Gdy otwieram oczy zauważam, że leżę w swoim łóżku w pokoju. Od razu próbuję wstać ale czyjeś duże ramie chwyta mnie i stanowczo mnie kładzie. Pomimo tego, że w czaszce czuję niesamowity szum obracam głowę na bok i dostrzegam Wojnę siedzącego przy mnie.

„Co się stało?" pytam cicho.

„Straciłaś przytomność." odpowiada mi Wojna „Próbujemy ustalić ze Śmiercią powód Twego omdlenia."

„Ze Śmiercią?" pytam zdziwiona i po chwili obok Wojny pojawia się jego najstarszy brat.

„Jak się czujesz?" słyszę pytanie Śmierci.

„Czuję się tak jakbym dostała czymś w głowę." odpowiadam mu i wyciągam rękę do Wojny „Co z dzieckiem?" pytam gdy Wojna obejmuje moją dłoń swoją zdrową ręką.

„Wygląda na to, że z dzieckiem nic się nie dzieje złego." odpowiada mi Śmierć „Ustalę tylko jedną rzecz i zabierzemy Cię do szpitala by mieć pewność, że nic Ci nie dolega."

„Nie..." protestuję i próbuję kolejny raz wstać ale tym razem Śmierć przytrzymuje mnie ręką „Nie potrzebuję wizyty w szpitalu."

„Nie mdleje się ot tak." Śmierć mi tłumaczy „Zwłaszcza w ciąży."

„Śmierć ma rację." zgadza się z nim Wojna.

„Fachowcy od ludzkiej ciąży się znaleźli..." mruczę pod nosem ale widzę, że Jeźdźcy kompletnie się tym nie przejęli.

Widzę, że Śmierć analizuje jakiś jasny płyn w buteleczce, natomiast po Wojnie widzę, że jest zaniepokojony. Po chwili najstarszy Jeździec staje nade mną, wyciąga dłoń do mnie i mruczy jakieś słowa. Po chwili widzę jak barwa płynu z żółtego zmienia się w niebieski. Śmierć odsuwa ode mnie rękę i znowu analizuje płyn. Patrzę na jego poczynania oniemiała. Po chwili Jeździec odkłada buteleczkę i siada na krawędzi łóżka.

„Mogę dotknąć Twojego brzucha?" pyta mnie.

„Skoro to pomoże to proszę." odpowiadam mu cicho.

Śmierć kładzie swoje dłonie na moim brzuchu i znowu mruczy jakieś słowa pod nosem. Dłonie Śmierci są strasznie zimne. Po raz pierwszy mam okazję im się przyjrzeć jak są bez rękawic. Nie są one tak spore jak Wojny ale mają długie palce. Widzę też, że ich skóra jest barwy szarej. Śmierć odsuwa dłonie ode mnie i bierze głęboki oddech:

„Jestem niemal pewny, że te omdlenie to była sprawka aktywności małego Nefilim." zwraca się do mnie i do Wojny.

„Aktywności?" pytam Śmierć zdziwiona „Przecież to dopiero czwarty miesiąc."

„Nie zapominaj, że nie jest to całkowicie ludzkie dziecko." odpowiada mi Śmierć „Domieszka krwi Nefilim mogła sprawić, że płód rozwija się szybciej niż zazwyczaj."

„To co robimy?" pyta Wojna.

„Przede wszystkim nie zbliżaj swojego Pożeracza Chaosu do Agi." odpowiada mu Śmierć „Przynajmniej na okres ciąży. Coś myślę, że on sprawił tą aktywność. A Ty Aga powinnaś się umówić do lekarza jak najszybciej." Śmierć zwraca się do mnie „Ale nie wspominałbym o utracie przytomności. Powiedz, że czujesz się słabo."

„Dobrze." odpowiadam posłusznie Śmierci „Jutro zadzwonię do przychodni. A teraz mogę już wstać?"

„Nie. Masz wypocząć." Śmierć wstaje z łóżka „Odpuść sobie do jutra."

„Ech, no dobrze..." odpowiadam niezbyt chętnie ale wiem, że nie mam innego wyjścia.

„Gdyby coś się działo to mnie wezwij." zwraca się Śmierć do Wojny.

„W porządku." odpowiada mu Wojna i wstaje z krzesła „Odprowadzę Cię do drzwi."

„Ok. Trzymaj się Aga." macha mi Śmierć na pożegnanie i wychodzi z Wojną z pokoju.

Śmierć i Wojna wymieniają jeszcze między sobą kilka zdań w przedpokoju ale niestety mówią za cicho bym mogła cokolwiek usłyszeć. Po chwili słyszę trzask drzwi i do pokoju wraca mój ukochany.

„Mogę się przysiąść?" pyta wskazując miejsce na łóżku obok mnie.

„Jasne." odpowiadam mu i przesuwam się by zrobić mu miejsce.

„Wystraszyłaś mnie dzisiaj." Wojna siada na łóżku i delikatnie obejmuje mnie ramieniem.

„Przepraszam..." odpowiadam mu ze skruchą.

„Najważniejsze, że nic poważniejszego się nie stało."

Kiwam potwierdzająco głową, przytulam się do Wojny i odpoczywam tak jak Śmierć mi kazał.