Następnego dnia rano dostrzegam, że Śmierć siedzi w tym samym miejscu, w którym go wczoraj zostawiłam i ostrzy kosy.
„Dzień dobry Śmierć." witam się z nim.
„Dzień dobry." odpowiada mi podnosząc wzrok znad kos „Dobrze spałaś?"
„Nawet tak. A Tobie jak minęła nocka?"
„Spokojnie." Jeździec wraca do ostrzenia.
„Chcesz jakieś śniadanie?"
„Nie, dzięki ale może ja Ci w czymś pomogę?"
„Poradzę sobie."
Przechodzę do kuchni i zaczynam się po niej kręcić. Po chwili jednak zaczynam odczuwać dziwną chęć powrotu do pokoju, w którym Śmierć przebywa. Nie zastanawiając się, odkładam wszystko i przechodzę do pomieszczenia obok. Rozglądam się wkoło i rejestruję, że Śmierć dalej ostrzy małe kosy oraz, że niedaleko niego w kącie stoi duża kosa. Jak zaczarowana patrzę na nią i zaczynam podchodzić do niej z każdym krokiem coraz bliżej. Kiedy wyciągam już dłoń by ją dotknąć moją rękę chwyta Śmierć i ją zatrzymuje.
„Aga, co się dzieje?" słyszę jak przez mgłę jego pytanie.
„Ja chcę tylko... dotknąć..." wyciągam drugą dłoń i przybliżam ją do dużej kosy.
Śmierć delikatnie ale stanowczo odsuwa mnie od kąta i staje między mną a kosą. Następnie kładzie ręce na moich ramionach i schyla się by móc popatrzyć mi w oczy.
„Aga, jesteś tu ze mną?" słyszę ponownie jego pytanie jak przez mgłę wciąż czując niesamowitą chęć dotknięcia kosy.
Śmierć wyciąga do tyłu jedną swoją dłoń, wydaje jakiś dźwięk i przez okno wlatuje czarna wrona, który siada mu na ręce. Przybliża go do mnie i nagle tracę zainteresowanie kosą a chcę dotknąć ptaka. Dotykam palcami miękkie pióra i nagle odzyskuję świadomość. Szybko odsuwam się od zwierzęcia prawie wydając okrzyk przerażenia.
„Spokojnie." uspokaja mnie Śmierć „To mój przyjaciel. Ma na imię Proch."
„Twój przyjaciel?" pytam go zaskoczona „I co się ze mną przed chwilą działo?"
„Dziecko narzuciło Ci swoją wolę." odpowiada mi łagodnie Śmierć „Może lepiej usiądź."
Siadam posłusznie na kanapie a Śmierć siada obok mnie. Jego wrona natomiast siada na krawędzi szafki i przygląda nam się z góry. Patrzę z zainteresowaniem na ptaka ale przerywam gdy najstarszy Jeździec się odzywa:
„Proch zawsze jest niedaleko mnie. Dzięki niemu dzisiaj udało mi się sprawić, że dziecko zaniechało prób dotknięcia mojej kosy."
„O rany, przepraszam." odpowiadam mu zawstydzona „Słyszałam Twoje pytania ale były jakby za daleko i nie umiałam zapanować nad swoimi ruchami..."
„Nie przejmuj się tym. To pokazuje nam tylko, że wkrótce nastąpi poród. Po porodzie wszystko wróci do normy."
„Dziękuję Ci..." uśmiecham się lekko do Śmierci „Ale skąd wiedziałeś, że dziecko się zainteresuje Prochem?"
„Proch jest magicznym stworzeniem a dziecko ciągnie do magii i tyle."
Chcę kolejny raz podziękować Śmierci ale nagle słyszę stukot kopyt na podwórku. Od razu się rozjaśniam i niemal wybiegam na podwórko co jest trudne z powodu wielkości mojego brzucha. Kiedy w końcu wychodzę na tyły domu dostrzegam Wojnę wychodzącego ze stajni w jego ludzkiej postaci. Od razu do niego podchodzę i przytulam się do niego mocno.
„Tęskniłaś?" słyszę jego głos i czuję jak jego ramiona obejmują mnie.
„Bardzo." odpowiadam mu, odsuwam się lekko od niego i całuję go głęboko w usta.
Wojna od razu odwzajemnia mój pocałunek ale jest on... inny. Wojna zaczyna mnie całować namiętniej ale całkowicie inaczej niż zazwyczaj. Odsuwam się stanowczo od niego na kilka kroków i patrzę na niego podejrzliwie.
„Coś nie tak?" słyszę jego pytanie.
„To Ty Waśń, prawda?" pytam go i w jednej chwili widzę jak Tomek zmienia się w Waśń bez maski na twarzy.
„Jak się domyśliłaś?" pyta mnie i uśmiecha się do mnie szelmowsko.
„Całujesz całkiem inaczej niż Wojna." odpowiadam mu i czuję wściekłość „Jak mogłeś?!" krzyczę na niego.
„Och, nie rób tyle krzyku." odpowiada mi spokojnie Waśń „W końcu myślałaś, że całujesz Wojnę a nie mnie."
„Ale dlaczego zmieniłeś się w Tomka?!" wciąż na niego krzyczę.
„Aga, trochę ciszej..." słyszę nagle obok siebie głos Śmierci.
Niemal podskakuję bo kompletnie nie słyszałam kiedy najstarszy Jeździec stanął obok mnie. Patrzę na niego zaskoczona i rozumiem, że chodzi mu o to by nie zainteresować sąsiadów kłótnią.
„Właź do domu." każę cicho Waśni wskazując mu dom.
Waśń przechodzi obok mnie i wchodzi do domu, zanim wchodzę ja a następnie Śmierć. Śmierć zamyka za nami drzwi i zostawia mnie i Waśń samych w przedpokoju.
„A teraz mi się wytłumacz." zwracam się do Waśni.
„Chciałem jeden pocałunek od Ciebie i tyle, ok?" odpowiada mi Waśń zakładając ręce na piersi „Próbowałem tyle razy aż w końcu pomyślałem, że jeśli weźmiesz mnie za Wojnę to sama mi wpadniesz w ramiona."
„No i gratuluję: udało Ci się." odpowiadam mu wściekła i już obracam się by od niego odejść ale Waśń chwyta mnie za nadgarstek i zatrzymuje.
„Przepraszam, ok?" Waśń nagle zmienia ton „Byłem... No cóż... Chciałem wiedzieć czy czymś się różni pocałunek z miłości od takiego zwykłego pocałunku, ok?"
Obracam się w jego stronę i patrzę na niego zszokowana.
„I do jakich wniosków doszedłeś?" pytam go po chwili milczenia.
„Miłość jest ciepła i bardziej słodka. Posłuchaj, poczułem to tylko przez chwilę ale..." Waśń chwilę milczy po czym zmienia swoje zdanie „Przepraszam raz jeszcze."
„Zdajesz sobie sprawę z tego, że tym razem powiem to Wojnie, prawda?" pytam go łagodnie.
„Tak i przyjmę jego gniew z honorem." odpowiada mi Waśń „Mogę tu na niego poczekać? Jest niedaleko i wkrótce powinien wrócić."
„Jasne." odpuszczam mu i wskazuję mu dłonią pokój gościnny „Wejdź proszę."
Waśń uśmiecha się lekko do mnie i razem dołączamy do Śmierci. Najstarszy Jeździec udaje, że nic nie widział ani nie słyszał. Waśń zaczyna rozmowę z bratem a ja siadam blisko okna i wyczekuję powrotu swojego ukochanego.
„A tak w ogóle to po coś konkretnego przyjechałeś?" pyta nagle Śmierć brata.
„Chciałem odwiedzić Agę bo jutro Furia do niej przyjeżdża." odpowiada Waśń kierując wzrok na mnie i uśmiechając się lekko „A i chciałem przywieźć to."
Waśń sięga do małego woreczka przyczepionego przy pasie i wyciąga z niego małą maskotkę, która wygląda jak mała Pożoga.
„Skoro baby shower jest tylko dla kobiet to pomyślałem, że dzisiaj Ci to przywiozę." Waśń podaje mi maskotkę „To dla dziecka."
Biorę od niego maskotkę i oglądam ją zachwycona.
„Jest śliczna." odpowiadam mu „Wygląda zupełnie jak Pożoga."
„Bo to pluszowa, miniaturowa Pożoga." mówi dumnie Waśń.
„Skąd ją wziąłeś?" Śmierć pyta zdziwiony.
„Mam swoje sposoby." odpowiada mu brat tajemniczo.
Odkładam maskotkę na półkę i słyszę prawdziwą Pożogę na podwórku. Podchodzę do okna i widzę jak Wojna zsiada z konia i prowadzi go do stajni.
„Wybaczcie mi na moment." zwracam się do Jeźdźców i wychodzę na podwórko.
Kiedy tylko przekraczam próg widzę jak Wojna wychodzi ze stajni. Dopiero po chwili mnie zauważa i rozkłada ręce uśmiechając się lekko do mnie. Mając jeszcze w pamięci pocałunek z Waśnią podchodzę do niego powoli i ostrożnie się do niego przytulam.
„Coś się stało?" pyta mnie Wojna przytulając mnie do siebie.
„Tak." odpowiadam mu spokojnie.
„Coś z dzieckiem?" słyszę troskę w jego głosie.
„Trochę też ale nie o to mi chodzi." odpowiadam mu „Możemy porozmawiać na osobności?" odsuwam się od niego i patrzę mu w oczy.
Wojna od razu kieruje swój wzrok w stronę naszych okien. Chwilę trzyma mnie jeszcze w ramionach po czym lekko mnie odsuwa, bierze mnie za rękę i prowadzi w stronę domu. Gdy wchodzimy tylko do domu Wojna tylko rzuca:
„Zaraz wracamy." po czym idzie ze mną do naszego pokoju.
Wpuszcza mnie przodem do pomieszczenia, zamyka za mną drzwi i patrzy na mnie wyczekująco. Ja chwilę milczę aż w końcu się odzywam:
„Wiem, że powinnam Ci wcześniej o tym powiedzieć ale nie myślałam, że nabierze to takiego kształtu."
„Nie brzmi wesoło." odpowiada mi Wojna „Mów dalej."
„Waśń od jakiegoś czasu ze mną flirtował. Za każdym razem go ignorowałam. Odepchnęłam go także wtedy kiedy Ty mnie zostawiłeś napaloną i pojechałeś na misję a on przyszedł mnie odwiedzić. Ale dzisiaj dałam mu się oszukać. Przybrał postać Tomka i udawał Ciebie. Wpadłam mu w ramiona i go pocałowałam..." przerywam zawstydzona „Przepraszam..."
„O tej jego wizycie kiedy Ty byłaś napalona będziesz musiała mi coś więcej opowiedzieć przy okazji a wracając do Twoich przeprosin... Nie przepraszaj. Skąd miałaś wiedzieć, że to nie ja? To tłumaczy też dlaczego nadal nie otrzymałem swojego pocałunku." Wojna podchodzi do mnie, obejmuje mnie swoją zdrową ręką w talii i całuje głęboko.
Tym razem mam pewność, że to Wojna mnie całuje. Od razu odwzajemniam jego pocałunek i zawieszam mu ręce na szyi. Po paru pocałunkach Wojna odsuwa się ode mnie i patrzy mi w oczy:
„Pogadam z Waśnią." mówi mi poważnym tonem.
„Domyśliłam się tego." odpowiadam mu z uśmiechem.
„A co z dzieckiem?"
„Śmierć Ci opowie."
Wojna puszcza mnie, chowa swój miecz do szafy i zaczyna się przebierać w rzeczy, w których chodzi po domu. Gdy jest już przebrany kolejny raz bierze mnie za rękę i prowadzi mnie do swoich braci.
„Słyszałem, że jakieś problemy były z dzieckiem." Wojna zwraca się do Śmierci.
„To może ja was już zostawię?" pyta Waśń „Chciałem się tylko przywitać."
„Ty zostajesz." odpowiada mu stanowczo Wojna „Mamy do pogadania ale najpierw ważniejsze sprawy."
Waśń siada na kanapie i rzuca mi jedno z tych swoich niegrzecznych spojrzeń. Śmierć opowiada Wojnie o aktywności dziecka oraz w jaki sposób rozwiązał problem z brakiem komunikacji ze mną.
„Nie powinniśmy się martwić tym, że dziecko coraz częściej się robi aktywne?" pyta Wojna.
„Uważam, że nie." odpowiada mu Śmierć „Jest bardzo blisko rozwiązania. To wydaje się normalne."
„Dzięki Ci za troskę nad nią." Wojna kładzie dłoń na ramieniu Śmierci.
„To był drobiazg." odpowiada mu „A teraz chętnie wrócę do domu."
„Już masz mnie dosyć?" pytam go żartobliwie.
„Nie." odpowiada mi „Miło spędziłem z Tobą czas ale teraz powinienem pozwolić Wojnie się Tobą nacieszyć." wypowiadając ostatnie słowa kieruje wzrok na Wojnę.
„Odprowadzisz Śmierć do stajni?" pyta mnie Wojna i od razu łapię, że chce porozmawiać z Waśnią w cztery oczy.
„Jasne." odpowiadam mu i podchodzę do najstarszego brata mojego ukochanego.
Śmierć macha ręką na pożegnanie braciom i wychodzi ze mną na podwórze. Powolnym krokiem kierujemy się w stronę stajni.
„Dobrze zrobiłaś mówiąc Wojnie o Waśni." odzywa się do mnie Śmierć.
„Mam nadzieję, że nie skończy się to krwią..." odpowiadam mu.
„Nawet gdyby to nie masz czym się martwić. Poznałaś już Rozpacz?"
„Rozpacz? To Twój koń?"
„Tak. Chcesz go poznać?"
„Jasne."
Podchodzimy do stajni i Śmierć wyprowadza z niej bladego konia z zielonkawymi płomykami. Na pierwszy rzut oka Rozpacz wygląda przerażająco. Kiedy mija mi pierwsze przerażenie delikatnie przybliżam się do niej.
„Mogę go dotknąć?" pytam Śmierć.
„Możesz." odpowiada mi spokojnie.
Wyciągam ostrożnie rękę do Rozpaczy. Gdy już prawie mam ją dotknąć Rozpacz wydaje z siebie parsknięcie przez co od razu odsuwam rękę.
„Drażni się z Tobą." mówi mi Śmierć widząc moją reakcję „Daj mi rękę."
Śmierć bierze moją rękę i kładzie ją na grzbiecie Rozpaczy. Koń patrzy na mnie z zainteresowaniem kiedy ja głaszczę go delikatnie.
„Jest cudowny." mówię do Śmierci nie przestając głaskać Rozpaczy na co koń reaguje przyjemnym parsknięciem.
„Chyba już mu skradłaś serce." śmieje się Śmierć.
„A tam..." odpowiadam mu.
Chwilę jeszcze głaszczę Rozpacz po czym odsuwam w końcu rękę od niego. Stoję i patrzę jak Śmierć poprawia coś przy Rozpaczy.
„Dziękuję Ci raz jeszcze." mówię mu gdy w końcu przerywa poprawianie.
„Nie masz za co." odpowiada mi Śmierć i patrzy mi w oczy „To do zobaczenia."
Przytulam się mocno do piersi Śmierci i przez krótką chwilę go obejmuję. Gdy się odsuwam jego wzrok jest pytający.
„Bezpiecznej podróży." odpowiadam mu.
Śmierć przez chwilę jeszcze patrzy na mnie, po czym siada na Rozpacz i rusza galopem do domu. Ja obracam się na pięcie i nieśpiesznie idę do domu podziwiając leżące liście na trawie. Gdy wchodzę do domu spodziewam się usłyszeć awanturę ale dolatuje do mnie tylko ostatnie zdania:
„Mam nadzieję, że nie powtórzymy już tej rozmowy." mówi Wojna.
„Jasne, Bracie." odpowiada mu Waśń.
Wchodzę do pokoju i nie dostrzegam żadnej krwi. Uważam to za dobry znak.
„Śmierć pojechał." mówię do nich lekko.
„Pewnie przedstawił Ci Rozpacz." Wojna mi odpowiada.
„Tak." odpowiadam mu z uśmiechem „Widziałeś w ogóle co Twój brat przywiózł dla dziecka?"
„Ty przywiozłeś?" pyta Wojna brata.
„Tak. Chciałem być szybszy od Furii." odpowiada mu Waśń.
Wskazuję palcem na półkę gdzie położyłam maskotkę i widzę, że Wojna podchodzi do niej i ją ogląda z zainteresowaniem.
„To mała Pożoga." mówi Wojna.
„Tak. Mała, pluszowa Pożoga." odpowiada mu z dumą Waśń.
„To bardzo oryginalny prezent." Wojna odkłada konika na półkę.
„Mam nadzieję, że dziecku się spodoba."
„Na pewno. A właśnie: jutro przychodzą goście, prawda?" Wojna kieruje pytanie do mnie.
„Tak." odpowiadam mu „Będę musiała w końcu iść do sklepu by coś na jutro kupić."
„Pomóc Ci?" słyszę od razu pytanie Waśni.
„Pragnę przypomnieć, że ja stoję tuż obok." odpowiada mu Wojna „Ty nie powinieneś już wracać do domu?"
„Nie śpieszy mi się."
„Nie powinnaś odpoczywać?" Wojna kieruje swoje pytanie do mnie „Zrób mi listę a ja kupię wszystko. A Ty..." zwraca się do brata „Możesz mi pomóc jak się tak pchasz do pracy."
„Jednak śpieszę się do domu." odpowiada mu żartobliwie Waśń „Mam nadzieję, że za dobrze beze mnie nie będziecie się jutro bawić." Waśń zwraca się do mnie.
„Postaramy się." odpowiadam mu ze śmiechem.
Waśń muska mój policzek swoją dłonią, następnie kładzie dłoń na ramieniu Wojny, żegna się z nami i szybko znika na podwórzu.
„Wiedziałem, że w taki sposób się go pozbędę." słyszę głos Wojny po usłyszeniu odgłosu kopyt na podwórzu.
„Zrobiłeś to specjalnie?" pytam go zaskoczona.
„Tak." odpowiada mi Wojna z uśmiechem „Ale nie żartowałem z tymi zakupami. Zrób mi listę a ja je ogarnę."
„Mogę sama iść."
„Wolałbym abyś została w domu."
„Jestem w ciąży a nie obłożnie chora. Będziesz mógł wszystko przynieść ale nie każ mi znowu siedzieć w domu czekając na Ciebie."
Wojna przez chwilę obserwuje mnie w milczeniu aż w końcu głęboko wzdycha i się zgadza.
