Od tamtego razu co noc ze sobą współżyliśmy. Po namiętnym stosunku ja padałam spać ze zmęczenia a Wojna leżał przy mnie aż do rana. Rano wychodził z domu, ja ogarniałam siebie i dom i czekałam na jego powrót do domu. Po jego powrocie ja jadłam obiadokolację i znowu trafialiśmy do łóżka razem. Tak było przez dłuższy czas. W ciągu dnia ciągle myślałam o tym, że powinniśmy trochę zwolnić ale gdy Jeździec tylko wracał, ogień namiętności wybuchał z podwójną siłą. Po prostu uwielbialiśmy się pieprzyć ze sobą. Cała sielanka zniknęła pewnego dnia nieoczekiwanie. Myłam akurat podłogę w pokoju gdy usłyszałam odgłos otwieranych i zamykanych drzwi. Spojrzałam przez okno by sprawdzić czy robi się już ciemno ale był dopiero środek dnia. Zdziwiona ale jednocześnie szczęśliwa, zostawiłam szmatę i niemal wybiegłam z pokoju ale bardzo szybko stanęłam jak wryta w przedpokoju. W przedpokoju stał wysoki mężczyzna w zbroi. Na twarzy miał dziwny kościany kask przez który widziałam tylko jego błyszczące, żółte oczy. Przy pasie miał schowane pistolety. Od razu zorientowałam się, że mam do czynienia z kolejnym Jeźdźcem Apokalipsy. Nie bardzo wiedziałam co mam zrobić więc tylko spuściłam z szacunkiem głowę i odezwałam się:

„Witaj Jeźdźcie Apokalipsy."

„Gdzie Wojna?" spytał mnie nie poruszając się.

„Na misji." odpowiedziałam mu nie podnosząc wzroku.

„A kiedy wraca?"

„Wieczorem, Panie."

Na nazwanie go przeze mnie Panem usłyszałam jego prychnięcie.

„Skończ z tym Panem dziewczyno i popatrz na mnie." zwrócił się do mnie.

Posłusznie podniosłam głowę i popatrzyłam na niego.

„Jestem Waśń." kontynuował „Jestem bratem Wojny. Poczekam na niego."

Waśń nie spytał. On stwierdził. Chciałam za wszelką cenę zniknąć mu z oczu, ale gdy wszedł do kuchni to zwrócił się do mnie:

„Chodź tu do mnie dziewczyno."

Posłusznie weszłam do kuchni i usiadłam przy stole w miejscu, w którym Waśń wskazał ręką. Przez chwilę Jeździec obserwował mnie w milczeniu.

„Masz jakieś imię?" spytał mnie.

„Aga." odpowiedziałam mu krótko.

„A więc Ago… Co tutaj robisz?"

„Wojna mnie tutaj ukrył."

„Tak myślałem… Długo już tutaj jesteś?"

„Kilka dni, może tygodni. Straciłam rachubę. Dzień do dnia jest podobny."

„Rozumiem… Wojna Cię chyba trochę traktuje jak swoje zwierzątko."

„Zwierzątko?"

„Tak. Karmi Cię, dba o Twoje bezpieczeństwo. To tak jak wy ludzie dbacie o zwierzęta."

„Po części tak..." zgodziłam się z nim i od razu mi się przypomniały wszystkie noce z jego bratem.

Pogrążyłam się w przyjemnych myślach ale nagle poczułam na sobie wzrok Waśni. Od razu zeszłam z obłoków i spuściłam wzrok. Waśń jednak ciągle mnie obserwował w ciszy. Siedziałam tam naprzeciw niego i myślałam tylko o tym, że chciałabym aby Wojna już wrócił.

„Możesz iść do pokoju." odezwał się w końcu do mnie „Pogadamy jak Wojna wróci."

Od razu wstałam i szybkim krokiem poszłam do pokoju. Tam po skończeniu myciu podłogi, udawałam, że robię cokolwiek by tylko znów nie musieć siedzieć z bratem Wojny. W końcu zapadł zmrok i do domu wrócił mój kochanek.

„Hej Piękna." Wojna uśmiechnął się do mnie już na progu i zaczął iść przez przedpokój.

Gdy minął kuchnie nagle przystanął i spojrzał do jej środka.

„Waśń? Co ty tutaj robisz?" spytał brata wchodząc do kuchni.

„Czekam na Ciebie." usłyszałam odpowiedź Waśni „Możemy pogadać?"

„Jasne." usłyszałam następnie dźwięk odsuwanego krzesła „O co chodzi?"

„Możesz mi wyjaśnić co Ty wyprawiasz?"

„Co masz na myśli?"

„Ściągnąłeś tutaj ludzką dziewczynę."

„I?"

„To dlatego tak długo nie wracasz do domu?"

„Nadal nie wykonałem do końca mojej misji. A w ogóle skąd Ty się tutaj wziąłeś?"

„Przejeżdżałem niedaleko i zobaczyłem światło więc pomyślałem, że jesteś w domu."

„Gdzie Mayhem? Bo w stajni go nie widziałem."

„Jest bezpieczny. Czy ta misja jest związana z tą ludzką dziewczyną?"

„Tak. Demony ją gonią a ja nie wiem ani dlaczego ani z czyjego polecenia."

„I tyle czasu Ci zajmuje dojście po trupach do celu?"

„Nie powinieneś się wtrącać w moje misje." usłyszałam gniew w głosie Wojny.

„Bracie, martwię się o Ciebie. Od kilku tygodni nie zajrzałeś do domu a teraz słyszę, że nadal się męczysz z jedną misją."

Wojna milczał. Ja natomiast byłam zszokowana słysząc te informacje. Wojna przez cały ten czas szukał istoty odpowiedzialnej za ataki na mnie.

„Powinieneś ją przyprowadzić do domu." po długiej ciszy Waśń się odezwał.

„Po co?" spytał zaskoczony jego brat.

„Nie bardzo się znasz na potrzebach ludzi, prawda? Z tego co rzuciłem okiem to ma tylko jeden zestaw ubrań, zero jakiś normalnych środków czystości, nie wspomnę o artykułach higienicznych."

„O czym Ty do mnie gadasz?"

„Przyprowadź ją do domu. Furia ją trochę ogarnie i razem zajmiemy się jej sprawą."

„Nie wezmę jej do naszego domu! A Ty nawet nie ośmielaj się powiedzieć Furii i Śmierci, że ona tutaj jest."

„Czyżbyś się bał, że zabierzemy Ci Twoją własność?" usłyszałam ironię w głosie Waśni „Wojna, pomyśl: ona nie może tutaj mieszkać do końca swojego życia. Zanudzi się na śmierć."

Tutaj akurat musiałam przyznać rację Waśni. Bardzo doceniałam gest Wojny ale powoli dostawałam coraz większego hopla w tym domu z dala od ludzi.

„Po prostu się nie wtrącaj, ok?" warknął na niego mój wybawiciel.

„Dobrze." usłyszałam odgłos odsuwanego krzesła „Nie powiem Furii i Śmierci o niej bo uważam, że sam powinieneś to zrobić. Ale na Twoim miejscu uważałbym bo kolejna wizyta Twojej rodziny może się odbyć w nocy."

Zdałam sobie sprawę z tego, że Waśń wiedział, co ja z Wojną robiłam w nocy. Zastanawiałam się jak do tego doszedł? Gdy tak o tym myślałam widziałam jak Waśń przeszedł przez przedpokój i wyszedł z domku. Odczekałam chwilę i po chwili poszłam do kuchni.

„Wojna?" położyłam mu rękę na ramieniu „Wszystko w porządku?"

Jego ciało było bardzo zimne. Zauważyłam, że za każdym razem jak wracał do domu był zimny jak lód. Dopiero jak przebywał ze mną to robił się ciepły.

„Tak. Jest w porządku." odpowiedział mi surowo.

„Mam Cię zostawić samego?"

„Nie." od razu zmiękczył ton „Usiądź proszę."

Usiadłam na krześle obok Wojny i pogładziłam go po ramieniu. Poczułam, że jego chłód troszkę zniknął. Jeździec wziął głęboki oddech i skierował wzrok na mnie.

„Nie powinienem do czegoś takiego doprowadzić." powiedział.

„Co masz na myśli?" spytałam go z troską.

„Waśń nigdy nie powinien się dowiedzieć o Tobie."

„Przepraszam, że sprawiłam Ci kłopot…" spuściłam smutna głowę.

„Nie, to ja przepraszam. Uważałem te miejsce za bezpieczne z powodu jego magii ale zapomniałem, że moje rodzeństwo widzi je tak samo jak ja. A nie chcę Cię więcej narażać na obecność Waśni... Albo kogoś innego z mojej rodziny."

„Furii i Śmierci?"

Wojna w milczeniu potwierdził głową. Widziałam, że intensywnie myślał nad rozwiązaniem problemu.

„Mogę po prostu wrócić do swojego domu." zaproponowałam mu.

„Nie przeżyjesz tam nawet dnia." Wojna stanowczo odrzucił moją propozycję „Muszę po prostu bardziej się skupić na znalezieniu demona odpowiedzialnego za pościg Ciebie i na zabiciu go."

„Zabijesz go?"

„Jestem w końcu Wojną. Jak myślisz: co robię całymi dniami?"

Spojrzałam na niego i nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Sama widziałam jak zabijał demona ale nie myślałam o tym, że robi to na okrągło. Wojna zauważył moje zamyślenie, ściągnął ze swojej cielesnej dłoni rękawice i chwycił pewnie moją dłoń. Uśmiechnęłam się lekko do niego na ten gest, na co on przyciągnął mnie do siebie i usadził sobie na kolanach.

„Nie myśl o tym." powiedział i objął mnie ramionami „Zajmę się tym."

Przytuliłam się do jego torsu i dalej milczałam. Wojna głaskał powoli moje plecy i co chwilę składał pocałunki na moich włosach.

„Chyba nie powinniśmy…" zaprotestowałam na jego pieszczoty.

„Dlaczego?" spytał zdziwiony i przerwał całowanie mnie po włosach „Nie masz ochoty?"

„To nie o to chodzi." odpowiedziałam mu, odsunęłam się lekko od jego torsu i popatrzyłam mu w oczy „Myślę, że Twój brat wie co robimy i nie chciałabym aby nas… przyłapał." gdy wypowiadałam ostatnie słowo zarumieniłam się.

„Waśń już dzisiaj nie wróci." Jeździec odpowiedział mi zdecydowanym głosem.

„Skąd wiesz?"

„Bo go znam. Teraz da mi czas na przemyślenia. Znając go, wróci za jakieś 2 lub 3 dni."

„No sama nie wiem…"

„Zaufaj mi. W końcu jest moim bratem od tysięcy lat."

„Często się spieracie?"

„Jak rodzeństwo. Mieszkamy razem, mamy inne charaktery więc sprzeczki są naturalną rzeczą."

„I naprawdę uważasz, że już dzisiaj nie wróci?"

„Naprawdę." Wojna uśmiechnął się lekko do mnie i pocałował mnie w usta.

Na początku próbowałam go przyhamować ale Wojna całował mnie coraz namiętniej. W końcu poddałam mu się, usiadłam na niego okrakiem i zarzuciłam mu ręce na szyję. Po chwili mój kochanek przeniósł nas do łóżka i znowu uprawialiśmy namiętny seks niemal całą noc.