Stał na zniszczonym dziedzińcu Hogwartu wpatrując się w miejsce gdzie przed chwilą stał Voldemort. Słyszał szczęśliwe krzyki za sobą ale on sam się tak nie czuł. Zabił go. Jest mordercą. Wiedział, że gdyby tego nie zrobił byłoby gorzej, ale ta informacja nie pocieszała go.

Przed jego oczami zaczęły pojawiać się mroczki. Jego nogi były jak z waty a ręce odmawiał posłuszeństwa. Upadł na ziemię czując rozrywający ból w klatce piersiowej. Krzyczał i szamotał się. Ręce kogoś próbowały go przytrzymać a ktoś jeszcze inny krzyczał po pomoc. Ostatnie co zobaczył zanim zemdlał to przerażone miny jego przyjaciół.