.

Dodatek

Niech się miłość nie kojarzy z pożegnaniem

.

Bo wiesz, mamo — napisała jej Katrina na jakiejś serwetce, zabranej nie wiadomo skąd - może z zamkowej kuchni, może z czyichś kwater, a może - tak zwyczajnie - poprosiła o nią skrzaty (bo Katrina nie wymagała, Katrina wyśmiewała, kaprysiła, marudziła od czasu do czasu, zbijając przy tym usta w dzióbek, ale nigdy nie wymagała), może zabrała ze śniadania pomiędzy herbatą a kawą (ciekawe, czy wciąż pochłaniała zatrważające ilości płatków z mlekiem, może nie, może skończyła z tym głupim nawykiem, w końcu tyle razy powtarzała jej, żeby nie wlewała w siebie tak dużo nabiału) — Ty możesz się bać i możesz mi zakazywać, ale piętnaście lat to naprawdę wystarczająco długo, by móc wreszcie wpłynąć na ten zakrzywiony świat, który nas otacza — napisała, stawiając kulfoniaste litery jak dziecko, w niejednym miejscu rwąc serwetkę końcówką pióra, a wszystkie postawione przez nią kreski, kropki i zawijasy rozmywały się, wsiąkając w serwetkę jak woda, jakby to ona, nie Katrina, czytając, spoglądała na nie przez falującą barierę - taki rozmyty pas, jakby leżała pod powierzchnią morza, obserwując to, co dzieje się na lądzie — bo widzisz, mamo — pisała ciągiem jak dziecko i (czy jej się zdawało?) wyraz: „mamo" w niektórych miejscach był pogrubiony, jakby kończył jej się atrament na stalówce, a jej chuda dłoń i tak starała się rozpisać pióro - jakby to było mugolskim długopisem — ja jestem pewna, że jeszcze będziemy malowały sobie nawzajem paznokcie (i tym razem to ja pomaluję ładniej) i śpiewały stare, zapomniane przez resztę świata piosenki, i piły sok z jeżyn (pamiętasz, jak kiedyś zakładałyśmy się o to, która z nas trafi na większą, źle rozmiksowaną jeżynę?), ten sam, który od lat robi nam babcia i tak przede wszystkim, to jestem przekonana, że czeka nas jeszcze cała masa wspólnych, fantastycznych przeżyć — pisała trochę tak, jakby przed tym pisaniem wypiła wiadro wina i doprawiła go drinkiem z malibu; na serwetce, u góry, w rogu był odcisk ust odbity szminką, prawie jak na liście wyciągniętym ze starej butelki, wyłowionej ze środka oceanu, wyrytym na dawno pożółkłym, postrzępionym kawałku papieru — bo wiesz, mamo, kiedy jesteś zakochana, to z tego zakochania gotowa jesteś robić różne głupoty — (nie wie tego, w tym rzecz, nigdy nie była zakochana) — i Ty nie myśl, że ja sobie nie poradzę, bo ja już sobie radziłam od dawna, i pewnie zaraz będę całować cię gorąco, tak przez papier, wiesz, mamo, bo serwetka mi się kończy, ale mam Ci do powiedzenia coś bardzo, bardzo ważnego, może nie: ważnego dla świata ogółem, ale: ważnego dla mnie — być może ten słowotok to wpływ zbyt dużych dawek nikotyny, może powinna włożyć Harry'emu Potterowi do głowy, że ma Katriny nie częstować, już nigdy, przenigdy, choćby płakała, zaklinała i biła pięściami o stół, papierosami? — chciałam Ci, mamo, powiedzieć, że jestem szczęśliwa naprawdę szczęśliwa, pijana szczęściem i miłością, i zachwytem, bo poznałam kogoś, kto wart był poznania — napisała Katrina, „pijana szczęściem", twierdziła, i chyba zapomniała dodać: „i napojami odurzającymi" — wart wszystkiego, w czym wzięłam udział i wiesz, mamo, nie wyobrażam sobie, żeby moje życie mogło potoczyć się jakoś inaczej, bo nie chcę innego życia, bo życie jest piękne, teraz, tutaj i w takiej formie, w jakiej je poznaję i wiedz, że zawsze — w tym miejscu rozmazał się tusz, rozmywając kilka kolejnych słów w bezkształtną, atramentową plamę i choć patrzyła pod światło i przyświecała sobie różdżką, i starała się spojrzeć pod innym kątem, nie mogła dopatrzyć się słów w bezkształtnym kleksie przebijającym się przez serwetkę jak tłusta plama z wosku — w każdym razie — pisała Katrina, ściskając litery, jakby zorientowała się, że nie zostało jej dużo miejsca — mamo, zdałam sobie sprawę, że to fajna sprawa, mieć na dzień dobry, na dobranoc i tak ogólnie, na zawsze kogoś takiego, kto będzie Cię brał za rękę i przytulał, i prowadził przez życie, jakby to było filmem, takim, wiesz, mamo, pięknym i romantycznym, takim, które warto przeżyć choćby tylko dla tych kilku chwil spędzonych z tym kimś i, wiesz, już naprawdę się nie mieszczę — tekst wywijał się do góry coraz drobniejszy i drobniejszy jak zwężający się ogon węża - biegł teraz przy bocznej krawędzi serwetki, prostopadle do całej reszty — ale chciałam Ci jeszcze powiedzieć, żebyś się nie martwiła o tę moją bezpamiętną miłość do Harry'ego, bo ona czasem poszczypie, ale zwykle jest słodka jak konfitury, te babcine, pyszne, różane. Tak w ogóle to o nic się, mamo, nie martw, dam sobie radę: tak z życiem ogólnie. Całuję, K.