OD TŁUMACZKI:
W tym niepewnym czasie narodowej kwarantanny przychodzę do was z tłumaczeniem naprawdę fajnego opowiadania Loten Here I am not. Miłej lektury! :)
OD AUTORKI:
OBOWIĄZKOWY DISCLAIMER: Ciągle nie moje.
OSTRZEŻENIA: Właściwie to żadne.
"From meetings and partings none can ever escape. Nor from magic."
Neil Gaiman
Zajęło jej chwilę, żeby się zadomowić i wszystko poznać, ale Hermiona szybko znalazła kilka ulubionych miejsc. Jak się można było spodziewać, jednym z nich była biblioteka na kampusie, ale także pracownia komputerowa, mały park, w którym przyjemnie byłoby usiąść i popracować, gdy pogoda w lecie się poprawiła i popularna wśród studentów, ale mimo to, niezbyt zatłoczona kawiarnia w centrum miasta, w której aktualnie się znajdowała. To było jedyne miejsce, które znalazła, gdzie sprzedawano odpowiednio zaparzoną angielską herbatę i wspaniałe żurawinowe muffinki z białą czekoladą, które starała się ograniczać do jednorazowej nagrody w tygodniu.
Właściciel Mick, niemożliwie pogodny człowiek, łysiejący i z nadwagą, przy czym nie przejmował się ani jednym ani drugim, który twierdził, że jest w połowie Irlandczykiem, a na ladzie miał porozkładane zdjęcia swojej wnuczki, znał ją już z widzenia i przywitał ją ze swoim szerokim uśmiechem.
- Hej! Kolejny esej? Wiesz, że za dużo pracujesz?
- Zawsze tak mówisz - odparła, uśmiechając się lekko. Początkowo to, jak wszyscy byli przyjacielscy wytrącało ją z równowagi, ale zaczęła się już powoli do tego przyzwyczajać.
- Prawdopodobnie i tak mam rację. Herbata jak zawsze?
- Poproszę.
- Już się robi. Skuszę cię dzisiaj na ciasto?
- Teraz nie, ale może później, dzięki.
- Hej, chciałem zapytać; czasami przychodzi tutaj facet, który też jest z Anglii. Może go znasz?
Tak, bo wszyscy w Anglii znają się po imieniu. Królową też znam osobiście. Zatrzymując tę mało entuzjastyczną ripostę dla siebie, uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami, będąc już przyzwyczajoną do dziwnych pomysłów, które wiele Amerykanów zdawało się mieć na temat Wielkiej Brytanii.
- Może tak - zgodziła się, odbierając herbatę i resztę. - Zobaczymy, jeśli się zjawi.
Zajmując ten sam stolik co zwykle, pomiędzy oknem a kątem, zajęła się swoją pracą.
Kiedy "facet z Anglii" zjawił się później, Hermiona była głęboko zszokowana, bo zdała sobie sprawę, że naprawdę go zna. Nigdy nie widziała go ubranego w normalne, codzienne ubrania, czyli ciemnoszare spodnie i białą koszulę narzuconą na gładki, czarny t-shirt, ale nie sposób było pomylić tej płynnej gracji jego chodu, prostych, czarnych włosów do ramion, specyficznego haczykowatego nosa, albo groźnych, czarnych oczu, które, gdy ją zauważył były w nią nagle wpatrzone.
Płacąc za kawę, przeszedł prosto przez kawiarnię, spoglądając na nią gniewnie, podczas gdy ona gapiła się na niego, starając się nie patrzeć na błysk zaklęcia maskującego na jego szyi. Nie chciała sobie wyobrażać, co mogłoby ono kryć.
- Jesteś tu z mojego powodu? - zapytał bez ogródek.
Popatrzyła na niego z niedowierzaniem i zmarszczyła brwi.
- Nie, dlaczego miałabym tu być z pana powodu?
Odetchnął, co u każdego innego mężczyzny mogłoby oznaczać westchnienie z ulgą i wzruszył szczupłymi ramionami, najwyraźniej nie będąc już zainteresowanym.
- Spędziła pani sześć lat na dręczeniu mnie, założyłem, że jest tu po to, żeby kontynuować ten trend - odparł sucho, bez tej złości, którą przyzwyczajona była słyszeć w jego głosie.
Niepewna jak odpowiedzieć, zdecydowała się na raczej bezsensowne:
- Cóż, nie po to tutaj jestem. Nie spodziewałam się tu pana spotkać.
- Ja pani również nie - powiedział w zamyśleniu, przekrzywiając głowę i spoglądając na książki i papiery rozłożone na połowie stołu, czytając niektóre tytuły do góry nogami.
- Historia ekonomii? Ma pani kłopoty ze snem?
- To właściwie jest interesujące - odpowiedziała defensywnie.
Parsknął. - Skoro tak pani mówi. Ale zastanawia mnie, panno Granger, dlaczego spośród wszystkich miejsc, jesteś akurat tutaj w Vermont i czytasz o ekonomii?
- Dlaczego pan tutaj jest, profesorze Snape i krytykuje moje wybory czytelnicze? - odparowała, kręcąc głową. - Mam esej do napisania. Albo pan usiądzie, albo zostawi mnie samą, ale proszę tak nade mną nie wisieć. To sprawia, że czuję się jakbym znowu miała dwanaście lat i ludzie się gapią.
Ku jej zaskoczeniu wybrał tę pierwszą opcję, siadając na krześle naprzeciwko niej, sącząc kawę i obserwując ją z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zdeterminowana, żeby się nie wiercić pod ciężarem tego spojrzenia jego czarnych oczu, Hermiona robiła co w jej mocy, żeby skupić się na pracy, próbując zignorować to, jak niezręcznie się czuła. Poza Wrzeszczącą Chatą, o której bardzo starała się nie myśleć, chyba że ujawniała się w koszmarze, nie widziała Snape'a twarzą w twarz od ekstremalnie niezręcznego zebrania Zakonu w Ministerstwie, kilka miesięcy po zakończeniu wojny. Były szpieg pojawił się na tyle długo, żeby całkiem obrazowo powiedzieć nowemu Ministrowi, co może zrobić ze swoimi 'honorami wojennymi' i wyszedł powiewając czarnymi szatami i pozostawiając za sobą w powietrzu niebezpieczny ślad swojej magii. Plotki głosiły, że jego rezygnacja przed Minerwą McGonagall i zarządem szkoły była nawet gorsza, a później podobno przepadł jak kamień w wodę, tylko po to, żeby teraz pojawić się w kawiarni w miasteczku studenckim w Vermont. Nie wymyśliłbyś tego.
W końcu ciekawość zwyciężyła nad irytacją i spojrzała na swojego cichego towarzysza.
- Co pan tutaj robi? - zapytała.
Zamrugał wolno. - Powiem, jeśli pani opowie mi o sobie.
Skinęła głową. - W porządku. Studiuję na tutejszym uniwersytecie. Chciałam sobie odmienić otoczenie - dodała w odpowiedzi na jego pytające uniesienie brwi.
- Mugolski kurs? Mogła pani iść do Salem.
- Mogłam, ale naprawdę nie wiem jeszcze co chcę robić w życiu, a mówiąc o zmianie otoczenia nie miałam na myśli tylko krajobrazu.
- Mhm. Dlaczego akurat ekonomia? - zapytał brzmiąc na autentycznie zaciekawionego.
- Chciałam kursu, który byłby uniwersalny i mógłby mi pomóc również w czarodziejskim świecie i wydawał się być ciekawszy niż zarządzanie. Pańska kolej.
- Nic.
- Co?
- Zapytała mnie pani co tutaj robię - odpowiedział. - Odpowiedź brzmi nic. Nic tutaj nie robię.
- Nie rozumiem.
Snape wzruszył ramionami i usiadł wygodniej na krześle, odkładając swoją kawę.
- Tu nie ma nic do rozumienia. Po prostu w tym momencie wędruję bez celu. Nie jest pani jedyną osobą, która nie wie co ze sobą zrobić po Hogwarcie.
- Rozumiem - powiedziała wolno, nie rozumiejąc ani trochę. Czy mógł sobie na to pozwolić? Czy to dobry pomysł zważając na wszystko, przez co przeszedł w czasie wojny? Nie nudziło mu się bez pracy? Jednak wiedziała, że lepiej go nie wypytywać. Mógł już nie być jej nauczycielem, ale nawyk ostrożnego obchodzenia się z profesorem Snape'm był zbyt głęboko zakorzeniony, żeby go przezwyciężyć tylko dlatego, że zachowywał się dziwnie uprzejmie. Nie wyglądał na skłonnego do kontynuowania rozmowy, więc z powrotem skierowała swoją uwagę na esej, starając się odłożyć swoje ciekawskie spekulacje na później.
Wracając chwilę później od lady z kolejną filiżanką herbaty zauważyła coś i złapała się na tym, że siadając tłumiła chichot.
- Gapią się na pana. Ta grupa kobiet w rogu.
- Wiem - odparł zmęczonym głosem. - Jestem pewny, że usłyszały jak z panią rozmawiam. Gdy ludzie dowiedzą się, że jestem Brytyjczykiem, mają skłonności do gapienia się na mnie.
Hermiona popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
- To wszystko? - zapytała sceptycznie.
- Cóż, chyba raczej nie chodzi o mój wygląd, czyż nie? - powiedział ostro. - Ma pani pojęcie jak tutejsi reagują na mój głos? Jestem pewien, że już pani wie, że wszyscy tutaj wariują na punkcie eleganckiego, angielskiego akcentu. Wszystko, co muszę zrobić to wejść do baru, powiedzieć dobry wieczór, a faceci będą chcieli postawić mi drinka, a kobiety walczyć o to, żeby ze mną usiąść i pogadać.
- Nie brzmi pan na zachwyconego. Większość mężczyzn byłaby szczęśliwa - Hermiona znowu spojrzała na grupę kobiet. Mogły być w tym samym wieku co Snape, na pewno dość starsze od niej. Dwie blondynki i brunetka, każda całkiem atrakcyjna, jeśli miałaby oceniać. Musiała przyznać, że głos Snape'a był cudowny, prawdopodobnie nawet jeszcze lepszy, gdybyś nie spędził tylu lat, słuchając go jak obraża ciebie i twoich przyjaciół. Jednak, czy sam głos był warty tego, żeby się na niego gapić? Z drugiej strony, wyglądał lepiej niż kiedykolwiek, gdy go widziała, co wprawdzie nie było bardzo trudne.
- Nie jestem - powiedział, przerywając jej zamyślenie. - Nie lubię być w centrum uwagi. W szczególności z tak głupiego powodu.
- Nie powinien pan zatem ogłaszać swojego przybycia mówiąc dobry wieczór.
- Byłem uprzejmy. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie miałaś okazji zauważyć, ale umiem się zachować, gdy się postaram.
Kiedy spojrzała w górę z zaskoczeniem zobaczyła, że prawie się śmiał, a w jego oczach błyszczało rozbawienie. Zdała sobie sprawę, że odwzajemnia uśmiech.
- Ma pan rację. Nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek to zauważyłam.
Wzruszył ramionami. - Nie miałem powodu, żeby być uprzejmym w stosunku do nikogo w Hogwarcie. Dumbledore potrzebował mnie na miejscu tak bardzo, że nie zwolniłby mnie, obojętnie co bym zrobił albo powiedział, dopóki powstrzymałem się od faktycznego morderstwa albo poważnego uszkodzenia ciała, więc dlaczego mam nie być szczery co do faktu, że naprawdę nie mogłem znieść nikogo w całym zamku? Nienawidziłem uczyć, jak jestem pewny, że zgadłaś i miałem żal za to, że zostałem zmuszony do pracowania tam, gdy tego nie chciałem. To miejsce było wypełnione złymi wspomnieniami. Nienawidziłem was wszystkich, bo nigdy nie lubiłem dzieci, obojętnie w jakim wieku. Nie dogadywałem się z kolegami. Jaki miałem powód do tego, żeby być miłym? Słysząc to zabrakło jej słów i jedyne co przyszło jej na myśl w odpowiedzi to:
- No cóż, skoro tak pan sądzi...
Parsknął lekko.
Nie rozmawiali już więcej, bo ona ponownie zakopała się w swoich zadaniach, a on dzielił swój czas pomiędzy patrzeniem jak pracuje i gapieniem się za okno, będąc najwyraźniej zatopionym we własnych myślach. Około godziny później pożegnała się z nim, zebrała swoje rzeczy i wyszła w zamyślonym nastroju. Tego ranka byłaby przerażona możliwością wpadnięcia na Snape'a jeszcze raz, ale właściwie podobała jej się rozmowa z nim, chociaż nie mówili wiele. Był całkowicie inny niż mężczyzna, który był jej profesorem. Może to jest prawdziwy Snape? Hermiona nie była pewna, ale zdecydowała się mieć oczy otwarte na wypadek, gdyby miała go znowu zobaczyć.
Tydzień później Hermiona jak zwykle pokazała się w kawiarni, a gdy płaciła za herbatę Mick skinął głową, wskazując jej coś i skomentował:
- Twój przyjaciel wrócił. Myślałem, że przestał przychodzić, po tym jak widziałaś go ostatnim razem.
Obracając się zobaczyła Snape'a siedzącego w odległym kącie, opartego o ścianę i impulsywnie podeszła do niego.
Ciągle nie była pewna tego, co czuje odnośnie ich pierwszego spotkania. Było interesujące, dziwne i na swój sposób trochę smutne. Jedynej rzeczy, której była całkowicie pewna było to, że Snape został bardzo skrzywdzony, tym co widział i co zrobił. Nie było innego powodu, dla którego byłby tak otwarty w rozmowie z nią, albo nawet chciał z nią rozmawiać. Gdyby nie chciał, mógł po prostu wyjść, gdy tylko ją rozpoznał. To było naprawdę smutne i nieco dziwne, że coś musiało mu wyrządzić krzywdę, żeby mógł się otworzyć i zachowywać jak normalny człowiek.
Poza tym, jego widok przywołał wiele starych wspomnień i sprawił, że zaczęła poważniej myśleć nad tym, co tak naprawdę tutaj robiła i Hermiona musiała przyznać, że właściwie też nie wyszła z tego bez szwanku. Snape był pierwszym czarodziejem, z którym rozmawiała odkąd wyjechała z Anglii. Była to pierwsza komunikacja z kimś, kto ją znał pomijając krótkie listy, które wymieniała z rodzicami, Harrym i Ronem. Zdała sobie sprawę, że próbowała zapomnieć o swoim dawnym życiu, co nie było w porządku.
- Witam ponownie - przywitała Snape'a ostrożnie. - Czy to miejsce jest zajęte? Wow, czy mogłam zabrzmieć bardziej banalnie?
Nie patrząc na nią i nie odpowiadając, poruszył się lekko i odsunął krzesło stopą. Biorąc to za zaproszenie, usiadła i zorganizowała się. Dzisiaj przyniosła ze sobą laptop i miała dużo notatek do przepisania na komputer. Po spędzeniu ośmiu lat w czarodziejskim świecie, zabrało jej chwilę, żeby przyzwyczaić się do robienia wszystkiego na komputerze. Co ciekawe Snape nie wyglądał na zaintrygowanego urządzeniem.
- Zna się pan na komputerach? - zapytała.
Pokręcił głową, wreszcie racząc się odezwać.
- Nigdy żadnego nie używałem. Ale orientuję się w rzeczach, które można na nich robić - edytowanie tekstu, internet itd. Jestem półkrwi, pamięta pani?
Hermiona skinęła głową, przewijając do końca dokumentu, żeby zacząć dopisywać najnowsze notatki.
- Tak, ale większość czarodziei półkrwi, których znam żyją jakby byli czystej krwi. Jest pan jedynym, którego znam, który przystosował się do obu światów.
Snape wzruszył ramionami. - Umiejętność, żeby wtopić się w środowisko jest zawsze przydatna, a to oznaczało, że letnie wakacje były prawdziwymi wakacjami, ucieczką. Gdy już zdecydowałem się wyjechać z Anglii, miałem przez to również więcej możliwości. Nikt nie jest w stanie mnie tu znaleźć, chyba że zdecyduję się im na to pozwolić.
- Ja znalazłam - zauważyła, nie mogąc się pohamować i uśmiechając się lekko, gdy na nią zerknął.
- Racja, ale jest mało prawdopodobne, że tak nieprawdopodobny zbieg okoliczności znowu się zdarzy, a ja wiem, że nikomu pani nie powie.
- Dlaczego nie?
To prawda, że nie powiedziałaby, ale chciała usłyszeć jego wytłumaczenie.
- Częściowo dlatego, ponieważ nie jest pani plotkarą, a częściowo, bo prawdopodobnie nikt by pani nie uwierzył. Ale głównym powodem jest to, że nikt z kim pani koresponduje nie będzie chciał rozmawiać na mój temat.
- Słuszna uwaga - przyznała smutno, biorąc kolejny łyk herbaty i wracając do swoich notatek, pisząc wolno.
Po chwili Snape odłożył swoją kawę i westchnął. - Dobrze, panno Granger znam ten wyraz twarzy aż za dobrze. O co chce pani tak bardzo zapytać?
Brzmiał raczej na rozbawionego niż zdenerwowanego, a ona zaczerwieniła się lekko, poirytowana, że tak łatwo ją przejrzał. Nawet na niego nie patrzyła, w każdym razie niewiele.
- Ciągle się zastanawiam co pan tutaj robi - przyznała, nie odrywając wzroku od ekranu komputera. - Wyjaśnił pan tę wędrówkę itd., ale tak naprawdę nie odpowiedział pan na moje pytanie. Prawdopodobnie celowo - dodała, spoglądając w górę w dobrym momencie, żeby zobaczyć jak uśmiecha się do niej złośliwie i sama powstrzymując uśmiech. - Dlaczego tutaj?
Wzruszył ramionami. - Szczerze, to nie ma żadnego powodu. Gdy opuściłem kraj, wybrałem Amerykę, bo wiedziałem, że nie wpadnę na nikogo, kogo znam, czego nie mogłem mieć zagwarantowanego w Europie, a chociaż mówię w kilku językach, żaden z nich nie należy do języków azjatyckich, a Australia była trochę za daleko od domu. Uciekłem do Nowego Jorku, bo po prostu byłem tam już wcześniej na konferencji eliksirów i wiedziałem o tym miejscu trochę więcej, niż o innych. Od tego czasu jeździłem busami Greyhound wszędzie tam, gdzie wydawało się być ciekawie, spędzałem tam kilka tygodni rozglądając się, zanim wyruszałem w dalszą podróż.
- Mógł pan zostać w Anglii i na pewno udałoby się panu uniknąć spotkania z nami - zauważyła Hermiona, zapisała plik i biorąc do ręki filiżankę z wystygniętą herbatą spojrzała na niego.
- Mogłem - zgodził się bez wchodzenia w szczegóły i biorąc łyk kawy skrzywił się, po czym wstał, żeby kupić kolejną. Wrócił ze świeżą herbatą również dla niej. Podziękowała mu skinieniem głowy i wdzięcznym uśmiechem, który zignorował, gdy znowu usiadł.
- I tak ciągle nie rozumiem. Dlaczego pan wyjechał, jeśli nie było tu niczego, czego w szczególności by pan chciał?
- Ponieważ... cóż, niech pani zrozumie - podwinął lewy rękaw i pokazał jej wyblakły i szary Mroczny Znak. - Tutaj to po prostu brzydki mugolski tatuaż. Nikt nie wie co oznacza. Tutaj nie jestem śmierciożercą. Jeśli ktokolwiek zna nazwisko Snape w tym kraju, to dlatego, że czytał którąś z moich prac o eliksirach, gdy jeszcze publikowałem. To wszystko, co ma dla nich znaczenie. Nikt nie wie... kim byłem. Czym byłem albo co zrobiłem. I nie mam tutaj żadnych długów wobec nikogo. Tutaj jestem wolny.
Myślała o tym przez chwilę, kiwając wolno głową. To miało sens. Co więcej, to odzwierciedlało niektóre z jej własnych powodów, żeby wyjechać z Anglii. Tutaj nie była bohaterką wojenną albo członkinią Złotego Trio. Nie była medialnym celem. Nikt nie oczekiwał, że uratuje świat, albo chociaż sytuację. Tutaj była po prostu Hermioną, co było miłe - minęło wiele czasu odkąd była tylko Hermioną.
- Wróci pan? - zapytała.
Snape zmarszczył brwi, wpatrując się w dal.
- Nie wiem. Anglia jest ciągle moim domem tak bardzo jak dom mam gdziekolwiek. Naprawdę tu nie pasuje. Ale... nie wiem. Jeśli wrócę, to nie w ciągu najbliższych lat. Minie wiele czasu, zanim ludzie zaczną zapominać co zrobiłem.
- Nie o wszystkim powinno się zapomnieć - powiedziała cicho. Zakon nigdy nie wygrałby wojny bez Snape'a, nawet jeśli większość ludzi nie chciała tego przyznać.
Spojrzał na nią ze złością. - Nie bądź głupia - powiedział krótko, po raz pierwszy brzmiąc jak jej nauczyciel. - Dobre uczynki nie zmyją tych złych.
- Nie chce pan być zapamiętany za to, co zrobił dobrego? - zapytała, a on potrząsnął głową.
- Wolałbym raczej zostać zapomnianym za zło, które wyrządziłem. I poświęciłbym wszystko, żeby zapomnieć rzeczy, których nie udało mi się zrobić - krótki, gorzki uśmiech przemknął po jego twarzy i zniknął. - To oczywiście inny powód, dla którego nie wracam do domu. Potrzebuję dystansu i czasu, żeby się z tym wszystkim uporać.
Hermiona skinęła głową. - Rozumiem to. Gdy wysiadłam z samolotu, poczułam się tak, jakbym mogła normalnie oddychać po raz pierwszy od miesięcy - odważyła się posłać mu kolejny uśmiech. - Naprawdę nie wiem, jak udało się panu dać radę. Sam stres, żeby wszystko utrzymać razem i presja, że tak wiele ode mnie zależy wykończyłaby mnie, nie mówiąc o ranach, bólu i izolacji. I jestem przekonana, że wiem tylko o niewielkiej części tego, z czym właściwie musiał się pan zmierzyć.
Spochmurniał i odwrócił wzrok, ale ku jej zdziwieniu odpowiedział. - Szczerze, też nie wiem jak sobie z tym dałem radę. Ciągle dowiaduję się, jak bardzo mnie to zniszczyło.
Ponownie skinęła głową, wpatrując się w niego z zadumą.
- Odkąd to wszystko się skończyło, zauważyłam u siebie i moich przyjaciół kilka rzeczy. Sądzę, że żaden z nas nie jest teraz normalny.
Snape spojrzał na nią z cieniem prawdziwego uśmiechu na twarzy.
- Niektórzy z was nigdy nie byli normalni.
- Zabawne - marnując na niego niezbyt szczere gniewne spojrzenie, przerwała, zanim powiedziała wolno.
- Nie tak wyobrażałabym sobie przebieg spotkania z panem. Oczywiście nigdy nie sądziłam, że pana tutaj spotkam, ale jeśli tak by się stało, spodziewałabym się, że odburknąłby pan coś niemiłego i zniknął.
- Szczerze, to ja też - odparł po chwili wzruszając ramionami. - Tak bym pewnie zrobił, gdybyśmy ciągle byli w Anglii. Jednak tutaj to nie miałoby sensu. Jestem pewny, że jest pani na tyle inteligentna, żeby zdać sobie sprawę, że większość moich zachowań była obroną, a odkąd jestem tak samo pewny, że ten mały drań, pani przyjaciel wszystko pani powiedział, zostało już niewiele przed czym można się bronić - jego głos był odczuwalnie mniej przyjazny, ale raczej zimny i beznamiętny bez tej gorącej złości, której mogła się spodziewać.
Wiercąc się niekomfortowo, Hermiona znowu spojrzała w dół na swój laptop.
- Nie wiem, czy powiedział mi wszystko... ale tak.
- Niech pani sobie wyobrazi moje zaskoczenie. 'Prywatność' to naprawdę obce pojęcie dla tego chłopaka - przez chwilę popatrzył z grymasem niezadowolenia na swój kubek z kawą po czym westchnął i oparł się. - Jeszcze jeden powód, żeby przez chwilę uniknąć powrotu do domu. To wszystko, to coś, co chciałbym, żeby zostało zapomniane.
- Dlaczego powiedział pan Harry'emu? - zapytała. - Wiem, że część tego była po to, żeby przekonać go do uwierzenia panu w związku z ważną częścią i wiem, że nie sądził pan, że przeżyje, żeby to stało się problemem, ale... Nie, przepraszam, to nie moja sprawa.
- Nigdy nie myślałem, że usłyszę takie słowa od gryfonki - odparł Snape z lekkim przekąsem, po czym znowu westchnął. - Jak pani powiedziała, nie sądziłem, że przeżyje. Umierałem i nie miałem powodu, żeby dalej udawać. Byłem zmęczony kłamaniem i byciem znienawidzonym.
Uspokojona, jeśli nie zaskoczona jego widoczną chęcią do dalszej rozmowy, Hermiona obserwowała z ciekawością jego twarz.
- Dlaczego nalegał pan, żeby Dumbledore trzymał to w sekrecie?
Spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem. - Nikt i tak by w to nie uwierzył. Ludzie nigdy nie byli chętni, żeby przyznać, że też jestem człowiekiem, panno Granger, a co dopiero zdolnym do prawdziwych emocji, a już z pewnością ktoś taki jak ja nie czuje miłości. Prościej było siedzieć cicho, niż stawiać czoła kpinom i niedowierzaniom. Byłoby tylko kwestią czasu, zanim ktoś użyłby tego przeciwko mnie. Poza tym, to niczyja sprawa jak się czułem.
Jak bardzo musiał być samotny, skoro ze wszystkich ludzi, którym mógłby o tym powiedzieć wybrał mnie. Musi rozpaczliwie potrzebować towarzystwa albo może terapii.
- Pewnie nie - zgodziła się cicho, a jego spojrzenie stężało.
- Nie chcę twojej litości, Granger - warknął.
- Cóż, i tak ją pan ma - odpowiedziała stanowczo. - Albo przynajmniej moje współczucie. Sama już nie mogę zdecydować co czuje, tak jak pan. To, przez co pan przeszedł było straszne i nie mogę nic na to poradzić, że jest mi przykro, że musiał pan to wszystko znosić.
- Nie przyszło pani do głowy, że większość tego, przez co pani i pani mali przyjaciele musieliście przejść może pochodzić ode mnie? - zapytał chłodno.
- Oczywiście, że przyszło - wzruszyła ramionami. - Powód, dla którego wszyscy przeżyliśmy również może pochodzić od pana, a ja naprawdę nie widzę innego sposobu, w jaki sprawy mogłyby się potoczyć. A teraz, po tym wszystkim co widziałam, to wzajemne obwinianie się wydaje się głupie. Wielu rzeczy, które pan zrobił nigdy nie wybaczę, tak samo jak pan nigdy nie wybaczy nam tego, co stało się panu, więc przypuszczam, że mamy równowagę.
Snape przechylił głowę na jedną stronę. Gdy przyglądał jej się w zamyśleniu, mogła zobaczyć trochę więcej jego skaleczenia na szyi.
- Dorosła pani, panno Granger - stwierdził cicho po krótkiej przerwie. - Zapomniałem... Ile ma pani lat?
- Dwadzieścia. I Hermiona, proszę, nie panna Granger. Nie jestem już pana uczennicą.
Skinął głową. - To prawda, że nie. A zatem Hermiona. Interesujące... zawsze byłaś dojrzalsza ponad swój wiek. Wiesz, że są ludzie ponad dwa razy starsi od ciebie, którzy nie rozumieją tego co ty. Taki poziom zrozumienia i zdolności analizowania jest niezwykły dla kogoś w twoim wieku, w szczególności tak krótko po wojnie. Ten krótki przebłysk uśmiechu znowu pojawił się i zniknął, a on dodał sucho:
- A u gryfonki to jest naprawdę niespotykane.
- Nietolerancyjny człowiek. Zawsze krytykował nas pan za bycie przeciwko ślizgonom, a sam jest tak samo silnie uprzedzony względem gryfonów - wytknęła mu nieco zgryźliwie. Chciała mu to powiedzieć od lat.
- Mam raczej więcej powodów ku temu, niż wy - odciął się, całkowicie bez skruchy, ale też i zaskakująco bez wrogości.
- Pana życie studenckie nie było łatwe, ale to nie znaczy, że każdy takie ma... - zaczęła i gdy zobaczyła złość w jego oczach, zdała sobie sprawę, że właśnie popełniła błąd.
- Spędziłem piętnaście lat jako opiekun Slytherinu - powiedział chłodno, a spojrzenie jego ciemnych oczu stawało się twarde i chłodne. - Nie zakładaj, że wiesz cokolwiek o tym, co stało się mojemu Domowi.
Nie wiedziała o tym wystarczająco dużo, żeby się z nim kłócić. Nie było sposobu, żeby dowiedzieć się, czy mówi prawdę, czy nie, a tak naprawdę to już nie miało znaczenia, teraz, gdy oboje opuścili Hogwart. Nic by ją to nie kosztowało, żeby dać za wygraną, więc pozwoliła mu wygrać.
- Przepraszam.
Snape chrząknął i ponownie rozluźnił się na swoim krześle, najwyraźniej również nie chcąc kontynuować tej kłótni.
- Zawsze tak dobrze przyjmujesz komplementy? - zapytał oschle.
- Tak - odparła szczerze, uśmiechając się smutno, a on wydał łagodny dźwięk rozbawienia, po czym wziął swoją kawę i pozwolił jej wrócić do swojej pracy na kilka minut.
- Próbowałam kiedyś do pana napisać - powiedziała mu parę chwil później, przerywając tym samym komfortową ciszę pomiędzy nimi. - Chciałam przeprosić. Spędziłam dwa dni próbując coś wymyślić, ale wszystko, co napisałam brzmiało tak głupio, że mogłam sobie wyobrazić jak pan z tego kpi.
- Nie zrobiłbym tego - odparł łagodnie po chwili.
- Co?
- Nie kpiłbym z tego.
- Dlaczego nie? To znaczy...
- Jedyne przeprosiny, które bym otrzymał? Dlaczego miałbym z tego drwić? - zapytał cicho. - Nie zostało mi już tyle dumy, nie po dwóch wojnach i stosie innych problemów.
- ...jedyne? Ma pan na myśli, że nikt nie powiedział panu 'przepraszam'?
- Nie.
- To...to...Boże, brak mi słów, żeby opisać jakie to obrzydliwe, po tym wszystkim co pan zrobił.
- Nie zaczynaj znowu. To przez to wszystko, co zrobiłem nie przeproszą, Granger. Uważają, że na to nie zasługuje, a ja szczerze nie mogę powiedzieć, że są w błędzie.
- Ja mogę - Hermiona spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała mu szczerze. - Nigdy pana nie lubiłam i pan o tym wie. Był pan paskudny w stosunku do nas i do innych ludzi, z którymi miał kontakt. Jakkolwiek zrozumiałe mogły być tego powody, byliśmy dziećmi, które nie zasługiwały na to, żeby być karane za pana problemy. Ale to nie znaczy, że nie mogę docenić tego, co pan dla nas zrobił i że nie mogę zrozumieć, że bez pana przegralibyśmy wojnę oraz, że nie czuję się winna za błędne ocenienie pana i za sposób w jaki był pan traktowany.
Po całkiem długiej przerwie pochylił się lekko do przodu, jego oczy były skupione, gdy wytrzymał jej spojrzenie.
- Nie zrobiłaś niczego, za co mogłabyś przepraszać Hermiono. Ty nigdy nie zrobiłaś mi niczego złośliwie ani przez nienawiść, chroniłaś tylko swoich przyjaciół. W takich wypadkach nie można by było obarczyć cię winą za twój punkt widzenia. Podczas mojej kariery nauczycielskiej nie byłem ani ślepy ani głuchy i wiem, że byłaś jedną z niewielu studentów, którzy nie obrażali mnie swobodnie albo nie śmiali się za moimi plecami. Nie kpiłbym z twoich przeprosin, ale także bym ich nie przyjął, bo to byłoby bezsensowne. Nie zrobiłaś mi niczego, za co powinno byłoby ci być przykro - przerwał znowu zanim dodał łagodnie. - Nie mogę tego samego powiedzieć o sobie.
To z pewnością nie były przeprosiny, ale patrząc na jego wyraz twarzy była całkowicie pewna, że gdyby naciskała to przeprosiłby. Część jej tego chciała, ale...
- To już nie ma znaczenia. Po tym wszystkim, przez co oboje przeszliśmy w ciągu tych ostatnich lat, błahym byłoby zmuszanie pana do przeprosin za powiedzenie czegoś niemiłego.
Ta jedna obraza dotycząca jej zębów, to był ten jedyny raz, gdy jego nieprzyjemne zachowanie naprawdę ją zraniło, a teraz mogła zobaczyć, że tego żałował i to jej wystarczyło.
Odwrócił wzrok nie odpowiadając i skupił się na blacie. Jego proste włosy opadły do przodu, częściowo zakrywając twarz, a on zgarbił się lekko. Zostawiając go, żeby mógł rozprawić się ze swoim dyskomfortem, Hermiona wróciła do swoich notatek, po raz kolejny doceniając to, o ile łatwiej było pisać długopisem zamiast piórem i jak łatwo było później czytać takie notatki.
Kończąc notowanie i zamykając laptop, stwierdziła, że to była niezła zabawa. Jednak dziwacznym było uznanie tego, że Snape był zaskakująco dobrym towarzyszem i dobrze jej się z nim rozmawiało. Naprawdę musiałam o wiele bardziej tęsknić za domem, niż myślałam, powiedziała sobie, ale to ciągle była prawda.
- Czas na mnie - powiedziała swojemu towarzyszowi, który skinął głową, gdy wstała.
Obchodząc stolik, zatrzymała się przy jego krześle.
- Tak na marginesie... Jestem tutaj dość często pomiędzy wykładami, albo gdy mam wolne popołudnie - powiedziała odważnie, próbując się nie zaczerwienić.
Posłał jej nieodgadnione spojrzenie. - Wezmę to pod uwagę.
Jej trzecie spotkanie ze Snape'em odbyło się kilka dni później, gdy pracując, usłyszała jak drugie krzesło przy jej stoliku odsuwa się i podnosząc wzrok zobaczyła go.
- Witam, profesorze - przywitała go wesoło, przesuwając kilka podręczników, żeby zrobić mu trochę miejsca. - A więc jeszcze pan nie wyjechał?
- Jak widać nie - powiedział przeciągając samogłoski i sadowiąc się z gracją na krześle. - Nie nazywaj mnie tak - dodał z lekko zbolałym spojrzeniem. - Intensywnie świętowałem moment, w którym przestałem być czyimkolwiek profesorem. Jestem pewien, że oni też.
- Profesor McGonagall powiedziała, że pana rezygnacja była trochę, um, dramatyczna - odparła ostrożnie Hermiona, a on uśmiechnął się do niej ironicznie. W jego oczach błyszczał lekko złośliwy śmiech.
- Nie opowie mi pan o tym, prawda?
- Nie - potwierdził, a ona uśmiechnęła się, pokręciła głową i uśmiechnęła się lekko.
- Typowe. Więc jak mam się do pana zwracać?
Parsknął lekko. - Możesz mi nadal mówić per 'pan' jeśli chcesz, ale ja naprawdę mam imię.
Ledwo powstrzymując się, żeby nie pokazać mu języka, Hermiona spojrzała na komputer i jej w połowie napisany esej i próbowała się nie uśmiechać.
- A więc dobrze... Severusie - powiedziała na próbę. Do głowy przyszła jej myśl i popatrzyła na niego. - Jak mugole reagują, gdy powiesz im jak masz na imię?
W jego ciemnych oczach rezygnacja mieszała się z nutą rozbawienia.
- Najczęściej nudno i przewidywalnie. Zazwyczaj mówię im, że tam skąd pochodzę to imię jest bardzo popularne i pozwalam im wyciągnąć ich własne wnioski.
- Pamiętam jak myślałam, gdy dowiedziałam się jak miała na imię twoja matka, że to trochę niesprawiedliwe z jej strony, żeby obarczyć cię takim imieniem, podczas gdy jej było bardziej popularne - powiedziała. - To ładne imię, tylko trochę dziwne.
- Mogło być gorzej - odparł i wzruszył ramionami, biorąc do rąk swój kubek z kawą, ukrył w nim swoją twarz. Rozumiejąc aluzję, wróciła do pisania, przyzwyczajając się do tej komfortowej ciszy, która zdawała się rozwijać zaskakująco łatwo między nimi.
Po chwili Snape pochylił się do przodu i najwyraźniej zaczął czytać jej podręcznik do góry nogami.
- Gdy już zdobędziesz ten dyplom z ekonomii, co planujesz dalej robić? - zapytał. Ciężko było ocenić jego szczerość, jednak wydawał się być naprawdę tym zainteresowany, a jej wydawało się, że nie był z tych, którzy prowadzili czcze rozmowy na błahe tematy, tylko po to, żeby być uprzejmym, więc po chwili zdecydowała się odpowiedzieć szczerze.
- Nie wiem.
- Nigdy nie wiedziałaś, co chcesz robić? - zapytał, a ona pokręciła głową.
- Miałam zbyt wiele możliwości. W podstawówce najbardziej podobały mi się nauki ścisłe, ale także lubiłam czytać i podobała mi się historia, a nawet matematyka. Cieszyłabym się, gdybym miała pracę związaną z którąkolwiek z tych rzeczy. A później dowiedziałam się, że jestem czarownicą i że w czarodziejskim świecie również jest wiele rzeczy, które chciałabym robić. Miałam zbyt wiele rzeczy do wyboru. Robię to, żeby trochę się zdystansować i złapać chwilę wytchnienia, żebym mogła podjąć jakąś decyzję. Na pewno chcę wrócić do Wielkiej Brytanii i czarodziejskiego świata, ale poza tym nie mam żadnych planów. Prawdopodobnie gdzieś w Ministerstwie, tam jest tyle różnych departamentów, że w którymś na pewno znajdę coś, co by mi się podobało.
- Zmarnowałabyś się tam - powiedział jej. - O ile nie nawiążesz jakichś dobrych kontaktów, utkniesz wykonując bezsensowną czarną robotę. Przypuszczam, że wpływy Pottera by pomogły, ale także przysporzyłyby ci wiele zazdrości i drobnych przykrości. Wydaje mi się, że to zależy do jakiego departamentu byś ostatecznie trafiła.
- A co z tobą? - zapytała z ciekawością. - Wiem, że nigdy nie chciałeś być nauczycielem, ale czy miałeś jakieś plany, gdy byłeś w szkole?
- Oczywiście eliksiry - odpowiedział od razu. - Żeby dołączyć do śmierciożerców, na zachętę zaoferowano mi patronat, dzięki któremu zyskałbym praktykę u mistrza eliksirów. To był przede wszystkim świat bogatych czarodziei czystej krwi i nie było innego sposobu, żebym się do niego dostał. Ciągle jest całkiem ekskluzywny. Eliksiry i obrona były jedynymi przedmiotami, które naprawdę sprawiały mi przyjemność, aczkolwiek postarałem się o to, żeby być co najmniej kompetentnym w każdym z przedmiotów. Moja mugolska edukacja była tak niekonsekwentna, że nigdy nie odkryłem niczego, co bym polubił.
Przerywając na chwilę, przyjrzał jej się badawczym wzrokiem, po czym powiedział wolno.
- Jeśli kiedykolwiek chciałabyś zająć się eliksirami, chociaż nie uważam, że to jest coś, co naprawdę chciałabyś robić, napiszę list polecający do Slughorn'a, żeby go dla ciebie podpisał. Cokolwiek z moim podpisem wyrządziłoby więcej szkody niż pożytku.
- Naprawdę? Myślisz, że bym się nadała? zapytała zaskoczona.
- Tak, inaczej bym tego nie sugerował - odparł.
- Nigdy wcześniej tak nie powiedziałeś.
Uśmiechnął się raczej cierpko. - Och, ależ tak, na swój pokręcony sposób. Czepiałem się twojej pracy i naciskałem cię bardziej, niż innych. Według moich standardów to był komplement, chociaż ty nie miałaś tego odebrać w ten sposób. Wszyscy inni zazwyczaj dostawali nabazgraną na górze kartki ocenę, a połowa z nich miała szczęście, jeżeli w ogóle wysiliłem się, żeby najpierw przeczytać całość.
- Zawsze targałeś eseje Harry'ego - zauważyła, a on parsknął.
- Tylko te, przy których wiedziałem, że 'pomagałaś'. Te komentarze były przeznaczone dla ciebie, a nie dla niego. Zawsze zauważałem różnicę, niezależnie od tego jaka byłaś ostrożna. Nigdy nie musiałaś powstrzymywać swojej inteligencji i nie byłaś w tym zbyt dobra.
- Jestem zaskoczona, że nie oblałeś go za oszukiwanie.
Snape posłał jej zmęczone spojrzenie. - Pomyśl, Granger. Naprawdę sądzisz, że pozwolono by mi oblać cholernego Harry'ego Pottera, obojętnie, czy by na to zasłużył, czy nie? Miałem wystarczająco dużo kłopotów dając mu zera, w tych przypadkach, gdy rzeczywiście nie wykonał zadania.
- Cóż, celowo sabotowałeś jego eliksiry, a później oblałeś go za to przynajmniej raz - przypomniała mu z lekką ostrością w głosie.
Wzruszył ramionami. - Byłem w złym humorze. I właściwie nie dałem mu za to zera, tylko tak mu powiedziałem. Ma szczęście, że dałem mu przetrwać każdy rok - dodał mrocznie. - Szczególnie po tym jak przyłapałem go w mojej myślodsiewni.
- Powiedziałam mu to samo - odparła, wspominając, po czym przygryzła wargę.
- Nie miej takiej miny. Przypuszczam, że wszystko ci o tym opowiedział. Przynajmniej ty i Weasley byliście na tyle rozsądni, żeby nie tego nie rozpowiedzieć. A właśnie, co się z nim stało? Zakładam, że się opamiętałaś i masz już waszą nieuchronnie z góry skazaną na porażkę znajomość z głowy.
Hermiona próbowała być na niego zła, ale szczerze to miał rację, a to był idealny opis tego, co zaszło i złapała się na tym, że jej próba gniewnego spojrzenia zmieniła się w śmiech.
- Czasami jesteś naprawdę okropnym mężczyzną, Snape.
- Tylko czasami? Wygląda na to, że wychodzę z wprawy.
- Nie uraziłeś mnie. To naprawdę jest trochę osłabiające. Tak czy siak, nie ujęłabym tego w taki sposób, ale tak, Ron i ja byliśmy ze sobą przez chwilę, a teraz nie jesteśmy. Nie sądzę, żeby to było tak nieuniknione jak to...
- Nie kłam zawodowemu kłamcy, Granger - powiedział jej oschle, dopijając kawę. - Twoja kolej.
- Tylko jeśli zaczniesz mi mówić po imieniu, tak jak cię o to prosiłam. I pijesz za dużo kawy. To ci nie służy.
- Nawet się nie waż mi matkować. Jestem za stary na takie bzdury.
- Powiedziałam nie, Simon. Mówiłam ci, że z kimś się spotykam. Hermiona prawie straciła cierpliwość, gdy posłała swojemu koledze zirytowane spojrzenie. Simon był całkiem miły, a ona chodziła z jednym lub dwoma chłopakami odkąd się tu przeprowadziła i nie miała nic przeciwko kolejnemu związkowi, ale nigdy nie lubiła typów, którzy nie przyjmowali odmowy do wiadomości, a on właściwie niczego dla niej nie zrobił.
- Ja tylko mówię, że najwyraźniej cię wystawił - argumentował. - Nie ma więc powodu, żebyśmy nie mogli gdzieś pójść i coś zrobić. W ogóle to jak to możliwe, że nie chcesz mi powiedzieć kim on jest?
- Bo to nie twoja sprawa, dlatego - warknęła, marząc o tym, że mogła wymyślić lepszą wymówkę, gdy Simon przerwał jej zwykłą rutynę polegającą na pracy i piciu herbaty, tylko po to, żeby zaproponować randkę. Nigdy nie była dobra w szybkim podejmowaniu decyzji, a nie chciała go urazić mówiąc mu po prostu, że jej się nie podobał i że rozmowy z nim nie były ciekawe. Chociaż w tej chwili to wyglądało na bardziej kuszącą opcję. Naprawdę mam nadzieję, że Severus dzisiaj będzie. Nie widziała go od prawie tygodnia; z tego co wiedziała, mógł już wyruszyć w dalszą podróż, co nie było wcale wesołe.
Ich stolik był wystarczająco blisko lady tak, że usłyszała, gdy Mick dostał napadu kaszlu. Gdy oboje na niego spojrzeli, wskazał głową na drzwi, dłonią zakrywając swój szeroki uśmiech, a Hermiona podążyła za jego wzrokiem.
Westchnęła z ulgą, gdy zobaczyła znajomą, ciemną postać i posłała swojemu towarzyszowi całkowicie nieszczery i pusty uśmiech. Nie siląc się na pożegnanie, chwyciła swoją książkę i po prostu popędziła przez kawiarnię, tylko po to, żeby wyciągnąć się na palcach i pocałować Severusa w policzek.
Zaskoczony, odskoczył do tyłu, wyglądając na naprawdę zaskoczonego po raz pierwszy odkąd go poznała. - Co do cholery?
- Przepraszam cię, ale ten chłopak, z którym rozmawiałam nie zrozumiał aluzji, jak powiedziałam, że z kimś się spotykam - powiedziała, wbrew sobie uśmiechając się szeroko na widok jego zmieszania, po czym zamrugała, gdy uświadomiła sobie, że zdawał się lekko rumienić. To pewnie tylko słońce tak świeci.
Gdy wziął się w garść, unikając kontaktu wzrokowego, zauważył lekko niepewnym głosem:
- Następnym razem, doceniłbym, gdybyś mnie wcześniej ostrzegła. Prawię cię zaatakowałem, a jak przypuszczam, prawdopodobnie nie tak powinien zareagować facet w takich okolicznościach.
Starając się nie śmiać - nigdy by się nie domyśliła, że Severus Snape był zdolny do tego, żeby wyglądać uroczo, obojętnie zawstydzony, czy nie - pokręciła głową. - Naprawdę rzuciłbyś na mnie klątwę za pocałowanie cię?
- Nie wiedziałem co miałaś zamiar zrobić - zaprotestował, brzmiąc już bardziej jak on. - Nie jestem przyzwyczajony do kobiet, które podchodzą prosto do mnie i całują mnie w zatłoczonych miejscach publicznych.
- A jednak wydajesz się myśleć, że będzie następny raz - posłała mu łobuzerskie spojrzenie. - Albo masz nadzieję?
- Prychnął lekko. - Nie jesteś właściwie w moim typie, Granger.
- Och?
- Nie. Na początek, jesteś trzeźwa - ciężko było powiedzieć, czy żartował, czy nie.
- Urocze. Możemy kupić to co zwykle i napić się w innym miejscu? Simon jest nadąsanym typem i wolałabym nie widzieć go, jak siedzi i się na nas gapi.
- Severus skinął głową, wyglądając na rozbawionego, gdy opuściły go resztki zażenowania. - On nawet nie jest rudy.
- Och zamknij się - wymamrotała, gdy zapłacili i wyszli na zewnątrz, na zalaną słońcem ulicę.
- Szczerze, Ron nie był taki zły - przez większość czasu, dodała sama do siebie, chociaż wnioskując po ironicznym uśmiechu jej przyjaciela, dopowiedział to sobie sam.
- Hermiono, w porównaniu do ciebie on miał inteligencję na poziomie przejrzałego banana - odparł lekko. - Jestem świadomy tego, że typowy związek nastolatków nie opiera się na rozmowie, ale ty nie byłaś typową nastolatką. Bez Pottera, któremu udawało się ciągle wpadać w kłopoty, wątpię, czy zaprzyjaźniłabyś się z którymkolwiek z nim, a młodsi Weasley'owie nie mieli moim zdaniem absolutnie żadnych prawdziwych pozytywnych cech.
- A ta opinia jest oczywiście kompletnie neutralna i bezstronna - odcięła się, uśmiechając się wbrew sobie. - Ron miał swoje problemy, a ty prawdopodobnie masz rację, że nie przyjaźniłabym się z nimi, gdyby nie to, że życie Harry'ego było takie dziwne, ale on naprawdę dorósł, przynajmniej trochę. Nie było żadnego wielkiego samozniszczenia, po prostu zdaliśmy sobie sprawę, że lepiej nam było jako przyjaciołom.
- Skoro tak mówisz.
- Tak mówię. A ty raczej nie jesteś w stanie krytykować życie miłosne innych ludzi, czyż nie?
Gdy tylko zdała sobie sprawę, co powiedziała, Hermiona była przerażona i prawie upuściła swoją herbatę, gdy obróciła się, żeby na niego spojrzeć. Zbladł, a mur za jego oczami roztrzaskał się, przeobrażając jego słabe rysy twarzy w lodowatą maskę.
- O, Boże, Severusie przepraszam. Nie to miałam na myśli.
Wolno pokręcił głową. - Nie, nie przepraszaj. Zasłużyłem na to, a ty masz rację - popatrzył na jej nieszczęśliwy wyraz twarzy i wyraz jego oczu złagodniał. - W porządku, Hermiono. Na przyszłość, ciągle nie lubię kpin, ale wiem, że nie miałaś złych zamiarów.
Pomimo jego słów, coś w jego tonie głosu i minie wskazywało na to, że próbował raczej przekonać siebie, a nie ją. Zagryzła wargi i odwróciła wzrok, czując wstyd.
Szli dalej w ciszy, która była raczej mniej komfortowa niż zazwyczaj. Kusiło ją, żeby znowu go przeprosić, ale to nie wyszłoby na dobre. Poza tym ogólnie rzecz biorąc przyjął to niezwykle dobrze, jednakże jego wyraz twarzy wskazywał na to, że dręczyły go jakieś raczej nieprzyjemne myśli. Nic lepszego od kogoś, kto posypuje twoje rany solą.
Coś przyszło jej do głowy i zmarszczyła brwi.
- Na przyszłość?
- Hmm? - zapytał, wydając się wyrwać ze swojego nastroju.
- Powiedziałeś 'na przyszłość'. Czy to oznacza, że zamierzasz na chwilę pozostać w pobliżu? - zapytała.
- Może - powiedział wymijająco, a ona się uśmiechnęła.
Oceny śródroczne i więcej prac zaliczeniowych w ciągu kolejnych kilku tygodni oznaczało, że ich regularne już spotkania w kawiarni, były bardziej ciche. Severus spędzał większość z nich obserwując ją z coraz bardziej oczywistym rozbawieniem, podczas gdy ona pracowała i ignorowała go. Ku jej rozdrażnieniu odmówił przepytania jej, gdy go o to poprosiła, zauważając, że nie zna się na ekonomii i nie miałby pojęcia, czy podała mu informacje, których wymagałby egzaminator, czy nie i dodał spokojnie, że jest pewny, że zapamiętała wszystko, czego mogłaby potrzebować oraz wszystkie te informacje, których na pewno nigdy nie będzie potrzebowała, po czym zagroził, że naćpa ją, jeśli się nie uspokoi. Ostatecznie nigdy wcześniej nie widział jej w trybie przedegzaminowym.
Gdy już zakończył się ostatni test, Hermiona popędziła prosto do miasta i była nieprawdopodobnie zadowolona, gdy Severus pojawił się koło niej, gdy była już w połowie drogi.
- Zawsze chciałam wiedzieć, jak ty to robisz - powiedziała mu, z radością ujmując go pod rękę. - Wiem, że to nie aportacja, ale równie dobrze mogłaby być.
- Wiele lat praktyki - powiedział, zrównując krok.
- Nie zapytasz jak mi poszło?
- Nie muszę, dlatego też przedtem nie życzyłem ci powodzenia. Odkąd skończyłaś jedenaście lat nigdy nie dostałaś mniej, niż osiemdziesiąt procent punktów na żadnym egzaminie. To oczywiste, że poszło ci idealnie. Staram się nie zadawać kompletnie zbędnych pytań.
- Hmph. Tylko ty możesz prawić komplementy a przy tym pozwolić, żeby brzmiały jak obelgi.
- To talent.
Gdy już siedzieli ze swoimi napojami przy tym samym stoliku co zwykle, nie mogła oprzeć się, żeby nie przedstawić mu szczegółowej analizy każdego pytania i odpowiedzi, w końcu, zatrzymując się w połowie swojej paplaniny, zdała sobie sprawę, że on nie tylko ciągle jej słucha, ale także uśmiecha się lekko.
- Jestem pod wrażeniem. Wszyscy, których znam wyłączali się przy drugim pytaniu, nawet jeśli wiedzieli o czym gadałam.
- To pewnie dlatego masz skłonność do gadatliwości - zauważył spokojnie. - Większość ludzi nie lubi słuchać kogoś, kto jest inteligentniejszy od nich. Jesteś na tyle uparta, że nie dajesz za wygraną, a ja na tyle obojętny, żeby się tym przede wszystkim nie przejmować.
Hermiona posłała mu rozbawione spojrzenie. - No więc jak, jesteśmy tak samo dysfunkcjonalni?
Parsknął śmiechem. - Boże, nie. Uwierz mi, jestem o wiele, wiele bardziej dysfunkcjonalny, niż ty kiedykolwiek mogłabyś być.
- Nie wyglądasz źle - powiedziała w zamyśleniu. Zauważyła kilka rzeczy, które nie były do końca w porządku - gdy nie rozmawiali, miał tendencję do odpływania myślami i gapienia się w przestrzeń z dziwnym, nieobecnym wyrazem twarzy, a w niektóre dni pod jego okiem pojawiał się tik, który później znikał. W zeszłym tygodniu, gdy ktoś upuścił szklankę, prawie wyciągnął swoją różdżkę. To wszystko jednak nie było gorsze od tego, co zaobserwowała u swoich przyjaciół.
- To wymaga trochę wysiłku - odparł wolno, wyraźnie nie chcąc się wdawać w szczegóły - ale bycie z dala od miejsc, gdzie to wszystko się stało, naprawdę bardzo pomogło.
Odtąd rozmowa zeszła na różne tematy. Ona opowiadała mu najnowsze wiadomości z domu, a on tak bardzo jak udawał, że nie jest zainteresowany, tak samo nie zrobił niczego, żeby zmienić temat i zadał kilka dalszych pytań, na które nie znała odpowiedzi, bo jej wiadomości pochodziły przede wszystkim wyłącznie od Harry'ego, a on jak zwykle był trochę mało precyzyjny w sprawach, które nie dotyczyły bezpośrednio jego.
Severus traktował lekceważąco większość zmian jaka została wprowadzona i otwarcie gardził kilkoma z nich, a ich dyskusja szybko przeszła w debatę, której groziło zamienienie się w otwartą kłótnię. Polityka nie była specjalnością Hermiony, ale biorąc pod uwagę nowe Ministerstwo - a przynajmniej ważniejsze jego działy - składające się z członków Zakonu, była bardziej niż jej przyjaciel skłonna do tego, żeby im zaufać, jak również do tego, żeby ich bronić. Severus był tak samo skłonny do tego, żeby ich atakować.
- Hej, gołąbeczki! - niespodziewane przerwanie sprawiło, że oboje się rozejrzeli; właściciel kawiarni stał przy ich stoliku z rękami na biodrach, szczerząc się. - Zamykamy. Tym razem byliście tu prawie cały dzień, to musi być rekord - skinął w kierunku Severusa. - Powinieneś się z nią umówić, wiesz?
Hermiona zerknęła na swojego towarzysza, żeby zobaczyć jego reakcję, spodziewając się lodowatego słucham? oraz gniewnego spojrzenia profesora Snape'a. Ku jej zaskoczeniu gapił się w stolik, wyglądając na raczej zawstydzonego. Mrugając, spojrzała z powrotem na Micka, który mrugnął do niej radośnie.
- No już, uciekajcie, oboje. Przypuszczam, że znowu was za niedługo zobaczę.
Sama będąc trochę zażenowaną, pokręciła głową i próbowała spiorunować go wzrokiem, po czym zebrała swoje rzeczy i skierowała się do drzwi. Severus, nagle bardzo cichy, podążył za nią. Na zewnątrz, popatrzyła na niego, gdy opuszczono żaluzje.
- Severusie?
- Powinienem go przekląć - wymamrotał, nie patrząc na nią.
Nie będąc do końca pewną co ta reakcja oznaczała, Hermiona wzruszyła ramionami i starała się brzmieć radośnie. - Nie miał na myśli niczego złośliwego. Daj spokój, zmieńmy temat; jeszcze nie skończyłam udowadniać ci, że jesteś w błędzie.
Chciała go sprowokować, żeby wyrwać go z jego nagłego, dziwnego nastroju dopóki sama nie odkryła co czuje i wydaje się, że jej się udało, bo roześmiał się lekko.
- Nie zaczęłaś udowadniać mi, że się mylę, zuchwała gryfonko - odciął się, brzmiąc już jak on.
- Po prostu tego nie przyznasz, uparty ślizgonie - odpowiedziała czule, uśmiechając się do niego szeroko.
Przechadzając się, kontynuowali swoją dyskusję, ale ona nie poświęcała jej już swojej pełnej uwagi, bo była zbyt zajęta myśleniem o tym, co powiedział Mick i miała wrażenie, że Severus również nie angażował się w rozmowę. Nie żeby ten pomysł był dla niej nowością. Po kilku tygodniach rozmawiania z nim, jak gdyby przez te wszystkie lata, gdy się znali byli przyjaciółmi, a nie ekstremalnie wrogimi niechętnymi sojusznikami, naturalnym dla niej było to, że zaczęła spekulować. Nie była pewna, czy kiedykolwiek miała z kimś tyle wspólnego i chociaż nie był całkiem przystojny, daleko mu było do bycia nieatrakcyjnym, w szczególności porównując do tego, jak wyglądał w szkole - ledwie żywy, przygnębiony, żyjący na skraju załamania nerwowego. Gdyby to był każdy inny mężczyzna, umówiłaby się z nim już kilka tygodni temu, ale między nimi było tyle historii, a jego przeszłość była tak skomplikowana...
Świadoma ciszy, jaka między nimi zapadła, zerknęła na niego z ukosa, analizując jego rysy twarzy. Jego oczy znowu przybrały ten nieobecny wyraz i najwyraźniej był pogrążony w myślach. Tak ciężko było powiedzieć, o czym mógł myśleć; był zbyt przyzwyczajony do tego, żeby wszystko ukrywać. Z pewnością nie było żadnego konkretnego znaku, że był nią zainteresowany, ale cóż, wyraźnie lubił jej towarzystwo i pojawiał się, żeby ją zobaczyć zdecydowanie zbyt często, żeby nazwać to zwykłym zbiegiem okoliczności. Nie wydawał się mieć jeszcze zamiaru, żeby tylko dalej wędrować bez celu. To musiało coś znaczyć, prawda?
Błysk magii na jego szyi odciągnął ją od jej bezużytecznych spekulacji. Wraz z nadejściem wieczoru, ściemniało się i stał się dla niej bardziej zauważalny, chociaż przyzwyczaiła się już do ignorowania go. Hermiona nie była całkiem pewna, czy to dobry pomysł, ale jeśli nie spróbuje, to się nie dowie i zawsze będzie tego żałować.
- Severusie?
- Hmm?
- Mick miał rację, wiesz?
- Co do czego? - zapytał, zerkając na nią i lekko marszcząc brwi. Zebrała się na odwagę, mając nadzieję, że głos jej nie zadrży.
- Powinieneś się ze mną umówić.
Jego czarne oczy rozszerzyły się z zaskoczenia i zatrzymał się, wyglądając nagle niezwykle niepewnie. - Ja... - zaczął, po czym się zawahał.
Nie chcąc jeszcze dawać mu czasu do namysłu, powiedziała:
- Zdejmij to zaklęcie.
- Co? - zmarszczył brwi ze zdziwienia.
- Twoja szyja. Zdejmij zaklęcie.
Przełknął ślinę i opuszczając wzrok, zawahał się. - Dlaczego?
Delikatnie wyciągnęła rękę i dotknęła jego podbródka, starając się sprawić, żeby na nią spojrzał, drżąc wewnątrz z bólu, gdy wzdrygnął się na jej dotyk.
- Bo nie musisz się ukrywać Severusie. Nie tutaj i nie przede mną. Proszę.
Zamykając oczy, zanim mogłaby z nim nawiązać kontakt wzrokowy, wziął głęboki oddech i odetchnął wolno, lekko niepewnie. Drżąc wyszeptał wreszcie "finite" a to skrzące migotanie magii na jego szyi osłabło i znikło; mimo najlepszych chęci nie mogła powstrzymać westchnienia.
- Och, Severusie - wyszeptała po chwili, patrząc na dwie wypukłe, zaczerwienione purpurowe blizny. Były szerokie i źle wyglądały i z pewnością powstały po ranach, które nie zagoiły się tak jak trzeba, tylko ciągle się otwierały i prawdopodobnie były również zakażone. Po wojnie widziała wystarczająco dużo urazów, żeby móc to stwierdzić. Spodziewała się, że zobaczy coś podobnego do blizny Artura Weasley'a, która była mała i prawie już niewidoczna.
- Tak mi przykro.
Słysząc to otworzył oczy, wyglądając przede wszystkim na zagubionego, jego wyraz twarzy był obojętny.
- Dlaczego?
Mrugając szybko - nie będzie płakać, nie teraz - Hermiona pokręciła głową.
- Zostawiliśmy cię w Chacie. Jeśli - jeśli jedno z nas by zostało, sprowadziło pomoc, można by to było zacząć wcześniej leczyć...
Jego zduszony śmiech jej przerwał. - Myślisz, że to przez to? Uwierz mi, Hermiono, to nie była wasza wina. Sięgając trzęsącą się dłonią, dotknął delikatnie poszarpanej blizny. - W Świętym Mungu nie chcieli tego leczyć. Ich przysięgi były wiążące do pewnego stopnia, ale oni zrobili tylko absolutne minimum.
- Dlaczego?
- Przez to - złapał rękaw swojej kurtki i podwinął go, podciągając tym samym rękaw koszuli, żeby pokazać jej jeszcze raz Mroczny Znak, wyblakły i szary, ale ciągle widoczny na tle bladej skóry. W jego ciemnych oczach widoczny był lekki ból, ale też i spokój, którego nie spodziewała się zobaczyć. - Przez to, że jestem śmierciożercą. Dlatego wyjechałem, bo nieważne co bym zrobił, dla każdego czarodzieja i każdej czarownicy w Wielkiej Brytanii będę tylko śmierciożercą.
Hermiona spojrzała na niego, gdy opuszczał rękawy. W końcu powiedziała cicho:
- Nie dla mnie.
Spojrzał na nią ze zdumieniem, a ona wyjaśniła wolno, zastanawiając się nad swoimi słowami.
- Nie myślałam o tym wiele, po jego... po Dumbledorze. Za bardzo byliśmy zajęci tym, żeby przeżyć. Ale patrząc wstecz, część mnie zawsze była zdania, że to się nie całkiem zgadza. I każdy uczeń w Hogwarcie przetrwał ten ostatni rok. Gdybyś był 'tylko śmierciożercą' większości z nich by się nie udało. Chroniłeś ich, gdy dosłownie wszyscy byli przeciwko tobie, ryzykowałeś dla nich. I dla nas; to nie był jedyny raz, w Forest of Dean, kiedy byłeś w pobliżu, tak?
- Tak - potwierdził, tak łagodnie, że ledwo go usłyszała. - Nie jeden raz.
Pokiwała głową. - To co zrobiłeś... to najodważniejsza rzecz o jakiej kiedykolwiek słyszałam. Nie byłeś 'tylko' śmierciożercą, kiedy wyjechałam z Anglii. Z pewnością nie jesteś nim teraz. Przerwała, szukając uśmiechu, który odnalazła i poczuła się nagle pewniej. - Jesteś mądry, zabawny i przystojny, pomimo tego, co z pewnością sam myślisz. Jesteś dobrym człowiekiem, Severusie.
Odetchnął mocno, na krótko patrząc w dal, po czym obracając się do niej.
- Gdy z tobą rozmawiam prawie potrafię w to uwierzyć.
Rozluźniając się trochę, znowu się do niego uśmiechnęła. - Za bardzo to przemyśliwujesz, Severusie, a to zwykle moja robota. Przez ostatnie kilka tygodni rozmowy i spędzanie z tobą czasu naprawdę sprawiało mi przyjemność i chcę to kontynuować. Po wszystkim przez co oboje przeszliśmy uważam, że mamy prawo robić to co chcemy... a ja chcę ciebie.
- Hermiono, jesteś moją byłą uczennicą, a ja jednym z twoich nauczycieli... - powiedział niepewnie z nastawieniem człowieka, który prawie przegrywa jakiś rodzaj wewnętrznej bitwy.
- Tam nimi byliśmy. Nie tutaj. Tutaj jesteśmy po prostu... ludźmi.
Badając jej spojrzenie z zaskakującą intensywnością, zapytał nagle ochrypłym głosem:
- Czy to także jest współczucie?
Kręcąc głową, przełknęła ślinę i odparła bez tchu:
- Nie.
Nie była pewna czym to tak naprawdę było, ale nie uważała, że musi mieć pewność. To nigdy by się nie stało, gdyby byli w domu, z tymi wszystkimi wspomnieniami i historią, ale tutaj zobaczyła prawdziwego Severusa i po prostu chciała tylko jego.
Intensywność jego spojrzenia pogłębiła się i rozgorzała.
- W porządku.
A później ją pocałował, a było to, jak powrót do domu.
