Po śniadaniu standardowo poszłam z Wojną na zakupy. Jeździec pamiętając ostatnią aferę z sklepie, tym razem trzymał się blisko mnie. Po zakupach wróciliśmy do domu i przyszykowałam obiad. Ze względu na fakt, że Wojna wyraził chęć poznania moich znajomych i tym samym ludzkich zachowań, postanowiłam mu od dzisiaj dawać posiłki by mógł się przyzwyczaić do ich jedzenia.
„Dawno już nie jadłem ludzkiego jedzenia." mówi gdy kończy swoją porcję.
„Skoro nie musisz jeść to się nie dziwię." odpowiadam mu zabierając od niego talerz.
Ale miło jest do tego wrócić."
„To dobrze. A właśnie…" przypominam sobie jedną rzecz „Ostatnio mi wspominałeś, że masz tysiące lat. Ile dokładnie?"
„Chcesz wiedzieć o ile starszy od Ciebie jestem?"
„Czy to grzech?"
„Chyba nie ale może Cię przerazić ta informacja."
„Wiem, że jesteś Jeźdźcem ale po prostu chciałabym wiedzieć. To ile?"
„Jestem tak stary jak wasz świat. Walczyłem o prawo ludzi do Edenu."
„Wow… To naprawdę kawałek czasu. I nigdy nie byłeś zakochany?"
„Nie, dopóki Ciebie nie poznałem. Jak już Ci tłumaczyłem trudno zakochać się z kimś jeśli nikt nie chce mieć z Tobą do czynienia. W dodatku myślę, że kochałem Cię już wtedy kiedy jeszcze u mnie mieszkałaś. Ale nie chciałem Ci psuć życia. W dodatku doskonale wiem kim jestem. Kiedy zdałem sobie sprawę, że mnie akceptujesz takim jakim jestem to byłem najbardziej szczęśliwą istotą w całym wszechświecie."
„Pięknie o tym mówisz."
„Dziękuje. To kiedy idziemy do tego…" Wojna chwilę się zastanawia „Do kina?"
„Za godzinę." odpowiadam mu z uśmiechem.
-.-
Wojna w postaci Tomka zachowuje się coraz bardziej ludzko. Widzę po nim, że zależy mu na zachowaniu jak najlepszych pozorów. Gdy wracam z nim za rękę do domu na chodniku mijam Adama.
„Cześć Aga." Adam wita się ze mną przechodząc obok mnie i podnosząc rękę.
„Hej." odpowiadam mu i widzę, że Wojna za nim się obrócił „Coś nie tak?" pytam Wojnę.
„Wydaje mi się… znajomy." odpowiada mi Wojna „Nie wiem tylko dlaczego."
„Wiesz, mieszka niedaleko. Może widziałeś go kiedyś po prostu tutaj."
„Może…" widzę jednak, że Wojna dalej się zastanawia.
„Uważasz go za niebezpiecznego?"
„Nie mam odczucia, że jest niebezpieczny a wręcz przeciwnie i nie wiem dlaczego."
„Trudno mi cokolwiek Tobie odpowiedzieć."
„Długo go znasz?"
„Nie. Prawdę mówiąc poznałam go wczoraj bo na niego wpadłam."
„Wpadłaś na niego?"
„Myślami byłam już przy Tobie."
„To mogę Ci wybaczyć." Wojna się śmieje „Tak bardzo się cieszę, że jestem tutaj z Tobą."
„Nawet w innej postaci?"
„Jak już Ci mówiłem: taka cena za taki luksus jest ceną niską i dopuszczalną."
Wchodzimy w końcu do domu i padam na kanapę. Wojna przypatruje mi się z lekkim uśmiechem, siada obok mnie i pyta:
„Nie masz już sił dzisiaj na żadne inne wędrówki?"
„Inne wędrówki?"
„Z udziałem Pożogi."
„To coś innego. Zresztą bardzo chętnie zobaczę Pożogę. Czy on je cukier?"
„Chcesz go znowu rozpieszczać?"
„Czy to coś złego?"
„Lubi cukier chociaż nie potrzebuje go do życia. Możesz mu dać kostkę."
„Kiedy wyjeżdżamy?"
„Jak zrobi się ciemno."
