Wojna przyjeżdża do mnie dopiero w piątek wieczorem, prawie dwa tygodnie po wizycie Śmierci. Gdy otwieram mu drzwi widzę go oczywiście w ludzkiej postaci ale trzyma w ręku wielki bukiet kwiatów.
„Hej Piękna." wita się ze mną z uśmiechem, wręcza mi kwiaty i wchodzi do mojego mieszkania „Tęskniłem za Tobą."
„Hej." całuję go lekko w usta „Dziękuję za kwiaty. Są piękne."
Wchodzę do kuchni i szukam wazonu by wsadzić do niego kwiaty. Wojna przybiera swoją normalną postać i staje w drzwiach opierając się o framugę.
„Jak się czujesz?" pyta mnie lekko.
„Dobrze." odpowiadam mu wsadzając kwiaty do wazonu.
„Byłaś już u lekarza?"
„Tak. Ciąża przebiega prawidłowo i ogólnie wszystko wygląda w porządku."
„To dobrze." Wojna podchodzi do mnie od tyłu i się przytula do moich pleców „Jeszcze raz przepraszam, że Cię tak ostatnio zostawiłem ale musiałem iść."
„Wiem o tym…"
„Ale dzisiaj Ci to wynagrodzę." Wojna zaczyna mnie całować po karku.
Od razu ogień podniecenia mi się pojawia. Obracam się szybko do niego i całuję go w usta. Wojna od razu odwzajemnia mój pocałunek i nawet nie czekając od razu sadza mnie na stole i wchodzi między moje nogi. Ani się nie orientuję a Wojna jest nagi i szybkim ruchem ściąga ze mnie majtki. Wchodzi we mnie mocno i początkowo dosyć boleśnie pomimo tego, że zaczęłam się robić mokra od jego pocałunków. Wydaję z siebie jęk bólu, na który Wojna od razu się zatrzymuje i patrząc mi uważnie w oczy pyta:
„Wszystko w porządku?"
„Tak." odpowiadam mu cicho „Po prostu nie rozgrzałam się wystarczająco..."
Wojna szybko zatapia się w moich ustach i zaczyna mnie namiętnie całować obejmując mnie swoimi ramionami. Od razu czuję jak mięknę w jego ramionach i czuję przyjemny podmuch rozkoszy gdy metal z jego rękawicy dotyka mojej skóry. Wojna delikatnie, jakby pytająco zaczyna ponownie się we mnie poruszać a ja w odpowiedzi zanurzam swoje dłonie w jego włosy i przyciągam go bliżej obejmując go nogami w pasie. Jeździec nie potrzebuje słów by zrozumieć moją odpowiedź. Zaczyna się we mnie mocniej i szybciej poruszać a ja zaczynam jęczeć i wymawiam raz po raz cicho jego imię. Po chwili czuję jak Wojna się napina i wypełnia moje wnętrze swoim nasieniem. Tuż po wytrysku widzę na jego twarzy minę zwycięzcy. Przyciągam jego twarz bliżej do siebie i całuję go jeszcze raz w usta. Wojna odwzajemnia mój pocałunek, bierze mnie sprawnie na ręce i zabiera mnie do łóżka. Kładzie mnie na plecach a sam kładzie się obok mnie opierając się na swojej protezie i swoją zdrową dłonią dotyka całe moje ciało. Uśmiecham się do niego i odwzajemniam się mu tym samym gładząc go po torsie. Dopiero teraz wyczuwam palcami, że ma na nim nowe blizny.
„Zranił Cię ktoś ostatnio?" pytam go z troską.
„To nic takiego." odpowiada mi.
„Ale masz przecież taką porządną zbroję i jeszcze robią Ci rany?"
„Akurat walczyłem wtedy bez górnej części zbroi."
„Jak to?" pytam go zdziwiona czując lekką zazdrość w sobie „Przecież prawie nigdy jej nie ściągasz."
„Ściągam ją gdy zmywam z siebie krew demonów."
„I wtedy Cię zaatakowali?"
„Tak. Ale wierz mi, że to nic takiego. Nie pierwszy i nie ostatni raz."
W pewnym sensie odczuwam ulgę ponieważ gdzieś tam w mojej głowie przeleciała mi myśl o tym, że Wojna rozbiera się przed kimś innym niż ja. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że momentami zapominam, że dla niego zabicie demona jest dziecinną zabawą.
„Dużo tych demonów zabijasz na takiej jednej misji?" pytam go po długim milczeniu.
„To zależy od misji ale zawsze trochę ich się trafi. Aga to naprawdę nic takiego." Wojna chwyta moją dłoń i ją całuje „Ale dziękuję za troskę."
„Czy nasze dziecko też będzie zabijać demony?"
Widzę, że te pytanie lekko zbiło z tropu Wojnę. Szybko jednak przybiera swój kamienny wyraz twarzy i mi odpowiada:
„Nie wiem Aga. Może się okazać, że będzie miało w sobie dużo więcej z człowieka niż z Nefilim."
„Rozumiem..." odpowiadam mu i znowu milczę.
„W ogóle Śmierć przedstawił mi swój plan jeśli chodzi o dziecko. Słyszałem, że Ty wyraziłaś na niego zgodę." Wojna przerywa ciszę.
„To prawda."
„Dawno temu Śmierć u Ciebie był?"
„Nie całe dwa tygodnie temu a co?"
„Tak pytam."
„Chcesz mi coś powiedzieć?" pytam go bo wyczuwam, że chce jakiś temat poruszyć a tego nie robi.
Wojna milczy. Odsuwam się lekko od niego i spoglądam mu w oczy. Po jego wyrazie twarzy widzę, że zbiera myśli.
„A więc?" ponawiam pytanie.
„Chcę z Tobą być." zaczyna „Z Tobą i z dzieckiem. Ale nie wiem czy podołam w zachowaniu pozorów na dłuższy czas. Jestem w końcu Jeźdźcem a nie człowiekiem. W dodatku Pożodze musiałbym też zapewnić jakiś stały dach nad głową."
„Jeśli chodzi o Pożogę to też nad tym trochę myślałam. Tutaj jest potrzebny dom z ogrodem. Wtedy będzie z nami. A jeśli chodzi o Twoje obawy to cóż…" milknę na chwilę „Nie zmuszę Cię do tego byś ze mną żył tutaj na Ziemi ale teoretycznie teraz robisz niemal to samo. Jeśli nie chcesz to w porządku: zrozumiem to i dam sobie radę sama."
„Nie chcę Cię opuszczać." odpowiada mi stanowczo Wojna „Ale przeprowadzisz się tylko po to by Pożoga mogła zamieszkać z nami?"
„Czemu nie? Już od jakiegoś czasu myślałam nad kredytem na własne mieszkanie. W końcu źle nie zarabiam to prawdopodobnie będę miała zdolność kredytową."
„Kredyt?"
„To pożyczka od banku."
„Wiesz, że jeśli zamieszkam z Tobą to dołożę Ci coś od siebie, prawda?"
„Zarabiasz ludzkie pieniądze?"
„Nie, ale to co dostaję mogę wymienić na ludzkie pieniądze."
„Naprawdę dam sobie radę sama."
„Ranisz mnie jak tak mówisz. Niczego bardziej nie pragnę niż być z Tobą i zrobię wszystko by Twoje życie było chociaż trochę łatwiejsze. I dziękuję Ci za to, że myślisz także o Pożodze w tym całym zamieszaniu."
„To jaka jest Twoja decyzja?"
„Zawsze warto spróbować." uśmiecha się do mnie i lekko mnie całuje „Może nie zabiję jakiegoś Twojego byłego chłopaka."
„To byłaby mała strata w niektórych przypadkach." śmieję się do niego.
„Dużo ich miałaś?"
„Chłopaków? Trochę ich było ale nie z każdym byłam w związku. Czasem to był zwykły seks."
„Jak spotkam kiedykolwiek jakiegoś Twojego chłopaka lub kochanka to mi powiedz o tym, ok?"
„Ale po co?"
„Bo chcę wiedzieć z kim sypiałaś i się porównać do nich." Wojna odpowiada mi żartobliwym tonem i mnie do siebie przytula.
„Żaden Tobie nawet do pięt nie dorasta…" mówię cicho do siebie przytulając się do niego wiedząc, że dosłyszał ostatnie zdanie.
