Rozdział 1 – Wśród śniegu

Leżał pomiędzy dwoma drzewami widniejącymi w oddali. Mała ciemna plamka w morzu bieli, praktycznie niezauważalna gołym okiem.

Na jednym z ekranów umieszczonych na panelu rozbłysła czerwona kropka a z głośników transportera wydobył się głośny sygnał dźwiękowy.

- To komandor Ren, sir! – krzyknął pilot, odwracając głowę w stronę stojącego z tyłu mężczyzny o bladej twarzy i rudych włosach.

Generał Hux zamknął oczy i głośno wciągnął powietrze przez nos.

- Świetnie – powiedział, jednak jego mina i ton głosu nie wyrażały ani radości, ani entuzjazmu. Otworzył oczy i kilka razy ucisnął punkt u podstawy czaszki, który od kilku minut pulsował tępym bólem. Ten idiota kiedyś mnie wykończy, pomyślał. – Ląduj.

Pilot zanurkował w dół i po chwili statek osiadł na powierzchni planety. Rampa transportera opuściła się z sykiem i do wnętrza wleciał zimny wiatr, niosący ze sobą białą chmurę płatków śniegu.

Hux wzdrygnął się i postawił kołnierz płaszcza. Machnął ręką na dwóch trzymających się z boku śnieżnych szturmowców, po czym wyszedł z transportera. Żołnierz stojący bliżej wyjścia chwycił przenośne nosze i razem z kolegą podążył za przełożonym.

Kilkanaście sekund, których potrzebowali, żeby przejść od statku do miejsca, w którym leżał Kylo Ren, wystarczyło, aby Hux zaczął się trząść z powodu przeszywającego zimna.W przeciwieństwie do zawierających systemy grzewcze pancerzy kroczących za nim śnieżnych szturmowców, jego mundur nie był przystosowany do mrozów.

Generał strzepał z ramion śnieg i skrzywił się, gdy do jego nosa dotarła nieprzyjemna, żelazista woń świeżej krwi wymieszana z zapachem wszechotaczającej wilgoci.

Ren był nieprzytomny. Wokół niego, niczym czerwone róże, rozkwitały plamy krwi. Kylo leżał na boku, a obok jego wyciągniętej wzdłuż głowy ręki, spoczywał miecz świetlny. Srebrzyste płatki śniegu, które zdążyły oprószyć ciało mężczyzny, kontrastowały z czernią jego szaty i włosów.

Hux przekręcił Rycerza na plecy, kucnął i pochylił się nad jego głową. Zbliżył ucho do ust i nosa, a potem położył dłoń na klatce piersiowej mężczyzny.

- Podnieście go. Lecimy na Supremacy – powiedział, gdy poczuł na swoim uchu i policzku słaby oddech Rena.

- Tak jest, sir!

Nie wygląda to za dobrze, pomyślał Hux. Stał obok noszy, na których szturmowcy przenieśli Rena do transportera. Przez chwilę przyglądał się ranie na lewym boku mężczyzny, a następnie spojrzał na jego umazaną zaschniętą krwią twarz. Paskudne rozcięcie, prawdopodobnie zrobione mieczem świetlnym, jak pomyślał generał, zaczynało się na czele, przechodziło przez policzek a kończyło się bogowie wiedzą gdzie. Oddech Kylo był płytki
i przyspieszony. Wargi mężczyzny nabrały niebieskawego zabarwienia.

Hux poczuł jak zaczyna mu się kręcić w głowie. Lot na Supremacy powinien trwać maksimum 10 minut, ale generał miał wrażenie, że lecą już godzinami.

Nagle powieki Kylo zadrżały i mężczyzna uchylił oczy. Z jego ust wyrwał się krótki jęk, a potem niezrozumiały bełkot. Zaczął powoli podnosić się z noszy, gdy niższy ze szturmowców położył rękę na jego ramieniu i powiedział:

- Sir, proszę nie wstawać, może pan mieć poważne obrażenia wewnętrzne.

Ren wyglądał na całkowicie zdezorientowanego. Jego błyszczące, rozgorączkowane oczy szukały jakiegoś punktu zaczepienia. Kiedy spotkały się ze wzrokiem generała, z ust Rycerza dało się słyszeć rwane: „Hux… co… Gdzie… ja…?" Nie dokończył jednak myśli, bo jego ciałem wstrząsnęła nagła fala dreszczy. Pobladł straszliwie a na czoło wystąpiły mu drobne, lśniące krople potu. Skrzywił się, jakby z bólu, chwycił za brzuch i zwymiotował.

- Ohyda. – Twarz Huxa wykrzywił grymas obrzydzenia. Mężczyzna odwrócił się tyłem do Rena. Jeszcze przez chwilę słychać było odgłosy wymiotującego Rycerza, po czym uszu generała dobiegł niespokojny głos szturmowca:

- Sir, to krew.

- Co takiego? - Hux się odwrócił.

Wyższy żołnierz pochylał się nad Renem, niższy nerwowo się wiercił. Kylo wspierał się prawą ręką o podłogę i głośno oddychał. Z kącika ust ciekła mu cienka strużka barwionej czerwienią śliny.

Hux zamarł. Podłoga była brudna od świeżej, czerwonowiśniowej krwi. W ułamku sekundy przypomniał sobie zajęcia z taktycznej pomocy rannym na polu bitwy, na które uczęszczał na drugim roku studiów w Akademii Arkanis. Jego wykładowca, major Byrn, powiedział kiedyś: „Są takie sytuacje, kiedy pomimo najszczerszych chęci pomocy towarzyszowi broni, zwyczajnie nie dacie rady, bo warunkiem przeżycia będzie natychmiastowa interwencja medyczna lekarza. Jedną z takich sytuacji jest krwotok wewnętrzny, który potrafi zabić w ciągu kilku minut."

Hux przełknął głośno ślinę i wyjrzał przez szybę. Byli już bardzo blisko Supremacy.

- Szybciej! – ponaglił pilota.

Mężczyzna skinął głową i nadał sygnał przez komunikator. Po chwili nadeszła odpowiedź z Niszczyciela i wrota jednego z hangarów statku otworzyły się. Pilot przyspieszył a Hux spojrzał na Kylo. Usta Rycerza były sine a twarz chorobliwie blada. Gdy ciałem mężczyzny wstrząsnęła kolejna fala wymiotów, generał przeklął pod nosem. Z rosnącym niepokojem obserwował, jak Ren, spoglądając przed siebie zamglonymi oczami, drżącą ręką ociera usta z krwi, a potem traci przytomność i bezwładnie osuwa się na nosze.

Wylądowali w hangarze, gdzie już czekał na nich zespół techników i droidów medycznych, dowodzony przez Codel Arno, główną lekarz a zarazem kierowniczkę ambulatorium. Kobieta włożyła za ucho niesforny kosmyk siwych włosów, który uciekł ze służbowego koka i donośnym głosem zaczęła rozdzielać zadania między podwładnymi.

Hux wziął głęboki oddech i potarł ręką twarz. Powoli zaczęło do niego docierać, co się właściwie wydarzyło w trakcie ostatnich godzin. Baza Starkiller, dzieło, któremu poświęcił tyle swojego czasu, przestała istnieć. Była to bez wątpienia największa porażka w jego życiu i jeden
z najgorszych ciosów, jakie dotychczas spadły na Najwyższy Porządek. Złość, jaka zaczęła wzbierać w generale, kiedy rebelianckie ścierwo niszczyło jego superbroń, groziła niepohamowanym wybuchem. Jednak kroplą, która przelała czarę goryczy, był rozkaz Najwyższego Wodza otrzymany przez Huxa w trakcie drugiej fali eksplozji we wnętrzu bazy. Miał za zadanie osobiście ewakuować rannego Rena z Ilum. Wściekłość, którą poczuł, prawie go zadławiła. Nadal odczuwał pulsowanie i silny ból wargi w miejscu, w którym pękła, kiedy po skończonej rozmowie, zagryzł ją z całej siły, aby nie zacząć wrzeszczeć.

Przed oczami stanął mu obraz, w którym widział siebie biegnącego przez korytarze rozpadającej się bazy, ocierającego krew cieknącą po brodzie. W tamtej chwili Hux całą swoją wściekłość przelał na Rena - przeklętą kulę u nogi, ciągnącą go na dno
w kryzysowych sytuacjach. Wokół generała pękały ściany i zapadały się sufity, a on zamiast kierować ewakuacją swych ludzi, musiał pędzić na ratunek dorosłemu mężczyźnie, zachowującemu się jak głupi, zarozumiały bachor.

Negatywne emocje, kłębiące się w ciele Huxa, zaczęły powoli opadać, gdy z dwójką szturmowców wsiadał na pokład transportera. W głowie pojawiła mu się wówczas myśl, która przyniosła mu trochę ukojenia, ale też sprawiła, że odczuł złośliwą satysfakcję. Tego dnia nie tylko on poniósł osobistą porażkę. Ren także musiał przełknąć gorzką pigułkę, pokonany przez dziewuchę, która pierwszy raz w życiu walczyła mieczem świetlnym. Niestety, radość z niepowodzenia Rena trwała niezwykle krótko, bo stan, w jakim Hux znalazł go w lesie, dobitnie mu przypomniał, kto poniesie odpowiedzialność, jeśli Rycerz umrze.

- Na miejscu już nic więcej nie zdziałamy, generale. Zabieramy komandora do ambulatorium. – Z głębokiego zamyślenia wyrwała generała Arno, która stanęła przed nim i dwoma szybkimi ruchami zdjęła z dłoni lateksowe rękawiczki. – Jego stan jest ciężki, ale zrobimy wszystko, żeby mu pomóc – dodała i przetarła czoło wierzchem dłoni.

- Dobrze. - Hux skinął głową. - Chcę na bieżąco otrzymywać informacje na temat stanu jego zdrowia.

- Oczywiście, sir. – Arno skłoniła się, po czym podbiegła do swojego zespołu.

Hux westchnął. Jeszcze nigdy tak mocno nie zależało mu na życiu kogoś, kogo tak nienawidził.