Budzi mnie zimno i wilgotność. Gdy tylko otwieram oczy dotykam swoje uda i czuję, że mam przemoczoną piżamę. Szybko się odkrywam i zauważam, że leżę w kałuży płynów. Wydaję z siebie nieświadomy okrzyk strachu i zanim wstaję widzę już na progu Śmierć.

„Co się stało?" pyta mnie mierząc mnie wzrokiem „Wody Ci chyba odeszły."

„Długo już mnie pilnujesz?" pytam go.

„Wystarczająco. Przebierz się w koszulę do porodu. Dzisiaj urodzisz. A ja przez ten czas prześlę wiadomość do reszty Jeźdźców."

Śmierć wychodzi z pokoju a ja nagle zaczynam odczuwać mdłości. Wiedziałam, że ten dzień prędzej czy później nadejdzie ale miałam nadzieję, że Wojna wtedy będzie przy mnie. Zgodnie z zaleceniem Śmierci przebieram się w koszulę, którą kupiłam z myślą o porodzie. Kiedy się zastanawiam czy przebierać łóżko słyszę lekkie pukanie do drzwi pokoju. Zgadzam się na wejście i Śmierć wchodzi do mojego pokoju.

„Co teraz?" pytam go.

„Połóż się to sprawdzę na jakim etapie jesteś." odpowiada mi lekko Śmierć.

Dopiero teraz zauważam, że ściągnął ciężką zbroję i jest w luźnym odzieniu. Ponadto nie ma na dłoniach ciężkich rękawic tylko ma lateksowe rękawiczki.

„Chcesz mi powiedzieć, że to Ty będziesz przyjmował dziecko?" pytam go zaskoczona.

„Myślałem, że jest to dla Ciebie oczywiste." odpowiada mi.

„Myślałam, że jeśli Wojny nie ma to Furia się tym zajmie..." odpowiadam mu zawstydzona bo zdaję sobie sprawę z tego, że najstarszy brat Wojny będzie oglądał moje intymne miejsca.

„Wojna nie ma pojęcia o porodach a Furia jest zbyt niecierpliwa. Nie myśl teraz o mnie jako o bracie Wojny tylko jak o lekarzu."

„Przyjmowałeś kiedyś poród?"

„Ludzki nie ale nie może to się aż tak bardzo różnic. Zaufaj mi po prostu, ok?"

Przez chwilę patrzę na niego w milczeniu. Łatwiej byłoby mi mu zaufać gdyby ściągnął z siebie ten kawałek kości ale Wojna mi opowiadał, że Śmierć od czasów bitwy o Eden jej nie ściągnął ani razu.

„Czy powinnam zmienić pościel?" pytam go by odwlec badanie.

„I tak ją pobrudzisz. Połóż się i zrelaksuj się."

Posłusznie się kładę i podwijam nogi. Śmierć do mnie podchodzi i bez zawahania wkłada mi rękę pod koszulę i dotyka mojego krocza. Zaczynam się rumienić gdy odczuwam ciepłe palce Śmierci sprawdzające moje rozwarcie.

„Normalnie miałabyś jeszcze trochę czasu ale biorąc pod uwagę nadzwyczajność dziecka to może się to zmienić bardzo szybko." mówi mi Śmierć odsuwając rękę.

„Jak bardzo szybko?" pytam go.

„Zobaczymy. Teraz musimy czekać."

Śmierć siada obok mnie i mnie obserwuje w milczeniu. Wydaje mi się, że czas strasznie powoli mija. W końcu słyszę odgłos drzwi wejściowych na dole i po chwili w moim pokoju pojawia się Waśń.

„Jak sytuacja?" pyta.

„Musimy czekać." odpowiada mu Śmierć.

„Gdzie Wojna?"

„Wezwali go ale przesłałem mu wiadomość."

„Dasz sobie radę?"

„Oczywiście. Usiądź więc i nie stresuj bardziej Agi."

„Dzięki, że o mnie myślisz..." odpowiadam mu i wydaję z siebie jęk bólu.

Śmierć od razu do mnie podchodzi odsuwając automatycznie Waśń. Kolejny raz sprawdza rozwarcie ale z jego oczu nic nie potrafię wyczytać.

„I jak?" pytam go bo nic nie mówi.

„Tak jak myślałem. Rozwarcie jest już całkiem spore."

„Na pewno dasz radę sam?" wtrąca się Waśń.

„Tak." odpowiada mu ostro brat „Siadaj i nie przeszkadzaj."

Waśń posłusznie siada niedaleko i nic się nie odzywa. Śmierć natomiast siada w moich nogach i dalej mnie obserwuje. Zaczynam odczuwać coraz częściej bóle ale wydaje mi się, że faktycznie to wszystko idzie za szybko. Nawet się nie orientuję kiedy Furia wchodzi do mojego pokoju.

„Jak się czujesz?" słyszę jej pytanie.

„Bywało lepiej." odpowiadam jej i już chciałabym, żeby te dziecko w końcu wyszło.

Krótko po tym Śmierć podnosi moją koszulę i niemal od razu oświadcza:

„Dziecko przychodzi na świat. Jak Ci powiem, że masz przeć to przyj, ok?" zwraca się do mnie.

„Ok." odpowiadam mu i żałuję tylko, że Wojny nie ma obok.

Nie spodziewałam się, że poród może tak niesamowicie boleć. Wykonuję jednak to co Śmierć mi każe. Kiedy zaczynam już czuć, że brakuje mi sił, drzwi pokoju otwierają się z wielkim trzaskiem i jak przez mgłę widzę Wojnę.

„Jestem tutaj. Dasz radę." słyszę głos Wojny obok siebie i czuję, że złapał moją rękę.

„Aga, ostatni raz." słyszę głos Śmierci „Przyj."

Znajduję w sobie ostatki sił i nagle słyszę płacz dziecka. Chwilę trwa zanim dochodzę do siebie i widzę małe ciałko w wielkich ramionach Śmierci, który je wyciera. Jego płacz przynosi mi spokój.

„To dziewczynka." mówi Śmierć, podchodząc do mnie i podając mi dziecko „Udało się."

Biorę dziecko w ramiona i oglądam je dokładnie przytulając do siebie.

„Jaka ona jest malutka..." słyszę głos Wojny.

Dopiero teraz kieruję wzrok na bok i spoglądam chwilę na Wojnę. Na jego twarzy maluje się szczęście. Wracam spojrzeniem na dziecko i dopiero teraz widzę jego oczy. Są one świecące zupełnie jak Wojny. Na głowie ma natomiast kilka bardzo jasnych włosów.

„Wiem, że chcesz się nacieszyć dzieckiem ale musimy mu zmienić wygląd byście mogły zostać zabrane do szpitala." mówi Śmierć „Wojna możesz ją wziąć?" zwraca się do brata.

Wojna patrzy trochę zaniepokojony to na mnie a to na dziecko. Furia od razu rozumie o co chodzi, podchodzi do brata i pokazuje mu jak ma je chwycić. W ramionach Wojny dziewczynka wydaje się jeszcze mniejsza niż u Śmierci. Wszyscy Jeźdźcy Apokalipsy ustawiają się wkoło i każdy z nich po kolei mówi magiczne słowa.

„Teraz wygląda ludzko." słyszę po chwili słowa Śmierci „A teraz musimy zamaskować jej obecność."

Wojna podchodzi do mnie i podaje mi dziecko. Widzę, że dziewczynka teraz ma ludzkie, niebieskie oczy oraz ma ciemniejsze włosy na głowie. Wojna dołącza do rodzeństwa i kolejny raz każdy z nich wypowiada jakieś magiczne formuły. Gdy kończą Śmierć wyciąga telefon i podaje go Wojnie ze słowami:

„No to teraz tak jak Ci mówiłem."

Po chwili słyszę jak Wojna mówi, że właśnie jego dziewczyna urodziła dziecko i potrzebujemy pomocy. Po chwili przyjeżdża karetka zabiera mnie i dziecko a Wojna wraz z rodzeństwem w ludzkiej postaci postanawiają za chwilę dołączyć do mnie do szpitala.