Rozdział I

Dzień 1 po śmierci matki

Wydarzenia wczorajszej nocy wciąż obijają mi się po głowie nie dając mi spać. Twarz mojej matki… zdradzonej po raz kolejny okrutnie wyświetlała się pod moimi powiekami raz, po raz jak film puszczony na rzutniku. To żałosne, że jedyny raz kiedy zobaczyłam tyle emocji w jej spojrzeniu był w moment jej ostatniego oddechu. Poza szaleństwem i gniewem zobaczyłam ten przeogromny smutek - smutek, który niemal chciałam jej odjąć. Kochałam ją miłością beznadziejną i wytresowaną, ale wyrzucić teraz te emocje, to jak usunąć większość mojego życia. Usunięcie jej po raz drugi zburzyło moją kontrolę, którą budowałam tak starannie.
Czy faktycznie to było jedyne wyjście z sytuacji? - tylko o tym potrafiłam dziś myśleć, masochistycznie marząc o jej powrocie i powrocie bólu, tak ściśle z nią związanej. Nie potrafię żyć w innych warunkach, potrzebuję tego bólu jak powietrza. Był jedynym pewnym motywem w moim życiu więc jak, jak poradzić sobie bez niego...

Westchnęłam. - Nawet jeśli sprawiała mi tylko ból, miałam tylko ją. "A ona tylko ciebie" - głos w mojej głowie szepnął oskarżającym tonem. Oczy zapiekły mnie od wstrzymywanego płaczu. Zaskoczyła mnie ilość wody, którą potrafiłam z nich wylać, kiedy nikt nie patrzył. Teraz jej już nie ma, nikt nie powie mi jak słaba w tym momencie jestem. Ta myśl jednak nie przyniosła mi oczekiwanej ulgi, jedynie jeszcze bardziej zacisnęła mi pętlę żalu dookoła mojej delikatnej, łabędziej szyi. Matko, jak bardzo za Tobą tęsknię, choć wyrosłam w Twoim zimnie i pustce, byłaś tu dla mnie i kiedy nikt nie patrzył, przez malutką chwilę myślałam że to miłość…

Lucette.

Przeczytałam swoje słowa jeszcze dwa razy i upewniwszy się, że pióro jest dobrze zabezpieczone, zamknęłam skórzany pamiętnik. Wyjrzałam przez zdobione witrażem okno, które nie bez przyczyny wychodziło na pałacowy ogród. Ten pokój był umieszczony po najciemniejszej - zachodniej stronie pałacu, dlatego limit światła wychodzącego z okiennic ograniczał się do późnych godzin wieczornych. Aby witraż zalśnił kolorami muszę poczekać aż do końca uczty obiadowej. Nie przeszkadzało mi to, lubiłam swój melancholijny pokoik i wieczorne lektury przy blasku świec. Dziś jednak wprawiał mnie w tylko jeszcze gorszy, bardziej ponury humor. Otworzyłam okiennice wpuszczając nieco wczesno-letniego powietrza. Nic jednak nie zdawało się ulżyć mi w pozbyciu się tego niszczącego bezdechu. Zirytowana własnym ciałem ruszyłam się z nagle niewygodnego fotela w stronę drzwi. Jednak okazało się, że ktoś mnie ubiegł. W progu stał nie kto inny jak Waltz, mój czarnowłosy Piotruś Pan.

"Witaj moja Gwiazdko, jak sobie radzisz? Jest coś w czym mógłbym ci pomóc?" Waltz uśmiechnął się smutno. Nie wiem czy łzy wyżłobiły już koryto w moich policzkach, czy to moja żałosna mina spowodowała, że przyciągnął mnie do swojego ciepłego uścisku. Pozwoliłam sobie na tę jedną chwilę słabości i wcisnęłam się niemożliwie głębiej w jego szczupłą sylwetkę i poddałam się kolejnej fali emocji, która już teraz rozpierzchła się nawet do samych czubków palców. Uwiesiłam się mocniej na Waltzu szukając podparcia dla moich zdrętwiałych nóg. Ten delikatnie uniósł mnie na ręce i zaczął iść w stronę mojego łóżka. Zatrzymałam go w pół kroku.

"Waltz proszę cię, zabierz mnie gdzieś. Gdziekolwiek. Nie mogę wytrzymać dłużej w tym pokoju." Spojrzał na mnie, jakby chciał znowu mnie zbesztać, jednak tylko westchnął zrezygnowanie. "Księżniczko, miałaś odpoczywać…" Zwiesiłam głowę smutno, dobrze wiedząc, że jedynie jeszcze bardziej się zmęczę. Nigdy się jednak to tego otwarcie nie przyznam.

"Miałam, to dobre słowo. Dlaczego więc także i ty jesteś na nogach o tej porze?" Spytałam sztywno, dobrze znając odpowiedź na własne pytanie.

"Nie zeszłaś dziś na śniadanie. Nigdy ich nie omijasz, więc pomyślałem, że pewnie jesteś głodna i przyniosłem ci to." Położył mnie delikatnie na pościeli i uniósł pakunek, którego nie zauważyłam na początku. Rozłożył na tacy kilka talerzyków i rozsupłał serwetę otulającej jak się okazało parę słodkich bułeczek cynamonowych i ciasteczek owsianych. Podrapał się po głowie.

"Zapomniałem przynieść herbaty. Zacznij jeść, zaraz wrócę." Obrócił się do wyjścia, jednak zdążyłam w porę złapać go za mankiet lnianej koszuli.

"Zostań." Nie odchodź krzyczałam wewnętrznie. Nie zostawiaj mnie samej z nią. "Waltz, proszę, zostań." Szepnęłam, drżąc z przeszywającego mnie nieoczekiwanego zimna. Szczęśliwie usłuchał i jak zwykle tylko, uśmiechnął się ciepło. Zdawało mi się, że ten uśmiech to jedyne co chroni mnie teraz przed nieuniknionym zamarznięciem.

"Zostanę moja Gwiazdko, dopóki zechcesz. Tylko proszę zjedz coś, musisz zregenerować siły. Potrzebuję cię zdrowej, jak inaczej zostaniesz moją asystentką?" Uśmiechnęłam się mimowolnie. Cieszę się, że ktoś tak dobry jak Waltz chciałby ze mną publicznie spędzać czas i planować wspólną przyszłość. Nie wiem czy ktoś tak słaby jak ja zasługuje na takie szczęście. Zmieniłam temat zanim moje myśli przysłoniły ciemne chmury.

"Masz przygotowaną historię na następny występ?" Złapałam za bułkę i zaczęłam żmudnie przeżuwać. Wszystko dziś jakby straciło swój pierwotny smak. Spróbowałam więc skupić się na entuzjastycznych słowach szkarłatnookiego czarodzieja niczym tonący okrętu.

"Przedstawienie będzie o małej gwiazdce którą źli ludzie strącili z nieba i zabrali złotą sukienkę, bez której nie może wrócić i świecić na niebie." Waltz wyjaśnił przeczesując moje rdzawo-rude pasma.

"I jak? I uda jej się wrócić do domu?" Zapytałam poruszona. Ta historia wydawała mi się nienaturalnie dłuższa niż jego zwykle krótkie bajki o wróżkach i czarownicach.

"Tak, zakochany w jej dobrym sercu krawiec podstępem wykradnie złotą suknię i przeszyje w jeszcze piękniejszą." Ściągnęłam brwi w zamyśleniu.

"A co będzie z krawcem. Jego ukochana przecież wtedy wróci daleko, daleko od niego? Już nigdy się nie spotkają?" Waltz uśmiechnął się szerzej. Czyli jednak miał na to jakiś ratunek.

"Krawiec przeszył suknię magicznymi nićmi, które pozwolą gwiazdce wracać bezpiecznie na Ziemię, aby spotkać się z ukochanym." Mrugnął do mnie, wyraźnie dumny z nowej historii.

"Krawiec czarodziej i gwiazdka?" Zmrużyłam oczy. "Wydaje mi się, że znam już tę historię" Uśmiechnęłam się szczerze po raz pierwszy tego dnia. "Podoba mi się."