Kiedy budzę się rano Wojna leży obok mnie i czyta dalej książkę, którą ostatnim razem u mnie czytał. Przeciągam się obok niego szczęśliwa, że dzisiaj jest weekend i nie muszę szybko wychodzić. Wojna od razu zauważa moje obudzenie się i całuje mnie w czubek głowy.

„Dzień dobry Piękna." zwraca się do mnie.

„Dzień dobry." odpowiadam mu z uśmiechem „Miło Cię widzieć z rana obok siebie."

„Ja też wolę poranki widząc Ciebie w jednym łóżku ze mną niż widzieć jak moje rodzeństwo się kłóci od samego rana."

„Tak wyglądają poranki u Jeźdźców?"

„W większości tak. Miałem Ci już wczoraj powiedzieć ale jakoś wczoraj zabrakło okazji. Mam teraz kilka dni wolnych to może mógłbym się u Ciebie zatrzymać?"

„U mnie na kilka dni?" nie wierzę w to co mówi.

„Jeśli nie to zapomnij o tym pytaniu."

„Czy ty zgłupiałeś? Jasne, że chcę. Tylko widzisz: Ty się zawsze pojawiasz u mnie wieczorem i wychodzisz rano. W ciągu dnia zdarza się, że przychodzą do mnie różne osoby: koleżanki albo moja mama. Moja mama zwłaszcza lubi mi składać nie zapowiedziane wizyty. A tym bardziej w weekendy. Będzie trochę trudno ukryć, że jesteś Jeźdźcem Apokalipsy..."

„Nie będzie." odpowiada mi lekko Wojna „Mam na to idealny sposób."

„Jaki?" pytam go i po chwili widzę niesamowitą rzecz.

Wojna na moich oczach zmienia się w człowieka. Wygląda to podobnie jak u Waśni zmiana oczu ale Wojna teraz ma wzrostu około 180 centymetrów, jasne blond włosy do łopatek i chłodno niebieskie oczy. W ludzkiej postaci jest wciąż umięśniony co podkreśla jego czarna koszulka. Na nogach ma brązowe bojówki i ciemne adidasy. Przypatruję mu się ze zdziwieniem i milczę.

„W takiej postaci chyba mogę być u Ciebie nie wzbudzając niczyich podejrzeń." mówi mi Wojna.

„Nie wiedziałam, że możesz tak bardzo zmienić swój wygląd." odpowiadam mu

„Mogę przybrać różne postacie ale rzadko to robię. Lubię swój wygląd ale w tym przypadku wiem, że nie mogę wyglądać normalnie."

„To rozwiązuje wiele problemów. W taki sposób możemy i wychodzić razem z domu."

„To prawda."

„A jakie masz ludzkie imię?"

„Wymyśl jakieś. Mi to obojętne o ile w domu gdy będziemy sami, będziesz się do mnie zwracać moim prawdziwym imieniem."

„Dobrze ale wieczorami chcę Ciebie w normalnej postaci."

„Załatwione."

„To może Tomek?"

„Może być."

„To może wybierzesz się ze mną do sklepu?"

„Jasne." Wojna uśmiecha się do mnie.

-.-

Wyruszam pierwszy raz gdzieś z Wojną pod postacią Tomka. Jestem niesamowicie szczęśliwa idąc z nim po chodniku. Gdy wchodzimy do supermarketu widzę, że Wojna próbuje uchwycić wszystko wzrokiem. Każę mu się więc nie oddalać za bardzo i sama wyruszam między półki by wziąć to czego potrzebuję. Gdy akurat zastanawiam się nad wyborem kawy słyszę za sobą znany mi głos:

„Aga?"

Odwracam się szybko i dostrzegam Marka. Udaje mi się wymusić sztuczny uśmiech na twarzy i odpowiadam mu:

„Hej." i próbuję odejść ale Marek chwyta mnie za nadgarstek.

„Czekaj." mówi do mnie na co ja staję i patrzę na niego „Nie widzieliśmy się kawałek czasu, chyba możemy chwilę porozmawiać."

„Trochę się śpieszę." odpowiadam mu i rzucam okiem za niego za Wojną.

„Dobrze. Ale daj mi pięć minut."

„Dwie." stanowczo mówię.

„Ok." Marek posłusznie odpowiada „Słuchaj, wiem, że nasze ostatnie spotkanie nie było najlepsze ale minęło tyle czasu i chciałbym, żebyśmy się spotkali i pogadali."

„Spotkali i pogadali?" nie wierzę mu.

„Tak." Marek chwyta moją dłoń a ja ją szybko odsuwam od niego „Posłuchaj, zrozumiałem że źle wtedy zrobiłem. Chcę to naprawić."

„Naprawić?" pytam go ironicznie „Daruj sobie. Już jest na to za późno."

„Rany Aga, nie bądź taka bez serca!" wykrzykuje Marek na cały sklep a ja mam ochotę zapaść się pod ziemię.

Wszyscy ludzie dookoła teraz patrzą na nas. Typowa metoda Marka: zrobić takiego szumu bym to ja wyszła na tą złą. Ja jednak po chwili dostrzegam Wojnę, który spokojnym krokiem kieruje się w naszą stronę.

„Dla Ciebie nie mam ani krzty serca." odpowiadam mu na tyle głośno, że wszyscy gapie to słyszą i patrzę mu bez strachu w oczy.

Widzę zmieszanie na twarzy Marka. Kiedy już otwiera usta by mi coś odpowiedzieć obok mnie pojawia się Wojna.

„Masz jakiś problem do mojej kobiety?" Wojna pyta go bardzo chłodnym tonem głosu i obejmuje mnie ręką w talii.

„Jesteś z nim?" pyta mnie Marek ze strachem w oczach.

„Tak." odpowiadam mu.

„Mam się nim zająć?" Wojna pyta mnie kompletnie ignorując Marka.

„Nie." odpowiadam mu „To tylko kłamliwy i zdradziecki śmieć. Szkoda na niego czasu."

„Jak sobie życzysz." odpowiada mi łagodnie Wojna i odchodzę z nim od Marka.

„Dziękuję." mówię do Wojny gdy jesteśmy już wystarczająco daleko od Marka i ludzie przestali się na nas patrzeć.

„Kto to był?" pyta mnie Wojna.

„Mój były chłopak. Chodziliśmy ze sobą prawie dziesięć lat temu. Zdradzał mnie co chwilę z inną dziewczyną. Ogólnie nasze rozstanie było bardzo bolesne."

„Czujesz wciąż coś do niego?"

„Tylko nienawiść."

„Ok."

Widzę po minie Wojny, że nadal myśli o Marku. Gdy wychodzimy ze sklepu postanawiam go troszkę odciągnąć od mojego byłego chłopaka i go pytam:

„A Ty się kiedyś z kimś spotykałeś?"

„Spotykałem?" pyta zaskoczony Wojna „Masz na myśli, że tak jak z Tobą?"

„Tak."

„Nie." odpowiada mi dosyć chłodno Wojna „My Jeźdźcy raczej nie jesteśmy istotami, z którymi ktoś chce się spotykać." ostatnie słowo mocno podkreśla.

„Zawsze byłeś Jeźdźcem? To znaczy, urodziłeś się Jeźdźcem Apokalipsy?"

„Nie. Jak już Ci kiedyś wspomniałem pochodzę z rasy, która nazywa się Nefilim. Jesteśmy mieszanką aniołów i demonów i kiedyś było nas sporo. Ale nasza rasa była bardzo niebezpieczna i zagrażała wszystkim istotom. Ja, Śmierć, Furia i Waśń przysięgliśmy wieczną lojalność wobec Rady Spopielonych w zamian za potężną moc. Gdy ją otrzymaliśmy, staliśmy się Jeźdźcami."

„A co z pozostałymi Nefilim?"

„Dowodem naszej lojalności wobec Rady Spopielonych było wymordowanie pozostałych Nefilim."

Gdy Wojna kończy ostatnie zdanie ja aż staję w miejscu. Patrzę na niego i czuję jednocześnie zaskoczenie i strach.

„Dlatego nikt nie chce się z nami łączyć." Wojna staje kawałek przede mną i patrzy mi w oczy „Jesteśmy bratobójcami."

Nadal stoję w miejscu i patrzę na Wojnę. Wiedziałam, że jako Jeździec Apokalipsy nie jest święty ale bratobójstwo mnie zaskoczyło. Jednak po chwili dochodzi do mnie inna myśl: nikt nie chce mieć z nimi bliżej do czynienia właśnie z tego powodu. A przecież sam Wojna określił swoją rasę za niebezpieczną. Uśmiecham się lekko do niego, podchodzę do niego szybkim krokiem i przytulam się do jego ziemskiej postaci. Czuję jak Wojna obejmuje mnie swoimi ramionami i wtedy mówię:

„To straszne, że nikt nie chce mieć z wami do czynienia, ponieważ zrobiliście co zrobiliście. Ale powiedz mi jedno" odsuwam się lekko od niego i patrzę w jego ludzkie oczy „Zrobiliście to dla większego dobra, prawda?"

„Prawda." odpowiada mi Wojna.

„I to mi wystarczy." staję obok niego, chwytam jego dłoń i wracamy razem do domu.