Rozdział 5
Dartmoor
Hermiona nigdy nie widziała sensu w tym sporcie. Nie rozumiała, jak można pasjonować się czymś tak prymitywnym i zagrażającym bezpieczeństwu, jak quidditch. Idąc w kierunku stadionu na ostatni mecz mistrzostw, trzymała się lekko w tyle za podekscytowanymi Weasleyami. Nagle ktoś wpadł na nią
-Uważaj, jak chodzisz!
-Izwini. Mienia zawut Viktor. Wy gawaricje pa ruski?
- Da.
- Kak tiebia zawut?
- Hermiona.
- Kak? Hermijonina?
W tym momencie grupka dziewcząt zaczęła piszczeć i odcięła Hermionę od towarzysza rozmowy prosząc o autografy na różnych częściach ciała. Brązowowłosa wzruszyła ramionami, gdyż nawet nie wiedziała kim jest jej były rozmówca. Przyspieszyła kroku, by zrównać się z Harrym i Ronem.
- Mówię Ci, Irlandia nie ma szans, dopóki szukającym Bułgarii jest Krum.
- Ale Irlandia rozgromiła Peru. Zobaczysz, przy ich ścigających, Krum sam sobie nie poradzi.
-Żartujesz chyba!
- Tak chłopcy, już jestem. Miło z Waszej strony, iż zauważyliście, że mnie nie było.
„Witam Państwa na meczu finałowym 422 Mistrzostw Świata w Quidditchu! Nazywam się Ludo Bagman i będę dla Państwa komentował dzisiejszy, jakże wspaniały mecz. Niestety, jako Anglik, jest mi niezmiernie przykro, iż nie ma z naszej pięknej wyspy żadnej drużyny w finale, bo postawiłem na to sporo galeonów, hehe, ale takie jest życie. Proszę Państwa, drużyny prezentują swoje maskotki! Niebywałe! Czyżby Irlandia przywiozła ze sobą leprokonusy? No nie wierzę! Ah, tylko spójrzcie, czy one obsypują nas złotem?! No proszę, Irlandio, masz rozmach. Mam nadzieję, że dla mnie też coś zostanie! Czas na maskotki Bułgarii. Proszę Państwa, to wile! Cóż za piękno, cóż za wdzięk! Czy ich jest setka? Dla takich kobiet można wszystko! Tylko spójrzcie na te włosy, które powiewają na wietrze. A ta mleczna skóra.. Założę się o wszystko, co mam, że jest jak jedwab! Tylko spójrzcie, one tańczą!"
Męska część publiczności w tym momencie wyglądała, jakby zmieniła się w kamień. Hermiona zniesmaczona patrzyła, jak z ust Rona powoli sączy się ślina, która zalewa mu brodę.
-RON! Jesteś obrzydliwy!
Lecz on jej nie słyszał, zbyt zauroczony wilami. Rozejrzała się po loży honorowej, na której mieli zarezerwowane miejsca. Nie tylko Weasleyowie i Harry byli oszołomieni magią wil, ale również Draco Malfoy, który przyszedł do loży z ojcem. Lucjusz Malfoy spojrzał jej w oczy z rozbawieniem, co bardzo ją zdziwiło, ze względu na pogardę, do której przyzwyczaił ją jego syn.
- Cóż, panno Granger, czy jak tam się nazywasz. Czyżbyś była w szoku widząc, jaką moc kobiety mają nad mężczyznami? Może to będzie dla panny bodziec, by zrobić coś z tą szopą, którą ma panienka na głowie.
- Dziękuję Panu bardzo, Panie Malfoy za radę, ale nie czuję wewnętrznej potrzeby, żeby się do niej zastosować.
- Czyżby było panience obojętne, iż tak zwani przyjaciele traktują Cię jak powietrze? Ciekawe, chociaż nie podejrzewałbym, iż będzie panienka aż tak niekobieca, chociaż pewnie to wina wychowania wśród mugoli. Ah, czy to nie panienki przyjaciele właśnie wstają ze swoich miejsc i chcą najwidoczniej przyłączyć się do wil na boisku? Hm?
Odwróciła się i za pomocą magii niewerbalnej usadziła ich na miejscu. Spoglądając w stronę boiska widziała, iż zaraz wile skończą swój taniec, a mężczyźni powoli wybudzają się z transu.
„Hm, tak. Piękne, piękne istoty. Dziękujemy Bułgarskiemu Ministrowi Magii za tak niesamowite przeżycie. A teraz zaczynamy! Proszę Państwa, to niesamowite! Pierwsza bramka tak szybko! Irlandia prowadzi 10:0 dzięki genialnemu ścigającemu Troyowi. Cóż za szybkość, cóż za precyzja. Jestem pod wrażeniem, to było naprawdę na światowym poziomie. Proszę bardzo, kolejny gol dla Irlandii! Brawo! Piękna bramka. No nie! Kolejna bramka dla Irlandii! Czyżby ścigający Bułgarii nie dawali sobie rady z rywalami? Brawo, Pani Claro Iwanowa! Pierwszy gol! Mamy 30:10, wszystko się może jeszcze zdarzyć. O wilku mowa, czyżby Wiktor Krum zobaczył znicza?! Aidan Lynch nurkuje tuż za nim! Co za emocje, co za adrenalina! OCH NIE, KRUM WYKONAŁ ZWÓD WROŃSKIEGO, ALE LYNCH LEŻY NA MURAWIE! CO SIĘ DZIEJE, WCHODZĄ MAGOMEDYCY, CZEKAMY NA SYGNAŁ WZNOWIENIA GRY!
Jedynie Hermiona została na swoim miejscu zastanawiając się, dlaczego mężczyźni aż tak bardzo potrzebują rozlewu krwi w pogoni za kuleczką ze skrzydełkami. Niestety nie mogła się do tego przyznać będąc na mistrzostwach, co miało być ciekawym wydarzeniem do analizy zachowań w społeczności czarodziei, by móc napisać pracę porównującą aktualny stan społeczny magicznych i niemagicznych.
„Proszę o uwagę, wznawiamy mecz! Czy to możliwe, żeby Irlandia mściła się na Bułgarii za oszustwo Kruma? Minął kwadrans, a wynik to 130:10! Niesamowite! NIE WIERZĘ, QUIGLEY UDERZYŁ TŁUCZKIEM W TWARZ KRUMA! ALE NIE DAJE SIĘ, KRUM Z ZAKRWAWIONĄ TWARZĄ GONI LYNCHA! PROSZĘ PAŃSTWA, KRUM ZŁAPAŁ ZNICZ, ALE TO NIC NIE DAŁO, IRLANDIA WYGRYWA 170:160! BRAWO IRLANDIA!"
Na boisku podniosła się wrzawa, a tłumy powoli przenosiły się ze świętowaniem na pole namiotowe.
- Kochani, czas na nas. Irlandczycy mają swój temperament i lepiej nie wchodzić im z drogę, jeśli nie chcemy burd. Trzymajmy się razem, idziemy do naszego namiotu. Uff, jak dobrze, że nie mam dzisiaj służby.
-Dzieci, wstajemy natychmiast!
- Cooooo, nieeeeeee.
- Ron, nie ma czasu. Wynosimy się stąd!
- Co się stało, Panie Weasley?
- Hermiono, pakuj rzeczy. Ludzie w maskach śmierciożerców zaatakowali mugola pilnującego naszego kempingu. Nie mamy czasu, zbierajcie się!
Dotarła do nich powaga sytuacji. Bill i Pan Artur pospiesznie pakowali wszystko, co się dało, Hermiona spakowała swoje rzeczy i wyjrzała na zewnątrz, by zobaczyć , jak grupa ludzi w czarnych pelerynach lewituje nad sobą rodzinę mugoli. Wiedziała, że powinna czuć strach ze względu na swoje pochodzenie, o którym Draco Malfoy jej ciągle przypominał, lecz czuła jedynie zniesmaczenie i silny impuls, żeby pomóc tym ludziom.
- Hermiona! Wracaj! Jesteś w większym niebezpieczeństwie, niż my wszyscy. Nie oddalasz się ode mnie na metr, rozumiesz?!
Bill złapał ją mocno za ramię i przyciągnął do swojego boku, drugą ręką kończąc pakowanie ich obozowiska. Biegiem przenieśli się do miejsca teleportacyjnego, a brązowowłosa kątem oka przyglądała się, jak wcześniej rozbawione tłumy teraz ogarnia panika. Nagle poczuła mrowienie przechodzące przez jej ciało.
-MORSMORDRE!
Gdy podnieśli głowy, na niebie pojawiła się czaszka, z której ust wydobywał się wąż.
- To właśnie symbol śmierciożerców. Nie mogę uwierzyć, że to się nie skończyło, że oni nadal są zagrożeniem, nie mogę.
-Tato, nie ma teraz czasu, wracamy.
-Masz rację Bill.
