłopak otworzył je i oczom zgromadzonych ukazał się srebrny łańcuszek z naszyjnikiem wykonanym przez dumny Naród Goblinów. Mia wydała zduszony okrzyk na widok herbu Rodu Blacków, a wtedy Draco obrócił zawieszkę i okazało się, że po drugiej stronie wygrawerowany jest herb Rodu Potterów. Pod wpływem dotyku łańcuszek zmienił kolor ze srebrnego na złoty.
- Draco, to piękny prezent. Dziękuję – odsunęła włosy w taki sposób, aby Ślizgon mógł zapiąć łańcuszek na jej karku. Następnie zwróciła się z uśmiechem do Rona. – Rozumiem, że ty odpowiadasz za coś starego?
- Ja… Tak naprawdę nie wiedziałem, co mogę ci dać, ale wtedy mama znalazła to – podał jej czerwoną wstążkę. Na jednym z jej końców wisiała złocona litera „G". Mia na jej widok nie mogła złapać oddechu. – Kiedy odeszliśmy w poszukiwaniu Horkruksów, zostawiłaś w Norze wiele książek. Mama znalazła ją w jednej z nich. Mówiłem jej kiedyś, że używałaś tej wstążki jako zakładki na…
- Pierwszym roku – dokończyła szeptem Mia, wyciągając dłoń, aby dotknąć materiału. – To… Należało do mojej mamy. Mojej mugolskiej matki. Kiedy po raz pierwszy wyjeżdżałam do Hogwartu, dała mi chyba dwadzieścia takich zakładek. Powiedziała, że na pewno będę czytać mnóstwo książek i muszę wiedzieć, które są moje.
Zamknęła Ronalda w niedźwiedzim uścisku.
- Myślałam, że wszystkie zgubiłam. Dziękuję.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Syriusz obserwował, jak Harry, Ron i Draco idą spokojnym krokiem przez sad Potterów, aby dołączyć do osób zebranych w kręgu. Uśmiechnął się do nich, widząc, że doskonale znali swoje miejsca, zamiast kręcić się z zawstydzeniem wśród zgromadzonych.
Ron skierował się w stronę Daphne i uśmiechnął się do niej radośnie, ostrożnie unikając spojrzenia Hyperiona, który wraz z Laurel stał obok swojej starszej córki. Astoria, stojąca po drugiej stronie rodziców, uśmiechnęła się słodko do Dracona. Ślizgon – wzór dżentelmena – najpierw pocałował narzeczoną w policzek, a następnie w ten sam sposób przywitał jej matkę, po czym zajął miejsce między obiema kobietami.
Andromeda i Dora stały obok Narcyzy. Z zachwytem wsłuchiwały się w opowieść Luny o tym, że Teodor Nott bardzo chce postąpić zgodnie z tradycją, wobec czego Luna w związek małżeński wejdzie całkowicie nago. Chłopak, stojący obok swojej narzeczonej, nawet nie mrugnął okiem, słysząc jej słowa, ale z trudem powstrzymywał uśmieszek, myśląc o tej zbliżającej się chwili. Neville i Hannah również dyskutowali o swojej przyszłości. Oni z kolei byli zdecydowani, aby na ceremonii ślubnej pojawić się w oficjalnych szatach, co spotkało się z aprobatą stojących w pobliżu Franka i Alice, chichoczących na widok rumieńców pokrywających policzki ich syna.
Kingsley stał między Frankiem i Minerwą, która rozmawiała radośnie z Molly. Minister Magii ignorował rozmowę kobiet, bo wolał przysłuchiwać się dyskusji Fleur i Billa o ostatnich zmianach w prawie dotyczącym wilkołaków. Charlie, Fred i George próbowali wyciągnąć od Percy'ego imię jego aktualnej dziewczyny, które nie zabrał ze sobą na wesele, ponieważ uważał, że znają się zbyt krótko, by wystawiać biedną czarownicę na całą swoją rodzinę. Ginny co jakiś czas dorzucała swoje trzy grosze do nalegań braci, ale kiedy Harry zajął miejsce między nią i Ronem, skupiła się na swoim narzeczonym.
- Wszystko gotowe? – Zapytała.
Harry skinął głową i posłał porozumiewawcze spojrzenie Syriuszowi, który uśmiechnął się z ulgą.
- Nie mogę uwierzyć, że niedługo nas to czeka.
Ginny mrugnęła do niego.
- Jeśli chcesz, to nie mam nic przeciwko ucieczce i ślubowi po kryjomu.
Harry spojrzał na nią z takim oddaniem i miłością, że Syriusz prawie wybuchł śmiechem.
- Jesteś idealna!
Artur uśmiechnął się, słysząc ich rozmowę i poklepał Syriusz po plecach.
- Utrzymajmy to na razie w tajemnicy przed Molly.
- Wcale im się nie dziwię – wymamrotał Syriusz, czując się niekomfortowo w rytualnych szatach. W końcu zdecydowanym ruchem ściągnął je z siebie. Ignorując protesty Andromedy i Narcyzy, zdjął przylegającą do ciała koszulkę i rzucił ją Harry'emu. Czując się trochę lepiej, nałożył na siebie ponownie szaty, ale nie zapiął ich, więc wszyscy mogli podziwiać jego muskularną, chociaż szczupłą klatkę piersiową.
- Uwierz mi, że to będzie się jej bardziej podobać – powiedział patrzącemu na niego ze zdziwieniem Arturowi.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Denerwujesz się? – Zapytał Remus, kiedy razem z Mią stanęli na skraju czerwonego dywanu, wiodącego w kierunku czekającego na nich kręgu czarownic i czarodziejów. Wzdłuż niego ciągnął się szereg słoików wypełnionych błękitnymi płomykami. Poza kręgiem Tilly i Zgredek pilnowali, żeby Teddy nie upuścił maleńkiej Victoire.
- Czy się denerwuję przed poślubieniem Syriusza? – Doprecyzowała, uśmiechając się. – A ty denerwowałeś się przed poślubieniem Tonks?
Remus potrząsnął przecząco głową.
- Nie. Przynajmniej od chwili, kiedy postanowiłem, że się z nią ożenię. Owszem, ślub odbył tylko dla zachowania pozorów, bo zdążyliśmy wcześniej zapieczętować Więź. Mówiłem ci kiedyś, że to z twojego powodu w ogóle się na to zdecydowałem? Dzięki tobie udało mi się pokonać moje koszmary i po prostu… Pobiec do niej.
- Nigdy mi o tym nie mówiłeś, ale chętnie tego kiedyś wysłucham – powiedziała z łagodnym uśmiechem. Rozpoczęli powolny spacer w kierunku kręgu. Nie zwracali uwagi na spojrzenia, które im towarzyszyły.
- Wydawało mi się, że wszystko spieprzyłem. Kiedy Syriusz wpadł za Zasłonę, wydawało mi się, że zniszczyłem przyszłość. Doszedłem wtedy do wniosku, że Dorze będzie lepiej beze mnie i większą część roku spędziłem odpędzając się od niej. Potem zginął Dumbledore i znalazłem cię na szczycie Wieży Astronomicznej.
- Pamiętam, że powiedziałam ci wtedy, że powinieneś być ze swoją kobietą.
Skinął głową i ścisnął jej dłoń.
- Sądziłem, że kiedy sam podejmuję decyzje, wszystko się sypie, więc postanowiłem, że od tej chwili będę robił wszystko zgodnie z twoimi radami. Poza tym, pamiętałem tę noc. Pokazałaś mi ją w Myślodsiewni. Nie rozumiałem tego, bo uważałem, że zniszczyłem przyszłość, ale tamta chwila dała mi nadzieję. I zdecydowałem, że lubię nadzieję.
- Też lubię nadzieję – odpowiedziała cicho Mia.
Właśnie w tej chwili Syriusz przełamał krąg i wielu gości krzyknęło, będąc pewnymi, że mężczyzna zdecydował się na ucieczkę sprzed ołtarza. Mia nastawiła się na jego prędkość i obserwowała go szeroko otwartymi oczami, ale musiała się szczerze roześmiać, kiedy Black wyrwał ją z objęć Remusa i mocno ją pocałował.
- Wiem, że te kilka razy, kiedy ci to powiedziałem, to były przypadkowe lub wymuszone słowa, ale… - Wziął głęboki oddech i spojrzał jej w oczy. – Ale naprawdę cię kocham. To piękne i przerażające uczucie.
Położył dłoń na jej imieniu, które wytatuował sobie nad sercem. Był to jeden z jego żartów, które zmieniły się w romantyczny gest.
- Za każdym razem, gdy na ciebie patrzę, czuję napięcie w piersi, które każe mi coś powiedzieć, ale zwykle nie mówię nic.
- Dlaczego? – Cień przemknął po jej twarzy, kiedy koniuszkami palców wodziła po jego ustach. Uśmiechnęła się dopiero, kiedy je ucałował.
- Upór? Duma? – Zasugerował.
- Też cię kocham, Syriuszu.
- Bardziej niż Remusa? – Zapytał kpiącym tonem.
- Ale z ciebie dupek – Mia klepnęła go otwartą dłonią w klatkę piersiową..
- Na Merlina, ale z was cudaki – wymamrotał Remus, kiedy ciszę przerwały chichoty i stłumione okrzyki. Wszyscy obserwowali ten nagły przypływ czułości ze strony Syriusza, który tulił do siebie narzeczoną w połowie drogi do magicznego kręgu.
Minęło może pół minuty, a dłonie Syriusza – działając spontanicznie – przesunęły się na pośladki Mii. Remus miał dość.
- Możemy?
Syriusz odsunął się i uśmiechnął.
- Nie mogłem się powstrzymać. Spójrz na nią! – Jeszcze raz ją mocno pocałował i sięgnął po różdżkę. – Musimy poprawić tylko jedną rzecz.
Mia zmarszczyła czoło.
- O co chodzi?
Syriusz jej nie odpowiedział, ale przyłożył koniuszek różdżki do skóry jej szyi i anulował zaklęcie, które ukrywało malinkę, pozostawioną tam tego poranka. Uniósł brwi, odwrócił się i pobiegł na swoje miejsce w kręgu.
Mia westchnęła z irytacją.
- Jak źle to wygląda?
Remus spojrzał uważnie.
- To dość oczywiste, w jaki sposób ten znak znalazł się na twojej szyi.
- Czy mi się tylko wydawało, czy Syriusz nie miał na sobie koszulki?
- Nadal masz czas, żeby się rozmyślić – zażartował wilkołak.
Mia roześmiała się i położyła dłoń na wyciągniętym ramieniu przyjaciela.
- Nigdy.
Kiedy krąg rozstąpił się, żeby ich przepuścić, Mia spojrzała morderczym wzrokiem na Syriusza.
- Ale z ciebie dupek.
- Panie i panowie – Artur uśmiechnął się na widok frustracji Mii. – Zebraliśmy się dzisiaj, aby uczcić małżeństwo tych dwojga fantastycznych ludzi. Syriusz Black i Hermiona Potter stoją przed nami, chcąc związać swoje życia i swoją magię na zawsze, chcąc zapieczętować Więź Duchową, która przetrwała próbę czasu. Ich miłość, która nie zachwiała się przez trzy dekady, dwie wojny i mnóstwo trudnych wyborów sprawiła, że oboje dotarli do tego momentu.
Patriarcha rodziny Weasley'ów urwał na chwilę i kontynuował.
- Na szczęście, wielu z nas miało tę przyjemność i ten przywilej, aby obserwować, jak ich miłość rosła w siłę z każdym mijającym rokiem, jak sprawiała, że pokazywali światu swoje najlepsze strony. Uważam, że mogę wypowiedzieć się za nas wszystkich, mówiąc, jak bardzo szczęśliwi jesteśmy, będąc dzisiaj z wami. Jesteśmy zaszczyceni, że zechcieliście dzielić tę chwilę z rodziną i przyjaciółmi. Kto z was oddaje tę czarownicę?
Odezwał się Remus, dumny, trzymający głowę wysoko.
- Ja ją oddaję – powiedział stanowczo i musnął kciukiem grzbiet dłoni Mii, spoczywającej na jego ramieniu. – Zawsze była moja, żebym mógł ją oddać.
Chwycił obie dłonie Mii w swoje ręce i złożył pocałunek na jej nadgarstkach, po czym sięgnął po rękę Syriusza i włożył w nią jedną ze szczupłych dłoni przyjaciółki.
Artur pochylił się i przewiązał złączone dłonie Mii i Syriusza złotą wstęgą.
- Czy ta dwójka stoi dzisiaj przed nami z błogosławieństwem swoich rodzin?
Harry i Tonks wystąpili z kręgu, a w ich dłoniach połyskiwały wstęgi w innych kolorach.
- Ja… Nimfadora Lupin – kilka osób zachichotało, słysząc, z jakim trudem pełne imię przeszło przez usta Dory. Andromeda skrzywiła się. – Kuzynka Syriusza Blacka przez krew i wybrana reprezentantka naszej rodziny, daję mojemu kuzynowi błogosławieństwo, aby na wsze czasy związać Ród Potterów z Rodem Blacków.
Podeszła bliżej i z uśmiechem przewiązała czarną wstęgę na nadgarstku Syriusza i Mii.
Nadeszła kolej Harry'ego.
- Ja, Harry Potter, brat Hermiony Potter przez Więź Rodzinną, daję mojej siostrze błogosławieństwo, aby na wsze czasy związać Ród Blacków z Rodem Potterów – chłopak zawiązał czerwoną wstęgę najpierw wokół nadgarstka Mii, a następnie Syriusza. Ucałował jeszcze Mię w policzek, zanim wrócił na swoje miejsce.
- Syriuszu, Mio, te wstęgi symbolizują przysięgi, które dzisiaj złożycie, wiążące was do jednego Rodu. Od tego momentu wasze rodziny będą sojusznikami, a ceremonia, której będziemy świadkami zwiąże waszą magię, wasze serca i zapieczętuje Więź Duchową przygotowaną i sprowokowaną wiele lat temu. Tak, jak związane są wasze ręce, związane zostaną wasze życia. Czy stajecie przed nami z własnej, nieprzymuszonej woli? – Zapytał Artur.
- Stajemy – odpowiedzieli równocześnie.
- Czy przysięgacie na swoją magię być wiernymi partnerami do końca życia?
- Przysięgamy.
- Czy przysięgacie na swoją magię przyjaźnić się głęboko i z oddaniem?
- Przysięgamy.
- Czy przysięgacie na swoją magię kochać się bezwarunkowo?
- Przysięgamy.
- Czy przysięgacie na swoją magię stać przy sobie w zdrowiu i w chorobie, w czasach dostatku i biedy, w smutku i radości, podczas wojny i lat pokoju?
- Nie – wyrzucił z siebie Syriusz. – Smutek jest za nami. Więcej wojen nie będzie.
- Hermiono Potter – Artur uśmiechnął się do niej. – Spójrz na swojego Pana i Męża. Złóż swoją przysięgę.
- Ja, Hermiona Potter, daję tobie, Syriuszu Black, moją miłość, moją przyjaźń, moje wsparcie i moją ochronę. Przyjmę twoje nazwisko i będę je szanować. Tobie oddam mojego pierworodnego syna, twojego dziedzica, który przekaże twoją spuściznę i dziedzictwo twoich przodków, który sprawi, że odwaga i talent zawsze będą czyste – uśmiechnęła się, łącząc słowa dwóch rodów. Widziała, że Narcyza i Andromeda przykładają chusteczki do kącików oczu. – Świadomie wiążę się z tobą i tylko śmierć nas rozłączy, ale nawet wtedy moja dusza będzie czekać na twoją, aby zjednoczyć się z nią w zaświatach. Tak przysięgam na moją magię. Suscipiam ilud vinculum.
Czerwona wstęga zmieniła kolor na srebrny.
Mia uśmiechnęła się i bezgłośnie powiedziała do Syriusza: kocham cię.
Syriusz westchnął, zastanawiając się, w jaki sposób udało mu się złapać szczęście za nogi.
- Syriuszu Black, spójrz na swoją Panią i Żonę. Złóż swoją przysięgę.
- Ja, Syriusz Black, daję tobie, Hermiono Potter, moją miłość, moją przyjaźń, moje wsparcie i moją ochronę, chociaż wiem, że jej nie potrzebujesz – stwierdził z drwiącym uśmieszkiem. – Z własnej woli wiążę nasze rody, wiedząc, że pomożesz mi wyplenić mrok z mojej rodziny i zapalisz w niej płomień swojej magii. Przyrzekam tobie moją różdżkę, aby ci służyła i cię chroniła, przyrzekam ci moje życie, abyś zrobiła z niego najlepszy użytek, przyrzekam dać ci tyle dzieci, ilu zapragnie twoje serce i obiecuję wychować je w taki sposób, aby wiedziały, że odwaga i talent na zawsze pozostaną czyste. Świadomie wiążę się z tobą i tylko śmierć nas rozłączy, ale nawet wtedy moja dusza będzie czekać na twoją, aby zjednoczyć się z nią w zaświatach. Tak przysięgam na moją magię. Suscipiam ilud vinculum.
Czarna wstęga również zmieniła kolor na srebrny i oplotła łączącą ich złotą wstęgę.
Mia i Syriusz krzyknęli, kiedy materialne wstęgi wiążące ich dłonie zaczęły świecić, ukazując wszystkim zgromadzonym istniejącą między nimi Więź Duchową, którą właśnie zapieczętowali. Syriusz czuł, jak magia promieniuje ze wstęgi, wypełniając każdą lukę, łatając każdą dziurę, uzdrawiając wszystkie rany w jego duszy.
Przez moment wydawało się im, że płoną, że są zrobieni z rozgrzanego do granic możliwości metalu, który właśnie kształtował się na nowo, a po chwili zanurzono ich w zimnej wodzie, utwardzając ich jak najszlachetniejszą stal. Ich serca wybijały jeden – wyjątkowo równy – rytm, a magia obmyła ich i uspokoiła się.
- Ja pierdolę – szepnął Syriusz, czując, jak jego skóra nadal wibruje.
Mia też drżała, ale parsknęła śmiechem, słysząc jego słowa.
- Jak zawsze, poeta.
- Ogłaszam was związanymi na całe życie – Artur roześmiał się radośnie, patrząc na młode małżeństwo.
W sposób nieprzypominający tamtego gorącego pocałunku w połowie drogi do magicznego kręgu, Syriusz ostrożnie, z godnością podszedł do Mii. Przypomniał sobie chwilę, kiedy pierwszy raz otworzył oczy po powrocie zza Zasłony. Spodziewał się wtedy zobaczyć Stwórcę, ale przywitał go widok czekoladowych oczu – teraz bursztynowych – patrzących na niego z niepokojem. W tym momencie cały niepokój i wszystkie smutki zostawili za sobą i pozostało im bogate, pełne życie do wzięcia.
Pocałował ją, mając te myśli w głowie.
Kiedy odsunął się od niej, głuchy na rozbrzmiewające wokół nich odgłosy radości, uśmiechnął się na widok słabego rumieńca na jej policzkach.
- Kiedyś nie będziesz tego robić – szepnął, dotykając jej twarzy.
Uniosła brew, a w jej oczach pojawiło się zaciekawienie.
- Czego?
- Rumienić się z powodu uczuć, jakie w tobie wywołuję.
Mia roześmiała się, wiedząc, że mają przed sobą całe życie wykorzystywania możliwości i spełniania marzeń.
Syriusz uśmiechnął się i jeszcze raz ją pocałował. Smakowała tak, jak zwykle. Jego czarownica. Jego żona.
Smakowała jak whisky.
