Wojna doskonale się sprawdził u mojej mamy więc moje obawy o jego pamięć co do ustalonej jego ludzkiej historii bardzo zmalały. Przychodzi jednak w końcu dzień urodzin Jarka. Pakuję akurat prezent dla niego w pokoju gdy Wojna akurat do niego wchodzi. Rzucam okiem na Wojnę i muszę przyznać, że jego ludzka postać nigdy tak dobrze i przystojnie nie wyglądała jak teraz. Zamiast bojówek i czarnego t-shirtu dałam mu do założenia klasycznie niebieskie jeansy i koszulkę w jasnym odcieniu przez co cały jego wygląd nabrał ocieplenia. Widzę jednak, że Wojna czuje się trochę nieswojo.

„Świetnie wyglądasz." odzywam się do niego i zawiązuję kokardę na pudełku z prezentem.

„Tak sądzisz?" pyta mnie niepewnie Wojna „Trochę dziwnie się czuję."

„To dlatego, że nie masz bojówek na nogach tylko zwykłe jeansy. Uwielbiam Twój styl ale zrozum, że w swoim stylu za bardzo byś roztaczał aurę chłodu wokół siebie."

„Tak, wiem... A to ma być w końcu miła impreza..." przytakuje mi Wojna i siada w fotelu „Kiedy Ty idziesz się przebrać?"

„Już idę." odpowiadam mu, pakuję prezent do torby i wyciągam swoje ubrania z szafy.

Po długich przemyśleniach postanowiłam w końcu ubrać szarą sukienkę z dekoltem w kształcie łódki i z rozkloszowaną spódnicą do kolan. Do tego jasne rajstopy i czarne pantofle. Gdy przeglądam się w lustrze widzę w odbiciu wzrok Wojny na swoim ciele.

„Nie wystroiłaś się za bardzo?" pyta mnie jakby od niechcenia.

„Nie." odpowiadam mu oglądając się w lustrze pod różnymi stronami „W końcu to są urodziny a nie stypa."

„Nie mówiłaś mi kiedyś, że masz kompleksy na punkcie swoich nóg?" pyta mnie delikatnie a ja już wiem, że chodzi mu o długość mojej spódnicy.

„To standardowa długość spódnicy. Nie jest ani za długa ani za krótka." odwracam się w jego stronę i dodaję udając zmartwienie „Uważasz, że moje nogi źle wyglądają w tej sukience?"

„Nie." od razu zaprzecza Wojna „Tylko, że..." milknie na chwilę „Nie wiem czemu ale czuję się dziwnie wiedząc, że ktoś będzie patrzył na Twoje nogi."

„Tak myślałam." śmieję się do niego, chwytam go za rękę i pokazuję, żeby wstał „Chodźmy bo się spóźnimy." podaję mu prezent z pytaniem „Poniesiesz?"

Wojna wstaje, chwyta pudełko do jednej ręki a drugą ręką chwyta moją dłoń. Zanim jednak przekraczamy próg mieszkania Wojna jeszcze na chwilę mnie do siebie przyciąga:

„To źle, że czuję takie dziwne uczucie?" pyta patrząc mi w oczy.

„To jest jak najbardziej normalne." odpowiadam mu „Nazwałabym to najprościej zaznaczeniem swojego terenu. Nie chcesz by ktoś patrzył na coś co należy do Ciebie. Gotowy?"

Odsuwam się od Wojny i wychodzę z nim z domu. Do mieszkania Kasi i Jarka idziemy spokojnym spacerem. Kiedy już niemal stoimy pod ich domem zatrzymuję siebie i Wojnę na chodniku. Wojna patrzy na mnie pytająco na co ja reaguję:

„Jeszcze jedna rzecz. Nie poruszaj ani z Kasią ani z Jarkiem tematu ich ślubu."

„Dlaczego?" pyta mnie zdziwiony.

„W towarzystwie działa to tak, że jak ktoś kto jest w związku ale nie w małżeńskim zapyta drugą parę, która także nie jest w związku małżeńskim o to kiedy ślub to takie pytanie odbija się niczym piłeczka."

„Nie bardzo rozumiem."

„Jeśli spytasz Kasię albo Jarka o to kiedy się pobiorą to oni spytają nas kiedy się pobierzemy."

„I?" widzę, że Wojna nie rozumie moich obaw.

„Będzie ciężko z tego wybrnąć biorąc pod uwagę, że jestem w ciąży."

„Czemu będzie ciężko? Jeśli chcesz to mogę z Tobą zawrzeć legalny w waszym świecie związek."

„Możesz?" pytam go całkowicie zbita z tropu „Uważałam, że jest to niemożliwe."

„Było niemożliwe dopóki nie mieliśmy sprawiać pozorów normalnego, ludzkiego związku. A w tej sytuacji mogę z Tobą się w taki sposób złączyć chociaż wątpię, że kościół wpuści do jego środka Jeźdźca Apokalipsy."

„Ale mam rozumieć, że jeśli nie będzie to ślub wyznaniowy to jesteś gotowy się ze mną ożenić?"

Wojna kiwa mi potwierdzająco głową a mi od razu pojawia się tysiąc myśli. Mogę z nim stworzyć prawdziwie ludzką rodzinę chociaż nie bardzo wiem w jaki sposób mielibyśmy papierkologię ominąć.

„Jeśli ktokolwiek mnie spyta o moje zamiary wobec Ciebie to powiem im prawdę: chcę być z Tobą już na zawsze a jeśli do szczęścia potrzebujesz ślubu to ja go z Tobą wezmę." mówi Wojna.

Patrzę na niego zszokowana i pewnie stałabym dłużej gdyby nie to, że podchodzi do nas Adam.

„Hej. Wy też idziecie do Jarka?" słyszę jego pytanie i po chwili widzę go obok nas.

„Hej." odpowiadam mu patrząc zdziwiona na niego „Tak. Ty też? Nie wiedziałam, że znasz Jarka."

„Pracuję razem z Jarkiem." odpowiada mi z uśmiechem „W czymś przeszkodziłem?" pyta widząc nadal moje zaskoczenie i Wojnę wpatrującego się we mnie.

„Nie." Wojna pierwszy się odzywa i podchodzi bliżej do Adam „Jakoś wcześniej nie mieliśmy okazji się poznać. Tomek jestem. Miło mi." wyciąga do niego dłoń.

„Adam." odpowiada mu z uśmiechem i ściska jego rękę „Chłopak Agi, jak rozumiem."

„Tak." Wojna chwyta mnie za rękę i idziemy powoli w stronę domu Jarka „Słyszałem, że mieszkasz niedaleko."

„To prawda."

„Musiałem Cię już chyba widzieć w okolicy bo wydajesz mi się znajomy."

„Wiesz, możliwe. A może po prostu się kiedyś poznaliśmy."

„Wątpię ale może."

Dzwonię do drzwi i po chwili widzę w nich Kasię. Od razu nas wpuszcza i nie czekając nawet na moją reakcję wyciąga rękę do Wojny i się przedstawia. Ani się nie oglądam a Wojna zostaje porwany przez moich znajomych, którzy najpierw mu się przedstawiają a potem się ze mną witają. Zdążyłam tylko wziąć pudełko od Wojny by móc je wręczyć Jarkowi zanim moim koledzy go wzięli w swoje grono.

„Jest mega przystojny." słyszę głos Kasi, która materializuje się obok mnie.

„Tak sądzisz?" pytam ją.

„Trochę wygląda na chłodnego na pierwszy rzut oka ale to pewnie tylko efekt pierwszego wrażenia. Chcesz soku? Specjalnie dla Ciebie przygotowałam zestaw soków. A tak w ogóle to nie gniewaj się ale powiem szczerze, że dowiedziałam się całkiem niedawno. Jarek Marka zaprosił."

„Super..." odpowiadam jej przewracając oczami.

„Wybacz mi." Kasia mówi ze skruchą.

„Nie no, spoko." odpowiadam jej z lekkim uśmiechem „To są urodziny Jarka. Nie będę robiła problemów z powodu tego, że Jarek zaprosił mojego nienormalnego byłego."

„Jesteś kochana." uśmiecha się do mnie „Ale może w ogóle nie przyjdzie bo do tej pory go nie ma."

Uśmiecham się do Kasi biorąc od niej szklankę soku i przechodzę dalej do towarzystwa. Po drodze zamieniam jeszcze parę słów z Jolą i podchodzę do Wojny. Chłopaki akurat mu opowiadają o powiązaniach w naszej paczce i widzę, że Wojna przysłuchuje się im z wielką ciekawością, odnotowując każde ich zdanie w głowie. Dotykam lekko jego ramienia i pytam:

„Mogę Cię na chwilę prosić?"

Wojna przeprasza moich kolegów i idzie za mną w kąt, w który go prowadzę.

„Marek może tutaj dzisiaj być." mówię mu krótko.

„O to może być ciekawe." widzę łobuzerski uśmiech na jego twarzy.

„Nie daj mu się wyprowadzić z równowagi, ok?"

„Dopóki nie będzie się Ciebie czepiał to będę go ignorować. Ale jeśli znowu będzie miał do Ciebie jakiś problem to będę musiał zareagować ale postaram się mu nic poważnego nie zrobić." całuje mnie lekko w usta.

Słyszymy dzwonek do drzwi i widzimy, że przychodzą kolejni goście ale wśród nich nie ma Marka. Dostrzegam jednak w paczce swojego dawnego kochanka. Zgodnie z tym co obiecałam Wojnie przyciągam go bliżej siebie i mówię mu cicho do ucha:

„Właśnie przyszedł jeden z moich byłych kochanków."

Od razu widzę, że Wojna rzuca wzrokiem po każdym mężczyźnie, który przed chwilą wszedł. Po chwili patrzy na mnie z uśmiechem a ja widzę, że mój dawny kochanek właśnie do nas podchodzi.

„Hej Aga." wita się ze mną całując mnie w policzek „Dawno Cię nie widziałem. Hej." podaje rękę Wojnie „Dawid jestem."

„Tomek." przedstawia mu się i ściska jego dłoń.

„Tak jakoś ostatnio wyszło, że nie bardzo mam czas na takie posiadówki." odpowiadam Dawidowi.

„Słyszałem też wieści, że spodziewacie się dziecka." Dawid uśmiecha się do mnie i do Wojny „Gratulacje."

„Dzięki." odpowiadam mu lekko zawstydzona.

„Jak się czujecie z myślą, że zostaniecie rodzicami?"

„Dziwnie." odpowiada mu Wojna.

Ja, Wojna i Dawid pogrążamy się w rozmowie o ciąży. W pewnym momencie znowu słychać dzwonek do drzwi i tym razem przychodzi Marek. Marek wita się z każdym po kolei ale ja spokojnie czekam nie ruszając się z kąta.

„Nie jest tu zbytnio mile widzianym gościem." odzywa się Dawid wodząc wzrokiem za Markiem „Andrzej mi mówił, że teoretycznie sam się wprosił a Jarek jest po prostu za dobrym człowiekiem by mu powiedzieć, że go nie chce."

„Tak?" słyszę pytanie Wojny, który też obserwuje Marka.

„No wiesz..." Dawid obraca się w naszą stronę i patrzy najpierw niepewnie na mnie a potem kieruje wzrok na Wojnę „Nikt nie poparł jego zachowania te kilka lat temu. W dodatku to chyba właśnie Ty go ostatnio w tym sklepie ośmieszyłeś."

„Wszyscy już o tym wiedzą?" pytam lekko przerażona.

„Znamy wersję Marka ale nie bardzo ktoś mu w nią uwierzył." odpowiada Dawid.

„Super..." odpowiadam zniechęcona.

„Cześć Dawid." Marek w końcu podchodzi do nas ale jeszcze nie zauważył mnie i Wojnę.

„Cześć Marek." wita się z nim Dawid i odsuwa się by Marek w końcu nas zobaczył.

Widzę, że Marek momentalnie stanął w miejscu. Co więcej zauważyłam, że wielu z naszych znajomych właśnie się gapi na nas. Mam wrażenie, że czas stanął w miejscu bo nikt w naszym kącie się nie porusza. Postanawiam jednak pierwsza przerwać tą ciszę.

„Cześć Marek."

„Cześć." odpowiada mi trochę niepewnie i kieruje wzrok na Wojnę.

„Hej." wita się z nim chłodno Wojna na co Marek nie reaguje.

„Chyba znasz już chłopaka Agi, nie?" Dawid jakby nigdy nic pyta Marka.

„Niestety tak." odpowiada jadowicie Marek i odchodzi od nas.

„Warto było tutaj przyjść choćby po to by zobaczyć jego minę." śmieje się Dawid „Nie obrazicie się jeśli was teraz zostawię, co?"

„Jasne, że nie." odpowiadam mu i Dawid znika w tłumie.

Wojna odprowadza wzrokiem Dawida po czym patrzy na mnie.

„Jest bardzo miły zważając na relacje jakie wasz kiedyś łączyły." odzywa się do mnie.

„Seks był tylko dodatkiem do przyjaźni w tamtym okresie." odpowiadam mu wzruszając ramionami „Przyjaźń damsko-męska nie istnieje gdy obie strony są samotne. Zawsze dojdzie do jakieś chemii. Po wszystkim nadal pozostaliśmy przyjaciółmi."

„Właśnie widzę."

„To może teraz zatańczymy jak aktualnie nikt nas rozmową nie atakuje?" pytam go.

„Taniec nie jest czymś co potrafię." odpowiada mi Wojna.

„To Cię nauczę." oświadczam mu, biorę go za ręce i prowadzę na parkiet.

Wiele chłopaków nie potrafi tańczyć więc nikogo nie dziwią początkowe niezdarne ruchy Wojny. Ale dosyć szybko łapie na czym polega taniec i bawię się z nim jak nigdy dotąd. W końcu Kasia woła wszystkich na późną kolację i siadamy wszyscy przy stole. Siadamy tak, że ja obok siebie mam Jolkę i jej chłopaka a naprzeciw Kasię i Jarka. Obok Wojny natomiast siada Dawid, który jak zauważam bardzo polubił towarzystwo Wojny. Trochę tęskniłam za takim spędzaniem wolnego czasu. Widzę też, że wszyscy zaakceptowali mój nowy związek co dodaje mi jeszcze więcej radości. W końcu moja natura się odzywa. Przekazuję Wojnie, że zaraz wracam i lecę pędem do łazienki. Gdy z niej wychodzę trafiam na Marka. A dokładniej rzecz ujmując wygląda to tak jakby Marek na mnie specjalnie czekał. Próbuję go szybko ominąć i wrócić do towarzystwa ale Marek blokuje mi przejście.

„Mógłbyś się przesunąć?" pytam go łagodnie.

„Dopiero wtedy jak zgodzisz się ze mną porozmawiać." odpowiada mi.

„Już rozmawialiśmy. W sklepie, pamiętasz?" zakładam ręce na piersi.

„Wtedy się wtrącił ten Twój..." Marek przerywa i widzę, że nie potrafi mu przejść słowo przez gardło.

„Masz na myśli mojego chłopaka?" pytam go.

„Chcę z Tobą na osobności porozmawiać."

„Ale ja nie chcę." odpowiadam mu ostro „I przesuń się bo chcę przejść."

Marek się nie porusza patrząc na mnie błagalnie. Łazienka niestety znajduje się w takim miejscu, że Wojna nawet jakby się obrócił to nie zauważy mnie. Nie chcę też krzyczeć by nie zepsuć imprezy Jarkowi . Postanawiam więc się zgodzić na rozmowę mając nadzieję, że Wojna mnie zauważy. Marek jednak najwyraźniej to przewidział bo prowadzi mnie w taki sposób na zewnątrz by Wojna nie mógł nas zobaczyć razem. W końcu wychodzimy i stajemy na tyłach w domu. Już jestem na siebie zła, że zgodziłam się by Marek mnie tak daleko odciągnął od towarzystwa a jestem jeszcze bardziej gdy słyszę, że Marek niemal na kolanach błaga mnie o powrót do siebie. Na początku staram się go delikatnie go zmyć ale niestety się nie udaje. Próbuję więc inaczej.

„Nigdy do Ciebie nie wrócę, zrozum to wreszcie." mówię mu dosadnie i ruszam by wrócić do towarzystwa ale gdy przechodzę obok Marka on łapie mnie za nadgarstek.

„To daj mi chociaż ostatniego buziaka i znikam z Twojego życia." mówi mi i przypiera mnie do ściany domu.

„Zwariowałeś!" podnoszę głos mając nadzieję, że ktoś mnie usłyszy.

Próbuję się wyrwać ale Marek dosyć mocno mnie trzyma i przybliża swoje usta do moich. Niemal ze łzami w oczach próbuję więc kolejny raz:

„Zostaw mnie w spokoju!" krzyczę

Już myślę, że zaraz Marek dopnie swojego gdy słyszę znajomy głos:

„Powiedziała, żebyś ją zostawił."

Marek odsuwa twarz ode mnie ale wciąż przyciska mnie do ściany. Ja obracam głowę i widzę, że to Adam. W tym momencie jestem wdzięczna wszystkiemu, że ktoś powstrzymał Marka od pocałowania mnie.

„Spadaj i nie wtrącaj nosa w nie swoje sprawy." odburkuje mu Marek groźnie.

Adam jednak szybko pokonuje odległość między nami i jakby nigdy nic odsuwa Marka ode mnie. A konkretnie to go odrzuca bo Marek aż się zatoczył od jego pchnięcia. Następnie staje przede mną.

„Będę wtrącał swój nos tam gdzie mi się podoba." odpowiada mu.

Marek przez chwilę milczy patrząc groźnie na Adama po czym rzuca do mnie:

„Z nim też sypiałaś, że tak Cię broni, Ty suko?" po czym rzuca się na Adama.

Nie wiem skąd Adam wytrzasnął kij ale uderza nim Marka bezproblemowo w żebra gdy on na niego biegnie. W momencie gdy Adam uderza Marka kątem oka dostrzegam Wojnę, który właśnie przybiegł. Marek opada na ziemię trzymając się za bolące miejsce. Wojna od razu podbiega do mnie a Adam odrzuca kij na bok. Zaraz po tym na miejscu pojawia się Kasia i Jarek.

„Mówiłam Ci, żebyś go nie zapraszał!" słyszę krzyk Kasi skierowany w stronę Jarka.

„Nic mu nie jest?" pytam patrząc na skulonego Marka.

„Jest tylko poobijany." odpowiada Adam „Ale jak chcecie to wezwijcie karetkę."

„Odprowadzę go do domu i zobaczę w jakim jest stanie." odzywa się Jarek i podchodzi do Marka „W razie czego wezmę go na ostry dyżur." podnosi Marka „Ale bardziej zraniłeś jego dumę niż ciało."

Kasia lekko całuje Jarka i Jarek oddala się z Markiem. Po chwili podbiega do mnie zatroskana.

„Nic Ci się nie stało?" pyta mnie.

„Nie ale to dzięki Adamowi." odpowiadam jej patrząc na swojego wybawiciela.

„Od samego początku wiedziałam, że to był kiepski pomysł ale Jarek nie dał sobie powiedzieć."

„Najważniejsze, że nic jej się nie stało." odzywa się Wojna nie wypuszczając mnie ciągle z rąk „Obrazicie się jeśli pójdziemy już do domu?"

„Nie." odpowiada Kasia „Przepraszam raz jeszcze, że tak wyszło. Idźcie śmiało. Wyjaśnię wszystkim sytuację."

„Ja chyba też na dzisiaj zakończę wieczór." odzywa się Adam „Gdyby były jakieś problemy to Jarek ma mój adres." zwraca się do Kasi.

„Tak, wiem." odpowiada mu Kasia „Idź."

„Może przejdziemy się kawałek razem?" pyta Wojna Adama.

Patrzę pytająco na Wojnę ale bardziej zadziwia mnie odpowiedź Adama.

„Wiedziałem, że to zaproponujesz." odpowiada Adam.

Żegnamy się wszyscy z Kasią, Wojna bierze mnie za rękę i razem kierujemy się w stronę mojego mieszkania. Przez długą chwilę wszyscy milczymy.

„Znam ten sposób uderzenia." odzywa się Wojna do Adama gdy jesteśmy już w połowie drogi „To takie uderzenie by obezwładnić ale narobić jak najmniej szkód."

Patrzę w milczeniu to na Wojnę a to na Adama i dostrzegam na ustach Adama uśmiech.

„Wiem, że go znasz." odpowiada mu Adam „Sam Cię go nauczyłem."

„Że co?" pytam zaskoczona.

„Adam to ludzka postać Śmierci." odpowiada mi Wojna.

„Że co?!" z zaskoczenia aż staję w miejscu.

„Wybacz, że Ci wcześniej nie powiedziałem." mówi do mnie Śmierć „Chociaż dziwię się, że dopiero dzisiaj się zorientowałeś." zwraca się do Wojny.

„Wiedziałem, że skądś Cię znam ale nie spodziewałem się, że mój brat może udawać człowieka." odpowiada mu Wojna „Ale dzięki Tobie nic się nie stało Adze. Dziękuję Ci więc."

„Nie ma sprawy."

„Nadal nie rozumiem." odzywam się i powoli ruszam znowu do przodu „Co Ty tutaj robisz?"

„Początkowo chciałem tylko sprawdzić czy Ty i Wojna spotykacie się ze sobą." odpowiada mi „Ale ze względu na to, że ani Ty ani Wojna nie przejrzeliście mojej tożsamości postanowiłem dłużej pokręcić się w pobliżu was i zobaczyć jak się sprawy między wami mają. Przy okazji mogłem mieć na Ciebie oko."

„Naprawdę pracujesz z Jarkiem?"

„Nie chociaż jemu się wydaje, że tak. To zasługa magii. Dzisiaj jak przyuważyłem, że Wojna Cię szuka postanowiłem mu pomóc. Ten chłopak, który Cię dzisiaj zaatakował naprawdę może sprawiać problemy w przyszłości."

„Wiedziałem, że to się spokojnie nie skończy." odzywa się Wojna.

„Dziękuję Ci raz jeszcze." - dziękuję kolejny raz Śmierci uśmiechając się do niego „Może wpadniesz do nas?"

„Mogę?" Śmierć pyta Wojnę.

„Oczywiście Bracie." Wojna odpowiada mu z uśmiechem.

„Muszę przyznać, że wyglądasz dzisiaj dużo lepiej niż jak ostatnio Cię widziałem." Śmierć zwraca się do Wojny „Nie wyglądasz tak odpychająco."

„No dzięki..." Wojna udaje urażonego.

Śmierć śmieje się lekko a po chwili i Wojna zaczyna się z tego śmiać. W końcu dochodzimy do mojego mieszkania. Ledwo zamykam drzwi a Wojna już przybiera postać Jeźdźca i się przeciąga:

„O rany, jak dobrze wrócić do swojej normalnej postaci." mówi.

Patrzę wyczekująco na Śmierć, on jednak uśmiecha się do mnie i mówi:

„Ja mogę pozostać w tej postaci."

„Ok." odpowiadam im „Wchodź śmiało."

Prowadzę Śmierć do pokoju i wskazuję mu krzesło. Śmierć siada i pyta mnie:

„Jak w ogóle się czujesz? Jak dziecko?"

„Pomijając poranne mdłości to czuję się doskonale i same dziecko rozwija się nad wyraz prawidłowo."

„Jak chcesz to mogę Ci dać flakonik na te poranne mdłości."

„Czy to będzie bezpieczne?" pyta Wojna brata.

„Myślisz, że dałbym jej coś co zaszkodziłoby jej albo dziecku?" Śmierć rzuca mu groźne spojrzenie.

„Przepraszam..." chyba po raz pierwszy słyszę taką skruchę w głosie Wojny.

„To co, chcesz?" ponawia pytanie Śmierć.

„Jasne." odpowiadam mu.

Śmierć nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak wyczarowuje w swoim ręku mały flakonik z zielonkawym płynem. Daje mi go a ja przyglądam się buteleczce.

„Wiem, że nie wygląda zachęcająco ale uwierz mi na słowo, że Ci pomoże." mówi mi Śmierć widząc moją minę „Jedna łyżeczka do herbaty przed snem i będziesz się budzić bez mdłości."

„Co w tym jest?" pytam go, otwieram flakonik i wącham płyn.

„Naprawdę chcesz wiedzieć?"

„Może lepiej nie." odpowiadam mu zamykając flakon „Dzięki."

„Gdybyś miała jeszcze jakieś problemy to mów. Znam wiele receptur na różne dolegliwości."

„Jesteś kochany..." wymyka mi się i po chwili zdaję sobie sprawę z tego co powiedziałam.

„Mam być zazdrosny?" śmieje się Wojna.

„Wybaczcie." tłumaczę się „To u nas takie zwykłe określenie..."

„Wiemy." uśmiecha się do mnie Śmierć „Ale zawsze warto się pośmiać."

„W ogóle nie obawiasz się, że Marek zrobi szum wokół dzisiejszych zdarzeń?" pytam starszego Jeźdźca.

„Został tylko obezwładniony i tak jak Jarek mówił: bardziej została zraniona jego duma niż ciało. Po drugie jaki byłby ze mnie Jeździec gdybym czymś takim przyciągał uwagę? Jutro nie będzie miał nawet śladu a jak nie ma śladów to nie ma sprawy."

„Jesteście niemożliwi."

Siedzimy jeszcze z godzinę i rozmawiamy o różnych sprawach. Po godzinie Śmierć postanawia wrócić do siebie i zostaję znowu sama z Wojną. Postanawiam jednak nie siedzieć dłużej i podejmuję decyzję o pójściu spać. Wypijam jeszcze przed snem szklankę herbaty zaprawionej eliksirem i kładę się spać przytulając się do Wojny.