Od tłumaczki: Opowiadanie jest tłumaczeniem „Kinship" autorstwa Botosphere, które istnieje w oryginale w serwisie (s/5464237/1/Kinship). Wszelkie prawa autorskie należą do niej, oczywiście prócz tych do całokształtu „Transformers" należącego do Hasbro.


From translator: This is the translation of 'Kinship' by Botosphere, which can be found in English on this website (s/5464237/1/Kinship). She has all copyrights for this story, with the exception of the world of 'Transformers', which belongs to Hasbro.


Od tłumaczki: … pewnie oczekujecie jakiegoś konkretnego wyjaśnienia, czegokolwiek. Rok 2018 był szalony, moje życie przewróciło się do góry nogami, a ja, gdzieś w tym wszystkim, oddaliłam się od tłumaczeń. Ale o nich nie zapomniałam. I z wielkim uśmiechem czytałam każdy upominający mnie komentarz :) Spróbuję nadrobić. I mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta – bo choć robiłam i robię to dla własnej odskoczni i przyjemności, z radością przyjmowałam każdy Wasz odzew. Dziękuję.


Rozdział 5: Znawca

Tej nocy znów spotkałem się z Optimusem na pasie startowym lotniskowca. Tak jak wcześniej leżał na ziemi, spoglądając w gwiazdy, a ja zacząłem się zastanawiać, co takiego w nich widział – w końcu sam żył pośród nich. Kiedy znalazłem się wystarczająco blisko, by rozpocząć konwersację, powiedziałem:

- Hej.

- Witaj, Sam – powitał mnie, po czym usiadł i wyciągnął dłoń. – Jak minął obiad z twoim Prezydentem?

Wskoczyłem na ciepły metal i usadowiłem pomiędzy mechanicznymi palcami.

- Dobrze, choć dalej nie mieści mi się to w głowie. Zapytał o mój powrót do zdrowia, rozmawialiśmy też o Gizie i o was. Chciał poznać wszystkie wasze imiona, a także moje prywatne zdanie na wasz temat, a ja, gwoli ścisłości, postarałem się, byście wypadli jak najlepiej – nawet Skids i Mudflap, chociaż to wymagało nieco wysiłku. Później, w trakcie deseru, zmieniliśmy temat na koszykówkę – Obama był pierwszą osobą, która nie zapytała, czy Autoboty nie przyprawiają mnie o dreszcze.

Prime pokiwał głową z aprobatą.

- Jeszcze raz ci dziękuję, Sam. Wątpię, czy jesteś w stanie w pełni zrozumieć, ile dla nas robisz.

Westchnąłem, unosząc brew.

- Nie wiem, dlaczego ciągle mi to mówisz. Zacznijmy od tego, że nie zostałbyś uśmiercony, gdybym cię nie zostawił, gdy pierwszy raz zwróciłeś się do mnie z prośbą o pomoc. I naprawdę jestem w tym do bani. Co prawda Prezydent był bardzo miły, ale – no proszę cię! – tego ranka go wystawiłem. Admirał Black jest upartym dupkiem, zaś członkowie Rady Bezpieczeństwa nie potrafią rozgryźć różnic pomiędzy wami, a Decepticonami. Ja po prostu uderzam głową o ścianę – czasem wręcz dosłownie.

- Przekonałeś Admirała Blacka, by wypuścił nas z zamknięcia – wskazał Optimus. – A Major Lennox poinformował mnie, że spotkanie z NATO poszło dobrze. Z entuzjazmem podzieliłeś się naszą historią.

Parsknąłem na tę pochwałę. To było prawie tak złe, jak wpisanie oceny celującej za starania.

- Z tego, co mi mówił, przelałeś pasję w swoje słowa. To dodało im siły. Ja nie byłbym w stanie wprowadzić luźnej atmosfery w czasie rozmowy z Prezydentem gadką o koszykówce. Łączysz nasze światy, chłopcze. Jak nikt inny jesteś w stanie nauczyć ich, jak nas rozumieć. Doprowadzisz do przyjaźni z nami każdego, kto będzie skłonny pójść za tobą i – mimo że teraz wydaje ci się to niemożliwe – wielu takich będzie.

Spojrzałem w jego niebieskie, elektryczne oczy, ponownie przypominając sobie myśli o byciu przywódcą – co, swoją drogą, dalej nie mieściło mi się w głowie.

- Ale jest taka sprawa… nie wiem jak być przywódcą. Nie tak jak ty.

Przyjmujący formę Peterbilta Autobot zaśmiał się.

- Mam nadzieję, że zostaniesz o wiele lepszym przywódcą ode mnie.

Zakrztusiłem się na samą myśl.

- Czy to w ogóle możliwe?

- Bardzo – zapewnił mnie. – Czasami kuleję. I popełniam mnóstwo błędów – czasem z ignorancji, inne to słabe wybory.

- Ale ty nigdy nie wydałbyś mnie Megatronowi – powiedziałem. – Ty nigdy nie spróbowałbyś kupić pokoju moim życiem.

Przechylił głowę na bok, ciekaw, dokąd z tym zmierzam.

- Nie. Nie prędzej niż ty zrobiłbyś to samo ze mną.

- Ale… co gdybym to nie był ja? Gdyby to jakiś przechodzień z ulicy został uwięziony przez Megatrona w tamtym magazynie?

- Ty też niegdyś byłeś takim przechodniem z ulicy, chłopcze. I tak, masz rację. Walczyłbym z nim, częściowo dlatego, że to Megatron, ale przede wszystkim dlatego, że nie chciałbym być świadkiem, jak cierpi inne rozumne istnienie.

- Ale czy kiedykolwiek musiałeś poświęcić kogoś, kto się na to nie pisał? Owszem, to na twoje życzenie Ratchet przebudował Jetfire'a w nową zbroję, ponieważ chciałeś uszanować jego wybór. Ale czy kiedykolwiek musiałeś poświęcić kogoś, kto nie miał wyboru?

Prime pochylił głowę, przytłoczony wagą pytania. Zapragnąłem je wycofać, powiedzieć mu, by o nim zapomniał… ale on prosił mnie o zostanie Primem. Potrzebowałem wiedzieć o tych sprawach.

- Tak – ból przedarł się wraz ze słowem. – Tak, musiałem. Nie jestem idealnym przywódcą. Daleko mi do tego – ciężko westchnął, a ja poczułem jego smutek w swoim sercu. – Iskierki*, Sam. Dzieci. Ich stwórcy byli bezstronni. Mogliśmy walczyć w ich obronie i to robiliśmy, ale przede wszystkim musiałem skupić się na moich wojownikach. Musieliśmy przetrwać, jeżeli chcieliśmy dać komukolwiek innemu szansę na przeciwstawienie się Decepticonom. Kiedy miasto zostało opanowane, wycofaliśmy się, a wróg pozbawił życia wszystkie pozostałe przy życiu iskierki i femme – unosząc głowę, by jeszcze raz spojrzeć w moje oczy, dodał: - Niewinni poświęceni z mojego rozkazu, którzy nie mieli żadnego wyboru.

- Być może popadłem w inną skrajność – kontynuował, spuszczając wzrok. W jego głosie dalej słyszalne było cierpienie. – Pozwoliłem, by Sektor Siódmy pojmał Bumblebee. Mogliśmy zainterweniować – Jazz wraz z innymi tego chcieli – ale wy wszyscy jesteście dziećmi, Sam. Czasami okrutnymi, egoistycznymi… ale w dalszym ciągu dziećmi. Nie potrafiłem ich skrzywdzić, nawet w obronie Bee. I nie mogłem zaryzykować twojego życia. Nie bylibyśmy w stanie zaskoczyć ich tak, jak za pierwszym razem. Nawet jeżeli nie ucierpiałbyś przypadkowo, wysoce prawdopodobnie przytrafiłoby ci się to z rąk przedstawicieli twojego gatunku. Prędzej by cię skrzywdzili, niż pozwolili, byśmy cię zabrali. Nie mogliśmy cię uratować, a ja poświęciłem Bumblebee – westchnął. – Oddany, nieustraszony Bumblebee. W tamtej chwili bałem się, że już nigdy nie ujrzę go żywego.

Nie wiedziałem, co na to odpowiedzieć. Gdybym właśnie rozmawiał z Mikaelą, moją mamą – może nawet i tatą – przytuliłbym go. Zamiast tego po prostu się gapiłem, pragnąc wiedzieć, jak powinienem się zachować. W jaki sposób można pocieszyć Autobota? W końcu odparłem:

- Wybaczył ci.

- Dziękuję, Sam. Ale nie – Prime spojrzał mi w oczy. – On mnie nawet nigdy nie winił. Mam szczęście, że po tym, co dla mnie zrobił, co przeżył, w dalszym ciągu mogę go uważać za przyjaciela, a jego uczucia względem mnie tylko przybrały na sile.

Lekko uśmiechnąłem się na wspomnienie, jak bardzo szczęśliwy był tego popołudnia przyjmujący postać żółtego Camaro Transformer, mimo że zostawiłem go za sobą, zmieniając miejsce zamieszkania na miasto moich studiów. Musiałem wrócić tu jutro rano.

- Wiem, co masz na myśli. Bumblebee jest… nie do podrobienia.

- W rzeczy samej – Optimus spauzował na moment, pozwalając mojemu umysłowi na przetworzenie dotychczasowych informacji. Wtedy zapytał: - Czy jesteś usatysfakcjonowany moją odpowiedzią?

- Pewnie. Dlaczego pytasz?

- Ponieważ i ja mam do ciebie pytanie, chłopcze.

- Dawaj. Strzelaj. Um… nie dosłownie.

Potrząsnął głową, rozbawiony, po czym się uspokoił.

- Ratchet powiedział mi, że chcesz usunąć metal – jego głos był ponury, a mnie znów zalało poczucie winy, którego nie rozumiałem.

Zepchnąłem je na boczny tor.

- Taa. To coś obcego dla mojego organizmu. Kto wie, jakie może wyrządzić szkody?

- Rozumiem – Prime przybliżył się, patrząc mi głęboko w oczy. – Czy ta decyzja spowodowana jest tylko troską o twoje fizyczne bezpieczeństwo?

- Jasne – skłamałem. – W przeciwnym razie dlaczego chciałbym, by Ratchet przepuścił moją krew przez jakieś sito?

Przywódca Autobotów westchnął, a ja nie byłem pewien, czy to przez moje kłamstewko, czy raczej sarkazm.

- Więc… o czym będziemy dyskutować tego wieczoru? – zapytałem, próbując zmienić temat.

Mój rozmówca spauzował na moment, najwyraźniej usiłując zebrać myśli.

- Czy ktoś wspominał może o moim zajęciu sprzed Wojny?

Zamrugałem, zaskoczony, jak bardzo i on zapragnął odbiegnąć od poprzedniej wymiany zdań.

- Nie.

- Megatron i ja wspólnie rządziliśmy Cybertronem. Do jego obowiązków należała ochrona Wszechiskry, planety, a także jej ludzi oraz kultury. Ja z kolei zajmowałem się konserwacją tego wszystkiego. Obejmowało to wiele ról, począwszy od fizyka po archeologa po krytyka sztuki.

Uśmiechnąłem się na lekkie rozbawienie w jego głosie.

- Dynastia Prime'ów – kontynuował – była naszą najwspanialszą kulturową tajemnicą. Jedyne kompletne stworzone przez naszych ludzi zapisy zostały zakodowane we Wszechiskrze, a to było… dla nas święte. Tylko Prime'owie mieli do nich dostęp, zaś nikt – aż do wydarzenia sprzed paru dni – nie miał pojęcia, że ja w rzeczy samej jestem ich spadkobiercą.

- Ale… przedstawiłeś się jako Optimus Prime. Wiedziałeś od lat.

- Fakt, że poeta nazywa się Alexander Pope, nie oznacza z góry, że on w rzeczy samej jest papieżem**. Tak samo było ze mną. Nie wiedzieliśmy, czy ktokolwiek z Prime'ów przeżył, w związku z czym nikt nie ważył się dostać do zawartości Wszechiskry. Ratchet żartobliwie nazwał mnie niegdyś Primem, ponieważ kilka odłamków w wykopalisku archeologicznym miało wyryte na sobie ten sam symbol, co ja – z tym wskazał na swoją głowę. – Wykopalisko było tradycyjnie kojarzone z Dynastią Prime'ów, ale nie byliśmy w stanie przeczytać żadnych zapisków.

- Język Prime'ów – powiedziałem.

Przytaknął.

- Tak. Więc wieść, że naprawdę jestem członkiem dynastii była i dla mnie szokiem.

Lekko się zaśmiałem.

Optimus spojrzał w gwiazdy.

- Gdybyśmy wiedzieli już wtedy. Dostałbym się do historii spisanych we Wszechiskrze. Wiedzielibyśmy, kim był Upadły, wskutek czego w inny sposób zajęlibyśmy się jego sarkofagiem… a ja definitywnie powstrzymałbym Megatrona nawet od dotknięcia go – Autobot znów spojrzał mi w oczy. – Niezliczona ilość żyć – cybertroniańskich, a teraz ludzkich – została utracona, ponieważ nie wiedzieliśmy.

Żal w jego głosie wypełnił moją klatkę piersiową, będąc echem poprzedniego smutku.

- Nie możesz zmienić przeszłości, Optimusie.

- Nie. Ale właściwa wiedza może zmienić przyszłość. Wiedza o naszej przeszłości, którą teraz dysponujemy, jest niezwykle ważna, chłopcze. Chcę podzielić się nią ze wszystkimi Autobotami – nie tylko tymi przebywającymi obecnie na Ziemi.

W końcu zorientowałem się, dokąd on zmierza.

- Chcesz wysłać kolejną transmisję.

- Tak. Ale to nie tylko moja historia do opowiedzenia.

Taa, wytłumaczenie, co tak właściwie się wydarzyło bez udziału mojej osoby było całkiem niemożliwe.

- Chcesz powiedzieć im o mnie. O tym… kim myślisz, że jestem.

- To wiedza o Prime'ach – odparł z powagą. – Wiedza, która jest ważna, która może być wręcz kluczowa dla przetrwania naszej rasy. Wiedza, którą nie podzielę się bez twojej zgody.

Przetarłem dłonią czoło ze zmęczeniem.

- Nie wiem, czy ja sam w to wierzę, Optimusie. Nie jestem gotów na coraz to kolejne lądowanie kogoś na planecie, kto zacznie nazywać mnie Primem, całując stopy. I co z Decepticonami? Czy one również nie przejmą transmisji?

- Owszem, istnieje spore prawdopodobieństwo, że i oni poznają prawdę. Ale wątpię, że przez to staniesz się jeszcze większym celem, niż obecnie.

Przypominając sobie, jak to jest mieć uwagę całego świata skupioną na sobie, miałem nadzieję, że się nie mylił, co przyniosło ze sobą kolejne zmartwienie.

- I naprawdę nie jestem gotów, by ludzie zaczęli wariować na wieść, że jestem Primem.

- Masz rację. Ta rewelacja może spokojnie poczekać do dnia, w którym twój świat nas zaakceptuje. Ale być może mądrym by było wtajemniczyć w to Mikaelę. Bycie Primem jest dziedziczne, więc jakiekolwiek potomstwo…

- Aa! – zanim znów na niego spojrzałem, przetarłem dłońmi twarz. – Co jest z wami i komentarzami na temat mojego życia seksualnego? – tak jakby 'kaela już wystarczająco przeze mnie nie przeszła. Nie myliła się – żadna inna nie mogłaby być moją dziewczyną – a co by się stało, gdyby przez to spanikowała? Jak jakakolwiek kobieta mogłaby się nie przestraszyć na myśl, że jej potencjalne dziecko będzie należało do legendarnej dynastii Transformerów?

- Przykro mi, Sam.

- Wiem. Wiem, Optimusie. To po prostu…

- Dużo do ogarnięcia.

Uśmiechnąłem się na tę parafrazę moich słów z zeszłej nocy i poczułem się o wiele spokojniej na myśl, że lider Autobotów to rozumie.

- Taa.

Cierpliwie czekał, podczas gdy ja próbowałem objąć myślami nowe informacje.

Bycie Primem nie wiązało się tylko z wielkimi oczekiwaniami. To ogromne konsekwencje. Od moich decyzji będą zależały życia, a on w dalszym ciągu był przekonany, że stoi przed nim kolejny przedstawiciel dynastii… był przekonany, że, jakimś sposobem, go przypominałem. Wierzył nawet, że będzie mi to jeszcze lepiej wychodzić.

Nie tylko uważał, że byłem Primem, ale chciał również przekazać to pozostałym Autobotom oraz Decepticonom. Co do jednego się jednak nie mylił. Autoboty musiały dowiedzieć się, że Optimus jest prawdziwym spadkobiercą dynastii, ponieważ posiadanie prawdziwego Prime'a po swojej stronie zmieniało bieg wydarzeń. Wiedziałem o tym z własnego doświadczenia.

I to wszystko również dla niego było czymś nowym. W jakiś sposób myśl ta mnie uspokajała. Mechaniczna istota, która rządziła planetą, która przewodziła Autobotom w czasie wojny była odrobinę zdruzgotana na wieść, że była autentycznym Primem. Biorąc to pod uwagę, miałem absolutne prawo, by powoli przetrawić nawet przypuszczenie, że i ja w tym siedziałem. Choć nie było to prawdą.

Ja i Mikaela starający się o dziecko… nawet nie chciałem o tym jeszcze myśleć. Może nigdy.

Miał rację, że dzisiejsza konwersacja była łatwiejsza od poprzedniej. Nawet tamta nie wydawała się już taka zła. Gdzieś z tyłu umysłu zacząłem akceptować, że co najmniej Autoboty widziały we mnie Prime'a. Myliły się, ale przynajmniej mogłem pogodzić się z ich punktem widzenia.

- Czy jeszcze czymś chcesz mnie zbombardować zanim przełknę swoją porcję tabletek nasennych? – w końcu zapytałem, ponownie podnosząc wzrok.

- Czy zostałeś zapoznany z występującymi w naszej kulturze braterskimi więziami?

Westchnąłem. Żartowałem z tym zrzucaniem bomb.

- Czy to jakiś rodzaj przysięgi czy coś w tym stylu?

- Nie – Optimus rzekł uroczyście. – Pomiędzy iskrami Cybertronian mogą być tworzone więzi. Dzieje się to naturalnie u bliźniąt, choć partnerzy życiowi także mogą zdecydować o ich stworzeniu.

- Okej…?

- Wyjaśnienie naukowe tego procesu jest skomplikowane, ale końcowym rezultatem jest umysłowe i emocjonalne połączenie. Uczucia oraz myśli, które mogą być udostępniane, zależą od wielu czynników. Bierze się pod uwagę siłę więzi, odległość między dwoma osobnikami, jak bardzo chcą się czymś dzielić bądź coś odbierać… et cetera.

Jeszcze nigdy w moim życiu nie słyszałem, by ktoś użył wyrażenia „et cetera" w konwersacji. Nie wiem, dlaczego było to dla mnie takim szokiem, zwłaszcza biorąc pod uwagę temat, który właśnie został poruszony, ale akurat tak się stało. Może to było to – może właśnie wpadałem w szok.

- Sam, sądzę, że ty i ja dzielimy teraz braterską więź.

W końcu skupiłem się na tym, co mówi.

- Potrafisz czytać mi w myślach? – o cholera!

- Nie, więź nie jest wystarczająco silna.

Westchnąłem z ulgą.

- Nawet w czasie snu – zaczął tłumaczyć – nie otrzymałem żadnych nieswoich myśli. Ale od czasu do czasu wyczuwam coś, co zapewne jest odzwierciedleniem twoich uczuć. Czy w przeciągu ostatnich kilku dni odebrałeś coś odbiegającego od normy?

Taa, wszystkie rodzaje niepokojących rzeczy, ale nie w postaci słyszenia głosów czy odczuwania nienależących do mnie emocji.

- Nie wiem. Naprawdę nie pamiętam nic szczególnego – nastrój mojego rozmówcy lekko przygasł, więc dodałem: - Przepraszam.

- Nie przepraszaj. Chciałem tylko, byś był świadom, że istnieje taka możliwość. Wątpiłem, byś znał koncept braterskich więzi.

- Jasne. Dzięki za informacje – bym znów docenił kolejną dawkę swoich narkotyków na sen, pomyślałem. I wtedy podziękowałem moim szczęśliwym gwiazdom, że najwyraźniej Prime nie potrafił usłyszeć moich wewnętrznych komentarzy. – Jednak jeżeli nie masz nic przeciwko, sądzę, że na dzisiaj mam dosyć. Zostaw resztę bomb na jutro, okej?

Mogłem usłyszeć humor w jego głosie.

- Nie mam dla ciebie więcej bomb, chłopcze. Czy jutro znów spotkasz się ze mną o tej samej porze? – przytaknąłem, a on, stawiając mnie na płycie lotniskowca, dodał: - Śpij dobrze.

- Ty też, Optimusie.


Od tłumaczki:

*nie wiedziałam za bardzo, jak nazwać cybertrońskie dzieci – to mój pomysł :) jeżeli znacie coś, co już istnieje, a ja tego zwyczajnie nie znalazłam – choć próbowałam! – dajcie znać :)
**Pope – z angielskiego papież właśnie ;)