Od tłumaczki: Opowiadanie jest tłumaczeniem „Kinship" autorstwa Botosphere, które istnieje w oryginale w serwisie (s/5464237/1/Kinship). Wszelkie prawa autorskie należą do niej, oczywiście prócz tych do całokształtu „Transformers" należącego do Hasbro.
From translator: This is the translation of 'Kinship' by Botosphere, which can be found in English on this website (s/5464237/1/Kinship). She has all copyrights for this story, with the exception of the world of 'Transformers', which belongs to Hasbro.
Od tłumaczki: Zapraszam na kolejny rozdział!
Rozdział 2: Ambasador
Kiedy się obudziłem, Mikaela siedziała na swoim łóżku, czytając przy świetle niewielkiej lampki.
- Hej, piękna – powiedziałem, jeszcze zaspany.
Spojrzała znad tekstu, uśmiechając się.
- Dzień dobry, śpiąca królewno.
Śpiąca królewno? Usiadłem, pocierając swoje zamglone oczy.
- Która godzina?
- Prawie dziesiąta.
Cholera! Wyczołgałem się z łóżka.
- Miałem odbyć wideokonferencję z Prezydentem…
- Ratchet cię z niej wyciągnął – przerwała mi, po czym odłożyła książkę na bok i wstała. – Zmusił lekarzy NEST-u do użycia swojego medycznego statusu i nikomu nie pozwala wejść nawet na korytarz. Sama znalazłam się w pokoju dopiero po tym, jak obiecałam, że nie będę cię budzić.
W głowie w dalszym ciągu wirowało mi od lekarstw.
- On tutaj jest?
- Pilnuje drzwi wejściowych.
Nagle przypomniałem sobie o zeszłonocnej rozmowie z Primem i zdałem sobie sprawę, że od teraz już zawsze będę miał Autobota za strażnika. Świetnie. Rzecz jasna, zasadniczo to Bumblebee sprawował tę rolę od dwóch lat, ale… no właśnie. To Bumblebee. Był po prostu kumplem, który okazał się być kozackim, transformującym się Camaro. Ratchet to… Ratchet.
- Wszystko w porządku?
- Świetnie. Po prostu… świetnie. Hej, um… muszę przez chwilę porozmawiać z Ratchetem. Sam na sam.
- Nie wyglądasz za dobrze – nacisnęła Mikaela unosząc brew.
- To Lortab. Nic mi nie jest.
- To w takim razie dlaczego musisz porozmawiać z Ratchetem?
Tak bardzo nie byłem gotowy, by komukolwiek wyjawić prawdę, że ja i Optimus Prime byliśmy braćmi krwi.
- To męska rzecz.
Sceptycznie zmarszczyła czoło.
- Idziesz prosić Ratcheta o radę w kwestii twojego życia miłosnego?
- To… sprawy lekarskie – wyjąkałem, na co na jej twarzy pojawił się uśmieszek.
Ktoś zapukał do drzwi – oczywiście, że Autobot mógł nas podsłuchać.
Dziewczyna uścisnęła moją dłoń.
- Obiecujesz, że później mi powiesz?
- Później. Jasne.
Po tym, jak obdarowała mnie ostatnim zatroskanym spojrzeniem, otworzyła drzwi. Holoform Ratcheta stał w wejściu, budząc grozę prawie w identycznym stopniu jak w postaci robota.
Aż do przedwczoraj nie miałem zielonego pojęcia o holoformach. Był pierwszy wieczór po bitwie w Gizie, a admirał floty, z którą płynęliśmy, miał dość wrogie nastawienie do pomysłu posiadania na jego statku obcych robotów-wojowników. W jego umyśle Autoboty i Decepticony były jednym i tym samym – niekontrolującymi się potworami. I, prawdę mówiąc, po tym, jak tysiące ludzi zginęło z rąk obywateli Cybertronu, nie mogłem go kompletnie winić za jego przerażenie. To dlatego Optimus i Bee i wszyscy inni mnie potrzebowali, ponieważ to ja znałem prawdę i, zwłaszcza teraz, może inni ludzie będą skłonni mnie posłuchać.
Do tej pory nie byłem niczym innym, niż spektakularną porażką. Nieważne, jak wiele razy mówiłem admirałowi, że byli Autobotami, on upierał się, by nazywać ich „tymi maszynami". I wtedy ta sytuacja z holoformami. Wyszedłem na kompletnego idiotę, gdy nie rozpoznałem kogoś, kogo nazywałem swoim przyjacielem. Kiedy przeszliśmy przez Most Kosmiczny, moja komórka rozpadła się na kawałki, więc jedynym sposobem na kontakt ze mną stała się rozmowa twarzą w twarz. Spotkanie z Kolegium Połączonych Szefów Sztabów zajęło prawie godzinę, więc nie miałem szansy na udanie się do bazy Autobotów po więcej lekarstw od przyjmującego postać ambulansu Transformera. Po prostu wpadliśmy na kolejną konferencję z tym admirałem – cholera, jak on się nazywał? – Leo, Lennoxem i resztą. Po prawie dwóch godzinach bezceremonialnie wbił do nas jakiś gość w kombinezonie mechanika. Po prostu przeszedł się po sali, wcisnął tabletkę do mojej ręki i powiedział głosem Ratcheta „Ibuprofen 800", po czym równie bezceremonialnie się oddalił. To Will był tą osobą, która go od razu rozpoznała i wszystko nam wytłumaczyła. Wieść ta powaliła mnie w równym stopniu, co pozostałych.
Zaspanie w momencie, w którym właśnie powinienem rozmawiać z Prezydentem także nie sprawiło, bym poczuł się dobrym ambasadorem.
Kolejna tego typu impreza szykowała się już o godzinie jedenastej z admirałem, a ja modliłem się do najwyższych niebios, Starożytnych Prime'ów czy kogokolwiek będącego w stanie mnie wysłuchać, by chociaż to spotkanie przebiegło odrobinę lepiej.
- Mikaela – rzekł Ratchet prawie formalnie.
- Hej, Ratch – przywitała go, wycofując się o krok i w ten sposób wpuszczając do naszej kajuty. – Czy wiesz gdzie jest Judy?
- Ona i pan Witwicky znajdowali się w stołówce na ostatnim meldunku.
- Dzięki. Zobaczymy się – z tym obdarowała mnie ostatnim znaczącym spojrzeniem – później.
Jak tylko drzwi się za nią zamknęły, złapałem holoform Autobota pod rękę, popychając w kierunku jedynego miejsca siedzącego w pokoju – niewielkiego, ukrytego pod wbudowanym biurkiem krzesła.
- Optimus powiedział mi o stopie metalu w mojej krwi.
- Dobrze.
- Więc co możemy z tym zrobić?
Przez jego twarz przebiegła konsternacja.
- Zrobić?
- No wiesz. Jak możemy się tego pozbyć?
W jego elektrycznie niebieskich oczach przemknęło coś w rodzaju bólu. Spojrzał na swoje dłonie.
- Chcesz pozbyć się Matrycy.
- Tak. To oczywiste. Kto wie, co ta rzecz mogłaby mi zrobić?
Jego głos był miękki.
- Ona cię nie skrzywdzi, Samuel.
Wczoraj także nazwał mnie pełnym imieniem, a ja nagle zrozumiałem, dlaczego. Zwracał się do mnie jak do Prime'a. To kolejny powód, dlaczego musieliśmy pozbyć się cybertroniańskiego dodatku z mojej krwi. Ogromny powód, jeżeli miałbym być ze sobą szczery. Nie byłem Primem.
- Czy jesteś tego pewny? – zakwestionowałem.
Ratchet znów podniósł wzrok, nieprzerwanie wpatrując mi się w oczy.
- Nie widzę żadnego medycznego powodu, dlaczego stop miałby ci coś zrobić. Nieistotne ilości energii w cząsteczkach są stabilne. Metal sam w sobie wydaje się być bierny, a jego ilość jest tak mała, że byłaby całkowicie niedostrzegalna dla ludzkiej technologii. Większym zagrożeniem są bytujące na twojej szczoteczce do zębów bakterie.
Cios poniżej pasa.
- Nie włączaj w to mojej higieny osobistej. Potrafisz czy nie pozbyć się tego metalu?
- To nie była obraza, tylko stwierdzenie faktu – odparł defensywnie medyk. – Nawet dla mnie usunięcie cząsteczek Matrix będzie wyzwaniem. Są o wiele mniejsze od wirusa i rozprzestrzeniły się po całym twoim ciele. Biorąc pod uwagę ludzkie medyczne techniki, jedyną możliwie skuteczną opcją byłaby zmodyfikowana chelatacja, jednak i tu nie mamy żadnej gwarancji. Zanim powiem coś więcej, musiałbym bardziej rozeznać się w temacie. Jedyną pewną rzeczą jest to, że każda procedura będzie dla ciebie nieprzyjemna.
Wziąłem głęboki wdech.
- Zrób to.
Skinął z szacunkiem głową, po czym wstał.
- Jeżeli taka jest twoja wola – już znajdował się przy drzwiach, kiedy przypomniał sobie, że nie zostałem jeszcze otumaniony swoją dawką leków. Wyciągając dłoń z ogromną tabletką, powiedział: - To tylko Ibuprofen. Będziesz potrzebował być w pełni sprawny umysłowo.
Skrzywiłem się, życząc sobie, by to nie było prawdą. Mógłbym po prostu wegetować przed telewizorem czy komputerem tak, jak zazwyczaj robił to Leo. Może po ponownym starciu z admirałem mógłbym wraz z Mikaelą spotkać się z nim na obiedzie.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy, Samuel. Zobaczymy się za sześć godzin – i wtedy Autobot wyszedł.
To dobre wieści – wmówiłem sobie, pospiesznie przygotowując się na nowy dzień. Udałem się na stołówkę, w locie łapiąc za tosta. Ratchet nie powiedział prosto z mostu, że operacja jest niemożliwa i, w międzyczasie, cząsteczki mnie nie napromieniowywały.
Więc dlaczego nagle ogarnęło mnie poczucie winy?
Usiłując zrekompensować się za moją poranną porażkę, pojawiłem się przed biurem admirała z pięciominutowym zapasem. Niewielki, znajdujący się tuż obok drzwi znak poinformował mnie, że mężczyzna miał na nazwisko Black. Przez chwilę się nad tym zastanowiłem. Usiłowałem rozgryźć, jak mam to zapamiętać w chmarze nazw, która została na mnie rzucona w przeciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin… czarne chmury. On był jak czarne, burzowe, rujnujące to, co powinno być słonecznym dniem chmury. Okej.
Major Lennox przybył dwie minuty po mnie.
- Radzisz sobie, dzieciaku?
Wziąłem głęboki wdech.
- Taa. Dalej głupio się czuję w sprawie spotkania z Prezydentem.
Parsknął z rozbawieniem.
- Uwierzysz mi czy nie, w tej chwili jego plan jest bardziej elastyczny niż twój. Wiem, że o 11.30 naszego czasu obydwaj mamy spotkanie z Radą Bezpieczeństwa, następnie, o 14 z Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, a o 15 dopisano już konferencję z NATO. Premier Wielkiej Brytanii również pragnie się umówić, a plotka głosi, że Prezydent chce zjeść z tobą obiad… to znaczy to on będzie jadł śniadanie, a ty obiad, tak czy inaczej koniecznie chce wpakować się w twój grafik. Jestem pewny, że przed zgaszeniem świateł jeszcze kilka tym podobnych szych wepcha się w kolejkę.
Odwróciłem się i, powoli, rozmyślnie zacząłem uderzać głową o ścianę.
- Potrzebuję sekretarki.
- To nie żart – Will zaśmiał się, samemu sobie przecząc. – Po tym, jak skończy z tobą Rada Bezpieczeństwa, jutro prawdopodobnie będzie identyczne halo z Rosjanami i Chińczykami. Robiłem dokładnie to samo po operacjach NEST-u. Myślisz, że Mikaela będzie chciała być twoją sekretarką?
- Jest zajęta byciem łącznikiem z moimi rodzicami – odparłem. – Trzyma ich z dala od kłopotów. Uwierz mi, to praca na pełen etat. Także i dla nich muszę znaleźć dzisiaj odrobinę czasu. A tak w ogóle to kto to wszystko organizuje?!
- Aktualnie to departament komunikacji. Przekażę twoją prośbę o sekretarza. Jeśli nic innego, będziesz potrzebował telefonu komórkowego, by zaprogramować wszelkie niezbędne przypominajki. Wiem, że twój został zniszczony. Chyba nie chcesz już nawalić Prezydentowi.
- Taa, komórka na pewno by mi pomogła.
Wyciągnął telefon ze swojej kieszeni, po czym wyłączył go i mi go wręczył.
- Proszę. Używaj mojego, dopóki nie załatwimy ci czegoś nowego. Po prostu upewnij się, by przed każdym ze spotkań został wyłączony – po czym dodał ściszonym głosem: - Wszystkie Autoboty są już zapisane, no i nastaw się, że notorycznie będą wbijać na wszelkie rozmowy. Są zbyt przyzwyczajone do „prywatności" ich wewnętrznych połączeń.
Zanim zdołałem mu podziękować, asystent admirała otworzył nam drzwi. Trzymając się komórki niczym ostatniej deski ratunku, przekroczyłem przez próg w kierunku losu, któremu tak długo się opierałem – ambasadora Autobotów. I znów to samo.
- Dziękuję za użyczenie mi swojego cennego czasu – rzekł bez wyrazu admirał. – Proszę usiąść.
Po zajęciu znajdującego się naprzeciwko jego biurka krzesła, odpowiedziałem:
- Dziękuję panu za zgodę na ponowne spotkanie.
- Więc co chciałbyś jeszcze przedyskutować?
Wziąłem wdech.
- Autoboty zwracają się z prośbą o większą swobodę poruszania się. Zeszłego wieczora otrzymały zawiadomienie, że są ograniczone do używania alt-modów nawet w obrębie ich bazy.
Admirał Black zmarszczył czoło.
- Zwracają się z prośbą? Miałem wrażenie, że te maszyny robią to, co im się żywnie podoba. Powodem wydania tego rozkazu było wtargnięcie ich mechanika na tamto spotkanie. Ten duży zeszłej nocy rozłożył się na pasie startowym nawet po tym, jak wyraźnie zakazałem mu ruszać się z miejsca.
- Na moją prośbę – odpowiedziałem. – On jest ich liderem, a my musieliśmy spotkać się w prywatności. On nie ma swojego biura.
- Więc wyłącz pozostałe maszyny.
Poczułem, jak znów wzrasta poziom mojej irytacji.
- Oni ot tak, po prostu się nie wyłączają. Autoboty nie są laptopami.
- W takim razie niech lider wyśle ci wiadomość, maila, czy co tam jeszcze. Nie chcę tego tam, gdzie może zniszczyć jeszcze więcej samolotów mojej floty.
I znowu „to". Tego pierwszego dnia spędziłem całe piętnaście minut usiłując przekonać Blacka, że prawidłowym zaimkiem dla Optimusa było „on". Dzisiaj miałem spędzić zaledwie kilka minut z tym człowiekiem. Byłem rozsądnie pewien, że zdołam tyle wytrzymać bez próby uduszenia go.
Biorąc kolejny wdech, powiedziałem:
- Muszę to z nim skonsultować. Gdybym potrafił to efektywnie zrobić przez e-mail, relaksowałbym się właśnie w swoim akademiku zamiast ściskania dłoni z panem, Prezydentem czy Premierem.
- Cywile – mężczyzna odburknął, tak jakby mnie nie słyszał. – Przez siedzenie tam lider praktycznie prosił się o atak. Straciliśmy Roosevelta. Nie zamierzam stracić kolejnych ludzkich żyć przez tych kosmitów. Nie, jeśli to ja mam coś do powiedzenia w tej sprawie.
Więc… zamiast zwykłych maszyn przynajmniej czasami nazywał ich kosmitami. Progres.
- Rozumiem to. Naprawdę rozumiem. Ale już są przywiązani do ich klitki. To, co teraz pan robi, to nakazanie im spędzania każdej minuty dnia w śpiączce czy łóżku z zamkniętymi ustami. Już więcej wolności dajemy naszym najgorszym przestępcom, a Autoboty nie zrobiły nic innego, prócz ochrony ludzkiego życia. Są wrażliwymi istotami. Jak mamy oczekiwać, by traktowały nas jak ludzi, skoro nie zamierzamy robić względem nich tego samego?
Wyraz twarzy admirała Blacka był surowy.
- Powiedz maszynom, że rozważę ich prośbę. Coś jeszcze?
Nie, o ile nie chcieliśmy wdać się w kolejną kłótnię w sprawie nazywania ich per „to".
- Nie, proszę pana.
- Jesteś odwołany.
Na odchodnym zapytałem jeszcze:
- Kiedy otrzymam odpowiedź? Optimus i ja mamy zaplanowane kolejne spotkanie na ten wieczór.
- Przed twoją konferencją z NATO.
Marszcząc czoło za jego plecami, stanąłem na równe nogi i wraz z Lennoxem opuściłem biuro.
