Rozdział 4
William ujrzał Hermionę z książką nad jeziorem. Z tego, co już zdążył się o niej dowiedzieć, nie było to nic nowego w jej zachowaniu, kiedy oczekiwała odrobiny samotności, ale był on zbyt ciekawy tej istoty. Jego matka już po cichu liczyła, że będzie to jej synowa, była pod wrażeniem jej intelektu i tego, jaki wpływ ma na Rona, który podobno dzięki niej zdaje bez trudu z roku na rok. A to już było coś, ponieważ był on skończonym idiotą. Jako brat mógł to ocenić obiektywnie. Może matka liczyła na inteligentniejsze wnuki, niż najmłodszy syn, chociaż on by za bardzo na to nie liczył.
- Cóż tam czytasz moja droga?
- Och! Wystraszyłeś mnie. Nie, nic. To nic ciekawego, szczególnie dla kogoś, kto ma tak pasjonującą pracę. Możesz mi o niej coś więcej opowiedzieć?
Tak, zdecydowanie chciała przed nim ukryć, co ze sobą wzięła.
- Ależ cokolwiek wybrałaś, dla Ciebie musi być wyzwaniem intelektualnym. Niczego innego nie spodziewałbym się po najzdolniejszej czarownicy swojego pokolenia.
- Nie przekupisz mnie komplementami.
Jej brwi zmarszczyły się śmiesznie nad małym noskiem. Była zadziwiająco zadziorna, jak na tak drobną posturę. Pomyślał, że mogłaby być nawet ładna, gdyby nie ta szopa włosów na głowie i może jakiś lekki makijaż. Popatrzyła na niego z przyganą, jakby wiedziała o czym pomyślał.
- Cóż. To co chcesz wiedzieć?
Rudzielec wszedł na teren błoni Hogwartu. Polecenia dyrektora nie można lekceważyć. Zawsze czuł lekki stres na widok gargulców strzegących wejścia do gabinetu. Przed wejściem wyciągnął list, który dostał od Dumbledora dziś rano.
Drogi chłopcze,
Oczekuję Cię dziś w południe. Jest to sprawa niecierpiąca zwłoki, mam nadzieję, że zrozumiesz. Hasło to „krówki"
A.D.
Wszedłszy do gabinetu, zauważył od razu Mistrza Eliksirów siedzącego w jednym z foteli. Przywitał się z nim skinieniem głowy.
- Williamie, jak miło Cię widzieć w swoich progach. Dawno tu u nas nie byłeś. Jak podobało Ci się w Egipcie?
- Panie Dyrektorze, czuję się więcej, niż szczęśliwy.
- Tylko się nie posikaj z tej radości przygłupie. I przestań tak szczerzyć tą japę, bo stanem swojego uzębienia psujesz wizerunek podobno dorosłego człowieka.
- Severusie, przestań marudzić. Williamie, siadaj.
Rudzielec popatrzył na niespokojnego feniksa siedzącego na swojej żerdzi.
- Faweks nie wygląda najlepiej. Niedługo nastąpi samospalenie?
- Weterynarz z Bożej łaski się znalazł- mruknął znad książki trzymanej na kolanach Snape.
- Kto? Co to znaczy?
- Nieważne młodzieńcze. Ważniejsze jest to, że potrzebujemy Cię tu bardziej, niż w Egipcie. W tym roku nastąpi reaktywacja Turnieju Trójmagicznego. Wiesz co to jest?
- Ależ oczywiście. Chociaż jestem zdziwiony, że Ministerstwo chce wznowić tak śmiercionośną rozrywkę.
- Ci debile widocznie wyczuwają napiętą atmosferę między instytutami i jeden, czy dwa trupy według nich sprawią, iż wszyscy trzymając się za rączki, zjednoczymy się, by kroczyć dumnie w stronę zachodzącego słońca.
- Biorąc pod uwagę to, co już wiesz i do czego się przygotowujemy, nie zaszkodzi, jeśli nawiążemy przyjaźniejsze stosunki i pozyskamy sojuszników. Każda różdżka się przyda. A teraz wybaczcie chłopcy, ale mam kilka spraw do załatwienia, także muszę się z Wami pożegnać.
- Do mojego gabinetu, gamoniu. Znaj moją łaskę, mam dla Ciebie papirus, który trzeba przetłumaczyć.
Podróż do lochów nie zajęła długo, choć upłynęła w milczeniu.
-Właź szybciej pierdoło.
- Jest Pan zaskakująco miły dzisiejszego dnia. Czy to jakaś specjalna okazja? Ma Pan urodziny?
- Przymknij ten swój ryży ryj. Ognistej?
- E?
- Jesteś głupi, czy głuchy?! Nienawidzę się powtarzać!
- Poproszę. Rozumiem, że na trzeźwo nie zniosę informacji, jakie zostaną mi dostarczone?
Severus w trakcie nalewania trunku posłał znad butelki spojrzenie „skończ-bo-Cię-otruję-debilu".
- Czekam, aż mi kapcie spadną.
- Mroczny znak robi się ciemniejszy. Sprowadziłem Cię tutaj, bo na Mistrzostwach Świata ma coś się stać, a ja nie będę uważał na bliznowatego i pannę Wiem-to-wszystko.
- Rozumiem. Kim ona jest?
- Mała, szopa na głowie, przebywa aktualnie w Twoim domu rodzinnym. Przemądrzała jak cholera.
- Wiesz o co mi chodzi.
- Ambitny mugolak.
- Tylko?
- Tyle musisz wiedzieć.
