Rozdział 7
Miała na głowie znajomą szopę włosów. Wyglądała prawie identycznie jak jej matka, gdy była jeszcze młoda. Znał przecież jej matkę prawie od kołyski, gdyż rodzina Karkaroff i Karenin zawsze były sobie bliskie. Ale jej oczy i postawa była na pewno po ojcu. Był potężnym czarodziejem i pewnie ona też ma potencjał. Dlatego właśnie Igor udał się do dawnego przyjaciela.
- Severus. Ileż to czasu minęło?
- Niewystarczająco.
- Przyjacielu, dawne czasy. Nie podasz mi szklaneczki czegoś mocniejszego?
- Nie nazywaj mnie tak. Wydałeś mnie, zanim się nie dowiedziałeś, że nie jestem po tamtej stronie.
- Oh, trzeba wiedzieć, kiedy uciec z tonącego statku, da?
Gość w gabinecie Snapea rozsiadł się wygodnie na fotelu przy kominku.
- Macie niezwykłych uczniów w tej szkole. Zbawca czarodziejskiego świata. Kto by pomyślał, że on będzie drugim przedstawicielem szkoły, doprawdy.
- Sprawa jest właśnie badana. To nie on umieścił swoje nazwisko w Czarze. Chociaż jest zadufanym w sobie gnojkiem. Plus nie omieszkałem dolać mu Veritaseum przed jego spowiedzią u Dumbledora, także nie musisz się martwić.
- Da, wydawał się równie zaskoczony, co Wy. Ale to już sprawa między dyrektorami.
- A teraz gadaj lepiej, czemu naprawdę tu przylazłeś i nie zawracaj mi głowy. Mam masę rzeczy do zrobienia.
- Cóż. Pewnie zauważyłeś, skoro jesteśmy w tej samej sytuacji i nasze ramiona zdobią te same tatuaże, że Czarny Pan ma się coraz lepiej.
- W przeciwieństwie do Ciebie, ja nie mam się czym martwić. To nie ja wydawałem jego popleczników, nie sądzisz?
- To nie jest istotne. Wiesz dobrze, komu zawsze byłem wierny. I on nie może się dowiedzieć, o istnieniu Bractwa.
- Myślisz, że nie trafił na wzmianki o tym? O wyznawcach Starożytnych? Gwarantuję Ci, że już dawno przekopał Twoją głowę. Czy kogokolwiek innego. Nie zapominaj, że nie byłeś jedynym z Bractwa, który mu służył.
- A Ty bagatelizujesz ich. Niemądrzy Ci, którzy starali się sprzeciwić radzie, kończyli bardzo źle. Poznałeś przecież Ivana i Annę Romanov.
- No i co w związku z nimi?
- Widzisz, sprzeciwili się Radzie. Rada tego nie wybacza. Tak jak chowania w murach Waszego zamku wnuczki Aleksieja Romanova.
Wściekły Snape przemierzał energicznie gabinet dyrektora.
-Karkaroff już wie o Granger. I co teraz zamierzasz z tym zrobić? Obiecałeś jej matce, że będziesz ją bronił! Po raz kolejny wielki Dumbledore zawodzi i łamie obietnice złożone zmarłym rodzicom. Wiesz, że on teraz poleci do tych, przed którymi miałeś jej bronić? Miała znaleźć przyjaciół. Nauczyć się dobra. Że miała być bezpieczna w murach zamku, rozwijać się i wierzyć, że jej najgorszym losem jest Voldemort, który rośnie w siłę. Wiesz, gdzie on może się schować przy Bractwie? Że ponoć posiedli tajemnice starożytnej magii dekady przed badaniami, na które wysłaliśmy Weasleya?
- Severusie, uspokój się.
- Jak mam się uspokoić?!
- Karkaroff jest związany starożytnym odpowiednikiem Wieczystej Przysięgi. Rodzina jego, jak i Kareninów przyjaźniły się przez lata. Igor miał poślubić młodszą Annę, by zapewnić sojusz, jakiego bez połączenia rodzin nigdy nie można było uzyskać. Niestety zaręczyny zostały zerwane, gdy poznała Ivana, jednak przysięgi zostały mimo to. Igor nie może świadomie działać na szkodę Hermiony, tym bardziej wydać ją Radzie, tak jak ona nie może zaszkodzić świadomie mu.
- Skoro on wie, dowiedzą się też inni. Musimy znaleźć kogoś, kto będzie jej pilnować.
- Ależ William nadaje się do tego zadania znakomicie.
