Od tłumaczki: Zgodnie z obietnicą, wrzucam w tym tygodniu drugi epilog. W piątek pojawi się ostatnia część tego fantastycznego fanficka. Miłego czytania i do zobaczenia.
EPILOG, CZĘŚĆ 2 – ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE
31 sierpnia 2013
Syriusz obudził się, kiedy do jego czułego nosa dotarł zapach smażonego bekonu, a w jego uszy uderzył odgłos dzieciaków biegających po korytarzach Dworu. Mężczyzna czuł również na plecach niewielki ciężar, a jego skórę musnęły delikatne włosy. Kiedy uniósł jedną powiekę i nieco przekręcił głowę, przywitał go widok drobnej twarzyczki, okolonej czarnymi włosami, w której jaśniały czekoladowe oczy.
- Tatusiu… - warknęła dziecięcym głosem dziewczynka.
- Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że kiedy mówisz tym tonem, brzmisz jak troll? – Wymamrotał zaspany Syriusz.
Mała czarownica podskoczyła, a jej kolana wylądowały na plecach Syriusza.
- Tatusiu, wstawaj!
- O, kurwa – mężczyzna odwrócił się i złapał córkę w objęcia. Skrzywił się z bólu. – Księżniczko, to były nerki tatusia.
- Musisz wrzucić Galeona do słoika na przekleństwa! – Odpowiedziała z zadowolonym uśmiechem. – Mamusia tak mówi.
Syriusz zawarczał pod nosem. Pierdolony słój na przekleństwa.
- Za co tatuś płaci swoim przeklinaniem w tym miesiącu?
Sześciolatka zwinęła się w małą kulkę u jego boku i zaczęła przeczesywać palcami jego włosy w identyczny sposób, jak czyniła to jej matka.
- Wujek Remus zabierze mnie i Lily na Tydzień Czekolady w Londynie! Słoik na przekleństwa płaci za bilety.
Syriusz zachichotał i potarł czoło, odpędzając resztki snu.
- A dlaczego, mój mały, kochany kociaku, wujek Remus sam nie zapłaci za te cholerne bilety?
- Słoik! – Zawołała radośnie dziewczynka. – Bo mamusia tak mówi.
Syriusz wydął wargi i spojrzał na swoją najmłodszą pociechę z udawanym rozdrażnieniem.
- Czasami wydaje mi się, że mamusia bardziej lubi wujka Remusa, niż mnie.
Pandora oparła podbródek na swojej maleńkiej piąstce i zrobiła identyczną minę.
- Wiem.
Syriusz roześmiał się głośno.
Pomimo kłopotów, jakie czasami sprawiał Regulus, chłopak okazał się bardzo podobny do Mii, a właściwie do Hermiony, jeśli mieli być szczerzy. Doskonale się uczył, był oczytany i nie był w gorącej wodzie kąpany, w przeciwieństwie do swoich kuzynów. Na szczęście, Teddy i Jamie mieli Hope, która panowała nad nimi, kiedy grozili zerwaniem się ze smyczy. Córka Remusa potrafiła być tak groźna i nieprzejednana, jak jej ojciec i tak niezdarna, jak jej matka, co dawało wyjątkowo niefortunne połączenie i czyniło ją niebezpieczną, małą wiedźmą.
Carina, podobnie, jak jej matka, która również była adoptowana, miała tak ślizgoński charakter, jak jej babcia. Kiedy zapytano ją podczas procedury adopcyjnej, czy chce przyjąć nazwisko Black, Carina poprosiła również o drugie imię i osobiście zdecydowała, że ma ono brzmieć „Dorea". To powinno być znakiem dla jej nowej rodziny. Dziewczynka wszystkich owinęła sobie wokół palca, a Syriusz był z tego powodu najszczęśliwszy. Kobiety czasami musiały powstrzymywać zapędy i histerie Cariny, które – na szczęście – ustały po adopcji. W ciągu ostatnich lat jej wybuchy niekontrolowanej magii zostały w większej mierze okiełznane. Teraz, kiedy posiadała własną różdżkę i jutro miała wyruszyć do Hogwartu, jej magia zostanie pod kontrolą.
Syriusz trzymał mocno w objęciach najmłodszą córkę, wykorzystując ją jako lekarstwo na ból, który sprawi mu wyjazd Cariny. Był wdzięczny losowi, że minie jeszcze kilka lat, zanim Pandora pójdzie do szkoły.
- Panienko Pandoro Mary Black, co powinien zrobić tatuś, żeby mamusia bardziej go lubiła? Może powinienem mniej przeklinać?
- Nie! – Zaprotestowała Pandora. – W zeszłym roku pieniądze ze słoika zapłaciły za prezenty świąteczne i urodzinowe!
Syriusz zachichotał, widząc strach w oczach córki.
- Wiesz o tym, że jesteśmy bogaci, prawda? Pandoro, wiesz, że nawet gdybyśmy nie mieli słoika na przekleństwa, dostałabyś wszystkie swoje prezenty, tak? – Zapytał, nagle zmartwiony tym, że pozostałe dzieci wmówiły Pandorze, iż to właśnie słoik na przekleństwa płacił za wszystko, co posiadali. Przyznawał przed sobą, że Jamie byłby w stanie tak zażartować z kuzynki.
- A co z Tygodniem Czekolady?
Westchnął. Zapisał sobie w pamięci, aby zabić Remusa, kiedy już będzie po wszystkim.
- Gdybyśmy nie mieli słoika na przekleństwa, wujek Remus stanąłby na podwyższeniu i zaczął tańczyć dla Mugoli, a oni by mu wrzucali do kapelusza pieniądze – powiedział i uśmiechnął się, kiedy Pandora zaczęła chichotać. – Dlaczego mamusia kazała ci mnie obudzić?
Sześciolatka przestała się śmiać, ale radość pozostała na jej twarzy.
- Powiedziała, że ty musisz ukarać chłopców.
Syriusz zmarszczył brwi, czując, jak w jego żołądku formuje się lodowa kula.
- Których chłopców?
Pandora wyszczerzyła zęby i w tym momencie za bardzo przypominała swoją matkę, co źle działało na nerwy Syriusza.
- Cwotów – odpowiedziała, przekręcając trudne słowo.
Syriusz westchnął, wiedząc doskonale, których chłopców miała na myśli: Teddy'ego, Jamesa i Regulusa. Huncwotów.
- A co zrobili?
- Wzięli twój motocykl.
- Słucham?! – Syriusz zerwał się jak oparzony z łóżka i sięgnął po swoje spodnie, które były przewieszone przez oparcie krzesła. Wstał, naciągnął na siebie jeansy i T-shirt, przerzucił córkę przez ramię i wyszedł z sypialni. – Regulusie Charlusie Black!
Zza oddalonych o kilka metrów drzwi wyjrzała głowa pełna czarnych włosów.
- Ja go nie wziąłem! To był Teddy!
Obok Regulusa pojawiła się inna głowa z czarnymi włosami.
- Ale to był twój pomysł!
Jamie wyszedł z komnaty i podszedł do Syriusza z szerokim uśmiechem.
- Czy mogę tylko powiedzieć, jak dobrze dzisiaj wyglądasz, wujku Syriuszu?
- Niezła próba, Jamie. Który z was dotknął motocykla? – W odpowiedzi każdy z chłopców wskazał dwóch pozostałych. Syriusz wywrócił oczami. – Jak mam to powiedzieć, żeby do was dotarło… Kiedy któryś z was zostanie nakryty w Hogwarcie za odwalenie jakiegoś gówna…
- Słoik! – Pandora zaklaskała z zachwytem.
- Wtedy albo bierzesz winę na siebie, albo wszystkiego się wypierasz. Nie zwracacie się przeciwko sobie.
Na twarzy Regulusa pojawił się cień uśmiechu.
- To znaczy, że nie mamy kłopotów?
- A zepsuliście motocykl?
Jamie potrząsnął głową.
- Nie chciał w ogóle odpalić. Teddy powiedział, że musimy pchnąć, kiedy on będzie nim manewrował i wtedy zapali.
Syriusz zerknął na chichoczącego Teddy'ego, którego włosy zmieniły kolor na zielony.
- Wasz kuzyn jest niezłym kłamcą.
- Co? – Jamie odwrócił się do Teddy'ego. – Ty dupku!
- Rzuciłem na silnik Zaklęcie Stazy. Nauczyła mnie tego twoja ciocia Hermiona – powiedział Syriusz do Jamiego. – Nie ruszajcie motocykla, dobrze wam radzę. Kiedy będziecie wystarczająco dorośli, nauczę was, jak się go prowadzi.
- Naprawdę? – W oczach Regulusa zalśniła nadzieja.
- Jak wściekła jest mama? – Zapytał Black.
Regulus milczał przez chwilę, zastanawiając się nad pytaniem ojca.
- Bardziej niż Zaklęcie Żądlące, ale mniej niż Cruciatus.
Syriusz skrzywił się. Nie brzmiało to dobrze. Zaklęcia Żądlące Mii bolały jak jasna cholera, a jego żona czasami trafiała w bardzo wrażliwe miejsca, udając, że celuje gdzieś indziej i przypadkiem nie trafia. Na szczęście, w tym momencie to chłopcy mieli kłopoty, a nie on.
- Skończyliście się pakować?
- Tak, tato.
- Pomogłeś swojej siostrze z jej kufrem?
Do rozmowy wtrącił się Jamie.
- Al jej pomaga. Wujku Syriuszu, chcesz dołączyć do zakładu?
- A o co się zakładamy? – Syriusz przekręcił Pandorę w swoich ramionach i postawił ją na podłodze.
Teddy zaśmiał się i potrząsnął głową.
- O to, czy Albus zostanie Ślizgonem.
Syriusz zmarszczył brwi, widząc rozbawienie chłopców.
- Wiem, że jesteście dumnymi Gryfonami, ale nie próbujcie nawet odcinać się od swojego rodzeństwa, jeśli zostanie ono przydzielone do Slytherinu. Mówię serio.
- Imię zobowiązuje – mrugnął do niego Teddy.
Syriusz przeczesał włosy chłopaka, aż zmieniły kolor z zielonego na żółty.
- Lubię cię, dzieciaku.
- Mama już zrobiła nam wykład – stwierdził Regulus. – Babcia Dorea była Ślizgonką.
- I wujek Regulus – dodał Syriusz.
Jego syn skinął głową i rozpromienił się.
- Był bohaterem.
- Tak, to prawda.
- Wujek Draco też był Ślizgonem – zaszczebiotała Pandora.
- To nie jest nasz wujek, mała, tylko nasz kuzyn – powiedział Regulus, przyciągając do siebie siostrę i przytulając mocno do siebie. Spojrzał na ojca. – Na pewno się pojawi?
Zza zakrętu wyszła Mia.
- Tak. On, Astoria i Scorpius spotkają się z nami na Ulicy Pokątnej, bo mają ostatnie zakupy do zrobienia. Przynajmniej taki był plan jeszcze zeszłej nocy – odpowiedziała, patrząc, jak chłopcy oddalają się od nich. Pandora usiadła przy małym stoliku i zaczęła się bawić klejem i brokatem. Mia pocałowała Syriusza. – Dzień dobry, kochanie. Poradziłeś sobie z nimi?
Syriusz skinął głową.
- Oczywiście. Ochrzaniłem ich. Co za niewdzięczne dzieciaki… Gdzie są wszyscy odpowiedzialni dorośli w chwili, kiedy są najbardziej potrzebni? – Zakończył pytaniem retorycznym, słysząc śmiech Lily i Hope.
- Ginny pojawi się na obiad. Harry powiedział, że w Norze doszło do przyjaznej wymiany zdań dotyczącej meczu Quidditcha i Ginny została na miejscu, żeby upewnić się, że Ronald nie narozrabia – Mia zaśmiała się. – Remus i Dora są w Muszelce, pomagają w czymś Billowi.
- W Muszelce? – Zza rogu wybiegł zaczerwieniony Teddy. – Mogę do nich dołączyć?
Mia wywróciła oczami.
- Pojawisz się bezpośrednio na miejscu?
- Tak. Dziękuję, ciociu Mio! – Uśmiechnął się i pobiegł do kominka, zostawiając Regulusa i Jamiego samym sobie.
- Nienawidzę Victoire – syknęła ze swojego miejsca przy stoliku Pandora.
Mii drgnęły wargi i skrzyżowała ramiona na piersi, rzucając Syriuszowi pełne wyzwania spojrzenie.
- Zapytaj swoją córkę, co robiła od rana.
Syriusz wykrzywił się. Przypisywanie, które dziecko należało do którego rodzica zawsze oznaczało kłopoty. Regulus był jego synem, kiedy coś zepsuł, albo gdy z Hogwartu przychodził list opowiadający o jego nieposłuszeństwie. Carina była córką Mii, kiedy udało jej się przekonać chłopców do zrobienia czegoś niebezpiecznego. Pandora mogła być jej lub jego.
Przyklęknął obok swojej najmłodszej córki i z uśmiechem spojrzał na górę kleju i brokatu.
- Chcesz mi coś pokazać, mój mały, kochany kociaku?
Pandora uśmiechnął się z dumą i podniosła kawałek kartonu, przeciętego na pół, a później sklejonego w taki sposób, aby przypominał klepsydrę. Nasypała do środka brokat.
- Spójrz, tatusiu. Mam Zmieniacz Czasu.
- Rzeczywiście. Masz prześliczny Zmieniacz Czasu – przyznał i nadal patrzył na nią z uśmiechem. Z uporem omijał spojrzenie żony.
- Zapytaj ją, dlaczego zrobiła sobie Zmieniacz Czasu – naciskała na niego Mia.
- Pandoro?
- Żebym mogła go przekręcić, o, tak – odwróciła swoje dzieło, co sprawiło, że brokat wyleciał z klepsydry i rozsypał się na stoliku i podłodze. – Cofnę się w czasie i zanim Teddy pocałuje Victoire, będę mogła ją uderzyć w nos. Victoire będzie brzydka i Teddy już nie będzie jej lubił.
- To… - Syriusza na moment zatkało. – Ja pierdolę, co za bagno.
- Słoik!
- Dlaczego chciałabyś tak postąpić, kochanie? Victoire cię lubi – zapewnił Syriusz swoją sześciolatkę. – Powinnaś być dla niej miła. Ona…
- Należy do Watahy – przerwała mu z westchnięciem Pandora. Wywróciła oczami, zupełnie, jak jej matka. – Wiem. Ale jeśli cofnę się w czasie i Victoire będzie brzydka, Teddy nie będzie jej lubił i będzie mógł się ożenić ze mną. Tak, jak mamusia, która cofnęła się w czasie i mogła poślubić ciebie.
Zszokowany Syriusz pocałował czoło swojej córki i wyszedł z kuchni, nie wiedząc, jak się ustosunkować do jej słów. Rozbawiona Mia podążyła za nim.
- Dlaczego wszystkie kobiety, które kocham, wolą Lupinów?
- Nie przesadzaj. Mówiłam ci, że Pandora jest za mała na tę historię. Prawda, że ci o tym mówiłam?
Syriusz skinął głową.
- Mówiłaś mi o tym.
- A teraz Pandora zrobiła dla siebie Zmieniacz Czasu.
Black nagle się uśmiechnął i odwrócił do żony.
- Może ona i Teddy będą żyli długo i szczęśliwie – stwierdził i zrobił unik przed jej pięścią, skierowaną w jego ramię.
- Masz na nią zły wpływ – Mia wskazała na niego palcem.
Z uśmiechem złapał jej palec między zęby. Przyciągnął ją do siebie i pocałował, robiąc, co mógł, żeby zignorować gwizdy i wypowiadane z obrzydzeniem „Fuuuuj" dobiegając z różnych części domu.
- Kiedy zaleje nas stado Weasley'ów?
- Ron, Daphne i dzieciaki są w tym momencie w Norze, ale pojawią się u nas na kolacji ze wszystkimi.
- A Ślizgoni?
- Chodzi ci o Nottów czy o Malfoy'ów? – Zapytała. – Musisz być bardziej precyzyjny.
- O wszystkich Ślizgonów.
- Z Malfoy'ami spotykamy się za godzinę na Ulicy Pokątnej. Z kolei Luna, Teo i bliźniaki przyjdą dopiero na kolację.
- Mamy trochę czasu na…? – Zamachał sugestywnie brwiami.
- Żartujesz, prawda? – Roześmiała się i poklepała go po policzku.
Syriusz westchnął i wrócił do kuchni. Skierował się do błyszczącego brokatem stolika Pandory.
- Mały, kochany kociaku, czy tatuś może pożyczyć twój Zmieniacz Czasu? Potrzebna mi dodatkowa godzina snu.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Draco i Mia siedzieli w lodziarni Floriana Fortescue na swoim tradycyjnym spotkaniu przy deserze. W tym momencie spotkanie, które zaczęło się wyłącznie od nich dwojga rozrosło się rozmiarem na całą ich ogromną rodzinę. Trochę ich to bawiło, trochę irytowało, bo nie mogli już w spokoju dywagować o wojnie, martwych Śmierciożercach i dziennikarzach wtykających swoje nosy w interesy innych ludzi. Teraz byli otoczeni wrzeszczącymi, rozbieganymi dziećmi, a których większość nawet do nich nie należała.
- Na Salazara – jęknął Draco. – Czy my też byliśmy tacy męczący jako dzieci?
- Ty byłeś – prychnęła Mia.
- Ja byłem uroczym, dobrze wychowanym chłopcem. Gdzie są pozostali?
- To bardzo długa lista. Nie chce mi się wymieniać wszystkich z imienia.
- Niech ci będzie – odpuścił. – Gdzie jest Potter i twoi mężowie?
Mia uniosła brew.
- Liczba mnoga?
- Wszyscy wiedzą, że ty i Nimfadora się dzielicie – drażnił się z nią.
- Tak. Odpowiedzialnością za dwóch dorosłych czarodziejów. I nie płyną z tego żadne korzyści – odpowiedziała sarkastycznie i oboje się roześmieli. Draco, w przeciwieństwie do Mii, śmiał się cicho i po kryjomu, ponieważ nie chciał wydać się śmieszny mijającym ich przechodniom. – Duzi chłopcy są w Dziurawym Kotle, a mali chłopcy są w sklepie z miotłami.
- Tato, mogę do nich dołączyć? – Zapytał Scorpius, siedzący obok ojca.
Na twarzy Ślizgona pojawiło się napięcie, które można było zinterpretować jako gniew, ale po tych wszystkich latach Mia wiedziała lepiej.
- Nic mu się nie stanie, Draco – uspokoiła go Mia i rozejrzała się w poszukiwaniu znajomej twarzy. Rozjaśniła się na widok jednego ze swoich bratanków. – Albusie!
Jedenastolatek wyłamał się z kręgu swoich kuzynów i przyjaciół, żeby pospiesznie podejść do stolika.
- Zabierz Scorpiusa ze sobą, żeby pooglądać miotły. Jeżeli coś się wam stanie, wracajcie natychmiast do nas, rozumiesz?
- Tak, ciociu – Albus skinął głową i machnął dłonią na Scorpiusa. – Chodźmy, Scorp.
Draco obserwował, jak jego syn oddala się ulicą od bezpiecznego miejsca jakie zajmował u jego boku. Dokończył swój pucharek lodów i z zainteresowaniem spojrzał na deser Mii.
- Dźgnę cię widelcem, jeśli się odważysz – zagroziła, widząc wzrok kuzyna.
- Ile wynosi pula zakładowa? – Zapytał, ponownie odwracając się w kierunku dzieci. Jego syn nadal był w zasięgu jego wzroku dzięki platynowym włosom.
Mia uśmiechnęła się krótko.
- Trzysta Galeonów.
- Za jeden przydział? – Draco roześmiał się głośno.
- Czwórka jego dziadków była Gryfonami, jego rodzice również. Jego ojciec chrzestny jest Gryfonem, jego ciotki i wujowie również są Gryfonami – powiedziała, oglądając się za siebie. Albus i Scorpius dyskutowali zawzięcie nad jednym z modeli miotły. – Jest Potterem, a mój ojciec twierdził, że Potterowie zawsze są przydzielani do Gryffindoru.
- Ale? – Draco uśmiechnął się swoim aroganckim uśmieszkiem.
- Cóż, jego matka chrzestna jest Krukonką – powiedziała, jakby Luna miała jakikolwiek wpływ na przydział Albusa, który miał się odbyć kolejnego wieczoru.
- Nie pozwól się jej zwieść. Teo mi opowiedział, jaka ona jest naprawdę. Ta wiedźma jest przebiegła, a w dodatku… Ma wyjątkowo brudne myśli. Wyprawia z Teodorem takie rzeczy, z powodu których Astoria by mnie zabiła, gdyby wiedziała, że w ogóle o tym myślę. Ale raczej chodziło mi o to, że ty wiesz, gdzie dzieciak zostanie przydzielony.
Mia wzruszyła ramionami.
- A dlaczego miałabym zdradzić ci mój wielki sekret?
- Bo dorzucę do puli pięćdziesiąt Galeonów i podzielę się z tobą wygraną.
- Albus będzie Ślizgonem – powiedziała cicho Mia.
- Dlaczego jesteś tego taka pewna?
- Bo przydział odbywa się w porządku alfabetycznym i Blackowie są przydzielani przed Potterami – uśmiechnęła się. – A moja córka jest Ślizgonką. Carina i Albus zachowują się czasami jak bliźnięta syjamskie. Po jej przydziale, kiedy tylko Tiara dotknie głowy Albusa, on zacznie błagać, aby dostać się do tego samego Domu, co ona.
- Malfoy – przywitał się Harry, podchodząc do kuzynostwa. W ramionach trzymał Lily, która nosiła niesamowite podobieństwo do swojej babki, ale miała oczy Ginny.
- Potter – Draco skinął głową.
- Dawno się nie widzieliśmy. Jak się ma twoja żona i syn?
- Żona jest ze swoją siostrą i Łasiczką. Dzieciak pobiegł gdzieś z twoim synem.
Harry zbladł i spojrzał na Mię.
- Z którym?
- Z Albusem – odpowiedziała i Harry westchnął z ulgą. – Nie martw się.
- Przez te wredne bachory wyląduję kiedyś u świętego Munga – stwierdził Potter i usiadł obok Mii. Posadził Lily na kolejnym wolnym krześle. – Nie przez ciebie, skarbie. Ty jesteś dobrym dzieckiem.
Lily spojrzała na ojca i uniosła jedną brew.
- Na razie.
- To było… Niepokojące – powiedział Draco do dziewczynki. – Chyba jesteś moją ulubienicą.
Mia zachichotała, widząc, jak Lily rozpromieniła się, a jednocześnie próbowała udawać osobę niezainteresowaną komplementem.
- Nie pozwól, żeby Pandora usłyszała, jak to mówisz.
- Pandora chyba jest zainteresowana kimś innym – Draco spojrzał ponad ramieniem Mii.
Wszyscy się odwrócili, żeby zerknąć w tym samym kierunku. Syriusz i Remus właśnie opuszczali Dziurawy Kocioł razem z Teddym, Hope, Victoire i Pandorą. Teddy i Victoire próbowali trzymać się za ręce, ale za każdym razem, kiedy udawało im się dotknąć, Pandora zwracała na siebie uwagę kuzyna. Syriusz i Remus próbowali – z trudem – ignorować to, co się działo.
W końcu, kiedy Pandora głośno warknęła na dziewczynę Teddy'ego, Syriusz wziął ją na ręce i zabrał ją z daleka od zakochanych.
- Pandoro! Zostaw Teddy'ego i Victoire w spokoju. Lepiej… Przywitaj się z Draconem – Black postawił córkę na wolnym krześle obok Ślizgona.
- Draco, dobrze wyglądasz – Remus uśmiechnął się na powitanie i zajął wolne miejsce po drugiej stronie Mii.
- Tato – Hope podeszła do ojca. – Mogę iść do Esów Floresów?
- Zabierz ze sobą jednego albo dwóch kuzynów i kupcie od razu wasze szkolne podręczniki, dobrze?
Hope uśmiechnęła się, ucałowała ojca w policzek i rozejrzała się w poszukiwaniu swoich kuzynów. W końcu jej wzrok padł na głowę pełną prostych, czarnych włosów.
- Carina, chodźmy!
Dziewczynki pobiegły w kierunku księgarni, a w chwilę po nich w tę samą stronę poszli inni kuzyni i kuzynki oby dziewczynek. Zachowywali się jak dobrze skoordynowane stado… Lub wataha.
- Chodź ze mną – Mia wstała i zwróciła się do Remusa. – Chcę kupić sobie kolejny egzemplarz Kłamstw o Lykantropii.
- Masz ich już jedenaście! – Jęknął Lupin.
Syriusz zaśmiał się.
- Wiesz, jak bardzo Mia lubi udawać, że cię nie zna, a następnie kupuje twoją książkę i przy wszystkich klientach księgarni prosi cię o autograf.
- Wiem – pisnął Remus, a Mia musiała się roześmiać, słysząc ton jego głosu.
Byli kilka kroków za dziećmi w drodze do księgarni, ale wszyscy zatrzymali się gwałtownie na widok chudej kobiety z czarnymi włosami, sięgającymi jej ramion. Na twarzy kobiety widniał wieczny grymas niezadowolenia.
- Persiuszu, pospiesz się! – Wrzasnęła Pansy Flint, patrząc z niechęcią na otyłego chłopca, który nie mógł za nią nadążyć. – Twój ojciec za godzinę musi wrócić do pracy, a ja mam dość Ulicy Pokątnej. To miejsce zaczyna schodzić na psy!
Jej wzrok padł na Dracona i Mię.
Oboje wywrócili oczami, kiedy Pansy odwróciła się do nich plecami i z tego powodu prawie przegapili moment, kiedy jej syn wpadł celowo na Carinę, posyłając ją na bruk.
- Uważaj, jak chodzisz, szmato!
Syriusz zrobił krok do przodu, a z jego gardła wydobył się warkot, ale dłoń Mii natychmiast znalazła się na jego ramieniu i go powstrzymała.
- Zaczekaj – poprosiła napiętym tonem, kiedy zauważyła, że dzieci otoczyły młodego Flinta.
- Hej! – Jako pierwszy zareagował Albus, który ruszył biegiem w kierunku potraktowanej brutalnie Cariny. Jamie i Regulus byli tuż za nim. – Nie waż się tak mówić do mojej kuzynki!
Flint spojrzał na Albusa.
- Spadaj, zdrajco krwi!
- Czy ty właśnie popchnąłeś moją siostrzyczkę, mały gnojku? – warknął Regulus, w tym momencie bardziej przypominając wściekłego Syriusza, niż kiedykolwiek indziej.
Hope stanęła między Regulusem i Jamiem. Była tak samo wściekła jak jej kuzyni, ale nie wahała się podejść bliżej Persiusza Flinta, który cofnął się i sam upadł na bruk.
- Lubisz popychać małe dziewczynki, prawda? – Zapytała ze złością.
- Wszystko w porządku?
- Tak – odpowiedziała gorzko Carina, patrząc na krew, która pojawiła się na jej łokciu. Odwróciła głowę i zerknęła w szare oczy, bardzo podobne do jej własnych. Uśmiechnęła się. – Dziękuję, Scorpiusie.
- Bądź ostrożna – chłopak sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej czarno-zieloną chusteczkę z wygrawerowaną literą M. – Krwawisz.
Carina zaczerwieniła się, ale przyjęła chusteczkę oraz pomocną dłoń.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
1 września 2013
- Co jest z nimi? – Mia zapytała Ginny, całując ją w policzek na powitanie. Obie stały przed czerwoną lokomotywą pociągu do Hogwartu. Ginny w ramionach trzymała pociągającą nosem Lily, a Albus i Jamie wrzeszczeli na siebie, podczas gdy Harry próbował chłopców rozdzielić.
Ginny wywróciła oczami.
- Jamie przez cały poranek drażnił się z Alem. Poszło o Ceremonię Przydziału, jak zwykle. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa, kiedy wysyłałam dzieci do Hogwartu, niż dzisiaj. A ta mała – spojrzała na zapłakaną córkę. – Jest załamana, że nie może towarzyszyć chłopcom.
Mia uśmiechnęła się i odsunęła z czoła Lily kosmyk rudych włosów.
- Pandorze też jest przykro – powiedziała do swojej bratanicy. – Może dołączysz do niej? Razem możecie pomyśleć nad rzeczami, które będziecie wspólnie robić przez cały rok.
Lily wyglądała na zadowoloną tym rozwiązaniem i wysunęła się z objęć matki, żeby pójść w stronę Remusa, który trzymał w ramionach Pandorę. Syriusz w tym czasie odprowadzał Carinę i Regulusa do pociągu, gdzie mieli się spotkać z Harrym, Jamiem i Albusem. Ron i Daphne właśnie przybyli razem z Draconem i Astorią. W krótkim czasie Hugo dołączył do dzieci, które odczuwały smutek, bo nie wybierały się tego dnia do Hogwartu.
- Rosie, wszyscy będziemy cię kochali, nawet jeśli zostaniesz przydzielona do Slytherinu – obiecała córce Daphne, a Ron wydał z siebie pełen niezdecydowania pomruk. Biedna dziewczynka wyglądała na przerażoną i Mia poczuła palącą potrzebę, żeby dać dzieciom wykład dotyczący przydziału do Slytherinu.
Okazało się jednak, że Harry'emu udało się dotrzeć do Albusa – mężczyzna klęczał przed swoim synem, podczas gdy Syriusz odprowadzał pozostałe dzieciaki do pociągu. Mia uśmiechnęła się i przeczesała palcami włosy przechodzącej obok Cariny, która podeszła do Scorpiusa, aby się z nim przywitać. Uśmiechnęła się do męża.
- Co się stało, kochanie?
- Powinnaś usłyszeć, jakie gówno Harry wmawia Albusowi. Najodważniejszy człowiek, jakiego znałem – przedrzeźniał chrześniaka Syriusz.
- Cześć – do dorosłych zbliżył się Jamie, uśmiechnięty tak szeroko, jakby miały mu pęknąć wargi. – Tam… Jest Teddy…
Chłopak wskazał na tę część peronu, która zniknęła w kłębach pary wypuszczanej przez lokomotywę.
- Obłapiają się z Victoire!
Nagle obok Jamiego pojawił się Regulus, próbujący opanować histeryczny śmiech.
- Wpychał język do jej ust!
Pandora, która dosłyszała słowa brata, warknęła z wściekłością i Remus musiał ją mocniej przytrzymać, zanim dziewczynka uciekła i wepchnęła Victoire pod pociąg. Zerknął przepraszającym wzrokiem na Billa, który jęknął i razem z Tonks skierował się ku dzieciom, aby przerwać to publiczne okazywanie uczuć, zanim wymknie się spod kontroli.
- Myślicie, że Teddy i Victoire wezmą ślub? – Zapytała Lily. W jej oczach pojawiło się rozmarzenie. – Wtedy wszyscy byśmy byli rodziną.
- Już i tak jesteśmy ze sobą za mocno spokrewnieni – Mia uśmiechnęła się do siostrzenicy.
- Poza mną. Prawdę mówiąc, mnie z żadnym z was nie łączą więzy krwi – stwierdziła Carina, a jej spojrzenie padło na Scorpiusa. Zauważył je nagle poważny Regulus i przesunął się, aby stanąć między swoją siostrą i młodym Malfoy'em.
Syriusz zdecydował się zignorować całą sytuację i pozwolił swojemu synowi poradzić sobie z tym, czego wcale nie chciał do siebie dopuścić. Odwrócił się i uśmiechnął do Harry'ego, który przyprowadził Albusa. Chłopak dołączył do Cariny i Scorpiusa, dwójki przyszłych Ślizgonów.
- Wszystko w porządku? – Zapytała Mia, a Harry skinął głową.
- Już prawie jedenasta – zawołał Syriusz. – Wsiadajcie do pociągu!
Mężczyzna pocałował czubek głowy Regulusa i przyciągnął do siebie Carinę, niechętnie wypuszczając ją do szkoły.
Remus jednak bez ceregieli włożył w ramiona przyjaciela Pandorę, żeby samemu pożegnać się ze swoimi dziećmi. Krótko zestrofował Teddy'ego i pożegnał się z Hope.
- Nie zapomnijcie przekazać całusów od nas Neville'owi – powiedziała Ginny do Jamesa, ściskając syna na pożegnanie.
- Mamo! Nie mogę przekazać całusów nauczycielowi – jęknął, po czym pozwolił, żeby Teddy, Regulus i Hope zaciągnęli go do pociągu. Dorośli obserwowali przez okno, jak córka Remusa stanowczo kieruje swojego brata i kuzynów do ostatniego przedziału.
- Przypominają ci czasami…? – Zaczął Remus.
- Za często – przyznał Syriusz. – Czasami mnie to przeraża.
Za nimi do pociągu weszli Albus, Carina, Scorpius i Rose, nerwowi i podekscytowani nadchodzącą przygodą. Ich rodzice stali na peronie i załzawionymi oczami obserwowali, jak pociąg odjeżdża dokładnie o jedenastej.
- Będzie dobrze – powiedziała Mia, z trudem przełykając ślinę.
- Jesteś pewna? – Zapytał Syriusz.
Skinęła głową i uśmiechnęła się. Remus ujął jej lewą dłoń, natomiast Harry prawą. Syriusz objął ją od tyłu ramionami. Zamknęła oczy i poczuła – nawet tego nie widząc – jak Ginny dotyka ramieniem Harry'ego, a Dora przekłada ramię przez ramię męża. Nikogo nie wykluczyli. Byli razem. Byli rodziną.
Po chwili dołączyli do nich Malfoy'owie i Weasley'owie. Potoczyła się wesoła rozmowa o obiedzie i toaście za wysłanie dzieciaków do szkoły. Ci rodzice, którzy po raz pierwszy rozstawali się ze swoimi dziećmi nie mieli apetytów, ale zdecydowanie napiliby się whisky, dla rozładowania nerwowej atmosfery.
- Jak się trzymasz? – Zapytała Mia Dracona, który nadal wpatrywał się w punkt, w którym pociąg zniknął im z pola widzenia.
- Nie mam pojęcia, jak sobie z tym radzicie. To mój jedyny syn.
- Zrobi się łatwiej – powiedziała z namysłem. – Niedługo dostaniesz od niego list, w którym dokładnie opowie ci o swoich zajęciach i nowych znajomych.
- Ona kłamie – wtrącił się Syriusz.
Remus zachichotał.
- Nigdy nie robi się łatwiej. Przez cały czas będziesz się zamartwiał. Po prostu za każdym razem, kiedy Scorpius będzie wracać do domu, będziesz bardziej mu okazywał swoje uczucie.
- Moje dzieciaki tego nienawidzą – przyznał z uśmiechem Harry.
- To nie ma znaczenia – Syriusz machnął ręką. – Takie jest twoje zadanie.
Mia uśmiechnęła się.
- Nasze zadanie.
PRAWIE KONIEC
