Gdy się obudziłam było już jasno i zauważyłam, że leżę na trawie. Podniosłam się, rozejrzałam się i dostrzegłam, że ognisko zostało dogaszone, a płaszcz i koc, który dostałam od Wojny leżały w moich nogach złożone. Pożoga stała tam gdzie stała w nocy ale samego Wojny nie widziałam. Wstałam na nogi, owinęłam wokół bioder koc, założyłam płaszcz i podeszłam do konia.
„Gdzie Twój Jeździec, koniku?" spytałam zwierzę stojąc kawałek od niego.
„Wyspałaś się?" usłyszałam głos Jeźdźca obok siebie.
Od razu odwróciłam się w stronę jego głosu i ujrzałam go z małym workiem w ręce.
„Tak..." odpowiedziałam mu cicho.
„To dla Ciebie." Wojna zwrócił się do mnie i podał mi worek „Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Furia lepiej się na tym zna ale może nie będzie tak źle."
Popatrzyłam pytająco na mojego wybawiciela i zajrzałam do środka torby. Dostrzegłam tam tkaninę, którą wyciągnęłam ostrożnie. Okazało się, że w moich rękach była najpiękniejsza sukienka jaką kiedykolwiek widziałam. Była długa, prosta, w kolorze miedzi i była zrobiona z bardzo lekkiego i miękkiego materiału.
„To dla mnie? Naprawdę?" nie mogła uwierzyć.
„Podoba Ci się?" Wojna mnie spytał i dodał „Do kompletu masz jeszcze buty bo Twoje już chyba nie na wiele się przydadzą."
Odruchowo spojrzałam na swoje stopy i dopiero teraz zauważyłam, że moje adidasy faktycznie strasznie wyglądały. Sięgnęłam kolejny raz do worka i wyciągnęłam z niego parę balerinek w takim samym kolorze co sukienka.
„Są wspaniałe." powiedziałam zachwycona, od razu zrzuciłam z nóg adidasy i włożyłam balerinki.
Nigdy w życiu nie miałam tak wygodnych butów. Z zachwytu okręciłam się wokół własnej osi kilka razy. Gdy stanęłam, zauważyłam że Wojna lekko się uśmiechał. Mając wciąż przewieszoną na ramieniu sukienkę odwróciłam się do niego plecami, ściągnęłam płaszcz i koc oraz założyłam swój prezent. Chwilę pozachwycałam się jego miękkością po czym obróciłam się w stronę Jeźdźca.
„Jest piękna." powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Po chwili jednak poważnie spytałam „Skąd to masz?"
„Kupiłem." odpowiedział mi Jeździec krótko.
„Kupiłeś?" jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić Wojny na zakupach.
„Tak. Od Vulgrima. To demon-handlarz. Kupisz u niego wszystko, chociaż na niektóre rzeczy trzeba czasem poczekać."
„Dziękuję..." podziękowałam mu szczerze i spontanicznie rzuciłam mu się w ramiona.
Kiedy zorientowałam się co zrobiłam, odskoczyłam od niego jak poparzona. Wojna jednak tylko mi powiedział:
„Schowaj płaszcz i koc do tego worka. Mogą się jeszcze przydać. I wsiadaj na Pożogę."
„Na Pożogę?" spytałam go lekko przestraszona i zatrzymałam w połowie drogi rękę, którą sięgałam po koc.
„Tak." odpowiedział mi Jeździec „Mówiłem Ci, że musimy ruszyć dalej."
„Myślałam, że będziemy szli." próbowałam się jakoś wykręcić z wsiadania na konia.
„Dziewczyno, jestem Jeźdźcem. Nie po to mam konia by chodzić na piechotę."
„To może Ty pojedź a ja będę szła?"
„Dobrze, co znowu?" mój wybawiciel spytał mnie lekko zirytowany.
„Nigdy nie dosiadałam konia..." odpowiedziałam mu cicho spuszczając głowę.
„To nie szkodzi. Będę za Tobą i ja pokieruję Pożogę." Jeździec kompletnie nie zdawał sobie sprawy z moich obaw.
„Ale Pożoga... Czy on mnie lubi?" w końcu sformułowałam swoje obawy.
„A co lubienie ma do tego?"
Moje milczenie było wystarczającą odpowiedzią dla Wojny. Jeździec nabrał głośno powietrza, chwycił delikatnie moją dłoń i skierował mnie w stronę Pożogi. Następnie położył moją dłoń na grzebiecie zwierzęcia. Poczułam, że koń jest ciepły i po chwili nieśmiało zaczęłam go głaskać.
„Nie ma czego się bać." powiedział mój wybawiciel widząc jak głaszczę jego konia „A teraz pakuj rzeczy i wskakuj."
Odsunęłam się od Pożogi, schowałam do worka płaszcz i koc, przewiesiłam go przez ramię i stanęłam ponownie przed koniem nie mając pojęcia jak na niego wejść. Wojna zręcznie mnie podniósł i usadził na grzebiecie wierzchowca. Następnie sam usiadł za mną i chwycił za lejce.
„Trzymaj się mnie mocno." powiedział jeszcze do mnie i Pożoga ruszył.
Nie wiem czego się spodziewałam ale na pewno nie tego, że koń będzie tak szybko biec. Nie udało mi się zarejestrować żadnego wyraźnego widoku. Wojna wyglądał jednak tak jakby wszystko widział. Minęło sporo czasu zanim Pożoga stanęła. Znowu byliśmy w lesie ale ten las całkowicie inaczej wyglądał niż ten z którego wyjechaliśmy. Wojna zeskoczył z rumaka i pomógł mi zsiąść. Rozejrzałam się wkoło i niedaleko zobaczyłam staw.
„Mogę spytać gdzie jesteśmy?" spytałam swojego towarzysza.
„A czy to ważne?" Wojna wzruszył ramionami, chwycił lejce Pożogi i ruszył przed siebie.
Szłam za nim w milczeniu i podziwiałam widoki. Ptaki śpiewały a promienie Słońca przebijały się przez gałęzie drzew. Wyszliśmy na małą polankę i tam przystaliśmy.
„Tutaj rozbijemy obóz." zwrócił się do mnie Jeździec „Zostań tu a ja nazbieram drewna na ognisko i upoluję coś dla Ciebie."
„Może Ci jakoś pomogę?" zaproponowałam ale mój wybawiciel zbył mnie słowami:
„Dam sobie sam radę. Usiądź a ja za chwilę wrócę."
Posłusznie usiadłam na trawie i czekałam. Pożoga podeszła do mnie i szturchnęła mnie swoim pyskiem. Uśmiechnęłam się lekko do niego i zaczęłam go delikatnie głaskać. Wojna wrócił bardzo szybko niosąc sporo drewna i kilka ryb. Gdy zobaczył mnie jak głaszczę jego konia, uśmiechnął się tylko i zabrał się za układanie ogniska. Gdy drewno zostało ułożone, zawołał rumaka do siebie i wydał mu dziwną komendę. Pożoga nagle parsknęła i wypluła z siebie kulę ognia na drewno, rozpalając ognisko.
„Wow!" byłam zaskoczona i trochę przestraszona tym widokiem.
„Grzeczna Pożoga." Wojna pieszczotliwie poklepał swojego konia, który odszedł kawałek od nas i zaczął skubać trawę.
„Bardzo przydatna umiejętność." zwróciłam uwagę.
„To prawda." Wojna odpowiedział mi i usiadł obok mnie „Tym razem zrobiłem Ci ruszt byś nie musiała trzymać ryb."
„Dziękuję ale poradziłabym sobie." uśmiechnęłam się do niego, nabiłam ryby na kije i dałam je nad ognisko „Słuchaj, co do tego co było w nocy..." zaczęłam po dłuższej chwili ciszy nieśmiało.
„Chciałem Cię trochę ogrzać." Wojna przerwał mi nie patrząc mi nawet w oczy.
„Dziękuję." odpowiedziałam rumieniąc się.
„Lubię jak się tak rumienisz." Jeździec nagle się do mnie odezwał patrząc na mnie ale szybko skierował swój wzrok na ognisko.
Poczułam jak pożądanie na nowo we mnie narosło. Zacisnęłam mocniej swoje uda i spojrzałam na mojego wybawiciela. Gdy tak patrzyłam na niego, zebrała się nagle we mnie niesamowita ochota by móc go dotknąć i pocałować. Chciałam też się dowiedzieć jak smakują jego usta. Jednak ze strachu nic nie zrobiłam w tym kierunku. Wstałam, wyciągnęłam koc z worka i rozłożyłam go na trawie.
„Co robisz?" spytał mnie Wojna.
„Ziemia jest zimna." odpowiedziałam mu siadając na kocu „Nie chcę się nabawić zapalenia pęcherza."
„Zapalenia czego?"
„Zapalenia pęcherza. Musiałabym wtedy częściej... A zresztą Ciebie i tak to nie interesuje."
„Nie, interesuje." Jeździec usiadł na trawie i popatrzył na mnie „Powiedz."
„Musiałabym częściej..." zaczęłam szukać odpowiednich słów „Wydalać płyny."
Widziałam po jego minie, że całkowicie nie miał pojęcia o co mi chodziło. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam wyjaśnić raz jeszcze:
„My ludzie musimy wydalać to co zjemy. Osobno wydalamy płyny a osobno całą resztę."
„Całą resztę?" Wojna rzucił mi zaciekawione spojrzenie.
„Tak." odpowiedziałam mu i westchnęłam ponownie zrezygnowana „Może po prostu uznaj, że nie chcę być chora."
„No dobrze." mój towarzysz wzruszył ramionami Wojna i położył się na trawie.
„Masz jakiś swój dom?" spytałam go ot tak po długiej chwili milczenia.
„Jasne, że mam. Co to za pytanie?"
„Po prostu moja ciekawość." odpowiedziałam cicho, spuściłam głowę i znowu się zarumieniłam ale tym razem ze wstydu, że zadałam mu takie pytanie.
Po chwili zarejestrowałam, że Jeździec co chwilę spoglądał na mnie aż w końcu się odezwał:
„Wybacz moją arogancję." usłyszałam w jego głosie skruchę „Zazwyczaj podróżuję tylko z Pożogą a on nie jest dobrym towarzyszem do rozmów."
„A inni Jeźdźcy?" spytam go szybko.
„Rzadko się zdarza, że podróżujemy razem."
„A Twoi przyjaciele?"
Na to pytanie usłyszałam w odpowiedzi tylko prychnięcie. Spojrzałam na niego i zrobiło mi się go strasznie żal. Jego wygląd sprawiał, że człowiek odczuwał wielki strach ale tak naprawdę wewnątrz wydawał mi się strasznie samotny.
„Mogę się do Ciebie znowu przytulić?" wyrwało mi się nagle.
Wojna aż usiadł na trawie i popatrzy na mnie zdziwiony. Ja jednak postanowiłam jeszcze bardziej zaryzykować:
„Wiesz..." zaczęłam „Znowu mi trochę zimno a wczoraj Twoje ramiona były przyjemnie ciepłe..."
„Ciepłe?" spytał mnie zaskoczony.
„Ale rozumiem, że możesz nie chcieć..." spróbowałam się delikatnie wycofać gdy zobaczyłam jego zdziwienie.
„To nie tak." odezwał się w końcu z sensem „Ty naprawdę chcesz się do mnie przytulić?"
Pokiwałam mu potwierdzająco głową tak, że na moich policzkach znowu pojawił się rumieniec. Wojna wstał ze swojego miejsca, usiadł bardzo blisko mnie tak, że siedziałam między jego nogami plecami do niego zwrócona i objął mnie delikatnie ramionami. Tego dnia wydawał mi się dużo chłodniejszy niż dnia poprzedniego ale i tak czułam się w jego ramionach dobrze. I bezpiecznie. Przytuliłam się do jego ramienia i zaczęłam wdychać jego zapach. Wojna pachniał świeżym drewnem i kurzem. Dla wielu byłby to brzydki zapach ale dla mnie nie istniała aktualnie piękniejsza kompozycja.
„Już Ci cieplej?" usłyszałam jego pytanie.
„Tak." odpowiedziałam mu i obróciłam się tak by plecami oprzeć się o jego nogę „Musiałeś bardzo dużo walczyć, prawda?" spytałam go patrząc mu w oczy.
„Tak." odpowiedział mi nie odwracając wzroku ode mnie wzroku.
„I często przez to byłeś samotny, prawda?" spytałam go ponownie, wyciągnęłam rękę do jego twarzy i pogładziłam go po policzku.
Wojna mi nic nie odpowiedział, tylko wpatrywał się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Gładziłam go przez chwilę aż w końcu przybliżyłam do niego swoje usta i delikatnie pocałowałam jego wargi. Na początku pomyślałam, że zrobiłam coś złego ponieważ Wojna ani trochę się nie poruszył. Kiedy jednak chciałam się odsunąć on sam przycisnął mnie do siebie i odwzajemnił trochę nieudolnie pocałunek. Z każdym dotknięciem jego warg czułam, że robię się coraz bardziej mokra między nogami. Jeździec pomimo swojej początkowej nieudolności, zaczął mnie całować tak wspaniale, że nagle zapomniałam o całym świecie i o tym, że nie jest zwykłym śmiertelnikiem. Po bardzo długim czasie w końcu oderwaliśmy od siebie usta.
„Dziewczyno, to było... wspaniałe." powiedział do mnie i złożył na moich ustach jeszcze jeden krótki pocałunek.
„Nie gniewasz się, że Cię pocałowałam?" spytałam go.
„Nie." przytulił mnie do siebie „Dziękuję."
„Dziękujesz mi? Za co?"
„Za tą odrobinę czułości. Nie sądziłem, że kiedykolwiek zaznam takiej przyjemności..."
„Mogłoby być jeszcze lepiej." odpowiedziałam mu seksownie i odważnie „Ale musiałbyś zbroję ściągnąć."
„Co Ty planujesz?" spytał mnie szczerze zdziwiony.
„Chciałabym Cię dotknąć i sprawić dużą większą przyjemność." pogładziłam go po zbroi na torsie.
„Wiesz... Brzmi to interesująco." Wojna odpowiedział mi i lekko się uśmiechnął „Uważam jednak, że to nie miejsce na takie zabawy..." złapał moje dłonie i lekko je odsunął od siebie „Zresztą nie podejmuj zbyt pochodnych decyzji. Jestem w końcu Jeźdźcem."
„Wiem przecież kim jesteś."
„Ale muszę przyznać, że teraz się nie dziwię, że ludzie tak bardzo szukają relacji."
„Są one bardzo przyjemne." odpowiedziałam mu i wtuliłam się w niego.
Ciało Wojny było teraz dużo cieplejsze niż zanim go pocałowałam co sprawiło, że poczułam chęć by znowu zasnąć w jego ramionach. Jeździec zaczął mnie gładzić po włosach ale w pewnej chwili nagle przestał i lekko mnie odsunął od siebie. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak patrzył gdzieś w dal. Po chwili nie odrywając wzroku od punktu gdzieś za mną powoli i cicho wstał. W tym momencie wyglądał jak drapieżnik, który wytropił zwierzynę. Siedziałam na kocu i spróbowałam spojrzeć za siebie ale w tym momencie mój wybawiciel sięgnął zza plecy i wyciągnął miecz.
„Zostań tu." rozkazał mi krótko i zniknął mi w oczu.
Od razu skierowałam wzrok w miejsce gdzie się patrzył ale niczego nie dostrzegłam. Po chwili zobaczyłam go wychodzącego z lasku i jednocześnie chowającego swój zakrwawiony miecz.
„Chyba dłużej nie będziemy mogli wędrować po lasach." powiedział siadając obok mnie.
„Czy to…" zaczęłam powoli „Czy to był demon?"
„Tak, ale zabiłem go zanim przekazał wiadomości dalej." odpowiedział mi tak jakby mówił o pogodzie.
„To co teraz?" przestraszyłam się lekko.
„Zjedz coś, ewentualnie się prześpij i ruszamy dalej. Mam pomysł gdzie się wybierzemy. I wydaje mi się, że tam będziesz mogła zostać na dłużej."
„Będę mogła zasnąć w Twoich ramionach?" spróbowałam odbudować nastrój.
„Lepiej wstrzymajmy się wszelkimi relacjami dopóki nie pojedziemy stąd." Wojna stanowczo mi przerwał.
„Dobrze. To tylko zjem i możemy ruszać."
„Wyśmienicie."
