Od autorki: zanim opublikowałam dwa pierwsze rozdziały tej historii, zastanawiałam się, czy ktokolwiek będzie chciał to czytać. Pomyślałam sobie: jeśli choć jednej osobie się spodoba, będę pisać. Bardzo dziękuję za favorit-y i follow-y, oraz za bardzo motywujący do pisania komentarz od "A". :) Mam nadzieję, że Was nie zawiodę i reszta historii sprosta Waszym oczekiwaniom. Pozdrawiam, Imaginary Albatross
Severus Snape obudził się na szpitalnym łóżku w środku nocy. Gwałtownie obrócił się, sięgając do kieszeni po różdżkę. Ku jego przerażeniu ubranie okazało się pozbawione i kieszeni i różdżek, brakowało też zapasowej różdżki pod poduszką. Po wstępnej analizie sytuacja wyglądała jeszcze bardziej zagadkowo. Był bezbronny, piekielnie słaby, w szpitalnym łóżku, a obok na krześle (blisko! niekomfortowo blisko!) siedziała Hermiona Granger wpatrując się w niego w skupieniu, jak w wyjątkowo trudny eliksir.
- Dobry wieczór, panie profesorze. - Głos dziewczyny był silny, głośny, ale uśmiech na twarzy odrobinę wymuszony. Nie patrzyła mu w oczy, absolutnie przerażona sytuacją.
- Granger! - syknął Snape - Czy mogłabyś mi wyjaśnić...
Nie zdołał dokończyć jednak zdania, do sali wbiegło bowiem dwóch uzdrowicieli, trzech asystentów i jeden wyraźnie zdenerwowany Harry Potter. Hermiona podziękowała w duchu magicznemu systemowi monitorowania stanu pacjenta i zamknęła oczy. Dookoła niej przetaczał się szalony sztorm, na który nie miała i absolutnie nie chciała mieć wpływu. Uzdrowiciele usiłowali zmusić Snape'a do poddania się jakimś badaniom, asystenci powstrzymywali jego próby wydostania się z łóżka, a Harry usiłował wyjaśnić mu sytuację. Postanawiając zignorować krzyki sześciu osób i szarpanie lewej ręki, otworzyła książkę i zaczęła z powrotem czytać.
- ... i wtedy oboje naraz, w sensie pan i Ginny, zanurkowaliście, żeby złapać...
- ...NIE ZGADZAM SIĘ NA ŻADNE...
- ...ciśnienie tętnicze w normie, magiczne wciąż niskie...
- ... dlatego potrzebuje pan dawcy magii, przynajmniej na razie...
- ...I CO TU ROBI POTTER?!
Po trzydziestu minutach ręka Hermiony została uwolniona, a ona sama poproszona o zaczekanie na zewnątrz. Zła, niewyspana i piekielnie zdenerwowana, siadła na korytarzu ocierając z obrzydzeniem twarz z kropelek śliny (efekt siedzenia zbyt blisko krzyczącego Severusa Snape'a). Krzyki w pokoju chorego nie umilkły, ale po wezwaniu McGonagall i wyjściu Harrego, napięcie nieco zelżało. Snape nie chciał słyszeć o żadnym dawcy, zamierzał opuścić szpital natychmiast i żądał zostawienia go w spokoju. O dziwo argument, że Hermiona sama zgłosiła się, żeby zostać jego dawcą, był tym, który najbardziej ułagodził sytuację. Perspektywa śmierci w wyniku utraty zbyt dużej ilości magii również musiała go nie pociągać bowiem po upływie kolejnego kwadransa, Snape wymaszerował ze szpitalnego pokoju ubrany w swoją zwykłą czarną szatę czarodziejską i płaszcz. Obrócił się gwałtownie w stronę Hermiony i wykrzywił usta, patrząc na nią jak na źle pokrojonego gumochłona. Dziewczyna odpowiedziała grzecznym uśmiechem.
- Cieszę się, że już pana wypuszczono. Czy odebrał pan eliksir transfuzji? Czy idzie pan prosto do Hogwartu? Ja raczej bym...
Snape skrzywił się jeszcze bardziej, przerywając jej potok słów.
- Może umknęło to twojej uwadze, Granger, ale nie pracuję już w Hogwarcie.
- Wiem. Po prostu Minerwa mówiła, że zanim zostanie złamana klątwa i ja i pan możemy mieszkać w szkole. Tak będzie chyba najłatwiej, zważywszy, że transfuzja będzie potrzebna dosyć często.
- W Hogwarcie. Nie. Jestem. Mile. Widziany. - wycedził Snape.
Hermiona zaczerwieniła się lekko i wzięła głęboki oddech, próbując opanować zdenerwowanie.
- Nie będzie pan zawsze w stanie wezwać mnie, kiedy będzie potrzebna transfuzja. Wycieki magii u Ginny są nagłe i czasem bardzo gwałtowne...- urwała, zbita z tropu milczeniem Snape'a i jego dziwnym, jakby wyczekującym wzrokiem.
- Mogę oczywiście zamieszkać u pana na ten czas, jeśli to panu odpowiada. - palnęła.
Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
'Myślał, że się wycofam! Naprawdę myślał, że się wycofam!' - pomyślała Hermiona. - 'On naprawdę jest nienormalny.' Zagryzła wargę i zapytała ponownie.
- Wynajmuję mieszkanie z koleżanką, więc raczej nie mogę zaprosić pana do siebie. Jeśli nie życzy pan sobie mieszkać w Hogwarcie, chyba zostaje nam pański dom?
Hermiona wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje, kiedy o czwartej nad ranem stała z Severusem Snape'm przed niewielkim, zaniedbanym domem w Manchesterze. Brudne, ciężkie zasłony w oknach były praktycznie niepotrzebne, bo niemyte od lat szyby prawie straciły zdolność przepuszczania światła. Poszarzałe ściany straciły tyle tynku, że nie dało się rozpoznać, czy miały kiedykolwiek jakiś kolor. Snape wyciągnął z kieszeni pęk umagicznionych, starych mugolskich kluczy i przekręcił zamek, patrząc na dziewczynę z zaciśniętymi wargami, z niemym wyzwaniem na twarzy.' Nie chcę tam wchodzić, o Boże, w co ja się wkopałam, nie chcę!' Hermiona poczuła, że panika odbiera jej zdolność ruchu. 'To mój wybór. Wybrałam i pójdę za tym wyborem. Nie myśl o nim, o domu, o niczym. Skup się na nogach. Lewa do przodu, prawa do przodu. Idę!". Powoli, z uniesioną głową i nieco sztywnymi kończynami, otoczona unoszącym się kurzem, Hermiona Granger weszła do domu Severusa Snape'a.
