Sama wizyta w szpitalu mija bezproblemowo i nie chcę nawet wiedzieć czy to dlatego, że Jeźdźcy posłużyli się magią czy nie. W końcu otrzymuję wypis i dokument potwierdzający urodzenie dziecka, z którym Wojna idzie załatwić akt urodzenia. Naszej córce nadajemy imiona Weronika Pandora, które chociaż częściowo odzwierciedlają jej pochodzenie: ludzkie i mistyczne. Przez pierwszy tydzień po powrocie ze szpitala nasz dom oraz nasze dziecko odwiedzają znajomi i rodzina. W kolejnych tygodniach odwiedziny ograniczają się do mojej mamy i trójki Jeźdźców. Moja mama odwiedza nas średnio raz na dwa, trzy tygodnie a rodzeństwo Wojny na zmianę co tydzień. Wygląda też na to, że zaklęcia Jeźdźców działają bardzo dobrze bo nikt podejrzany od czasu porodu nie kręci się w pobliżu. Weronika rozwija się prawidłowo chociaż trochę szybciej niż normalne dziecko. Lekarze jednak nie dostrzegają w tym żadnych dziwnych odstępstw. Wojna dalej co jakiś czas wyjeżdża na misje i mimo jego początkowych obaw to z dzieckiem radzę sobie znakomicie pod jego nieobecność. Myślałam, że już bardziej szczęśliwa być nie mogę. Okazało się jednak, że się mylę.
Weronika skończyła akurat trzeci miesiąc a Wojna od tygodnia był na misji razem ze Śmiercią. Gdy usłyszałam odgłos kopyt w ogrodzie poczułam wielką radość. Wyciągnęłam Weronikę z fotelika i przeszłam do przedpokoju czekając aż Wojna wejdzie do domu.
„Tatuś wrócił do domu." mówiłam radośnie do dziecka kołysząc je lekko w ramionach.
Po chwili drzwi się otworzyły i do domu wszedł najmłodszy Jeździec. Od razu podeszłam do niego i pocałowałam go w usta. Wojna szybko odwzajemnił mój pocałunek, po czym pocałował Weronikę w czoło i nawet się nie poruszył. Dopiero teraz zauważyłam, że jego zbroja jest wyczyszczona na błysk. Popatrzyłam na niego pytająco ale Wojna tylko mi rzucił:
„Musimy poważnie porozmawiać."
„Ok..." odpowiadam mu lekko przestraszona, przechodzę do pokoju i wsadzam Weronikę do fotelika.
Gdy tylko kończę zapinać pasy z fotelika obracam się do Wojny i patrzę na niego pytająco. Wojna przez chwilę patrzy mi w oczy i widzę po jego minie, że czymś się stresuje.
„Coś się stało?" pytam go coraz bardziej przestraszona.
Wojna jednak zamiast mi odpowiedzieć, klęka przede mną i nagle wyciąga pierścionek z czerwonym oczkiem. Jestem tak zszokowana, że ledwo dochodzi do mnie pytanie Wojny:
„Wyjdziesz za mnie?"
„Czy Ty sobie ze mnie żartujesz?" pytam go zszokowana.
„Uważasz, że proszenie o Twoją rękę jest dobrym żartem?" pyta mnie Wojna nie dając się zbić z tropu.
„O rany, ja... Ja nie wiem co odpowiedzieć..."
„No wiesz, najlepiej jakbyś mi odpowiedziała, że tak ale skoro czujesz inaczej to zrozumiem..."
„Och, Wojna, tak bardzo bym chciała ale..." przerywam na moment „Jestem człowiekiem. Z każdym rokiem będę coraz starsza i coraz mniej atrakcyjna."
„Nie obchodzi mnie to. Chcę być z Tobą mimo to."
„Na pewno dobrze to przemyślałeś?"
„Najlepiej jak mogłem. A więc: zostaniesz moją żoną? Chociaż tutaj na ziemi możemy być razem tak jak chcemy."
„Tak." odpowiadam mu z uśmiechem „Bardzo chętnie za Ciebie wyjdę." i wpadam mu w ramiona.
Wojna całuje mnie namiętnie i zakłada na mój palec pierścionek. Gdy odsuwa się ode mnie patrzy mi w oczy i mówi:
„Kocham Cię i będę Cię kochać już zawsze."
„Ja Ciebie też." odpowiadam mu i ponownie go całuję „To dlatego wyczyściłeś swoją zbroję?"
„Chciałem się jak najlepiej prezentować." odpowiada mi z lekkim śmiechem.
„A ja już się bałam, że chcesz mnie zostawić samą."
„Nigdy. Nigdy Cię nie zostawię." Wojna ponownie mnie całuje.
W tym momencie mogłabym się z nim całować całą wieczność ale romantyzm przerywa nam płacz córki. Odsuwamy się niechętnie od siebie i wzrokiem obiecujemy sobie nadrobić to w nocy.
