Zawsze wiedziałam, że moje poczynania doprowadzą mnie do czegoś niezwykłego. Nie spodziewałam się jednak, że to będzie aż tak niezwykłe. Zawsze lubiłam czytać Apokalipsę. Wyobrażałam sobie wtedy czterech strasznych Jeźdźców. Jeźdźców niezdolnych do uczuć, bez sumienia i bezwzględnych. Cztery istoty, które swoim przybyciem miały zapowiadać Apokalipsę. Zastanawiałam się co musiały odczuwać istoty, które spotykały ich na swojej drodze: strach, przerażenie, a może złość? Czytałam raz za razem Apokalipsę Świętego Jana i za każdym razem miałam w głowie te same pytania. Wtedy nawet się nie spodziewałam, że moja osoba została ujęta w pewnej przepowiedni, która wzbudziła ciekawość u istot ponadnaturalnych.
Pamiętam to jak dzisiaj chociaż minęło bardzo dużo czasu. Wracałam akurat z pracy do domu kiedy nagle wokół mnie zrobiło się ciemno. Rozejrzałam się w koło i poczułam lekki niepokój. Po chwili przed sobą zobaczyłam jak asfalt na drodze pęka. Zamiast uciekać, ja głupia stałam i się przypatrywałam jak pęknięcie się powiększa. W końcu pęknięcie zniknęło w głębokiej dziurze i zamiast niego z dziury wyłonił się demon. Od razu wiedziałam, że to demon. Wyglądał jak przerośnięty pies, miał rogi na głowie, ostre pazury, wielkie łapy i z jego pyska buchał ogień. Dopiero wtedy poczułam chęć ucieczki. Rzuciłam się biegiem w stronę przeciwną niż była dziura. Biegłam ile sił w nogach ale wiedziałam, że nie mam szans uciec temu gigantycznemu stworowi. Nie minęło pół minuty a demon powalił mnie na ziemię. Poczułam jak jego ostry pazury rozdarły mi ubranie i skaleczyły ciało. W momencie gdy modliłam się tylko o szybką, w miarę bezbolesną śmierć, zobaczyłam jak całkiem niedaleko mnie spada meteoryt. Demon, który mnie zaatakował spojrzał w stronę meteorytu i najeżył się. Po chwili w ogniu i kurzu zobaczyłam postać. Zanim kurz opadł ja już wiedziałam, że jest ona wysoka i postawna. Po chwili zniknęła mi z oczu a obok mnie poturlała się głowa demona. Poczułam jak ze strachu wszystkie mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Spojrzałam w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał demon i w końcu przyjrzałam się postaci, która spadła z meteorytem. Faktycznie była wysoka i postawna. Na nogach i na ciele miał ciężką zbroję. Aż się zdziwiłam w jaki sposób potrafił się w niej poruszać. W prawej ręce trzymał wielki miecz. Spojrzałam wyżej i zobaczyłam dwa święcące punkty - jego oczy schowane pod czerwonym kapturem. Powyżej oczami lśnił mu kształt niedokończonego okręgu z pionową linią ciągnącą się od środka krawędzi koła. Z kaptura wychodziły natomiast jasne, platynowe włosy. Istota stanęła nade mną i popatrzyła się na mnie zimnym wzrokiem.
„Wszystko w porządku, dziewczyno?" odezwał się do mnie głębokim, strasznie seksownym głosem.
„Ehm… chyba tak..." odpowiedziałam mu i zaczęłam siebie oglądać.
Na swoim ciele dostrzegłam mnóstwo krwi. Gdy ją przetarłam dłonią, zobaczyłam wszędzie duże zadrapania. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że moja sukienka jest w strzępach i leżę w kałuży krwi w samej bieliźnie. Spróbowałam się zasłonić ale nie bardzo miałam czym. Ten gwałtowny ruch sprawił, że zakręciło mi się w głowie i nagle zobaczyłam samą ciemność.
Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam nocne niebo pełne gwiazd. Poczułam ból w całym ciele oraz suchość w ustach. Gdy spróbowałam się podnieść zauważyłam, że mam na sobie jakiś zielonkawy płaszcz i zostałam przykryta kocem. Delikatnie rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam palące się ognisko oraz postawną postać siedzącą obok. Spróbowałam się zorientować gdzie jestem ale widoki, które mnie otaczały nic mi nie mówiły. Kiedy natomiast spróbowałam wstać, poczułam ostry ból w okolicach brzucha i mimowolnie wypuściłam jęk bólu z ust. Tajemnicza postać od razu odwróciła się w moją stronę i podeszła do mnie. W świetle ogniska zobaczyłam jego twarz: była cała w bliznach i wyglądała groźnie. Instynktownie podwinęłam wyżej koc a wtedy on się do mnie odezwał:
„Jak się czujesz?"
Jego ton głosu sprawił, że po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze. Przez długi czas milczałam a przez ten czas postać patrzyła na mnie bez wzruszenia.
„Czuję się tak jakby mnie autobus przejechał." powiedziałam mu.
„Ten demon pewnie ważył tyle co autobus." postać odpowiedziała mi „Przysunę Cię bliżej ogniska." dodała po czym wzięła mnie na ręce tak jakbym nic nie ważyła i położyła mnie bliżej ogniska.
Popatrzyłam w milczeniu w płomienie ogniska a następnie wzrok skierowałam na swojego wybawiciela. Zanim jednak cokolwiek powiedziałam, postać podała mi w milczeniu kubek z wodą. Od razu wypiłam całą jego zawartość za jednym razem.
„Kim jesteś?" spytałam gdy odsunęłam kubek od swoich ust.
„Jesteś dziewczyno strasznie niewychowana." odpowiedział mi a ja szybko załapałam o co mu chodziło.
„Dziękuję…" poprawiłam się jednocześnie się rumieniąc „Dziękuję za wszystko."
„Teraz lepiej." postać zabrała ode mnie pusty kubek i podeszła do ogniska.
„Kim jesteś?" ponowiłam pytanie.
„Nie chcesz wiedzieć kim jestem." mężczyzna odpowiedział mi patrząc w płomienie.
„Uratowałeś mi życie więc chciałabym chociaż poznać Twoje imię, Panie." poczułam, że muszę zwracać się do niego z dużo większym szacunkiem.
„Panie…" postać westchnęła i skierowała swój wzrok na mnie „Nie jestem Panem. Jestem Wojna. Jestem Jeźdźcem Apokalipsy."
„Je… Jeźdźcem Apokalipsy?" z szoku aż się zająknęłam.
„Tak dziewczyno." uśmiechnął się do mnie złowieszczo „A Ty masz jakieś imię?"
„Aga." odpowiedziałam mu „Teoretycznie Agnieszka ale wszyscy mówią na mnie Aga."
„Ok." usłyszałam krótką odpowiedź Wojny.
Siedziałam w milczeniu i kolejny raz zaczęłam się rozglądać. Dopiero teraz zauważyłam, że niedaleko stoi koń. Był to piękny koń o ubarwieniu czarno-czerwonym. Wojna zauważył moje zainteresowaniem rumakiem i krótko powiedział:
„To Pożoga."
„Jest piękny…" odpowiedziałam mu zachwycona.
Przez dłuższą chwilę przyglądałam się Pożodze. Po chwili obok mnie pojawił się Wojna z szarymi materiałowymi paskami. Popatrzyłam na niego zdziwiona i zdałam sobie sprawę, że podobne paski zostały owinięte wokół mojej talii.
„Połóż się, muszę Ci zmienić opatrunki." powiedział do mnie Wojna.
„O nie!" krzyknęłam i owinęłam się bardziej szczelnie kocem.
„Nie rób zamieszania, dziewczyno." Wojna podniósł lekko ton swojego głosu „Odsuwaj ten koc i się połóż."
„Nie ma mowy!" chwyciłam mocniej koc i owinęłam się nim jeszcze ciaśniej „Zostaw te opatrunki, sama je zmienię."
Wojna nabrał głośno powietrza i jedną ręką zdarł ze mnie koc, następnie drugą popchnął mnie na ziemię. Spróbowałam krzyczeć ale Wojna wcisnął mi do ust jeden z opatrunków. Następnie moje dłonie dał mi za plecy i innym opatrunkiem je związał. Zaczęłam jeszcze wierzgać nogami ale Wojna unieruchomił mi je swoim kolanem. Następnie delikatnie ściągnął ze mnie opatrunki, polał rany jakimś płynem i założył nowe opatrunki. Kiedy skończył, w milczeniu uwolnił moje nogi i ręce. Mając uwolnione dłonie wyciągnęłam z ust knebel i rzuciłam nim w niego.
„Jak tak mogłeś?!" krzyknęłam do niego.
„Nie histeryzuj dziewczyno." odpowiedział mi spokojnie ignorując całkowicie rzucony w niego knebel i podał mi koc „Teraz możesz się owinąć."
Bez słów wzięłam od niego koc i ponownie szczelnie się nim owinęłam. Musiałam jednak przyznać, że rany zaczęły mnie coraz mniej boleć. Siedzieliśmy tak w milczeniu gdy nagle usłyszałam swój własny żołądek. Wojna spojrzał na mnie z zaciekawieniem a ja miałam ochotę schować się pod ziemię. Udaję, że nic się nie stało ale żołądek odezwał się kolejny raz i tym razem poczułam jak mnie skręciło w środku z głodu.
„Zapomniałem, że wy, ludzie musicie coś jeść." Wojna przerwał milczenie i wstał z ziemi.
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć więc spoglądałam zawstydzona w ziemię. Zobaczyłam jednak, że Wojna odszedł od ogniska.
„Zostawisz mnie tak tutaj samą?" spytałam go przestraszona.
„Tylko na chwilę." odpowiedział mi Jeździec „Pożoga Cię przypilnuje." wskazał konia i już po chwili zniknął z moich oczu w lesie.
