Niedziela standardowo zaczęła się od moich porannych mdłości. W planach miałam z Wojną spędzenie tego dnia w łóżku ale koło godziny dziewiątej otrzymałam telefon od mojej mamy.
„Cześć kochanie." wita mnie „Tomek u Ciebie jest?"
„Cześć mamo." odpowiadam jej „Tak, jest a co?" odpowiadam jej patrząc na Wojnę leżącego obok mnie.
„Tak sobie pomyślałam, że byłoby miło gdybyś przyjechała z nim dzisiaj na obiad. W końcu jak jesteś z nim w ciąży to chciałabym go trochę bliżej poznać..."
Mogłam się tego spodziewać ale jakoś kompletnie nie myślałam o tym ostatnio. Przez chwilę milczę patrząc na Wojnę. Wiem, że jeśli teraz odmówię to moja mama zaproponuje inny termin. Postanawiam więc mieć to jak najszybciej z głowy.
„Dobrze, mamo." odpowiadam jej „Przyjedziemy. Na którą?"
Po chwili dogaduję się z nią na godzinę po czym odkładam telefon i padam na poduszkę głośno wzdychając.
„To gdzie jedziemy?" pyta mnie Wojna kierując na mnie wzrok.
„Do mojej mamy na obiad." odpowiadam mu „Wiem, że powinnam najpierw spytać Cię o zdanie ale wierz mi, że im szybciej to załatwimy tym lepiej."
„Nie mam nic przeciwko." odpowiada mi Wojna „Chociaż nie powiem, że wolałbym dzisiaj nie wychodzić z łóżka ale u Twojej mamy też może być miło."
„Optymista..."
-.-
Udaje mi się namówić Wojnę do ubrania czegoś bardziej tradycyjnego na obiad u mojej mamy ale stojąc z nim jeszcze przed jej blokiem odczuwam ogromny stres. Pomimo tego, że mama już poznała Wojnę to taki obiad oznacza już bardziej poważne podejście do sprawy. Rzucam jeszcze raz okiem na Wojnę w ludzkiej postaci, biorę głęboki oddech i dzwonię domofonem. Mama nas wpuszcza i jedziemy windą na jej piętro. Gdy tylko winda się zatrzymuje mama otwiera nam drzwi zapraszając z uśmiechem do środka. W środku po przywitaniu się siadamy z Wojną na kanapie. Mama podaje nam obiad i dopiero po obiedzie przychodzi ten moment, którego ja się najbardziej obawiałam. Po podaniu kawy i deseru moja mama siada w fotelu i patrząc na nas pyta:
„To jakie macie teraz plany?"
Wymieniam się spojrzeniami z Wojną i kiedy otwieram już usta, Wojna się odzywa:
„Zamieszkamy teraz ze sobą. Chcemy zapewnić dziecku jak najlepsze warunki do rozwoju."
„A gdzie będziecie mieszkać?"
„Przeprowadzimy się do czegoś większego. Myślimy o jakimś małym domku z ogródkiem." tym razem ja odpowiadam.
„Stać Was na to?" pyta mnie zaskoczona mama.
„Oboje nieźle zarabiamy a więc tak." uśmiecham się do niej.
„A właśnie, gdzie to Tomku pracujesz?"
Wojna więc zaczyna przekazywać mamie informacje, które razem z nim ustaliłam jakiś czas temu. Widzę, że mama jest zadowolona a co więcej rozumie częstą nieobecność Wojny.
„A Twoi rodzice? Jak zareagowali na wieść o ciąży?" dopytuje mama.
„Prawdę mówiąc nie bardzo kontaktują z rzeczywistością." kłamie Wojna „Po wypadku samochodowym stracili dużo z siebie. Prawdę mówiąc ja jak i moje rodzeństwo na okrągło musimy im tłumaczyć, że jesteśmy ich dziećmi."
„To bardzo smutne." u mojej mamy włącza się współczucie.
„Cieszymy się, że żyją ale w takim stanie..." Wojna specjalnie na chwilę milknie „Nie wiemy czy pożyją miesiąc, dwa a może rok."
„Dużo masz rodzeństwa?"
„Dwóch starszych braci i starszą siostrę. Oni za to bardzo się ucieszyli z wieści o ciąży chociaż na początku byli bardzo zdziwieni..."
„Dlaczego?"
„Przy spotykaniu się tylko przy chorych rodzicach nie bardzo miałem okazję im powiedzieć o Agnieszce. Nie wiedzieli nawet, że się z kimś spotykam."
„Sama Agnieszka i mi nawet nie bardzo powiedziała, że się z kimś spotyka."
„Nasze relacje na początku nie były takie..." Wojna chwilę się zastanawia „oczywiste."
„No po Marku dość długo była sama..."
„Mamo, proszę Cię." przerywam swojej mamie wywód o moim życiu uczuciowym „Tomka to nie interesuje."
„Przepraszam, skarbie." odpowiada mi mama i zaczyna ponownie ubolewać nad rodzicami Wojny.
Wojna patrzy na mnie z lekkim uśmiechem i pod stołem łapie moją rękę ściskając ją pocieszająco. Odwzajemniam uśmiech i czuję zadowolenie bo widzę, że Wojnie udało się przekonać moją mamę do siebie. Reszta dnia zleciała już dużo spokojniej.
